Martwy Punkt: Pętla na Szyi, Rozdział 9

"Do widzenia, przyjacielu"
1
     Dziewczyna patrzyła na niego, całkowicie oniemiała. To co tutaj zaszło było zbyt szybkie i nie bardzo rozumiała, o co chodzi. Pokręciła głową, jakby chciała odrzucić wszystkie myśli, zaczynając od nowa.
     - Zaczekaj, Kuro – przeszła się po pokoju, trzymając jedną rękę na podbródku. Pocierała go nerwowo, co oznaczało, że zastanawiała się nad kolejnymi słowami. W końcu skierowała do niego pytanie – Skąd ty wiesz, że ich zabrano? W sensie, Davida i resztę – chłopak zrobił minę, jakby odpowiedź była czymś oczywistym. I rzeczywiście tak było.
     - Xen mi o wszystkim mówił – widząc niepewność na jej twarzy, sprecyzował – Oczywiście, pewnie nie o wszystkim, ale mówił. Moje ciało faktycznie było w stanie uśpienia, ale umysł nadal pozostawał świadomy tego, co się dzieje. Mogłem znacznie wcześniej się obudzić, ale potrzebowałem odpoczynku. Xen widział, co się działo tutaj oraz pozwalał mi przechodzić między umysłami innych. Głównie trzymałem się swojego, ale też twojego i Patricka, choć z nim było ciężko – wspomnienie, że chłopak wchodził do jej głowy, nieco ją speszyło. Odwróciła się, cała czerwona na twarzy. Ale ten fakt bardziej przeraził dziewczynę, ponieważ Kuro mógł tam zobaczyć praktycznie wszystko - Byłem właśnie u Patricka, zobaczyć jak on się ma, a wtedy usłyszałem, że zabierają Davida. Widziałem go, więc musiałem wrócić. Szkoda, bo było tam… naprawdę spokojnie. Ale wiem, że nie mógłbym i tak tam zostać - „Fascynujące”, pomyślała Loli. To, jak opowiadał o tym dziwnym, duchownym świecie, wprawiało ją w dreszcze.
     - To wiele wyjaśnia – mruknęła. Popatrzyła na niego swoimi fiołkowymi oczami – Wychodzi na to, że procesja dopiero wyruszyła. Może zobaczymy ją na zewnątrz… tylko ubierz się w coś – skwitowała, kiedy Kuro chciał wybiec za nią w samej bieliźnie.
     - J-jaka procesja?
     - Egzekucyjna, a jaka? - żachnęła się.
     Otworzyła drzwi i przeszła kawałek drogą, po czym skręciła w prawo i wyjrzała zza budynku. W oddali dostrzegła pierwszą osobę, która zawsze przodowała w tego typu marszach – królową. Syknęła złowieszczo, a wtedy Kuro dołączył do niej. Patrzył przerażony na maszerujących wolno ludzi. Chłopak zmarszczył brwi.
     - Dokąd oni idą? - ta popatrzyła na niego pytająco. Myślała, że jeżeli miał okazję wertować czyjeś głowy, to dowie się sam szczegółów na ten temat. Schowała się za ścianą i westchnęła.
     - Za murem od wschodniej strony jest ścieżka prowadząca na klif. Wyrzeźbili tam spory podest, na którym mordują przestępców, a potem zrzucają ich do rzeki Styks. To tam zabito Garry’ego Elliota oraz...
     - ...znaleziono zwłoki Aleksieja Rischa – dopowiedział szybko, a ona pokiwała głową.
     - A potem stracono jego ojca – ugryzła delikatnie wargę. Kuro dostrzegł, że gdy tak robiła, bądź pocierała podbródek, bardzo mocno się nad czymś zastanawiała. Czuł, że coś wpadło jej do głowy, ale mimo to wolał zapytać.
     - Masz jakiś plan, Loli? - ta, nie patrząc na niego, rzekła:
- Myślę nad jedną kwestią, bardzo istotną… - spojrzała ponownie zza budynku. Dopiero teraz, zobaczyła, że w środku prowadzone są dzieci. Był o okropny widok, szczególnie mając na uwadze to, że mają one zaraz zostać skazane za nic – Ale to nie teraz. Chodźmy się ubrać odpowiednio, a ja ci wszystko opowiem po drodze – złapała go za rękę i poprowadziła z powrotem do domu.
2
     Raily, który szedł na przedzie procesji, co chwilę oglądał się za siebie, a mimo to nie zauważył, kiedy dwójka zakapturzonych ludzi wmieszała się w tłum. Nikt tego nie zauważył. Chłopak co chwilę kierował swój wzrok w stronę Davida, którego nieśli na noszach. Miał pusty wzrok, wbity w niebo. Widać było, że cierpiał, a Raily nadal odczuwał do niego nienawiść i nie mógł się doczekać jego śmierci. W zasadzie, on sam  już chciałby przebić go mieczem, tutaj. Zacisnął pięści, gdy nagle podszedł do niego Goliat, kładąc jedną rękę na jego barku. Jak zawsze nosił maskę, a na jego plecach przewieszone były topór oraz jedno ręczny miecz. Nie nosił żadnej szaty – miał odsłoniętą muskulaturę. Jedynie założył spodnie, oraz buty.
     - Nie martw się, Ceaserze – burknął – Zadbam o to, aby głowa tego młodzieńca spadła pod twoje nogi, a ciało zatopiło się w głębokim nurcie rzeki – zarechotał, a Raily uśmiechnął się ponuro
     - O to jestem pewny, Goliacie, aczkolwiek nie to mnie martwi – jego rozmówca tylko warknął dziwacznie, co wzbudziło zainteresowanie chłopaka. Popatrzył na niego, myśląc o tym, co jego działania mogą spowodować. Wszyscy wyżej postawieni ludzie w kraju, byli świadomi tego, jak to może odbić się w przyszłości na państwie.
     Wszyscy, w tym włącznie Loli.
     - Przyszło mi to bardzo nagle, ale ma to jakiś cień prawdy i sens. Popatrz na tych ludzi – poleciła mu. Pochód wyglądał tak, że z przodu szła arystokracja, gdzie przodowała rodzina królewska. Znajdował się tam też Raily. W środku, prowadzeni byli więźniowie, a wokół nich szli zwykli ludzie. Było też paru Łowców, aby pewnie pilnować, żeby nikt nie zbiegł stamtąd. Kuro popatrzył po tych wszystkich mieszczanach. Część rozmawiała ze sobą po cichu, a zdecydowanej większości malował się pewnego rodzaju wstręt. Powoli docierało do niego, o co chodzi, ale wątpliwości rozwiały się dopiero wtedy, kiedy Loli szturchnęła go i pokazała palcem na przechadzającą się obok parę.
     - ...jeżeli ktoś mi wmówi, że te dzieci były szpiegami, to ja kurwa mam cipę między nogami. Co się dzieje z tym krajem... – jego kobieta jedynie mu wtórowała. Tak samo jak i on, patrzyła na to z niemałym obrzydzeniem. W końcu skwitowała to krótko
     - Tępe szumowiny.
     Kuro pokiwał ochoczo głową. Loli kontynuowała
     - Pomyślałam o tym, że byłby to dobry pomysł, aby przerwać tę egzekucję i wprowadzić bunt między ludźmi. Wbrew ogólnej opinii, mieszczanie nie są tępakami, co jedynie są łasi na pieniądze i o nic nie dbają. Oni też widzą co się dzieje. Wiedzą o tym, że wiele zbrodni dokonanych na dzieciach były tuszowane, głównie za sprawą Roy. Jeżeli dobrze to zagramy, możemy obrócić ich przeciwko Railiemu oraz królowej… - popatrzył na nią z ciekawością.
     - Naprawdę chcesz naprzykrzać się swojej matce? Wiem, że jest ona jedynie z imienia matką, ale nadal. Dała ci schronienie…
     - Kuro, ona mi nic nie dała. Trzyma mnie w ryzach, żebym nie zdziałała zbyt wiele. Powiedzmy, że będzie to dość potężny pstryczek w jej kinol – uśmiechnęła się – Pewnie i tak, w krótkim czasie opanuje bunty, ale warto spróbować. Nie obędzie się jednak bez mojej magii – ściszyła głos do minimum i machnęła dłonią przed swoją twarzą. Nagle, jej włosy nabrały złotego koloru. Tak samo oczy, oraz rysy przybrały nieco innego wyglądu – To tak w celach ochronnych, aby nie widzieli we mnie księżnej Marianny.
     - Rozumiem… - powiedział, obserwując jedną osobę w tym pochodzie. Poczuł, że to teraz jego czas, aby coś zdziałał – zaczekaj chwilę.
     Wyprzedził ją, zmniejszając powoli dystans między nim a swoim celem.  Starał się utrzymywać bardzo nikłą prezencję, kurcząc się i naciągając czarny płaszcz z kapturem, który stworzyła dla niego Loli. Nie bez powodu – na plecach schował miecz, ale był tak długi, że albo rękojeść wyłaniała się zza ramienia, albo klinga spod płaszcza. Musiał więc naciągać go, aby żadne ostrze się nie wyłoniło.
     Idąc tak, zauważył, że zaraz minie Patricka, który szedł z dwójką innych dzieci. Ręce trzymał za sobą. Nie zatrzymał się na pogawędki, jedynie klepnął go w ramię i odwrócił doń głowę, tylko po to, aby przyłożyć palec do ust. Chłopak zaskoczony podniósł brwi, ale zaraz je opuścił i pokiwał lekko głową. Znajdowali się tuż przy bramie, aż w końcu Kuro szturchnął Kriega, aby jeszcze zwolnił tempa.
     - Jak się czujesz? - zagaił mężczyznę, który bardzo zdziwił się na jego widok. Zanim opuścił przytułek, czyli jakieś pięć dni temu, Kuro jeszcze spał jak zabity. Nie dawał żadnych znaków życia. Nawet jego oddech był bardzo słaby, a teraz? Wydawał się na pełnego energii i gotowy do działania. Krieg odpowiedział mu bez większych emocji.
     - O wiele lepiej. Kości zrosły się w całość i mogę w końcu chodzić, bez tego głupiego uścisku w klatce – położył instynktownie dłoń na swoich piersiach. Popatrzył ciekawsko na chłopaka – Co ty tutaj robisz?
     - Przyszedłem przerwać tę szopkę i najprawdopodobniej wszcząć rebelię – zaśmiał się ponuro, przywołując w głowie słowa Loli na temat buntu przeciwko królowej. Ich spojrzenia na chwile się spotkały, a Kuro rzekł – Liczę, że nam pomożesz – Krieg jedynie prychnął, a w głosie można było wyczuć nutkę triumfu. Jakby cieszył się, że to on został do tego wybrany.
     - Masz szczęśliwy dzień chłopcze, ponieważ będę przeprowadzać egzekucje – Kuro dosłownie oniemiał i gdyby w porę się nie opamiętał, to wykrzyczałby swoje kolejne słowa
     - Ty?! - ‘szsz’, mężczyzna w odpowiedzi syknął cicho, a Kuro od razu zniżył ton – Ty? Myślałem, że Goliat zawsze wykonuje egzekucje… - popatrzył przed siebie w poszukiwanie Goliata, ale nie mógł go znaleźć, ponieważ ludzie z tej strony przysłaniali mu widok. Mimo to, naciągnął jeszcze bardziej swój kaptur, w obawie, że ktoś go zobaczy.
     - To jest masówka, kolego. Może Goliat i jest potężny, ale nie dałby radę zabić siedemnaścioro dzieci naraz – chwila przerażenia. Kuro w swojej głowie uznał, że gdzieś w tym gronie zagubiło się jedno dziecko.
     - Jak to siedemnaście? Przecież było ich wszystkich razem osiemnaście. Dziesięciu aresztowano jakiś czas temu, a teraz kolejne osiem… - bał się odpowiedzi, ale wiedział, że musiał ją przyjąć na klatę. Krieg odchrząknął głośno.
     - Annie niestety nie przeżyła. Trzy dni po tym, jak ją wynieśli z domu, dostała wysokiej gorączki. Loli nie zdążyła jej wyleczyć – Kuro wiedział, że Krieg był świadom jaką mocą kontroluje dziewczyna, więc nie przejmował się tym. Podczas śpiączki mógł widzieć więcej i więcej słyszeć. Tylko że nadal nie pojmował kim był mężczyzna.
     - Kurwa – przeklął, powstrzymując się od łez. Po raz kolejny zawiódł Marry, której obiecał ochronę jej podopiecznym. Minęli właśnie mury miasta i wtedy Kuro zobaczył w oddali wysoki klif. Od razu przy urwisku usypany był wysoki, prawdopodobnie na trzy, cztery metry podest. To tam ścinano złoczyńców. I stamtąd miały polecieć głowy tych siedemnaścioro dzieci.
     - Wiem, że cię to boli, ale nie ma czasu na pogaduchy – powiedział nerwowo. Obejrzał się za siebie, a potem przejrzał wzrokiem, czy ktoś z przodu procesji się na nich nie gapi. Znacznie przyspieszył, aby powiedzieć wszystko, co miał w głowie – Znam resztę ludzi, którzy ze mną będą odprawiali karę. Im również się nie podoba to, że muszą zabijać dzieci, które pewnie nic nie zrobiły. Mają dość rygoru jaki tutaj panuje, a szczególnie tej krowy – prawdopodobnie chodziło mu o królową – Traktuje nas jak świnie. Wiesz, jaka radość była, kiedy się dowiedzieli w koszarach, że Roy nie żyje? Boże, pierwszy raz widziałem chłopaków tak uśmiechniętych.
     - Z tego co wiem, wśród ludzi też panuje ogólne niezadowolenie – wtrącił Kuro, a jego rozmówca skrzywił się i odparł
     - Wiesz, czy ogólne to nie wiem. Na pewno znajdą się obrońcy tego reżimu i wśród pospólstwa i wśród Łowców. Choćby ten młodzian, który z nami walczył w piwnicy. W końcu to on poświadczył, że David zamordował Roy. Mimo to, zdecydowana większość chciałaby, aby to się skończyło. Mogę przekonać chłopców, aby wstrzymali się od wykonania rozkazu.
     - To nie obejdzie się bez zabójstwa – rzucił szorstko, a Krieg się zaśmiał.
     - Goliata? Może i jest silny, silniejszy nawet od nas obu, ale wprawdzie to tylko głupia kupa mięśni. Nie przewiduje nawet, że ktoś może mu się sprzeciwić.
- Planuje przemówić do nich. W sensie, do mieszczan – sprecyzował, widząc, że mężczyzna nie bardzo rozumie – Nie chcę rozlewu krwi, ale chcę zatrzymać tą farsę.
     - Więc po co ci miecz? - zapytał nagle, a Kuro zrobił zdziwioną minę. Dopiero po chwili zrozumiał, że było to pytanie pułapka. Na początku sądził, ze Krieg zobaczył, jak klinga odstaje mu spod płaszcza, ale po jego uśmiechu zrozumiał, że wcale tak nie było. Chciał tylko sprawdzić, czy Kuro się na to nadzieje. Pokręcił więc głową.
     - Masz mnie… Jak to po co? Do samoobrony, oczywiście.

3
     Dla Davida świat był jedynie mieszaniną barw, czymś niedostrzegalnym dla ludzkiego oka. Nic nie słyszał, ani nie wiedział. Nie czuł bólu, który przeszywał jego ciało razem z każdym, nawet najmniejszych drgnięciem. Dopiero kiedy byli w połowie drogi, jego uszy odetkały się, a wzrok przybrał znów na ostrości. Nadal był ociężały, ale skutki dziennego, kilkugodzinnego bicia, ustępowały. Nie było to pocieszające, zwłaszcza że niesiono go teraz na egzekucje. Nic już nie miało sensu.
     Zostało tylko wspominać.
     A o nikim innym nie mógł teraz myśleć, jak nie o Kuro. Był dla niego pierwszą osobą, której mógł w stu procentach zaufać. Przypomniał sobie moment, gdy pierwszy raz go zobaczył. Miał cztery lata, a Kuro z osiem. Trafił do domu dziecka, ponieważ jego tato zginął na misji, a jego matka zostawiła go dla życia za granicą z kochankiem. Przyrzekł sobie, że gdy znów ją zobaczy, napluje jej w twarz.
     Był wtedy bardzo nieśmiały i czuł się odtrącony przez wszystkich. Niezrozumiany, jak zresztą każdy po takim przeżyciu. Tylko Kuro, na tamten moment potrafił dotrzeć do wnętrza chłopaka i pozwolić mu się otworzyć. Częste rozmowy były kojące dla jego duszy.
     Pamiętał raz jedną sytuację, kiedy bawili się w chowanego. David schował się wtedy w spiżarce i niespodziewanie zaatakował go pająk. Zobaczył  to Kuro, który usłyszawszy jego wrzask przybiegł do niego. Pomógł mu otrząsnąć się z tego, ale potem cały dzień nie rozmawiali. Chłopak martwił się, że nowo poznany przyjaciel poczuł zażenowanie w stronę jego osoby.
     Ale mylił się, ponieważ wieczorem przyszedł do niego, do pokoju i powitał go słowami, które na zawsze wryły się Davidowi w pamięć. Zresztą jak cała tamta rozmowa.
     - Ja też mam swoje demony, Dav. Jeśli chcesz, to możemy o tym porozmawiać – uśmiechnął się szeroko, a chłopak nie mógł wręcz mu odmówić.

4
     Im bliżej katastrofy byli, tym więcej wspomnień im wracało do głowy. Tym razem to oni „połączyli się” umysłami, jak raz Marry z Lorraine. Tak samo w ich przypadku, oboje wiedzieli, że rozmyślają nad tym samym.
     Jednym z ważniejszych wydarzeń w ich życiu, było owy pamiętny wieczór, kiedy Kuro przyszedł do pokoju Davida.
     - Ja też miewam swoje demony, Dav… - zaczął chłopak. Usiadł na brzegu łóżka, zaraz obok niego. Złapał jego dłoń, ściskając ją – Jeżeli chcesz, możemy o tym porozmawiać – David gwałtownie wyrwał swoją dłoń, stanąwszy na równe nogi.
     - Nie ma o czym mówić. Zjeżdżaj stąd – Kuro widział, że był bliski płaczu, więc postanowił chwilę przemilczeć. Jego rozmówca nie chciał za długo czekać i znowu kazał mu spadać. Wtedy znowu przemówił
     - Dav, oczywiście że jest o czym mówić – nie słuchał go, a przynajmniej mu się tak zdawało. Chciał wyjść za drzwi, ale on zawołał za nim po cichu – Moim lękiem jest to, że jeżeli wyjdziesz z tego pokoju, to może nigdy znowu nie porozmawiamy – zatrzymał się. Zwolnił uścisk z klamki i spojrzał na niego. Teraz to Kuro wyglądał, jakby miał się poryczeć – Że nie zostaniemy przyjaciółmi.
     - Co masz na myśli? - zapytał. Zmarszczył groźnie brwi, ale jego ton głosu świadczył o tym, że się uspokoił. Wrócił na swoje miejsce i patrzył na niego znów swoim łagodnym spojrzeniem – Czemu się tego boisz? - Kuro złapał głębszy oddech i momentalnie go wypuścił. Chodź głos mu się łamał, David nie uważał, że jego przyjaciel się czymś stresuje. Nie był nawet poddenerwowany.
     - Mieszkam w tym domu praktycznie od urodzenia. Nie pamiętam swoich rodziców, ani czy to, czy miałbym brata. Od zawsze… mieszkałem tutaj – popatrzył dookoła, jakby chciał tym powiedzieć, że poniekąd ten budynek należy do niego, włączając pokój Davida. Wydął wargi, po czym mówił dalej – Nawet nie wiesz, ile osób przetoczyło się przez te kilka lat, jak tu jestem. Wiem, śmiesznie brzmię, bo obaj nie przekroczyliśmy nawet dziesięciu lat, ale… - zastanowił się moment – Ale jest ciężko oglądać, jakie dramaty czasem się tu rozgrywały, rozgrywają. Nieszczęśliwe małżeństwa, okrutni rodzice, często w nałogach. Śmierć… W pamięci zapadła mi jedna dziewczyna. Przyszła tutaj, gdy miałem cztery lata. I nigdy stąd nie wyszła – ciarki przeszły po plecach pięcioletniego wówczas chłopaka. Mało jeszcze rozumiał, ale domyślał się, że sprawa była… i w sumie nadal jest poważna. A widząc strach w oczach Kuro, szybko zareagował.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz o tym mówić… Nie zmuszam cię – on tylko pokręcił głową i powiedział przez zaciśnięte zęby. Starał się jak tylko mógł, aby powstrzymać łzy.
     - Nie, dam radę. Jeżeli ci tego nie opowiem, nigdy nie zrozumiesz o co mi chodzi. Przez dłuższy czas czułem się samotny. Choć miałem przyjaciół tutaj, to i tak był ten strach. Oni poodchodzili, poszli w swoje strony, a ja zostawałem. Do tego natłok tych problemów przeciążał mi głowę i czułem się okropnie. Prawdopodobnie gwoździa do trumny wbiła mi tamta dziewczyna. Ona… się zabiła – nawet dla pięciolatka, to słowo wybrzmiewało groźnie. Omalże nie wpadł w panikę.
     - Z-zabiła się? Jak to? Dlaczego?! - już prawie krzyczał, ale Kuro uspokoił go w miarę możliwości. Samemu nie było mu łatwo wracać do tych wspomnień.
     - Wiem tylko tyle, że jej ojciec dużo pił aspirum oraz ćpał. Podobno wiele razy ją molestował, ale to były jedynie pogłoski, a nie chciałem ich powielać. Przynieśli ją tutaj  Łowcy, ponieważ poszło zgłoszenie na ich dom. Matka dawno nie żyła, a ojciec zmarł z wycieńczenia. Najgorsze było w tym wszystkim to, że nie otrzymała współczucia. Wtedy, mieszkało tutaj parę, naprawdę złośliwych osób. Śmiali się z niej, dokuczali. Nie miała przyjaciół tak samo jak ja, więc postanowiła odebrać sobie życie. Na moich oczach… - niemiły chłód przeszedł przez ciała oby wtedy, jak i teraz, gdy obaj szli na klif i rozpamiętywali tamtą rozmowę – To był… szok. Pamiętam, że złapała wtedy za nóż i spojrzała na mnie swoimi dwukolorowymi oczyma. Uśmiechnęła się i rzekła tylko, abym trzymał swoich przyjaciół blisko. I poderżnęła sobie gardło.
     - To musiało być okropne, Kuro – rzekł beznamiętnie David. Wpatrywał się jedynie w pustą ścianę obok, myśląc, jaki to musi być widok, kiedy druga osoba popełnia samobójstwo. Sam nie rozumiał zbyt wiele, bo nie pojmował zbytnio, po co miałby ktoś się zabijać. Kuro pewnie też nie, choć miał się o tym za jakiś czas przekonać – Wszystko okej? - pokiwał nerwowo głową, a pierwsza łezka spłynęła mu po policzku
     - Rozmawiałem po tym dużo z panią Jane. To ona pomogła mi dojść do siebie po takim zajściu. Dzięki niej ukształtowałem w sobie trzy wartości, których się trzymam.
     - Jakich wartości? - Kuro, wciąż roztargniony i przybity, zdobył się jedynie na słaby uśmiech.
     - Może nie od razu, bo miesiące później, od kiedy ta dziewczyna się zabiła, doszedłem do wniosku, że kierują nami trzy główne elementy. Nadzieja, strach oraz śmierć – zachichotał delikatnie – Nazwy może dupy nie urywają, ale już tłumaczę o co chodzi. Nadzieją nazywam wszystko to, co pozytywne. Nasze relacje z bliskimi, przyjaźnie, dobre wspomnienia… One kształtują nas, nasze dobre samopoczucie oraz humor. Dają nam właśnie nadzieję na lepsze życie – David pokiwał głową, że rozumie. Choć nie do końca to było prawdą. „Kurczę, ten chłopak jest naprawdę mądry”, pomyślał sobie i uśmiechnął się do swojego przyjaciela. Ten również odpowiedział mu szerokim uśmiechem i tłumaczył dalej.
     - Drugim elementem naszego życia jest strach. Traktuje go neutralnie, ponieważ jest to naturalna część. Boimy się przyszłości i jest to zrozumiałe. Jesteśmy niepewnie swoich czynów i to jest zrozumiałe. Wszystko, co czynimy, jakie decyzje podejmujemy definiują nasze życie. Myślę, że każdy z nas ma w sobie ten strach, więc doszedłem do wniosku, że przy słowie „strach” oraz „życie” można postawić znak równości. Nieważne co zrobimy, zawsze będzie ten cień niepewności, a od nas zależy czy go ujarzmimy, czy… - zawiesił się na chwilę. Jego mina zbledła, a uśmiech zszedł z jego ust. Znowu chłopak był przygnębiony i poważny.
     - No właśnie z tym wiąże się trzeci element, wartość. W zasadzie, każde z nich ma ze sobą coś wspólnego. Nazwałem ostatnią wartość śmiercią, właśnie przez samobójstwo tamtej dziewczyny. Inaczej można to nazwać brakiem nadziei – złapał głęboki oddech. Widać było po nim, że kolejne słowa przychodzą mu z trudem – Jeżeli człowiek straci wszelką nadzieję, zostaje wydmuszką dawnego siebie. Nie widzi sensu w niczym, a wszelkie negatywne wydarzenia pchają go do jednego… - przy tym, Kuro nie bardzo chciał się rozgadywać. Dav, który słuchał go z przejęciem nie drążył tego. Wystarczyło mu to, co powiedział. Jednak jedna rzecz nadal go nurtowała… - Mówię ci to nie po to, abyś się dołował, stary, tylko chciałem ci przedstawić mój punkt widzenia. Nikt z nas nie może żyć tylko jedną wartością, ponieważ i tak wszystko sprowadzałoby się do tego, że bylibyśmy nieszczęśliwi. Życie w wiecznym szczęściu zniszczyłoby nas. Życie w ciągłym strachu zaprowadziłoby nas do paranoi. A rozpamiętywanie, zdrapywanie ran oraz pozbawienie się wszelkich nadziei – zabiło… Myślę więc, że twój strach do pająków ma jakiś sens w tym wszystkim. Jest to powód, abyś stał się silniejszy, walcząc z tym – chłopakowi błysnęły oczy. Po raz pierwszy, ktoś pokazał mu, że jego strach można przekuć w siłę. Choć lata pokazały potem, że ciężko jest się przemóc, to David przy każdej możliwe okazji, starał się z tym walczyć. Wyparł z siebie pojęcie strachu, przestając się tego wstydzić.
     Kuro właśnie wstał i chciał udać się do swojego łóżka. Dav pomyślał, że to jest ten moment, aby zadać mu to pytanie, które nurtowało go od początko, jak chłopak opowiadał o wartościach. Dla niego byłby to kolejny powód, do wzięcia się za siebie. Dla Kuro zaś była to mała, kująca szpila w serce.
     - A ty? W jaki sposób ty żyjesz? - ośmiolatka wtedy zamurowało. Tak samo zresztą teraz, kiedy miał dwadzieścia lat. Znajomy, zimny chłód przeszedł mu po plecach, tak samo jak wtedy. Dotknął się szyi, licząc, że choć trochę się ogrzeje. Nic z tego, dłoń również stała się w mgnieniu oka lodowata.
     - Ja żyje nadzieją, a swoje demony staram się zmieniać w coś dobrego – nie wiedział, czy to były nadal wspomnienia, czy on naprawdę teraz to powiedział. Nieważne. Liczyło się to, że wtedy potrafił kogoś okłamać. Robiąc wywód moralistyczny nie mógł przecież obnażyć się w stu procentach. Wyszłoby na to, że całe te trzy wartości, to jest jedynie pic na wodę. Kuro nabrał nerwowo powietrza. Czuł, że drugi raz nie byłby w stanie mu to wmówić.

5
     Stanęli w zwartej grupie, wokół klifu. Kuro obserwował, jak po schodkach ulokowanych z dwóch stron wprowadzani są więźniowie. Zmieściło się jedynie dwudziestu – dziesięć dzieci oraz do każdego przystanął jeden Łowca. Na środku stanął Goliat, trzymając Davida za czuprynę. Przyłożył mu miecz do szyi i czekał na słowa królowej, która wyszła naprzeciw ludu. Kuro zauważył, że wielu mieszczan brzydzi się wręcz tej kobiety, ale byli i tacy, którzy gapili się na nią z widoczną sympatią.
     Wtedy do głowy wleciało mu jeszcze jedno wspomnienie, które kiedyś nie dawało mu spokoju, a swego czasu wymazało mu się z pamięci. Było ono bardzo istotne dla niego oraz Davida. Był to moment, kiedy Kuro w środku pękł i okazał swój ból. Wiedział, że jeżeli on o tym myśli, to jego przyjaciel tak samo ma to przed oczami. Popatrzył w jego stronę i ciarki przeszły mu przez kark. Widział, że Dav patrzy dokładnie na niego i się uśmiecha.  
     Wspomnienie, które teraz dzielili było jedynie zlepkiem pojedynczych scen. Skupiało się ono na czasach, gdy Kuro podkochiwał się w Missy, dziewczynie z przytułku. Latami chłopak pozwalał, aby strach pielęgnował się w nim. Czuł się samotny, choć już wtedy miał Patricka oraz Davida. Był także Eddie. Kuro starał się przypodobać dziewczynie, a ta nawet odwzajemniała jego uczucia. Uważał, że to uczucie może uleczyć go z choroby. A wtedy została zabrana przez psychopatycznego mężczyznę, a lata potem zamordowana.
     Już w czasie, gdy Missy została tylko uprowadzona, Kuro wiedział, że to jest koniec. Traktował ją jako martwą, ponieważ słyszał plotki na temat Elliota. Bardzo to przeżywał, choć próbował tego nie okazywać. Złamał się jednak przy Davidzie, który pewnego razu zobaczył, jak chłopak zalewa się łzami. Jego płacz był tak donośny oraz tak uczuciowy, że przyjaciel myślał, że on umiera. Usłyszał także, jak Kuro jąka i szepcze pod nosem imię tamtej dziewczyny.
     Podszedł wtedy do niego i go przytulił. A potem, wyszeptał mu do ucha
     - Wiem, że to ciężkie, ale nie możesz oddać się strachu. Wiem, że cię to boli, ale pamiętaj, że masz nas, swoją nadzieję – w tamtym czasie, Kuro nie zdołał mu odpowiedzieć, ale zapamiętał sobie te słowa, tak samo jak David zapamiętał jego.
     Wiedział, że jedynie on był w stanie go zrozumieć, nawet w takich ciężkich chwilach. Był jego pierwszym i może najbardziej zaufanym przyjacielem. Nawet Patrick, czy Eddie nie byli tak dla niego wyrozumiali, jak był David. Temu też nie mógł pozwolić mu umrzeć. Temu też, gdy Raily miał podnosić głos, aby wydać rozkaz o zamordowanie, on wybiegł przed tłum i zawołał.
     - NIE ZABIJAJ GO! - zrzucił kaptur i wysunął z pochwy swój miecz. Kuronagi obrócił się w jego dłoniach, aż chłopak złapał pewnie jego rękojeść. „Xen, wspieraj mnie w tej walce” powiedział w głowie do swojego towarzysza. Zdawało mu się, że demon odpowiedział mu, ale nie był pewien czy nie pomylił go z odgłosami ludzi, którzy szeptali między sobą nerwowo. Kuro skierował ostrze w stronę Goliata i powtórzył – Nie zabijaj go!

6
     Atmosfera wśród ludzi się zagęściła. Wszyscy, widząc broń, zamarli. Tylko Goliat się tym nie przejmował.
     - Kim ty jesteś, aby rozkazywać mi? Pieprzone beztalencie! - ryknął na niego groźnie, ale Kuro nie przejął się tym zbytnio. Zaczął do niego podchodzić.
     - Opuść miecz Goliacie, inaczej cię zabije! - mężczyzna tylko zarechotał. Mimo to wstrzymał się, przed wykonaniem rozkazu, a inni Łowcy wokół niego poszli w jego ślady. Kuro zobaczył, że obok niego stoi Krieg, który zwolnił uścisk z włosów Patricka. Patrzył teraz na rebelianta i pokiwał głową. Chłopak odetchnął z ulgą w myślach. Udało mu się przekonać żołnierzy, aby sprzeciwili się przeciwko królowej.
     - Nie, to ty opuść broń, Kuro! Albo zrobi się naprawdę nieciekawie – czyiś głos zadudnił zza jego pleców. Wszędzie by go rozpoznał. Odwrócił się i wymierzył na niego swoją bronią. Raily jedynie zachichotał złowieszczo – Masz tupet, grozić mieczem Ceaserowi.
     - Odsuń się, Raily, albo zrobi się naprawdę nieciekawie – powtórzył jego słowa, co rozzłościło chłopaka. Rudowłosy warknął na niego i machnął doń ręką, dając znak żołnierzom stojącym obok, aby go rozbroili. Kuro odsunął się o dwa kroki, a do akcji wkroczyła Loli, która pod ukryciem kaptura oraz swego kamuflażu wbiegła od boku na „scenę”
     - Nie tym razem chłopcy! - krzyknęła i jednym ruchem ręki wytrąciła pierwszemu szeregowi broń. Drugim ruchem zaś, odepchnęła ich do tyłu, przez co runęli na innych. Omal nie obalili również królowej, która było podirytowana zaistniałą sytuacją.
     - Wiedźma! - zawołał donośnie Ceaser. Popatrzył w stronę Kuro w taki sposób, jakby chłopak mu coś uczynił i chciał, aby się tego wstydził – A więc bratasz się teraz z potworami i magicznymi szumowinami? Wiesz, jak bardzo nie tolerujemy magii.
     - Tak bardzo, że nazywacie ludzi niemagicznych „kmiotkami”? Jakby byli gorsi od osób magicznych? - zapytała się Loli, idąc do przodu. Miała wszystko pod kontrolą, bo z tej pozycji widziała cały tłum. Pytanie zgasiło chłopaka. Nie zastanawiał się nad tym, ale teraz coś błysnęło w jego głowie. Odkąd pamięta, uczono go, że magia jest zła i bardzo niewielu ludzi potrafi z niej korzystać. Większość ludzi była „magicznymi kmiotkami”, czyli nie mogli używać zaklęć. Wmawiano, że jest to ogólna nazwa, ale teraz, po słowach tej kobiety, Raily zaczął w to wątpić. Mimo to, nie chciał dawać za wygraną, a szczególnie, kiedy odezwał się prędko Kuro.
     - Poza tym, kim ty jesteś, aby nazywać innych potworami, skoro sam stawiasz przed egzekucją siedemnaścioro niewinnych dzieci? - Raily zacisnął zęby i ruszył przed siebie w stronę chłopaka. Wiedźma znów pomogła mu, odpychając go do tyłu. Rudowłosy upadł, a Kuro zawołał do ludu – Czy wy naprawdę popieracie morderstwo kilkunastu niewinnych dzieci, które nic nie uczyniły wam, ani waszym dzieciom niż złego? W takim razie kimże była Roy, tuszując wszelkie zbrodnie właśnie na nich?! - patrzyli na siebie nerwowo, ale nikt nie odpowiedział. Kuro zobaczył, że jedna kobieta wrzeszczy i pokazuje palcem na coś, znajdujące się nieco wyżej za nim. Spojrzał tam i zamarł.
     - Mam dość wysłuchiwania twoich moralnych tyrad, gówniarzu. Omal się nie popłakałem, wiesz? - powiedział Goliat, trzymając ostrze, które przeszyło Davida prosto w środek klatki piersiowej. Loli zaklęła głośno. Akurat w tamtym momencie straciła na chwilę uwagę, wsłuchując się w słowa Kuro. „Ten chuj musiał to zobaczyć”, pomyślał i nie zastanawiając się, pchnęła prawą ręką w jego stronę, próbując zepchnąć go do rzeki Styks. Mężczyzna jednak się zaparł i zawołał zwycięsko – ta magia na mnie nie zadziała, dziwko! - Ugryzła się w wargę.  Mylił się, ponieważ Eter działa na każdego, ale w tym momencie była zbyt rozgoryczona. Wyskoczyła przed siebie, zatrzymując w powietrzu opadające ciało chłopaka. Pozwoliła mu chociaż na koniec, spocząć w spokoju, bez zbędnych obrażeń. Podbiegła do niego i zajęła się jego leczeniem.
     Kuro natomiast stał jak wryty w całą tą scenę. Patrzył, z otwartymi ustami. Nie wiedział co powiedzieć. Co w zasadzie miałby powiedzieć? Po raz kolejny, na jego oczach umierała osoba. Tym razem ktoś bardzo mu bliski i ważny. Serce ściszyło swoje bicia, aby nie drażnić chłopaka. Łzy spływały mu po oczach, widząc, jak Loli kręci nerwowo głową. Wyjęła ostrze z jego piersi. Próbowała załatać jego rany. A kto załata teraz rany Kuro? Czuł, że cały świat mu się zawala pod nogami.
     - Tak o to ginie zdrajca narodu – powiedział Raily, a słowa te zbudziły go z chwilowego załamania. To co powiedział Raily, przerodziło jego smutek i żal z powodu utraty swojego przyjaciela w niewyobrażalny gniew – Odrzuć wspomnienia Kuro i wróć na zamek. Razem wymyślimy jak powstrzymać Utopka i zażegnamy kryzys razem - „Gówno prawda. Ty nic nie potrafiłeś zrobić sam Raily” - myśli same przelatywały chłopakowi przez głowę. Zacisnął pięści tak mocno, że żyły powoli były widoczne na rękach. Niebo zrobiło się ciemne, a mężczyzn spowiła ciemna mgła. Kuro ściskał zęby tak mocno, że dziwił się, czemu ich jeszcze nie złamał. „Cały czas ganiałeś za tą suką, chociaż miała cię gdzieś. Ona doprowadziła do tego burdelu, który musimy teraz sprzątać. Miałeś mnie w dupie, choć bardzo mi na tobie zależało. Kochałem cię jak brata i przyjaciela wtedy, jak straciłem pamięć i teraz, kiedy pamiętam wszystko. A ty mi zabrałeś kogoś, kogo nie obchodziło kim byłem. Czy pamiętałem o nim, czy nie. Zawsze we mnie wierzył i nie pozwolił mi się poddawać. Nienawidzę cię Raily!” Czarne tatuaże zaczęły go piec. Miał w głowie wizję, że z jego cienia wysnują się kolce, które przeszyją Railiego. Był to tego zdolny, on to wiedział. Wiedział o tym też Xen, który w porę go powstrzymał.
     - Kuro, daj sobie na wstrzymanie! Nie jesteś potworem tak jak on! Pokonamy go wspólnie, bez zabijania – coś pękło w chłopaku i momentalnie opuścił go wszelki gniew. Zwolnił uścisk, a mgła opadła. Niebu powoli wracały kolory, ale mimo to Loli patrzyła na niego wystraszona. Pierwszy raz była świadkiem jego prawdziwego gniewu. Gniewu, którego ona jak i inne wiedźmy się obawiały.
     - Kuro? Wszystko w porządku? - zapytał się Raily. Kuro odwrócił się do niego. Nie odwzajemnił mu uśmiechu, pomimo że był on szczery. Chłopak widział w Ceaserze teraz tylko to, co złe. Samą obłudę i kłamstwa.
     - Tak, wszystko w porządku – odrzekł. Mężczyzna odetchnął z ulgą i odsunął się od „przyjaciela”. Korzystając z jego nieuwagi, Kuro zamachnął się agresywnie, rozcinając skórę na mostku. Rana była płytka, bo przeciwnik zdołał odskoczyć, ale to nie był jego cel.
     - Loli, bierz to! - zawołał do dziewczyny. Popatrzyła na niego zdziwiona, aż dostrzegła, jak biała kula z kawałkiem łańcuszka frunie w jej stronę. Wyciągnęła rękę i przyciągnęła ją do siebie. Był to pierwsze polecenie od demona, ponieważ;
     - Nie masz prawa dzierżyć światłem, kiedy ty sam opętany jesteś przez ciemność! - głos Kuro na chwilę obrał bardzo głębokie i ciężkie brzmienia. Loli domyśliła się, że przemawia przez niego Xen.
     Chłopak wystawił przed siebie lewą rękę, jakby chciał kogoś odepchnąć łokciem. Na ramieniu przystawił ostrze. Przygotowywał się do pchnięcia. Prosto w serce Railiego.
     - Zabiłeś mojego przyjaciela – teraz mówił to on, zdecydowanie. Dziewczyna zawsze go pozna – a więc i ty musisz ponieść śmierć, Raily.
     Kuro ruszył przed siebie mając miecz, cały czas wycelowany w pierś Ceasera. Tamten wyciągnął swój potężny oręż na tyle szybko, że zdążył jeszcze odchylić się od pchnięcia. Ostrze zeszło mu bardziej w stronę twarzy. Raily uderzył od prawej, a chłopak zdążył odparować uderzenie. Później kolejne, tym razem z drugiej strony.  
     Przez chwilę wirowali taki wokół siebie. Niestety w tym pierwszym pojedynku Kuro został zepchnięty całkowicie do pozycji defensywnej. Zadecydowało o tym ostatecznie owe zagranie – Raily ciął swoim mieczem na wysokości ramion, a Kuro zrobił unik, schylając się bardzo nisko. Cięcie nie było na tyle silne, że oponent zdołał zawrócić ostrzem i przywarł go dzięki niemu do ściany. Próbował je zablokować, ale Raily był tak silny, że miejscami ostrze wbijało mu się w skórę.
     - Nie wygrasz ze mną, dobrze o tym wiesz! Zawsze byłeś słabszy w szermierce! - chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go Krieg, który zawołał.
     - Zostaw go! Czyż nie czyni tak samo jak ty? Mści się za śmierć kogoś mu bliskiego! Powinieneś wiedzieć, co czuje! - widocznie podziałało to, ponieważ mina zrzedła rudowłosemu, a uścisk się zdecydowanie zwolnił. O dziwo, był to też plan Xena, który polecił mu zniżyć jego morale. Kuro szczerze nie wiedział jak, ale na szczęście Krieg zdołał mu (nieświadomie zresztą) pomóc.
     Chłopak z całych sił odepchnął go, a potem zamachnął się mieczem, rozcinając mu wargę. Odetchnął ciężko ze zmęczenia i wrócił do tej samej pozycji, na początku.
     - Tym razem idę na całość, Raily – warknął.

7
     Po raz kolejny ruszył na niego, ale tak jak zapowiedział. Od teraz w tej walce można było ujrzeć całego Kuro. Oddał się jej całkowicie.
     Jego przeciwnik przygotował się do odskoku, kiedy to odskoczył w bok mierząc prosto w bok. Raily nie zdążyłby uciec. Spróbował odparować mieczem, a wtedy Kuro odwrócił klingę do wewnątrz, a drugą ręką złapał ostrze i odbił dzięki temu broń przeciwnika. Szybko poderwał Kuronagiego z powrotem, atakując oponenta. Był bez wyjścia. Ruchy Kuro nabrały na prędkości. Nie zdołałby go odparować, a cięcie było bardzo niebezpieczne. Musiał więc je przyjąć na rękę. Rozległa i głęboka kreska pojawiła się na lewym przedramieniu. Zaczęła sączyć się z niej krew.
     Kuro obrócił z powrotem miecz we właściwy sposób i spojrzał na niego groźnie.
     - Śmiesz nazywać się Ceaserem, obrońcą ludu? Kiedy to wspierasz tak naprawdę terror prowadzony w tym państwie i sam skazujesz bogu ducha winna dzieci na śmierć! Nawet mi cię nie żal – ostatnie słowa wypowiedział z taką pogardą, że Raily wręcz zawył ze złości. Jednak nadal to Kuro prowadził w tym tańcu.
     Wykorzystał okazję i wyprowadził cios z lewej strony od góry. Następnie z prawej. W końcu ostrze wytrąciło się z lotu, co spowodowało, że Kuro nie zdążyłby zderzyć się kolejny raz na frontalnie. Musiał uchylić się przed atakującym mieczem. Zaszedł go od tyłu, co mogło być błędem, gdyby nie refleks chłopaka. Zanim Raily dźgnął go w środek pleców, Kuro obrócił się jedynie górą i zablokował. Później wykonał dwa piruety – za pierwszym zbił jego broń od drugiej strony. I to z takim impetem, że Railiego pociągnęło w przeciwną stronę. Był odsłonięty. Kolejny obrót, pełny gracji i rycerskiego kunsztu, przy którym Kuro pozwolił sobie na odwrócenie miecza. Kolejny raz rozciął mu głęboko skórę, ale tym razem na wysokości pośladków. To był jego cel – nie chciał go zabijać, ale chciał uniemożliwić mu dalszą walkę. A możliwe to byłoby, jeśli nie będzie mógł wstać.
     Instynktownie Raily złapać się za tamto miejsce i wrzasnął z bólu. Spojrzał na dłoń, a widok krwi bardzo go zaniepokoił.
     Zaniepokoiło to również Goliata, który zawołał na Łowców, którzy go otaczali, aby ruszyli Ceaserowi na pomoc. I wtedy się zaczęło.
     - Krie… - zwrócił się do najsilniejszego z żołnierzy, licząc, że oboje powstrzymają tą szopkę. Spojrzał na niego, ale nie spodziewał się, że to właśnie Krieg zamachnie się mieczem, podcinając mu gardło. Mężczyzna złapał jedną ręką, jego momentalnie sztywne ciało i z całej siły wypchnął go do rzeki. Pomógł mu Łowca, który znajdował się obok.
     - Zdrajcy! - zawołał jeden, który stał na samym krańcu podestu. W akcie zemsty, chciał zabić dziewczynkę, która klęczała przed nim ze zawiązanymi rękoma. Powstrzymało go dwóch innych Łowców. Zaczęli rozwiązywać więźniów, po czym biegli w stronę tłumu, aby rozwiązać resztę. Nawet rozbrojeni żołnierze nie planowali ich powstrzymywać.
     - Widzisz, nie wszyscy zgadzają się z tym reżimem… - powiedział pewnie Kuro. Nie zauważył, że tylko Krieg wraz z Patrickiem, którego rozwiązał, stali nadal na podeście. Chłopak szeptał mu coś do ucha. Widać było, że rozmawiają o czymś zawzięcie, ale nie było to teraz ważne. Liczyło się to, aby pokonać póki co jedyne zagrożenie – Railiego.
     Przygotowywali się do ostatniego starcia. Kuro miał plan, nie związany teraz z sugestiami Xena. Chciał pokonać go własnoręcznie, dzięki swojemu planu oraz sprytowi. Wiązało się to z pewnym ryzykiem.
     Po raz kolejny ustawił się, celując ostrzem w serce oponenta. Skupił swoją całą uwagę na tym, aby sparować w miarę możliwości jego cios. Czuł, że  będzie chciał zrobić to samo, co on. Oboje zignorowali narastający wokół hałas oraz jazgot wrzeszczących z przerażenia ludzi i ruszyli na siebie. Tak jak przewidział, Raily pchnął swoim mieczem prosto w brzuch Kuro. W ostatnim momencie chłopak odsunął się i odbił broń w taki sposób, żeby spowodować jak najmniej ran. Wiedział, że frontalne zderzenie mogłoby go zabić, więc wolał zmniejszyć szkody. Ostrze przejechało wzdłuż prawego boku. Kuro wpadł na chłopaka i złapał lewą ręką, a prawą sięgnął za niego i wbił ostrze lewe udo przeciwnika. Powoli, zaczął tracić siły i opadać, aż w końcu na polu walki, jedynym stojącym był on. Wygrał. Pierwszy raz, wygrał z Railim w pojedynku. Cieszyło go to, chociaż okoliczności do triumfu nie były najlepsze.  
     Odszedł od niego, kulejąc, jakby to, czego właśnie dokonał było czymś zwyczajnym. Gdy niebezpieczeństwo odeszło, choć na drobną chwilę, Kuro zwrócił swój wzrok na klęczącą grupkę wokół ciała zmarłego chłopaka.

8
     Zapomniał całkowicie o tym, że to on miał być twarzą tego buntu. Zapomniał, że to on miał przemawiać do ludzi. Omal nie zapomniał się i zatracił w gniewie. Czuł, jak negatywne emocje go zżerały, pozbawiały ludzkich odruchów. Wiedział, że gdyby postąpił o krok dalej, byłby w stanie zabić. Ale to minęło i został tylko smutek i gorycz.
     Uklęknął przy martwym ciele Davida. Patrzył na niego pustymi oczyma, z rozdziawionymi ustami. Dotknął jego ciepłego jeszcze policzka. Nie minęła dłuższa chwila, a chłopak zaczął płakać. Nie zauważył, kiedy przybiegł do nich Patrick. Nie zwracał również uwagi na to, że Krieg wybiegł naprzeciw królowej oraz wzburzonego tłumu. Widząc sytuację, przejął inicjatywę.
     - Królowo! - zawołał doniośle, wyjmując jeden z mieczy – Jest to czas, aby w końcu ograniczyć twoją władzę. Twoją oraz arystokracji – Ludzie patrzyli po sobie zmieszani. Bali się w co to się zaraz przerodzi. Szlachcice, zasiadający w radzie kręcili głowami. Niektórzy śmiali się pod nosami, a Krieg jedynie uśmiechnął się ironicznie. Nie wiedzieli jeszcze, jakim arsenałem oni władali – Ty oraz ci ludzie doprowadziliście żeby ten młodzieniec, który teraz tam leży – wskazał palcem na Davida. Była to mała zagrywka, ponieważ dopiero teraz ludzie zauważyli, że wojownik, który obalił Ceasera, płacze teraz nad ciałem przyjaciela. Płacze – za mało powiedziane. Kuro ryczał tam w niebo głosy, że nawet Loli, której rzadko zdarzało się płakać, uroniła łzę. Czuła się winna jego śmierci. Przytuliła chłopaka i pozwoliła mu przeżywać – Wiem, że to wy daliście ostateczne veto, aby chłopaka poddać egzekucji!
     - Oj, nie wysilaj się, Jhonie Krieg – powiedziała Cauda, występując przed szereg. Patrzyła czerwonymi oczami i uśmiechała się ironicznie – chyba zapominasz, że to Ceaser wydał prośbę, więc jest ona wręcz nie do odrzucenia.
     - A to nie jedyny grzech naszych władców! - krzyknął triumfalnie, rozstawiając ręce. Caudę irytowało to, że zignorował ją – Chyba ludzie słyszeliście o Pandemonium. O karach wymierzanych żołnierzom za najprostsze przewinienia. Nawet jeśli chcemy opuścić wojsko, to musimy ją odbyć. To chore, jak traktowani są tutaj ludzie, a świadectwo może nam dać przyjaciel Henrego, syna Andrew Rausta. Patrick potwierdzi, że chłopak opowiedział mu, jak służba odbiła się na mężczyźnie. Trafił do sierocińca, ponieważ mężczyzna nie potrafił poradzić sobie z natłokiem w swojej głowie!
     - Żołnierze powinni być silni i ty chyba o tym dobrze wiesz, prawda?… - zawyła, ale w jej głosie słychać było, że kolejne argumenty powoli zbijały ją z tej kłótni. Tamto zmieszanie na twarzach mieszczan powoli zmieniało się w gniew oraz niezadowolenie. Nagle coś wpadło do jej głowy – Poza tym, ufacie komuś, kto współpracuje z wiedźmą? Pewnie rzuciła na niego urok! - mieszczanie po raz kolejny zostali zbici z tropu. Krieg obserwując ich, zauważył, że wielu trzyma za ręce swoje pociechy. Zdecydował się wykorzystać ten fakt i postawił kartę na ostatni argument, który zrodził mu się w głowie.
     - Nie rozśmieszaj mnie. Czy współpraca z kimś, kto ratuje dobrowolnie grupkę dzieci jest czymś złym, nawet jeśli ten ktoś to wiedźma? A kim była Roy? - zainteresowało to wszystkich. Nawet Raily, który leżał, ściskając swoje rany. Paru Łowców mu pomagało i opatrywało je – Ludzie, ta kobieta spowodowała, że wasze dzieci były narażone na naprawdę wysokie niebezpieczeństwo! Nie będę ukrywać – nasze miasto zaatakował po raz kolejny Kult Demonów, ale tym razem ich broń jest o wiele silniejsza niż wcześniej! A Roy, za którą ten młodzieniec został stracony, przyczyniła się do śmierci wielu ludzi. Czy wy chcecie przyklaskiwać tym, którzy na to pozwolili? Hah, bo nie wiecie – arystokracja, Łowcy oraz sama rodzina królewska byli o tym świadomi. Co więcej, niektórzy pomagali w fałszowaniu i tuszowaniu spraw!
     - To prawda! - zawołał pewien starzec. Był to król Yami, mąż Caudy. Tamta łypnęła na niego złowrogo, a on to zignorował. Może kiedyś przestraszyłby się i wycofał się – Nie patrz tak na mnie, kobieto. To wszystko prawda, co powiedział ten młodzieniec! - zwrócił się do ludzi, którzy patrzyli na niego jak na byka. Pomimo lat, nadal potrafił przemówić do innych – Przepraszam was, nie ma nic na mojego usprawiedliwienie, więc choć raz będę szczery, zanim odejdę! - tutaj złapał się za koronę – To co powiedział ten młodzieniec to prawda. Tuszowaliśmy wiele przestępstw i zbrodni! Głównie za sprawą tej żmii, której ciężko było patrzeć z oczu! To prawda!! Rozumiecie?! Te miasto toczy choroba, cholerna ciemność, której ja nigdy nie chciałem przewodzić – tu rzucił złotą koroną, a ona zabrzęczała o podłoże – Władaj sobie sama, piekielna kobieto, ale okaż im serce! - wybiegł przed siebie i dołączył do Kriega. Był świadomy, że przeciwstawienie się Caudzie może zakończyć się jego śmiercią, ale musiał to zrobić. On już miał swoje lata, nie mógł zdziałać za wiele, a ci młodzi są wspaniali. Tamten młody, który powalił tego kolosa… Arthur pierwszy raz widział taki styl walki. Był pod wrażeniem.
     - Ja też… odchodzę – powiedział Raily, który czołgał się do nich. Łowcy wokół niego prosili go, żeby leżał, ale on nie słuchał. Wstał, chwiejąc się na nogach.
     - Nie możesz. Jesteś Ceaserem, wybranym przez przeznaczenie. Bez ciebie, państwo nie będzie miało…
     - Ochrony? - dopowiedział za królową. Zarechotał głośno. Był wykończony. Patrzył na nią złowrogo i oddychał ciężko. Krew sączyła mu się z ran oraz ust – Nie czuję tego, królowo, aby stać na czele armii kraju. Nie mogę nieść światła – pokazał miejsce, gdzie wisiał wcześniej amulet, dzięki któremu mógł używać magii światła – Nie mogę, jeżeli mrok spowija to państwo. I to nie tylko z nazwy!
     Wśród tłumu doszło do chaosu. Ludzie kłócili się, krzyczeli. Większość opuściła tamto miejsce, wracając do domu. Byli podburzeni, to było widać.
     - Głupcy! - zawyła Cauda. Popatrzyła na Kriega, Arthura, Railiego. Oraz na Loli, która uśmiechała się do niej złowieszczo spod kaptura – Szumowiny! Nie myślcie sobie, że zostawię to w ten sposób. Poniesiecie karę… - i tak ona sama odeszła z tamtego miejsca. Odnieśli zwycięstwo.
     Ale Kuro tego nie czuł. On nadal płakał nad ciałem przyjaciela i błagał, żeby wrócił.
9
     Minęły cztery dni. Kuro siedział w swoim pokoju i wpatrywał się w ścianę. Nadal nie mógł pozbierać się po wydarzeniach sprzed kilku dni. Zdążył wybaczyć Railiemu, ale nadal miał do niego żal. Pozwolił mu zamieszkać w jednym z pokoi, ponieważ nie miał gdzie się podziać. Przyjaciele w końcu sobie pomagają. Ta… przyjaciele.
     Ktoś zapukał do jego drzwi. Pozwolił tej osobie wejść. Okazała się to być Loli. Ona również uciekła do ich domu, ponieważ wiedziała, że bezpośredni kontakt z królową mógłby się źle skończyć.
     - Zapomniałam ci powiedzieć, co David chciał mi jeszcze przekazać – spojrzał w jej stronę nerwowo, ale nic poza tym. Nie rzucił się do niej, tylko czekał wytrwale. Dziewczyna osiadła obok niego i złapała jego dłoń – Chciał, abyś wiedział, że cię kocha i żebyś nie poddał się strachu oraz śmierci, cokolwiek to znaczy. Chciał, abyś żył nadzieją oraz patrzył na życie szczęśliwie… - coś pękło w chłopaku i przysunął dziewczynę do siebie, całując ją. Odsunęła się nagle i patrzyła na niego z wyrzutem. On tylko uśmiechnął się słabo
     - Dziękuje, że mi pomogłaś, Loli – może to dziwne, ale obaj bohaterowie od pierwszego wejrzenia coś do siebie poczuli. Co jeszcze dziwne, oboje nigdy nie poczuli, aż tak silnych emocji wobec drugiej osoby. Złączyło ich przeznaczenie. Jak zresztą wszystko inne. Loli rzuciła się na niego, całując namiętnie. Zdjęła jego koszulę i powiedziała.
     - Kocham cię.
     Dzisiaj konsumowali swoją miłość, a dwa dni później świętowali urodziny chłopaka. Tego samego dnia miałyby się odbyć święta państwowe, ale ze względu na rebelię, nie odbyły się. Gdy leżeli tak w łóżku, Kuro usnął, a do jego umysłu zawitał David. Po raz ostatni. Kuro przywołał go nieświadomie, ponieważ chciał mu coś przekazać.
     - Dziękuje, że we mnie wierzyłeś, stary. Ja ciebie też kocham – oboje uśmiechnęli się. A może to tylko Kuro się uśmiechnął do siebie? - Do widzenia, przyjacielu – zaraz po tym obraz się rozwiał.

Dodaj komentarz