Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 14

– Usiadła na wskazanym miejscu. Wszyscy usiedliśmy.
– Dziękujemy Panie za ten posiłek. – powiedział Aria.
Trochę mnie zaskoczyła, bo nigdy wcześniej się nie modliła przy stole i chyba nigdy.
– Amen – powiedziałam.
– Smacznego – dodał Daniel.
Przy obiedzie rozmawialiśmy trochę o rzeczach przyziemnych. Pogodzie, szkole. Pomogłam zanieść wszystko do kuchni. Beatrice rozmawiała z mamą. Daniel nosił ze mną puste talerze.
– Dobrze się znacie? – zapytał kiedy byliśmy sami w kuchni.
– Poznaję ją. – odrzekłam.
– Za tydzień gwiazdka. Sara przylatuje za dwa dni.
– Wiem. Potrzebuję ją tutaj.
– Myślisz, że coś się zmieni u nich?
– Chciałabym.
– Czego byś chciała?
– Żeby tu wrócili. Tam nie jest dobrze. Tom wkrótce rozwali ich małżeństwo i unieszczęśliwi dwie osoby i siebie. Jeżeli nie zrozumie, zrobię coś.
Daniel popatrzył na mnie inaczej.
– Xsandu. Jak to mieć moc?
– Duża odpowiedzialność.
– Czy poznamy kiedyś Abhisa?
– Chciałbym, ale na razie to niemożliwe. Umarłbyś. Mam też inny problem. Wiesz, że daję szanse. Dałam ją jeszcze komuś.
– Nie mówisz o Śmierci?
– Wolę jak go nazywasz Abhis. Tak, mówię o kimś innym.
– Wybacz, że to powiem. Masz dopiero czternaście lat. Chcesz powiedzieć, że poznałaś chłopca?
– Tatusiu! Nie jestem jak zwykły człowiek. Abhis się we mnie zakochał, ale ktoś inny się również o mnie stara.
– Mogę wiedzieć kto?
– Masz prawo. Jesteś moim ojcem. Kochasz mnie i ja ciebie kocham. To Lucyfer.
Wypadł mu talerz z ręki. Mogłam go złapać, ale nie zareagowałam. Rozpadła się na kawałki.
– Boże! – zbladł – przecież to przeciwnik Boga?
– Wiem. Rozmawiałam z Abhisem. Wiem, że cierpi z tego powodu. Ja jestem taka. Lucyfer obiecał nie kłamać, chociaż jest ojcem kłamstwa. Myślę, że skoro Bóg dopuścił, bym to zrobiła, to jest, lub może być w tym jakieś dobro.
– Nie boisz się? – doszedł prawie do siebie.
– Nie. Trochę żałuję, że to zaczęłam, ale teraz nie mogę się wycofać. Mam jednak małą nadzieję.
– Nadzieję na co?
– Nie mogę powiedzieć. Zawsze się dziwiłam, że ludzie sami sobie utrudniają, a teraz zrobiłam to samo. To sprawdzian nie tylko dla mnie, ale dla Abhisa też. Jeżeli mnie zostawi, znaczy, że nie był mnie wart. Nawet jak przegra.
– Nawet jak przegra?
– Wątpię, że przegra, ale muszę brać wszystko pod uwagę.
Miałam świadomość, że Lucyfer słucha. On wiedział, że jak złamie jakiekolwiek przyrzeczenie to koniec z nami. Z pewnością nie był głupi i wiedział, że nie ma równej szansy. Wiedział, że nie może próbować sztuczek. Nie będzie próbował mi pokazać Abhisa w złym świetle. Miałam przeświadczenie, że potraktuje to jak wyzwanie i walka o moje serce będzie dla niego trudniejsza niż rebelia w Niebie. Bo ta walka jest przeciwna jego naturze. Wiedziałam, że źle robię, ale musiałam. Daniel, mama, Ethan byli bezpieczni. Lucyfer pewnie zadba osobiście, by nie stała się krzywda Sarze i jej rodzicom. Teraz doszła Beatrice i jej rodzice. Wszystko to było przeciwne jego naturze. Uświadomiłam sobie przed chwilą, czego chcę. I miałam pewność, że tylko z tego powodu Pan Stworzenia nie zgłosił weta. Ta cała sytuacja pozwalała mi rozwinąć jeszcze coś. Może większego niż to wszystko. Poznawałam Boga i sekunda po sekundzie zapadałam się w Niego. W jego mądrość dobroć i miłość.  
Wróciliśmy do pokoju.
– Zbiłem niechcący talerz – powiedział przepraszająco – spojrzał na mnie.
– Sama powiem – powiedziałam do niego.
Mama już wiedział, że niczego się od niego nie dowie i nawet nie chciała próbować. Beatrice nic nie rozumiała i lepiej, że tak było.
– Idziemy do mnie. Pouczymy się trochę, ale tylko trochę. – powiedziałam do Beatrice.
– Dobrze – odrzekła mama.
Popatrzyła na blondynkę.
– Gdybyś czegoś potrzebowała, powiedz to naszej córce. W innych sprawach masz nas – spojrzała na Daniela.
– Dziękuję. Jesteście państwo bardzo dobrzy. Dziękuję. – dostrzegłam, że w oczach Beatrice kręcą się łzy.
Wróciłyśmy do mojego pokoju. Spojrzała na drzwi.
– Oni nie wejdą bez pukania?
– Nie. Raczej nie przyjdą, może dopiero przed kolacją, ale będą pukać. Dlaczego pytasz?
– Chcę ci coś pokazać. Muszę zdjąć spodnie. Mogę?
Domyślałam się powodu, ale przystałam na to.
– Dobrze.
Beatrice chyba się wyzbyła skrępowania. Zauważyłam to już zaraz, potem kiedy mnie pocałowała. Chyba mi zaufała całkowicie. Mnie mogła, ale dla większości ludzi to gra bardzo ryzykowna. Nigdy nie powinno się ufać całkowicie człowiekowi. Zdjęła jeansy. Nie myliłam się. Miał blizny na udzie blisko kroku, oczywiście nie tylko po wewnętrznej stronie.
Niektóre były całkiem świeże.
– Domyśliłam się. Teraz już masz mnie i nie będziesz tego robić, dobrze?
Spojrzał na mnie i założyła spodnie.
– Postaram się.
– Wydaje ci się, że to przynosi ulgę. Cierpienie przechodzi w inną stronę, ale wiesz, że to nieprawda. Ty niczego złego nie robisz. Naturalnie człowiek w twoim wieku chce być kochany. Przez rodziców. Zaczyna pragnąć i innej miłości. Jednak najczęściej odrzuca tą, która powinien rozwijać i pielęgnować.
– O czym mówisz, Xsandu?
– O Bogu. Człowiek powinien szukać Boga. Nie bezpośrednio, bo tego nie może. Przez Chrystusa.
– Wierzysz w to? – zapytała zdziwiona.
– Oczywiście. Każda miłość, nawet prawdziwa, jest tylko cieniem tej prawdziwej. Kiedy to zrozumiesz, będzie inaczej. Zobaczysz, że nigdy nie jesteś samotna. Kiedy osiągniesz właściwe nastawienie do Stwórcy, wszystko inne będzie mniej ważne. Może nie mniej, ale inaczej. Poproś Boga, by ci pomógł w odzyskaniu rodzinnej miłości. Nie mów mu dokładnie, bo On wie lepiej, czego potrzebujesz. Problem ludzi polega na tym, że mówią Bogu, jak ma to zrobić. Chcesz być kochana, ale chcesz jeszcze bardziej, by oni do siebie wrócili, prawda?
– Tak – teraz łzy leciały jej wielkimi kroplami.
Wzięłam papierową chusteczkę i podeszłam do niej. Wytarłam delikatnie jej łzy.
– Już nie płacz. Zrób to w szczerości serca, a wszystko się ułoży. Nie mówię, że jutro. Miejmy dobry czas. Masz kłopot z matematyką, prawda? Teraz nam odpuszczają, bo idą Święta, ale możemy troszkę poświęcić na to czasu. A potem pogadamy o wszystkim. Bo są jeszcze inne sprawy, o które chciałaś zapytać, prawda?
– Wyczuwasz? – zapytała lekko zdziwiona.
– Tak troszeczkę.
Wiedziałam, że podoba się jej jeden chłopak, który nie był dla niej. Był inny, któremu ona się podobała i ten był właściwym. W wypadku Beatrice musiała najpierw zbudować w sobie większą stabilność. Pewnie chciała również zapytać jak zbudować w sobie większą odwagę. To również miało podstawy w tym samym. Nie było z nią nic nie tak. Sytuacja w domu zabierała jej całą energię. Wierzyłam, że jeżeli naprawdę poprosi Stwórcę, to wszystko się poprawi. W wypadku Sary było podobnie, ale chciałam też sama pomóc. Dlatego, że wyznała mi miłość. Bo jak inaczej mogłam to nazwać? Sara raczej nie będzie chciała mnie całować, ale w jej wypadku zastanawiałam się, czy poza tą właściwą miłością, nie darzy mnie też trochę taką, jaką powinna mężczyznę. Kilka razy miałam takie odczucie, ale nigdy o to nie pytałam. U Beatrice było inaczej. Ona chciała mi podziękować, lecz przyjemność z pocałunku mogłaby popchnąć ją w złą aleję. Sama pewne rzeczy chciałam rozwiązywać sama. Nie zdawałam sobie sprawy, że dając innym rady, sama ich nie stosuję do siebie.  
Wyciągnęłyśmy książki i zeszyty. Widziałam, że była chętna. Nie byłam geniuszem, ale rozumiałam matematykę. Miałam rozdzielność uwagi więc mogłam równolegle myśłeć o czymś innym. Abhis wspomniał o awatarze. Rozumiałam to, ale tylko trochę. Czy będę czuła, że jestem więcej niż w jednym miejscu w tym samym czasie? I co będzie z moją misją. Wolałabym pomagać. Czułam, kiedy zabiłam tych ludzi, ale żeby było dobrze, musiałabym zabić trzy czwarte populacji Ziemian. Ludzie mieli tendencje do robienia złych rzeczy. Dobra uczyli się latami, a zło czynili po minucie. Bóg dał mi odczuć, że tak jest. Uratował Noego i co? Po jakimś czasie znowu było podobnie. I nie zawsze jedynym powodem tego był Lucyfer. Człowiek tylko w jeden sposób mógł przestać być zły. Każdy, gdyby przyjął drogę jak moja mama lub jak Daniel. Chodziło o drogę miłości. Nagle coś odczułam. Czy mój ojciec jeszcze żył? Uświadomiłam sobie, że nie czułam jego życia już w momencie kiedy Daniel zaczął częściej wpadać i zanim jeszcze rozmawiałam z mamą o szpinaku. Czyżby ona nie wiedziała? Istniała taka szansa. Podpisał rozwód i nie chciał się z nią ani mną kontaktować, więc i ona całkiem zrezygnowała. Postanowiłam zapytać o to jutro. Jeżeli nie wiedziała, miałam źródło, by o to zapytać. Nawet teraz, ale nie chciałam tego robić i go wzywać, dla takiej drobnej sprawy. Niestety ojciec umarł dla mnie, wraz ze swoją decyzją.  
Czy pomoc jest tylko doraźna, fizyczna? Czy nie jest również pomocą kiedy rozmawiam teraz z Beatrice? Czy nie jest pomocą, kiedy rozmawiam a mam mieć w domu moją przyjaciółkę, Sarę? Wiedziałam dokładnie, czego pragnie Beatrice. Chciała mnie na własność, ale wiedziałam również, że to chwilowe zauroczenie.
– Sądzisz, że to złe kiedy się kaleczę? – zapytała.
– Robisz to, bo chcesz jeden ból nakryć drugim. Czy naprawdę chcesz cierpieć? Czy nie pragniesz być szczęśliwa?
– Oczywiście, że chcę być szczęśliwa! Nie widzę jednak wyjścia. Wcześniej, kiedy było wszystko dobrze, nie zdawałam sobie sprawy, że tak jest. Kiedy zaczęłam to tracić, czułam się bezradna. Zaczęłam zapadać się w smutek.
– Beatrice. Nie można opierać własnego szczęścia w zależności od innych. To postępowanie podobne do flagi na wietrze. Człowiek powinien być stały. Ja mogę dawać ci rady, ale nie możesz opierać się nawet na mnie. Nie dlatego, że cię opuszczę w potrzebie. Wszyscy jesteśmy lub możemy być dziećmi bożymi. Zaufaj Bogu, a osiągniesz doskonały stan. Im bardziej mu zaufasz, tym bardziej będziesz bardziej szczęśliwa.
– Nie wiedziałam, że jesteś wierząca. Nigdy nie nosisz spodni, to zauważyłam.
– Poprzednio nigdy nie nosiłam sukienek. Ale teraz wiem.
– Czy nasz ubiór ma znaczenie dla Boga?
– Dla Boga wszystko ma znaczenie. Każda twoja myśl, słowo i czyn. Dlaczego wygląd miałby nie mieć?
– Dobrze. Załóżmy, że masz rację. Czy jeżeli powiem Mu, że potrzebuję Jego pomocy, otrzymam ją?
– A wierzysz w to, że otrzymasz?
– Chciałbym.
– Uwierz mi, na chwilkę. Jesteś nieszczęśliwa i chcesz to zmienić. Dostrzegłaś we mnie nadzieję, a ja ci mówię, że powinnaś Jego szukać. Nie wiem, jak to działa, ale im bardziej Go będziesz szukać, tym bardziej Go znajdziesz. Poproś o pomoc w prostocie serca, a ją otrzymasz. Jeżeli to zobaczysz, że otrzymałaś, bo prosiłaś, będziesz prosić o więcej. To zbuduje twoją wiarę i zaufanie do Niego.
– Mówisz tak jak ci kaznodzieje na internecie. Może bardziej, jakbyś Go znała.
W tej sekundzie nie mogłam się wycofać. Ona zapytała, nie stawiając pytania.
– Znam Go, nie widziałam Jego twarzy, ale słyszałam Jego głos. Być może zobaczę Jego twarz, a tylko dlatego, że mnie wybrał.
– Wybrał cię?
– Tak. Przez wieki wybierał ludzi. Sprawdzał ich najpierw, a czasem i potem. Nie jest do końca jasne czy wybierał ich i oni się stawali tacy, czy stawali się tacy i dlatego ich wybierał. Ja zawsze byłam posłuszna mamie. Nigdy, jak daleko pamiętam, nie powiedziałam jej nie. Zawsze, jak daleko sięgnę wstecz pamięcią, nie miałam wyższych pragnień nad te, żeby była szczęśliwa. Może dlatego Bóg mnie wybrał. Nie wiem, dlaczego wybrał mnie Abhis.
– Abhis? Kim jest Abhis? To twój chłopak?
– Będzie nim. Możemy spędzić czas, aż do wieczora. Pamiętaj, co ci powiedziałam. Jeżeli zaufasz Bogu, On wskaże ci ścieżkę.
– Sądzisz, że powinnam wybaczyć tacie, że zdradził mamę?
To było odważne i dorosłe pytanie. Miałam pewność, że nie ma dowodów, poza domysłami, a może po prostu to czuła. Czasem ludzie sądzą, że dwunastoletnia czy nawet czternastoletnia dziewczynka to dziecko. Nic bardziej mylnego. Nie jest gotowa na wszystko fizycznie i nie ma doświadczenia, ale to już jest kobieta.
– Człowiek powinien wybaczać. Jeżeli wiesz na pewno, że to zrobił, powiedz mu, że nie powinien dalej tego robić. Powiedz mu...
– Powiem mu, że go kocham i że cierpię. Ze on cierpi, że mama cierpi. Jeżeli będzie żałował i zakończy swoją relację z tą kobietą, wybaczę. Porozmawiam z nim najpierw, zanim porozmawiam z mamą. Nie będę więcej się cięła. Jestem silna. Masz rację, to działa. Czuję zmianę. Powiedziałaś mi to i ja wysłałam tylko myśl do Pana. Nigdy nie sądziłam, że Bóg jest tak realny. Nie zrozum tego źle. On jest bardziej realny niż ty i ja. Czy nie pogniewasz się, jeżeli pożyczę od ciebie sukienkę? Nie mogę dalej mieć na sobie tych spodni.
Poczułam się zaskoczona. Nawet ja tak nie zareagowałam. Uwierzyłam Abhisowi kiedy powiedział mi, że ma tylko suknie i spódnice dla mnie. Dla mnie. Czy on je zgromadził, bo wiedział? Beatrice zareagowała natychmiast. Jak to możliwe? I co ciekawe, nie pytała więcej o Abhisa. Czy i z Sarą tak bedzie? Z pewnością, o ile uwierzy. Jej będzie łatwiej, bo wierzy mi. Jeżeli zapyta o zamach, powiem jej, a miałam pewność, że zapyta.  
Poszłam z Beatrice do mojej małej garderoby.  
– To moje sukienki. Bierz, którą chcesz.
– Wezmę najbardziej zużytą.
Popatrzyłam na nią.
– Nie, Beatrice. Weź najpiękniejszą i zatrzymaj.
– Zaskakujesz mnie. Sądziłam, że jesteś taka, a mimo to, zaskakujesz mnie.
Wzięła zieloną z delikatnej bawełny.  
– Mogę się przebrać w łazience?
– Oczywiście.
– Potem się troszkę pouczymy?
– Dobrze. A jak skończymy, opowiesz mi więcej, jeżeli zechcesz.
Blondynka poszła do łazienki. Po dwóch minutach wróciła ubrana w suknię.
– Zadzwonię tylko do mamy i taty. Nie chcę czekać. Jutro po szkole chcę z nimi porozmawiać.
Sądziłam, a nawet miałam pewność, że podczas rozmowy z nimi, czasem puszczały jej nerwy. W końcu czuła jak jej szczęście wymyka się z rąk jak woda z sita. Teraz jednak spodziewałam się miłości, ale i zdecydowania w jej wypowiedziach. Zadzwoniła najpierw do mamy.
– Mamusiu?
– Tak, Betty – słyszałam, bo Beatrice włączyła głośnik i z pewnością nie zrobiła tego przypadkowo.
– Wiem, że sama chciałam, ale teraz proszę, nazywaj mnie od teraz, Beatrice.
– Dobrze córko. Czy masz dobry czas z Xsandu? To miła dziewczynka.
– Tak mamusiu. Mam dobry czas. Prosiłabym, byś była jutro w domu jak przyjadę ze szkoły. Zadzwonię do taty i poproszę, by po mnie przyjechał i także będę chciała, by był z nami. Muszę z nim porozmawiać, kiedy mnie będzie wiózł i potem muszę porozmawiać z wami razem.
– Och, sama nie wiem, czy będzie miał czas. Powiedział, że jutro go nie będzie.
– Zadzwonię i zmienię to. Wiem, że mnie kochasz, ale on mówi, że też mnie kocha. Jutro się pogodzicie. Wiem, że to nie jest dobra metoda, aby rozmawiać o tym przez telefon, ale chcę wiedzieć. Czy jeżeli wróci do ciebie na dobre, wybaczysz mu, że cię zdradzał i był z tą kobietą?
Nastąpiła chwila ciszy. Czułam, że jej mama musiała być zaskoczona. Usłyszałam płacz.
– Jeżeli to zrobi, wybaczę. Co się stało, że stałaś się taka odważna?
– Wszystko ci powiem jutro. Muszę kończyć. Zaraz dzwonie do taty. Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham – powiedziała cicho i Beatrice rozłączyła połączenie.
Już po jej obliczu widziałam, że stała się inną osobą. Zdecydowaną, odważną i z pewnością wierzącą.
Po chwili usłyszałam głos pana Maxwella.
– Tak, kochanie? Jestem zajęty.
– Jestem twoją córką i podobno mnie kochasz. Chcesz mnie zbyć? – jej głos uniósł się nieco w mocy i wysokości tonu.
– Kocham cię. Czy coś się stało?
– Tak. Chcę, byś mnie odwiózł jutro ze szkoły. Jeżeli masz spotkanie, odwołaj. Szczególnie jeżeli to Ewa. Gdyby miał to być szef twojej firmy albo prezydent USA, również. Proszę, abyś był.
– Skąd wiesz o Ewie? Nawet mama nie zna jej imienia. – jego głos sygnalizował zdenerwowanie, a nawet panikę.
– Wiem, bo ktoś mi objawił.
– Kto ci objawił. To moja prywatna sprawa.
– Tak, ale jesteś ojcem i mężem. Jeżeli chcesz, powiem ci, kto mi objawił. Pan Jezus. Przed chwilą. Porozmawiam z tobą, zanim wejdziemy do domu, a potem porozmawiam z wami razem. Oboje mówicie, że mnie kochacie. Jutro będzie dla was dzień próby. Ja was kocham i dla mnie każdy dzień jest dniem próby. Nie zawiedź mnie. Nie dzwoń specjalnie do mamy i nie naciskaj jej. Ona cię kocha i wystarczająco dużo już cierpiała. Jeżeli jest w was odrobinka miłości do siebie, rozpali to w was wielki ogień. Oboje znajdziecie porozumienie. Zrobicie to dla mnie, potem zrozumiecie, że robicie to dla siebie. W końcu pojmiecie, że robicie to dla nas. To do jutra, tatusiu. Kocham cię.
– Ja też cię kocham córeczko – słychać było, jak łamie mu się głos.
Spojrzała na mnie.
– Sądzisz, że poszło mi dobrze? Wiem, co będę mówić jutro, zarówno jemu jak i im.
– Wierzę, że wiesz. To teraz możemy się wziąć ponownie za tą matmę.
Spojrzała na mnie inaczej.
– Xsandu. Pragnę cię przytulić i pocałować. Chciałbym w usta, ale wiem, że to byłby błąd, więc zrobię to w policzek. Tak mi głupio, że cię pocałowałam wcześniej w ten sposób.
– Nie myśl już o tym. Wiem, że chciałaś więcej. Podobają ci się chłopcy, ale mnie polubiłaś specjalnie. Wiem, czego chciałaś, ale to minęło, prawda? To by wszystko zrujnowało, nie mogłam do tego dopuścić.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3242 słów i 18336 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto