Studnia - 08

Kipiał z wściekłości. Jego szaleństwo promieniowało z niego tak bardzo, że Rycerze schodzili mu z drogi o nic nie pytając. Ubranie miał brudne od pyłu, ciało spocone po konnej jeździe w pełnym słońcu, a włosy skołtunione przez wiatr. Ciężkie buty twardo stąpały po posadzce, a każdy krok niósł się echem jak zły omen.

Czyste bruzdy wyżłobione na umorusanej twarzy były dowodem odczuwanego cierpienia. Płacz uchodził w zakonnych murach za oznakę słabości i powód do kpiny z mazgaja. Rrina jednak nikt mazgajem by nie ośmielił się nazwać, toteż odwracano od niego głowy. Nikt nie chciał widzieć tych zdradzieckich łez.

W dłoni trzymał tyczkę, a na jej końcu nabitą ludzką głowę. Spęczniałą od słońca i obdziobaną przez tłuste czarne kruki. Im głębiej wchodził między klasztorne ściany, tym bardziej rój much przerzedzał się, może nie podobał się im chłód murów, a może bały się człowieka, do którego szedł Rrinsat. Smród padliny był nieznośny, głowa zaczęła się już rozkładać. Spadały z niej czasem białe larwy i znaczyły ścieżkę, którą przeszedł chłopak.

Za nim w oddali jak spragnione hieny podążali inni chłopcy i Rycerze. Wszyscy byli zaciekawieni, co Rrinsat ulubieniec Mistrza zrobi z głową Ganisa nadzianą na tyczkę. Pożądali sensacji, która choć na chwilę oderwie ich nędzny żywot od rutyny.  

Do komnaty Mistrza Jefira nie było wolno wchodzić nikomu bez zaproszenia. Prawo to było tak surowe, że złamanie go równało się śmierci bez jakiejkolwiek możliwości złagodzenia wyroku. Dlaczego tak było, wiedział tylko sam Mistrz.

Rrin wdarł się do środka bez jakiejkolwiek zapowiedzi. Rzucił gnijący ochłap na otwarte księgi na biurku, prosto przed zaskoczoną twarz Mistrza, który pieczętował jakąś wiadomość. Jefir targnął się odruchowo do tyłu, upadł z rumorem razem z krzesłem i omal od smrodu nie puścił kolorowego pawia na swój ulubiony antyczny dywanik.

Rrin patrzył hardo jak Mistrz podniósł się błyskawicznie, a zaskoczenie na twarzy zmieniło się w złość. Nie umknęło mu również, że ręka Jefira powędrowała do rękojeści noża przy pasie.

- Czyś ty zwariował chłopaku!? - przemówił gniewnie Mistrz.

- Za co!? - wysyczał Rrin.

- Zamknij drzwi, nie ma powodów by wzbudzać sensację wśród Rycerzy - nakazał sucho.

- Za co!? - powtórzył.

- Rrinsacie, wiążę z tobą wielkie plany, o których wkrótce się dowiesz, więc nie każ mi dokładać twojej głowy do tej - Mistrz wskazał palcem ozdobionym złotym sygnetem na truchło Ganisa.

- Co zrobił!? - wrzasnął Rrin.

- Po raz ostatni przywołuję cię do porządku, Rrinsat! Dałem ci dach nad głową, jedzenie i wykształcenie, gdy porzucono cię pod zakonną bramą. Nie godzę się na takie zachowanie - wytknął mu.

Do pokoju Mistrza weszło czterech rycerzy, w tym dwóch z nabitymi kuszami, które wycelowali w Rrina.

- Zabierzcie go lochu, trzy dni bez jedzenia i wody, a gdy wyjdzie dajcie go do pomocy w kuchni - powiedział spokojnie Mistrz. - I zawołajcie mi Hettego, niech tu natychmiast posprząta.

***

Nachyla się nad nim twarz kobiety, a on ją poznaje. Jest uśmiechnięta, a z jej szyi zwisa medalion w kształcie słońca.

- Walcz Rrin, nie poddawaj się - dotyka czule jego czoła.

- Matko... - szepcze Rrin.

- Znajdź ją, ona teraz bardzo cię potrzebuje - jej twarz maluje smutek.

- Nie mam pojęcia gdzie jej szukać - odpowiada Rrin.

Wie o kim mówi matka. Pamięta ją i jej czujne spojrzenie. Postać zaczyna się rozmazywać i zanikać.

- Matko! - woła Rrin. - Błagam, nie odchodź! Porozmawiaj ze mną! Matko!!!

- Znajdź ją, synu - rozlega się gdzieś w oddali.

- Matko!!! – krzyczy znów.

Ale jej już nie ma. Za to jego powieki są takie ciężkie, że same opadają i mleczną mgłę zastępuje smolista ciemność.

***

- Ugnij lekko nogi, jedną daj do tyłu - nakazał Yoki.

Rrinsat posłusznie zgiął nogi i jedną cofnął. Jego ręce były uniesione i rozpostarte w stronę nieba.

- Zaprzyj się na tych nogach, a nie stoisz jak niesforna dziewka przed królewskim majestatem, Żółtodziobie! - ofuknął go starzec.

Pociągnął mętnego napitku z przezroczystej flaszki, podrapał się po brodzie i przyglądał się poczynaniom Rrinsata.

- Skoncentruj się mocniej - nakazał.

- Próbuję, ale gdy tak gderasz, to nie bardzo mi wychodzi, Dziadku - skwitował Rrin, zupełnie nie przejmując się marudzeniem czarodzieja.

- Ależ oczywiście, Żółtodziobowi cisza i spokój potrzebne, żeby się koncentrować. A jak Żółtodziób na wroga się natknie, to na herbatkę go zaprosi, żeby w spokoju zebrać myśli – mędrkował złośliwie Yoki.

- Albo na bimber do Dziadka, a Dziadek powali go samym bimbrowym oddechem - mruknął.

- Zamilcz lepiej Żółtodziobie, bo jak palnę, to jak w skarbonkę - obruszył się starzec i pogroził pięścią. - Nie śmiej się, tylko się koncentruj. Musisz widzieć energię, musisz ją czuć, musisz nadać jej konkretną formę! Wyobraź sobie, że otaczająca cię energia jest złocistą poświatą, przyciągasz ją i wlewa się w ciebie z góry, wypełnia cię, wprawia w stan lekkości i spokoju. Jest jej tak dużo, że gromadzi się wokół ciebie jak złoty mięciutki obłok.

- Czuję ją - powiedział Rrin.  

- A teraz wyobraź sobie, że ta energia spływa do twoich dłoni. Gromadzi się tam ciasno. Widzisz to?  

- Tak - odpowiedział Rrin.

- Uwalniaj ją powoli i formuj w kopułę.

- Jak dużą? - zapytał.

- Na początek wystarczy, żebyś sam się nią okrył, Żółtodziobie. Tarcza musi być szczelna. Trzymaj ją myślami. Niczego nie może przepuść. Jest niezniszczalna. Odporna na strzały, na bełty, na każdą broń, a przede wszystkim na inną magię. Wyobraź to sobie, nic ci teraz nie może zagrozić.

- Mam ją, ale jest bardzo ciężka. Przygniata mnie - oznajmił ciężko dysząc.

- Nie, odrzuć tę myśl, bo jej nie utrzymasz. Tarcza jest lekka jak pył na skrzydłach motyla.

Starzec zwarzył w ręce mały kamień i cisnął nim w Rrina. Mężczyzna oberwał w brzuch. Natychmiast otworzył oczy, opuścił ręce i popatrzył zaskoczony na uśmiechniętego Yokiego. A ten celnie rzucił kolejnym kamieniem i tym razem trafił go w bark.

- Nudzisz się, Dziadku? - spiorunował go wzrokiem.

- A skąd. Sprawdzam tylko jakość twojej haniebnej tarczy. Gdy ją postawisz porządnie, żaden kamień cię nawet nie zadraśnie - wyjaśnił. - Skoncentruj się, Żółtodziobie!

Yoki ciskał małe kamienie najmocniej jak potrafił. W końcu mógł dać upust swojej nienawiści, nie ryzykując przy okazji że młodzian go zabije.

Ból dekoncentrował Rrinsata i zabierał mu opanowanie. Rosła w nim frustracja i wściekłość. Tarcza w ogóle nie chciała się pojawić. Mimo to próbował, zgodził się bowiem na dowolne sposoby nauki, byle były skuteczne i nie zagroziły jego życiu. Nie zamierzał dać satysfakcji starcowi i się poddać.

- Rzucasz jak baba, Dziadku - prowokował nauczyciela.

- Twoja tarcza jest gęsta jak koronki bielizny niewieściej, Żółtodziobie – zachichotał Yoki i pociągnął z flaszki.

To był okropny dzień dla Rrina. Gdy skończyli wieczorem ćwiczenia, poobijany zwalił się na łoże jak kłoda i zasnął kamiennym snem. Nie umył się ani nie pokrzepił się wieczerzą. Nawet nie zdjął butów, odzienia ani pasa z nożami. Miał na twarzy dwa sińce, a na brodzie świeży strupek. Starzec nie zawsze rzucał celnie i choć nie chciał bić Rrina po łbie, czasem mu się to zdarzało.

Yoko stanął nad nim i zmarszczył brwi. Rrin uczył się powoli, ale nie widział jeszcze, żeby ktoś tak jak on przykładał się do nauki. Chłopak dał dziś z siebie wszystko. Uporem i z mozolnością pokonywał brak wrodzonych zdolności. Starzec nigdy by się do tego nie przyznał, ale poczuł podziw. Wycofał się po cichu i zamknął drzwi w małej izbie Rrina.
_______

Cześć Kochani Myślę, że jeszcze w kolejnym rozdziale polecę ze wspomnieniami Rrina, a później już wrócimy do wartkiej akcji teraźniejszości

Fantasy nie jest na tu jakąś szalenie popularną kategorią, dlatego bardzo mi miło, że moja Studnia zyskała sobie takie zacne grono czytelników <3 Dziękuję, że mnie motywujecie udzielając się pod moją twórczością <3 <3 <3

1 054 czyt.
100%465
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1495 słów i 8406 znaków.

5 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 27 maj 2018

    Uwielbiam dobrze napisane fantasy

  • AuRoRa

    AuRoRa · 15 mar 2018

    Ten dziadek jest spoko   umiesz wciągnąć czytelnika, jestem teraz w pracy, a ukradkiem czytam bo mnie wciągnęło, na takie teksty ludzie czekają  

  • Somebody

    Somebody · 14 lut 2018

    Pięknie, w twoim wykonaniu fantasy powinna być topową kategorią  

  • AnonimS

    AnonimS · 14 lut 2018

    No to czuj się mocno przeze mnie zmotywowana. Łapka w górę.  Może napiszesz dłuższy odcinek?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 13 lut 2018

    Nadal jestem pod wrażeniem. Utrzymujesz akcje w trzech różnych stanach.Potrojny punkt wody. Siedem kręgów mocy Castanedy. A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego z okazji walentynek.