Czarna róża #11

Czarna róża #11Oczami Justina:

Zdenerwowałem się. Czułem niepewność i strach, że Karisma nadal go kocha. Ten chłopak miał być jej bratem, a nie obiektem westchnień. Czułem się niepotrzebny. Myślałem tylko o tym co powiedział Chris. On nadal ja kocha, a jeżeli okaże się, że ona jego też, to ja się załamię. Znalazłem się w kuchni. Postanowiłem się przejść i zebrać myśli. Szybko ubrałem buty i wyszedłem z autobusu. Chciałem pobyć sam, więc postanowiłem przejść się do pobliskiego lasku. Jednak mi się nie poszczęściło i natrafiłem na małą grupkę dziewczyn. Zasłoniłem się trochę, żeby nie być tak bardzo rozpoznawalnym. Przeszedłem obok nich niepostrzeżenie. Opuściłem ręce i z powrotem włożyłem je do kieszeni. Biłem się z myślami. To nie tak miało wyglądać. Wszystko miało się ułożyć, mieliśmy być szczęśliwi, niczym się nie przejmować, a tym czasem jest kompletnie na odwrót. Przynajmniej z mojej strony. Z każdym wdechem coraz bardziej się denerwowałem. Chciałem sprawdzić czy Karisma coś napisała. Co dwie minuty sprawdzałem wygaszacz, jednak nic. Nie odzywała się, nie dzwoniła. Po prostu nic. W końcu rzuciłem komórkę w głąb kieszeni moich spodni i usiadłem na pobliskiej ławce. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu. Wyjąłem go z nadzieją, że to Karisma. Jednak szybko się przekonałem, że moje życie wcale nie ma pięknej przyszłości. Odebrałem w końcu telefon.

-Czego chcesz? – zapytałem lekko zdenerwowany i znudzony obecną chwilą.

-Jak ty się do mnie odzywasz? Jestem twoim przyjacielem, a ty co sobie myślisz? – To był wkurzony Scooter. On chce dobrze, a ja wyżywam swoją złość na nim.

-Przepraszam, po prostu się trochę zdenerwowałem. Więc powiesz mi o co chodzi? – przeczesałem ręką włosy i postanowiłem się jeszcze trochę przejść.

-Jest już 22 i powinniśmy zacząć koncert. Gdzie ty jesteś? – odchyliłem telefon i spojrzałem na ekran. Złapałem się za głowę i natychmiastowo zawróciłem.  

-Czekaj za chwilę będę – natychmiastowo się rozłączyłem i zacząłem biec w kierunku autobusu. Po jakiś 5 minutach byłem na miejscu. Wpadłem do środka cały mokry i ciężko oddychający.  

-No jesteś wreszcie. Gdzie zostawiłeś Karismę? – zaśmiał się – Idź się szybko umyć i jedziemy.

-Nie ma jej tutaj? – zrobiłem duże oczy. Zacząłem się martwić. Gdzie ona poszła? Wyjąłem telefon z kieszeni i zacząłem do niej dzwonić. Usłyszałem jej komórkę w naszym pokoju. Musiała ją zostawić.  

-Co ty robisz? Nie byłeś z nią? – zdziwił się i zdenerwował tak samo jak ja.

-Nie, wyszedłem sam – usiadłem na kanapie w salonie – A jak coś jej się stało?

-Na pewno nic jej nie jest. Może poszła na jakieś zakupy albo coś – usiadł obok mnie i położył rękę na moich plecach.

-Na zakupy o 22? – wyśmiałem go. Wstałem i zacząłem chodzić raz w jedną stronę, a raz w drugą.

-No to nie wiem. Wróci. Nie martw się i biegnij szykować – wstał i udał się do swojego pokoju. Łatwo mu mówić. Ja się martwię. Jednak zrobiłem tak jak chciał.  
Kiedy już się ogarnąłem wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na koncert. W drodze zadzwoniłem do Arthura, czy przypadkiem jej nie widział, czy coś w tym stylu. Niestety nic nie wiedział. Jeżeli jej coś się stanie to ja sobie tego nie wybaczę. Po kilku minutach wysiadłem z samochodu. Szybko pobiegliśmy koło sceny. Wszystko jakoś udało nam się ogarnąć w czasie i już zmierzaliśmy na scenę. Nagle moim oczom ukazała się Karisma. Szybko do niej podbiegłem i zacząłem przytulać.

-Gdzie ty byłaś? Martwiłem się – powiedziałem odchylając jej ciało od swojego.

-Pojechałam kupić sobie jakieś ubrania na koncert i do fryzjera– uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Odwróciła się i zobaczyłem jasne końcówki jej włosów. Wyglądała pięknie, tak jak zawsze - A gdzie ty byłeś?

-Na uspokajającym spacerze – jeszcze raz ją przytuliłem po czym wszedłem na scenę. Publiczność zaczęła piszczeć. Nienawidziłem tego. Chciałbym, że koncert w Grecji był podobny do tego w Polsce. Jednak nie. W Polsce jeżeli prosiłem o ciszę, otrzymywałem ją, natomiast tutaj jeżeli proszę o ciszę to słyszę jeszcze większe wrzaski.  
W końcu się skończyło. Moja głowa pękała, a gardło wysiadało. Nawet te pierd*lone tabletki nie działały. Miałem ich mnóstwo w swojej szafce. Teraz mam spotkanie z wybranymi osobami z publiczności. Stało się tak, że chłopaki jakoś się wykręcili z tego i zostałem sam. Szedłem między tłumem osób. Ochroniarze ledwo dawali sobie radę z utrzymaniem ich. Nareszcie doszedłem w wybrane miejsce. W pewnej chwili jakiś chłopak złapał mnie za rękę. Spojrzałem w jego kierunku i z jednej strony byłem zadowolony, że jest tutaj, natomiast z drugiej było mi go żal. Ten chłopak był niepełnosprawny. Siedział na swoim wózku i uśmiechał się do mnie.  

-Mógłbym prosić o autograf? Bo później nie dopcham się z tym wózkiem do twojego stolika, a przebyłem długą drogę żeby cię zobaczyć – widziałem w jego oczach, że jest szczęśliwy. Byłem mu wdzięczny, że tu jest pomimo swojej choroby.  

-Jasne, że tak. Dla kogo? – zapytałem biorąc z jego ręki kartkę i mazak. Uśmiechnąłem się czekając na odpowiedź.

- Victora – uśmiechał się. Podpisałem kartkę i ruszyłem dalej. Chłopak po chwili krzyknął dziękuję. Zadowoliło mnie to. Właśnie takie chwile są najpiękniejsze. Widok szczęśliwego fana. Doszedłem do stolika i tylko wystarczyło poczekać, aż zacznie się tu wojna „kto pierwszy ten ma autograf”. Nienawidziłem tego jak oni tu wszyscy biegną i ten hałas. Po prostu nie.  
Siedziałem tu ponad godzinę. Już czas do domu. Podpisałem ostatni autograf po czym wstałem od stołu. Słyszałem jeszcze gorsze krzyki i marudzenie. Szedłem przed siebie kiedy nagle ktoś krzyknął „Czemu rozdajesz autografy wybranym osobom?! My wszyscy tu czekaliśmy na ciebie, a ty nas zostawiasz! Ludziom na wózku autografy rozdajesz, a tym normalnym to co?!” Nie przestawał krzyczeć wtedy się wróciłem i wziąłem mikrofon.

-Takim jak ty autografów nie rozdaję. Tylko ty tu jesteś nienormalny. Myślisz, że taka osoba jak Viktor jest kimś innym? Mylisz się. Nikt tutaj nie robi awantury, tylko ty. Siedziałbym tutaj nawet do rana, gdybyście nie krzyczeli i pozwolili mi brać z tego przyjemność. Jednak to wasz wybór. Mi już pęka głowa, a co do ciebie. Zostaniesz ukarany za swoje zachowanie i ja tego dopilnuję – powiedziałem po czym ruszyłem w stronę wyjścia.  

-Jak sprowadzę ci tu jakąś dziwkę to dasz mi autograf? – zaczął się śmiać. Nie wytrzymałem i podbiegłem do niego zadając mu doskonałe uderzenie w tą paskudną mordę.

-Masz za swoje! Takich śmieci jak ty nie powinno się wypuszczać do ludzi! – krzyczałem to prawda. Bardzo się zdenerwowałem. Po chwili ochroniarze trzymali mnie już za ręce. Jednak kiedy go uderzyłem to zrobiło mi się lżej na duszy. Wszystko zakończyło się dobrze. Bo mnie wyprowadzili. Mam nadzieję, że nie wniesie wobec mnie skargi na policji. Wsiadając do samochodu przestałem się tym przejmować. Jakieś 20 minut później już byłem w domu. Wziąłem prysznic i poszedłem do pokoju. Karisma już spała.

Na drugi dzień:
Otworzyłem oczy mając nadzieję, że zobaczę moją księżniczkę. Jednak wcale nie zapowiadało się tak pięknie. Wyszedłem z pokoju do kuchni. Tak jak zwykle siedział tam Scooter i Karisma popijając razem kawę. Już się do tego przyzwyczaiłem.

-Justin musimy porozmawiać! – krzyknął Scoot na mój widok.

-Wiem – powiedziałem podchodząc do Karismy - Cześć kochanie – pocałowałem ją i uśmiechnąłem się.

-Cześć – powiedziała kiedy uwolniłem jej usta – O czym będziecie rozmawiać?

-Później ci opowiem – uśmiechnąłem się wyciągając z szafki chleb tostowy.

-Nie, nie i jeszcze raz nie. Kar idź włącz sobie telewizor i wszystkiego się dowiesz – uprzedził ją mężczyzna. Dziewczyna pobiegła do salonu i nie wracała z niego przez kilkanaście minut. Zdążyłem już zjeść swoje piękne śniadanie. W pewnym momencie weszła z powrotem do kuchni z grobową miną – Justin jak mogłeś go uderzyć?

-Słońce…to była chwila ja nie chciałem – podszedłem i przytuliłem ją. Nic nie odpowiedziała.

-Wcale, że nie. On przypomniał ci twoją przeszłość i dlatego go uderzyłeś!!! – zaczął krzyczeć mój wierny przyjaciel.

-No dobra, właśnie dlatego i co? Zabijesz mnie?! – teraz to i ja zacząłem trochę krzyczeć.

-Nie, ale wiesz, że teraz możesz być oskarżony o pobicie. Chcesz się cofnąć do tamtego czasu? – uspokoił się i spojrzał na mnie.

-Jakiego czasu? – zapytał mój słodziaczek.

-Wiesz, że nie. Karisma porozmawiamy w pokoju dobrze? – złapałem ją za rękę.

-Dobrze – pocałowała mnie w policzek i ruszyła w stronę naszego pokoju.

-Ja się boję. Nie chcę, żeby powrócił tamten Justin – usiadł przy stole i schował twarz w dłonie.

-Nie martw się. Nigdy nie będę taki jak wcześniej. Uderzyłem go bo byłem zdenerwowany z powodu tych krzyków i tego, że powiedział o tej dziwce i nawet o tym niepełnosprawnym chłopaku – powiedziałem mu tak jak było.  

-Rozumiem, ale przyrzeknij mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz – popatrzył na mnie.

-Oczywiście, że nie – zamknąłem na chwilę oczy. Jednak po chwili je otworzyłem – Przepraszam  

-Idź porozmawiać z Karismą – z powrotem schował twarz. Nie odpowiedziałem nic tylko pobiegłem do niej. Siedziała na łóżku i patrzyła na mnie. Nie odzywała się.

-Kochanie – wypuściłem powietrze – Uderzyłem tego chłopaka bo przypomniał mi jaki kiedyś byłem. Zrobiłem to pod wpływem emocji, ja naprawdę nie chciałem – łza popłynęła mi po policzku. Niby mężczyźni nie płaczą. Powiem wam, że jest zupełnie inaczej.

-Opowiedz mi. Jaki byłeś? – podeszła do mnie i przytuliła. Następnie razem usiedliśmy na łóżku.

- Przez wiele lat miałem wizerunek grzecznego chłopca. Zmieniłem go korzystając z usług prostytutek, a także za sprawą posiadania narkotyków. Za obrzucenie domu sąsiada jajkami zostałem ukarany dwoma latami w więzieniu z zawieszeniem oraz poniesieniem kosztów odszkodowania w wysokości 80,9 tys. dolarów. Zostałem aresztowany w styczniu 2014 roku za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu podczas nielegalnych wyścigów na terenie miasta. Zostałem również aresztowany za niebezpieczną jazdę quadem, uderzenie pojazdem w minivana i spowodowanie bójki, a następnie trafiłem do szpitala ze skręconym nadgarstkiem – wyrzuciłem to z siebie. Od razu moja księżniczka mnie przytuliła. Zrobiło mi się cieplej w sercu. Popłakałem się jak dziecko, ale w sumie dobrze. Powinna wiedzieć o mojej przeszłości.

-To straszne – Jej tak samo popłynęła łza. Czułem u niej wsparcie – Teraz się nie dziwie dlaczego go uderzyłeś. Jednak jeżeli on cię oskarży to będzie katastrofa. Justin ja nie chcę zostać sama – przytuliła się do mnie.

-Nie zostaniesz. Obiecuję ci to – zacząłem ją całować. W pewniej chwili dziewczyna złapała za moją koszulkę i zaczęła zdejmować.  

-Jesteś w 100% pewna, że tego chcesz? – zapytałem odrywając się od niej. Nie odpowiedziała tylko zaczęła okładać mnie pocałunkami. Zdarłem z niej koszulkę, a następnie zdjąłem spodnie. Całowałem każdy skrawek jej ciała. W pewnym momencie zamieniliśmy się rolami. To ona przyssała mi się do szyi. Trwała tak przez chwilę, po czym wolniutko zaczęła schodzić niżej. Byłem lekko zaskoczony i co najdziwniejsze zestresowany. Jej język był tak bardzo przyjemny, że z chwili na chwilę czułem się coraz bardziej podniecony. Znowu zjechała niżej. Leżałem już nieco zdrętwiały i coraz głośniej oddychałem. Kiedy doszła w okolice pępka i musnęła mój brzuch swoimi ustami, napiąłem wszystkie mięśnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Żadna dziewczyna nie doprowadzała mnie nigdy do takiego stanu. Karisma spojrzała na mnie…

-Spokojnie – uśmiechnęła się wracając do poprzedniej czynności. Dalej drażniła mnie w tym miejscu. Doprowadzała moje ciało do coraz większych drgawek.

-Jesteś obłędna – zaśmiałem się. Ona tylko wydała z siebie lekki uśmiech. Zaczęła wracać do góry. Nie śpieszyła się za bardzo, chcąc chyba jak najdłużej przeciągnąć te błogie tortury. Po chwili ponownie była przy moich ustach i wbiła się w nie jeszcze bardziej agresywnie. Prawa noga dziewczyny cały czas leżała na dolnej części mojego ciała, poruszając się delikatnie i ocierając o nią. Przy każdym ruchu coraz głębiej łapałem powietrze. W jednej sekundzie pozbyłem się jej garderoby. Teraz to ja się na nią rzuciłem. Byłem jak zwierzę. Gdy poczułem jej nagie ciało, mocno zadrżałem, a moje serce zaczęło bić szybciej. Żarliwie pieściłem językiem jej szyję i ramiona, jednocześnie tuląc się do niej. Z każdą chwilą czułem coraz bardziej rozpalone ciało mojej księżniczki. Wyciągnąłem z szafki prezerwatywy. Ściągnąłem bokserki i założyłem jedną z nich. Położyłem się na niej całym swoim ciałem, przywierając do jego warg. Usta miała już bardzo gorące. Zaczęła już głośniej oddychać i po chwili wydała z siebie głośniejsze westchnięcie kiedy już poczuliśmy się nawzajem. Poruszałem się pomału całując jej usta. Oddychała już bardzo ciężko, wydając od czasu do czasu jakieś stłumione dźwięki. Położyłem rękę na jej biodrze. Czułem jak jej tyłek, piękny tyłek porusza się w przód i w tył pod wpływem mojego. Poruszałem się na niej coraz mocniej, czując jej wilgotną skórę. Dźwięki dobiegające z ust dziewczyny robiły się coraz wyraźniejsze. Jakieś półtorej godziny później zsunąłem się niej. Upadłem na łóżko bez sił. Moja księżniczka położyła się na moim torsie. Oboje leżeliśmy tak bez słów. Było słychać tylko ciężkie oddychanie. (Wybaczcie, ale musiałam!!!!!! :D)

Leżeliśmy tak do 13. Potem ubraliśmy się i oglądaliśmy jakieś seriale w salonie. Nagle do niego wbiegli Scooter i Adam. Spojrzeli na nas i zaczęli się śmiać.

-O co wam chodzi? – zapytałem patrząc na nich jak na idiotów. W sumie byli nimi.

-Moglibyście na przyszłość robić to trochę ciszej? – zapytał Adam na co wybuchliśmy z Karismą donośnym śmiechem.

-Właściwie to Adam przyznaj, że Justina krzyki było bardziej słychać niż naszej wspaniałej księżniczki – zaczął się śmiać Scooter. Właściwie to wszyscy się śmiali oprócz mnie.

-Tak nie zaprzeczę – odezwał się Adam, gdy skończył się śmiać.

Następnego dnia ( Oczami Kar)
Obudziłam się około 11. No to sobie pospałam. Szybko wstałam i pobiegłam do kuchni. Byli tam wszyscy i głośnym chórem zaśpiewali mi 100 lat. Tak dzisiaj mam urodziny. Kończę okrągłe 19 lat. Nagle zza pleców wszystkich wyłonił się Justin z ogromnym tortem. Zanim się spostrzegłam w rękach miałam już kilka torebek z prezentami. Ostatni był Justin.
-Kochanie czego ja ci mogę życzyć – uśmiechnął się – Na pewno tego, żebyś nie przestała mnie kochać. Mniej złości na mnie. Żebyś już niedługo spotkała się z rodziną. Więcej uśmiechu na twojej twarzy. Szczęścia ze mną no i kochanie tego co ty sama pragniesz – uśmiechnął się i wbił w moje usta. Ta chwila była taka piękna. Wręczył mi pudełko – Założysz dzisiaj wieczorem – zaśmiał się i zaczął kroić tort. Zaniosłam wszystkie paczki i torebki do pokoju, a następnie wróciłam do kuchni.

-Ile jeszcze godzin drogi nam zostało? – uśmiechnęłam się.

-Około 3 godzin, a co? - odpowiedział Scooter rzucając się na kolana Justina.

-Nic po prostu już nudo jest – wstałam i usiadłam sobie na fotelu.

-Misiek chodź tuuuu – przeciągnął ostatnią literę – A ty złaź stąd – wypchnął Scootera za swoich kolan, a ja usiadłam ponownie obok Justina. Adam usiadł obok Scootera na podłodze i zaczęli patrzeć sobie w oczy. W ogóle nie wiedziałam o co im chodzi. Byli jacyś dziwni.  

-Ma ktoś jakiś pomysł na zlikwidowanie nudy? – zapytałam po czym rozległ się dźwięk mojego telefonu. Wstałam i poszłam do pokoju. Wyszłam z niego z łzami w oczach. Mój chłopak szybko do mnie podbiegł i przytulił. Wtuliłam się w Justina. Cała się trzęsłam i nie mogłam przestać. Justin próbował mnie uspokoić, ale mu to nie wychodziło. Wziął mnie na ręce i zaniósł na kanapę w salonie. Scooter i Adam siedzieli nadal na podłodze. Wszyscy patrzeli na mnie i czekali na jakiekolwiek słowo z moich ust. Justin chwycił moją twarz i wytarł łzy. Spojrzałam mu w oczy i przytuliłam się ponownie do niego.

-Kochanie co się stało? – zapytał odrywając mnie od siebie, by móc spojrzeć w moje oczy.

-Dzwonił Christian. Powiedział, że mój tata jest w szpitalu i może umrzeć – zaczęłam jeszcze głośniej płakać. Żaden z nich nic nie mówił, tylko patrzył na mnie. W pewnym momencie Justin mnie przytulił i pocałował w czoło. Wtuliłam się w niego i nie chciałam puszczać. Po chwili poczułam Scootera i Adama. Każdy z nich mnie przytulał.

-Mała nie martw się. Wszystko będzie dobrze – powiedział Scooter po czym wstał i wyszedł razem z Adamem. Ja nadal tuliłam się do Justina.

-Chcesz do niego jechać? – zapytał głaskając mnie po głowie Jus.

-Chcę i zrobię to. Kiedy tylko dojedziemy do Włoch to pojadę na lotnisko i polecę – otarłam swoje łzy.

-Lecę z tobą – spojrzał na mnie i pocałował.

-Nie możesz przerwać trasy tylko ze względu na mojego ojca – zaprzeczyłam i wstałam.

-Mogę robić co zechcę – zaśmiał się.  

-Nie bądź jak dziecko. Miliony ludzi czeka na to, by cię zobaczyć a ty nagle to odwołasz? – popatrzyłam na niego z kpiną w oczach.

-Tak –  znowu się śmiał.  

-Nie i koniec kropka. To będzie tylko kilka dni – ruszyłam w stronę pokoju. Po drodze wyciągnęłam z szafy walizkę.

-Kochanie ja nie wytrzymam bez ciebie – pobiegł za mną i złapał za rękę. Popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem i upadł na kolana.

-Justin jesteś jak dziecko. Powiedziałam, że nie – zaczęłam się śmiać z jego głupoty.  

-Wiem misiaczku no ale… - nie pozwoliłam mu dokończyć.

-Nie denerwuj mnie proszę – spojrzałam na niego i namiętnie pocałowałam. Kiedy skończyłam, wzięłam walizkę i ruszyłam przed siebie. Justin już nie pobiegł za mną, dlatego że zadzwonił mu telefon. Natomiast ja weszłam do naszej sypialni i zaczęłam się pakować.

Night

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3425 słów i 18901 znaków.

5 komentarzy

 
  • Fanka

    Hejka ;) czemu dodasz dopiero 6?

  • Night

    @Fanka Bo wcześniej nie dam rady po prostu ;)

  • Fanka

    @Night szkoda :(

  • SlodziaK

    A ja chciałbym żeby Kar została z Jusem <3 wiem że możemy ci mieszać.... uszanujemy twoją decyzję :)

  • Night

    @SlodziaK Też pomyślimy Macieju <3 ;)

  • Misiaczek0222

    Piękne!!! <3

  • Night

    @Misiaczek0222 <3

  • Pytonek03

    Ciekawie się dzieje! <3 kiedy następna? ;)

  • Night

    @Pytonek03 6 lipca <3

  • Fanka

    Chcialabym zeby Kar byla z Christianem;) Ale zeby Jus nie plakal :D Czekam na ciąg dalszy ;)

  • Night

    @Fanka Pomyślimy <3 :D