Studnia - 07

Siedział na drewnianej ławce i w skupieniu przepisywał stronicę opasłej zakurzonej księgi. Litery wychodziły mu równe i zgrabne. Nie miał pojęcia co przepisywał, napisano ją w nieznanym mu języku. Podrapał się po spiętych w koński ogon włosach. Jako jedyny chłopiec w murach klasztoru nosił długie włosy. Innym golono czaszki do łysa i dopiero giermkowie mogli je zapuszczać. Wyróżnienie to Rrin otrzymał już w dzieciństwie. Walczył, gryzł, kopał, drapał i pluł, ale przede wszystkim wrzeszczał. Wrzask ten był tak przeraźliwy, że zaczęto się obawiać, czy nie utracił zdrowych zmysłów.

- Na Bogów, co tu się wyprawia? Dlaczego to dziecko tak krzyczy? - smagnął Rycerzy głos Mistrza Jefira.

- Mistrzu, chłopiec nie pozwala obciąć sobie włosów – trwożnie wyjaśnił jeden z Rycerzy.

- Odejdźcie od niego - rozkazał Jefir.

Gdy się odsunęli Rrin przestał wrzeszczeć, a Mistrz podszedł i ukucnął przy nim. Uśmiechnął się przyjaźnie.

- Jak ci na imię? - zapytał.

Rrinsat nie odpowiedział. Patrzył gniewnie i wyzywająco. Łzy płynęły mu po twarzy, cały był usmarkany, a jego wątłym ciałkiem wstrząsał szloch. Pokazał Mistrzowi język, niech nie myśli że się go boi.

- Przestraszyli cię, prawda? - kontynuował niezrażony Mistrz. - Nie masz się czego bać. Nie musimy obcinać twoich włosów. Przejdziemy się teraz, dobrze?

Mistrz wyciągnął rękę po dłoń chłopca, ale ten ją ugryzł i odepchnął. Patrzył na Mistrza z nienawiścią wymalowaną na twarzy. Obecni w sali Rycerze wstrzymali oddechy, by gniew Jefira nie spadł i na nich. Ale Mistrz się nie wściekł.

- Dobrze, chłopcze. Nie będę cię dotykał ani zmuszał do mówienia. Musisz jednak pójść za mną z własnej woli. Jeśli się zgadzasz, skiń mi głową.

Chłopiec po chwili namysłu skinął, a wychodząc z sali za Mistrzem wyprostował się dumnie i pokazał język Rycerzom, którzy chcieli obciąć mu włosy.

Pół roku później historia się powtórzyła. Po kolejnych dwóch latach Rrin porwał ze stołu nóż i machał nim na oślep, gdy Rycerze próbowali się do niego zbliżyć. Jednego z Rycerzy dźgnął w udo, ale widok krwi go nie przestraszył. Chłopiec był ulubieńcem Mistrza, więc nikt się nie odważył go uderzyć. Rycerze zamknęli go w komnacie i czekali do później nocy na Mistrza, by odebrał chłopcu broń. Jakież było zdziwienie Zakonników, gdy Mistrz wrócił do klasztoru w towarzystwie Rrina. Okazało się, że chłopiec dosunął do ściany stół i wyskoczył przez wąskie okienko pod sufitem. Potłukł się boleśnie, ale się nie poddał. Postanowił uciec z klasztoru. I uciekł. Szedł drogą w jednym tylko bucie, z krwawiącymi kolanami i nożem w garści. Głodny, brudny i zziębnięty. I tak go też Mistrz znalazł. Jefir surowo ukarał zarówno wartowników przy bramie, jak i opiekunów Rrina, ale o tym Rrin się nigdy nie dowiedział. Po tych wydarzeniach całkowicie zażegnano próby obcięcia mu włosów. Inni chłopcy śmiali się z Rina, że jest zniewieściały i kobiecy, ale tak naprawdę zazdrościli mu, że postawił na swoim. Rrin nie pamiętał dlaczego walczył by mu nie obcięto włosów. Wciąż nosił w sobie przeświadczenie że to ważne, ale z jakich powodów było dla niego tajemnicą.

Kiedy skończył stronnicę zostawił ją do wyschnięcia. W tym czasie udał się za potrzebą do wygódki. Gdy wrócił, żadnego z Rycerzy nie było w sali. Chłopcy pracowali bez nadzoru. Na jego ławce nie było jego kartki, tylko niedokończone bazgroły innego chłopca. Rrin poznał to pismo od razu. Odwrócił się przez ramię i spojrzał na spąsowiałego winowajcę o imieniu Ganis. Później zalał marne wypociny przed sobą atramentem i odłożył to na bok. Wziął czystą kartkę i ruszył do Ganisa. Przepisał mu na szybko pół strony tekstu. Nie przykładał się do tego, więc litery były nierówne, ale sporo lepsze od tych Ganisa. Ganis przez cały czas milczał. Wszyscy chłopcy przyglądali się im zamiast pracować. Gdy Rrin skończył, zabrał swoją kartkę ze swoim tekstem w nieznanym języku, a zostawił Ganisowi kawałek przepisanych kronik z ubiegłego stulecia.  

Sprawa oczywiście się wydała. Rrin kłamał bez mrugnięcia okiem, że Ganis napisał tekst sam. Nawet gdy wezwano Mistrza i Ganis przyznał się do kradzieży i potwierdził że Rrinsat przepisywał kroniki za niego. Mistrz przyglądał się badawczo Rrinowi. Nie ukarał ani jego, ani Ganisa. Kazał wracać wszystkim do zajęć.

Po wieczerzy Rrin udał się do komnaty Mistrza. Zapukał cicho.

- Wejść - rozległo się.

- Nie przeszkadzam, Mistrzu? - zapytał Rrin.

- O, to ty Rrinsacie. Wchodź śmiało. Stało się coś?

- Nie, Mistrzu. Ja... Ja mam prośbę, Mistrzu.

- O co chodzi? - zaciekawił się Mistrz.

- Mistrz wie, że jako jedyny mam sam pokój.

- Tak, wiem o tym.

- Chodzi o to, że chciałbym mieć kogoś do towarzystwa, Mistrzu.

- Mówimy o kimś konkretnym?

- Tak, Mistrzu. Chciałbym dzielić pokój z Ganisem.

- Dlaczego właśnie z nim?

- Bo... Bo... - Rrin zawstydził się.

- A zatem? Mamy tylu mądrych chłopców, a ty wybrałeś tego najmniej mądrego?

- Nie jest najmniej mądry, Mistrzu.

- Czemu tak sądzisz?

- Mistrzu... On.. On ma dobrą pamięć, ładnie mówi i szybko liczy.

- Zatem dobrze. Skoro tak uważasz, będziecie dzielić pokój z Ganisem. Jutro po śniadaniu przeniesiecie razem jego rzeczy do twojego pokoju.

- Dziękuję, Mistrzu.

- Jeśli to wszystko, możesz odejść Rrin.

- Tak, Mistrzu.

Następnego dnia Ganis był onieśmielony i przestraszony. Nie wiedział czy aby przeprowadzka do Rrinsata nie była rodzajem kary za kradzież i kłamstwa. Albo gorzej. Mistrz mógł użyć jego samego jako karę dla Rrinsata, bo wszyscy wiedzieli że okłamał samego Mistrza. Do tej pory Rrin miał pokój tylko dla siebie i teraz mógłby chcieć się mścić. Myśli wrzały i kotłowały się w głowie Ganisa.

Pokój Rrina był zupełnie inny niż pokoje chłopców, którzy mieszkali czwórkami. Był tu regał z księgami, zamiast prostego stołu przyniszczone rzeźbione biurko, a dwa krzesła miały miękkie obicia. W nogach łóżka stał duży kufer na ubrania.

Dzień minął chłopcom szybko. Zaczął się od ćwiczeń fechtunku drewnianymi mieczami. Później były zajęcia z historii. Te najbardziej zdawały się pochłaniać chłopców, a była to zasługa starego Rycerza Dirana. Opowiadał on pięknie i z uczuciem, a czasem i dowcipem. Rrin często dopytywał o jakieś drobiazgi, a Diran chętnie mu je wyjaśniał ze szczegółami. W południe wszyscy zebrali się na modlitwie. Później był obiad, po którym Ganis z trzema kolegami mieli posprzątać zbrojownię. Co w tym czasie robił Rrin, Ganis nie wiedział. Minęli się dopiero na modlitwie wieczornej. Ganis uciekał wzrokiem gdy Rrin przeszywał go spojrzeniem. Tak samo minęła im wieczerza.

Rrin we wczesnym dzieciństwie był wątły i niski. Teraz nabierał krzepy, a i wzrostem dorównał kolegom. Ganis był wciąż wątły. Silniejsi chłopcy często wysługiwali się lub wyżywali na nim za swoje niepowodzenia.

W końcu nadszedł moment, gdy znaleźli się sami w pokoju. Rrin od razu podszedł do regału, przejechał palcami po kilku grzbietach, aż natknął się na właściwy wolumin. Wziął go i uśmiechnął się z zadowoleniem. Podał go zaskoczonemu Ganisowi.

- Weź - zachęcił.

- Po co? - nie rozumiał.

- Weź i czytaj.

Ganis niepewnie wziął księgę. Cały spłonął czerwienią. Wszyscy wiedzieli, że Ganis nie potrafił czytać. Czekał teraz aż spadnie na niego pierwszy cios. Gdy długo nie nadchodził, spojrzał do góry na Rrinsata.

- Zacznij czytać - powiedział Rrin.

Położył się wygodnie na swoim łóżku z podkurczonymi nogami i rękami pod głową.

- Dy... a... wy... ny... o... Przecinek...

- Przecinków, kropek, znaków zapytania ani żadnych innych znaków się nie czyta. Przecinek to taka bardzo krótka przerwa w zdaniu - przerwał mu Rrinsat.

- ... dy... a... wy... ny... o... ty... e... my... u...

- Powiedz co przeczytałeś.

- Co?

- Przeczytałeś trzy wyrazy. Jakie?

- Yyyy... Ja... Ja... Ja nie wiem - przyznał się.

- D-a-w-n-o, d-a-w-n-o t-e-m-u - przeliterował szybko Rrin. - Teraz rozumiesz?

- Tak, teraz tak.

- Więc powtórz.

- Dawno, dawno temu.

- Dobrze. Im szybciej czytasz litery, tym lepiej rozumiesz co czytasz. Teraz za każdym razem, gdy przeczytasz jakiś wyraz, powiedz całe słowo na głos. Rozumiesz?

- Rozumiem.

- Zatem zaczynaj.

- Od początku?

- Nie. Czytaj dalej.

- By... y... ły... Byyyyyyłyy...  

- Był, po „ł” nie ma „y”.

- Był si... wy... i... a... ty... świiiii... świaaa... ty... światy..

- Świat, jeśli nie ma „y” na końcu, to go nie dokładaj.

- Świat ry... zy...

- "Rzy" - poprawił Rrin.

- Co?

- "R" napisane razem z "zet" czyta się jako "rzy" - wytłumaczył cierpliwie Rrin, patrząc w sufit.

Dukał tak Ganis przez godzinę, a Rrin go cierpliwie poprawiał. Od tego dnia Ganis czytał codziennie Rrinowi. Parę dni później Rrin posunął się dalej. Kazał Ganisowi literować słowa. Za każdym razem gdy Rrin przechodził obok niego, wypowiadał jedno słowo. Ganis musiał je zapiętać i przy następnym spotkaniu szybko przeliterować. Wraz z nauką czytania zaczęła poprawiać się też kaligrafia, a miedzy chłopcami zrodziła się nić przyjaźni.
_______________
Rrin jest ranny i błądzi w świecie majaków i wspomnień Jak wam się podoba wspomnienie jego dzieciństwa?

1 014 czyt.
100%316
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1724 słów i 9641 znaków.

6 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 15 mar 2018

    Potrafisz zaskakiwać, dobry pomysł z tymi wspomnieniami z młodości

  • Somebody

    Somebody · 9 lut 2018

    Fajne to oderwanie akcji i powrót do dzieciństwa. Od razu powiało świeżością     

  • AlexAthame

    AlexAthame · 8 lut 2018

      

  • AnonimS

    AnonimS · 8 lut 2018

    Bardzo mi się podoba. Nieoczekiwany zwrot akcji.

  • Fanka

    Fanka · 8 lut 2018

    Coraz ciekawiej się zapowiada    
    Jest świetne! ! !  

  • emeryt

    emeryt · 8 lut 2018 · 202081569

    @DziecięChaosu. Na reszcie doczekałem się na kolejny odcinek. Tak jak poprzednie, też jest wspaniały. Dziękuję Tobie i życzę w dalszym ciągu wspaniałej weny.