Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 15

Nie chciał jej odmówić, ale teraz nie mógł zrobić ruchu. Ale widocznie Garla to rozumiała.
— Nie mam doświadczenia, ale postaram się najlepiej jak mogę.
Położyła się obok i zaczęła delikatnie całować mu twarz. Doszła do ust. Varda był nadal spięty, ale oddał jej pocałunek. Potem całowała mu szyję i umieśniony tors. Ominęła biodra i całowała uda i łydki. Po chwili położyła się na niego. Czuł jej ciało. Bał się nadal, ale mniej. Garla nasunęła się we łaściwy sposób i szarpnęa ciałem do tyłu. Nie wydała dźwięku, ale po jej twarzy przeszedł grymas. Na małą chwilkę. Znowu na jej buzi pojawił się uśmiech.
— Trochę bolało, ale teraz jest znacznie lepiej. Mam nadzieję, że polubisz.
Całowała go w usta i poruszała ciałem. Varda czuł rozkosz o jakiej nie marzył. Poczuł szczyt u dziewczyny, a w chwilę potem sam był blisko. Zaczął gładzić jej włosy.
— Jesteś taki subtelny. Ale możesz dotykać mnie wszędzie. Bardzo bym chciała.
— Nie gniewaj się, Garla. Myślę, że już niedługo będę tak jak trzeba.
— Ależ już jesteś. Jakbyś powiedział, ,kochanie, zamiast Garla, byłoby miło. Chciałabym jeszcze, dobrze?
    Wcale nie czekała na odpowiedź. Zaczęła go całować po najbardziej intymnej części ciała. Po małej chwili był znowu gotowy. Ale nadal krępował się jej dotknąć. Ale Garla wcale się tym nie martwiła. Co prawda od czasu kiedy Halsa ją przytuliła, stała się całkiem inną osobą, ale teraz była znowu odważną Garlą, która brała co chciała. Wykręciła ciało i po chwili miał przed twarza jej wilgotną intymność. Odważył się na tyle, że położył dłonie na jej biodrach i delikatnie je gładził. Usta dziewczyny sprawiały, że czuł jak wznosi się na wyższe poziomy rozkoszy. Wiedział, że zaraz dojdzie szczytu.
— Poczekaj kochanie, chcę tam gdzie poprzednio.
Garla przestała go całować.
— Będziesz miał jeszcze dużo okazji, ale teraz chcę tak. Nie lubisz mojej cipki? Ona tak bardzo chce być pieszczona.
Zaczęła całować go znowu. Tym razem poczuł, że jest w jej ustach. Czuł, że już prawie się nie krępuje. Delikatnie dotykał palcami jej wilgotne ciało intymności. W końcu położył dłonie na biodrach i delikatnie ją przysunął. Ona przybliżyła biodra jeszcze bliżej. Zamknął oczy i zaczął ja całować. Poznawał jej wszystkie sekrety. Ale na razie tylko ją delikatnie całował. Poczuł jak jej ciało faluje i drga. Garla mogła zwiększyć doznania, ale pragnęła by on ją pieścił, nawet za cenę mniejszej rozkoszy. Wiedziała w jakiś sposób, że nie może go naciskać ani popędzać.  
Znowu mieli rozkosz. Położyła się obok i patrzyła na jego twarz.
— Jesteś taka kochana i delikatna. Nie myślałem, że mogę być tak szczęśliwy.
— To nie ma nic wspólnego z rozkosza fizyczną, prawda?
— Tak, to jest gdzieś w środku. Ale coś się we mnie zmienia. Zaczynam chcieć. Wszystko. O co się nawet nie podejrzewałem.
— Miło słyszeć. Jestem cała twoja. Możesz mnie dotykać gdzie tylko chcesz. Cokolwiek mi zrobisz będę chciała. Zaskocz mnie.
— Możesz mi trochę pomóc? Uczę się ciebie. Pewnie później będzie łatwiej. Powiedz mi co mam robić.
— Dobrze. Właściwie tak właśnie chciłam.

Garla prosiła go o różne rzeczy. Zaczął wyczuwać różnicę. Wiedział, że sprawia jej rozkosz. I zaczął odróżniać rodzaje rozkoszy i jej głębie. Nie sądził, że będzie go prosić o takie rzeczy, ale po jakimś czasie poczuł, że to co robi sprawia mu radość. W mniejszym stopniu literalnie w większym, wewnetrznie. Dawał to czego ona pragnęła. I to napełniało go czymś co czuł pierwszy raz. Nawet nie spostrzegł, że już nie tylko się czuję strachu, ale jest gotowy brać ją jak sam pragnie. Miał naprawdę subtelne wnętrze i dla pewności zapytał o to.
— Och, nareszcie. W końcu się doczekałam.
     Miał do tej pory dwa szczyty, a Garla więcej niż palcy u rąk, ale to nawet go cieszyło. Sądził, że powinno być inaczej. Powinna mniej chcieć. Ale po każdym następnym razie, kiedy jej rozkosz dochodziła do szczytu, chciała więcej. Teraz leżała na brzuchu, a on patrzył na jej plecy i pośladki. Przejechał palcami od pięty jednej nogi aż do szyji i powrócił po drugiej stronie i zakończył na drugiej stopie.
— Mogę ci coś powiedzieć, bardzo bym chciał?
— Jasne. Cokolwiek mi powiesz sprawi mi radość.
— Widziałem twoje ciało z różnych stron. Jest cudowne. Ale teraz patrzę na twój tył. Plecy są wspaniałe, ale twój tyłeczek... Nawet najpiękniejszy mustang może ci pozazdrościć.
    Ktoś inny mógłby to źle zrozumieć, a nawet się czuć obrażony. Ale Garla wiedziała, że Varda kocha konie więcej niż cokolwiek. I takie porównanie sprawiło jej radość.
— Jestem twoim wieszchowcem, a ty moim jeźdźcem. Zacznijmy bieg, umiłowany.
Garla nie miała specjalnego pomysłu mówiąc te słowa. Po prostu wydało się jej to miłe i ciepłe.
Varda uniósł jej biodra. Po chwili był w niej. Łagodnie poruszał biodrami. Gładził jej biodra, plecy i piersi. Pochylił się i zaczął całować jej plecy.  
— To ja jestem rumakiem, a ty jeźdźcem. Daj mi biec — szepnęła.
Varda się zatrzymał, bo wiedział co pragnie jego miłość i kochanka. A ona chyba wiedziała jego pragnienia. Wiedziała kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić. Kiedy chce ją głębiej, a kiedy nie.  
Dawali sobie wzajemną rozkosz do środka nocy. Nie zapalili ani świec ani kaganków. Widzieli się bez oczu i czuli bez dotyku. W końcu zasnęli.
Kiedy Varda otworzył oczy. Łoże było puste. Ale słyszał ją jak chodzi po kuchni.  
— Nareszcie wstałeś śpiochu. Zrobiłam jajecznicę. Mamy świeży chleb z masłem. Herbata z suszonych malin i jagód. Chcesz coś więcej?
— Nie, to wystarczy.
— Jest jeszcze deser.
— O, a co?
— Twoja Garla. Cieszysz się?
— Sam nie wiem. Nie wiem czy zdołam.
— Och deser nie musi być zaraz. Nie martw się. Zajmiemy się końmi. Muszę też zobaczyć Atamirę. W dzień będziemy pracować. A w nocy kochać.
—A spać?
— Spać będziemy jak nam starczy czasu.
— No i masz cyganie. Koniec wolności.
Garla stała w drzwiach kuchni podparta pod boki.
— Jak mnie nie kochasz to idź już teraz!
Wróciła do kuchni. Varda zerwał się nagi i pobiegł do kuchni. Złapał dziewczyne na ręce i zaczął całować.
— Żartowałem, kochanie. Wybacz, już tak nigdy nie powiem.
— Wiem. Dałeś się nabrać, ale nie mów tak. Jak zechcesz i zatęsknisz za stepem, idź. I tak będę cię kochać.
Varda popatrzył na nią inaczej.
— Nigdy mój rumaku. Nigdy.
    
Gerla okazała się wspaniałą żoną. Varda cudownym mężem. Po roku urodzia bliźniaki. Dała chłopcu na imię Guarill, a dziewczynce Jaelle. Na cześć męża. Po trzech miesiącach znowu była w ciąży. Po dobrym czasie urodzia się dziewczynka. Dała jej imię Halsa. Osada żyła spokojnie. Atamira otrzymała od króla Lordany złoto. Ale nie wydawała go dla siebie tylko dla osady. Wszyscy kochali ją jeszcze bardziej, ale najbardziej kochała ją Garla. Ziemie Rublindy były opustoszałe. Kruun wycofała się do swojego kraju. Tylko silny garnizon stacjonował na południowej granicy. Paxton chciał zaatakować, ale Kruun nie wyraził zgody. Powiedział, że nie jest jeszcze zbyt silny. Paxton nie mógł mu się sprzeciwić. Faktycznie zjednoczone królestwa południa miały liczniejszą armię niż Kruun.  
W końcu upłynęły trzy lata od czasu zajęcia kraju. Pola leżały odłogiem. Pozostałe małe osady i żyły swoim życiem. Kruun zakazał wojsku napadać i w całym południowym garnizonie panował porządek. Kruun miał nadal mocną armię. Trzy tysiące żołnierzy stacjonowało na południowej granicy. Reszta w liczbie dwudziestu tysięcy była rozlokowana na północnej granicy Lordeny i w południowej stronie królestwa Paxtona.

— Jesteś gotowy, mój synu — powiedział Greyann do Kersta.
— Bardzo tęsknie za Halsą. Będę szczęśliwy jeśli zobaczę rodziców i ludzi z mojej wioski, ale Halsa jest mi droższa ponad wszystko.
Greyann tylko pokiwał głową. Młodzieniec musiał zauważyć coś na twarzy starego.
— Będę mógł ją zobaczyć, prawda?
— To nie zależy ode mnie. Jeśli będziesz bardzo chciał, to się stanie. Wsłuchuj się w głos serca.
— Co muszę zrobić?
— Nie tęsknisz za innymi?
— O tak!
— To zacznij od tego. Potem zobaczysz.
Kerst zamyślił się. Dawno nie słyszał szeptu Rey. Ani tej prawdziwej ani lalki. Miał ją zawsze blisko. Czasami ją nawet czesał. I to wygladałoby bardzo dziwnie dla wszystkich. Ale Greyann rozumiał.
— Prawdopodobnie za skałami nie ma nikogo. Z tego co mówiłeś twoja rodzina jest w Lordanie. I pewnie są niedaleko miejsca gdzie zostawiłaś Atamirę. A może nawet są tam wszyscy razem. Z tego co czuję, południowa granica jest mocno strzeżona. Gdyby większe wojsko chciałoby się przedostać, walka byłaby nieunikniona. A tak masz szanse.
— Co myśisz, przyjacielu?
— Nie mogę z tobą jechać. Muszę opiekować się moimi przyjaciółkami i ogrodem. Pomogę ci się przedrzeć, a potem wrócę.
— Obiecaj mi, że nic ci nie będzie.
— A ty mi obiecaj, że ci się uda.
— Ale jaki masz plan? Uczyłeś mnie strategii, ale przecież nie dorastam ci do pięt.
— Zrobimy tak. Pojedziemy razem. Musimy zrobić to za dnia. Kiedy zobaczą dwójkę, wyślą najwyżej dwa tuziny żołnierzy. Ponieważ rycerze pojadą z jednego miejsca, to będzie wyłom. W tym czasie, kiedy oni będą blisko ja udam, że uciekam. Wówczas część, być może więcej niż połowa, pojedzie za mną. Ja będę uciekał i zrobię wszystko żeby ratować Chmurę. Wiesz dlaczego ja będę jechał na Chmurze?
— Tak, źrebak potrzebuje matki, rozumiem.
— Pojedziemy rano, blisko południa.

Był ciepły koniec lata. Kerst już dawno zauważył, że tu było zawsze lato, ale nie pytał swojego przyjaciela o przyczynę. Sądził, że tak działa microklimat. Spędzili bardzo miło wieczór. Siedzieli razem i nie mówili prawie nic.  
Rano zjedli śniadanie. Kerst pożegnał się z kurkami, Kamilą i źrebakiem.  
Młodzieiec miał więcej niż cztery tyziny strzał. Dwie kusze i łuk. I oczywiście swój miecz z metalicznego wodoru. Zanim ruszyli, Kerst przytulił czule Chmurę.
— Zobaczymy się jeszcze.
Pocałował Chmurę w środek czoła. I wtedy poczuł ciepło na piersi. Miał tam Rey.  
— Przyjacielu, spędziłem z toba trochę czasu. Jesteś mi bliski — szepnął do Greyanna.
Przytulili się mocno do siebie. Łzy pokazały się zarówno na policzkach Greyanna jak i Kersta.
— Jedźmy, Karblissie. Nie zapomnij swojego imienia.
— Nigdy, ojcze.
Ruszyli. Dojechali do skał. Po chwili Karbliss zobaczył szczelinę. Miał pewność, że jeszcze chwilę wcześniej jej nie było. Poznał okolicę. To tu spotkał żołnierzy Kruuna. Przejechali przez wyludniałą wieś.  
— Moja chata pozostała nienaruszona i widzę, że Kruchta również.
Reszta chat była nadpalona. Jechali z boku jeziora. Wówczas wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Poczuł łzy.  
— Halso, umiłowana. Kiedy cię zobaczę?
Jechali jakiś czas bez słów.
— Nigdy cię nie pytałem o wiele spraw. Ale chcę się upewnić odnośnie jednej. Czy to był sen z tymi dziwnymi przedmiotami?
Greyann nie odpowiedział nic przez chwilę.  
— To moja słabostka. Kiedy się znowu zobaczymy wyjaśnie ci więcej. Nie, to nie był sen.
Jechali znowu w milczeniu. Na horyzoncie widać było las. To już były ziemie Lordeny. Ale przed lasem stało wojsko. Rozciągnięte luźno na przestrzeni kilometrów.  
— Teraz — krzyknął Greyann. Na przód, Karblissie.
    Rycerze Kruuna zauważyli dwójkę jeźdźców po kilku chwilach. Tak jak przewidział Greyann około dwudziestu jeźdźców ruszyło w ich kierunku. Przecież nie mogli wiedzieć kim są przybysze. Ale kiedy zgodnie z planem Greyann odskoczył w bok, pognała za nim liczna grupa. Reszta żołnierzy była w dość znacznej odległości. Dziesięciu otoczyło Kersta.
— Kim jesteś i czego chcesz — zapytał jeden z nich.
Tak się złożyło, że był to sam kapitan Largot.
— Przyjechałem was sprawdzić. Słyszałem, że jesteście nieudacznikami i walczycie kiedy jest was dziesięć razy tyle.
— Masz ostry język i albo jesteś szalony, albo musisz być niezłym szermierzem. A kim jest ten drugi. Widać nie jest tak odważny jak ty, albo ma więcej oleju w głowie. Brać go.
Kerst zeskoczył z konia.
— Zróbmy tak. Jeżeli mnie pokonacie, powiem wam wszystko. Jeśli ja was zwyciężę, obiecasz mnie nie ścigać. Dobrze ci patrzy z oczu, może masz honor i przystaniesz na moją propozycję.
— Zgoda.
Kerst zobaczył, że jeden z ludzi Largota trzyma Sa za uzdę. Koń zaczął szarpać i rżał poddenerwowany.
— Spokojnie Sa, zaraz cię dosiądę. Muszę tylko sprawić im małe lanie. Nie musicie walczyć pojedyńczo, muszę wam dać jakąś szansę.
Tym razem Largot poczuł się urażony.
— Z koni. Nie zabijać!
Dwóch pierwszych skoczyło do Kersta z odkrytymi mieczami. Uderzyli prawie równo. Z góry, lekko ukośnie. Greyan nauczył go, że dobry szermierz odbija, mistrz stosuje uniki. Nawet nie uskoczył tylko przeniósł ciężar ciała na jedną nogę i odgiął się w tym kierunku. Uderzył mieczem. Pierwszy otrzymał boczne cięcie w brzuch. Karbliss zrobił krok i ciął w udo drugiego. Obaj podli na trawę. Dostrzagł czwórką. Zamiast się bronić lub uskoczyć, zaatakował. Tego nawet Largot się nie spodziewał. Kerst poruszał się jak błyskawica. Jednym cieciem zrani pierwszego w nogę, drugiego w rękę i pierś. Specjalnie nie chciał zabijać. Wiedział, że nie musi. Wpłynał na to również pierwszy rozkaz kapitana. W chwilę potem poradził sobie z pozostałą dwójka. Ponieważ biegli rozpędzeni, minęli się z celem. Znowu jednym cięciem uderzył w udo jednego i pośladek drugiego.  
— Jak bedziecię się tak podstawiać to nawet nie poczuję, że walczyłem.
Teraz trójka ruszyła w jego kierunku. Pierwszy z trójki chciał pchnąć prosto w jego tors. Zazwyczaj prosty cios jest bardzo niebezpieczny, ale jeśli jest w wykonaniu mistrza. Rycerz nie miał wielkich umiejętności. Teraz Largot naprawdę się zdziwił. Kerst odchylił tułów w ostatniej chwili, złapał lewą reką, prawicę atakującego, tuż za nadgarstkiem prawicy, w której tamten trzymał miecz. Wszyscy usłyszeli chrobot łamanej kości, a nieszczęśnik krzyknał z bólu. Bocznym cięciem zciął jak patyki uniesione miecze pozostałej dwójki. Podstawą prawicy uderzył pierwszego w szczękę, a drugiego kopnął w tors z taka siłą, że tamten odleciał na dwa yardy.
— Wszystkie miecze macie takie miękie? Szkoda tępić mojego.
Kerst wbił swój miecz w ziemię. Pozostała dwójka i kapitan natarli na niego. Fakt, że walczył bez miecza nie zmienił sytuacji. Kerst uznał, że ich umiejętności nie są zbyt wielkie i miał ufność, że sobie poradzi. Przez trzy lata nauki u Greyanna nabrał siły i wielkiej umiejętności w walce na miecze. Ale nie tylko. Greyann uczył go walki wręcz. Kerst nigdy nie pytał jak jego stary przyjaciel posiadł takie zdolności. Teraz znowu uchwycił pierwszego z atakujących za dłoń, w której tamten trzymał miecz. Znowu chrupnęły kości. Zasłonił się ciałem biedaka jak tarczą. Drugi ciał bowiem w jego kierunku. Gdyby Kerst nie szarpnał ciałem rannego, niechybnie cios wymierzony przez tamtego zraniłby go śmiertelne, a tak tamten otrzymał tylko ukośne cięcie w dół. Jego tors i brzuch był rozcięty, ale na szczęście dla niego, niezbyt głęboko. Teraz pozostał tylko kapitan. Na jego twarzy malowało się bardziej zdziwienie i zaskoczenie niż strach. Ugiął nogi i trzymał miecz przed sobą. Largot nie zdołał nawet pomyśleć jak go zaatakować. Kerst go wyprzedził. Skoczył jak z katapulty do góry i bocznym kopnięciem wybił miecz z dłoni zaskoczonego kapitana. Ale zaskoczenie nie zdołało rozkwitnąć się w jego umyśle, bo szybkie drugie kopnięcie w tors powaliło go na ziemię.
Popatrzył po leżących.
— Mam nadzieję, że wiecie, iż mogłem was zabić, lub mocniej ranić.
Zbliżało się do nich więcej niż dwa tuziny rycerzy. Po chwili otoczyli leżących i stojącego w środku, Kersta. Kapitan podniósł się obolały. Miał trudności z wzięciem oddechu, ale wykrzyknął.
— Pozwólcie mu jechać. Niech nikt nie waży się strzelać.
— Jesteś człowiekiem honoru. Dotrzymałeś umowy. Jak się nazywasz, przyjacielu.
— Jesteśmy wrogami. Czemu nazywasz mnie przyjacielem!? Jestem kapitan Largot. Cofam moje słowa. Jesteś najlepszym szermierzem jakiego widziałem. Ale pewnie i tak nie miałbyś szans z Kruunem.
— A właśnie. Pozdrów go ode mnie. Pewnie pamięta miłego chłopca, który chciał go ustrzelić prawie trzy lata temu.
Kerst wziął Sa za uzdę i wskoczył na wieszchowca. Rycerze rozstąpili się bez słowa. Kerst odjechał.  
— Tym drugim jest mój przyjaciel. To Greyann, a ja jestem Karbliss.
Po chwili odjechał spokojnie w kierunku południowej granicy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3008 słów i 17294 znaków, zaktualizował 11 sie 2019.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę cudownie to opisałeś

  • Duygu

    Dobrze, że Garla ułożyła sobie życie, ma dzieci i dobrego męża  <3  Kerst jest coraz silniejszy, ale nie zatracił dawnego siebie. Piękna część   :przytul:

  • AlexAthame

    @Duygu To było więcej niż rok temu.Nie wiem jak się to stało ze nie odpowiedziałem na twój komentarz.Bardzo dziękuję, zawsze komentarze od Ciebie są takie miłe. :)  :przytul:

  • Duygu

    @AlexAthame Wiesz, ostatnio miałam tak samo z Margeritą pod "Miłość sensem życia" :lol2:  Twoje komentarze również są mile widziane  :przytul:

  • AuRoRa

    Garla znalazła szczęście, dobrze że są razem z Varda. I Kerst się rozkręca w walce  :D Fajna część :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Ciesze się, ze lubiłaś :)