Recallcz 15

*
Tym razem było inaczej. Już z daleka ich zmysły wojowników
mówiły im, że coś jest nie tak. Nie mylili się. Dostrzegli ukrytych,  
uzbrojonych ludzi. Wielu...
– Nie sądzę, żeby szykowali się na nas – szepnęła.
– Nie – szepnął Marr. – Nie widziałem kupców.
– Ani ja – dodała – W ogóle nikogo.
– Nie, jest samotna para.
– Tak, masz rację. On przystojny, ciemnowłosy, a ona piękna,  
o ciemno miedzianych włosach.
– Czy to możliwe, by szykowali się na nich?
Nie wiem, musimy być uważni – rzekła.
                                *
Wówczas się nie powiodło. Thor nie miał dość ludzi, a Dragonn zniknął.
Ale Thor nie zapomniał, wzmocnił się jeszcze bardziej. Czekał, tropił...
Pragnienie zemsty wypełniło jego serce i wypaliło w nim resztkę dobra...
  Dragonn i On-thi byli ze sobą dwa lata. Tak jak obiecał Dragonn,  
nauczył ją władać mieczem. Musiał przyznać, że była zdolna
i pracowita. On-thi miała wyćwiczoną naturę. Żyła przecież sama
w dzikiej przyrodzie i przeżyła. Teraz nauka władania mieczem
była ucieczką przed jej cierpieniem. To działało na nią jak balsam.
Po dwóch latach jej zdolności wzrosły ogromnie. Przez ten czas żyła
z Dragonnem podobnie jak Marr i Seen bez fizycznego kontaktu. Jednak zupełnie inaczej. Ani on nie chciał, ani ona. Przynajmniej na
płaszczyźnie świadomości. Głęboko w nich sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej. Dragonn przez cały czas dbał o nią na swój
zimny sposób. Ona nauczyła się tego typu zachowania. Można by
powiedzieć zakochała się w nim lodowato. Wiedziała na pewno,  
że ten człowiek, który uratował jej życie, kocha ją tak samo jak ona jego – lodowato. Wiedziała, że ten jej nigdy nie porzuci jak inni, ani nie będzie chciał dzieci. Na swój sposób, On-thi osiągnęła uczuciową stabilizację.
Z tym, że panowała tam temperatura, w której hel staje się cieczą.

Teraz jechali razem nie przeczuwając niebezpieczeństwa. Mijali
małe wzniesienia i wjechali na obszar krzewów. Dopiero teraz Dragonn coś wyczuł, a On-thi chwilę potem.
– Coś jest nie tak, miej się na baczności, On-thi.
Powoli założyli stalowe osłony, ochraniające szyje i torsy. W chwilę
później Thor wyjechał z za małego pagórka wraz z ósemką. Dragonn od razu go poznał.
– No i co teraz – odezwał się Thor? – Czy nadal chcesz mnie zabić,  
szaleńcze? O, widzę, że spodobała ci się ta dziwka. Ma ogniste usta
i krok, nie uważasz?
– Nie daj się ponieść emocjom, On-thi – powiedział cicho Dragonn.
Powoli sięgnął po kusze.
– Nie radzę – rzekł Thor.
Wszyscy jego ludzie wyciągnęli kusze. Dragonn schował kuszę,  
tamci też.
– Zróbmy tak. Jeśli uda ci się pokonać mnie i wszystkich moich ludzi, twój zysk. Jeśli nie, utrzymam cię przy życiu i na twoich oczach pobawię się twoją dziwką. Potem zostawimy cię, byś długo i z bólem umierał. Nie sądzę by nawet jej gorący organ, wytrzymał ich wszystkich, więc pewnie umrzecie razem – zaśmiał się Thor.
Dragonn puścił mimo uszu wulgarne słowa i kalkulował zimno.
Przez chwilę pomyślał, że wygrał już z dziesiątką. A teraz ma On-thi.
Wtedy jego dusza zadrżała. Następne grupy Thora wyjeżdzały z za
zarośli i pagórków. Dragonn doliczył się około czterdziestu. Jednak nie obawiał się o siebie...
– Zabij się lub ja ciebie zabiję przedtem – rzekł spokojnie Dragonn.
– Dziękuję k.... Dragonn.
On-thi chciała powiedzieć, "kochanie”, ale nie przeszło jej to przez
gardło. I to nie ze strachu.
– Kto pierwszy go zrani, ma ją pierwszy – krzyknął Thor.
Na szczęście Thor posłał tylko ósemkę zbirów.
Ruszyli na nich. Dragonn i On-thi zeskoczyli z koni. Koń jest
świetnym zwierzęciem, ale słabym w ataku. Mieli większe szanse na
ziemi. Jeśli można mówić, że je mieli. Dragonn walczył jak tygrys.
Wtedy pierwszy raz pomyślał, że jest nim i że przydałby mu się lew do pomocy. On-thi walczyła dzielnie.
Nie zmarnowałem czasu, przemknęło mu przez myśl.
Podświadomie uświadomił sobie, że jej obecność pomaga i... przeszkadza.
Walczył wzmocniony jej obecnością, ale wiedział też, że ją chroni.
Pokonali pierwszą ósemkę, lecz obydwoje odnieśli rany. Niezbyt
mocno, ale zawsze. Druga ósemka ruszyła zza pagórka. Walka tym
razem trwała dłużej, dużo dłużej. Dragonn oddychał ciężko i poruszał
się wolniej. Kondycja On-thi była gorsza, miała trzy rany. Dwie na
rękach i jedną pod kolanem. Dragonn miał ciętą ranę na plecach, dwie na prawicy, rozcięte ucho i ranę nad okiem. Najgorsza była ta ostatnia, bo krew zalewała oko. Jeśli krew zalewa oko, powoduje to, że oka nie można później uratować. Rany prawicy determinowały, że wynik walki stał się tylko kwestią czasu. Pokonali drugą ósemkę. Dragonn obtarł oko, a to dało mu chwilową ulgę.
– Nie damy rady – rzekł.
W jednej chwili pomyślał, że nie zdoła zrealizować swojego
życiowego wyzwania. Przemknęło mu też przez myśl, że chciałby coś powiedzieć On-thi.
– Zabij mnie – rzekła.
On patrzył na nią chwilę, przystawił jej miecz tuż nad ochroną szyi.
Widzieli, że trzecia ósemka rusza.
– Zrób mi przysługę i przebij mi serce – poprosiła cicho.
Dragon popatrzył jej w oczy. Przyłożył ostrze miecza do jej piersi.
– Poczekaj, chciałam ci powiedzieć, że...
  Chwilę przed śmiercią zdecydowała powiedzieć mu prawdę. Ale nie zdążyła tego uczynić, bo coś się stało. A stało się tak nagle...
Obydwoje myśleli, że to mała trąba powietrzna wywołana przez
pustynny wiatr. Ale to nie był wiatr. To Seen i Marr wpadli nagle w wir
walki.  
To prawda, wpadli wykorzystując swoje nadnaturalne zdolności.
To może nie było fair. Ale czterdzieści dwoje przeciwko dwojgu, fair
również nie było. W pierwszej chwili ani Dragonn, ani On-thi nie
wiedzieli co się dzieje. Zobaczyli, że bez jednego uderzenia ich mieczami cała następna ósemka leżała martwa. Thor też nie wiedział co się stało. Kiedy zorientował się, że ktoś im pomaga, rzucił wszystkie siły do ataku.
Seen i Marr mieli wrażenie, że oni nie walczą. To miecze prowadziły
ich ręce, a nie odwrotnie. Najpierw oni mieczom trochę przeszkadzali, lecz nauczyli się po kilku chwilach łączyć się całkowicie z nimi.
Te cudowne miecze miłości stały się na parę chwil mieczami śmierci.
On-thi i Dragonn widzieli blond włosy Seen i ciemne Marr. Stali bez
ruchu i patrzyli. Głowy spadały, ciała rozcięte na pół, drgające dłonie
z trzymanymi mieczami, padały na ziemię. Po chwili zobaczyli, że to
koniec. Przystojny ciemnowłosy młodzieniec z piękną, złotą spinką
z rubinami, spinającą mu włosy i cudna jak bogini, Seen. Zbroczeni
krwią przeciwników. Nawet nie zmęczeni, bez najmniejszej rany. On-thi zobaczyła, że Thor ucieka na koniu. Teraz wszyscy to widzieli.
– Ty tchórzu – krzyknęła On-thi.
Senn szepnęła coś cicho. Nikt nie usłyszał, tylko koń, którego dosiadał Thor. Seen szepnęła bardzo cicho "e-tche” co w języku konia znaczy "stój”. Rumak stanął jakby zatrzymany niewidzialną siłą, a zaskoczony Thor wyleciał z siodła wyrzucony siłą rozpędu. Jego koń zarżał, spojrzał na Seen i pogalopował do reszty braci i sióstr.  
Potem wolne jak wiatr konie, pobiegły na pola sawanny.
Prawie tydzień później, grupa kupców napotkała na sawannie ciekawe znalezisko. Kłębowisko siodeł. Kiedy zaczęli je liczyć, doliczyli się czterdziestu dwóch. Wszystkie miały to samo uszkodzenie. Przegryzione strzemiona. Tylko konie wiedziały jak to się stało.
Tymczasem Thor zaczął zbierać się po upadku. Seen i Marr stali pośrodku kłębowiska trupów. Patrzyli bez słów na dwójkę zmęczonych ludzi, którzy powoli szli do potykającego się co chwilę Thora. Zawiadomione sępy i inne padlinożerne zwierzęta zwietrzyły krew. Z promienia pięciu mil zaczęły zbliżać się do miejsca gdzie teraz stała Seen i Marr. Thor ranny lekko upadkiem i sparaliżowany strachem stał z mieczem. Po jednej stronie stała piękna o ciemno miedzianych włosach kobieta i trochę starszy, przystojny mąż. Dragonn z wielką trudnością uniósł miecz.
– Zostaw, twój miecz nie jest jego warty – rzekła On-thi.
Dragonn pierwszy raz w życiu posłuchał jej. Ona uniosła swój miecz.
– Broń się tchórzu, jeśli wygrasz jesteś wolny.
On przez chwilę stał. W końcu pojął co usłyszał. Z dziką furią rzucił
się na ranną On-thi.
– Giń ognista dziwko – wrzasnął.
Skąd On-thi wzięła siłę, tylko bogowie wiedzieli. Nauczoną przez
Dragonna techniką odbijała i uderzała. Jej siłę stanowiła teraz gorycz odrzucenia, pogardy, a głównie pamięć nocy z Thorem. W końcu jedno świetne cięcie rozcięło mu prawy nadgarstek. Niezbyt mocno, ale na tyle, że upuścił miecz. On-thi przystawiła mu miecz do szyi. Z największą trudnością podniosła jego miecz.
– Miej litość Har, traktowałem cię dobrze, pamiętasz noce?
Próbował się uśmiechnąć.
– Chciałem tylko być wolny jak ptak.
– Tak, wiem. To za te noce – rzekła.
Jego miecz w jej prawicy, rozdzielił jego męskość.
Zanim ogromne fale bólu zdążyły go ukołysać, usłyszał przez gęstą,  
czerwono siną mgłę głos On-thi.
– Uwolnię cię z tego świata, jednak tam czekają na ciebie tylko
demony.
Agonia jego nie trwała długo. On-thi szybkim prostym pchnięciem
wbiła mu jego miecz w samo serce.
– Nie wiem, czy je miał – rzekła do Dragonna.
Nawet nie spojrzała na konającego Thora.
Serce Thora uderzyło tylko dwa razy i zamarło.
Zwalił się bezwładnie jak kłoda na twarz. Rękojeść jego miecza
zetknęła się z ziemią i popchnęła ostrze głęboko przez tors na wylot.
Lecz on już tego nie czuł. Jego wolna dusza nie odleciała jednak do
demonów. Zapłakała chwilę nad jego ciałem, otarła łzy i poleciała do
oceanu dusz, w ogrodzie Boga, żeby tańczyć z innym radosny taniec...
Kulejąc, wsparci o siebie On-thi i Dragonn szli z powrotem
w kierunku swoich wybawicieli.
– Co chciałaś mi powiedzieć, kiedy trzymałem ostrze na twojej
piersi? – zapytał Dragonn.
– To nie ważne – rzekła On-thi.
Przez chwilę byli tak blisko wyzwolenia, jednak z każdym krokiem,  
bliżej swoich wybawicieli, stygli i stygli. Kiedy stanęli przed Seen
i Marr byli znowu dwiema, żywymi bryłami lodu.
– Dziękujemy – rzekła On-thi.
Dragonn z początku nic nie powiedział, potem zapytał.
– Kto cię uczył?
Pytanie skierował do Marr.
– Mistrz At-a – odrzekł krótko chłopak.
– Poznałem go kiedyś – rzekł Dragonn. Zapytał mnie czy chcę
zabijać, czy bronić motyle. Powiedziałem, że nie wiem. On rzekł. "Jak
będziesz wiedział, przyjdź znowu. Na razie nie mogę cię uczyć”.

I tak zawiązała się między nimi znajomość. Najdziwniejsza
znajomość jaką znała Ziemia. Dwie bryły lodu z dwoma płonącymi
rydwanami miłości. O ile On-thi nie chciała zapomnieć co dla nich
zrobili, Dragonn robił wszystko, by o tym nie pamiętać. Jeszcze jedna rzecz stała się niejako od razu, natychmiast. Seen prawie w jednej chwili pokochała On-thi. Miedziano włosa, poczuła coś pierwszy raz. Jej najgłębsze wnętrze znalazło to, czego się okropnie bało. Szukała po omacku. Potem dzień po dniu jaśniej i bliżej. Oczywiście kochała Dragonna, oczywiście podobał się jej Marr.
  Pewnej nocy, kiedy leżeli razem na stepie, blisko pustyni, już
wiedziała. Na chwilę pozbawiona zimna i ścian, chciała powiedzieć
jej. Nie wiedziała, że Seen obudziła się również.  
On-thi chciała obudzić Seen i powiedzieć jej, jak bardzo ją kocha i jak jest jej dobrze, że ona jest obok.
Prawie gotowa była to zrobić. Chciała ją przytulić mocno i gorąco.
Pragnęła położyć głowę na jej piersi obok serca. I wiedziała, że w tym uścisku mieściłaby się każda miłość. Matki do dziecka, żony do męża, siostry do brata. Wszystko. I nie tylko na płaszczyźnie uczuciowej ale i fizycznej. To co odczuła było pełnym, wielowymiarowym spektrum miłości.  
Seen obudzona czekała, ale On-thi zaczęła się cofać. Lecz
to co poczuła trzymała i nie chciała stracić. Poczęła otaczać to coś, czym miała i znała. Bryłami lodu. Od tej chwili, gdzieś głęboko wiedziała, że zniesie wszystko co przeżyła i jeszcze raz i więcej. Tylko nie to, jeśli Seen by ją odrzuciła. Tego nie mogłaby znieść. I nie tylko jej ciało by umarło. Miała pewność, że jeśliby to się stało, umarła by jej dusza. Jej świadomość zaczęła produkować i kreować zagrożenie. Nie obawiała się o Dragonna. Tylko jedna osoba mogła zagrozić tej miłości. Marr.
  Na płaszczyźnie fizycznej, Marr kochał i pragnął Seen. On-thi podobała mu się jako kobieta. Czuł podświadomie, że ona cierpi z jakiś powodów.
W osobie Dragonna widział przystojnego męża o silnym charakterze
i nie rozumiał, czemu nie zwróci się do On-thi, bo czuł, że ta w jakiś
sposób go pragnie i kocha. Wiedział również, że jest sam w jakimś stopniu, atrakcyjny dla On-thi. Nie absorbowało go to, bowiem kochał i pragnął Seen, prawie doskonale.
  Seen kochała i pragnęła prawie doskonale Marr. Kochała czystą,  
uczuciową miłością On-thi. Było w tym trochę pragnienie wynagrodzenia jej odrzucenia i tego, że On-thi nie mogła mieć dzieci. Lecz nie była to miłość z litości. Najbardziej zbliżony wzorzec to kontynuacja miłości do Her-ge. Chociaż tylko pozornie, bo Seen kochała Her-ge jak matkę, natomiast On-thi, kochała pełnym spektrum miłości.  
Dragonna kochała jak każdego człowieka (Kochała wszystko i wszystko kochało ją)
  On-thi była biedna i spragniona uczucia. Pierwszy raz kochała
człowieka, który określał się inaczej niż nim był. Dla niej Dragonn
był dobry. Kochała go i pragnęła jak kobieta mężczyznę. Nie sądziła,  
że ta miłość kiedyś zostanie wyjawiona. Czuła, że coś jest nie tak
z Dragonnem. Marr podobał się jej jako mężczyzna. Nie myślała nic
więcej. W jej sercu nie było miejsca na dwa serca. Gościł tam tylko Dragonn.
   Dragonn kochał On-thi bez myśli, że dopuści to do siebie. Widział,  
że Seen jest piękna. W jego świadomości seks był ani dobry, ani zły.
Mimo, że uważał, że Seen jest piękna, nie czuł do niej nic na płaszczyźnie fizycznej. Nie myślał o tym, ale jeśli miałby z kimś mieć zbliżenie, to tylko z On-thi. To jeśli chodzi o Dragonna Kerra.
Na platformie fizycznej i uczuciowej. Przyjaźń z miłością w jednej parze o temperaturze ognia. W drugiej to samo o temperaturze zimnego lodu.
  Całkiem inaczej wyglądała sytuacja w głębokich zakamarkach ich
podświadomości.
Najbardziej bliska pokoju w duszy była Seen. Nigdy nie miała ojca.
W swoim czystym obrazie wirtualnego ojca, Ur-tach przedstawiał się
doskonale. Jednak jej dusza w młodym ciele została wzburzona, kiedy dowiedziała się co się stało z jej przyjaciółką O-zee. Niestety jej podświadomość postawiła pytanie: Gdyby Ur-tach postąpił jak ojciec O-zee?
Dlatego to nie Dragonn Kerr, a Kryształ wybrał ją jako małą Julię,  
a ta musiała przekonać się, że jej ojciec jest czysty.
  Marr, syn króla. Od siódmego roku życia przebywał z mistrzem
At-a, a przedtem spędzał czas na łonie natury z kochającą matką.
Ponieważ At-a miał specjalny dar widzenia przyszłości, zobaczył że
Marr z jakiegoś powodu jest "uprzedzony” do kobiet. Dlatego wraz
z rodzicami chłopca, chciał pomóc. Nie wiedział, że związana z tym
sytuacja właśnie wpłynie na Marr, a jego największy wróg zrodzi się
z tego.
Po odnalezieniu Kryształu, Dragonn Keer otrzymał moc. Mógł
zrealizować swoje marzenie. Mógł zmienić świat. Ale czy dzięki mocy, jaką dał mu Kryształ, mógł zwalczyć największy strach w sobie?
Podświadomy strach Seen i Marr doprowadził ich do niemożliwej
sytuacji. Jedyną najbliższą osobą dla Marr była Seen. Czy mogła pomóc mu w pokonaniu wroga w nim? Bardzo chciała. Kryształ wiedział czego boi się Mark. Dlatego Julia mogła w tym pomóc. Jednak Seen pomyliła się w ocenie i zamiast pomóc Marr, sprawiła, że pokonanie dwóch wrogów w sobie stało się dla Marka niemożliwe. Czy rzeczywiście Seen kochała
bezwarunkowo On-thi? Tak, widać to od razu, ponieważ Julia stała się dla niej jak córka, a Sara stała się dla niej jak matka. Właśnie wzajemna miłość między matką, a dzieckiem jest najbardziej zbliżonym wzorcem miłości bezwarunkowej.
Senn miała ciało Julii. Po pierwszych wizjach, Seen i Marr
sądzili, że Julia to młoda Seen. Dopiero później Senn uświadomiła sobie, że nie wie kim jest Julia. Lecz Senn słusznie wiedziała, że jedyną osobą, która pomoże jej otrzymać z powrotem swoje ciało jest Marr. Ale aby to zrobić Marr musiał pokonać wroga w sobie, a właściwie dwóch. Seen chciała pomóc On-thi, ale nie wiedziała czego ona boi się najbardziej.
Kochała ją i była kochana przez nią. Skąd mogła wiedzieć, że On-thi
właśnie tego się boi, ponieważ obawiała się, że może to utracić? Gdyby Seen wiedziała co to jest, próbowałaby rozwiązać tą potrójną zależność. I może jej starania przyniosłyby rezultat. Jednak uświadomiła sobie, że doszedł element, z którym nie wiedziała jak sobie dać radę kompletnie.
Nie wiedziała w końcu kim jest Julia!
Dragonn sądził, że on wpędził ich w kłopoty, które ich poróżnią.
Że doprowadzi to do zachwiania lub zniszczenia ich miłość. W rzeczywistości znowu za tym stał bardziej Kryształ niż on sam.
  On-thi niepłodna, porzucana, odpychana, żyła niejako pod klątwą.
Jednak nadal pragnęła miłości. Trafiła w końcu na Dragonna Kerra,  
który nie był zły jak sam sądził. On po prostu bał się miłości. Mimo, że z pozorów On-thi była najbardziej nieszczęśliwa z całej czwórki, to
jednak pragnęła miłości. Najbardziej nieszczęśliwy był właśnie Dragonn. Co robił przez 12 tysięcy lat? Uczył się, gromadził doświadczenie. Bo chciał zwyciężyć swojego wroga. On nie chciał tak naprawdę zniszczyć miłości Seen i Marr. Walczył z tym, czego zwalczyć nie mógł. Z miłością w sobie.
Zbudował maszynę, którą mógł skanować myśli i uczucia. Po zniszczeniu króla Or i jego podwładnych, nie chciał już zabijać. Był najsilniejszy, nieśmiertelny. Po co miałby zabijać? Kiedy, jak sądził, wysłał całą trójkę w przyszłość, obserwował ich posunięcia, myśli i pragnienia. Mimo to nie wiedział czego naprawdę boi się Marr i nie za bardzo rozumiał posunięć Seen. Obserwował On-thi, bo tak naprawdę tęsknił za nią, chociaż nigdy by się do tego nie przyznał. Myślał, że wrzucił ich do pętli czasu, znowu zrobił to Kryształ, a nie on. Dragonn potem próbował wielokrotnie zabrać On-thi
z powrotem, ale nie potrafił. Ucieszył się w końcu, kiedy wróciła, co prawda nie w przeszłość, ale do jego miejsca w Orchard vally w Singapurze. Miał dowody przeciwko Marr. Chciał złamać On-thi. Dlaczego? Czy na pewno?
To była ostatnia "deska ratunku” wroga w nim. Wiedział podświadomie, że przegrał. Lecz jeszcze raz chciał przekonać siebie, że tak nie jest.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3455 słów i 19381 znaków, zaktualizował 30 sty 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto