Księżycowa księżniczka cz 15

Poszła do łazienki. Po chwili wyszła.
— Grant, chodź.
— Co sie stało?
Wyciągnęła dłoń. On ujął jej dłoń. Poczuł to samo miłe uczucie, jak wówczas kiedy dotknęła jego stóp. Zrozumiał, że wcześniej się do niego tuliła, ale nie dotykała go bezpośrednio.  
— Co to jest?
Pokazała bidet.
— Do dla kobiet. Żeby się umyć.
Ona zrobiła dziwną minę.
— A to?
Pokazała zlew i prysznic.
— To jest do mycia. Bidet jest do czegoś innego.
Widział po jej twarzy, że nie rozumie. Ale była zmyślna. Odkręciła wodę i popatrzyła na to urządzenie.
— Rozumiem — powiedziała. Mądre.
Wyraźnie czekała.
— Co się stało?
— Chcę się myć.
— Och, przepraszam.
Wyszedł. Po chwili usłyszał wodę. Usłyszał jej pisk, a potem coś niezrozumiałego. Po chwili wszystko się unormowało. Wyszła po kwadransie w szlafroku. Poprawiała go, jakby się czuła odsłonięta.
— Woda zimna, gorąca. Wiem już.
— Nigdy nie brałaś prysznica?
— Było inaczej. Niebieskie-zimne, czerwone-gorące. Ale rozumiem.
Grant poszedł się myć. Wyszedł. Daria siedziała na brzegu łóżka. Miała ubranie na sobie.  
— Nie idziesz spać? Musimy jutro pojechać szukać lasu.
— Jeszcze nie.
— Dlaczego? Mówiłaś, że wiesz gdzie jest.
Popatrzyła na niego. Zrozumiał.
— To chyba nigdy tam nie pojedziemy. Śpij już, jestem zmęczony.
Położył się i zamknął oczy. Ona zgasiła światło.
— Dobranoc — powiedział.
— Dobranoc.
Obudził się w środku nocy. Coś śnił i to go obudziło. Ale nie pamiętał co mu się śniło. Wiedział, że to było ważne. Nigdy nie miał snów o jakimś znaczeniu. Popatrzył na łóżko obok. Było puste. Przyzwyczaił oczy do ciemności. Daria siedziała na brzegu swojego łóżka.
— Daria, dlaczego nie śpisz?
— Nie mam koszuli.
— Kupię ci jutro, spróbuj zasnąć.
Powieki ciążyły.
     Obudził się skoro świt. Daria siedziała w tym samym miejscu.
— Wczoraj spałaś?
— Nie, stałam na ulicy.
— Żadna cyganka nie zaśnie bez koszuli?
— Nie wiem. Ja nie zasnę.
Grant spojrzał na zegarek. Była 7:30.  
— Za dwie godziny pójdę coś ci kupić. Jaki ma być kolor?
— Biały. Bawełna albo jedwab.
— O! Wymagająca jesteś. Dobrze.
Grant poszedł do łazienki. Umył zęby i zrobił ranną potrzebę. Wyszedł w spodenkach. Daria odwróciła oczy.  
— Co się stało?
— Jesteś goły.
— Mam spodenki, o co ci chodzi?
— Daria nie może patrzeć. Załóż coś.
— Chciałem poćwiczyć. Nie byłaś na plaży?
Założył spodnie i koszulkę.  
— Pójdę coś kupić. Chcesz jakieś owoce?
— Owoce, Daria lubi wszystko.
— Dobrze. Kupię wszystko i wrócę. Potem kupię ci koszulę. Musisz pospać.
Wyszedł. Zatrzymał się za drzwiami. Wrócił się. Podszedł do niej i pogładził ja po głowię.
— Zaraz przyjdę.
— Dobrze — powiedziała cicho.
Grant zszedł po schodach. Wyszedł na ulice. Było już trochę ludzi. Ciepło, miło.
Dziwne. W ciągiu tych kilku dni tak wiele się zdarzyło. Anabell, a teraz Daria. Dlaczego tak? Anabell, dlaczego! Zrobiło mu się smutno.  
— Grant, jestem szczęśliwa. Pokochaj Darię, tego pragnę. I ty też, tylko jeszcze nie wiesz.
Grant rozejrzał się w koło.
— Co u diabła. Anabell? Wyraźnie ją słyszałem.
Na szczęście nikt do niego więcej nie mówił. Zastanawiał się, czy powiedzieć o tym Dari. I wówczas przypomniał sobie co mu wczoraj powiedziała. Czy naprawdę Anabell byłaby bardziej szczęśliwa, gdyby udało mu sie pokochać tą cygankę? Ale wiedział, że nie można kochać na zawołanie. Rozmyślał o tym wszystkim. Kupił owoce, świeże bułki. Inne produkty do jedzenia. Kiedy wrócił Daria siedziała w tym samym miejscu. Zrobił śniadanie i położył wszystko na talerz.
— Usiądziesz do stołu?
Ona chyba zrozumiała. Coś go uderzyło. Bardzo szybko się uczyła.  
Po śniadaniu zamierzał iść do sklepu.  
— Daria, pojadę sam. Musisz być bardzo zmęczona.
— Tak. Daria jest bardzo zmęczona.
— Postaram ci coś kupić ładnego.
— Dobrze. Wróć szybko.
Wyszedł. Miał nieodparte uczucie, że to już było. Tylko kiedy?
Wrócił po godzinie i dwudziestu minutach. Miał bawełnianą koszulę. Miał nadzieję, że rozmiar będzie dobry. Pokazał zakup dziewczynie.
— Podoba ci się?
— Bardzo. Dziękuję, Grant.
— Powinnaś pospać. Idź do łazienki i się przebierz.
— Dobrze, ale jak wyjdę nie patrz.
— Nie mogę patrzeć?
— Nie.
— Dobrze. Jak wyjdziesz z łazienki zamknę oczy. Nie wiedziałem, że u was tak jest.
Ona nic nie odpowiedziała.
Strasznie wstydliwa. Ale dobrze. Lepiej, że tak.
Zrobił jak powiedział. Kiedy wyszła zamknął oczy i czekał.
— Patrz.
Była okryta kołdrą po szyję.  
— Zaśniesz w dzień? Może zasłonię kotary. Będzie ciemniej.
— Dobrze.
— Będę blisko, śpij.
— Grant, nie idź.
— O! Nie zaśniesz sama?
— Nie.
— Dobrze, będę w pokoju. Będę mógł zejść do recepcji?
— Tak, ale wróć szybko.
Patrzył na nią. Zamknęła oczy. Podszedł do jej łóżka. Usiadł na brzegu. Zaczął gładzić jej włosy.
— Chciałbym cię pokochać, ale mam w sercu Anabell. Wybacz — szepnął.
Grant wyszedł na korytarz. Postanowił zadzwonić do rodziców. Zszedł na dół do recepcji. Bo do tej pory nie wiedział czy w tym hotelu musi mieć hasło na korzystanie z internetu. Pracownik hotelu podał mu hasło i Grant mógł połączyć się ze Stanami. Ale uświadomił sobie, że tam jest bardzo późno. Wobec tego wysłał tylko tekst. ,,Wszystko dobrze. Zwiedziłem Grecję, Włochy i Turcję. Teraz jestem w Rumuni. Dużo się dzieję. Dam znać, jak będę mógł”.  
Uregulował rachunki.
— Będę jeszcze kilka dni.
— Nie ma sprawy panie, Hoxel. Podoba sie panu w Braszowie?
— Tak. W ogóle bardzo mi się podoba Rumunia. Ludzie są tacy ciepli.
— Bo u nas ciepło, to i ludzie tacy — uśmiechnął się recepcjonista.
Grant wrócił na górę. Otworzył cicho drzwi kartą. Daria spała spokojnie. Usiadł obok na jej łóżku. Gładził jej włosy. Miała gładką skórę. Ciemne brwi i długie rzesy. Włosy bardzo czarne, wpadały w granatowy odcień. Położył się obok. Nie miał pojęcia dlaczego to robi. Nie zdawał sobie sprawy, że podświadomie myślał o niej. Był wypoczęty. Mimo to zasnął.

Otworzył oczy. Zajęło mu chwilę, zanim dotarł do pełnej świadomości. Tym razem wyraźnie pamiętał sen. Był wstrząśnięty. Popatrzył na śpiąca Darię. Ani przez chwile nie podejrzewał ją o czary. Ale w tej chwili wiedział, że coś się stało. I to miało wpływ na jego serce. W śnie widział wyraźnie piękną kobietę. Pamiętał dokładnie o czym rozmawiali.
— Jesteś tu po to, żeby odkryć tajemnicę.
— Kim jesteś, piękna kobieto?
— Jeszcze nie czas byś to wiedział. A kiedy ten czas przyjdzie, będziesz wiedział co potrzebujesz.
— Pamiętam, że spotkałem już tą złotowłosą. Czy tak?
— Nie, ona ci tylko kogoś przypomina. Po to pojawiła się w twoim życiu. Jest szczęśliwa, ale pragnie w swojej duszy, żebyś pokochał Darię. To ona jest dla ciebie, a ty dla niej. Kiedy się to stanie, dowiesz się kim jesteś. I ona się dowie kim jest. Oboje nie jesteście tymi, kim myślicie. Kiedy się obudzisz, twoje serce się odmieni. Mimo, że Anabell jest realna, to nie ją naprawdę będziesz kochał na życie. Chociaż Anabell na zawsze pozostanie w twoim sercu.
— Czy to jest sen?
— To jest sen i nie jest. Tak lepiej przyjmiesz, to co jest ci ofiarowane.
— Powiedz mi jak masz na imię.
Kobieta się uśmiechnęła i powiedziała, ale Grant się obudził.
Boże, nigdy nie miałem podobnego snu. Ale zaraz, Daria mi to mówiła. O kobiecie i o śnie. Jak wiedziała?  
Grant w pierwszym momencie chciał obudzić dziewczynę. Ale się pohamował. Pomyślał, że śpi dopiero kilka godzin. A nie spała dwie noce. Chciał znowu zasnąć, ale nie mógł. Podświadomie pragnął dalej rozmawiać z kobietą ze snu.  
To wszystko jest takie dziwne. Coś się dzieję, a ja mam wrażenie, że to już było, pomyślał.
Zaczął sobie uświadamiać, że wszystko co się do tej pory wydarzyło w jego życiu, zanim przyjechał do Europy, miało marginesowe znaczenie.
Leżał cały czas obok Dari. Spała głęboko i oddychała równo. Grant zastanawiał się czy powinien zamówić obiad. Nie był głodny, ale myślał, że Daria może być. Nawet nie pomyślał, ze prawie cały czas myśli o niej. Było w pół do szóstej. Czas mu się nie dłużył. Patrzył na jej śliczną buzię i to dawało mu dużą radość.  
Zaczęło się robić ciemno. Było kilka minut po dziewiątej, kiedy Daria otworzyła oczy.
— Grant, nauczyłam się we śnie po angielsku.
— Och. Czy ktoś cie uczył?
— Tak. Piękna pani.
— Jak wygladała, pamiętasz?
— Nie widziałam nigdy tak pięknej osoby.
— Sama mi coś wspomniałaś wcześniej o pięknej pani...
— Tak. Wiedziałam to, ale nigdy jej nie widziałam. Mówiła mi swoje imię, ale zapomniałam.
— Wiesz, że kiedy się zdrzemnąłem, śniłem ją również!
— Och, doprawdy?
— Tak. Mówiła mi wszystko o czym ty mówiłaś.
Daria wsparła się na łokciu.
— Urodzłam się w taborze. Jak ci już mówiłam, jestem córka króla cyganów. Ale wszystko co robię teraz, ktoś mi podszeptuje. I ja wiem, że tak jest dobrze. Nie znaczy, że my cyganie mamy takie prawa. Grant mogę cię zapytać coś, tylko proszę, nie bądź zły.
— Dario, bardzo mi przykro, że na ciebie podniosłem głos. Postaram się tego więcej nie zrobić. Co chcesz zapytać? Chociaż czuję naturę tego pytania.
— Patrzysz na mnie inaczej, ja...
— Tak. Nie rozumiem jak to możliwe. Mam nadal Anabell w swoim sercu. Jest dokładnie jak mi powiedziała piękna pani. Powiedziałem ci, że nigdy cię nie pokocham. Ale się chyba mylę. Coś zmieniło się w moim sercu. Nie rozumiem, ale wiem.
— Wyspałam się. Ale jest teraz noc. Spróbuję zasnąć. A jutro pokażę ci miasto. Inaczej niż przewodnicy. I opowiem ci jego historię, chcesz?
— Tak.
— Czy jesteś głodna? Jest już późno, ale z pewnością można coś zamówić.
— Poczekaj, muszę iść do łazienki. Możesz nie patrzeć?
— Jasne.
Grant zamknął oczy. Daria przyszła po dwóch minutach.
— To miłe urządzenie. Bardzo funkcjonalne.
— To niesamowite. Łapałaś szybko. Ale teraz mówisz jakbyś chodziła do szkoły. Nie słyszę nawet akcentu. Funkcjonalne. Znasz takie słowa. Przepraszam, że cię pytam. Tak naprawdę, to mi się to podoba. Ale chce cię zapytać. Czy ty jesteś wstydliwa?
— Och Grant. Tak jest dobrze. Będziesz wiedział, kiedy to się stanie.
— No dobrze, ale nie powiedziałaś mi czy nie jesteś głodna.
— Nie. Troszkę chcę pić.
Grant podniósł się z łóżka.  
— Tylko troszkę.
Wzięła go za rękę. Poczuł znowu te miłe uczucie. I zrobił coś czego się nie spodziewał. Pocałował usta Dari. Zrobił to delikatnie, ale to wystarczyło. Poczuł prąd rozkoszy. Odniósł wrażenie, że to była największa rozkosz jaka miał w życiu. Ale to nie było tylko fizyczne. To fizyczne było cudowne, ale ten drugi rodzaj był nie do opisania. Oderwał usta.
— Wybacz, Daria. Nie wiem dlaczego tak się stało.
— To było bardzo miłe, nie musisz przepraszać. Ta kropelka wilgoci z twoich ust mi wystarczy. Już nie muszę pić.
Grant coś poczuł i aż się zdziwił. Ale Daria znowu odgadła jego myśli.
— Nie spiesz się. Ty musisz być nad tym, a nie to nad tobą.
On wyraźnie wiedział o czym ona mówi. Nie mógł tego pojąć, ale wiedział, że to prawda. Jego serce biło dla niej. I wówczas, prawie w tym samym momencie usłyszał w sercu głos Anabell.
,,Jestem bardzo szczęśliwa”.
Nie obawiał się i powiedział głośno
— Dziekuję ci Anabell.
Daria tylko się lekko uśmiechnęła. Poczuł jej dłoń. Rozkosz wróciła. Jak ciepło, jak słońce, jak łagodny wiatr. Jak zapach róż.  
Obudził się. Daria siedziała na brzegu łóżka i patrzyła na niego.  
— Grant ja ciebie znam, tylko nie wiem skąd.
— I ja również. Czy to nie jest niesamowite. Wierzysz w reinkarnację?
— My cyganie pochodzimy z Indii. Nigdy nie myślałam o tym. Ale mam pewność, że się znamy. Może las powie.
— Tak, teraz możemy tam iść.
— Ale dzisiaj pokażę ci miasto i okolice.
— Dobrze. Musimy wziąść dużo picia. Nie masz dobrych butów.
— Ja całe życia chodziłam boso. Buty to zły wynalazek. Oddzielają człowieka od Ziemi.
— Tak, ale tam gdzie mieszkam jest beton i asfalt. Buty są potrzebne.
— Tu jest dużo zieleni. Nie czujesz się lepiej?
— O, czuję się bardzo dobrze. Szczególnie tu. I szczególnie teraz.
Wyruszyli z hotelu po godzinie. Daria prowadziła go po ciekawych miejscach. Ale on wcale nie patrzył na zabytki. Patrzył na nią. Co jakiś czas, jakby specjalnie wspominał Anabell. I miał za każdym razem to samo odczucie. Widział ją uśmiechniętą i szczęśliwą. To było irracionalne, ale wiedział, ze sprawia jej radość, że kocha Darię.
Za którymś razem Daria spojrzała na niego.
— Wiem, że mnie nie słuchasz, ale jest dobrze. Ja też mam Anabell w swoim sercu. Wiem, że mi wierzysz.
— Czy to stało się wówczas kiedy ją dotknęłaś?
— Tak.
— Kiedy to się stało, sądzisz że ona odczuła to tak jak ja, kiedy cię dotykam?
— Nie za bardzo wiem o czym mówisz. To ja odczuwam rozkosz kiedy dotykam ciebie. Co do niej wiem, że chciała żebym cię kochała, a ty mnie. Poza tym wiem, że uratowałeś jej życie. Dwa razy.
— Dwa razy? I nie wiem czy uratowałem jej życie. Z pewnością wolność. Ale tylko raz.
— Och, ty nie rozumiesz. To drugie było czymś innym. Ona lubiła poprzednio kobiety. Ale ty to zmieniłeś.
— Sądzisz, że pozna kogoś? Ale jak to wiesz? Ale skoro masz ją w sercu, to wiesz i to. Pozna kogoś?
— Nie, Grant. Ona będzie cię kochać do końca swoich dni na tej ziemi. Ale dałeś jej coś. I ona wie, co to jest.
— Co jej dałem.
— Może nie dałeś, ale otrzyma to dzięki tobie.
— Co?
— Będziesz wiedział, zrozumiesz. Ja ci tego nie powinnam powiedzieć.
— Wiesz, Dario. Muszę ci coś wyznać. Ja naprawdę sądziłem, że nie pokocham cię nigdy. Jestem pewny, że nadal kocham tak samo Anabell. A jednak pokochałem ciebie.
— Czy u was, kiedy mężczyzna wyznaje miłość kobiecie, nie daje jej kwiatów?
— Nie mam kwiatów, ale daję ci całego siebie.
Grant nie zważał na to, że są obok inni ludzie. Ukląkł przed nią i ujął ją za kostki.
— Kocham cie, Dario. Zawsze kochałem.
— I ja ciebie. Kocham cię Grant.
Grant wstał i uświadomił sobie, że postąpił jak ona poprzednio. Ale wcale go to nie martwiło.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2584 słów i 14790 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto