Alfa dog cz 5

Bez słowa zaczęła się kierować do drzwi wejściowych. Wszedłem za nią. Stare meble. Szafa, stół, dwa krzesła.  
— Zrobię herbaty. Więcej nic nie mam.
Koło jej nóg pojawił się kot. Rudy w białe pręgi. Piękny i dobrze utrzymany.
— Hej Tygrys, zaraz ci coś dam.  
Otworzyła szafke nad kuchnią. Stały tam najlepszej klasy puszki z kocim jedzeniem.
— Pojedźmy coś zjeść?
— Nie znoszę restauracji.
— To pojedźmy do sklepu i kupimy coś. Razem ugotujemy. Co myślisz?
— Nie mam pięniedzy.
— Kupię za swoje. Oddasz mi kiedyś jak będziesz mogła.
— Długo będziesz czekał.
— Nie pali mi się. I tak mam zamiar być z tobą do końca życia.
Inna dziewczyna albo by mnie wyzwała od idiotów albo by była szalenie szczęśliwa. Ale na Juli nie zrobiło to żadnego wrażenia.
— Dobra, jedziemy.
Pogładziła czule Tygrysa.
— Przyjedziemy za półtorej godziny. Bądź grzeczny.  
Wzięła go na ręce i przytuliła. Kot zaczął mruczć miło.
— Ja będe prowadził.
— Dobra maszyna. Bałeś się, prawda?
— Tak. Pierwszy raz w życiu. Jesteś szalona.
— Nie jesteś spostrzegawczy. Chodź, póki nie zmienie zdania.
Pocałowała mnie krótko w usta.  
Dojechaliśmy do sklepów za dziesięć minut. Wrzucałem do kosza wszystko co mi mówiła.
— Możemy podjechać do Walmarta? Potrzebuję coś do ubrania. Skoro mam chłopaka muszę jakoś wyglądać.
Nawet się nie zdziwiłem. Nie mogłem sobie wyobrazić osoby bardziej bezpośredniej.
    Wróciliśmy po godzinie.
— Ja będe gotować, a ty mi będziesz pomagać, zgoda?
— Nie ma sprawy, Julio.
Szło jej nieźle, a właściwie super. Zrobiliśmy sałatkę z różnych owoców i jarzyn. Wspaniałą zupę i spagetti z najlepszym sosem jaki jadłem w źyciu.
— To twój dom?
— Dostałam.
— Od rodziny?
— Można tak powiedzieć.
— Pacujesz gdzieś?
— Nie.
— Chciałabyś?
— Może.
— Jestem menagerem w sklepie sportowym. Mogę ci załatwić part time, a w wakacje full time.
— Do wakacji daleko.
— Tylko powiedz czy chcesz, załatwię.
— Dobrze, powiem.
— Masz jakieś pieniądze?
Spojrzała na mnie dziwnie. Zniknęła w drugim pokoju. Po chwili wróciła.
— Tu jest dwadzieścia osiem dolarów i trzydzieści centów. Resztę oddam drugiego października.
— Julia, co ty? Tak pytałem. Zabierz pieniądze.  
Wyjąłem dwa banknoty po sto dolarów.
— Będziemy kupować jedzenie dwa razy w tygodniu. Tylko powiedz jak coś będziesz potrzebować.
Julia spojrzała na mnie inaczej. Wyrzuciła wszystko z torby na fotel.  
— Podoba ci się ta sukienka? Jeżeli nie, wymienię na tą, na którą dłużej patrzyłeś.
— Jest świetna. Ładnie ci w jasnym. W sumie ładnie ci w każdym kolorze.  
— Dziekuję.
Pocałowała mnie delikatnie w usta.  
—Jestem trochę dzika. Powinnam była się umyć i ubrać.
Poszła do łazienki. Trwało to jakieś dziesięć minut. Wyszła w ręczniku. Zdjęła go i zaczęła się ubierać. Miała ładne, tylko trochę wychudłe ciało. Zauważyłem kilkanaście blizn na plecach i udzie.
— Jak się to stało.
Nic nie powiedziała. Myślałem, że nie dosłyszała.
— Julia, skąd się to wzięło?
Spojrzała na mnie tak, że przeszły mnie ciarki.
— Nie twój interes. Idź już.
— Julia! Co ty?
— Idź — powiedziała łagodniej. Proszę.
Pozbierałem się z krzesła. Prawdę mówiąc wolałbym dostć w mordę. Wolałbym wszystko, ale nie to. Zapaliłem mojego biuck. W głowie miałem pustkę.
— Julio, dlaczego — wyszeptałem.
Na nic więcej nie było mnie stać. Nie miałem ochoty jechać do domu. Nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. Ja, przywódca stada miałem wielki kłopot. Nie ze swoją watahą. Z samym sobą. Czy to możliwe, że Julia zawładnęła moim sercem i duszą? Nawet Natalia nie pochłaniała mnie tak w trzeciej części, przez poprzednie trzy lata...
Pojechałem do mojego parku. Tu czułem spokój. W drzewach coć było. Jakby błogi spokój koił moją duszę. Słyszalem szepy liści, tylko nie rozumiałem treści przekazu.
Słońce stało nisko nad horyzontem kiedy wstałem z ławki. Sprawdziłem komórkę. Setka smsów od mamy. Co za drań ze mnie? Egoista. Dla jednej istoty zapomniałem o całym świecie. Nie byłem daleko od domu, ale zadzwoniłem natychmiast.
— Co się dzieje, Kris. Odchodzę od zmysłów. Wszystko tak?
— Tak, zaraz przyjadę. Jestem niedaleko.
Po kilku minutach zaparkowałem samochód obok jej nissana.
Przytuliła mnie serdecznie i pocałowała policzek.
— To przeze mnie. Pewnie mnie nienawidzisz za to co wczoraj. Poprawię się. Wiem, że obiecywałam już wielokrotnie, ale tym razem mam pewność.
— Mamo. Jak możesz mówić, że Cię nienawidzę! Ja Cię kocham tak mocno jak tylko potrafię. To wszystko moja wina. Gdyby nie ten prezent ma gwiazdkę...
— To nie miało wielkiego znaczenia. Ja i tak chciałam. Do wczoraj...To znaczy nadal chcę, ale to odchodzi. Zrozumiałam, że zniszczyłabym wszystko co ważne dla ciebie i mnie.
— Tak Natalio. Tak mamusiu.
Przytuliłem ją mocno. Po chwili ją uwolniłem. Otarła łzę.
— Och jak bardzo mi tego brakowało. Odzyskałam teraz to co miałam w sobie. Jestem matką.  
Miałem pewność, że rozumiem co ma na myśli.
— Odgrzeję obiad. Jesteś pewnie głodny.  
Usiadłem w kuchni i patrzyłem jak się porusza. Zacząłem odczuwać zapachy. Jednak nadal miałem ,,dołek" związany z Julią. Musiałem coś z tym zrobić. To nie byłem ja. Chciałem odzyskać siebie. I to jak najszybciej!
Natalia podała obiad. Usiadła na przeciw i patrzyła. Wcalemi to nie przeszkadzało.  
— Co w pracy?
Zmieniła postawę. Wyprostowała się.
— Etyka zawodowa mi zabrania.
— Mama!
— Och, wiem. Umiesz trzymać tajemnice. Mam aktualnie trzy pacjentki. Jeden przypadek jest bardzo typowy. Mąż ją porzucił. A ona nadal go kocha. Druga osoba ma problem z sobą. Mąż jej próbuje pomóc. Ma problemy w pracy. Czuje się niedowartościowana, odczuwa szykany, które nie istnieją. Trzecia... wole nie mówić. Coś okropnego.
— Powiesz?
— Nie. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
— Tak. Już zrozumiałem.
Popatrzyła na mnie.
— Co jest, Kris! Nigdy cię takiego nie widziałam. Coś z Samantą? Mam nadzieję, że nie jest w ciąży.
Popatrzyłem na nia zdziwiony.
— I ty jesteś psychoanalitykiem? Z Samanta jest dobrze. Ja nigdy z nią...  
Popatrzyłem na nią inaczej.
— Powodem byłaś ty. Obydwoje tego chcieliśmy. Ale dobrze, że tak się nie stało. Dzięki temu mamy coś czystego i pięknego. Ty masz syna, a ja mam matkę.
— Tak, kochanie. Ale nigdy ci nie zapomną co dla mnie zrobiłeś. Pozbierałeś resztki, które zostały ze mnie. Podlewałeś i pielęgnowałeś. Dzięki temu jestem teraz różą. Piękną, kwitnąca różą. I wiem, że mam kolce. I potrafię ich użyć.  
— Mam kłopot. Pierwszy raz w życiu. Ale muszę sobie dać z tym radę sam. Wiem, że zrobiłabyś wszystko, żeby mi pomóc.
— Dobrze, rozumiem. Będę w swoim pokoju jakbyś zmienił zdanie.
Poszła na górę. Siedziałem chwilkę przy stole. Zebrałem talerze i włożyłem je do zlewu. Po chwili poszedłem do swojego pokoju. Zostałem sam. Ale nie byłem sam. W koło i w środku była tylko Julia. Tylko, że nie mogłem jej dotknąć w żaden sposób.  

                             Poprzedni wieczór.

Dzień jak codzień. Jeszcze czułem i pamiętałem sprawy związane ze szkołą. Ale teraz wszedłem do domu. Naszego domu. Mojego i mojej mamy. Widziałem efekty. Czułem, że z Natalią jest już wszystko dobrze. Pewnie jej coś jeszcze brakowała, ale tego nie mogła otrzymać ode mnie. Zrobiła kolację. Zachowywała się najzupełniej w porządku. Umyłem się, poczytałem coś z lekcji na jutro. W zasadzie byłem na bieżąco z programem. Uczyłem się dobrze i z tego powodu nie miałem zaległości. Przed samym spaniem zapukałem do mamy.  
— Wejdź — usłyszałem.
— Idę spać.
Nie wchodziłem głębiej. Ona już była w łóżku.
— Dobranoc, kochanie — powiedziała zupełnie naturalnie.
— Dobranoc.
Zamknąłem drzwi. Po chwili byłem już w łóżku. Zgasiłem lampkę i w krótce zasnąłem.  
Obudziłem się. A właściwie coś mnie obudziło. Coś bardzo miłego. Pocałunek. Po kilku sekundach uświadomiłem sobie co się dzieje.
— Mama, co robisz. Jesteś nago.
— Kocham cię i pragnę być blisko.
— Czemu przyszłaś, dlaczego mnie całujesz i czemu jesteś nago?
Wiesz czemu. Wtedy w święta chciałam. Wcześniej też chciałam. I teraz chcę.
Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony.
— Nie mogę się z tobą kochać.
To tylko zdołałem wypowiedzieć. Ale ona widocznie była innego zdania.
Wstała i zapaliła lampkę.
— Jestem dużo starsza, wiem. Ale nie jestem brzydka, to też wiem.
— Natalia, przestań.
Usiadłem na fotelu i ukryłem twarz w dłoniach.
— Kris. Marzę o tym. Nigdy nie było mi miło. Ani razu. Wiem, że jesteś moim synem. Wiem, że to grzech. Ale jesteś jedyną osobą, która ma dla mnie wielkie znaczenie. Tamta Natalia, która Cię urodziła już dawno nie żyje. To tylko ciało, które dziwnym trafem nie ucierpiało.
Mogłem inaczej, ale akurat to mi przyszło do głowy czy serca.
— A to co ja czuję nie ma dla ciebie znaczenia? Może gdybyś nie była moją matką też bym nie chciał? Nie robiłem tego jeszcze i nie wiem jak się to robi.
— Ja też nie wiem. To co było między mną, a Henrym nie mogę nazwać miłością. Ale czuję, że mojemu wymarzonemu mężczyźnie mogę dać wszystko w najlepszej klasie.
— Ale jesteś moja matką, na miłość boską!
— Teraz nie. Jestem kobieta pragnącą otrzymać co powinna dostać od ukochanej osoby. Ale widzę, że ty mnie ani nie kochasz ani nie pragniesz.
I co miałem zrobić? Mogłem kazać się jej wynieść. Ale postąpiłbym jak Henry. Albo gorzej. Mogłem potwierdzić jej słowa. Ale to nie była prawda. Uświadomiłem sobie w jednej chwili kim dla mnie jest. Czy czternastoletni chłopak mógłby pomagać matce, by zaczęła żyć. By zaczęła wierzyć, że jest zdolna, piękna, uczuciowa, kreatywna? To prawda, byłem jej synem. Ale byłem też kimś innym. I na odwrót. Była matka, ale nie tylko. Ku jej zaskoczeniu poszedłem zapalić światło.
— To przez ten prezent, wybacz — szepnąłem — obudziłem w tobie kobietę.
— Tak, obudziłeś. Ale ten prezent nie miał znaczenia. Tylko zrozumiałam, że nie jestem dla ciebie tylko matką.  
— Natalio. To wszystko co powiedziałaś to nie prawda. Jesteś piękna, atrakcyjna. Kocham cię. Jak matkę, ale jeszcze inaczej. Nie mogę zrobić tego z tobą. Z jednej przyczyny. Nie mogę wejść tam skąd wyszedłem.  
Ona otworzyła szeroko oczy.
— Dlaczego? Niczego więcej nie pragnę.
Doznałem olśnienia. Głupia cipa. To był klucz do wszystkiego. Upodlenie moralne. Poczucie małej wartości, strach. Wszystko, wszystko było tam ukryte. Pozornie wygrała. Stała się inną kobietą. Zdolną, pracowitą. Jednak nie była wolna. To jedno słowo było kluczem. Nie miałem pewności czy podziała, ale musiałem spróbować. Musiałem pójść na całość. Musiałem pokonać Henrego Kramera jego własną bronią. On nie był żadnym czarownikiem. Ani tym bardziej hipnotyzerem. Co zrobił to zabił w niej weszystko, albo lepiej prawie zabił. Jej psychika była zdruzgotana. Duch sponiewierana. Ja z jej pomocą to odbudowałem. Ale pozostał klucz. Musiłem zniszczyć ten klucz. Ale gdybym to zrobił mógłbym zabić na amen w niej kobiecość. A przecież była wciąż młoda i atrakcyjna. Nie mogłem tego zrobić.
— Jesteś bardzo mądrą cipką. Jesteś śliczna wszędzie, a szczególnie tam.
Popatrzyła na mnie inaczej. Tak! To było to. Mimo, że wyglądało na stek niesmacznych słów.
— Kris, co ty mówisz? Syn nie powinien mówić takich słów do matki.
Założyła koszulę i podeszła do mnie.
— Nie gniewam się, ponieważ cię bardzo kocham.
Pocałowała mnie w policzek, zgasiła światło i zamknęła drzwi.  
Rozpierała mnie duma. Znowu byłem szefem stada. Uratowałem bardzo drogą mi samkę. Najważniejszą! Przecież bez niej nie mógłbym zaistnieć.  

                                     Kolejny dzień.

Wstałem w minorowym nastroju. Świat nadal kręcił się w koło Julii. Dlaczego mnie odrzyciła, odepchnęła. Czemu mną wzgardziła. Czemu do cholery kazała mi się wynieść.
Zrobiłem poranna toaletę i ubrałem się do szkoły.  
— Hej, jak spałeś. Widzę, że słabo. Wszystko się ułoży. Miej cierpliwość.
Patrzyłem na nią jak na przedstawiciela razy pozaziemskiej. Ona mi to mówi?
— Tak, masz rację mamo.
— Matka ma przeważnie rację. Jak będziesz gdzieś chciał się zatrzymać dłużej, możesz dać znać. Wiem, że jesteś dorosły, ale ja mam prawo się niepokoić.
— Jasne, Natalio.
— Kris, nie zrozum tego źle. Mam tak na imię. Ale wolę jak mówisz mamo.
— Jasne.
Muszę być trochę wcześniej w biurze. Mam nadzieję, że nie zawadzę twojego pupilka w garażu.
— Jak zawadzisz to stracisz punkty na ubezpieczeniu — roześmiałem się.
Pocałowała mnie w policzek.
— Pa, muszę lecieć. Uszka do góry, synku.
Już jej nie było. Czy ja dokonałem tego cudu? Nie miałem pewności co do tego. Miałem co do innej sprawy. Od tego momentu wiedziałem, że wszystko będzie dobrze. Z nią. A ze mną? Tego jeszcze nie wiedziałem.
   Dojechałem na czas. Moje miejsce stało puste. Nikt nie śmiał parkować na moim parkingu. W końcu byłem alfa dog.
Wszedłem do klasy. Pare osób poklepało mnie po plecach. Kilka dziewczyn posłało uśmiech. Kira również. Nie dostrzegłem tego co zawsze. Była tam tylko radość i spełnienie. To świetnie!  
Dopiero po kilku minutach uświadomiłem sobie, że miejsce obok jest puste.  
Pewnie się spóźni, pomyślałem.  
Na drugiej lekcji poczułem nieprzyjemne mrowienie po plecach. Lekcję prowadził fizyk. Podszedłem do niego i zapytałem. W sumie gdyby odmówił i tak bym to zrobił.  
— Muszę wyjść. Bardzo ważna sprawa, panie profesorze.
— Jasne, Kris. Nie ma sprawy.
Prawie pobiegłem do samochodu. Nie jechałem tak ostro jak dwa dni temu Julia, ale z pewnością przekroczyłem szybkość i złamałem pare przepisów.  
Drzwi nie były zamknięte. Nawet na klamkę. W środku panował smród. Znajomy smród.
— Tylko nie to.
Ale to było to. Kot siedział na parapecie i na mój widok zeskoczył i obtarł się o łydkę.  
— Hej Tygrys. Pani nie dała ci jeść.  
Wyjąłem puszkę i dałem całą na talerzyk. Zmieniłem wodę w miseczce.  
— Julia?
Zawołałem, ale czułem, że nie odpowie. Weszłem do sypialni. Leżała na dywanie. Źródło smrodu znajdowało się w kilku miejscach. Najwięcej na sukience. Tej co jej kupiłem. W koło leżały butelki.
— Nie powiesz, że sama to wypiłaś.  
Widocznie Julia lubiła urozmaicenia. Dwie po winie, jedna po wódce i jedna po wiskey. Dopiero teraz zobaczyłem i zjeżyły mi się włosy na całym ciele. W dłoni miała krótki nożyk. Lewy nadgarstek miał ranę. Nie groźną.  
Zabrałem nóż z jej dłoni. Poczułem mocz. Kobiecy pachnie nieco inaczej. Miałem kilkakrotnie z tym doświadczenie. Nie było numeru dwa.  
— Dzięki — szepnąłem.
Pacnąłem ją lekko w policzek. Otworzyła oczy.
— Czemu poszedłeś. Nie kochasz mnie?
Mówiła trochę niezrozumiale i niezupełnie przytomnie. Ale chyba mówiła co chciała.
Lawina uczucia owładnęła moim ciałem.
— Już cię nie zostawię.
— Nigdy?
— Nigdy, kochanie.
Próbowała wstać, ale zwaliłaby się jak kłoda, gdybym jej nie złapał.
— Chodź umyjemy się.
Wziąłem ją na ręce. Ważyła mniej niż mama, ale nie była piórkiem. Weszliśmy do łazienki. Nie miała kabiny jak my tylko wannę i prysznic. Zasłonka miała pastelowe kolory. Cerata była trochę wysłużona. Zdjąłem jej sukienkę. Nie miała stanika. Posadziłem ją w wannie. Nie broniła się i nie utudniała mi w niczym.  
— Dlaczego mnie myjesz. Jestem czysta. To oni byli brudni, ale już ich nie ma.
Nie wiedziałem o czym mówi, ale nie próbowałem pytać. Myłem jej włosy szamponem, bo dostrzegłem resztki jedzenia na kosmykach. Delikatnie myłem jej ciało. Woda zrobiła swoje. Zaczęła się robić coraz bardziej przytomna.
— Dałeś jeść kotkowi?
— Tak. Dałem mu też wody.
— Lubię cię.  
Pocałowała mnie w policzek.
— Lubisz? Fajnie, cieszę się.
Uśmiechnęła się.
— Chce mi się pić.  
— Dam ci wody, poczekaj.
— Wody? Nie chce wody. Mam jeszcze jedną wódke w zamrażalniku.
— Alkoholu nie dostaniesz. Wydałaś dwie stówy na picie.
— Spierdalaj. Idź sobie.  
— Tym razem jak pójdę już mnie nie zobaczysz.
Zakręciłem wodę. Zamierzałem wyjść.  
— Kris! Ja się upiłam, bo poszedłeś. Zostań.
Zatrzymałem się w drzwiach.
— Julia. Ja cię kocham.
Patrzyła na mnie zupełnie przytomnie.
— Ja ciebie też, zanim usiadłam z tobą.
— Jak to?  
— Chodź do mnie.
Podszedłem.
— Dlaczego chciałaś się zabić. Teraz rozumiem czemu jechałaś jak szalona. Nie rób tego więcej. Nigdy!
— Pod jednym warunkiem.
— Jakikolwiek on jest.
— Nigdy mnie nie zostawiaj. Nigdy. Przepraszam, że tak powiedziałam. Ty nie wiesz...
— To nie ważne. Kocham cię i NIGDY cię nie opuszczę.
Oplotła mnie swoimi silnymi ramionami.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 3076 słów i 17264 znaków, zaktualizował 19 sie 2018.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ma przeboje, matka chce być kochana, ale jest sama. Julia skrywa jakąś tajemnicę, przeszłość ją niszczy, dobrze, że jej pomógł.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Kris stanął na wysokości zadania i trafił w dziesiątkę. Dopiero teraz Natalia stała się zupełnie normalna.Teraz czekamy na odkrycie tajemnicy Julii.Basior ma już swoją Wedere.

  • Somebody

    Lubię tę historię:)

  • agnes1709

    Fabuła ujdzie (a dlatego tylko ujdzie, ponieważ zabrakło jednak klimatu z czwórki). Ale i tak muszę Cię opieprzyć. Dlaczego znowu wszystko w ekspresowym tempie? Śpieszysz się, co widać, jak na dłoni:spanki: Masa błędów, dialogi totalnie do poprawki, krótkie i płytkie, wyglądają, jakby bohaterowie rozmawiali ze sobą dosłownie chwilę. No i Julia - raz chce, zaraz nie chce. Jeśli miałeś zamiar pokazać jej niezdecydowanie, chaotyczne wypowiedzi spowodowane spożyciem %, skoryguj to narracją. Nie leć na łeb, na szyję, rozwiń zdania (są dość niezgrabne), konwersację, bo naprawdę szkoda psuć opowiadanie. Mam nadzieje, że mój wpis Cię nie urazi i nie zniechęci, a jedynie zmotywuje! Skomentowałam szczerze:D
    Jak zawsze pozdrawiam;)

  • AlexAthame

    @agnes1709 Wyciągam katane i wiesz co dalej. Ja tak piszę. Jeżeli czytałaś Zmaganie, to tam też mam krótkie dialogi. Byłoby fajnie gdyby ktoś usiadł ze mną i wówczas by coś powstało. zwykle mnie nikt nie opieprza. Dzieki za wszystko .:)

  • agnes1709

    @AlexAthame Ok, dialogi w sumie nie muszą być długie, ale dodaj do nich trochę narracji (uczuć, reakcji, wyrazów twarzy im towarzyszących) itp., wtedy wszystko nabierze kolorów i nie będzie już tak "bezpłciowe". Po prostu za szybko przechodzisz z wątku na wątek, przez co fabuła toczy się "srutututu, sratatatata; raz, dwa, trzy - KONIEC"! Tu mnie trochę boli :kiss:

  • AlexAthame

    @agnes1709 Właśnie cos napisałem tam. Idziesz do pracy i masz pewnie mało czasu. Może trochę?