Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 11

Kerst robił postepy. Ćwiczył technikę miecza, pracował cieżko w kuźni, a wieczorami uczył się pisać i czytać. Miał bardzo wypełniony dzień. Starał się wstawać przed świtem, ale i tak Greyann go uprzedzał. Młodzieniec doszedł do wniosku, że stary druch bardzo mało śpi. Kiedy Kerst był bardzo zmęczony jechał do ciepłych źródeł. Po jakimś czasie przestał się krępować. Uwierzył Greyannowi, że nikogo nie spotka. Czasami jechał na Sa czasami na Chmurze. Po roku uczynił wielkie postepy w pisaniu i czytaniu. Najpierw powoli, a potem nieco szybciej czytał Pismo. Nie wszystko odbierał jednakowo. Czasem tekst go poruszał głębiej, innym razem mniej. Zadawał pytania Greyannowi, a ten mu odpowiadał najlepiej jak umiał.  
— Jeżeli moje odpowiedzi nie są wyczerpujące, pytaj Pana.
I młody mężczyzna zaczął to robić. Dostrzegł, że jego wiara się zmieniła. Stała się bardziej realna. Zaczął mieć cierpliwość i nie rezygnował kiedy nie otrzymał odpowiedzi od razu. To znaczy nigdy nie otrzymał w taki sposób, ale wiedział to inaczej. Po rozmowach z Grayannem, a czasem w inny sposób. Nadal czasami słyszał Rey. Bardzo chciał usłyszeć Halsę, ale nigdy się to nie zdarzyło. Co jakiś czas pytał starego przyjaciela kiedy ten nauczy go szybkiego strzelania. Ale Greyann niezmiennie odpowiadał, że jeszcze nie jest gotowy. Kerst ufał przyjacielowi, że kiedy ten czas nadejdzie, Greyann zacznie go uczyć.  
Poznał dokładnie kuźnię. Wiedział jak oczyszczać żelazo i jak otrzymywać stal. Umiał już wykuwać miecz. Zauważył na jednej półce kawał metalu. Był lekki i niezwykle twardy.
— Co to za metal?
— To bardzo specjalny metal. Kiedy pokonasz pierwszego wroga, zrobimy razem miecz dla ciebie.
— Jeszcze nie jestem gotowy, prawda?
— Kiedy będziesz gotowy, sam to poczujesz.
Kerst zmężniał jeszcze bardziej. Urósł. Miał już prawie sześć stóp. Ubranie które dał mu na początku Greyann było akurat. W ten sposób chłopak się domyślił, że już nie będzie większy. I tak już był wysoki i dobrze zbudowany..
Zastanawiał się wówczas czy pamięta kogoś tak wysokiego. I wówczas przypominał sobie Kruuna. Kruun był ogromny. Z pewnościa był wyższy od Kersta i z pewnością mocniej zbudowany. Ale kiedy Kerst myślał o Kruunie zauważył różnicę. Czuł coraz mniejszą nienawiść do dowódcy wojsk Paxtona.  
Po pewnym czasie zrozumiał, że pewnie to co myśli o Kruunie ma wpływ na pokonanie pierwszego wroga. I wówczas zupełnie niespodziewanie przyszła mu myśl co lub kto jest ostatnim wrogiem. Nieomieszkał się zapytać o to Greyanna.
— Nie pokonałeś pierwszego, a już pytasz o ostatniego?
— Tak. Jeśli możesz powiedz mi kto lub co to jest.
Greyann popatrzył na niego wnikliwie.
— Zazwyczaj ostatnim wrogiem człowieka jest śmierć. Przedostatnim, starość. Ale jeżeli chodzi o ciebie, chyba jest to coś innego.
— Chyba? Zawsze wszystko wiesz, a tego nie wiesz?
Powiedział to jednak w sposób bardzo łagodny. I Greyann wyczuł ten ton.
— Tylko Bóg wszystko wie. Jeżeli odniosłeś wrażenie, że ja wiem wszystko, to wybacz. Jego spytaj jak to jest. Może otrzymasz odpowiedź.
Kerst zaczał pytać, ale nie otrzymał odpowiedzi. Im bardziej stawał się silny i szybszy, coraz bardziej łagodniał i robił się więcej pokorny.  
Mijał czas. To już trzy lata jak był z Grayannem. Stał się pięknym młodzieńcem. Jego ciało nie miało skazy. Miał jasne spojrzenie. Lśniące ciemnobrązowe włosy. Oczy brązowe. Mocny zarost prawie czarny. Oczywiście nie wiedział o tym. Umiał już czytać i pisać. Przeczytał trzykrotnie Bibię. Nadal pytał Greyanna o niektóre aspekty. Pewnego razu rozmawiali już po kolacji. Na dworze panował zmrok. W chacie paliły się świece i kaganki.  
— Pan Jezus kazał wybaczać. Ale jeżeli spotkam Krunna, a będe miał taką okazję, zapytam go dlaczego jest taki. Gdybym mu prosto wybaczył, byłbym głupcem.
— To już nie chcesz go zabić?
— Nie. Jeśli on by chciał, próbowałbym się bronić. Ale chciłbym wiedzieć dlaczego taki jest. Może jest jakiś powód.
— Niektórzy mają Szatana za ojca. Nic im nie pomoże. Są źli. Kruun jest taki.
— Wybacz mi Greyannie. Jesteś mądry, dobry i prawdomówny. Ale może się mylisz. Czy nie jest możliwe, że pomyliłeś się w tej ocenie. Nawet jeśli to nie ocena?
Greyann oparł głowe na dłoniach i nic nie odpowiedział przez dłuższą chwilę. Ale Kerst czekał, bo czuł, że dowie się czegoś ważnego.
— Tak mój drogi przyjacielu. Pomyliłem się już kiedyś, więc może i teraz się mylę. Jesteś gotowy, żebym nauczył cię szybkiego strzelania. A jutro zrobimy dla ciebie miecz.
— Dziękuję przyjacielu — powiedział wzruszony młodzieniec.
— Pokonałeś pierwszego wroga. Pokonasz ich jeszcze wielu. Nie wszyscy będą literalnie z tobą walczyć. Pamiętaj, wojownik ma zawsze największego wroga w sobie. Ale nie znaczy to, że ma lekceważyć kogokolwiek. Bo czy nie jest czasem tak, że pokona najsilniejszego na polu, a przypadkowa strzała go przebije? Musisz być czujny.
     Kerst modlił się do Pana przed zaśnieciem.  
— Strzeż mnie od złego. A jeśli nie zechcesz osobiście, pobudź kogoś, żeby to zrobił. Dzięki.
Wstał rano. Czuł, że Słońce niedługo wstanie. Ucieszył się ponieważ zobaczył, że Greyann śpi. Już kilkakrotnie zrobił mu śniadanie, ale zawsze tylko dlatego, że Greyann był już czymś zajęty. Kerst nigdy nie pytał co stary robi zanim jest jasno.  
Zaczął kroić chleb. Mieli mąkę. I to była wielka tajemnica, ponieważ Greyann nie siał ani przenicy ani żyta. Kiedyś zapytał starego o to, ale ten odpowiedzia mu, że jest to zgodne z modlitwą, Chleba naszego daj nam dzisiaj... Kerst już nie pytał skąd Greyann ma mąkę.  
Kamila dawała mleko. Więc mieli ser biały, zółty i masło. Kurki znosiły jajka, a z ogrodu mieli wszystkie owoce i jarzyny. No i oczywiście mieli dobrą wodę ze studni.  
Kerst zalał suszne owoce maliny gorąca wodą.
— Wcześniej wstałeś — odezwał się Greyann. Pójde się obmyć na dworze i zaraz przyjdę. Dziękuję za śniadanie.
Po modliwie dziękczynnej zjedli posiłek. Razem zajęli się końmi i Kerst wyszczotkował również Kamilę. Mieli teraz trzy konie. Chmura urodziła źrebaka jakiś czas temu. Był różnokolorowy. Miał łaty we wszystkich możliwych kolorach: czarnym, brązowym, białym i szarym. Jakby było mało miał szare i białe plamki. Kerst nazwał go Kamo. Młodzieniec zapytał kiedyś swojego przyjaciela o zwierze, które może mieć wszystkie kolory. Greyann powiedział, że jest taka jaszczurka co może zmieniać kolor. Ale ponieważ kameleon było za długo, nazwała go, Kamo.  
— Zanim zaczniemy wykuwać miecz, nauczę cię szybkiego strzelania.
— Dobrze, przyjacielu. Skoro sądzisz, że jestem godny.
— Tak. Widzisz sam, że jesteś już inny.
— Tak. Dzięki tobie i dzięki Panu.
— I trochę pragnąłeś tego w sercu, prawda?
— Tak. To prawda. Co mam robić?
— Strzel i uwierz, że to możliwe. Niech twoja druga strzała dogoni, a nawet przegoni pierwszą.
— Wszystko jest możliwe, jeżeli wierzysz — powiedział Kerst.
Młodzieniec podszedł do dużego drzewa.To było drzewo iglaste, a konary zaczynały się wysoko nad ziemią. Kerst podszedł i objął delikatnie drzewo. Po chwili wrócił do starego.
— Co robiłeś? — zapytał stary ze zdziwiona miną
— Przeprosiłem drzewo, że wbijęw niego strzałę.
— To miło z twojej strony.
Kerst odczekał chwilkę. Po chwili wziął strzałę i wystrzelił. Wyjął drugą bardzo szybko i równie szybko strzelił. Stało się podobnie jak trzy lata temu. Teraz druga strzała dogoniła pierwszą i rozpołowiła ją w locie. Nawet Greyann się zdziwił, kiedy zobaczył, że trzecia strzała wbiła się przed drugą. A rozpołowiona pierwsza leżała tuż przy korzeniach.
— Znakomicie, sam bym tak nie zrobił.
— Nie mów tak przyjacielu, jestem pewny, że ci nie dorównuję.
Bez słowa zaniesli łuki do szopy. Poszli do kuźni. Zajęło im trochę zanim rozpalili piec. Ale te chwile oczekiwania odebrali też miło. Siedzieli obok siebie i patrzyli w żar.
— Każdy doby mecz musi mieć duszę. Twoja jest złota, dlatego twój miecz będzie miał taką duszę. Ma to też taką zaletę, że przy uderzeniu mięki metal pochłania impakt.
Kerst wiedział co to impakt, bo Greynn już użył tego słowa rok temu.  
— Czy ten metal ma jakaś nazwę?
— To nie metal. To gaz. Najlżejszy jaki jest na ziemi. Wodór. Nie mogę ci jeszcze powiedzieć jak powstał, ale dowiesz się. Masz na to moje słowo.
— Od ciebie?
— Nie. Od osoby, która pomoże ci pokonać ostatniego wroga.
— Kim będzie ta osoba.
— Ta, która pokochała twoje serce.
Kerst ucieszył się w duchu, że to Halsa. Metal był naprawdę twardy. Mimo, że Kerst uderzał z całej siły, nie dał się odkształcić.
— Będę go używał tylko w słusznej sprawie i postaram się pokonać wroga, ale nie pozbawić go życia.
Mimo to metal nie chciał się poddać. I wtedy Kerst usłyszał szept. Ale znał ten głos. Już dawno go nie słyszał.
— Powiedz imię swojej miłości.
Kerst wiedział, że to Rey szepcze.
— Halsa — powiedział cicho.
Metal zaczął się odkształcać.
— Dziękuję, Rey.
Kuł dalej. Greyann stał przy miechu. Wytarł twarz. Kerst sądził, że to pot. Ale Greyann wytarł łzy.
Po czterech godzinach miecz był gotowy. Przekuli go ponad sto razy. Greyann nie powiedział młodzieńcowi, że sama sztabka była przekuta już ponad tysiąc razy. Do późnego popołudnia robili wszelkie obróbki. Najpierw stary ostrzył go specjalnym kamieniem. W końcu zrobili rękojeść. Sama rączka obciągnięta była czymś co przypominało skórę. Kerst nawet się nie domyślał co to jest. Wygladało na skórę, lecz skórą nie było. To coś było liśćmi, które rosły za wodospadem. Kerst o to nie pytał, więc Greyann mu tego nie powiedział. W końcu tuż przed zachodem miecz był gotowy.
— Pojedź do wodospadu. Wykąp się w ciepłym źródle, a następnie opłucz w zimnej wodzie wodospadu. Nie lękasz się nocy, mniemam?
— Nie.
— Poczekaj na światło księżyca. Kiedy skończysz przyjedź i połóż się spać. Jutro o wschodzie słońca pasuję cię na rycerza.
Kerst wział Sa. Bo Chmura opiekowała się nadal źrebakiem.
Zrobił wszystko co polecił Greyann. Wykąpał się w źródle potem opłukał w zimnej wodzie wodospadu. Wysuszył ciało konopnym materiałem. Kiedy wrócił Greyann już spał. Kerst również położy się do łoża, ale długo nie mógł zasnąć. W końcu sen go zmorzył.  
Obudził się kiedy pierwsze oznaki jutrzenki pokazały się na niebie. Greyann już wstał. Ubrany był inaczej. Miał na sobie biały płaszcz. Miał białe spodnie i bluzę.  
— Ubierz to. To twój galowy strój.
Kerst zobaczył srebrną bluzę i spodnie. Kolczugę, naramienniki i osłony na łokcie. Pas i kołczan z nowymi strzałami. Ubrał się zaraz po porannej kąpieli. Greyann powiedział mu, że nie może nic jeść. Wyszli na dwór. Kiedy pierwsze promienie słońca rozświetliły niebo, Greyann poprosił, żeby Kerst ukląkł.
— Pasuje cię na rycerza. Od dzisiaj będziesz miał na imię Karbliss.
Uderzył go odkrytym mieczem po obu barkach. Kiedy dotknął drugiego barku, promień światła rozbłysnął na ostrzu.  
— Jutro pojedziesz na drugą stronę. Zabierzesz ze sobą Sa. Spotkamy się jeszcze i wówczas przyprowadzę Chmurę i Kamo.
— Kiedy to się stanie?
— Będziesz wiedział. Dziękuję.
— Ty mi dziękujesz? To ja ci jestem winny podziękowania. Nie zdołam nigdy ci się odwdzienczyć.
— W dniu kiedy zobaczysz mnie znowu, zrozumiesz dlaczego ci dziękuję. Dzisiaj twój wielki dzień, a ja mam swoje obowiązki.
— Daj mi chwilę, przyjacielu. Przebiorę się i będę ci pomagał jak co dzień.
Kerst oddalił się, a Greyann stał i patrzył w niebo.
— Miała          
                                        *
Halsa wymknęła się z łożka. Chciała zrobić to bardzo cicho, ale Rey i tak się obudziła.
— Wybacz królowo południowych zorzy. Nie chciałam cię obudzić.
— Nie spałam, miałam tylko zamknięte oczy.
Halsa delikatnie zeskoczyła na podłogę. Weszła do szafy i już jej nie było. Opłukała buzię wodą i wlała ją do dużej miski, w której stała woda z wieczornego mycia.
Szybko zdjęła koszule i ubrała się w suknię.  
Po małej chwili wyszła z sypialni. Poczekała chwilkę i drzwi sypialni Rey się otworzyły.
— Witaj przyjaciółko. Dobrze spałaś?
— Bardzo. Czy chrapałam.
— Tylko troszeczkę.
Wszystko odbywało się według ustalonego porządku. Halsa uczestniczyła na zebraniu rady. Odczytano porządek dnia. Powtórzono kilka dekretów. Po zakończeniu zebrania Rey poszła z Halsą i razem zmieniały pościel czterem służacym, Królowej południowych zorzy. Właśnie na zebraniu uchwalono nowy dekret mówiący, że przyjaciółka Królowej południowych zorzy o oczach jak fiołki i włosach jak onyx i skórze jak chleb z królewskiej piekarni, Halsa o włosach jak miedź, oczach jak trawa z królewskiej łąki i skórze o kolorze jednej porcji złota, jednej porcji papki z sandałowego drzewa i pięciu porcji mleka królewskich krów, może pomagać królowej Rey w zmianie pościeli jej czterech służących. W zamian i z wdzięczności, służace będą zmieniać pościel Halsy. I tu wymieniono wszystkie jej imiona. Po zmianie pościeli Halsa i Rey poszły na łakę. Doszły do połowy drogi jaka dzieliła je od oceanu.  
— Możemy się położyć na trawie?
— Ależ oczywiście, Halso miła.
Po chwili leżały na miękiej trawie. Halsa patrzyła na niebo.
— Masz łachotki? —  zapytała Rey.
— W dwóch miejscach. Na stopach i bokach.
— Ja mam tylko na boczkach —  powiedziała Rey. Mam proźbę, czy mogę połachotać twoje pięty i całe stopy?
— Jasne. Jesteś królową, możesz wszystko.
Rey wstała i poprosiła jedno źdźbło trawy czy może je zerwać. Po chwili zerwała je i ukucnęła przed stopami Halsy. Zaczęła ją łachotać. Halsa próbowała wytrzymać, ale w końcu nie wytrzymała i zaczęła się głośno śmiać.
— Przestań, bo umrę ze śmiechu.
Rey przestała i popatrzyła poważnie na Halsę.
— Nikt nie umiera w moim królestwie.
— Jak nie przestaniesz to będę pierwsza.
Rey przestała, chociaż miała wielką ochotę robić to nadal. Nagle pochyliła się i pociągnęła nosem.  
— Twoje stopy pachną jak trawa.
— To zrozumiałe, szłam boso po trawie.
— Tak, masz rację.
Ale coś nie dawało spokoju Rey. Zaczęła wąchać trawę.
— Wybacz mi przyjaciółko, najmilsza. Znowu się pomyliłam. Trawa pachnie jak twoje stopy.
— Ładnie? — zapytała Halsa z delikatnym uśmiechem.
— Bardzo. Zanim przybyłaś pachniała inaczej. Wiem to z pewnością, ponieważ mam bardzo rozwinięty zmysł powonienia. Potrafię wyczuć o sto mil kiedy mój ulubiony kwiat różowej konwalii rozkwita.
— To są takie? Sądziłam, że konwalje są białe.
— Tak. Ta jest jedyna w swoim rodzaju. Kwitnie dopiero od przeszło dwustu lat. I tylko raz na rok.
— Czy dokładnie od dwustu czterdziestu siedmiu lat, dwóch miesiecy i czterech dni?
— Tak, dokładnie... Halso, jak ty to wiesz!

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2662 słów i 15401 znaków, zaktualizował 10 sie 2019.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę jestem dumna z Kresta

  • Duygu

    Kerst został pasowany na rycerza. Idealnie się na niego nadaje!  :bravo:  Oby nic mu się nie stało, gdy będzie pełnił służbę. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczy z siostrą  ;)  Łapa w górę  :rotfl:

  • AuRoRa

    Koniec treningu, pasowanie na rycerza, ciekawe co z Halsą, czytam dalej :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Kerst już jest gotowy pokonać pierwszego wroga. Halsa? Uwielbiam ją.

  • Somebody

    Ale mam zaległości... Łapka w górę i uśmiech