O Daszeńce, co pierożki lepiła

- Kuku, kuku! Moje drzewo! Skręć, dziewczyno teraz w lewo – zakukała barwna ptaszyna. Daszeńka pobiegła, ile sił w nogach przez las. Naciągnęła na głowę kolorową chustę, by wiatr nie spłatał jej więcej figli. Minęła wrzosowisko, suchą sosnę, rozdarta piorunem i ogromny głaz, mchem porośnięty. Prędko, prędko – pomyślała. Czuła na sobie jego ciężki oddech.
- No, nie! Jak to możliwe! To nie może być prawda – krzyczała, cała zdyszana. Na środku polany stał mały domek, przykryty złota strzechą, połyskującą w słońcu. Ten sam, z którego przed chwilą próbowała uciec. Przeklęty las! Przeklęta chata! Z stąd nie ma ucieczki!
Zapłakana Daszeńka skierowała swe kroki z powrotem na drewnianą werandę. Przed wejściem zdjęła brudne gumiaczki i otrzepała lniane giezło z przyczepionych do niego liści. Wzięła głęboki oddech. I jeszcze jeden. Do oczu napłynęły jej łzy. Tupnęła nogą. – Przestań się mazać maszkaro! – obtarła rękawem mokry nosek i weszła odważnie do środka.
Mieszkanie pozostało w takim stanie, w jakim widziała je po raz ostatni. Rozrzucone garnki, leżały nawet na podłodze. Sterta prania piętrzyła się z oddali. W piecu było nienapalone, a pośrodku izby leżały dziurawe rękawice proszące się o igłę z nitką.
- Oj, niedobrze, niedobrze – Daszeńka złapała się za głowę. Czuła, jak trzęsą jej się ręce. Wyjrzała prędko przez okno. Usłyszała ciche gwizdanie w oddali. O, nie! Już się zbliża! Zaraz tu będzie!
Daszeńka widziała, jak z lasu wyłania się ciemna postać. Wysoki na siedem stóp jegomość miał na sobie zielonkawy kubrak i brunatne portki, przepasane rzemiennym pasem. Rzucał cień tak długi, że zdawało się stworzeniom leśnym, iż noc nastała. Krok miał żwawy, a i humor mu dopisywał, gdyż gwizdał drogę całą. Miał on jeszcze jedną, charakterystyczną cechę, o której wspomnieć warto. Od stóp do głów, ciało jego pokrywała sierść brunatna.
Niedźwiedź, głodny wparował do domu, oczekując obiecanej mu ogromnej misy z pierogami. Jednak, oczom jego ukazał się tylko bajzel potworny. Rozrzucone garnki i talerze. Łóżko niepościelone, a w piecu czarno. Lecz, zezłościł się najbardziej, gdy kiszki zagrały upiorny marsz. Oj, zezłościł się nie na żarty. Kątem oka dostrzegł blond kudły widoczne zza tapczanu.  
Szedł głośno i powoli. Stawiał łapy tak, by każdy krok przyprawiał dziewczę o bicie serca.
- Mam cię. – oznajmił. Siedziała skulona. Ręce oplatały jej chudziutkie kolana. Nie wiedziała, co za chwilę nastąpi. Postanowiła przerwać tę srogą ciszę. Uniosła z impetem głowę i krzyknęła:
- Proszę! Nie zjadaj mnie!
Na te słowa niedźwiedź roześmiał się chytrze i złapał za ogromny brzuch. Zrobił dwa kroki wstecz i usiadł na bujanym fotelu. Westchnął ciężko. Daszeńka uniosła głowę. Gestem owłosionej łapy, zaprosił ją do siebie. Podeszła posłusznie. Była taka drobna i szczuplutka. Kto też, najadłby się takim chuchrem – pomyślał. Poklepał się po kolanach, karząc dziewczynie oprzeć się o nie. Wiedział, jak bardzo się boi i głęboko oddycha. Lecz, nie śmiała się mu sprzeciwiać. Delikatnie oparła swój brzuch na jego kolanach. Zamknęła oczy. Niedźwiedź pogładził niepokaźnie jej plecy, odgarniając długie włosy. Poczuła dotyk pazurów na swoich udach. Zacisnęła wargi tak okrutnie, iż krew się na nich pojawiła . Drobne ciało zadrżało, gdy stwór przerzucił jej giezło na głowę. Nie szarpała się. Nawet nie próbowała wzdychać. Patrzył na nią spokojnie i podziwiał. Nie pisnęła nawet, gdy jednym ruchem pazura, zadarł w dół jej bawełniane majteczki.  
Jego oczy cieszyły dwa, szczupłe pośladki. Były tak ciepłe, jak kluseczki wyjęte z garnka. Po policzku dziewczyny, polały się łzy. Niedźwiedź wyciągnął zza pazuchy cienką, elastyczną i bezlistna gałązkę. Po czym, począł garbować rumiany kuferek. Rózga pozostawiała z każdym trzaskiem pąsowy ślad. Dziewczyna nie wytrzymała i pisnęła głośno, gdy wymierzał ostatni cios. Poczuła dosadnie, jak w jej podbrzusze wbija się kolano zwierza. Poderwała się z łoskotem, podciągając halkę. Na twarzy malował się jeden, wielki rumieniec.
- Jakaś ty niestaranna i leniwa! Jakaś ty bezmyślna! Marsz do piwnicy, przebierać zgniłą rzepę i liście kapusty!
Chwycił ją za pas i z łoskotem wrzucił na kamienną podłogę. Zamknął drzwi co prędzej, pozostawiając Daszeńkę zawstydzoną, na stosie główek kapusty.
Ranek prędko przywitał dziewczynę. Rozprostowała nogi, gdy okazało się, że drzwi do piwnicy zostały uchylone. Niedźwiedzia nie było w środku. Zapewne znowu zniknął i wróci po południu. Daszeńka westchnęła głęboko. Ucieczka była przecież niemożliwa. Rozejrzała się raz jeszcze po pustej chałupie. Co za bałagan. Co za okropne miejsce. Jednak, zaplotła żwawo warkocze i ubrała fartuszek, który znalazła w jednej z szafek. Najpierw wymyła wszystkie garnki i talerze, pozostawione na podłodze. Szybko uporała się ze stertą prania, a gdy zawieszała je na polu, minęła godzina dziesiąta. Zacerowała ogromne rękawice niedźwiedzia. Wymiotła izbę całą i napaliła w piecu. Znalazła, leżący w kącie, wielki worek z mąką. Uśmiechnęła się do siebie. Nim się obejrzała, pierożki gotowały się, jak malowane.
Wracający Miszka, wyczuł na kilometr zapach świeżutkich pierogów. Popędził co sił w nogach do swej chaty. Cudowne ciepło przeszyło jego włochate ciało. Usiadł przy stole i  skosztował, co też jego dziewuszka nagotowała. Zjadł pierwszą porcję, potem drugą, no i końcu trzecią. Następnie przymierzył nowe rękawice. Pasowały, jak ulał! Na koniec wyciągnął się w barłogu przy płonącym kominku i nakrył grzbiet kocem.
- Mądra z ciebie i pracowita dziewczyna. Pierożków nagotowałaś, o domek zadbałaś. Udałaś mi się że ho, ho! – pochwalił Daszeńkę i zasnął w fotelu.  
Przebudził się z wieczora, w ciepłej izdebce. Otworzył ostrożnie ślepia. Wtem ujrzał siedzące przed nim na podłodze dziewczę. Rozplątała blond warkocze, by przeczesać je przed snem. W kominku strzelały łagodnie iskierki.  
- Podejdź bliżej, Daszeńko. Nie obawiaj się mnie.    
Dziewczyna przyklękła posłusznie przy jego fotelu. Zatopiła swe palce w jego sierści na kolanie. Cała zadrżała. Miszka, nie spuszczając z niej oczu, rozpiął sprawnie rzemyk, podtrzymujący spodnie. Daszka złapała za nie i pociągnęła silnie w dół. Nie spodziewała się takiego widoku. Z gęstwiny sierści piętrzył się ogromny, brunatny członek. Pulsował na wprost przed oczami dziewczyny. Była przerażona, jak długie może być niedźwiedzie przyrodzenie. Miszka jednak, rozwiał jej wątpliwości i przebiegle złapał za włosy. Kręciła swoją małą główką, nie chcąc tego zrobić, jednak to nie miało żadnego znaczenia. Znów poczuła się jak, mała dziewczynka, której wymierzył lanie. Sprawnym ruchem wsunął jej do buzi swoją męskość i patrzył jak chlipie. Penis słodko pieścił jej gardełko i podniebienie. Smakował słono, jak orzeszki sprzedawane na sobotnim targu. Szło jej coraz, coraz lepiej. Niedźwiedź obserwował swe tonące przyrodzenie, w jej niebiańskich usteczkach. Odetchnęła z lekka, gdy wyciągał je na chwilę. Czubek penisa i wargi dziewczyny łączył lepki most ze śliny. Zamknęła oczy. Delikatnie dotknął członkiem jej zamkniętych powiek, a zgromadzony, biały osad roztarł po całym czole. Gdy Daszeńka podniosła się, bez namysłu ściągnął z niej krępujące ubrania i halkę. Była wyjątkowo wąziutka w biodrach. Nigdy nie widział tak drobnych piersi  i szczupłego brzuszka. Wyciągnął z kieszeni jarzębinowy naszyjnik i założył nagiej dziewczynie. Rumieniła się, jak owoc, spadający kaskadą z jej piersi. Niedźwiedź nalał jej do kubka płynnego miodu z pasieki. Wypiła go łapczywie, czując jak alkohol drażni cudownie jej gardło. Położył jej maleńkie ciało na tapczanie i ucałował miodowe usta. Mokrym nosem przejechał po linii piersi i brzucha. Rozchylił delikatnie dziewczęce nogi, by zobaczyć swój, ulubiony przysmak. Miszka zatopił język w jej ciepłym wnętrzu. Daszeńka zrobiła się potwornie mokra. Pisnęła donośnie, gdy niedźwiedź wsunął swój języczek, w jej maleńką dziurkę. Złapała go rękami za włochate, miękkie uszy, nie mogąc otrząsnąć się z rozkoszy. Pieścił delikatnie jej młodziutką kobiecość, gdy zobaczył, jak zupełnie opada z sił.  
- Och, Daszko, jesteś moim ulubionym smakołykiem. Powiedz proszę, czy jest coś co chciałabyś dostać? Proś, o co zechcesz, oprócz tego, bym cię do domu wypuścił, bo tego uczynić nie mogę – oblizał się po pyszczku.  
Dziewuszka obróciła się pod przykrytą kołdrą, całkiem naga. Popatrzyła w ciemne oczy niedźwiedzia i odrzekła:
- Mam ja za lasem babcię, staruszkę samotną. Przygotowałabym jej worek pierożków, co by sama na zimę nie głodowała. A pan, panie niedźwiedziu, da radę zanieść taki prezent?
- Dla ciebie wszystko, kruszyno.
Z rana Daszeńka upomniała niedźwiedzia, by tylko nie podjadał  nic przez drogę. Gdy wrócił z polowania, ujrzał stojący przed domem worek, wypełniony pierożkami. Rozejrzał się dookoła. Dziewczyna pewnie spała. Nie marnował czasu i ruszył przez ciemny las.  
Gdy przypomniał sobie, że jest głodny, zdjął worek z ramienia i sięgnął do niego swoją szeroką łapą,
- Uch ciężkie życie, pierożkiem je sobie osłodzę, na pniaczku siądę i podjem trochę – stęknął niedźwiedź. Gdy począł dobierać się do supła, usłyszał inny, nieco stłumiony głos:
- Siedzę wysoko i mam na ciebie oko! Zostaw te pierogi, niedźwiedziu mój drogi i zanieś je do babci!
Niedźwiedź poderwał się z miejsca, przestraszony.
- No, no! To ci dopiero widzi daleko ta mała dziewuszka!
Zarzucił czym prędzej worek na plecy i ruszył dalej przez las. Minął gadatliwą kukułkę i sosnę rozdartą piorunem, gdy znowu poczuł, jak mu kiszki marsza grają.
- Siądę i zjem. Jestem tak daleko od domu, nikt mnie nie zobaczy – mruknął do siebie i zaczął dobierać się do worka. Wtem usłyszał:
- Siedzę wysoko i mam na ciebie oko! Zostaw te pierogi, niedźwiedziu mój drogi i zanieś je do babci, i to na jednej nodze!
- Tfu, tfu! Na psa urok! Co za spojrzenie, co za bystrość! Na dziesięć wiorst widzi, ma sokolica. A dam  ja jej, po powrocie! – chrząknął Miszka. A w duchu dziwił się, jak daleko można dojrzeć, stojąc na dachu jego chałupki. I chodź głód parszywie doskwierał, pognał co sił w łapach na skraj wsi, gdzie babcia Daszeńki mieszkała. Postawił worek przed domem babci i czmychnął prędko, by go ludzie nie ujrzeli.  
Chwilę później, z drewnianej chałupki wyłoniła się staruszka. Do worka podeszła nieśmiało i rozwiązała go przy czubku. Serce zabiło jej mocniej, gdy ze sterty pierogów wyskoczyła jej maleńka wnuczka, przyprawiając babcię o zawał. Staruszka objęła ją radośnie.
- Moja, sprytna Daszeńko! W coś ty się znowu wplątała?
- Och, babciu. Długo by tu opowiadać…

100%23
Elfrida

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 2024 słów i 11330 znaków.

6 komentarzy

 
  • Indragor

    W opowiadaniu jest kilka zgrzytów w postaci błędów, ale samo opowiadanie napisane z polotem i nietuzinkowym zakończeniem. Ot, intrygująca bajka erotyczna

  • agnes1709

    Podziwiam wszechstronność pomysłów.  Byli rycerze, były syrenki, znalazł się i niedźwiedź zły, co to go dzieweczka cwana rodem z bajki w jajo zrobiła Czym nas jeszcze słoneczko łobuzerkie zaskoczy? Dwie łapki dziś

  • Elfrida

    @agnes1709 bardzo mi miło, dziękuję!

  • Somebody

       Świetne, świetne, wyborne po prostu!

  • Elfrida

    @Somebody bardzo dziękuję!

  • Pani123

    świetne

  • Elfrida

    @Pani123 dzięki wielkie!

  • AnonimS

    Bardzo ciekawy pomysł. Uśmiałem się.  Zestaw na tak.

  • Elfrida

    @AnonimS dziękuję!

  • Elfrida

    Gdyby ktoś miał wątpliwości, wciąż żyję Napiszcie, czy opowiadanie przypadło Wam do gustu!

  • MrHyde

    @Elfrida przypadło