Nowy Świat Czarownic, cz. 62

Okazało się, że będzie jednak zmuszony stawiać czoła bliźniaczkom jeszcze przez jakiś czas, wiedźma opóźniała się bowiem z wyprawą na Północ. Nie wątpił, że przybędzie, zmuszały ją do tego nie tylko powszechne oczekiwania i konwenanse, nalegania niepokojącej się o syna Lady Lawinii, ale przede wszystkim własny interes. Na dłuższą metę nie mogła pozostawić wśród barbarzyńców tak silnego dawcy mocy, a przede wszystkim potencjalnego, wolnego od ochraniacza reproduktora jak on sam. Jeżeli nie pojawiła się do tej pory to zapewne dlatego, że musiała jednak zadbać o umocnienie odzyskanej władzy i ułożyć odpowiednio stosunki z nową margrabiną Międzyrzecza. Trochę dziwnie było myśleć w ten sposób o własnej siostrze, Mirelli.
     Pojawiły się za to kolejne, młodsze i starsze przedstawicielki Ludu Północy, posiadające w żyłach choćby odrobinę błękitnej krwi, zdolne do przyjmowania mocy i żądne urodzenia potomków o wielkich zdolnościach magicznych. Dworzyszcze Aurory powitało ich sześć w ciągu dziesięciu dni, wśród nich Ragnegę, z którą Marcus wymienił tylko chłodne słowa powitania. Szczęśliwie, odpieraniem tego najazdu zajmował się sir Lucjusz, niech mu Dobra Bogini dopomoże. Bliźniaczki dotrzymały słowa i uśmiechały się tylko dyskretnie, gdy opowiadał o okrutnych praktykach szlachetnie urodzonych dam z Królestwa oraz własnym, związanym z tym nieszczęściu. W zamian skorzystały przy pierwszej okazji z należnego im umową prawa i tym razem usłużył Gonan, chociaż Geldra bynajmniej nie ograniczyła się do biernego asystowania siostrze. Uczyniły to tylko raz, gdyż Aurora zaczęła chyba coś podejrzewać. Wprawdzie sama również nie mogła spędzać wszystkich nocy z Marcusem, bo w opowieści o zakuciu w żelazo jego przyrodzenia nikt by wówczas nie uwierzył, przekonał jednak bliźniaczki do zachowania ostrożności. Przystały na to, zadowolone z osiągnięcia celu, nie spieszyły się jednak z wyjazdem i nie zamierzały rezygnować ze spotkań z Lucjuszem, którego harmonogram został, doprawdy, wypełniony po brzegi.
     Marcus wahał się, czy incydent z Geldra i Gonan zachować w tajemnicy przed Aurorą, jeszcze pierwszego dnia, w pewien sposób, pomogła mu jednak w podjęciu decyzji.
     - Jak spędziłeś noc? - spytała po śniadaniu, a on omal się nie zakrztusił. - Wybacz, że rzuciłam cię w ręce tana Godryka, ale musiałam pozbyć się go w jakiś nie wywołujący obrazy sposób. Pomysł zadziałał, bo czeladź zebrała go o świcie z tej sali i umieściła w łożu, z którego dotąd się nie zwlókł. A opróżnienia dzbana piwa ze szlachetnie urodzonym księciem z Południa nikt za obrazę uznać nie może.
     - Okazało się to odrobinę męczące, Auroro, ale tan nie stanął na wysokości zadania. Opowieści o niewyczerpanych zdolnościach pochłaniania piwa przez barbarzyńców okazały się przesadne. - Uśmiechnął się pod nosem. - Stosunkowo szybko opadł z sił.
     - Marcusie, poleciłam Marcie, by dodała do tego dzbana wywaru z maku. Tana z pewnością łupie teraz w głowie. Mam nadzieję, że ty czujesz się jednak lepiej -odpowiedziała ze znacznie szerszym uśmiechem.
     - Mogłaś mnie uprzedzić...
     - Wtedy celowo unikałbyś tego trunku i Godryk zacząłby jeszcze coś podejrzewać albo po prostu powziąć nową obrazę. Założyłam, że wypijesz jednak mniej. Książęta z Południa z pewnością wolą wino, a barbarzyńcy, jak nas nazwałeś, naprawdę potrafią raczyć się piwem w ogromnych ilościach. Jak widzę, czujesz się w miarę dobrze, miałam więc rację.
     - Okazałaś się niezrównanym strategiem – odparł lekko skwaszony.
     Wyjaśniało to powód jego wczorajszego zamroczenia i łatwej kapitulacji przed ofensywą bliźniaczek, a przynajmniej tak chciał to sobie wytłumaczyć. Z drugiej strony, Aurora sama nie była tu bez winy, nie zamierzał jednak wtajemniczać jej we wszystkie szczegóły i tak już zostało.
     Nie przewidział jeszcze jednej okoliczności. Nawet po pierwszym czy drugim spotkaniu z Lucjuszem, barbarzyńskie kobiety nie zamierzały odjeżdżać. Czy chodziło im tylko o zgromadzenie mocy, czy o coś więcej, nie wiedział. On sam nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia, mógł tylko porozmawiać z Aurorą.
     - Siedzą tutaj, bo każda z nich ma nadzieję począć syna o wielkiej mocy, a chociażby córkę zdolną do przyjmowania takowej i rodzenia w przyszłości silnych synów. Lucjusz nie zdoła wypełnić wielką magią ich wszystkich w tak krótkim czasie, na to nie starczy mu własnych talentów, ale one pragną przede wszystkim jego nasienia.
     - Ich obecność może okazać się zagrożeniem, gdy pojawi się wiedźma. Przynajmniej część z tych kobiet powinna być już wtedy daleko stąd, poza jej zasięgiem.
     - Przecież nie mogę ich stąd wyrzucić, ani nawet zasugerować wyjazdu. Nie po tym, gdy przybyły na moje zaproszenie. Wszyscy uznaliby, że żałuję innym klanom nasienia i mocy Lucjusza. I tak wielu krzywi się widząc, iż noszę dziecko, bo domyślają się, że to twoje. Wiedzą, że jesteś silniejszy od tego chłopca i nasz syn odziedziczy tę przewagę.
     Aurora wypowiedziała te słowa z nieukrywaną dumą i zadowoleniem, przyjmując za pewnik, że urodzi obdarzonego wielką potęgą syna. Zrozumiał, iż obecność rywalek nie przeszkadza jej tak długo, jak długo mogą korzystać wyłącznie z usług Lucjusza. A dzięki jego własnemu pomysłowi, tak właśnie się działo. No, z pewnymi wyjątkami.
     - Pamiętaj jednak, że Lucjusz musi poznać zaklęcia mocy, przynajmniej takie, które pozwolą mu zabić wiedźmę. Weź go więc do łoża jak najszybciej, powinien też gdzieś dyskretnie poćwiczyć. I mieć trochę czasu na zebranie sił przed konfrontacją z Berengarią.
     - Obiecałam, że to zrobię i nie cofam słowa. Cóż, wykorzystam swoje prawa gospodyni, wszystkie inne będą musiały przynajmniej w tę noc poczekać.
     - Tylko co dalej?
     - To już twoja głowa, wymyśl coś, skoro ułożyłeś to wszystko. - Osłodziła słowa pocałunkiem.
     Okazało się jednak, że nie tylko Marcus i Aurora snuli podstępne plany. Bo właśnie tę noc, podczas której dziewczyna zarezerwowała usługi Lucjusza dla siebie, wzbudzając niemal powszechne niezadowolenie, wykorzystały Gonan i Geldra celem złożenia powtórnej wizyty. Tym razem umysłu Marcusa nie osłabiały opary piwa i maku, nie próbował się jednak opierać. Musiał przyznać, że entuzjazm bliźniaczek oraz wykazywane przez nie zadziwiające umiejętności współpracy i współdziałania nie są bynajmniej aż takie niemiłe. Mając w miarę jasną głowę, wpadł przy okazji na pomysł, jak powstrzymać najazd kolejnych kobiet z klanów. Co prawda, nie zdołał wymyślić niczego, by pozbyć się już obecnych, ale zawsze to jakiś postęp. W ten sposób przynajmniej częściowo spełnił niedawne życzenie Aurory.
     - Miałbym pewną prośbę i propozycję, która powinna was zainteresować, moje panie – zwrócił się do sióstr gdy zbierały się do wyjścia.
     - Cóż takiego, książę? Zrobimy dla ciebie wszystko co w naszej, obecnie naszej, mocy – odparła Gonan, bo chyba nauczył się je rozpoznawać.
     - Czy mogłybyście sprowadzić na nowo śniegi i zawieruchę? Pogoda wydaje się ostatnio za bardzo sprzyjać podróżom i w grodzie zrobiło się zbyt tłoczno - Zmusił się, by przezwyciężyć osłabienie i senność.
     - Hmm, właściwie, to masz rację, Marcusie. W sumie, to my dwie nigdzie się akurat nie wybieramy, a przecież córka tana Arnolda nie wyrzuci z dworzyszcza gości, których sama zaprosiła. Nie w śmiertelnie groźną śnieżycę. - Geldra zdawała się pochwycić w lot myśl chłopaka.
     - Innych też, co prawda, nie wyrzuci. Ale nie może nic poradzić na to, że niektórzy nie zdołają tu dojechać. - Gonan nie omieszkała udowodnić, że w niczym nie ustępuje siostrze.
     - Tylko dlaczego prosisz o to akurat nas? - spytała Geldra. - Czyż Aurora nie zdołałaby  sama wpłynąć na pogodę, zwłaszcza dysponując mocą twoją i Lucjusza?
     - Nie wypada jej zrobić tego jako gospodyni, gdyby ktoś odkrył prawdę. Wy dwie przyciągacie mniej uwagi, a macie powód lepszy niż wszyscy inni goście, ukryty powód.
     - To prawda, Marcusie. I nie zapomnimy o odebraniu podziękowań.
     - Tylko bądźcie ostrożne, we wszystkim.
     Wyszły wreszcie, a on mógł odpocząć. Tymi podziękowaniami nie zamierzał się w obecnej chwili przejmować i zapadł w sen zadowolony, że przynajmniej tę jedną sprawę zdołał załatwić. Siostry, ożywione i pełne mocy, musiały zabrać się dzieła bezzwłocznie, rankiem padał już bowiem coraz gęstszy śnieg, a i wiatr przybierał na sile.
     Aurora również zrobiła to, co obiecała, o czym powiadomiła Marcusa po śniadaniu.
     - Przekazałam Lucjuszowi wszystkie zaklęcia, tak poszło najprościej, jeżeli musiało się to odbyć bez jego współpracy, a może nawet wbrew woli. Sam wiesz, która chwila była najbardziej sposobna.
     - Wiem. I jak to przyjął?
     - Wydawał się przerażony, obwiniał mnie o podstęp. Trochę go uspokoiłam, wyraziłam przypuszczenie, że takie rzeczy mogą się zdarzyć wśród słabo wyszkolonych barbarzyńców, gdy moc przepływa zbyt szybkim nurtem, obiecałam przećwiczyć użycie splotów najbardziej przydatnych i najtrudniejszych do trzymania pod kontrolą. Poradziłam zachować wszystko w tajemnicy, do czego sama również się zobowiązałam. Lepiej więc nie poruszaj z nim tego tematu.
     - Musisz przećwiczyć z nim użycie czarów ofensywnych, na przykład rzucanie ognistej kuli. Może zdołacie znaleźć trochę czasu, pogoda wyraźnie się psuje i powinna powstrzymać kolejnych gości.
     - Tylko uważaj wtedy na siebie, bo on niezbyt cię lubi.
     - Postaram się.
     - Rzeczywiście, nadchodzi śnieżyca i myślę, że kolejne córki i siostry tanów chwilowo tu nie dotrą. Ale co z wiedźmą?
     - Akurat ona dysponuje wystarczającą mocą, by przebić się przez najgorszą zawieruchę. Pogoda nie zdoła jej powstrzymać.
     - Mam nadzieję, że twój plan okaże się skuteczny i Lucjusz nie zawiedzie twoich nadziei. Przekazałam mu wiedzę oraz przećwiczę to i owo. Gdy nadejdą wieści o wiedźmie ponownie skorzystam z prawa gospodyni, by dać mu czas na zebranie oraz zachowanie moc. Ale to słaby i przestraszony chłopak, nie uczynisz z niego zabójcy, a tym bardziej bohatera.
     - Będzie musiał zrobić to, co do niego należy. Inaczej zginie, a strach to potężny bodziec.
     - Cóż, jeżeli jednak zawiedzie, to przynajmniej zebrałyśmy dość jego mocy, żeby móc się bronić.
     - Obawiam się, że to nie wystarczy, jeżeli wiedźma przybędzie wypełniona magiczną siłą wszystkich swoich tak zwanych mężów. Lucjusz nie może zawieść. Moc ma własną, ty daj mu wiedzę, ja dam powód do działania.
     - Pozostaje jeszcze jeden, drobny kłopot. Rozesłałam już jakiś czas temu zwiadowców, ale przy takiej pogodzie wątpliwe, by cokolwiek zauważyli i przesłali wieści.
     - Musimy wzmóc własną czujność. Berengaria nie zdoła dotrzeć na Północ bez wykorzystania mocy, bez wykorzystania bardzo dużej mocy. Będziemy szukać śladów użycia splotów powietrza i wody. Przypuszczam, że nie zostało nam zbyt wiele czasu.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 2008 słów i 11357 znaków, zaktualizował 18 mar o 20:55.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    Mam podobne wrażenie jak emeryt, że szykujesz się do ostatecznego rozstrzygnięcia. Liczenie na słabego i niedoświadczonego Lucjusza, jest aktem desperacji. Ale innego wyjścia nie ma. Pozdrawiam

  • emeryt

    @AnonimS , sam powinieneś już zorientować się że nasz autor lubi tworzyć zaskakujące zwroty   akcji. Być może te wszystkie zaproszone panie jednak będą mogły w jakiś sposób pomóc, np. poprzez eliminację dostarczycieli mocy dla Berengari? Lecz na to będziemy musieli jeszcze długo poczekać, zwłaszcza że wiosna to czas wzmożonej pracy w rolnictwie, a dochodzi jeszcze zmęczenie wiosennne. Serdecznie pozdrawiam.

  • AnonimS

    @emeryt dzięki za komentarz. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Panowie, to prawda, że sezon prac polowych obniżamożliwości pracy w innych dziedzinach.  ;) Lucjusz..., cóż odegra ważną rolę... Dzięki za wpisy i pozdrawiam.

  • emeryt

    Dziękuję Tobie za ten kolejny, wspaniały odcinek. Chyba kończysz zapinać wszystko na ostatni guzik, powoli zmierzając do ostatecznego finału. Tylko za bardzo się z tym nie spiesz. Co mogłem wywnioskować z drugiej części tego odcinka. Nagłe przspieszenie akcji, połączenie kilku wątków itp. Serdecznie pozdrawiam Ciebie wraz z rodzinką, życząc dużo zdrowia, unikania COVIDA, oraz any wszystko co niprzyjemne, omijało was bardzo szerokim łukiem.

  • nefer

    @emeryt Dzięki za odwiedziny i również zdrowia życzę. Masz rację, opowieść zmierza do finału i opóźnia go tylko brak czasu u Autora.

  • nomad

    Markus mało kreatywny , mało .

  • nefer

    @nomad Ha, nie zawsze wszystkie plany się sprawzdają.