Studnia - 03

Głośny świergot chóru ptaków wdarł się do uszu Rrinsata. Pierwsze oślepiające błyski słońca przeszły przez starą, lekko matową szybę i padły mu na twarz. Zaczął się leniwie przeciągać, ale kiedy obudziła się jego świadomość, zerwał się na równe nogi. Zmrużył oślepione światłem oczy. Z zadowoleniem stwierdził, że widzi równie dobrze, co zawsze. Najwidoczniej celem czarownicy nie było pozbawienie go wzroku.

Za oknem skrzypiał bujany fotel. Sawiallo huśtała się tam patrząc gdzieś przed siebie na las. Rrin zawiesił na niej na chwilę spojrzenie. Później rozejrzał się i zauważył swoje rzeczy położone na krześle przy łóżku, więc się pośpiesznie przebrał i uzbroił. Wyszedł z malutkiej komnaty sypialnej do pomieszczenia, w którym przesiadywał z Sawiallo minionej nocy.

Na obszernym stole leżały żółtawe kartki porysowane węglem. Pierwsza przedstawiała rozmazaną twarz kobiety. Ta twarz miała w sobie coś niepokojąco znajomego. Druga, dziecięcą piąstkę zaciśniętą na zdobionym złotym wisiorze w kształcie słońca. Trzecia, wybudowaną z przepychem willę udekorowaną herbem z takim samym słońcem, jak na wisiorze z poprzedniego obrazka. Na czwartej był roześmiany mężczyzna w płaszczu, z wyciągniętymi przed siebie rękami, widziany z góry. Najprawdopodobniej był to widok z perspektywy podrzuconego dziecka. Piąta ukazywała niewyraźne sylwetki koni i dosiadających ich Zakonników, którzy wpadli między pierzchającą służbę. Pachołkowie rzucali niesione przedmioty i uciekali w popłochu. Szósta, miecz opadający na kark mężczyzny w płaszczu - tego samego mężczyzny, który na wcześniejszym obrazku uśmiechał się szeroko, patrząc w górę. Teraz trzymało go dwóch Zakonników, trzeci za chwilę miał mu odebrać życie. Siódma, martwa kobieta rozciągnięta na podłodze w zdemolowanej kuchni. W dole karty mała ręka zaciśnięta na płóciennej wielowarstwowej sukni i szczyt dziecięcego kolana. Dziecko musiało kucnąć, gdy patrzyło na martwą matkę. Na ósmej karcie był wysoki mężczyzna odziany w czerń i pelerynę. Pochylał się do przodu z dobrotliwym wyrazem twarzy. Rrin niemal słyszał jego szept: "Nie bój się, jak ci na imię chłopcze?".

Rrinsat ze złością zebrał karty i chciał je przedrzeć na pół. Dostrzegł jednak na ostatniej, za plecami Zakonnika, ukrytą postać. Rozpoznał ją prawie tak szybko, jak rozpoznał pochylonego Zakonnika. Zamyślił się, na chwilę zacisnął dłonie w pięści, przedarł kary i wszystkie cisnął do pieca. Miał w głowie mętlik. Nie była to jednak najlepsza pora na rozmyślanie. Potarł dłonią czoło i wyszedł na taras.

Sawiallo miała ładnie opaloną skórę. Jej pogodna twarz miała wyraz głębokiej zadumy. Nie zwróciła na Rrinsata większej uwagi, gdy stanął przy niej. Milczeli przez chwilę oboje. Zauważył, że kobieta trzymała w dłoniach szkatułkę z ciemnego drewna. Namalowano na niej jakieś wzory, ale Rrin domyślił się że służyły jako elementy dekoracyjne.

- Co zrobisz, jeśli studnia okaże się ślepym tropem? - zapytała swoim dźwięcznym głosem Sawiallo.

- Zbadam kolejną legendę, a później następną i tak do osiągnięcia celu. Na pewno ocalało gdzieś jakieś magiczne skupisko mocy - odpowiedział jej nie patrząc nawet na nią.

- Na pewno nie chcesz zostać? Mogłabym cię nauczyć paru ciekawych rzeczy - zaproponowała.

Zerknął na nią. Malinowe usta miała ułożone w łobuzerski uśmiech. Odsłoniły nawet rząd zdrowych zębów. Rrin też się uśmiechnął. Sawiallo była ładna i z pewnością samotna na tym odludziu. Niestety jego interesowała prawdziwa magia, nie sztuczki dla głupków i wieśniaków. I tak stracił mnóstwo czasu przez to, że najprawdopodobniej został wyłowiony ze studni i wywieziony na to odludzie. Zapewne jego rzeczy rozkradziono, a wierzchowca sprzedano lub zjedzono. Miał jednak cichą nadzieję, że uda mu się go odzyskać w jednym kawałku.

- Na pewno - potwierdził, i jakby dla przekonania samego siebie skinął głową.

Sawiallo zgrabnie wstała. Przeciągnęła się unosząc obie ręce do góry. Słodka jak młode kocię, pomyślał Rrin. Ich spojrzenia się odnalazły i niechętnie musiał przyznać, że czuł między sobą i Sawiallo dziwny magnetyzm.

- Jak już znajdziesz to czego szukasz, to wpadnij do mnie. Chętnie nakarmię cię i wysuszę twoje ubrania jeszcze raz - zaćwierkała przygryzając zalotnie wargę.

- Nie sądzę... - zaczął, ale nie zdążył rozwinąć myśli.

Zielarka zaplotła dłonie na karku Rrina i złożyła na jego ustach miękki pocałunek. W piersi rozlało mu się przyjemne ciepło, które spłynęło w dół i skumulowało się w jego męskości. Znów zanurzył się w jej chmurnych oczach.

- Wrócisz Rrinsacie. Gdy będziesz gotów, wrócisz do mnie  - powiedziała pewnie.

Uśmiechnęła się i pogładziła czule jego szorstki od zarostu policzek.

- Chodź, pora na ciebie. Odprowadzę cię kawałek - powiedziała słodko.

Ujęła go pod ramię i pociągnęła w stronę lasu. Popatrzył na nią z góry, gdyż była od niego sporo niższa. Nie przestawała się uśmiechać. Zupełnie jakby nosiła w sobie jakieś światełko, które uzewnętrzniało się w uśmiechu. Podała mu drewniane pudełko. Było lekkie i nagrzane od słońca. A może od jej ud, na których spoczywało?

- Karczma "Przeklęta Studnia" ma własną stajnię. Konie oporządza tam młody bystry chłopiec. Zapytasz go o jego siostrę i dasz jej tę szkatułkę. Dziewczyna ma na policzku sierpowatą bliznę, poznasz ją bez trudu - powiedziała melodyjnie.

- Co jest w szkatule? - uzewnętrznił myśli.

- Rrinie, po co pytasz, skoro i tak tam zajrzysz, gdy tylko nasze drogi się rozejdą? - odpowiedziała mu pytaniem i popatrzyła na niego, jak na kogoś niemądrego.

Teraz także wargi Rrinsata skrzywiły się ku górze. Miała rację. Potrząsnął szkatułą i rozległo się kilka stłumionych stuknięć. Cokolwiek było w środku, było zabezpieczone czymś miękkim. Najpewniej skrawkami płótna.

- Magiczny talizman? - zakpił.

- Oczywiście, ale nie byle jaki. Jest obdarzony klątwą na chutliwych mężczyzn - wyjaśniła, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.

Rrin nie był pewien, czy z niego kpiła, czy mówiła poważnie.

- A jak on działa? - dociekał.

- Sprawia, że niepożądanemu mężczyźnie opada... hmmm... powiedzmy, że przerośnięta ambicja - wypaliła, przykładając drobną dłoń do malinowych ust, by skryć zbyt szeroki uśmiech.

- Jeśli nie puścisz mi mojego ramienia, moja ambicja również może mnie przerosnąć - wyznał szczerze.

Spojrzała mu w oczy. Znów zobaczył szary sztorm w jej źrenicach.

- Nie boję się twojej przerośniętej ambicji - powiedziała pewnie.

- A powinnaś - ostrzegł.

- Kobiety czasem lubią, gdy mężczyźni mają przerośniętą ambicję - zadumała.

- Czy ty mnie prowokujesz? - zapytał bez ogródek.

- Zamknij oczy - poprosiła.

- Po co? Ciebie też przerastają ambicje? - zażartował.

Sawiallo stanęła na przeciw niego na palcach. Przyciągnęła go lekko do siebie, ich nosy prawie się stykały.

- Zamknij je, Rrin i nie otwieraj, żeby nie wiem co - wyszeptała bardzo niskim mruczącym głosem.

Posłusznie opuścił powieki. Poczuł na spierzchniętych wargach jej ciepłe i miękkie usta. Wsunęła mu język do ust, gładziła nim podniebienie i pieściła jego język. Zrobiło mu się gorąco w podbrzuszu.

Ubraniami szarpnął nagły powiew wiatru, niosący morską bryzę i zapach oceanu. Usłyszał krzyk mew, chociaż znajdował się głęboko w kontynencie. Czary, pomyślał, ale nie chciał tego przerywać. Miał ją w rękach, w dowolnym momencie mógł jej skręcić kark.

Powstrzymał ciekawość i nie otwarł oczu. Kobieta przylgnęła do niego ciałem, jej brzuch i biodro ocierały się o jego męskość, gdy języki tańczyły w pocałunku rozpalającym pożądanie. Szkatuła upadła na ziemię porzucona i zapomniana.

Rrin odszukał po omacku klamry pod szyją szaty Sawiallo i rozerwał zmurszałe skórzane paski. Odsłonił ramię i kształtną pierś. Całował szyję, delikatny obojczyk i mostek, a później skupił się na krągłości piersi. Jęki Sawiallo nakręcały go, zamknięte oczy drażniły zmysły, potęgowały pożądanie i ciekawość. Ssał jej sutek, gdy wczepiła palce między jego warkocze.

Poczuł jej drobne palce na swoim kroczu. Głęboko zassał powietrze. Rozerwał więcej klamerek i obnażył górę jej ciała. Wsadziła mu mokry język w muszlę ucha. Lizała je, ssała i przeciągała po nim lekko zębami. Pozbawiła go pasów z nożami i mieczem. Pragnął jej, pragnął na nią patrzeć, gdy pieścili się nawzajem. Uklęknął. Całował jej brzuch mocując się jedną ręką z dziwnym zapięciem jej paska, a drugą masował jej pierś. Pragnął smakować jej kobiecość. Od dawna nie był z żadną kobietą, a przy tej jego opanowanie znikło całkowicie. Gdyby teraz płonął świat, nic by go to nie obchodziło.

Otworzył oczy. Sawiallo była piękna. Krągła gdzie trzeba, zgrabna i rozpalona. Nie zdążył jednak się na nią napatrzeć, gdyż odepchnęła go lekko ze śmiechem na ustach i runął w dół klifu, nie mając pojęcia jak się tam w ogóle znalazł, ani co się stało. Kilka chwil później połknęło go morze. Walczył z prądem, a w głowie brzęczały mu słowa Sawiallo: "Wrócisz Rrinsacie. Gdy będziesz gotów, wrócisz do mnie."

Wynurzył się parę razy, prąd jednak rzucał nim jak marionetką. Pomyślał, że dał się omamić i zabić wioskowej naciągaczce, niczym ostatni głupiec. Zaraz potem woda rzuciła nim o skały i świat znów zgasł. Jego ciało pochwyciła gigantyczna ośmiornica z żółtymi ślepiami i powlokła je w głąb morskich głębin.

791 czyt.
100%272
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1820 słów i 9954 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 15 mar 2018

    Rhin to ma przygody, w takim momencie spadać w przepaść   łapka

  • AlexAthame

    AlexAthame · 27 sty 2018

    Piękna cześć. Zawsze wiedziałem ze potrafisz ująć artystycznie zbliżenie kochanków. Nadal super