Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 10

— Rozumiem.
— Moge ci wybrać ubranie?
— Tak.
Rey spodziewała się, że Halsa o coś zapyta. Ale Halsa o nic nie zapytała. Rey poczuła zdziwienie. Nie pierwszy raz w dniu dzisiejszym. Podeszła do szafy. Przegladała chwilkę sukienki i w końcu wzięła jedną. Podobnie przejrzała koszulki i koszulki do spania.  
— Wybrałam dla ciebie, Halso miła.
— Dziękuję.
Halsa widziała, że wszystkie sukienki są identyczne jak również i koszulki, ale nic nie powiedział kiedy Rey je przeglądała.
Rey odwróciła się i patrzyła w okno. Halsa patrzyła na nią.
— Rey?
— Tak.
— Zanim się przebiorę, mogę cie o coś zapytać?
— Tak.
Rey odwróciła oczu w jej kierunku.
— Kiedy rozmawiałaś ze mną zanim tu przybyłam, widziałaś mnie, prawda?
— Tak.
— Cały czas?
— Tak.
— To dlaczego odwróciłaś oczy kiedy miałam się przebrać.
— Poprzednio wszyscy w moim królestwie mieliśmy koralowe oczy. Dlatego zmieniłam kolor oczu na fiołkowy. Od kiedy mam je, nigdy cię nie widziałam, aż do czasu jak weszłaś do jeziora.
— Och! — szepnęła wzruszona Halsa.
Rey odwróciła oczy, a Halsa zdjęła sukienkę i koszulkę. Założyła przygotowane ubranie.
— Już.
Rey odwróciła oczy.
— Ślicznie ci.
— Dziękuję.
Usiadły na łóżku.
— Podam ci plan zajęć, mogę?
— Tak, Rey.
— Wstaję razem ze słońcem. W moim królestwie słońce wstaje i zachodzi zawsze o tej porze. Będę ci mówia po kolei. Myje się, potem ubieram. Jem śniadanie. Idę pochodzić po ogrodzie królewskim. W południe wysłuchuję rady. Rozmawiamy przeważnie o dekretach. Tych które już są. Potem ścielę łożka moim służącym. W tym czasie one ścielą moje. Potem jest znowu zebranie rady, tak jak dzisiaj. Głownie sprawdzamy imiona królowej południowych zorzy. Od dzisiaj dojdzie wypowiadanie imion, przyjaciółki królowej południowych zorzy. Później idę wspomagać falę wielkiego morza, żeby mogły usypiać małe delfiny. Po powrocie jem kolację, a potem królowa południowych zorzy udaje się do sypialni. Czasami są dodatkowe zajęcia.
— Jakie?
— Do tej pory się nie zdarzyły.
— Rozumiem.
— Halso, co do dzisiejszego dnia pozostało wspomaganie fal i kolacja. Będziesz chciała mi towarzyszyć?
— A jak myślisz? — Halsa uśmiechnęła się figlarnie.
— Halso najdroższa, ja wiem prawie wszystko, ale chcę, żebyś ty powiedziała.
— Prawie wszystko?
Halsa delikatnie zciągęła brwi do środka czoła.
— Tak, to jest dziwne. Od chwili jak jesteś, zadziwiłaś mnie już kilkakrotnie. Wcześniej wiedziałam wszystko.
Rey spodziewała się jakiejs reakcji, ale znowu Halsa ją zadziwiła.
— Rozumiem — szepnęła Halsa. Możemy iść wspomagać fale. To za tą łąką, prawda?
— Tak, kochanie.
Halsa podeszła blisko do Rey. Wzięła ją za ramiona i stała przy niej bardzo blisko. Tak blisko, że wzajemnie czuły swój oddech.
— Najpierw byłam miła, później najmilsza, a teraz kochana?
Rey patrzyła chwilkę, jakby chciała się nasycić urodą twarzy Halsy.  
— Masz oddech o zapachu wanilii.
— A twój jest o zapachu moreli z małą domieszką poziomek.
— Halso, ukochana. Moje uczucie jest stałe od początku. Tylko... nie wiedziałam jak to przyjmiesz.
— Nie wiedziałaś?
Oczy Halsy się uśmiechnęły.
— Dobrze. Chodźmy, bo inaczej małe delfiny nie zasną — szepnęła Halsa.
Halsa zrozumiała od początku, że jednak jest coś w królestwie królowej Rey co jest małe. Delfiny. Ale od razu zrozumiała, że skorą są małe, to zawsze są takie. To rozumowanie wydawało jej się bardzo proste. I oczywiście miała racje. Ale świadomość tych wszystkich miłych odkryć nie mogła się równać wewnętrznej rozkoszy, że przebywa blisko Rey. A jej serce miało pewność, że Królowa Południowych zorzy, czuje podobnie.
— Zanim pójdziemy, muszę wypełnić moje obowiązki. Słowo muszę, może nie jest właściwe.
— Chodźmy więc słać łóżka twoich służących — rzekła Halsa.
Pokoje służacych były w innym skrzydle pałacu. Słanie łożek zajęło im czwartą część trwania straży. Miedzianowłosa zupełnie się nie zdziwia, że łózka służacych wygladały identycznie jak jej  łózko, czy królowej południowych zorzy. Po skończeniu pracy skierowały się do wyjścia. Wyszły powoli z pałacu. Obie szły bardzo powoli i dostojnie. Oddawały pokłony wszystkim, którzy się im ukłonili. A kłaniali się wszyscy. Sami młodzieńcy. Halsa pamiętała, że są młode kobiety, które zmieniają jej posciel. Ale tych młodych dziewcząt Halsa nie widziała. Dopiero kiedy wyszły na królewską łąkę, pobiegły trzymajać się za ręce. Po kilku dobrych chwilach dotarły na brzeg oceanu. Usiadły na małym wzniesieniu.
— Gdzie są wszystkie kobiety? — zapytała Halsa.
— Ci których widzisz to ludzie pełniący służbę w zamku królowej Rey. Poza kobietami porządkujacymi moje łoże, są tu sami mężczyźni. Reszta kobiet jest w swoich domach. Zajmuja się domami, przygotowują posiłki i dogladaja ogrody przy swoich domach.
— Rozumiem — odparła Halsa — ale skoro jesteśmy przy wodzie, chcę cię o coś zapytać.
— Pytaj śmiało.
— Kąpiesz się czasem?  
— Jeszcze nigdy nie pływałam, ale któregoś dnia się pokąpiemy, jeśli chcesz. Tylko ci muszę jeszcze powiedzieć kilka spraw. A teraz musimy być cicho.
Halsa poczuła, że Rey ujęła jej dłoń nieco mocniej. Po chwili zaczęły wspomagać fale, żeby wspólnie ukoić małe delfiny do snu.
Słońce stało nisko nad taflą wody.
— Możemy zaczekać aż się schowa?
— Tak, kochanie — szepnęła Rey.
Kiedy słońce schowało się, odwróciły się w kierunku zamku. Nie mogły zmylić drogi ponieważ ksieżyc świecił mocno, a białe mury zamku świeciły w mroku.  
— Nie musiałaś zmieniać koloru oczu — szepnęła miedzianowłosa
— Zrobiłam to z dwóch powodów.
— Nie musiałaś tego robić ani z pierwszego ani drugiego powodu.
— A wiesz jaki jest pierwszy powód?
— Tak, Rey. Sadziłaś, że koralowe oczy będą mnie szokować.
— Tak, umiłowana. Sądzę, że wiesz jaki jest drugi powód.
Rey nie zastanawiała się jak jej przyjaciółka zna to słowo. Halsa wiedziała tak wiele.  
— Tak, Rey. Wiem.
Doszły do zamku po upływie czwartej części straży.( Czyli trochę po ósmej wieczorem. W królestwie królowej Rey straże zaczynały się w południe)
— Pójdziemy do królewskiej jadalni. Możemy zjeść w sypialniach, ale...
— Wiem co masz na myśli. Pójdźmy do jadalni.
Jadalnia była dość duża. Tylko trochę mniejsza od sali tronowej. Stół był wielki. Pewnie pomieściłby dwa tuziny osób.
— Będziemy jadły same?
— Tak. Czasami jem razem z radą, ale nie tak często. Chcesz żebym wezwała kucharza i pomoc?
— Możemy się same obsłużyć. Potem pozmywam.
— Och, Halso! Naprawdę byś chciała?
— Często zmywałam w domu.
Halsa weszła razem z Rey do kuchni. Wzięły owoce. Zreszta nic innego nie było.
— Halso?
— Tak, kochanie?
— Nie jesteś głodna? Jeśli chcesz jutro będą jarzynki. Wiem, że nie jesz mięsa.
— To co jest, w zupełności wystarczy.
Jadły w milczeniu. Rey ukratkiem patrzyła na Halsę. Halsa wiedziała o tym, ale robiła wrażenie, że nie widzi. Potem kiedy zjadły, Halsa wzięła porcelanowe talerze i zmyła je w dużej misie. Potem wytarła talerze bawełnianą szmatką.  
Poszły w kierunku sypialni.
— Czy Królowa południowych zorzy się nie myje przed pójściem spać?
— Oczywiście.
— Jesteś królową, robisz to sama?
— Tak. Jedyną pracę, którą robią dla mnie moje służace to zmiana pościeli w królewskiej sypialni.
— A ty w tym czasie ścielesz ich łóżka, prawda?
— Tak. Mam cztery służące.
— Każda od innego rogu łoża?
Rey popatrzyła na Halsę.  
— Jak się już umyjesz i przebierzesz w koszulę do spania, wpadniesz?
— Tak.
— Dobrze. To do zobaczenia, przyjaciółko.
Halsa weszła do swojej sypialni. Jej sypialnia była identyczna. Stała tam woda w wielkiej misie. Obok leżały szmatki do mycia. Większy kawał materiału do wycierania. W małych flakonikach były prawdopodobnie olejki. Miały małe karteczki z napisami, ale Halsa nie umiała czytać. Dlatego musiała otworzyć wszystkie po kolei, żeby wiedzieć o jakim są zapachu. Pierwszy był o zapachu araku, bzu, następnie cynamonu, fiołków, jasminu, konwalii, lawendy, maliny, moreli, róży, sandałowego drzewa i wanili.  
Halsa zdjęła wszystko i zanużyła szmatkę w wodzie. Przetarła twarz, szyję, tors i resztę ciała. Potem wytara się dużą szmatka i założyła koszulkę do spania. Koszula siegała do kostek. Była uszyta z jedwabiu. Była bardzo cienka. Ale na biodrach i torsie miała podwójny lub nawet potrójny materiał. Halsa domyśliła się dlaczego i znowu się uśmiechnęła.
Otworzyła szafę. Były tam podobne sukienki do tej, którą nosiła w dzień i dwa rodzaje koszul. Tak w prawdzie sukienki i koszule były identyczne. Ta pod ubranie sięgały do kolan, a  do spania do kostek. Wszystkie były identyczne. Delikatnie zapukała do drzwi w szafie.
— Wejdź — usłyszała szept Rey.
Halsa delikatnie otworzyła drzwi.  
— Dobrze, że nie skrzypnęły — powiedziała Halsa.
Rey patrzyła na nia z wielką radością.
— A co by było, gdyby ktoś odkrył, że tu jestem.
Teraz z kolei na twarzy Rey pojawiło się zdziwienie.
— To nie jest możliwe. Nikt, nigdy, przenigdy tu nie wchodzi w nocy.
— A jakbyś się źle poczuła, królowo południowych zorzy?
Rey pominęła jej pytanie.
— Wskakujemy do łóżka. Muszę ci tyle powiedzieć. Nie mogę się doczekać.
Po chwili były już pod puchową kołdrą.  
— Z czego ten puch?
— Daleko, za wielkimi górami jest królestwo białych łabędzi. Poza małymi delfinami są tylko małe łabędzie. Wszystkie inne zwierzeta są dorosłe. Tak jak i delfiny one są zawsze małe. I gubią puszek. Moi specjalni służący zbierają ten puszek. Wszyscy śpią pod takim samymi kołdrami. Jest tu sto czterdzieści czterech mężczyzn, tyle samo kobiet. Królowa Rey i Halsa.
— To bardzo duża liczba, nie zdołam policzyć.
— Wszystkich jest dwieście dziewięćdziesiąt osób. Przez jakiś czas było dwieście osiemdziesiąt dziewieć i znowu jest dwieście dziewiećdziesiąt.
Halsa czuła, że Rey patrzy na nią i oczekuje pytania, ale Halsa nic nie zapytała.
— Wiesz, Halso? Najbardziej jest dziwne to, że nie pytasz. I są tylko dwie możliwości. Albo cię to nie interesuje, co jest możliwe. Albo wiesz to wszystko i wówczas nie rozumiem jak to możliwe, że to wiesz. Mogę szeptać dalej?
— Tak, kochanie.
Rey odczuwała miłe uczucie w całym ciele i sercu za każdym razem kiedy Halsa mówiła to słowo. Teraz przez chwilę zaniemówiła, bo chciała żeby to rozkoszne uczucie napełniło wszystkie najbardziej odległe części jej ciała.
— Ja też to odczuwam, kiedy ty to mówisz. Nie wiem jak dokładnie ty to czujesz, ale jest to ekstaza dla ducha — powiedziała bardzo cichtko, miedzianowłosa.  
— Halso! Nie będę pytać o wszystko. Pozwól mi zapytać tylko o jedno. Wiesz kto był tą osobą?
Ale Halsa zanim jej powiedziała, odrzekła zupełnie coś innego.
— Kiedyś Kerst zapytał mnie o to czy ty mi to wszystko dałaś, a ja mu powiedziałam, że ty mnie wybrałaś, ponieważ jestem taka.
— Tak, Halso miła. Właśnie dlatego. Ale jak ty to wiesz?
Ale znowu Halsa pominęła jej pytanie i szeptała dalej.
— Dopiero niedawno zrozumiałam, że nie jest tak.
— Nie wiem o czym mówisz?
— To ja ciebie wybrałam. A tak dokładnie wybrała ciebie Rey.
— Lalka?
— Tak.
— Nie chce się sprzeczać, to przeciwne mojej naturze, ale jesteś w błędzie.
— Nie kochanie. Kiedyś ci to wytłumaczę. Masz cierpliwość więc poczekasz, prawda?
— Tak, poczekam. Pachniesz ślicznie, ale to nie jest żaden z olejków.
— Zrobiłam dokładnie co ty. Ty też umyłaś się w czystej wodzie.
— Tak. Chciałam wiedzieć czy to odkryjesz.
— Rey. Jest jedna drobna sprawa którą chce poruszyć. Sprawa moich piegów. Do czego są podobne.
— Wiem co masz na myśli. Czy chcesz, żebym poprosiła ministra nauki i nowych pomysłów, żeby to rozwiązał?
— A możemy tylko razem?
— Dobrze, przyjaciółko. Tak zrobimy.
— Halso?
— Mhy?
— Nie martwisz się o brata. A on się o ciebie martwi. Wysłałam mu dobre myśli.
— Dziękuję. Mam ufność, ze wszystko jest dobrze. Tym człowiekiem jest Greyann.
Oczywiście nie było żadnej pomyłki w inforamacjach Rey. Powiedziała, że było dwieście osiemdziesiąt dziewięć, a teraz jest znowu dwięście dziwięćdziesiąt. Znowu znaczyło oczywiście, że kiedyś już tak było.
—Tak. Nie wiem jak to wiesz, ale masz rację.
— Kiedy go zobaczysz, to zależy od Kersta, prawda?
— Tak, ale są jeszcze małe sprawki. Mogę to wiedzieć, ale nie pragnę.
— Rey, czy ja będę taka przez cały czas. Czy bardziej wydorośleję?
— A jak wolisz? Zrobimy jak chcesz. Możemy rosnąć, albo mieć takie ciała jak teraz.
— Miejmy takie jak mamy.
— Halso, chcesz spać w swoim łóżku?
— Zrobię co pragniesz.
— Wiem, że wiesz czego pragnę.
— Tak, wiem.
Halsa przytuliła się do Rey.
— Tylko... — szepneła Rey.
— Wiem. Przed wschodem wrócę do siebie.
— Dobranoc, Halso.
— Dobranoc, Rey.
Przez kilka dobrych chwil obie wzajemnie słyszały swoje oddechy.
— Rey, ty nie musisz spać, prawda?
— Tak, ale od chwili jak jesteś, pragnę wszystkiego co ty.
— Ale jednego nie wiesz.
— Jestem bardzo cierpliwa. Wiem, że mi powiesz.
— Obiecuję.
Po chwili ich oddechy stały się głębsze. Obie weszły w objęcia snu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2417 słów i 13776 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę ciekawe jak Halsa sobie tam poradzi

  • AlexAthame

    @Margerita Dzięki Marg.Podoba Ci się historia? :smile:

  • Duygu

    Wzruszająca, bardzo miła dla oczu i serca część  :rotfl:

  • AlexAthame

    @Duygu Tak.Uwielbialem rozmowy Rey i Halsy.Nie wiem do teraz którą kochałem bardziej. Chyba obie , tylko ociupinke inaczej. Dziekuje

  • AuRoRa

    Oryginalne przyjemnie się czyta :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Dzieki ;)

  • Somebody

    Łapka w górę jak zawsze.