Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 1

Pierwszy wróg i ostatni wróg.

Szumiał wiatr. Przez brudne szyby docierały ostatnie promienie jesiennego dnia. Nawet jeśli byłyby czyste nie, zmieniłoby to nastroju mrocznej izby. Piec w komnacie był jeszcze zimny, bo ojciec palił dopiero kiedy zaczynały się przymrozki. Jedyne ciepło pochodziło od kuchni i tylko wówczas kiedy matka gotował. Właśnie teraz kończyła gotować prostą strawę dla ojca, który za chwilę miał wrócić z pola. Młodsza siostra siedziała w kącie i bawiła się szmacianą lalką. To była jej jedyna zabawka. Liczyła siedem lat. Kerst za dwa tygodnie miał skończyć dziewięć.
Chłopiec bawił się glownie konikiem z drewna, którego wyrzeźbił dla niego ojciec. Kerst miał zdolności w modelowaniu drewna. Rok temu zrobił małą łódkę i zaraz potem sam, bez żadnej pomocy, wykonał rycerza. I właśnie z nim rozmawiał i spędzał wolny czas. Kerst pomagał ojcu, jeśli ten go potrzebował. Jego młodsza siostra, Halsa miała kręcone, ciemnorude włosy wpadające w miedziany kolor, jasną cerą i trochę piegów na buzi. To była jego mała siostra, ale wiedział odnośnie jej dwie rzeczy. Pierwsza to, że ją kochał jak nikogo. Druga, że miała najpiękniejsze oczy jakie znał. Duże i zielone. Nawet matka i ojciec nieraz się dziwili, że ich córka ma taki kolor oczu. Ich barwa podobna był do soczystej trawy, która rosła blisko jeziora. Halsa była zamknięta. Najwięcej rozmawiała ze swoją lalką. Jej jedyna zabawka miała na imię Rey. Nikt nie miał pojęcia czemu dała jej takie imię. Orginalnie Rey miała włosy zrobione z konopnych sznurków o kolorze biało-żółtym, ale Halsa tak długo mazała je w sadzy, że po kilku dniach zrobiły się czarne. Oczy Rey zrobione były z korali. Inne dziei, jeżeli widziały lalkę, dziwiły się czemu  mają taki kolor oczu, ale dziewczynka nigdy nie miała z tym problemu. Kiedy ktoś ją pytała czemu lala ma czerwone oczy, Halsa śmiała się i odpowiadała, że nie są czerwone tylko różowe. Jeśli to nie wystarczało i ktoś bardziej mądry próbował jej wytłumaczyć, że takich oczu nikt nie ma, Halsa tylko kręciła głową na boki.
— Są, tylko takich nie widziałeś. Tam skąd pochodzi Rey, wszyscy takie mają.
Kiedy ktoś chciał dowiedzieć się gdzie to jest, Halsa milczała. I dlatego nikt nie wiedział. Z całą pewnością, każdy myślał, że to dziecięca fantazja.  
Któregoś dnia, w połowie ostrej zimy w ubiegłym roku, Halsa była bardzo smutna. Kerst chciał ją pocieszyć. W końcu była to jego mała siostra i bardzo ją kochał. Chłopiec czasami rozmyślał o tym, że nie kocha nikogo tak mocno jak jej. Ani matki ani ojca.
Chłopak widział, że matka ją czasem przygarnęła do brudnej sukni, a ojciec tylko czasem pogładził jej poskręcane włosy, więc sądził, że też ją kochają. Ale Kerst wiedział, że on ją kocha bardziej. Czemu to wiedział?
To trochę długa historia, ale warta opowiedzenia.  
To stało się dwa lata temu. W lecie. Kerst miał wówczas prawie siedem, a Halsa pięć. Rodzice byli zajęci w polu pakowaniem snopów. Wszyscy dorośli pracowali, a nawet dorastajace dzieci pomagały w polu. Pan ziemi był srogi i jego ludzie krzyczeli na chłopów, a czasem używali pejcza. Dlatego wszyscy musieli pracować ciężko, szczególnie w żniwa. W tym czasie dziewczynka bawiła się na podwórzu. Jej brat miał mieć ją na oku.
Helsa rozmawiała o czymś z Rey, a Kerst obserwował chmury. Zastanawiał się jak to jest, że są takie różne. Był dobrym obserwatorem i wiedział, że z pierzastych obłoków nie pada deszcz. Takie chmury są białe  i majestatyczne. Deszcz padał tylko z szarych lub z ciężkich, sinobłękitnych. Kiedyś zapytał ojca dlaczego tak jest, ale Burt nie wiedział. Matka, która miała na imię Mary, od Świętej Pani, też nie wiedziała.
Dlatego chłopiec postanowił sobie, że sam się tego dowie. Albo sam, albo od Greyana. On wierzył, że ten naprawdę istnieje.  
Greyan był podobno bardzo stary i mądry jak nikt. Krążyła legenda, że ma już dwieście lat i umie wspaniale walczyć cudownym mieczem. Mieszkał podobno w grotach, za lasem. Powiadano, że poprzedni pan wysłał kiedyś setkę rycerzy, aby go znaleźli, ale bezowocnie.
Chłopiec zerkał co jakiś czas na Halseę, bo tak kazali mu rodzice. Wcześniej nie mówili o tym, a sprawa zaczęła się od zeszłego roku. Bo wówczas Halsa zginęła i dopiero pod wieczór znaleziono ją prawie pod lasem.  
Burt nie miał serca dać jej pasem, a i pewnie matka by nie dała. Ale nikt nie mógł się dowiedzieć od dziewczynki dlaczego tam się znalazła.
Kerst musiał zbyt długo patrzyć na chmury. Popatrzył na miejsce obok stajni, gdzie jeszcze przed chwilką była dziewczynka. Potem rozejrzał się po całym podwórku.  
— Halsa!
Nic. Zawołał jeszcze dwa razy i zerwał się na równe nogi. Pobiegł w kierunku lasu. Ale nie zobaczyła nikogo. Pole przenicy było po prawej stronie. Ale coś mu mówiło, że Halsa tam nie poszła.
Jezioro, pomyślał.
Jak szalony przebiegł przez podwórze. Kilka kur rozbiegło się z głośnym gdakaniem. Jezioro znajdowało się dokładnie po przeciwnej stronie niż las.  
Miał rację. Zobaczył w oddali sylwetkę siostry. Do jeziora było o połowę bliżej niż do lasu. Z tego co dostrzegł, Halsa doszła już do czcin.  
— Halsa. — zawołał ile sił w piersiach.
Wiedział, że nie usłyszy. Była stanowczo za daleko. Nie myślał nawet jak mogła dojść aż tam w tak krótkim czasie. Biegł nadal, a serce biło mu jak młot. Zgubił sandał. Zrzucił drugi. Pal licho, siostra jest sto razy ważniejsza niż obuwie, przemknęło mu przez głowę. Miał już sto yardów i zobaczył, chyba kogoś obok drobnej sylwetki siostry. Ta postać odwróciła się i patrzyła w jego kierunku, ale kiedy dobiegł blisko, tajemnicza postać znikła.
— Halsa, dlaczego uciekłaś?
Już ja miał. W pierwszej chwili chciał dać jej kuksańca w głowę. Ale w ułamku chwili zmienił zamiar. Stłucze jej tyłek. Ale i to przeszło. Chwycił ją za ramiona i patrzył w jej buzię.
— Halsa, nie rób tak więcej. Kocham cię.
— Wiem, Kerst. Rey chciała, żebyśmy poszły, ale usłyszała cię i zmieniła zdanie.
Szli w kierunku chałupy.
— Jak powiem mamie albo tacie to nie minie cię lanie. Obiecaj, że nigdy już nie pójdziesz.
Nagle niewiadomo czemu wyrwał jej lalkę.
— Zaraz wyrzucę tą cholerną szmatę.
Zrobił zamach, ale jeszcze się zastanawiał. Spojrzał na małą siostrę. Nie robiła histeri, tylko patrzyła.  
— To twoja jedyna zabawka, nie mogę.
— Rey, nie wolno! — powiedział do lalki
Oddał lalkę siostrze.
Halsa przytuliła szmacianą lalę do swojej piersi.  
— Przeproś Rey. — powiedziała cicho.
— Halsa, to jest tylko szmaciana lalka!
— To czemu powiedziałeś ,,Rey, nie wolno”.
Chłopiec zastanawiał się chwilę. Zatrzymali się. Kerst wyciągnął rękę w kierunku siostry. Halsa dała mu lalę. Kerst wziął jej jedyną zabawke w obie dłonie, podniósł ja na wysokość oczu i powiedział głośno i wyraźnie.
— Przepraszam, Rey.
— Nie musisz krzyczeć, Rey bardzo dobrze słyszy. To ona usłyszała jak wołałeś. Dlatego nie weszłam do wody.
— Chciałaś wejść do wody?!
— Rey tam mieszka?
— Tak.
— Ta Rey?
Zobaczył jej wielkie zielone oczy. Halsa patrzyła na niego długo, aż poczuł się dziwnie. Poczuł coś.
Zdawało mu się, że Halsa powiedziała coś. ,,Tak”. A może ,,Nie”. A może coś innego. Poczuł, że ma gęsią skórkę na całym ciele.
— Powiedziałaś coś Halsa?
— To nie ja, to Rey. Ona powiedziała ci tak i nie. Bo to jest Rey i nie jest. Ale nie wiem co usłyszałeś.
Nic nie odpowiedział. Bo dokładnie tak usłyszał. Szli bez słów. Dopiero przed sama zagrodą chłopiec powiedział cicho.
— Nie powiem im.
— Kerst, Rey powiedziała mi, że bardzo wiele dla ciebie znaczę i dlatego na razie nie pójdziemy do jej królestwa.
Ale Kerst nie wziął sobie tego na serio, co usłyszał. Weszli na podwórko.
— Jesteś głodna?
— Nie, tylko chcę pić. Napiję się wody i wrócimy poszukać twoich sandałów.
Dopiero teraz przypomniał sobie o obuwiu. Puścił jej dłoń, zdziwiony. Halsa weszła do izby. Wróciła po małej chwili. W ręku miała drewniany kubek.
— Masz, pewnie też chcesz pić.
Wypił chłodną wodę. Dobrą i orzeźwiającą. Wszyscy mówili, że z ich studni jest najlepsza. Postawił pusty kubek na ławie przed chałupą.
— Halsa, ja nigdy nie dam cię skrzywdzić.
Dziewczynka patrzyła tylko na niego swoimi wielkimi oczami.
                                                     *
Przypomniał sobie całą teraz tą historię. Odłożył rycerza obok łódki z kory sosny. Patrzył na siostrę.
— Czy Rey nie gniewa się na mnie? Nigdy mi nie mówiłaś.
— Ona cię lubi, czemu miałaby się gniewać?
— Pamiętasz jak szukaliśmy wtedy moich sandałów? To nie było takie trudne. Ale udało się nam.
Dziewczynka nie odwróciła nawet oczu w jego kierunku. Gładziła Rey po włosach.
— Kto znalazł?
— Ja. — odrzekł pewnie.
Zaczął sobie przypominać. Nie! On wówczas myślał, że to będzie proste. Trawa była niezbyt gęsta i sądził, że pamiętał gdzie rzucił. Ależ tak, to Halsa znalazła.  
— Nie, to ty znalazłaś! Teraz sobie przypomniałem. I dałem ci buziaka w policzek. Tak.
Halsa podniosła głowe i popatrzyłana niego.  
Czy mu się zdawało? Jak w takiej mrocznej izbie jej buzia mogła  być tak jasna? Dostrzegł jej piegi ale głównie oczy. Patrzyła na niego chwilkę z tym swoim poważnym spojrzeniem. A potem wybuchnęła śmiechem. Nie pamiętał kiedy się tak śmiała ostatnio. A może nigdy tak się nie śmiała.
— Jesteś śmieszny, Kerst. To Rey znalazła. Powinieneś jej dać buziaka, a nie mi.
I wtedy chłopak zrobił coś, czego by się nie spodziewał po sobie. Miał już dziewięć lat, był na to stanowczo za duży. Wstał z drewnianych desek i podszedł do siostry.  
— Daj Rey, chcę jej podziekować.
— Może?
Halsa wpatrywała się w lalkę. I znowu Kerstowi zdawało się, że usłyszał ,,Tak”. Ale tym razem nie odczuł gęsiej skórki. Halsa podała mu szmaciana lalę i zasłoniła oczy.  
— Dzięki. — szepnął chłopiec.
Szybko pocałował głowę lalki.
Halsa trzymała nadal prawą rękę na oczach i wyciągnęła lewą w jego kierunku.  
— Oddaje ci księżniczkę Rey.
Halsa wzięła lalkę i patrzyła na brata z szeroko otwartymi oczami.
— Powiedziała ci?
— Nie wiem czemu tak powiedziałem. Ona jest naprawdę księżniczką?
Zdziwił się, że powiedział ,,Ona”, jakby chodziło o osobę, a nie szmaciana zabawkę.
— Tak, jej królestwo jest pod wodą. Za kilka lat Rey zostanie królową.
— Skąd to wszystko wiesz?
— Jesteś głuptas. Rey jest moją siostrą, dlatego nie mamy tajemnic.
Tym razem się tylko uśmiechnęła.
— Wiesz, Halsa. Nie wiedziałem, że się tak umiesz śmiać.
Kerst pocałował jej czoło.  
— Zaraz ojciec i matka wrócą i będziemy jeść. Głodna jesteś?
— Nie tak bardzo.
Popatrzyła na niego krótko.
— Coś mi chciałaś powiedzieć?
— Tak, ale Rey mi powiedziała, że jeszcze nie czas.
Kerst nie wiedział co na to odpowiedzieć, dlatego powiedział co pierwsze mu przyszło do głowy.
— Lubię twoje oczy, są bardzo ładne.
— Rey też tak mówi, ale ja lubię swoje włosy.
Halsa patrzyłana niego i jakby zastanawiała się nad czymś.
— Rey jest piękna, dlatego...
— Co?
— Mało się nie wygadałam. — znowu się uśmiechnęła.
Kerst chciał się dowiedzieć czegoś więcej, ale usłyszał, że ojciec wrócił z pola. Spojrzał na siostrę i pobiegł do drugiej izby.
— Zimno. Zmarzłem trochę. Stawiaj gar na żelazo a ja dorzycę go kuchni to zaraz buchnie ogień. Chyba już niedługo rozpalic piec trzeba. Dzieciakom zimno pewnie.
— Tak, mężu. Kerst wyciągaj misy, też musisz być głodny. Co tak się śmiała moja Halsa. Myślałam, że się co stało. Dawno się tak nie śmiała, a może nigdy. Nawet przed chatą słyszeliśmy.
— Nic, matko. Rozmawialiśmy o Rey.
— Ech, ją rozumiem, ale ty jesteś za duży na te bajki. Za trzy lata pójdziesz do armi naszego pana.
— Wcale nie pójdę. Ucieknę z Halsą. Wcale nie chcę, żeby była służką pani. Jeszcze jakiś z jego rycerzy ją dotknie, a wtedy będę musiałbym zrobić tylko jedno...
— Och ty mój bohaterze, takie życie. Ja też byłam służącą trzy lata i nikt mnie nie ruszył.
— Bo byłaś gruba jak beczka. — zaśmiał się ojciec.
— Milcz, ty głupku. — odrzekła zła Mary.
Burt chwycił ją jak piórko do góry.
— Na żartach się nie znasz?
— Głupie żarty.
Burt pocałował żonę w usta.  
— No już nie bądź zła. Przepraszam, to było głupie. Nawet jakbyś była, to i tak jesteś najpiękniejsza dla mnie.
Mary uśmiechnęła się krótko i odwróciła się w kierunku kuchni. Kerst stawiał misy na drewnianym stole i pomyślał, że nigdy nie widział jak ojciec całuję mamę w usta. Często ją tulił i całował czoło albo policzek. Ale w usta, nigdy.
— Wołaj Halsę, tego niejadka. Nie myśli przywitać ojca?
— To ojciec powinien do niej iść, ona jest...
Na szczęście ugryzł się w język. Pewnie by uznaliby to za bajkę, jak wszystko co łączyło się z Rey, ale zawsze...
— Może masz rację synu.
Ojciec poszedł do drugiej izby. Kerst stanął w drzwiach. Panował już półmrok, bo przecież Halsa była za mała, żeby zapalić świecę.  
— Tata przyszedł, nie cieszysz się?
Dziewczynka wstała z desek i podeszła do ojca.  
— Cieszę się. Pomocz sobie nogi w ciepłej wodzie z solą, a mama opatrzy ci rękę.
Wziął ją na ręce. Szli do kuchni.
— Skąd to wiesz córeczko?
— I tak mi nie uwierzycie, że Rey mi powiedziała.
Burt posadził Halsę za stołem na ławie.  
— Dziwne, naprawdę bolą mnie nogi i skaleczyłam się o ostrą trzcinę. I to też dziwne. Jezioro jest pół mili od pola. Jak tam wyrosła?
Więcej o tym nie rozmawiali, bo matka postawiła misę z zupą i zaczęła nalewać ciepłą strawę drewnianą ważąchwią do ich misek.
— Coś jeszcze ugotowałaś, Mary?
— Kartofle, marchewkę i upiekłam tego zająca co się złapał we wnyki.
— Dobrze mu tak, złodziejowi. To pewnie ten co podjadał kapustę.
Nagle bez powodu, Halsa zaczęła płakać.
— Nie zastawiaj więcej wnyków, tata. To był mój przyjeciel. On też musiał coś jeść. Właśnie tłumaczyłam mu, że może jeść tylko jedną kapustę, a nie cały tuzin po trochu.
Ojciec opuścił łyżkę i popatrzył poważnie na córkę.
— To też ci mówiła twoja szmaciana lala?
— To nie jest szmaciana lala, to jest Rey, tato. — powiedział Kerst.
Burt popatrzył na syna i chciał coś powiedzieć, ale matka uratowała całą sytuację.
— Panie, pobłogosław tą strawę. I nie policz nam tego za grzech, że jemy zajączka. Amen.
Halsa wytarła łzy rękawem i popatrzyła na brata z podzięką.
— Zdejmiesz tą pułapkę, tato?
Burt popatrzył na Halse.  
— Jutro rano, kochanie.
— Dziękuję. — powiedziała cicho, a z jej buzi zniknęła troska.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2727 słów i 15196 znaków, zaktualizował 22 gru 2021.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Łapka w górę

  • AlexAthame

    @Margerita Dzieki :)

  • AuRoRa

    Ciekawie się zapowiada. Lalka mieszka w jeziorze, zaciekawiło mnie to, będę czytać dalej. :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Lalka nie mieszka w jeziorze.To Prawdziwa Rey mieszka.A gdzie naprawdę mieszka dowiesz się na końcu książki. Dzieki. :P

  • AuRoRa

    @AlexAthame  Nie pozostaje mi nic, jak tylko czytać dalej ;)

  • Duygu

    Początek jak zawsze intrygujący :) Oj, ta lala Rey to jest troszkę przerażająca...  :woot2:  Ładnie napisane, czułam dreszczyk emocji, gdy Halsa zniknęła. Dobrze, że nic jej nie jest.  :rotfl:  Łapa w górę  :bravo:

  • Somebody

    Zaczyna się miło:) Czekam na cd, zasłużona łapka w górę. Przepraszam, że rzadko komentuję... Miłego odpoczynku,  u mnie dzień się rozkręca, więc też znikam.

  • AlexAthame

    @Somebody  :)

  • AlexAthame

    To nie jest opowiadanie dla dzieci, chociaż tak się miło zaczyna. Będzie momentami dla dorosłych.