Kryształ cz. 13, finał.

Sandy patrzyła za swoim ukochanym, kiedy wyszedł z psem. Czuła się szczęśliwa. Czuła jego miłość, cieszyła się również dzieckiem. Zabrała się za przygotowywanie obiadu. Jednak błogość tego co czuła trwała w niej nieprzerwanie. To, co się stało trwało krócej niż mrugnięcie oka. Nagle znalazła się w całkowitej ciszy i ciemności. Nie mogła zobaczyć nic. Nie czuła nic, nie słyszała, nie mogła również poruszyć żadną częścią ciała. Ale to, co owładnęło jej ciałem, nie mogło owładnąć jej wnętrzem. Tak! W pierwszej chwili poczuła strach. Nie tak o siebie jak o dziecko. Ale tylko w pierwszej chwili. Potem oddała się całkowicie Temu, który jej nie zawiodło do tej pory. Wiedziała, że jeśli to możliwe, Scott ją znajdzie. Pamiętała pierwszą wpadkę. Tym razem nie dała emocji zwyciężyć.
Powiedz mu, gdzie jestem, a on mnie odnajdzie, pomyślała.
Zaczęła widzieć, czuć i słyszeć. Zobaczyła sześć zielonych aniołów.
— Zabraliśmy cię od tego, kto nas zdradził. Będziesz tu zamknięta w ciemności do końca swoich dni, a on będzie cię szukał bezskutecznie — rzekł jeden z nich.
— Końcem mądrości jest zadufanie w sobie — rzekła Sandy. Jest tylko jedna nadzieja na jej powrót.
— Co nią jest? — zapytał jeden z nich.
— Tylko jedna istota w tym i innych światach jest niezależna — rzekła spokojnie.
W jednej chwili pozostało ich tylko trzech. Sandy wiedziała, że ci co zniknęli, nie chcieli czynić dłużej zła. Pozostali zniszczyli ich a ich moc, podwoiła się.
— Nie będziesz więcej wprowadzać zamętu, bo przez ciebie nas zdradził — rzekł ten, który odezwał się pierwszy.
Sandy znowu znalazła się w ciemności. Jednak czuła i wiedziała, że nie jest sama i że oni nie mogą w żaden sposób jej zaszkodzić więcej. Odczuła, że trzej, którzy zniknęli, są bezpieczni, mimo że zniknęli, zniszczeni przez pozostałych. Czuła, że nic nie jest w stanie zmącić jej spokoju. Czekała.
*
Dawid objął ich, jak matka tuli swoje małe. Nie wiedział, że moc dana Scottowi i Un-si hu pomaga mu. Znaleźli się w Mgławicy Łabędzia prawie natychmiast. Przez chwilę dane im było zobaczyć miliony rozsianych gwiazd i poświaty dalszych galaktyk. Ale znaleźli się tu nie by podziwiać, lecz by odnaleźć Sandy. Un-si-hu czuła do Sandy uczucie, jakie córka odczuwa do matki, mimo że biologicznie nie różniły się wiekiem, a Pachnący Księżyc była prawie tysiąc razy starsza. Może pokochała ją, ponieważ Scott był ojcem jej wybranego, a Sandy jego matką. Może, ponieważ sama nie pamiętała swoich rodziców, a Sandy zaczęła kochać ją z własnego wyboru, jak córkę. Miłość jest tak prosta, ale wytłumaczyć ją, jest niemożliwe.
— Czujesz, gdzie jest? — zapytała oliwkowa piękność.
— Tak, wiem to dokładnie, kochanie.
— Kochasz mnie jak córkę — szepnęła Un-si-hu.
— Od momentu jak się objawiłaś.
Nie zastanawiali się, jak to jest, że znajdowali się w pustce o temperaturze bliskiej absolutnego zera, a mimo to nie czuli zimna i słyszeli siebie.
— Gdzie jest dokładnie mama, bo nie mogę jej zlokalizować? — zapytał Dawid.
— Ukryli ją w czarnej dziurze, dlatego nie możesz jej odczuć — rzekł Scott. Ale uda ci się ją znaleźć, jeśli poszukasz ją sercem.
Po chwili Dawid odczuł matkę.
Tak, miałeś rację, przesłał mu myśl Dawid.
Po chwili znaleźli się w bardzo dziwnym miejscu.
Tak jak w oku cyklonu panuje cisza i świeci słońce, mimo że na zewnątrz szaleje huragan, tak było i tu. Jeśli by można mierzyć i oddalić się od miejsca, gdzie się niejako znajdowali, o parę kilometrów, tam panowałoby ogromne ciśnienie, gęstość materii i wszystkie pomiary zawiodłyby. Czas płynął inaczej i światło by było zakrzywione, a fotony uwięzione na zawsze. Ale tu w samym środku była pustka i całkowity chłód. Przenikliwe oczy Marsjanki dostrzegły Sandy. Uwięziona była polem magnetycznym i siłowym, którego źródłem nie była wcale black hole. Te siły wypływały z postaci o ich rozmiarach. Cała trójka dostrzegła zieloną poświatę.
— Jednak znaleźliście ją — przemówił zielony anioł.
Nie czuli w jego głosie zaskoczenia.
— Wszystko przebiega planowo, za chwilę was też unieruchomię na wieczność. Po chwili cała trójka znalazła się obok Sandy. — Właściwie to nie wiem, co będzie lepsze — rzekł anioł. Doskonały plan. Wy tu, a tam reszta moich. Tym razem nikt nie uchroni Ziemu ani Ally przed nami — zaśmiał się tamten.
— Och, to pułapka — rzekł Dawid. Co teraz zrobimy?
— A ja myślałem, że zatęskniłeś za mamą? — rzekł spokojnie Scott.
— Pewnie, ale nie widzę jej i nie mogę się ruszyć — odparł Dawid.
— A nie zastanawiasz się, jak to jest, że możesz mówić? — zapytał Scott.  
— Tak, właśnie, to dziwne. — odparł Dawid.  
— No już dosyć Scott — powiedziała Sandy, cieszę się, że was widzę.
— Och, nic nie pojmuję — rzekł Dawid.
— Pozwoliliśmy ci na to, byś podjął ostateczną decyzję — rzekła Un-si-hu, do porywacza.
Teraz odczuli jego zaskoczenie.
— Jak... to możliwe?  
— Możesz porzucić zło, a Bóg ci wybaczy — rzekł Scott.
— Co za bzdura. To my mamy moc i nic nas nie powstrzymuje — odparł tamten.
— A więc rozmyślaj o tym co czujesz i czego pragniesz — rzekła Un-si-hu.
Cała czwórka znalazła się znowu w przestrzeni, gdzie znaleźli się kilka chwil przedtem.
— Wybacz mi kochanie — szepnął Scott do Sandy.
— Już dobrze kochanie, wiedziałam, że mnie znajdziesz.
— A co z tamtym? — zapytał Dawid.
— To, co chciał uczynić nam, jego spotkało — rzekł Scott.
— Och, to straszne, wierzę, że Pan go kiedyś uwolni — powiedziała Sandy. 
 — Tak, to się kiedyś stanie, ale na razie ponosi go złość i wobec tego to trochę potrwa. Może wróci mu rozum, jeśli zrozumie i pozbędzie się pychy. Jest w lepszej kondycji niż H-oo, mówił do nas, chociaż wiedział, że porozumiewamy się pozazmysłowo. 
 — Co teraz zrobimy, Ziemia i Ally jest zagrożona? — zapytał Dawid. 
 — Nie obawiaj się synu, pamiętasz przemowę Othh-nee? To wiedz, że jego prośbą wówczas została wysłuchana.
— Więc Ziemia i Ally są bezpieczne?
— Tak, ale coś się tam dzieje. Czy chcecie być świadkami tego? — zapytał tajemniczo Scott.
— Tak — rzekła dziewczyna i Dawid.
Scott czuł Sandy, tuliła się do niego.
— Więc chodźmy, a właściwie przenieśmy się tam — powiedział Scott.
— Zastanawiam się teraz, że dostaliśmy się tu tak szybko — rzekł Dawid.
— Już niedługo pojmiesz resztę — rzekł Scott. Czas ani przestrzeń nie ma dla nas znaczenia.
Znaleźli się w okolicy Jowisza.
— Czemu, prawie doskonałe istoty to robią? — zastanawiał się głośno Dawid.
Oczywiście nie rozmawiali w normalnym sensie, bo nie było materii, która mogłaby przenosić falę głosowe. Jednak rozmawiali i to było dziwne.
Dawid zaczął pojmować ostatnie słowa ojca.
— A więc to, co nazwałem prawie doskonałością, jest dopiero początkiem.
— Widzisz synu, to co jest proste u ludzi, jest proste i u Stwórcy. Dobroć i mądrość, zło i głupotą mają tylko jakby kolejne stopnie i możliwości.
— Nie bardzo rozumiem tylko, czemu Am-en-ru powiedział, że jest ich tylko dwóch?
— Ponieważ ten, który pilnował Sandy, był dla niego nieuchwytny.
— Powiedziałeś, że dzieje się tu coś ciekawego — rzekł Dawid. Nie odczułem niepokoju o Ziemię i ludzi ani też o Ally i jej mieszkańców u was?
— Tak kochanie — rzekła Un-si-hu, poczuj sercem, to wszystko pojmiesz.
Dawid rozmyślał chwilę w swoim sercu jej słowa. Wcześniej kiedy walczył i niszczył statki, miał wielką moc. Teraz kiedy miał jeszcze większą, poczuł, że jest pośród nich najsłabszy. Ale nie odebrał tego z cieniem zazdrości albo z brakiem satysfakcji. Sam nie wiedział, że robi podświadomie, co powiedziała jego ukochana. Odczuwał sercem. I nagle zrozumiał i odczuł Pełnię. I nie tylko. Poczuł, że wraz z ukochaną, ojcem i matką stali się jednością. Aż do tego stopnia, że zatracił na chwilę poczucie osobiste. Nie był Dawidem. Był wszystkim. Wiedział też momentalnie, że Scott i Sandy czują to samo. Już wiedzieli, co uczynią, a właściwie co już uczynili. A teraz byli świadkami. Tak, jak powiedział Scott ani Ziemia, ani Ally nie musiała się niczego obawiać. Bowiem w czasie przemowy Othh-nee zrozumiał i oddał się pod opiekę Tego, który jest jedyny, niezawodny i niezależny. Cała czwórka obserwowała bezwymiarowo wysiłki pozostałej dwójki pięknych wizualnie istot, które tak daleko odeszły od dobra... Gdyby nie ochrona samego Boga z Ziemi nie zostałoby tu nic. Podobnie jak poprzednio z dwóch planet w sąsiedztwie Ally. Tym razem nieoryginalne zielone anioły miały daleko większa moc niszczenia niż ich stwórcy albo ojcowie. W swoim zadufaniu i pewności siły szli dalej i dalej... Im silniejsi i utwierdzeni w swojej doskonałości, tym bardziej się zatracali. Mimo że ich moc niszczenia była ogromna, nie mogli uczynić nic ukochanej, Błękitnej planecie Pana. Cała czwórka w jedności obserwowała, ale też wysyłała im prawdę.
Nigdy nie jest za późno. Odstąpcie. Nie czynili tego z wysiłkiem czy presją. Żaden z ziemian nie miał najmniejszego pojęcia co dzieje się w atmosferze. Początkowo dwójka atakowała bez uczucia, potem doszła złość. Jednak ich wysiłki pozostały bez efektu. Trwało to, w literalnym czasie, kilka dni. W końcu jeden z nich odezwał się telepatycznie do drugiego. Czy stało się to z powodu namowy czwórki, czy też z innego powodu? To było zakryte przed czwórką. Jednak się stało.  
— Zaprzestajemy — rzekł jeden. To nie jest dobre, więc nie jest mądre.
— Jesteś takim samym zdrajcą, jak Scott — rzekł drugi. Postąpię z tobą jak z tamtymi trzema.
— Czyń, co chcesz, ja zrozumiałem — rzekł pierwszy.
— Sam tego chciałeś — rzekł drugi.  
Po ułamku chwili nie pozostało z niego nic. Pozostał teraz tylko jeden z jeszcze większą mocą zniszczenia. Nigdy się nie dowiedział, że jego były wspólnik dostał się tam, gdzie jest zawsze światło i dobroć.
— Muszę coś zrobić — rzekła Un-si-hu.
W tej samej chwili pozostały, pełen mocy i zaślepienia, piękny stwór, znalazł się w miejscu, gdzie w promieniu milionów lat świetlnych nie było nic. Nie był jednak sam, czuł to. Galaktyki były delikatnymi punktami. Pojął jednak, jak to stało się możliwe. Zrozumiał coś jeszcze.
— Ty miałaś moc zniszczenia nas, zanim H-oo zniszczył wasze planety? Czy zabrałaś mnie tu by mnie zniszczyć, czy aby się do mnie przyłączyć?  
— Co jest najważniejsze? — zapytała Un-si-hu, pomijając jego pytanie.
— Moc — odparł tamten.
— Moc jest tylko narzędziem. Może służyć ku dobru, lub złu.
— Dobro jest nudne, zło atrakcyjne — odparł tamten.
— Oddam ci całą moją moc, co wówczas uczynisz?  
— Wrócę tam i dokonam to czego nie mogłem poprzednio — odrzekł bez wahania. Ale to najgłupsza rzecz, jaką możesz uczynić, jeśli to prawda.
— Zrobię to jednak — odparła spokojnie Un-si-hu.
Całkowicie zaskoczony, pochłonięty złem stwór, odczuł taką moc, jaka przekraczała jego wyobrażenie. Bez chwili zastanowienia pozostawił drobną istotę w całkowitej pustce. Tylko przez ułamek chwili przemknęło w jego umyśle, że ona żyje. I nie mógł pojąć, jak to możliwe. W tej chwili jego serce, chociaż inne niż człowieka, stało się zimne i twardsze niż neutronowa gwiazda. Zmienił też pierwotny zamiar. Nie zamierzał już niszczyć Ziemi. Wiedział, że ma moc, by zniszczyć Posłuszną. W ułamku chwili znalazł się tam.
Stanął od razu przed Am-en-ru.
— Mam moc nie do pojęcia przez ciebie — rzekł dumnie. Przyłączcie się do mnie, albo was zniszczę.  
Am-en-ru popatrzył na niego ze smutkiem. Milczał. Wiedział.
— Odmawiasz, wiec was zniszczę.
Poczuł, że jest jeszcze silniejszy. Jak gdyby energia wszystkich zielonych aniołów przeszła na niego.
— Zniszczę — rzekł. Zniszczę wszystko, bo jestem Bogiem.
Z jego rąk wystrzelił promień. Miał rozpuścić Posłuszną wraz z jej mieszkańcami.
Jednak ku jego zdziwieniu tak się nie stało. Miał podobne odczucie zdziwienia jak H-oo, kiedy ogień z jego wnętrza zamienił go w popiół. Znalazł się bowiem, w ułamku chwili, tam, gdzie pozostawił pozbawioną mocy Un-si -hu. Cała jego moc wybuchła. Zanim całkowicie przestał istnieć w swojej zielonej powłoce, zrozumiał jedno i jedno, zobaczył. Zobaczył, że energia miliona super nowych, z jaką eksplodował, zniszczyła jego, a nie uczyniła nic Un-si-hu. Zrozumiał, że jest tylko jeden Bóg, a on nim nie jest...
*
— Widzę — rzekł Dawid, to Pachnący Księżyc. Tam jest moja ukochana.
— Teraz rozumiem, co powiedziała mi na Marsie. Nie czekajcie na mnie, wiem, gdzie was spotkamy.
*
— Znalazłeś mnie — szepnęła Un-si-hu.
— Rozumiem prawie wszystko — rzekł Dawid. Ale proszę wyjaw mi jak to możliwe, że żyjesz? Jesteś bezbronna jak zwykła ludzka istota. Jaka moc cię chroni przed zimnem i pustką i przed tą energią zniszczenia?
— W twoim sercu jest odpowiedź.
Mimo absolutnego zera poczuł miłe ciepło, kiedy jej usta dotknęły jego ust. Czuł się przez chwilę dumny, że to jego miłość ją chroniła...
Epilog  
— A więc znowu jest nas tyle ile na początku — powiedział Am-en-ru.
— Tak, to była jedyna dobra decyzja — rzekł Scott.
On wam ją podał pierwotnie, ale wówczas nie byliście gotowi — odrzekł Am-en-ru. Zawsze by się znalazł ktoś, kto by chciał wykorzystać, to co macie i to w złej wierze.
— Jest jeszcze coś, o czym wiemy teraz. Pozostawieni przez H-oo, nie mieli duszy. Jak i ja jej nie miałem. Ale właściwy wybór gwarantował jej otrzymanie dla siedmiu, z których byłem pierwszy.
— Nie gwarantował, lecz był obietnicą i darem — szepnęła Sandy.
Karmiła maleństwo, a Scott patrzył na nich z miłością.
— Tym razem byłaś ze mną 9 miesięcy — szeptała Sandy do maleństwa.
— I będziemy się sobą cieszyć przez 18 lat — dodała. A potem wybierzesz Posłuszną albo Ziemię.
— Wiesz, że zostanie tu — szepnął Scott.
— Wiem, ale nie wpłynę na jej wybór — rzekła Sandy.
To trójka, a gdzie reszta uzupełniająca siódemkę?
Un-si-hu była też szczęśliwą matką. Miała chłopca. A kto był siódmy?
No cóż, to jest zagadka.  
I jeszcze coś się zmieniło. Frank rozstał się w przyjaźni z Betty. Był do końca swoich dni wierny żonie.
Chwileczkę. Co się stało? Jak to możliwe, przecież Betty zginęła wraz z innymi?
Tak, w innym czasie, którego nie było...

Niektórzy myślą, jaki jest raj lub życie wieczne. I wyobrażają sobie różne cuda. A tam jest wszystko to co tu, tylko we właściwej formie. Proste i trwałe.
Mała wzmianka w gazecie.
,,Popularna i lubiana przez personel kawiarni, Sandy Brown, zaginęła. Ostatni raz widziano ją w towarzystwie przystojnego młodzieńca, w dobrej klasy restauracji. Policja podejrzewa o porwanie jej byłego partnera, John Hitkinsa”.
Frank czasami miał sny, których nie pamiętał. Polubił też krokodyle i nie wiedział czemu. Margaret odzyskała wzrok. Ludzie stali się lepsi, zaczęli szanować Ziemie, siebie... Ally okrążała wielką gwiazdę wraz z czteroma zamieszkałymi przez ogromne dwunożne jaszczury, siostrzanymi planetami. Z zapieczętowanego przez policję mieszkania Sandy Brown zniknęły kryształy. W ułamku chwili połączyły się na zawsze z Prawdziwym Kryształem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2733 słów i 15832 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto