Jasna ciemność cz 7

Kapitan wrócił do Lu. I zrobił to w samą porę. To co czuł do Promyka dawało mu radość. Nie był ani zazdrosny ani zły. Ale nie jest to męską domeną. Właśnie na dwa dni przed jego przyjazdem coś zmieniło się pomiędzy Lu Senlin, a Xue. Lu Senlin miał bowiem dziwny sen, a po nim, jego przeczucia nabrały podstaw. Jego żona zachowywała się wobec niego zarówno w nocy jak w dzień bez zarzutu. Ale zaczął coś wyczuwać. Ona bowiem z każdym dniem czuła w najgłębszej części serca, że już tak dalej nie potrafi żyć. I było jej bardzo trudno nadal ukrywać to w głębi duszy. Pozornie wyglądało, że wszystko jest dobrze, lecz Lu coś wyczuł. Szczególnie po tym śnie. Postanowił się upewnić jak jest naprawdę.
— Możemy porozmawiać?
— Tak mój panie — powiedziała Xue Pian.
— Jest coś z toba nie tak — rzekł. Kochasz mnie?
— Tak — odrzekła od razu.                                                                                                                  — Nie ma nikogo więcej, w twoim sercu?
Prawdziwa miłość jest wszystkim, choćby była okruszkiem. Nieprawdziwa, nie wystarczy, choćby była całym światem... Xue struchlała. Nie kłamała, kochała go na swój sposób. Ale wiedziała, że nigdy i nic nie zastąpi jej Promyka. Tęskniła za nią. Nie zastanawiała się co jest sercem tej tęsknoty. Czuła, że jest nią sama Guang, bez podziału na charakter, postępowanie, ciało i ducha.
Nie wiedziała jak zareaguje Lu. Ale postanowiła powiedzieć mu prawdę, bez względu na konsekwencje.
— Tak. Jest ktoś jeszcze w moim sercu.
— Czy to ten kapitan, rozmawiasz z nim często?
— Nie, to nie on.
— To kto?
Xue zawachała się. W końcu rzekła.
— To Guang Shexian.
— Co takiego, kochasz tą ślepą kobietę?
— Tak — rzekła Xue.
Xue widziała co dzieje się z Lu. W jednej chwili odczuła, że uczucie jakie do niej miał przybrało prawdziwą maskę. Zazdrości, zranionej dumy i jeszcze czegoś, czego nie mogło pojąć jej wrażliwe serce. Jego twarz posiniała z gniewu.
— Ty... ty.
Zawołał straże.  
— Zamknąć ją.
— Czemu Lu? — zapytala Xue.
Xue Pian mogła powiedzieć, że zawdzięcza Promykowi życie. Mogła wyznać, że jej kilka słów zmieniło ją na lepsze. Ale nie powiedziała nic więcej.  
— Zejdź mi z oczu — rzekł zimno Lu Senlin.
                                                          *
Kiedy Shan Chung Xiaoxi wrócił, nie od razu pojechał na zamek. Pobył dwa dni w okolicy. W końcu jednak przybył do swego pana.
— Wróciłem panie.
Zobaczył od razu, że coś się stało.
— Czy ty wiedziałeś, co jest z Xue? — hamował złość, Lu Senlin.
Kapitan nie kłamał, brzydził się kłamstwem, ale tym razem coś mu mówiło, że musi zataić prawdę.
— Nie wiem o czym mówisz, panie.
— Lepiej, że nie wiesz. Jesteś jej przyjacielem. Więc jako przyjaciel przekaż jej dobrą wiadomość. Za dwa dni ją zetną — rzekł z szyderczym uśmiechem Lu Senlin.
— Co zrobiła, panie? — zaniepokoił się kapitan.
— Już ona wie, co zrobiła!— odparł wzburzony generał Lu Senlin
Kapitan udał się niezwłocznie do Xue Pian. Strażnik nie chciał go jednak wpuścić. Wobec tego kapitan udał się z powrotem do Lu Senlin.
— Tak, kazałem nie wpuszczać do niej nikogo.
Dał mu pismo, że kapitan może widywać ją kiedy chce.  
— Niech się nacieszy. W końcu zostało jej niewiele — rzekł Lu.
Kapitan udał, że to go aż tak nie martwi. W rzeczywistości był poruszony do głębi. Dostał się do Xue. Płatek Śniegu siedziała w kącie celi. Jedzenie stało nie ruszone. Kapitan zastanawiał się czy jej powiedzieć co usłyszał od Lu. W końcu się zdecydował.
— Lu Senlin chcę cię zabić za dwa dni, pewnie wymyśli zdradę stanu lub co innego.
— Źle zrobiłam, że tu jestem.
— Co się stało?  
— Pytał mnie czy kocham kogoś i ja powiedziałam, że tak.
— Wiem kto to.
— Jak ty to wiesz?
— Trudno było nie zauważyć. I ja kocham Guang, ale nikt nie zajmie twojego miejsca w jej sercu.
— Ona pamięta o mnie? — szepnęła Xue.
Zaczęła głośno płakać.
— Posłuchaj uważnie, Xue Pian. Zjedz, musisz się wzmocnić. Postaram się ucieć z tobą dziś w nocy.  
— Zginiesz, jak nas złapią.
— Wiem gdzie ona jest. Jeśli uda nam się tam dostać, zmylę ślady, a wy uciekniecie gdziekolwiek. Mam pozwolenie od Lu Senlin, że mogę cię widywać kiedy zechcę.
— Jak miniemy straże?
— Mam swoje sposoby.
Kapitan wyszedł pośpiesznie. Miał plan. Znał kilku zaufanych ludzi wśród straży. Pozostawało jednak dwóch strażników celi. Tych zamierzał unieszkodliwić. Powiedział zaufanym ludziom, że musi wyjechać w nocy z pakunkiem i żeby go nie sprawdzali. Za zamkiem przygotował  konia dla Xue.  
Lu w istocie nie chciał zgładzić żony. W złości powiedział to do kapitana. Bardziej cierpiała jego duma, zamierzał ją więzić, złamać psychicznie. Sam nie wiedział jeszcze co chciał zrobić. Tymczasem kapitan wszystko przygotował. Ogłuszył strażnikow. Wyjął klucze i wyprowadził Płatek Śniegu z celi. Zawinął Xse w cienki dywan i wyszedł niezauważony przez nikogo. Położył zawiniętą Śnieg na konia i spokojnie przejechał przez plac, kiwając na znajomych. Nikt go nie zatrzymał. Podjechał do konia przygotowanego dla Xue. Rozwinął dywan i ruszyli.  
Konie gnały jak wiatr. Musiał uważać na nie, gdyby je stracił byliby bezradni. Mieli dwie godziny przewagi, do następnej zmiany straży.  
Kiedy Lu dowiedział się, że kapitan uciekł z Xue, wpadł w szał. Zabił dwóch strażnikow, poturbował innych. Na szczęście zaufani kapitana nie przyznali się, że go widzieli. Lu wysłał ludzi, jednak kiedy wysłani nie znaleźli śladów i wrócili, zaniechał dalszego pościgu. Za dwa dni pojechał z kilkunastoma ludzmi w miejsce gdzie przyjechał po Xue po raz pierwszy. Jednak kiedy nie znalazł tam nikogo, zawrócił.
                                                          *  
Promyk siedziała nad wodą i myślała o tym czy wrócić do mistrza Shuijing, ale jakieś przeczucia nie dawały jej spokoju. W końcu odkryła co jest nie tak i czekała. Kapitan wraz z Xue, dojechali kiedy dzień się już zaczął. Konie mieli zmęczone. Xue zeskoczyła z konia i wpadła w objęcia Promyka. Całowała jej twarz, ręce i stopy.
— Wiem, co się stało — rzekła Guang. Shun Chung Xiaoxi pozwól odpocząć koniom i uciekaj z tego miejsca. Lu poznał mnie tu i na pewno przyjedzie szukać wszędzie w tej okolicy. Ja pojadę z Xue Pian na jednym koniu, a przy najbliższej okazji kupię drugiego.
Podeszła do Jian i ucałowała go serdecznie. (Jian jest alternatywnym imieniem Shun Chung Xiaoxi). Pozostali kilka sekund w uścisku.
— Znajdę was?  
— Kochasz mnie, więc serce cię poprowadzi.
Odjechały.
— Kocha cię. Wiem, bo mówił mi.
Popatrzyła na Promyk.
— Ty też masz do niego uczucie, prawda?
— Tak — odrzekła  Guang.
— Jesteśmy razem — rzekła Xue. Już cię nigdy nie zostawie.
Śnieg zobaczyła łzy na twarzy Guang. Płynęły z pod maski.
— Nie cieszysz się, że jesteś ze mną?
— Bardzo — rzekła Promyk.
— To czemu płaczesz?
— Nie mogę ci powiedzieć.
— Chodzi o Xiaoxi, coś było między wami?
— Nie, nie chodzi o kapitana. Nie pytaj, proszę.
Xue wtuliła się w nią mocniej.
— Nabrałam ciała i mięśni. Uczyłam się też walki, miałam z nim też dobry czas.
— Wiem to. Czuje i widzę na swój sposób. Kochasz go trochę? — zapytała Guang.
— Kocham, chociaż nie pojmuje dlaczego tak postąpił
Łzy popłynęły po policzkach Promyka, bo wiedziała ile zła wyrządzi ten człowiek. Ale jeszcze nie teraz...
— Jesteś księżniczką, a ja nie mam pałacu.
— Dobrze, że jesteśmy razem. To wszystko czego pragnę.
— Musimy mieszkać w górach, pasuje ci to? — zapytała Guang.
— Już ci mówiłam... Coś tu jest, to chyba Shan zostawił.
Xue odkryła, że kapitan zostawił im cały woreczek złota.
— Mam nadzieję, że zostawił coś dla siebie i nie da się złapać — rzekła Xue. Bardzo nam pomógł.
— To bardzo dobry człowiek.
Śnieg nic nie mówiła przez chwilę.
— Nie jesteś zazdrosna, że mam kogoś jeszcze w swoim sercu? — zapytała Guang.
Zapytała tak, lecz czuła jaka będzie odpowiedź.
— Jak mogę być zazdrosna, przecież cię kocham! W prawdziwej miłości zazdrość nie istnieje.  
— Jak sama widzisz nie każdy reaguje tak jak ty, czy kapitan. Niestety wielu nie potrafi pogodzić się z tym, że obiekt ich uczucia dzieli serce z kimś innym... Bo tak naprawdę nie kochają… Myślisz o czymś, zapytała Promyk, przerywając swój monolog.
— Byłam z Lu prawie siedem miesięcy. Najgorsza była noc poślubna, a potem jakoś się przyzwyczaiłam. I nawet czasami było mi dobrze... Ale ciąglę tęskniłam za tobą. Pragnęłam być z tobą i przy tobie.
— Tak, wiem to, ale coś cię trapi.
— Byłam z Lu — zaczęła... Kochałam Cię mocno, jego troszeczkę...
— Kochałam się z nim czasami i nie powiem, że się zmuszałam... Ale... kocham cię bardzo i gdybym cię nie pragnęła, nie czuła bym pełni. Czy myślisz, że to nienormalne?
— Nie chcę oceniać, wiem że mam silną męska energię, a ty jesteś bardzo kobieca — odrzekła Guang. Może to dlatego, ale nie kłopocz się tym teraz.
— Czy mogę być przy tobie i nie zostawisz mnie? — zapytała Xue.
Promyk czuła jej gorące, szczere serce. Odczuła, że nie ma tam oczekiwań, niespełnionych marzeń. Ani odrobinkę inaczej, niż kiedy się rozstały. Ten sam wulkan namiętności na wielkim oceanie czystego jak kryształ uczucia, którego nic nie mogło zmącić ani umniejszyć.
— Nie obawiaj się kochanie, nie zostawię cię. Pamiętasz co mi mowiłaś na początku, że nie mogę się zniżyć do twojego poziomu...
— Tak pamiętam.
— Potrafię zastygnąć jak kamień, nie oddychać i moje serce nie bije. Jednak to, że cię kocham i pragnę nie przeszkadza w niczym. To tylko inni ludzie. Muszą ci coś objaśnić. To co widzimy, czujemy, dotykamy, jest iluzją. Lecz nasze życie tu, jest istotne. Jesteśmy zanurzeni w oceanie mocy i mądrości. Jednak jest to niewidoczne dla prawie wszystkich. Nasze spotkanie nie jest przypadkowe. Na samym początku, zmieniłaś się od momentu kiedy powiedziałam, że zostawiłam mojego mistrza by cię spotkać. Lecz Wiedza dała mi odczuć, że mam dawać miłość. Lecz ty to powiedziałaś, że ty jesteś tą miłością. Jest tylko jedna możliwość, że to wiedziałaś. Moc wybrała ciebie. Twoje pragnienie mojego ciała jest jak ziarenko piasku na pustyni czystej miłości. Nasz związek jest w stanie pojąć ktoś kto wie czym  jest miłość, ta prawdziwa. Świat tego nie pojmuje ani nie zaakceptuje. Ani teraz, ani później.* Większość ludzi kocha się z sobą z powodu porządania ciała. Upraszczając, kochają bo pragną. Ty pragniesz, ponieważ kochasz. Mogłabyś żyć bez pragnienia, ale nie mogłabyś żyć bez uczucia miłości.
— Tak, to prawda — rzekła Xue. A ty Promyku?
— Ja jestem miłością, lecz mimo tego, jestem niczym bez ciebie.
Xue milczała przez chwilę, a potem zapytała.
— Czy kochasz i pragniesz mnie dlatego tylko, że ja kocham ciebie?
— Spalasz mnie żarem swojej miłości, lecz również ja pragnę cię spalić moim.
— Czy dlatego płakałaś — zapytała Śnieg?
— Nie, to inna sprawa, ale prosiłam cie, nie pytaj. Wystarczy, że ja wiem. I proszę cię, obiecaj że nie będziesz już pytać o to — poprosiła Guang.
— Obiecuję.  
Dojechały do małego górskiego pasma.
— Nie jest dla ciebie jeszcze zbyt ciepło byś mogła spać na zewnątrz, muszę znaleźć dla nas jakieś schronienie. Poza tym musisz coś jeść, a owoce lasu ci nie wystarczą.
— Nie myślałam, że sprawię ci taki kłopot.
— Ależ to nie kłopot. To jest przejściowe. Później, jeśli zechcesz, pojedziemy poza zasięg wpływów Lu i tam kupimy dom albo zbudujemy.
— Ty jesteś taka mądra, ale i ja mam pomysł. Wiesz, że jestem księżniczką i moja rodzina jest bardzo bogata. Pojedźmy do moich posiadłości.
W momencie Promyk coś odczuła.
— Czy twoja rodzina jest silna jak klan Lu?
— Och nie, lecz mamy ziemię i złoto.
— Widzisz Xue, jest tak. Ja wiem coś, ale nie mogę cały czas zmieniać tego co pragniesz i myślisz, bo zabieram ci wolność. A tego nie chcę.
— Nie wiem dokładnie co masz na myśli.
— Kiedy odparliśmy atak Wu, chciałam iść sama, lecz ludzie Shan Chung Xiaoxi nie zgodzili się. A ja wiedziałam, że jeśli pójdą ze mną, to zginą. To nie jest dobry pomysł, by jechać do twojego domu.
— Pójdźmy jednak — rzekła po namyśle Śnieg.  
Pod koniec dnia Promyk znalazła dobre miejsce. Upolowała dla niej królika.  
— Może  jutro zacznę się uczyć żyć słońcem jak ty.
Xue była tak zmęczona, że zasnęła z głową na kolanach Guang. Promyk popadła w stan czuwania. Miała pewność, że są bezpieczne. Myślała o ostatniej rozmowie z Xue. To samo co mówiła jej, dotyczyło jej samej. Shuijing i każdy poprzedni mistrz, wiedział co niesie z sobą świat. Dlatego wybierali samotność. Ona wiedziała czego pragnie i co jest jej drogą. Nie wiedziała tylko, że pokocha kobietę i wzajemnie. I miała pewność co do tego, że nigdy nie zamieniłaby tego co ma, na inną rzeczywistość. Ona nie miała żadnych praw poza tym, że szła za wolnością miłości, która jest jedynym prawem wszechświata. Cała przyroda miała swoje prawa. Narodzin i śmierci. Coś ginęło, by coś inne żyło. Zwierzęta zabijały się dla pożywienia, chociaż nie tylko. Dla przewodnictwa w stadzie albo czasem o partnerkę. Ludzie powoli ujarzmiali całą naturę. Dane im było nie zabijać dla jedzenia, lecz tylko nieliczni umieli to zakceptować i wybrać. Tylko ludzie potrafili być okrutni, ale tylko ludzie potrafili kochać. Kochać w ten sposób. Promyk uświadomiła sobie też jeszcze jedno. Każdy człowiek może zostać mędrcem i porzucić „normalne życie” by oddać się medytacji bez żalu. Jeżeli jednak ktoś osiągał poziom, który ona miała, nie miał odwrotu. Ponieważ to co wybrała, zrobiła z pełną świadomością. Czasami pozwalała sobie na tą niedoskonałość i zastanawiała się czy szczerą miłość można mierzyć. Wiedziała, że nie. Ale jeśli tak, to kto kocha więcej?
W jakiejś części swojego istnienia miała pewność, że to co czuje i wie, daje jej przewagę. Potem jednak odrzucała cały ten zgiełk. No cóż, bycie zwykłym człowiekiem ma swoje dobre i złe strony.
Przez całą noc znajdowała się w pół śnie. Odpoczywała, tonizowała swoje ciało i wnętrze. W jednym stała w pełni świadoma. Tam gdzie chodziło o Xue. Przez tą noc przestudiowała wszystkie stadia miłości, zarówno u siebie jak i w Xue Pian. Kochała i była kochana jak ojciec, matka, brat i siostra. Kochanek i kochanka i w końcu dziecko. W tym wszystkim miała to, ale również Śnieg równiez to posiadała. Po tej nocy wiedziała, że to nie był przypadek. To ciało, które spało na jej kolanach miało całe spektrum miłości jaką można mieć. Nad samym ranem otrzymała najcudowniejszą wizję jaką miała w tym ciele. Widziała swoimi oczami. Widziała swoje ciało, dorosłej Promyk bez żadnych blizn, a jej oczy miały kolor letniego nieba jakie jest w wysokich partiach Himalajów. Przebywała w ogrodzie pełnym kwiatów. Zwierzęta żyły z sobą w pokoju. Nie było tam śmierci nie tylko ducha, ale i ciała. Wszyscy żyli promienami wiecznego słońca. Wszystko tam było wieczne i wszystko dawało wszystkiemu życie. I Promyk nie była tam sama. Przebywała tam razem z Xue Pian. W oddali widziała mistrza Shuijing i jego mistrza. Mieli jasne, białe włosy. Mieli jednocześnie ciała i twarze młodzieńców i starców...
     A potem obudziła się. W chwilę potem poczuła, że Xue poruszyła się.
— Całą noc spałam na twoich kolanach?
— Tak, zasnęłaś i tak zostałaś

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2853 słów i 15913 znaków, zaktualizował 30 sty 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Jest troche bledow ortograficznych. Na ten przyklad - powinno byc pozadanie

  • AlexAthame

    @Almach99 A gdzie to pożądanie mniej więcej? Napisalem przez rz? Och.