Krzyk orła cz 3

Wracali.
— Mam dużą powieszcznię skóry i łatwo się odwadniam.
Po kilku minutach weszli na piętro. Zadzwoniła.
— Musieli wyjść. Dobrze, że wzięłam kluczę. Mama z Danielem. Wiesz, że mam brata, prawda?
— Tak, wiem.
Na stole leżała kartka.
“Poszliśmy do cioci Henryki, jedzenie jest w lodówce”.
Jola rozlała sok do dwóch szklanek.
— Chcesz zobaczyć mój pokój?
— Jasne, czemu nie.
Pokój miał 10 metrów kwadratowych. Lóżko, biurko, szafa. Dużo kwiatów w doniczkach na parapecie.
Na ścianie wisiał plakat z nieziemską plażą.
— To jest fajne — rzekł Piotrek.
— Chciałabym się tam kiedyś znaleźć — szepnęła.
— Chciałabyś tam być sama?
— Na tą chwilę z tobą — powiedziała cicho.
Wziął ją za rękę. Stali i patrzyli na obraz. Sądził później, że to wyszło od niej, ale nie miał pewności. Zaczęli się całować. To było nowe zarówno dla niej jak i dla niego. Nie pamiętał jak jego dłonie znalazły się pod jej bluzką. Dotykał jej piersi i sądził, że jest w raju.
— Jest cudnie i chciałabym więcej, ale mamy dopiero czternaście lat i nie jesteśmy gotowi — szepnęła.
— Jesteśmy już tak daleko, pozwól mi tylko troszkę więcej — szepnął.
Ona stała z zamkniętymi oczami, a jej usta były rozchylone. Oddychała szybko.  
Nie myślał o tym, że ma tyle odwagi. Delikatnie położył drugą dłoń na jej udzie. Czuł, że mało nie eksploduje, ale wiedział, że mimo wszystko jest w stanie to kontrolować. Przesuwał dłoń wyżej, aż doszedł do końca. To co wcześniej nie było rajem. To teraz, było... Delektowali się dłuższą chwilę tą rozkoszą...  
Usiedli na stojącej obok wersalce. Przytulili się i siedzieli tak może pół godziny bez żadnych słów.
— Piotrek! Obiecaj mi, że nie dotkniesz nigdy innej dziewczyny — powiedziała w końcu.
— A ty?  
— Jesteś mój, na zawsze!  
— Obiecuję — wyszeptał.
— Nie zbliżajmy się do tego, aż nie dorośniemy, bo drugi raz na tym się nie skończy. Mam ciało kobiety, ale jestem wciąż dzieckiem. To moja wina — szepnęła.
Piotrek popatrzył na nią.
— To nie jest ani twoja, ani moja wina. To było piękne — pocałował jej usta lekko i delikatnie.
Oboje obiecali sobie wierność. Nie mogli wówczas wiedzieć, że dotrzymanie tej obietnicy przekraczało ich możliwości.
                                                                *
Przyszły wakacje. Jola pojechała na obóz. Poznała nowych znajomych. Wieczorami myślała o Piotrku. Co robi, gdzie jest. Raz czy dwa razy myślała o przysiędze. O swojej i jego. Hormony robiły swoje, dlatego pomagała własnemu ciału. Jeśli tylko coś wygladało na więcej niż znajomość, uciekała od tego.
Piotrek też pojechał na obóz. Miał łatwiej. Dziewczyny za nim nie szalały. Nie zauważył, że rośnie i przybiera na wadze. Kiedy spotkali się z Jolą w środku wakacji, mieli tylko jeden kłopot. Co zrobić, żeby tego nie powtórzyć. Ona czuła się podniecona gdy tylko go widziała. Gdyby on zrobił tylko cokolwiek, nie zatrzymaliby się. Ale on pamiętał jej słowa. Uszanował je w sercu i duszy.
                              *
— Na jaki obóz chcesz jechać? — zapytali rodzice, Kasandrę.
— Te wakację spędzę w Warszawie — rzekła bez chwili zastanowienia.
— Dlaczego, kochanie?  
— Pracuję z Marcinem i nie mogę tego tak zostawić.
Rodzice nie próbowali jej przekonywać. Od piątego roku życia miała w sobie upór i zdecydowanie. Kiedy miała jedenaście lat zaczęła trening u mistrza. On tylko potwierdził ich przypuszczenia. Kasandra miała predyspozycje i dary niewiadomego pochodzenia. Wygladała na zwykłą nastolatkę, ale taką nie była.  
U Marcina sprawa przedstawiała się nieco inaczej. Rodzice wiedzieli, że dzieci potrafią być okrutne. Przeważnie Marcin spędzał wakację w domu lub jechał tylko z nimi. Joanna i Marian sądzili, że przykrości od innych wystarczą w czasie roku szkolnego. Nie chcieli, by ich syn cierpiał jeszcze w czasie wakacji. Tak naprawdę, on nie cierpiał. Miał w sobie wybaczenie i zrozumienie do innych rówieśników. Ojciec zauważył pozytywne zmiany w ciele syna, dlatego przekonał Joannę by Marcin spędził wakację z Kasandrą. W końcu sierpnia wygladał zupełnie inaczej!
Zaczął się nowy rok szkolny. Już na pierwszym sprawdzianie z gimnastyki Marcin przebiegł 60 metrów poniżej 9 sekund. Nabrał mięśni. W trzecim miesiącu szkoły, lekarz szkolny nie mógł się nadziwić.  
— Marcin, twój wzrok jest prawie dobry, masz tylko plus 0.5 diopri.
— To już nie muszę nosić okularów?
— Nie. Proces poprawy postępuje nadal. Jeśli się coś zmieni, zgłoś się do mnie.
Na ostatnim biegu przed zimą, Marcin przebiegł 60 metrów w 7.5 sekund. Tylko Stasiek Czarny miał lepszy wynik w szkole.
To co mieli z Kasandrą to już nie można by nazwać tylko przyjaźnią. Obydwoje nie mogli żyć bez siebie. Tak, całowali się. Obydwoje chcieli więcej i oboje mieli cichy pakt, by tego nie przekroczyć. Przyszedł maj. To już nie był ten sam Marcin. Miał 174 cm wzrostu i ważył 62 kg. Same ścięgna, kości i mięśnie. Nie jak u kulturysty, Harmonijne i silne.
Czerwiec zaczął się ciepło. Marcin przechodził obok tablicy wyników. Czerwone cyfry rzucały się w oczy. Wczoraj wieczorem, Stanisław Czarny ustanowił nowy rekord szkoły w skoku w dal, bijąc swój własny. Osiącnął 6 m 92 cm. Marcin pobiegł do Kasandry. Miał już klucz do jej mieszkania, a ona do jego. Zapukał. Otworzyła drzwi.
— Cześć, coś taki zziajany?
— Stasiek pobił swój rekord o przeszło pół metra — powiedział.
— Wiem.
— Nie dam rady — rzekł krótko.
Patrzyła na niego swoimi ślicznymi oczami.
— Dasz, wierzę w ciebie. Pamiętasz nasz pierwszy trening, już wtedy cię pokochałam. Nie wyglądałeś zbyt atrakcyjnie, ale przecież nie ciało kochamy.
— Tak, dokonałaś cudu. Nigdy ci tego nie zapomnę! Teraz dziewczyny, nie tylko z naszej szkoły, patrzą na mnie... wiesz jak. I już odmówiłem siedem razy spotkania.
— Nie musiałeś — powiedziała wycierając mokre włosy.
Dopiero teraz zauważył, że jest tylko w ręczniku.
— Nie chciałem. Wiesz, że cię kocham, Kass — szepnął.
Podeszła do szfy. Zdjęła ręcznik. Jeszcze nigdy nie widział jej nago. Tył miała bez zarzutu.
— Kassandra co robisz, chcesz żebym wybuchł? — zapytał cicho.
Odwróciła się.
— Hormony bliskie wybuchu — szepnęła.
Zaczęła się ubierać.
— Zapamietaj ten obraz i wykorzystaj tą energię na jutro.
Podeszła do niego już w spodniach i bluzce.
— Bo jutro pobijesz Czarnego.
Usiadła, a on wiedział co będzie dalej. Wzmocnienie mentalno-duchowe, robili to często. Po pół godzinie doszedł do siebie. Zawsze po tym, czuł jakby wracał z innego świata.
— Sprawdzian jest na trzeciej lekcji, nie pójdziemy na pierwsze dwie. Ojciec dzwonił już do Milczka.
Dyrektor trzęsie tyłkiem ilekroć ojciec dzwoni do niego. Przyjdź do mnie 8:15. Możesz coś wypić, ale nic nie jedz. Nie ćwicz niczego dzisiaj po 18, ja muszę lecieć.
— Kass, potrzebuję cię. Musisz iść?                                
— Tak, jadę do mistrza w twojej sprawie. Powiem ci jutro.
Pocałowała go krótko. Został sam w jej mieszkaniu. Patrzył przez okno, po chwili wyszedł.
Nie spał dobrze. Snił wielką piramidę w Gizie, a potem znalazł się... Tak to chyba wyglądało na Himalaje. Był ktoś z nim. Kasandra?
Wyszedł o ósmej. Odczekał chwilę i piętnaście po ósmej nacisnął dzwonek u drzwi państwa Starbik.
— Cześć — powiedziała jak zwykle.
Miała na sobie sukienkę. Jeszcze nigdy nie widział jej inaczej niż w spodniach. Sukienka była śliczna.  
Dostrzegł, że nic nie ma pod nią. Poczuł się dziwnie. Ona zawsze dostrzegała jakiekolwiek zmiany u niego. Tym razem nic nie dała po sobie poznać.
— Rozmawiałam z mistrzem. Aby pokonać Czarnego, musisz pokonać siebie. Poza tym, mistrz dał mi coś. To nie jest narkotyk albo ,,koks”. To coś bardziej wysublimowanego. Ale pierwsza część jest ważniejsza. Jaki miałeś najlepszy wynik.
— Sześć metrów i dwadzieścia dwa centymetry — odrzekł.
— A na 60 metrów?  
— 7.3 sekundy — odrzekł.
— No to jesteś szybki — powiedziała z uśmiechem.
— Podoba ci się ta sukienka?
— Nic pod nią nie masz!
— Och, zauważyłeś?
— Cały się gotuję. Dlaczego to robisz, Kass?
— Mistrz powiedział, że ty też powinieneś być nago, ale ja zdecydowałam, że nie wytrzymasz.  
Marcin nie mógł uwierzyć, Kasandra się rozebrała. Żeby to nie wystarczyło, podeszła do niego.
— Nic nie mów. Staraj się to co czujesz, zgromadzić. Coś jak ładowanie baterii.
Usiadła na przeciw. Wzięła go za dłonie i zamknęła oczy.
— Ty nie zamykaj, oddychaj i gromadź siłę.
Pierwsze pięć minut patrzył na jej piękne ciało. Doskonałe. Czuł się okropnie. Obudziła w nim bestię i samca. Dziękował jej w duchu, że zamknęła oczy. Inaczej widziałaby to ,,coś” w jego oczach.  
Wiedział jak to robić, żeby gromadzić energię. Nauczyła go tego, dwa miesiące temu. Wiedział, że chłopcy w jego wieku mają najwyższy poziom testosteronu. Ze zrozumiałych względów czuł się niekomfortowo. Może i z tego powodu nie patrzyła, żeby nie widzieć naturalnych zmian jakie zachodzą w ciele mężczyzny w takiej sytuacji. Zastanawiał się jak ona to wszystko wie. Czasami się zastanawiał, czy ona ma naprawdę 15 lat!  
Ona zawsze zachowywała się tak dorośle, godnie jakby była... księżniczką. Uspokoił ciało i wnętrze. Nie mógł zrozumieć jak się to dzieje, ale naprawdę czuł przypływ energi w każdym wdechu. Ona otworzyła oczy. Jej oczy miały kolor dojrzałej trawy i dostrzegł w tęczówkach złote nitki, których nigdy wcześniej nie widział.
— Już czas, jesteś gotowy — powiedziała cicho i wstała.                          
Ubrała się. Poszła do kuchni i wróciła ze szklanką mętnej substancji.
— To jest gorzkie jak cholera, ale wypij od razu.
Wziął szklankę i wypił. Nigdy jeszcze nie miał nic równie ohydnego w ustach. Jednak po chwili zaczął czuć słodycz.                                        
— Energia Szakti i Kandulini — powiedział.                          
— Księżniczki Kasandry — szepnęła. Idziemy.
Marcin miał na sobie dresy, pod spodem spodenki i koszulkę, a na nogach sportowe buty. Weszli na teren szkoły od strony boiska.
Kasandra podeszła do nauczyciela wychowania fizycznego, pana Pyrki.
— Chcemy pobić rekord Czarnego.
— Doszły mnie słuchy, że to ty stałaś za tym co stało się z Marcinem. Zuch dziewczyna.
— To nie ja. On chciał, a ja mu tylko pomogłam — odrzekła skromnie.
Pyrko zagwizdał.
— Stasiek, chodź tu — zawolał swojego pupila.
Czarny podbiegł po chwili.
— O co chodzi, panie profesorze?
— Marcin Galak chce odebrać ci rekord szkoły w skoku w dal. Chcesz skakać także?
— Niech próbuje, ja popatrzę — odezwał się Stasiek z uśmiechem.
Wiadomość rozeszła się szybko. Po kilku minutach zebrało się około pół setki widzów. Marcin nie czuł tremy. Nie myślał nawet czy mu się uda, czy nie. Tak w głębi duszy cieszył się tym, że nie zawiódł Kasandry. Stanął na rozbiegu. Jola i tylko pół głowy niższy Piotrek stanęli obok Kasandry.
— Uda mu się? — zapytała Jola.
— Tak, w trzeciej próbie.
Marcin wystartował jak rakieta. Odbił się trochę przed deską. Biała chorągiewka. Chwila ciągnęła się w nieskończoność.
— Sześć metrów i dwadzieścia pięć centymetrów — usłyszeli wszyscy.
— Podejdź do niego, powiedz coś — rzekł Piotrek.
— Jeszcze nie czas — powiedziała cicho Kasandra.
Stasiek Czarny spojrzał z oddali, nadal spokojnie odbijał piłkę.
Drugi rozbieg. Marcin zaczął trochę wolniej. Pół stopy bliżej. Kiedy miał krok do belki wiedział, że spali. Nie miało sensu próbować. Przebiegł po piachu.
— Ostatnia próba — ogłosił sędzia.
Marcin ukląkł na murawie. Modlił się bez słów. Zobaczył, że Kasandra podchodzi. Czuł, że przegra.  Spodziewał się, że powie: uda się, lub : nie poddawaj się ”.
Napewno nie spodziewał się tego co usłyszał.
— Nie odpowiedziałeś, czy ci się podoba ta sukienka? To perski jedwab, wyszywany prawdziwymi złotymi nićmi. Mam zamiar iść w niej na zakończenie szkoły i będę tańczyć wszystkie kawałki z tobą. Poza jednym.
— Jest piękna i ty jesteś piękna.
Uśmiechnęła się nieznacznie i odeszła. Marcin podszedł na rozbieg. Ustawił ciało i zaczął czuć moc. Nie miał pewności jak to możliwe, ale widział przed sobą Kass w tej sukience. Nie widział ciała, tylko oczy i ją w sukience. Po dwóch krokach czuł, że przyspieszył. Prawa noga trafiła w środek belki. Podciągnął nogi wysoko...  
Już po wszystkim. Zobaczył białą choragiewkę. Zaczął otrzepywać piasek.
— Siedem metrów i trzynaście centymetrów — usłyszał głos sędziego.                          
Po chwili zaczęła się wrzawa. Pojawił się Stasiek.  
— Panie Pyrko, chcę skakać — krzyknął.
— Świat się nie kręci wokół ciebie. Pytałem, nie chciałeś — rzekł Pyrko.
— Możemy pobiec na sześdziesiąt — powiedział Marcin.
— Dobra — zgodził się Stasiek.
Pyrko chciał coś powiedzieć, ale widzowie zaczęli ustawiać się na finiszu. Trwało kilka minut zanim obaj chłopcy stanęli na starcie. Marcin spojrzał na widzów. Widział tylko miedziane włosy Kass. Stasiek wyszedł szybko. Szedł jak burza. Ale Marcin go dochodził. Wyprzedził na czterdziestym metrze i już nie oddał prowadzenia, aż do końca.
— Rekord Warszawskich Szkół podstawowych pobity, sześć i osiemdziesiąt osiem setnych — wrzeszczał sędzia, drugi nauczyciel wychowania fizycznego, profesor Kowalczyk.
Ostatecznie rekordu nie zaliczono, a Marcin nie był zainteresowany brać udział w igrzyskach międzyszkolnych. Jego skok w dal był lepszy niż aktualny rekord Polski młodzików, z tą różnicą, że Marcin skończył już piętnaście lat.
Stasiek umiał przegrać.
— Gratuluję, jesteś super — rzekł do Marcina.
Uścisnął mu dłoń. Podszedł do Kasandry.
— Zrobiłaś z niego supermana — rzekł i wyciągnął rękę.
— Zapomniałeś co powiedziałam ostatnio?
Tylko kilkadziesiąt osób to widziało, a słyszało może dziesięć. Marcin, Piotrek, Jola, pan Pyrko i Kowalczyk i jeszcze kilku uczniów. Ale najważniejsz wiedział tylko Stasiek i oczywiście Kassandra. Stasiek przypomniał sobie coś, co było nieracjonalne i nielogiczne. Jednak on wiedział, że to prawda. Czarny ukląkł na prawe kolano przed Kasandrą i powiedział głośno.  
— Przebacz, księżniczko.
Dziewczyna położyła mu dłoń na głowie.
— Przebaczenie przyjęte, wstań.
W oczach Staśka pojawiły się łzy. Odszedł powoli, ale nie załamany. Przeciwnie, czuł się bardzo szczęśliwy. Jak nigdy dotąd.
                                                           *
Wszystkie ósme klasy szykowały się do zabawy na zakończenie roku. Kończyli tydzień wcześniej, bo czekały na nich egzaminy do szkół średnich. Poza piątką najlepszych uczniów: Kasandrą Starbik, Marcinem Galak, Stanisławem Czarnym, Piotrem Zorza i Jolantą Rajnord.
Sale udekorowali sami uczniowie. Ciało nauczycielskie sprawdzało czy przypadkiem nikt nie wniósł alkoholu. Do tańca grała grupa kółka muzycznego, a w wypełnieniach pomagał sprzęt elektroniczny, czyli muzyka z płyt. Tańczyli razem i w parach. Kasandra włożyła tą śliczna sukienkę, pod spodem miała też jedwabną halkę, by zasłaniała wszystko. Razem z Marcinem zaszyli się w końcu sali. Obydwoje nie przepadali za muzyką rockową. Tańczyli tylko w przerwach kiedy szły wolne kawałki z płyt.
— Powiedziałaś, że zatańczysz wszystkie tańce ze mna, poza jednym — powiedział Marcin.
— Jesteś niecierpliwy, zaczekaj.
Poprzednio odmówiła trzem kolegom. Tańczyli przytuleni, ale nie tak bardzo. Marcin zobaczył Piotra z Jolą.
— Już tylko ci brakuje pół głowy — rzekł Marcin.
— Goni mnie — powiedziała Jola.
Nastapiła chwila przerwy.
— Zatańcz z Jolą, a ja zatańcze z Piotrkiem — szepnęła Kass.
— Zatańczysz? — zapytał Marcin, Jolę.
— Z tobą tak, bo wiem, że mój Piotrek będzie w dobrych rękach. Szkoda, że nasze drogi się rozchodzą.
— Może się zejdą. Ale jak chcesz wiedzieć na pewno, pogadaj z Kass. Ona wie lepiej.
O całkiem innych sprawach rozmawiała Kasandra z Piotrem.
— Kochacie się.  
— Bardzo!
— Pamiętaj, bądź jej wierny.
— Jestem i będę. A ty jak to wiesz, mówiła ci?
— Nie. Ja wiem. Północne światło to zorza polarna. Dobrze, że zeszliście się, bo pasujecie do siebie.
Kiedy taniec się skończył, Kasandra zagadnęła.
— Posiedźmy razem, bo minie wiele czasu zanim nasze drogi się zejdą ponownie.
— Cholera — przeklął Marcin — tuman ze mnie.
— Co się stało? — zapytał Piotrek i Jola razem.
— Zawsze się zastanawiałem jak ona to wszystko wie, a przecież ona jest Kasandra.
Kass uśmiechnęła się nieznacznie.
— Tylko nie mam samych złych przepowiedni i wierzysz mi.
Jola i Piotr dalej nie rozumieli. Dopiero Marcin im objaśnił skąd pochodzi imię Kasandra.
Zabawa miała się ku końcowi.
— Widzieliście Staśka? — zapytał Piotr.
— On mnie unika.
— To było niesamowite co zrobił na boisku! Dlaczego? — zapytał Piotr.
— Nie mogę teraz powiedzieć, kiedyś zrozumiesz.
Marcin też nie wiedział. Nikt, tylko Kass i Stasiek.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2890 słów i 17410 znaków, zaktualizował 3 paź 2017.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Nadal tajemniczo, wygląda na to, że nie jest zwykłą nastolatką, pewnie czeka nas niespodzianka później :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Tak. ;)

  • fandosz

    Co dalej???/,

  • AlexAthame

    @fandosz Podoba mi się twój komentarz. Pierwszy był identyczny.