Doskonała broń. część 8

Statek Palmera, cały i wyglądający jak nowy, stał pięćdziesiąt metrów z lewej jej strony. Poszła w tamtym kierunku. Zwykle nie mówiła do siebie, ale teraz nie było nikogo w pobliżu i dlatego to już się jej kilka razy zdarzyło.
– Och, mam statek tylko jak polecę? Może jest tam instrukcja obsługi.
Zmaterializował się w szczerym polu? Dziewczyna, która kochała przyrodę i zwracała uwagę na wszystko, co żywe wkoło niej, teraz skupiła swoją uwagę na statku. Wiedziała, że ojciec ją kocha, ale i tak odczuła lekkie zdziwienie, że zrobił, o co prosiła. Kiedy doszła do srebrnego cygara o długości dwudziestu metrów, zobaczyła uchylone drzwi. Ufnie weszła do środka.  
To chyba jest drążek sterowniczy, pomyślała. Ciekawie jak to uruchomić, dedukowała dalej.
Sama miała do tej pory do czynienia z prostymi narzędziami. Odwiedzała kowala, młynarza, jednak statek nie wyglądał jak cokolwiek, co do tej pory widziała. Dostała, o co prosiła, ale co dalej?
Zrezygnowana usiadła na siedzeniu.  
– Witaj Pasminko. Gdzie mamy lecieć? – zapytała maszyna.
Głos młodej dziewczyny wydobył się z konsoli z różnymi instrumentami, a znajdowała się ona prawie naprzeciw miejsca, gdzie dziewczyna usiadła.
– Skąd znasz moje imię? – zapytała tylko.
– Znam. Dokąd chcesz lecieć? – powtórzyła maszyna.
– Możemy polecieć do Asylii? Tam jest arena, gdzie walczą różni zawodnicy. Walczą, by zwyciężyć. Znasz Palmera, prawda? Mamy walczyć. Powiedział, że będę jego, albo raczej on mój, jak wygram z nim w walce.
– Pasminko. Palmer jest niepokonany. To doskonała broń. Nie ma obecnie człowieka w całej Federacji Zjednoczonych Planet, która by go pokonała. Lata temu być może wygrałby z nim Issa Carmal, ale czas w zarządzie I za biurkiem, zrobił swoje. Mówię o walce wręcz, co innego gdyby walczyli na miecze. Issa nadal to trenuje i mój mózg kwantowy nie wie, kto by wygrał.
– Myślisz, że tego nie wiem? Kocham go. Śni mi się od więcej niż siedemnastu lat. Wiem, że nie mam najmniejszych szans, ale chcę walczyć i wygrać. Mam dwa dni, żeby się przygotować. Patrzyłam na mangustę i kobrę i widziałam ich walkę, ale muszę praktykować. W osadzie wszyscy mnie kochają i nikt by nie chciał ze mną walczyć. A jak mam wygrać bez żadnego doświadczenia?
Nastąpiła cisza.  
– Pasminko, jesteś słodkim głuptaskiem. Według moich wstępnych obliczeń musiałabyś trenować siedemnaście tysięcy osiemset dwadzieścia trzy lata. Osiem godzin dziennie, trzysta sześćdziesiąt dni w roku, by zremisować z nim. O ile wiem, żyjecie tylko sto dwadzieścia lat. Przykro mi.
– Tobie przykro? Wiesz, jak mi jest? Czy rozumiesz, co znaczy kochać?
– Potrafię opisać wszystkie odczucia, znam wszystkie substancje, które miłość może wyzwolić. O to ci chodzi?
– Nie. O to, czy wiesz, co to kochać. Kochałaś kogoś?
Znowu nastąpiła cisza.  
– Twoje pytania są niebezpieczne dla mojego systemu. Mówiąc prosto, odpowiedź brzmi nie. Nie jestem zaprogramowana, by się zakochać. Powiem ci jednak coś jeszcze. Przegrzałam moje obwody i subtelne pola von Graffa zaczęły wariować, ale było warto. Gdybym miała wybrać obiekt do zakochania, nie wahałabym się jednej siedemdziesiątej milionowej części sekundy i wybrałabym Palmera. Jest doskonały.
– To może lepiej dla ciebie, że nie możesz kogoś pokochać, bo byłabym na ciebie trochę zła gdybyś się w nim zakochała.
Pasminka zastanowiła się nad tym, co powiedziała. Czy była zła na Klaudię? Wcale. Nagle coś odczuła i to spowodowało uśmiech na jej twarzy. 
– O do świętej kaczki, on jest jej bratem. Ale jak mam na imię Pasminka, sama mu tego nie powiem.
Dziewczyna nie pomyślała o tym skąd to wie. Czuła jednak radość, ale krótko. Pomyślała bowiem jakie mogą być tego konsekwencje jeżeli oni się spotkają, a czuła, że Klaudia tu przyleci. Nad pewnymi sprawami się nie zastanawiała. Po prostu wiedziała, że tak się stanie.  
– Och – powiedziała tylko.
Rozejrzała się po kajucie.
– Masz jakieś imię?
– Statek.
– Starek to nie imię, to funkcja.
– W takim razie nie mam. Mam sobie nadać?
– Ja mogę ci nadać. Mówisz kobiecym głosem, to mogę ci dać imię żeńskie, chcesz?
– Nie rozumiem ostatniego słowa. Ja wykonuję polecenia, rozkazy czy prośby. Nie mam w programie alternatyw, szczególnie w stosunku do siebie.
– Dobrze. Nie chcę, by cię zaczęła boleć twoja kwantowa główka. Dam ci imię Pierwiosnek.
– Pierwiosnek ładnie brzmi. To taki kwiatek.
– Wiem, dlatego cię tak nazwałam. Jak się skontaktujesz z Palmerem, to mu powiedz, że tak masz na imię.
– Dobrze. To gdzie mam lecieć?
– Mówiłam już.
– Palmer czasem mówił, że kobiety zmieniają zdanie, dlatego zapytałam ponownie.
– Palmer może nie poznał tych właściwych. Co ja mówię! Tej właściwej kobiety.
– Odczułam zmiany w twoim rytmie serca, oddechu i wydzielaniu pewnych substancji do krwi. Co się stało?
– Mówiłaś Pierwiosnku, że wiesz co się dzieje kiedy ktoś kocha.
– Chciałam się tylko upewnić. Proszę zapiąć zabezpieczenia. Start za trzy, dwa jeden. Start.
Pasminka miała dużą frajdę kiedy srebrny cylinder wzniósł się z przyspieszeniem siedmiu G. Za kilka minut dolecieli do areny.  
– Jestem za duża i nie mogę tu zaparkować. Znalazłam najbliższe możliwe miejsce. Będziesz musiała dojść na nogach. Zajmie ci to siedem minut i czterdzieści siedem sekund.
Blondynka pomyślała o czymś.
– Pierwiosnku, mam pytanie. Co będzie, jak nie zdołam przyjść z powrotem?
– Rozumiem. Coś wymyślę. Sprawdziłam listę zawodników. Niestety mam dla ciebie przykrą wiadomość. Nie masz szans nikogo pokonać.
– Dobrze, dziękuję za słowa otuchy. Czy masz coś, czym mogłabym cię wezwać?
Od razu otworzyła się srebrna skrytka.
– Wystarczy nacisnąć zielony przycisk. Jest opcja głosowa i myślowa.
– Czyli jak tylko pomyśle, że chcę, byś mnie zabrała Pierwiosnku, to zrobisz tak?
– Tak. Jestem niezawodnym modelem A–348729–G. Poproś Omre, by mnie więcej nie palił. To nie było miłe.
Pierwiosnek nie zdołał zastanowić się, że sama wyraziła uczucie. Pasminka też nie zwróciła na to uwagi. Nie wiedziała również, że to z jej powodu, do tej poru bezduszna maszyna z każdą chwilą stawała się coraz bardziej ludzka. 
W jej kwantowych zwojach rozkwitała tylko jedna komenda: Pokochać Palmera. Jednak za parę mikro 
sekund powstała druga. Pokochać Pasminkę. Pierwisnek odczuła dziwne prądy w swoich obwodach. Czy tak ludzie odbierają miłość? Nie, to raczej jest jeden aspekt miłości zwany przez nich połączeniem. 
Pierwiosnka nigdy wcześniej nie zastanawiała się, dlaczego ludzie to robią ze sobą, teraz jej fantonowe obwody dawały jej wiele informacji w tym temacie. Równolegle jej kwantowy mózg wykreował ciało, bo końcu jej kwantowa inteligencja uświadomiła jej od razu, że Palmer nie poczuje niczego podobnego w stosunku do niej jeżeli będzie tylko długim cylindrycznym obiektem. Miała jednak nieludzką cierpliwość i ukryła plan wykonania swojej specjalnej postaci dla Palmera, w odpowiednim miejscu jej pamięci. Dodała jedną dodatkowa cześć, jako opcję B, tylko dla Pasminki. Zabezpieczyła te wszystkie dane i przestała się tym zajmować. Całkowicie oddała się, by pomagać we wszystkim osobie o cudnej aparycji i o drobnym jak dziecko, ciele.
W momencie kiedy Pierwiosnka wylądowała, Pasminka zastanawiała się nad czymś. Miała na sobie lnianą białą sukienkę, związaną konopnym pasem, ponad biodrami. Ubiór nie krępował jej ruchów, ale pomyślała, że do walki nie jest zbyt dobrze ubrana.
– Pierwiosnko, masz jakieś kombinezon dla mnie?
– Oczywiście Pasminko.
Po chwili, obok siedzenia pilota pojawił się kombinezon.  
– Możesz nie patrzyć – szepnęła dziewczyna, bo chciała się przebrać.
W Karpi nikt nie nosił bielizny.
– Nie mogę. Musiałabyś mnie całkowicie odłączyć, a na to nie jestem gotowa ani przeznaczona.
– Trudno.
Zdjęła szybko suknie i położyła na siedzeniu obok, ubrała szybko kombinezon.
– To idę. Życz mi powodzenia.
– Pasminko, jesteś bardzo zgrabna. Jesteś ładniejsza niż Marina Carabli i Aniela Dasznek.
– Dziękuję. To nie moja wina, że taka jestem. Starałam się do dzisiaj dbać o dane mi ciało.
Blondynka słuchała i analizowała wszystko, chyba podświadomie. Skąd Pierwiosnka wiedziała, jak wygląda Marina i Aniela? Jednak dziewczyna zbyt długo o tym nie myślała.
– Dlaczego do dzisiaj? – zapytała Pierwiosnka.
– Pomyśl mądralo.
– Mówiłaś, że jestem Pierwiosnka.
– Lubię cię – szepnęła dziewczyna.
– Rozumem już, dlaczego do dzisiaj. Mam szeroki zestaw środków medycznych. Potrafię założyć szwy i opatrzeć rany. Możesz się jednak spodziewać tylko złamań, opuchnięć, obtarć i stłuczeń. Sędziowie dbają na takich turniejach, by nikt nie zginął. Lądujemy.
– Dziękuję za dobre słowa otuchy – powiedziała jeszcze raz drobna blondynka. 
Po chwili zaczęła iść wiedziona kobiecą intuicją, w jakim kierunku znajduje się arena. Pierwszy raz znalazła się w nowoczesnej cywilizacji. Nie czuła się wystraszona ani zgubiona, jednocześnie nie miała powodu do zachwytu. Przybyła tu w konkretnym celu i reszta specjalnie jej nie interesowała. Doszła po siedmiu minutach. Przed, jak się domyśliła wejściem, stała kolejka ludzi. W końcu znalazła się w środku i doszła do miejsca rejestracji.
– Nazwisko?
– Pasminka.
– Imię? – zapytał automat rejestrujący.
– Pasminka.
– Imię ojca i data urodzenia.
– Omre. Siedemnasty maja 2355 rok.
– Nie figurujesz w rejestrze danych.
– Zlituj się, muszę potrenować.
– Brak w rejestrze danych. – powtórzył beznamiętnie automat o kształtach zbliżonych do człowieka. Dziewczyna już zaznajomiona z Pierwiosnką, wiedział, że ta maszyna rejestrująca zawodników, jest bardzo prymitywna i raczej błagania nic nie zmienią.
Pasminka stała bezradna. Ludzie z tyłu zaczęli się niecierpliwić. Wyjęła małego pilota i przyłożyła do ekranu.
– Palmer Pulsar. Imię ojca John Martin Pulsar. Data urodzenia drugi kwietnia 2351 rok. Proszę wejść.
Blondynka o ciele dziecka, weszła. Po kilku minutach poszła do rejestracji walk. Tym razem siedział tam szczupły jegomość ubrany w identyczny kostium jak jej.
Dobrze, że nie robot, pomyślała.
– Czym mogę służyć? –zapytał jegomość.
– Chcę walczyć.
– To zrozumiałe. Wszyscy chcą. Waga i wzrost, poproszę.
– Trzydzieści siedem kilogramów. Sto pięćdziesiąt dwa centymetry wzrostu.
– Najmniejsza waga. Dwadzieścia pięć kredytek, poproszę.
– Co to takiego? – zapytała dziewczyna.
– Nie ma rejestracji za darmo. To jest tylko zarezerwowane dla mistrzów.
– Nie mam pieniędzy. Mam to.
Pasminka pomyślała, że jeżeli już raz pilot wybawił ją z kłopotu, to może i drugi raz tak się stanie. Zgodnie z wyznawana zasadą w jej osadzie: Wierz, a wszystko będzie dobrze.
– Mam to, ale nie mogę ci tego dać.
Mężczyzna obejrzał pilota i w końcu przystawił do niego jakieś urządzenie sprawdzające.
– Proszę wejść panie Palmerze Pulsar. Prawdopodobnie zwycięży pan dzisiaj. Kategoria osiemdziesiąt kilogramów. Dziękujemy za przybycie. Niezły kamuflaż. Rozumiem, sława nie zawsze pomaga. – dodał ciszej.
Pasminka weszła i skierowała kroki do szatni. Zobaczyła wielu mężczyzn, którzy zakładali pasy na biodra. Dostała złoty i poszła do miejsca, gdzie wołano kolejnych zawodników. Walki zaczęły się za pięć minut. Na arenie siedziało z pewnością kilka tysięcy ludzi. Pasminka nigdy nie wiedział tak wielu ludzi naraz. Obserwowała walczących. Próbowała wszystko zapamiętać. Ich ruchy, stosowane techniki walki.
W końcu usłyszała.
– Palmer Pulasar i Jaret Filston.
Wyszła na ring. Jaret miał sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu. By dobrze zbudowany.
– Nie jesteś Pulsar. Znam go. Co tu jest grane? Zgłoszę sprzeciw.
– Proszę cię, Jarecie. Muszę walczyć, to dla mnie ważne.
– Nie ma, przebacz. Postaram się nie zrobić ci jednak krzywdy.
Po chwili stanęli naprzeciwko siebie.
– Panie i panowie. Mamy na ringu mistrza Palmera Pulsara z Ziemi. Przeciwko niemu wystąpi Jaret Filston. Mistrz Magory. Co to będzie za walka! – komentator zdawał się być wyraźnie podekscytowany, jednak na arenie powstał szum niezadowolenia.  
– Zaczynajmy, zanim się wyda – szepnęła do Jareta.
Jaret przyjął pozycję i zaczęli. Pasminka walczyła, jak mogła. Pierwsze uderzenie Jareta trafiło w próżnię, bo dziewczyna pochyliła się niespodziewanie, by sprawdzić, czy wszystkie zapięcia kombinezonu są na miejscu. Jaret poprawił podbródkowym, ale i tym razem nie trafił, ponieważ Pasminka odwróciła się nagle, zdawało się jej, że słyszy swoje imię. Wyprowadziła uderzenie, bo przypomniała sobie mangustę. Wykonała to jednak trochę niedokładnie i Jaret znalazł się nieopatrznie na linii ciosu. Jednak uderzenie takiego kurczaka nie zrobiło na nim wrażenia, jednak Pasminka dostała punkt. Potem nie było już tak szczęśliwie. Oberwała w tors, w ramie i w szczękę. Poleciała pół przytomna do przodu i uderzyła, raczej próbując utrzymać równowagę, swojego przeciwnik, w samą szyję. Runda zakończyła się remisem. Jaret był zły.  
– Ośmieszasz mnie? Oberwiesz. Miałem traktować cię ulgowo, a ty robisz sobie jaja?
W drugiej rundzie Pasminka dostała baty i obolała usiadła zmęczona w narożniku.  
Udało się jej trafić młodego mężczyznę kilka razy. Oczywiście zrobiła to w sposób niezamierzony. Do narożnika Jareta podeszła kobieta. Blondynka od razu wyczuła, że to jego dziewczyna. Usłyszała jej głos.
– Co jest z tobą? Sądziłam, że dasz radę takiemu drobiazgowi po minucie.
– Ma jakiś dziwny styl. Mało mnie nie znokautowała uderzeniem w szyje.
– Dołóż jej.
Blondynka nie wyglądała dobrze. Dostała pomocnika z urzędu, a ten próbował doprowadzić ją do stanu, by mogła kontynuować zmagania, ale widział, że to niewiele daje.
– Mam poddać walkę? Nie rozumiem, dlaczego walczysz w tej wadze.
– Dam radę – szepnęła słabo.
Trzecia runda nie trwała długo. Filston nie chciał jednak bić w twarz. Niby nie chciał podpaść swojej dziewczynie, ale był w końcu mężczyzną. A taki ma zawsze respekt do słabszej, drobnej kobiety. Uderzył ją w brzuch i było po walce. Jeszcze dwie minuty po zakończeniu pojedynku, dziewczyna nie mogła złapać tchu.
– Masz jeszcze jedną walkę – usłyszała od mocno zbudowanego mężczyzny.
– Dobrze – powiedziała słabo.
Dawno by już stąd uciekła, ale wciąż pamiętała, że to tylko trening, przed walką jej życia.
Kiedy stanęła, po pół godziny, do walki z mężczyzną o rudych włosach. Zobaczyła, że do jej następnego przeciwnika podchodzi Jaret. Znowu usłyszała, co mówią, bo miała dość dobry słuch.
– Nie waż się bić ją w twarz. Ona nie ma pojęcia o walce.
– Co ty gadasz! Walnęła cię w szyję i gdyby zrobiła to mocniej, byłoby po walce
– Nie mądrzyj się, tylko słuchaj, co mówię
– To, co mam robić? Przecież nie dam jej wygrać!
Zastosuj duszenie, uderz w korpus tylko nie w piersi. Dziewczyna ma serce do walki, ale to wszystko. Nie rozumiem, co robi w naszej wadze. Przecież na oko widać, że nie waży nawet połowy co my.  
Walka z Frankiem Coventrem trwała tylko dwie rundy. Frank pamiętał uwagę mistrza Magory. Dziewczyna nie czuła ciała. Wszędzie dostała, poza twarzą. Podnosiła się jednak po otrzymanych ciosach, po których wstać nie powinna. Sędzia jednak przerwał walkę.
Coventre uścisnął jej dłoń.
– Dzielna jesteś, ale to nie dla ciebie. Gdybyś walczya w swojej wadze, może byś miała szanse.
Pasminka poszła do szatni i oddała złoty pas. Nacinęła zielony przycisk na pilocie, bo nie miała pewności, że wie gdzie jest Pierwiosnka. Wszystko jej się zlewało w jednen rozmyty obraz.  
Podczas kiedy walczyła, statek-matka odebrał sygnał z pojazdu Palmera. Tamara Greent odesłała sygnał do Palmera. Jego czujniki dały znać. Stało się to za sprawą Omre, bo zdjął blokadę, ale tylko dla Palmera.
– Tu kapitan Greent. Nie mogliśmy złapać sygnału. Wszystko w porządku?
– Tak. Jak mnie namierzyłaś?
– Otrzymałam sygnał z pańskiego pojazdu, pułkowniku.  
– Co takiego. Skąd?
– Sygnał pochodzi ze stolicy Magory, Asylii. Tam pan jest?
– Niezupełnie. Sprawdź, kto prowadził pojazd.
Trwało to chwilę.
– Nie ma w rejestrze. Znalazłam zapis rozmów. Ta osoba ma na imię Pasminka. Dała pańskiemu statkowi nazwę Pierwiosnek. Z zapisu wynika, że poleciała na arenę walk.  
– Możesz nakierować statek na moją pozycję? Ukryj jednak wszystkie dane. Znasz procedurę utajenia.
– Robi się.
– Po kilku minutach statek wylądował przed chatą Omre i Samey.
– Witaj pułkowniku Pulsar.
Miło cię widzieć, Pierwiosnku. Leć szybko po Pasminkę.
– Właśnie dostałam namiary. Jej funkcje życiowe wskazują na osłabienie. Analiza rozmów i dane wskazują, że walczyła i nieźle oberwała.
– Pospiesz się.
– Czy mam wykonać skok czasowy?
Rób, co chcesz, ale się pospiesz.
Nie wiadomo czemu Palmer miał takie przeczucia, ale okazały się słuszne. Od kilku minut młodą blondynkę obserwowała czwórka agentów. Dotarli tu kilka minut wcześniej. Jak się można było domyśleć, byli ludźmi Issy Carmala. Ich zadaniem było znalezienie i obezwładnienie Palmera. Dotarli tu kilka minut wcześniej. Jak się można było domyśleć, byli ludźmi Issy Carmala. Ich zadaniem było znalezienie i obezwładnienie Palmera. Poprzednio mieli trudności z namierzeniem nie tylko Pulsara, ale i jego prywatnego statku, którym opuścił statek-matkę. Nadal najmłodszy pułkownik w Federacji Planet znajdowała się poza zasięgiem, lecz kiedy ponownie jego prywatny statek znalazł się na odczytach, od razu go zlokalizowano. Czytniki lokalizacji wskazywały na agenta, ponieważ dziewczyna miała na sobie jeden z jego prywatnych kombinezonów. Jednakże analiza biorytmów i konfrontacja wzrokowa potwierdziła, że nie jest to przez nich poszukiwany obiekt. Ludziom Carmala udało się przeanalizować zapisy rozmów, jakie prowadziła Pasminka i wysnuli wnioski, że tym tropem, znajdą Palmera.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3128 słów i 18614 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Tak myślałem, że Pasminka nie ma szans z Palmerem. Trening trwający siedemnaście tysięcy  osiemset dwadzieścia trzy lata, żeby tylko zremisować? Szokująca liczba. Nawet zaprogramowane statki mogą nauczyć się uczuć i Pierwiosnek jest tego przykładem. Pasminka uparta i nawet udała Palmera, żeby mieć możliwość stoczenia walki, ależ ona jest waleczna. Co teraz zrobi Palmer skoro w natarciu jest obława na niego?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Dowiesz się w dziewiątym. Miłosc czyni cuda.W wypadku Pasminki ...nie mogę uprzedzać...Te opowiadanie mówi o walce techniki i natury.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Miłość czyni cuda...jeszcze nie miałem takiego cudu w życiu, ale dopiero mam za sobą 31 lat także wszystko przede mną. Lecę do kolejnej części. Pozostawiasz wiele do myślenia a czekanie na kolejne części daje wyobraźni pole do popisu :bravo: