Studnia - 14

Przez wyspę przeszło trzęsienie ziemi. Sawiallo nie zwróciła na nie większej uwagi. Zdarzało się to już wcześniej i z większą siłą, a całemu zjawisku często towarzyszyły wstrząsy wtórne. Morze wtedy było niespokojne, a wysokie fale wdzierały się w głąb lądu. Cofając się, zabierały ze sobą co tylko zdołały.

Sawiallo w takich okolicznościach wychodziła na spacer, siadała na klifie i patrzyła jak gigantyczne bałwany z piany i wody rozbijają się daleko pod nią, a ziemia aż drżała od ich uderzeń. Wyszła i tym razem, nie od razu jednak pojęła co się właściwie wydarzyło.

Morze pojaśniało. Woda była tak czysta, że kobieta widziała ogromne głazy w dole pod sobą. Wszystkie zmagające się z rozszalałą wodą zwierzęta, te małe i te ogromne. Delikatny lazur zdawał się opływać wyspę dookoła i niósł się coraz dalej razem z prądem morskim. Mewy z podwójnym entuzjazmem krążyły nad wybrzeżem błyskawicznie wypatrując i zdobywając łup. Dostrzegła też swojego przyjaciela.

Rozebrała się do naga, ubranie i buty skryła pod kamieniem, by nie porwał ich wiatr. Stanęła na samej krawędzi skalistego klifu. Spojrzała w dół. Jej twarz naznaczył szeroki uśmiech. Włosy szarpały łagodne podmuchy wiatru. Skóra pokryła się gęsią skórką. Czarodziejka cofnęła się kilka kroków, wzięła rozpęd i z całej siły wybiła się ze skały.

- Dahjiiiii!!! - krzyknęła na cały głos.

Spadała bardzo szybko, ale uwielbiała to uczucie tak bliskie lataniu. Nim wpadła do wody otaczała ją bezpieczna, wypełniona powietrzem bańka tarczy. Nie zanurkowała głęboko, bo powietrze natychmiast wypchnęło ją ku górze.  

Dahji zjawił się kilka sekund później. Ogromna ośmiornica sprawiała wrażenie ociężałej, ale poruszała się niezwykle szybko. Łeb wynurzył się, ukazując błyszczące ślepia. Macka owinęła delikatnie ciało Sawiallo i utrzymywała je nad wodą. Kobieta pogładziła czule oślizgłą odnogę stwora. Jej smukła dłoń spokojnie mieściła się między przyssawkami. Poczuła drżenie istoty pod swoim dotykiem. Uśmiechnęła się szeroko. Już dawno temu odkryła, że ta Dahji ma łaskotki.

- Czy szanowny pan nie zechciałby zabrać mnie na plażę? – zapytała, skłaniając przed nim żartobliwie głowę.

Ośmiornica patrzyła na nią przez chwilę, a później dała nura i pociągnęła ją za sobą. Powietrzna bańka chroniła Sawiallo przed utonięciem. Prędkość wprawiała ją w zachwyt, ale gwałtowne ruchy macki olbrzyma przyprawiały ją o mdłości.

Chwilę później stwór znów się wynurzył i uniósł kobietę nad lustro wody. Plaży jednak nie było. Woda zalała wyspę i wdarła się bardzo głęboko w ląd. Na powierzchni unosiła się wyrwana roślinność, rzadziej martwe zwierzęta, które nie umknęły powodzi. Woda cofała się zanieczyszczona błotem i mętna.

Sawiallo z poważną miną popatrzyła w oczy ośmiornicy. Później położyła dłonie na swoich biodrach i zmarszczyła brwi. Wskazała palcem na głęboko zatopioną plażę.

- Wasza królewska mość, morze ukradło mi plażę i kokosy – poskarżyła się.

Z wody wyskoczyły dwa odnóża. Dahji złapał się nimi za głowę i poruszał nią na boki. Sawiallo roześmiała się.

- Zgadzam się całkowicie z łaskawym panem, że to tragedia na skalę światową – oznajmiła.

Znów połaskotała ośmiornicę między przyssawkami na ogromnej macce i znów poczuła delikatne skurcze, które przeszły po ciele olbrzyma. Przyciągnął ją do siebie tak blisko, że miała go na wyciągnięcie dłoni. Nie zastanawiała się. Zaczęła go gładzić po zimnej miękkiej głowie.

- Jest pan taki piękny, panie Dahji – powiedziała z niekłamanym uwielbieniem dla zwierzaka.

Dahji zmrużył i zamknął żółte ślepia całkowicie poddając się pieszczocie jej ręki.

- Ale skoro nie ma owoców – zaczęła łagodnie - to może zjemy sushi – zaproponowała.

Ślepia bestii otwarły się. Koniec jednej z ośmiu macek zaczął łaskotać Sawiallo po stopach. Spazmatyczny śmiech zawładnął jej ciałem.  

- Panie Dahji, gdzie pańskie maniery! - piszczała. - Nie godzi się by w ten sposób traktować damę! – chichotała.

Macka owinęła się dookoła jej kostki i Sawiallo zawisła wysoko w powietrzu głową w dół. Mięsista macka olbrzyma łaskotała jej nagie ciało pod pachami, po szyi, w zgięciu kolan, po brzuchu, po plecach i wszędzie gdzie się dało.

- Panie Dahji, toż to jawne pogwałcenie zasad przyzwoitości! – piszczała, ale stwór nie przejmował się jej piskami.

- Panie Dahji, proszę natychmiast mnie puścić! - protestowała.

Dahji ją puścił. Tak po prostu rozluźnił mackę i pozwolił jej spaść do wody. Sawiallo tym razem nie postawiła tarczy, tylko dała nura pod taflę. Pływać umiała doskonale, bo bawiła się tak ze swoim przyjacielem od trzech stuleci.

- Mężczyźni! - parsknęła, udając nadąsaną. - Wy zawsze słuchacie kobiet nie wtedy kiedy trzeba!

Macka pod wodą wystrzeliła w jej kierunku jak strzała i bezbłędnie odnalazła miejsca, w których czarownica miała łaskotki.

***

W migotliwym świetle świecy Sawiallo wygrzebała z dna skrzyni długą zieloną suknię i powoli, z czcią nałożyła ją na siebie. Materiał nie był miękki, ale i nie drapał jej delikatnej skóry. Cały strój zdobiły hafty wykonane złotymi nićmi. Na pierwsze wrażenie wzór wił się bezładnie, ale ktoś dobrze obeznany w sztuce magii natychmiast by dostrzegł, że nici ułożono w dobrze zamaskowane runy.

Czarownica odruchowo przeczesała dłonią wiszące na hakach amulety. To jej przypomniało o jej przyjacielu Rrinie, który patrzył na nie jak na kupę śmieci. Uśmiechnęła się pod nosem. Tak naprawdę wszystkie były skażone magią i miały służyć tym, którzy je nosili.  

Nocny Orzeł, był niczym innym jak malutkim orłem wystruganym z drewna. Mógł ożyć w nocy, a jego pan mógł dowolnie kierować jego lotem i patrzeć jego oczami. Oczywiście proces wymagał nauki i bezpiecznego miejsca do skupienia myśli, bo ciało patrzącego stawało nieczułe na otoczenie.  

Uwodziciel był przebitym krążkiem wielkości monety i typowo kobiecym amuletem. Po obu stronach przedstawiał wizerunek wagi, na której szalach ważyły się męska głowa i stos monet. Z jednej strony głowa była cięższa i noszenie go tą  stroną do wierzchu miało przyciągać pożądanych przez serce niewieście mężczyzn.
Z drugiej strony amuletu, to monety były cięższe. W tej pozycji krążek miał przyciągnąć mężczyznę, który miał zapewnić życie w bogactwie i przepychu. Przed Wojną Magów dyskretnie nosiły go królowe.

Łapacz Snów  - piórko sowie zatopione w żywicy. Pamiętało wszystkie sny noszącego, nawet jeśli on sam ich nie pamiętał. Pozwalało też kontrolować sny.

Było tu całe mnóstwo ciekawych rzeczy. Sawiallo jednak nie potrzebowała amuletów. Nie potrzebowała też teraz wspomnień. Otrząsnęła się, zabrała ze stołu przygotowaną wcześniej pustą sakwę i nożyk. Wyszła z domu przed świtem, by wszystko na czas przygotować, a o zmierzchu odprawić coroczny rytuał.

Nie spieszyła się, bo wiedziała że zdąży ze wszystkim. Przechodziły ją dreszczyki ekscytacji i podniecenia. Czuła ukłucia patyczków i igieł drzew, na które mimowolnie nadeptywała bosymi stopami. Butów nie zabrała celowo. Dziś tylko by przeszkadzały. Szła w górę strumienia tanecznym krokiem, a jej serce było lekkie i wypełnione radością. Czasem zbaczała z obranego kursu by szukać potrzebnych jej ziół, jagód, korzonków i grzybów.

Po południu poczuła lekkie zmęczenie. Przytuliła się więc do ogromnej starej wierzby. Wtuliła się w jej starą chrapowatą korę.

- Witaj szlachetna wierzbo – powiedziała. - Ty jesteś częścią tej wyspy i ja jestem częścią tej wyspy. Płynie w nas ta sama magia. Użycz mi proszę twojej energii – poprosiła.

Sawiallo trwała tak przy pniu, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Gdy poczuła się znowu silna, miała się odsunąć, ale do jej uszu dotarł cichutki szept starej wierzby. Leniwy i powolny, bo drzewa mówiły bardzo powoli i porozumiewały się tylko krótkimi komunikatami.

„Śmierć.”

- O czym do mnie mówisz? - zapytała zaskoczona czarodziejka, ale na każdą odpowiedź długo musiała poczekać.

„Śmiiieeerć” - powtórzyło drzewo.

- Czyja śmierć? - dociekała.

„Umieramy.”

- Niszczą cię szkodniki? - drążyła.

„Wszyscy umieramy” - cierpliwie tłumaczyła wierzba.

- Wszystkie drzewa? - zdziwiła się Sawiallo. Miała ochotę zadać grad pytań na raz, ale wtedy nie miałaby pewności, na które pytanie akurat odpowiedziało jej drzewo. Z drzewami rozmawiało się naprawdę ciężko.

„Wyspa. Śmierć. Umieramy.”

- Na wyspie panuje zaraza? - dociekała czarownica, rozglądając się dookoła, jakby sama chciała pierwsza doszukać się oznak czegoś niedobrego.

„Młoda. Głupia. Ślepa. Uciekaj daleko. Daleko.”

Sawiallo poczuła się zbita z tropu. Drzewa czasem prosiły ją o pomoc, gdy niszczyły je insekty albo pojawiała się zaraza. Ale teraz coś było nie w porządku. Bardzo nie  w porządku.

- Wierzbo, jak mogę wam pomóc?

„Uciekaj pyłku. Uciekaj daleko. Śmierć.”

Czarodziejka odskoczyła od drzewa, którego korona niespokojnie zaczęła falować. Do starej wierzby przyłączyły się inne drzewa i szeptały wszystkie na raz.

„Śmierć. Umieramy. Uciekaj pyłku.”  

Sawiallo próbowała ignorować drzewa i robić swoje. Huczały nad nią wszystkie i szeptały o śmierci. Jej dobry humor zniknął, bezpowrotnie utonął w niepokoju wywołanym przez rośliny. Denerwowała się.  

Gdy miała już zebrane wszystkie potrzebne rzeczy z lasu, zostawiła swoją sakwę na skale u stóp zachodniego klifu. Przez resztę czasu nosiła gałęzie z lasu, by mieć co dokładać do ognia. A gdy wszystko było gotowe, usiadła i z niepokojem patrzyła na tarczę słońca. Czekała aż zanurzy się w oceanie. Aż w końcu słońce leniwie zaszło.

Zapaliła ognisko. Nie malutkie jakie zwykła palić dla ogrzania się po wyjściu z oceanu, ale porządne ognisko z wielkiej sterty gałęzi i pni. Otwarła przygotowaną wcześniej torbę i po kolei poczęła wrzucać swoje zbiory do ognia. Mdlące aromaty drażniły jej nos, a ją samą przyprawiały o mdłości.

Nie czekała długo. Przez wyspę przeszła seria wstrząsów. Sam klif zdawał się unieść, zupełnie jakby nie był podatny na grawitację. Czarownica nie czuła jednak strachu. Co roku patrzyła na to niezwykłe zjawisko i co roku budziło w niej podziw. Klif w istocie był zanurzoną w wodzie ogromną głową żółwia, a cała wyspa jego częścią. Gigant stał w tym miejscu odkąd pamiętała, a ona co roku, tak jak ją nauczył ojciec, budziła go odurzającymi roślinami znalezionymi na wyspie.

Gigantyczny żółw zamrugał kilka razy i spojrzał na nią. Otwarł ogromną paszczę ukazując brązowy jęzor i ziewnął przeciągle. Jego oddech pachniał świeżo rozkopaną glebą.

- Witaj pyłku – powiedział melodyjnym czystym głosem, który był tan niski i zmysłowy, że serce Sawiallo zatrzepotało jak w mysiej piersi. Od jego słów drżała cała wyspa.

- Witaj Wyspo Żółwiu – odparła natychmiast z niekrytą mieszaniną fascynacji i podziwu w głosie.

- Był tu człowiek przed laty – żółw zaczął od razu od tego, co go trapiło. Zwrócił wielki łeb w stronę, gdzie zaszło słońce.

- Był – przyznała się Sawiallo, bo czym innym było przemilczanie faktów, a czym innym przeczenie im.

Żółw zajrzał jej w oczy i pokręcił głową z rezygnacją.

- Przyniósł śmierć – oznajmił z powagą.

- Nie, był tylko jedną noc i odszedł – zaprotestowała.

- Pyłku, drogi mój pyłku – westchnął żółw. - Samotność osłabiła twoją czujność. Nie patrzyłaś tam gdzie trzeba, bo tęsknisz do tego człowieka. Obserwujesz portal do jego świata i czekasz zabijając czas. Łudzisz się, że wróci ciebie.

- Nie, ja… - usiłowała zaprotestować.

- Pyłku, moje oczy sięgają dużo dalej niż twoje – zaczął tłumaczyć. - Wiedziałem o nim odkąd wpadł w portal. Wiedziałem przy naszych poprzednich rozmowach, ale milczałem, bo próbowałaś to ukryć. Powinien był utonąć, ale powstrzymałaś ośmiornicę i darowałaś mu życie.

- Błagam, wybacz mi… - wyszeptała, upadając na kolana. Szkarłat wstydu pokrył jej oblicze, ale żółw zdawał się jej wcale nie słuchać.

- Gdybyś mi powiedziała, to i ja bym ci powiedział, że znalazł inny portal i wrócił tu.

- Niemożliwe! Wyczułabym! - Zaprotestowała.

- Pyłku, wiedziałaś o drugim czarodzieju, który mieszkał za strumieniem. Pomogłem ci się ukryć przed jego wzrokiem. On i twój człowiek przynieśli tu śmierć. Sprowadzili całą wieżę, wraz z jej podziemiami, które przebiły moje serce. Od wielu dni ocean niesie moją krew. Drzewa szepczą zaniepokojone, zwierzęta są niespokojne, a ty nie patrzysz tam gdzie trzeba.

- Przecież nie możesz umrzeć! Jesteś Żółwiem Wyspą! - Powiedziała drżącym głosem.

- Nikt nie jest niezwyciężony, pyłku.

- Ale ty jesteś potężny! Jesteś samą magią!

- Wiesz dlaczego drzewa nazwały cię „pyłkiem”? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. - To taki ich odpowiednik „dzieciątka”. Pokochały cię i kochały jakbyś była jednym z nich. A ty je zawiodłaś, pyłku. Co się stało, już się nie odstanie. Ocaliłem twoje życie, jak twój ojciec ocalił niegdyś moje. Ale ty oszczędzając tego człowieka, zabiłaś mnie, chociaż mówiłem że ludzie potrafią tylko niszczyć. Teraz musisz odejść, czarodziejko. Dahji zaniesie cię tam, gdzie zechcesz. Odejdź teraz, bym nigdy więcej nie musiał na ciebie patrzeć – powiedział gigant.

- Mogę usunąć wieżę – zaoferowała się, czując jak pali ją od środka wstyd.

- Przyspieszysz tylko moją śmierć, czarodziejko. Odejdź, bym nie musiał myśleć o hańbie, jaką na mnie ściągnęłaś. Zginą być może ostatnie szepczące drzewa, a wszystko to w imię człowieka, którego pokochałaś nawet go nie poznając. Oby okazał się tego wszystkiego wart – zakpił żółw, po czym bez słowa pożegnania zwinął się z powrotem i zapadł w letarg.

Sawiallo uderzyła pięścią o skałę. Później drugą. Wkrótce potem waliła nimi na oślep, dławiąc się własnym szlochem, smarkami i rozpaczą. Oto jej bezpieczna przystań przestawała istnieć, a wszystko co uważała za dane na zawsze, rozpadało się w pył.

______________

Dzień dobry Kochani Czytelnicy <3 Tęskniliście za Sawiallo?

525 czyt.
100%144
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2679 słów i 14781 znaków.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 17 cze 2018

    Tesknilismy nie tylko za Sawiallo...Tylko teraz potrzeba więcej wyjaśnień. Znowu znikniesz na miesiąc?  

  • AuRoRa

    AuRoRa 14 cze 2018

    Wreszcie poznajemy świat Sawiallo, chociaż wygląda na to, że ginie.  Bardzo fajna część, ciekawe co będzie dalej Łapka

  • Almach99

    Almach99 13 cze 2018

    Nie powiem. Alernatywna rzeczywistosc czy tez byt rownolegly to ciekawy sposob Na urozmaicenie opowiesci. Choc ja akurat zawsze Sie gubie, co nalezy do ktorego bytu. Tak jest I Tu. Historia Sawiallo skryta jest mrokiem tajemnicy. I naprawde Nie wiem, dlaczego zniszczyla swoj malutki, magiczny Swiat w ktorym zyla. Jakie byly tego przyczyny.

  • AnonimS

    AnonimS 13 cze 2018

    Szczerze? Zaxrzadko publikujesz i trzeba się cofać żeby sobie przypomnieć szczegóły. Odcinek ciekawy. Zestaw na tak. Pozdrawiam