Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 14

Varda się zataczał. Dostrzegł Garlę tuż za krzakami. Zobaczył również, że drugi strażnik próbował nadrobić stratę. Następny rycerz znajdował się więcej niż pięćdziesiąt yardów dalej. Varda dotarł do krzaków. Oddalali się powoli.  
— Widzisz tam, to konie.
Po chwili byli już przy dzikich mustangach. Konie były czujne. Jeden z nich zarżał nerwowo. Cygan powiedział coś w nieznanym języku. Podszedł do konia. Kradł konie już od małego. Konie czuły jego wolną duszę.  
Po chwili prowadził za grzywy dwa mustangi. Jeden był czarny, drugi brązowy.  
— Pojedziesz bez siodła?
— Nie dam rady, spadnę.
— Dobrze, musimy spróbować na jednym. Trzymaj się mocno.
Po chwili zaczęli jechać. Najpierw powoli, a potem szybciej. Varda chciał zabrać przywódcę stada, ale wiedział, że samiec alfa nie zostawi swoich. A nie chciał jechać ze wszystkimi mustangami  
— Udało się. Nawet jak odkryją, że uciekliśmy, w lesie nas nie znajdą. Za parę mil jest granica z Lordaną.
Dniało.  
— Dobrze, że dnieje. W nocy by nas mogli ustrzelić. Zaraz pewnie będą straże.
Wjechali na główną drogę. Po kilku milach Varda zobaczył sylwetki w oddali. Zwolnił.
— Stać, kim jesteście?
— Uciekłem z wojska Kruuna.
— Jesteś szpiegiem. Stój!
Po chwili podjechała do nich trójka. Dwóch rycerzy miało wymierzone kusze.
— On mnie uratował. Byłam prywatną służką Atamiry.
— Atamiry, powiadasz? Księżna jest niedaleko. Przewiózł ją jakiś bohater.
— Kerst, z mojej wioski, nikt inny by nie zdołał tego dokonać.
— Tak, chyba mówisz prawdę.
Po chwili wszystko się zmienio. Dano im jeść i pić. Dowódca strażnicy nazywała się Orfinder.
— Dam wam list z pieczęcią. Pojedziecie z dwoma moimi ludźmi. Kruun nie ośmieli się zaatakować. Paxton ma mniej wojska. Pół naszej armii stacjonuje na północnej granicy Lordany.
Za pół straży Varda i Garla jechali już z dwoma żołnierzami. Wierzyli im, ale dla pewności jechali z Garlą między nimi.  
— Tak się cieszę, że Atamira żyje.
Dojechali.  
— Poczekajcie tu — powiedział jeden z obstawy.
Jeden z żołnierzy został, drugi pojechał do małego obozu. Z Atamirą znajdowało się około tuzina żołnierzy. Garla już z daleka dostrzegła swoją panią. To było niesłychane. Piękna księżna biegła w ich kierunku. Jej złote włosy rozwiewał wiatr.
— Garla, ty żyjesz!
Garla zeskoczyła z konia i padła do nóg księżnej.
— Co z moją rodziną? Co z Kerstem i Halsą?
— Wszyscy są zdrowi. Żołnierze mówią, że wszyscy z wioski ocaleli. Mnie przewiózł Kerst. Zawdzięczam mu życie. A cała wioska zawdziecza życie Halsie. Podobno rzucała przybocznymi Kruuna jak liśćmi na wietrze.
— Ona ma moc od Boga. Jest z nimi?
— Tego nie wiem. Jedź ze mną do stolicy. A kto jest z tobą?
— To Varda. Uratował mnie w pałacu przed gwałtem i pewnie śmiercią. Potem z narażeniem życia uciekliśmy z obozu.
Varda upadł do nóg księżnej.
— Wstań, młodzieńcze. Czego żądasz? To moja służka. Miłuje ją moje serce.
— Cieszę się, że Garla już bezpieczna. Niczego nie pragnę. Zrobiłem to co trzeba. Teraz pozwólcie mi odejść.
— Skoro taka twoja wola.
— Varda, jeśli ty jedziesz, ja z tobą — powiedziała bez namysłu Garla.
— Garla jesteś wolna. Po co ci cygan?
— Uratowałeś mnie, jestem twoja. Czy nic nie czułeś?
— Nie wiem o czym mówisz.
— Varda — rzekła księżna. Nie znajdziesz piękniejszej i lepszej dziewczyny. A ja potrzebuję prywatnego strażnika. Sądzę, że jesteś dobry w walce.
— Dawałem sobie radę. Starałem się nie zabijać. Wcielili mnie siłą. Jestem wolnym cyganem. Kradłem konie, to mój jedyny grzech.
— Varda, zostań. Proszę!
Garla padła mu do nóg.
— Coś ty — powiedział cicho.
— Mam czternaście lat, ale nie jestem dzieckiem. Widziałeś!
— Co ty! Starałem się nie patrzeć.
— Kocham Atamrę, ale na moje życie, jeżeli pojedziesz, pojadę z tobą.
— No to skończyła ci się wolność, cyganie — powiedział Varda.
— Varda! — Garla zmarszczyła brwi.
— No już dobrze, zostanę.
— Pojedziecie ze mną? — zapytała lekko zafrasowana Atamira.
— Jestem nadal twoją służką, pani.
    Atamira pojechała z Garlą i Vardą do stolicy. Ale wiedziała co czuje Garla. Dla niej wróciła do miejsca gdzie zatrzymali się ludzie z wioski. Tłoczyli się na razie w kilku chatach. Król Lordeny był bardzo przychylny Atamirze. W ciągu kilku tygodni mimo jesiennych chłodów, wybudowano kilka chat. Pracowali cieśle i robotnicy. Atamira była z nimi już dwa tygodnie.
— Miałam jechać do stolicy, ale teraz czuję się więcej szczęśliwa niż poprzednio. Zostanę z wami, jeżeli pozwolicie.
Wszyscy mieszkańcy upadli jej do nóg. Atamira wycierała łzy z twarzy.  
Ostatecznie zamieszkała w największej chacie. Dwunastka żołnierzy stacjonowała opodal. Garla i Varda zamieszkali razem. Ale nie stało się to od razu. Coś ważnego miało miejsce.
— Varda, pójdziemy razem do Atamiry.
— Co się stało, Garla?
— Nic takiego. To tajemnica. Mam dla ciebie niespodziankę.
Kiedy weszli, dziewczyna poprosiła Vardę, żeby poczekał. Rozmawiała chwilkę z księżną w drugiej komnacie. Po chwili wyszły razem
— A co ty na to, Varda?
— Nie wiem co masz na myśli, pani?
— Garla pragnie cię za męża. I to teraz. Powinna mieć szesnaście. Ale ponieważ Algard II zginął, mój mąż również, ja czasowo jestem głową królestwa Rublindy na wygnaniu. I dla Garli zmieniłam prawo. Ale decyzja jest twoja.
— Sam nie wiem...
— Varda! Pokochałam cię już w pałacu. Nie wiedziałam, że nie dopuścisz do gwałtu, ale modliłam się o to w duchu. Broniłeś mnie, narażałeś życie. Ale jeśli nie miłujesz mnie w swoim serceu, jesteś wolny.
Varda patrzył na nią chwilę.
— Wiesz, że cię miłuję. Ale jesteś bardzo młoda. Chcę cię za żonę. Ale z tym... poczekamy, aż będziesz gotowa.
— Dobrze miły. Tak się cieszę.
Garla uklękła przed nim.
— Będę cię kochać mocno na dobre i złe.
— A ja będę dobrym mężem.
— No to jesteście mężem i żoną.
Garla uścisnęła serdecznie Atamirę.  
— Jest tu jedna mała i wolna chata. Na wiosnę robotnicy królewscy pomoga wam dobudować jeszcze jedną izbę. Przecież nie zawsze będziecie tylko we dwoje.
Garla wzięła Vardę za rękę.
— Chodź, popatrzymy na nasze gniazdko.
Atamira patrzyła za nimi i obtarła łzę.
— Szkoda, że ja nie mogę mieć dzieją i ...zaznać trochę miłości — szepnęła do siebie cicho.
Tego wieczoru rodzice Garli dowiedzieli się o decyzji córki. Bracia również się ucieszyli.  
— A ja sądziłam, że Sergant będzie pierwszy — powiedziała matka Garli.
— Po tym co usłyszałem, z radością oddaję ci moją córkę — powiedział ojciec i uściskał zaskoczonego Vardę.
— Skoro Garla może,  to my może też.
Sergant wyleciał z domu i pobiegło do domu Maggi. Tego wieczoru Atamira udzieliła jeszcze jednego ślubu.
Varda i Garla weszli do chałupy.
— Nawet czysto i ładnie, nie sądzisz?
— Tak. Nie przywykłem mieszkać w domu.
— I chyba nie przywykłeś się myć.
— Nie mam wszów. Oni mnie nie cierpieli, bo jestem cyganem.
— Varda. Jesteś człowiekiem. Dobrym człowiekiem. A poza tym bardzo przystojnym młodzieńcem. Ile masz lat?
— Dwadzieścia jeden.
— No to jesteś dorosły. Masz rodziców, rodzeństwo?
— Ojca. Matka odeszła do innego świata kilka lat temu. Miałem pięciu braci i dwie siostry. Ale nie wiem gdzie są. Zabrali mnie siłą do wojska Kruuna, cztery lata temu.
— Widziałeś Kruuna.
— Ogromny, silny. Okrutny. Ma paskudną twarz. Widziałem z daleka. To mag. Chyba zawarł pakt z diabłem.
— Dobrze. Nie mówmy dzisiaj o rzeczach przykrych. Zrobiłeś dla mnie tak wiele. Nigdy ci się nie zdołam odwdzięczyć. Ale będę próbować.
— Co masz na myśli?
— Będę gotować, prać twoje ubranie. Dbać o ciebie. Możesz przynieść wody? Od Atamiry na prezent ślubny dostałam wonne olejki. Bardzo bym chciała cię wykąpać.
— Chcesz się wykąpać. Dobrze. Przygotuje ci wodę, a potem wyjdę na zewnatrz.
— Kochanie. Chciałam ciebie umyć. Ciebie.
— Mnie? Umyć?
— Tak — uśmiechnęła się słodko.
— A ty?
— Byłeś trochę zajety. Ja już się kąpałam. U Atamiry. Wiesz, jestem jej prywatną służką. Jako jedyna mogłam ją kąpać. Jest piękna.
— Tak, niczego sobie.
— Niczego sobie?
— Ładna.
— Podoba ci się?
— Garla, o co ci chodzi? Chcesz żebym powiedział, że tak? Czy wolisz jak powiem nie?
— O nic mi nie chodzi. Możesz przynieść wody, kochanie.
Varda czuła się dziwnie, ale nie wiedział konkretnego powodu.
Po godzinie balia była pełna dobrze ciepłej wody. Garla chciała żeby wybrał wonne olejki, ale nie mógł się zdecydować.
— To delikatne zapachy. Nie przywykłem.
— Podoba mi się lawenda i mięta. Dla ciebie.
— Dobrze. Niech będzie.
Garla wlała troszkę olejków.
— Gotowe.
— Będę w kalesonach, ma się rozumieć.
— Wolałabym cię umyć dokładnie.
— Co masz na myśli?
— Varda? Czy ty się boisz?
— Co ci przyszło do głowy!
— To dobrze, bo chciałam cię rozebrać.
Varda nie wiedział co powiedzieć. Jeszcze nigdy się tak nie bał. Garla zdjęła mu bluzę. Rozsupłała spodnie. Varda nie miał zbyt szczęśliwej miny. Garla powoli zdjęła mu kalesony. Varda był ładnie zbudowany. Miał czarne lśniace włosy i brązowe oczy. Śniadą cerę. Miał mało włosów na torsie i bardzo mało na twarzy. W zasadzie nie miał zarostu. Zasłonił intymność dłońmi i wszedł do bali i usiadł Garla myła go mięką ściereczką. Głowę, twarz, szyje i tors. Plecy umyła tylko do połowy, ponieważ dalej była woda.
— Możesz wstać, muszę cię umyć wszędzie.
Varda chciał coś powiedzieć, bo kiedy milczał, bardziej się czuł spięty.
— Atamirę też myjesz wszędzie?
— Z wyjątkiem intymnych miejsc.
— Ach, rozumiem.
— Ale Atamira nie jest moim mężem.
Poczuł, że szmatka zaczęła krążyc koło jego łona.
— Garla, zrobię to sam. Bardzo się boję — wyszeptał.
— Pewnie dlatego że ja jestem ubrana.
Chciał coś powiedzieć, ale Garla szybko zdjęła suknię i koszulę. Uśmiechnęła się ślicznie i weszła do balji.
— Garla, co ty?
— To i tak by się kiedyś stało. To lepiej teraz. Tak bardzo chcę.
Czuł, że nie zdołał powstrzymać erekcji. Czuł rozkoszne prądy w całym ciele.
— Jesteś taka młoda...
— Jestem pierwsza, prawda?
— Tak — powiedział cicho. Nie jesteś gotowa...
— Myślę, że jestem. Mogę dotknąć.
— Nie, raczej nie...
Ale Garla była innego zdania. Rzuciła szmatkę do wody.  
— Nie sądziłam, że to jest takie duże. I takie twarde. Nie mogę objąć palcami. To zawsze jest takie i u innych?
   Cygan nie mógł zrozumieć, że dziewczyna pyta o tak intymne sprawy w tak naturalny sposób.  
— Nie wiem. Nie patrzyłem. Nie chcę ci zrobić krzywdy.
— Jesteś taki delikatny. Nie myślę, że mógłbyś. Ale sam zobacz.
Varda poczuł jak Garla kładzie jego dłoń na swojej intymności. Dotykał ją delikatnie. Garla zamknęła oczy. Czuła rozkosz.
— Myślę, że jesteś już czysty, prawda?
— Tak. Sądzę, że tak.
Wzięła go za rękę i wyszli z bali . Wytarła jego ciało, a potem swoje.
— Jesteś pewna, że jesteś gotowa?
— Nie myślisz chyba, że będę czekać dwa lata. Chciałam cię już jak tylko zabrałeś mnie z zamku.
— Ale mówiłaś, że jesteś taka młoda...
— Mówiłam tak, bo myślałam, że ten zły człowiek ma sumienie. Żadna normalna kobieta nie chce być gwałcona. To chyba jest oczywiste. Ale ciebię kocham i chcę. Czułeś, prawda? Jest tylko pytanie czy ty jesteś gotowy.
— Sam nie wiem. Boję się.
— To akurat wiem. Myślę że damy wspólnie radę.
Delikatnie go popchnęła na łoże. Prosty materac ze słomy obciągnięto konopnym materiałem. Na nim leżała kołdra z pierza. Varda patrzył na Garlę. Widział jaka jest piękna i zgrabna. Miał pewność, że pokochał ją od razu. Ale nie dlatego zabił kompana. W tamtej sytuacji nie miał wyboru. Nie mógł pomóc innym, ale mógł pomóc tej dziewczynie, właśnie wówczas. I gdyby wówczas tego nie zrobił, nigdy by nie mógł sobie tego darować.
A teraz się bał. W sumie wiedział, że kiedyś to się stanie, ale oddalał by to jak tylko mógłby najdalej. Ale teraz już nie mógł dalej z tym walczyć...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2169 słów i 12561 znaków, zaktualizował 11 sie 2019.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę podoba mi się

  • Duygu

    Ciekawa i już spokojniejsza część. Romantyczna  :zakochany:  Ładnie napisane, Alex  :bravo:

  • AuRoRa

    Szybki ślub, ale od serca.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Dzięki :P