Doskonała broń. część 4

Palmer przyjął tę informację bardzo poważnie, mimo że Lone zareagował wybuchem wesołości.
– Nie posiadacie broni nuklearnej, a wiesz, co mam na sobie. Ona się pomyliła. Raczej nie moglibyście mi zaszkodzić.
Lone widocznie nie zrozumiał, bo tylko się roześmiał.
– Nie bardzo rozumiem dlaczego, się śmiejesz.
– Śmieje się, bo ona miała rację. I ona wiedziała w odróżnieniu od ciebie, że będziesz w niebezpieczeństwie. Tylko zagrożenie nie jest tego rodzaju, co sądziłeś. Całe jej życie myślałem, że Pasminka jest jedyną mieszkanką Karpi bez żadnych zdolności, typowych dla moich braci i sióstr.
– Nie mam pojecia, o czym mówisz.
Nagle młody pułkownik przypomniał sobie, że musi zawiadomić Tamarę i Jakowa o zniszczeniu statku. Jednocześnie nie chciał, by Ziemia się o tym dowiedziała. Jak się już domyślił, Lone czytał jego myśli.  
– Mówiłem ci, że brak ci cierpliwości. W najgorszym razie oddamy ci statek. Dojdziemy do naszej wsi za piętnaście minut. Poznasz kilka osób. Oni też nie mogą się doczekać, by poznać niedoszłego zabójcę.
To zdanie nie za bardzo spodobało się Palmerowi.
– Mówiłem, że bym tego nie zrobił.
– Dlatego nazwałem cię niedoszłym zabójcą. Wszystko będzie dobrze, tylko wierz.
– W co mam wierzyć?
– Że wszystko będzie dobrze, przecież to powiedziałem.
– Może dla ciebie to jest proste, ale nie dla mnie. Robię, co robię i jestem w tym niezły. Spaliliście mój statek, a właściwie nie mój, tylko Federacji. Zgodnie z regulaminem, winny będzie musiał zeznawać i sąd rozstrzygnie o jego winie.
– O tak? A kto rozstrzygnie o winie Rady? Jak ma się równać statek wartości dwudziestu siedmiu milionów kredytek do wartości życia trzech tysięcy ludzi, co? Poza tym powiedziałem ci, że w najgorszym razie oddamy ci statek.
– Ciekawe jak. Przecież podobno nie używacie narzędzi.
– Martwisz się niepotrzebnymi sprawami. Nie dziwi cię, że Polar spalił ci statek z odległości stu kilometrów, a nie wierzysz, że otrzymasz go z powrotem?
Palmer zaczął czepiać się drobiazgów, chociaż jeszcze tego nie dostrzegł.
– Stu kilometrów? Przecież ogień widzieliśmy najwyżej z dwóch kilometrów.
– Polar ci opowie dokładniej. Proces zapalenia zaczął się wcześniej, widocznie inni działali z nim wspólnie, żebyś wylądował waśnie w tym miejscu. 
Młody agent zaczął przypominać sobie pojedyncze zdania Lone.
– Dlaczego woda z wodospadu Kryształowej Skały nie jest posłuszna na wasze czary i skąd taka nazwa tego miejsca? Woda smakowała wybornie. My uzdatniamy wodę we wszystkie potrzebne elementy, ale ta, którą piłem niedawno, smakowała świetnie.
Kryształowa skała jest taka tylko zaraz po wschodzie naszego słońca. Kiedy jej młodszy brat wschodzi, wygląda już aż do kolejnego wschodu, jak zwykła skała. Kiedyś musisz się tam wybrać.
Przez chwilę szli w milczeniu.
– Kim jest Pasminka?
Tym razem Lone nawet na niego nie spojrzał.  
– Jest powodem, dla którego tu jesteś.
– Nie rozumiem. Przybyłem tu, bo mam zadanie.
– Wiem, że nie rozumiesz. Pobędziesz trochę z nami, to ci sie rozjaśni . Nie mówili ci w stolicy, że tu nie można się dostać? Myśmy nie chcieli, ale ona się uparła.
– Powinienem wrócić za cztery dni na Ziemię, inaczej Stanley będzie miał kłopoty z Klaudią.
– Chodzi o to, co jej obiecał? Cóż, czasem nie jest tak, jakbyśmy chcieli. Nie mam rozkazów żadnej rady, ale też nie wszystko jestem zobowiązany ci mówić. Powtórzę jeszcze raz. Wierz, że będzie dobrze, a tak się stanie.
– Kwestią jest to, że nie wiem, co dla mnie ma być dobre.
Palmer to powiedział i zrozumiał, że pierwszy raz w życiu zaczął kwestionować wszystkie dotychczasowe prawdy. Dostrzegli pierwsze chaty Karpi.
– Tu nie może mieszkać trzy tysiące ludzi – powiedział jakby do siebie.
– Tu mieszka siedemdziesiąt osób. Reszta mieszka dalej. Karpia ma sto dwadzieścia kilometrów. Takich osad jak ta, jest dziesiątki.
Zanim weszli w granice wsi, bo Palmer wiedział z informacji nabytych, że takie zbiorowisko ludzi nazywano kiedyś wsiami, dostrzegli grupkę pięciu ludzi. Jego analizatory twarzy dały mu wiadomość, że przed nim idą członkowie nowego zarządu. Pierwszy wysunął się na przód trzydziestopięcioletni, Larry Mitchel, czyli przewodniczący. Za nim dostrzegł Lee Zen–tao, Marinę Carabli i Anielę Dasznek. Piąty człowiekmiał czarne włosy i Palmer nie miał pojecia kim jest, bo jego analizatory twarzy milczały .Cała rada zarządców Karpi była ubrana w stroje, podobne jaki miał na sobie Lone.
– Witaj, Palmerze Pulsar. W imieniu swoim i reszty niedoszłej rady zarządców Karpi składam na twoje ręce rezygnację. Jest nam przykro, że nie chcieliśmy dać znaku.
– Jest wam przykro, że nie daliście znaku? Co ma to znaczyć.
– Nie doszedłeś jeszcze do wsi, a już masz solidne wątpliwości co do systemu władzy całej federacji. Myśmy od razu mieli podobnie. A kiedy dowiedzieliśmy się, co Rada planuje, pozbyliśmy się najmniejszych wątpliwości co do słuszności naszego wyboru.
– Skąd wiedzieliście o tym. Przecież o była ściśle tajna informacja.
– Skoro można latać szybciej niż światło i to miliony razy, to jak widać z tego, można coś wiedzieć, co jest bardzo utajone. Pobędziesz tu trochę, to zrozumiesz. Najtrudniejsze nie jest to, o czym mówiłem, ale to, że utrzymujemy prywatność, wiedząc o sobie wszystko. Lepiej powiem, mogąc wiedzieć o sobie wszystko.
Palmer przypomniał sobie kolejny drobiazg, o którym wspomniał Lone.  
– Czy jest z wami ktoś, kto nie ma żadnych nadzwyczajnych zdolności?
– Masz na myśli rdzennych mieszkańców Karpi? Wszyscy sądziliśmy, że jest nią Pasminka, ale teraz wygląda na to, że ona ma więcej zdolności, niż wszyscy myśleli. To się diametralnie zmieniło kiedy powiedziała nam, że przylecisz. Nie oznajmiła nam, że przyleci jakiś agent, tylko że to będziesz ty.
Nagle nie wiadomo dlaczego Palmerowi zaczęło się wszystko układać w głowie.
– Czy to ją miała na myśli Klaudia, mówiąc o moim niebezpieczeństwie?
Przewodniczący niedoszłej rady zarządców Karpi, spojrzał na młodzieńca nieco inaczej.
– Robisz postępy, agencie Palmer. W rzeczy samej.
– Nie rozumiem, co masz na myśli. To, że jest córką Omre nie sprawia, że mi w czymś może zagrozić.
Larry spojrzał pytająco na Lone.
– Powiedziałeś mu to?
– Ależ skąd. Pułkownik Palmer ma pewnie zdolności jasnowidzenia, ale nigdy wcześniej o tym nie wiedział.
– O czym mówisz, Lone. Znam się na walce, umiem trochę obsługiwać maszyny transportu wodnego, podwodnego, naziemnego, powietrznego i kosmicznego oraz znam się trochę na psychice ludzi, ale o żadnych zdolnościach typu czarów nie wiem.
– W takim razie skąd wiedziałeś, że Pasminka jest córką Omre. On nie kłamie, a słyszeliśmy, że mówił, że ci tego nie powiedział.
– Nie mam pojęcia, skąd wiem, że Pasminka jest córką Omre i Samey. Przykro mi, że jej mama, Padwera, zmarła osiemnaście lat temu.
Tym razem nie tylko Mitchel, ale zarówno Lee Zen–Tao, Marina i Aniela zdziwili się bardzo, bo nie mieli o tym najmniejszego pojęcia. O czym nie wiedzieli, wiedział o tym tylko jej ojciec i sama Pasminka, bo Omre zamknął tę wiadomość nawet przed jasnowidzami z Karpi. Palmer nie zdawał sobie sprawy, że zna imie ojca dziewczyny, jego aktualnej żony i matki osoby, która niewątpliwie coś o nim wiedziała.
Weszli pomiędzy chaty i po chwili zaczęli wychodzić z nich ludzie. Dzieci, starcy i osoby w średnim wieku. Wszyscy mieli coś w rekach. Niekórzy jedzenie inni ubiory czy proste narzędzia. Palmer wiedział w jakiś sposób, że to podarunki. Czuł intensywnie czyjeś spojrzenie. Po kilku sekundach znalazł osobę, która na niego patrzyła. Wiedział z pewnością, że to Pasminka. Drobna blondynka o dużych błękitnych oczach, w odcieniu koloru nieba nad Karpią, nie miała niczego w dłoniach. Prowadzony nieznaną siłą podszedł od razu w jej kierunku.
– Witaj Pasminko. Dlaczego nic dla mnie nie masz? Podobno jestem tu dzięki tobie, a jednak wbrew tradycji serca, nic dla mnie nie masz?
– Witaj Palmerze Pulsar. Wiesz już trochę, a nie wiesz najważniejszego. Ten, co nie ma nic w rękach, daje wszystko, co ma.
Młody agent Federacji poczuł się dziwnie, słysząc te słowa.
– Co masz na myśli, mówiąc, daje wszystko, co ma?
– Pomyśl. – zarumieniła się lekko.
Palmer przypomniał sobie natychmiast rumieniec na twarzy Klaudii.
– Skąd mnie znasz, dziewczyno? – zapyta tak i poczuł, że dziwne sprawy dzieją się w jego duszy.
On nieustraszony wojownik poczuł się zagrożony. I to nie jak w zwykłym tego słowa znaczeniu, ale inaczej, w środku swojego jestestwa.
– Jesteś szczerego serca Palmerze Pulsar, to ci powiem. Ludzie mają różne sny, ja mam od zawsze jeden.
Palmer patrzył na nią i czuł, że coś dzieje się w jego sercu.
– Chcesz powiedzieć, że śnisz o mnie?
– Nie o tobie, tylko ciebie. Wierz mi, że pragnę zrobić to co Klaudia, ale to nie byłoby uczciwe wobec niej.
– Jestem wytrenowanym wojownikiem, ale czuję się bardzo dziwnie, kiedy z tobą rozmawiam. Dawno dawno temu, pewna wojowniczka, córka króla oznajmiła, że wyjdzie za kogoś, kto ja pokona w walce na miecze. I Brunhilda pokonał Gotfryd*. Wiem, że nie brzmi to dobrze, ale dostaniesz to, czego pragniesz jeżeli mnie pokonasz w walce bez użycia żadnej broni. Przykro mi, bo jestem wytrenowanym wojownikiem i jak do tej pory nikt mnie nie pokonał.
Powiedział to i sam poczuł wstyd za te słowa. Odczuł natychmiast wzrok zgromadzonych mieszkańców Karpi.
– Nie czujesz wstydu, to mówiąc, Pułkowniku Palmer? – zapytał Lone. – widzisz jakie to chuchro. Ledwo wiadro z wodą udźwignie, a ty ją wyzywasz do walki wręcz?
Palmer pierwszy raz w życiu poczuł się zawstydzony.
– Proszę, wybaczcie mi te słowa. To ja powiedziałem, ale wierzcie mi, że nie ode mnie one pochodzą. Skoro jednak to powiedziałem, nie mogę ich cofnąć.
Popatrzył po wszystkich zgromadzonych w koło twarzach i we wszystkich oczach dostrzegł karcący i nawet oskarżający wzrok. W końcu spojrzał na Pasminkę, lecz niczego takiego nie dostrzegł w jej ślicznych oczach.
– Skoro to powiedziałeś, niech tak będzie. Być może nie wygląda to na uczciwe, ale niech tak zostanie. Dasz mi kilka dni na przygotowanie? Jak do tej pory stoczyłam w życiu jedną walkę z kogutem i nieźle oberwałam. Poszłam po jajka do kurnika, a pan kilku kurek widocznie był innego zdania I nie pozwolił mi ich zabrać.
Palmer poczuł się naprawdę okropnie. Kruszynka ważąca mniej niż czterdzieści kilo i niższa od niego o głowę nie miałby z nim szans, gdyby skrępowano by jego lewą rękę do prawej nogi, a prawą rękę do lewej. Jednak wiedział, że nie może odwołać swoich głupich słów.
– Przykro mi jeszcze bardziej, bo muszę wkrótce wracać na Ziemię.
Zobaczył dwie wielkie łzy toczące się po jej ślicznej buzi.
– To mi jest przykro Pamerze Pulsar, bo to za moją prośbą spalono twój statek. Daj mi jednak trzy dni. Do tego czasie poprobuję powalczyć, żeby się wprawić, a na czwarty dzień, dostaniesz swój statek z powrotem.
Pasminka wytarła szybko łzy i pobiegła do swojej chaty. Lone pokiwał zrezygnowany głowa i udał się za nią. Mieszkańcu składali przed nim dary i odchodzili. Po chwili został sam. Nigdy w życiu nie czuł się tak okropnie. Był jednak wojownikiem i musiał stawić czoła temu wrogowi. Po kilku minutch kiedy samotnie stał po ośrodku osady i patrzył bez uciechy na prezenty, podszedł do niego człowiek o czarnych jak smoła włosach.
– Pomogę ci zanieść prezenty do twojej chaty. Wierz, a wszystko będzie dobrze.
– Łatwo ci mówić Omre, jestem wojownikiem i nie mogę udawać kiedy walczę. Miliardy mil stąd zostawiłem jedno serce, a teraz czuję, że złamałem drugie. Co jest dobre dla mnie? Twoje włosy są jak smoła. Nigdy takich nie widziałem. Podobno granice skoków w nadprzestrzeń zamyka sfera o takim kolorze. Wiesz coś o tym?
– Wiesz coraz więcej, Palmer. Nikt w osadzie nie znał mojego imienia, nawet Lone, który wie prawie wszystko, a ty jednak wiedziałeś. Powiem ci zatem coś. To ja zamknąłem przestrzeń. Zrobiłem to, by ograniczyć pychę ludzi. Myślałem, że kiedy zrozumieją swoje miejsce, wówczas usunę granicę. Wiem jednak, że wówczas nie będą szukać czegoś daleko, co mają bardzo blisko. Właśnie tego obawiała się Rada, teraz to rozumiesz. Niestety, Ciemność pobrała z nieznanego mi miejsca moc, rozrosła się i chce teraz zniszczyć całą galaktykę. Czuję się winny, ale mam nadzieję. I ty wierz, a wszystko będzie dobrze. To nie jest ważne, że teraz nie wiesz, co jest dla ciebie ważne i dobre. Kiedy uwierzysz, zrozumiesz. Czas na obiad. Moja żona przygotowała dla ciebie coś specjalnego. Nie martw się o Tamarę i Jakowa. Ani oni, ani nikt z federacji nie wie, że spalono twój statek. Pobędziesz trzy dni, Pasminka się przygotuje. Powalczysz z nią, a następnego dnia odzyskasz statek i zobaczysz, co będzie.
Mężczyzna o czarnych włosach zaczął zbierać prezenty przeznaczone dla Palmera. Ten zabrał resztę i nieco podłamany udał się za Omre do chaty, którą przygotowano dla niego. Nie zwrócił jednak uwagi, że tajemniczy i z pewnością pełen mocy mężczyzna nie powiedział, postanowisz i zrobisz, co zechcesz, tylko odrzekł, zobaczysz, co będzie.
Miliardy mil od Magory, na błękitnej planecie po pięknej twarzy Klaudii spłynęła łza. Opowiedział ojcu i mamie, wszystko. Następnego dnia generał Clark rozmawiał z Issa i po tej rozmowie pierwszy raz zaczął mieć wątpliwości co do tego, na jakim miejscu żyje.  

                                                                 Trzy dni wcześniej.

– Zanim zaczniemy rozmawiać, muszę pójść do mojego pokoju – rzekła Klaudia.
Stanley i Rebeka siedzieli na kanapie w kolorze jasnego brązu, do złudzenia przypominającą cielęcą skórę. Od dawna zaprzestano zabijać zwierzęta. Prawdę mówiąc, nie zostało ich wiele na ziemi. Starano się utrzymać większość gatunków przed wymarciem, ale nie zawsze się to udawało.  
– Musimy jej powiedzieć – rzekł Stanley.
– Dlaczego właśnie dzisiaj? – zapytała Rebeka.
– Pocałowała go.
– W usta?
– To stało się w moim biurze. Tak, w usta, ale chyba nie był to bardzo namiętny pocałunek. Palmer wyglądał na całkowicie zaskoczonego. Może popełniliśmy błąd.
– Nie mogłeś postąpić inaczej. Uważano by, że go promujesz. Te wasze przepisy i reguły. – zrobiła skwaszona minę.
– Sam nie wiem. Jak to przyjmie? Znienawidzi nas?
– Jest dobrą osobą, nie powinna.
Usłyszeli jej kroki i musieli przerwać zaczętą rozmowę.
– Jestem gotowa na wyjaśnienia.
– Dobrze, kochanie. Możesz mówić szczerze.
Popatrzyła na niego z wyrzutem.
– Nie kłamię. To, że nie mówiłam wam z kim mam kontakty i czego dotyczą, nie jest przestępstwem.
– Od czasu powstania Federacji ciężko je popełnić.
Klaudia patrzyła na nich swoimi zielonymi oczami. Widocznie ważyła w swoim sercu jak zacząć tę rozmowę.
– Nie jestem całkowicie przekonana, że żyjemy w cudownym świecie – zaczęła.
Stanley musiał się powstrzymać, by nie odczuła jego myśli. Kiedy by to powiedziała wczoraj, natychmiast by się starał wyprowadzić ją z błędu. Jednak dzisiaj, po wyjściu Palmera, a potem córki, rozmawiał z Issą i po tej rozmowie odczuł dokładnie to samo. Szef federacji rozmawiał z nim na niezwykle bezpiecznej linii i dlatego pewnie wyjawił mu coś, czego nawet on, generał, odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne Ziemi, nie wiedział. Jednak Rebeka nie znała treści rozmowy, jaką jej mąż przeprowadził z Szefem Rady Federacji i ona zareagował odpowiednio. Takie zdanie, które właśnie wypowiedziała Klaudia, wywołałoby niezadowolenie u dziewięćdziesięciu dziewięciu z dziewiątkami po przecinku, procentem ludzi nie tylko na Ziemi, ale na większości zamieszkałych planet w całej galaktyce.
– Co mówisz Klaudio! – Rebeka podniosła nieco głos.
Można w nim było wyczuć niezadowolenie, żal, niezrozumienie i z pewnością zaskoczenie.
– Nic nie wiesz, mamusiu. Jestem pewna, że tata wie, ale z racji swojego stanowiska musiał to zachować w tajemnicy.
– O czym mówisz, córko? – próbował blefować, mając małą nadzieję, że Klaudia nie wie, o pewnych sprawach. O ile wiedziała, już stawiało to ją w wielkim niebezpieczeństwie.
– Sama byłam przekonana, że żyję w istnym raju. Jeszcze kilka lat temu wyśmiałabym każdego, kto by powiedział podobne słowa. Powiedz tato, wiesz?
Spojrzał na nią krótko, ale chciał jakby prześwietlić na wylot jej mózg, by dowiedzieć się, o jakich tajemnicach wie. Mógł powiedzieć jej wiele jako ojciec, niestety jako szef ochrony spraw wewnętrznych Federacji, nie mógł.
– Powiedz najpierw, co skłoniło cię do przyjścia do mojego biura. Odłączenie nasłuchu nie mogło ujść tym, którzy mnie chronią.
– Chyba kontrolują – żachnęła się miedzianowłosa.
– Chyba się zapominasz – powiedział ostro, ale od razu jego ton głosu doszedł do normy.
– Obawiam się o Palmera. Prawdę mówiąc, obserwowałam go od kilku lat, a kiedy w końcu go zaprosiłeś, moje serce wiedziało, że jest mi bliski.
Generał chciał za wszelką cenę oddalić objawienie przed nią, z pewnością bolesnej dla niej prawdy i dlatego ponaglił ją do wyznania skąd wiedziała o misji Palmera Pulsara.
– To, że Palmer ma lecieć dzisiaj wieczorem do mgławicy Andromedy, było ścisłą tajemnicą. Dlatego oczywiście mam główne pytanie do ciebie, jak o tym wiedziałaś?
– Kontaktuję się od jakiegoś czasu z pewnymi osobami, które mają na względzie dobro ludzi.
– Wszyscy mamy, kochanie – wtrąciła matka – od więcej niż stu lat żyjemy w najlepszym systemie. Nigdy nie było tak cudownie jak teraz. Poza faktem, że jednak musimy się starzeć i umierać, wszystko inne jest wspaniałe. Nie ma głodu, przestępczość jest prawie na zerowym poziomie. Wszyscy żyją w pokoju i wzajemnej przyjaźni.
Klaudia popatrzyła na nią dłużej. Czyżby obawiała się objawić jej prawdy? Sama przez długi czas nie chciała w to uwierzyć, co jej przekazano. Jak mama to przyjmie? Czy tata potwierdzi? Sądziła, że ją kochają i wszytko inne będzie na drugim miejscu. Zdecydowała się inaczej. Nie chciała oczywiście ujawniać imion swoich rozmówców. Postawiła wszystko na jedną kartę. Zaufała Stanleyowi. Nie jako generałowi w służbie ochrony wewnętrznej Federacji planet, ale jako ojcu. Zwróciła wzrok w jego kierunku i rzekła.
– Możesz mamie to powiedzieć? Chyba nie jest możliwe, byś nie wiedział, co się stało na w gwiazdozbiorze Panny. Chodzi o planetę Lurne.
– Wiemy wszyscy, co się tam stało. Nawet przy naszym stanie techniki nie zawsze uda się zapobiec naturalnej katastrofie.
– Nie powiesz mi, że nie wiesz. – powiedziała twardo Klaudia.
Do dzisiejszego wieczoru naprawdę nie wiedział. O jakże poniżony się czuł, kiedy Issa wyjawił mu, co naprawdę stało się dwadzieścia pięć lat temu w młodym systemie planetarnym AKC– 264. Postanowił jednak zataić to co usłyszał i powtórzył oficjalną wersję.
– Gwiazda wybuchła i zniszczyła częścią swojej materii, Lumę.
Klaudia zaczęła się histerycznie śmiać.
– Wybucha? Sfałszowano wszystkie odczyty. Ludzie na Lurnie chcieli innego życia, ale nie dano im nawet szansy. Nie mów mi, że tego nie wiesz! – krzyknęła.
Rebeka patrzyła to na męża to na córkę.
– Stanley, powiedz coś! To przecież była eksplozja części masy ich słońca, której nikt nie przewidział, prawda?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3431 słów i 20028 znaków, zaktualizował 1 lip o 8:52.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Analizatory twarzy to wcale nie jest takie głupie i pewnie w przyszłości coś takiego wymyślą i wtedy agentura odejdzie do lamusa. Poruszanie się milion razy szybciej niż światło byłoby przełomem, gdyby człowiek umiał to wykorzystać, żeby po ewentualnej śmierci Ziemi odnaleźć w galaktyce planetę o podobnych właściwościach, ale to pewnie się nigdy nie wydarzy - znaleźć i eksplorować planetę podobną do naszej. Czekam na walkę Palmera z Pasminką. Ciekawy jestem jak Palmer z tego wybrnie. No i jeszcze kwestia zniszczenia Lurny - coś się jeszcze pod tym kryje.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Lurna, nie Luma. Być może Twój palec poszedł gdzie nie powinien. Moim kłopotem przy pisaniu takich opowiadan są nazwy, muszę je dobrze pamiętać. Imiona, kolor włosów i oczu. Czasem napiszę raz i za Chiny ludowe nie pamìętam trzydzieści stron dalej, jakie on miał oczy. Jestem tendencyjny i przewidywalny. Miałem jedną czytelniczkę, ktora zawsze wiedziała. Gdybyś czytał moje opowiadania to byś wiedział, że ani Klaudia ani Pasminka, nie jest niebezpieczna dla Palmera, tylko ktoś inny. Ludzie fajnie reagują. Mam takie opowiadanie Sobowtór i moja ulubiona krytykantka napisała, że po drugim odcinku wie kto jest sobowtórem. Nie pamiętam, czy czytała do końca, bo dopiero w końcówce ostatniego odcinka wyjaśniło się kim jest sobowtór. Recall ludzie czytali i komentujący nawet kiedy przeczytali wszystko nadal nie wiedzieli kim jest Marr. Wkrótce się wyjaśni jak sobie dadzą radę. Co do ludzi. Wylecieli w kosmos na kilka kilometrów i już kosmos podbili. Podobno jest możliwe ugięcie przestrzeni, pstryk i jesteś na Alfa Centaura.To opowiadanie jest w gatunku fantasy, mógłbym umieścić w sf, ale naprawdę jest psychologiczne. Mnie intetesuje człowiek. Dlaczego tak działa a nie inaczej. Dziękuję za komentarz. :smile:

  • dreamer1897

    @AlexAthame Być może z powodu późnej pory palce źle podążyły. Domyślam się, że obie są niegroźne, ale to starcie z Palmerem ma jakieś znaczenie dla każdego zainteresowanego.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Prawdopodobnie Klaudia, jako kobieta coś przeczuwała. W następnych odcinkach się wyjaśni.

  • dreamer1897

    @AlexAthame No liczę, że się wyjaśni, bo myślę o tej zagwozdce i nie mogę napisać swojej części :smile:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Och, doprawdy? Nie umiem powiedzieć kiedu się wyjaśni, bo koncepcja tego opowiadania jest taka, że odkrycie jednej tajemnicy daje chwilowe zrozunienie, a potem okazuje się, że jest coś jeszcze. Widzisz, tak jest w życiu,( nie u wszystkich i nie zawsze) coś jest dla nas wielkim problemem, a jak się wyjaśni, to od razu staje się małe. I dopiero wtedy dostrzegamy coś głębiej.Napisałem już trochę i mam z czego wybierać w pomysłach. Jak na razie wziąłem odrobinkę z dwóch opowiadań. Masz taki krąg myśli i nie możesz z tego wyjść? Nie wiem jak jest u Ciebie, ale miewałem takie stany, że coś usiłowałem sobie przypomnieć lub coś rozwiązać i przez to nie mogłem się skupić na innych sprawach.Trzeba puścić. Nie powinieneś tak, bo ja i z pewnościa Twoi czytelnicy czekają na dalsze losy Kacpra i Oli, a jej dzieci zaczynają tęsknić za kimś, kogo zaczęły odbierać jako prawdziwego ojca. :smile:

  • dreamer1897

    @AlexAthame Pozostaje czekać, ale mam do piątku jeszcze czas na napisanie. Intrygują mnie właśnie role Pasminki i Klaudii w życiu Palmera, ale najlepsze przed nami zapewne.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Nie mogę uprzedzać.