Doskonała broń. część 25

W końcu przyszedł dzień odlotu. Pasminka musiała i chciała to w końcu zrobić. Dla ludzi, by przestali się bać i dla siebie, bo chciała wreszcie odkryć tajemnicę, kim jest Ciemność. Następnego dnia Stanley we wszystkim im pomógł i polecieli we czworo w kierunku Magar. Palmer, Pasminka Klaudia i Samuel. Ze słów Rebeki wynikało, że jeżeli generałowi wszystko uda się załatwić z Radą, to również wkrótce polecą na drugą planetę, której część szczególnie umiłowali. 
Podobnie jak poprzednio, za orbitą Księżyca, Snap II wszedł w nadprzestrzeń i dolecieli na Magar bez żadnych niespodzianek. Na orbicie czekała ich niespodzianka. Pierwiosnka. Czekała na nich by ich zabrać i dolecieć do Karpi.
– Witaj Pasminko i Palmerze Clark.
– A inni? Nie witasz ich? – zapytał Palmer.
– Witam Klaudię i Samuela. Och ma ją w sobie.
– O czym ty mówisz? – zapytała Klaudia.
– Masz dzidziusia. Nie mogę jeszcze odgadnąć płci.
– To będzie dziewczynka – rzeka Pasminka.
– Już to wiesz Pasminko, jak? – zapytała Pierwiosnka.
– Widzę przyszłość. Nie całą, ale wybrane jej fragmenty.
– Och, to musi być trudne. Można się tego nauczyć? Bardzo bym tego chciała.
– Być może ci się uda. Właśnie opowiadałam Palmerowi o tobie.
– Czy powiedziałaś mu, co zbudowałam?
– Wspominałam, że to zrobisz. Już to zrobiłaś?
– Tak, pokaże się jak dolecimy do Karpi. Od tego momentu przeniosę moja świadomość do nowego ciała, a statek zostanie już tylko statkiem. Już właściwie nim jest. Jestem w Karpi i rozmawiam z wami stamtąd.
– O czym mówicie? – zapytał Samuel.
– Zobaczysz – Pasminka uśmiechnęła się subtelnie – cieszysz się, że będziesz ojcem?
– Oczywiście, może to źle zrozumiesz, ale pewnie bardziej to odczuję kiedy zacznę widzieć wypukły brzuszek u mojej Klaudii.
– Z pewnością masz rację, mężczyźni różnie reagują. Nie odczuwam tego źle. Porozmawiaj z Sameą ona cię nauczy i wskaże ludzi, którzy są dobrzy w odbieraniu porodów.
– Och, pewnie nie dam rady.
– Klaudia by chciała mieć cię przy sobie w takiej chwili. Kobiety Karpi rodzą w mniejszym bólu niż kobiety na Ziemi, a czasem jest zupełnie inaczej.
– Słyszałem.
Przesiedli się z wielkiego statku, do Pierwiosnki.  
Arka pozostała na orbicie
Wszyscy usiedli wygodnie i Pierwisnka sama ruszyła. Odebrała rozkazy od Palmera, że ma lecieć szybko w kosmosie, a potem blisko lądu, ma zwolnić, by mogli popatrzeć i podziwiać Magar z wysokości kilkuset metrów.
Pasminka mogła wiedzieć, jak wygląda postać Pierwiosnki, ale tego nie chciała. Do tego nie potrzeba było mieć specjalnych uzdolnień. Pomyślała o Omre. Czuła, że Same jest smutna i Lone również. Oczywiście reszta ludzi z osady, czuła w sercach brak ojca Pasminki, ich przyjaciela i brata. Szczególnie czuli się zatroskani z powodu braku jego ciała. 
Pierwiosnka weszła łagodnie w atmosferę planety i zeszli nisko, na wysokość pół kilometra. Nie lecieli w kierunku Asylii tylko w innym. Dolecieli do Karpi po trzech godzinach. Klaudia i jej mąż pierwszy raz mogli podziwiać z góry piękno ich drugiej ojczyzny. Od razu, jak tylko postawili stopy na ziemi Karpi, mieszkańcy wyszli im na spotkanie.  
– Współczuję ci Sameo – powiedziała blondynka na przywitanie.
– Będzie mi go brak, przywiązałam się do niego.
– Postaram się być z tobą blisko, ale dopiero jak wrócę.
– Wróć Pasminko, bo mi serce pęknie jeżeli i ciebie stracę.
– Jestem dobrej myśli, chociaż jest rejon odczuć, który mnie niepokoi.
– Będziemy cię wspierać. W końcu chcesz zrobić to dla wszystkich. My nie czujemy, że coś się stanie, jak sądzą ziemianie i o czym przekonują ich mierniki i obliczenia. My nie mamy instrumentów, ale czujemy. Jednak wiemy w naszych sercach, że musisz tam lecieć. – Lone odpowiedział za wszystkich.
– Wiem Lone, ja też tak nie czuję, jednak wiem, że muszę lecieć. Wspierajcie mnie, tego od was oczekuję.  
Po krótkim wspólnym posiłku z najbliższymi przyjaciółmi z wioski cała czwórka udała się na spoczynek. 
Pasminka i jej mąż spędzili tę noc na pocałunkach, wzajemnym wpatrywaniu w swoje oblicza i wzajemnym splataniu rąk. Dopiero nad ranem Palmer zasnął z głową na jej łonie. Była dla niego taka piękna. Ona z kolei uważała, że on jest uosobieniem męskości. Nie spała. Właśnie uświadomiła sobie, że nie musi i to ją trochę zdziwiło, że objawiło się to tak późno. Z drugiej strony podświadomie rozumiała, że pewnie i to ma jakiś ukryty sens. Czuła Ciemność. Wcześniej sądziła, że będzie ją przekonywać, może zrani i tym skłoni do współpracy. Jednak ostatnie wydarzenia wiele zmieniły. Po pierwsze przekonała się, że nie zawsze ma moc. Gdyby nie ojciec, pewnie by zginęła wraz z połową wielkiego miasta. Zanim Carmal uruchomił destrukcję, wyznał, że nie zginie w wybuchu, więc miał pewność, że się uratuje. Greta Hamilton, która  z pewnością tak się nie nazywała, wcale nie chciała umierać. Nie spodziewała się, że przegra. Pasminka nigdy jeszcze nie odczuwała tak ogromnej mocy od nikogo, nawet od ojca w jego ostatnim akcie, dlatego do dzisiaj nie mogła zrozumieć, skąd wzięła się w niej taka moc, że wyzwoliła się z mocy tej dziwnej istoty i w końcu ją zabiła. W każdym razieCarmal i istota z gatunku Ashali, umarli i już nikomu w tym wszechświecie nie zaszkodzą. Pasminka wierzyła, że śmierć nie jest końcem. Myślała nad środkiem transportu. Miała do wyboru Arkę lub Snap II. To też było zastanawiające. Wcześniej wiedziała, że poleci Arką, teraz rozważała, czy nie zrobi tego Snapem II. Powiedziała najpierw Palmerowi, że poleci siłą własnego ciała. I mogłaby. Dlaczego potem się to zmieniło? Czemu miała lecieć ogromnym statkiem? Palmer się budził. Ostatnia myśl, zanim jej ukochany otworzył oczy, znowu dotyczyła jej podróży w kierunku Ciemności. Czemu ma ją zranić? Walczyła kiedy musiała i użycie siły traktowała jako ostateczność. Czy tak się ma stać i tym razem? Jej mąż zobaczył ją i się uśmiechnął.
– Nie jesteś zła, że się nie kochaliśmy?
– To było kochanie, tylko inne. Czy zawsze muszą być zaangażowane genitalia? Nie czułeś się dobrze?
– Ależ tak, skarbie! Czułem się cudownie. Powiedziałem tak... Wiem, że uznasz, że jestem prymitywny. Ostatnio kiedy to mieliśmy ze sobą, szeptałaś mi, że lubisz, jak jestem w tobie.
– Głuptasek. Uwielbiam, jak mnie dotykasz, całujesz i jak jesteś we mnie. Kocham wszystko co z tobą mam.
– Czyli nie jesteś zła?
– Mogę zacząć być, jeżeli nie przestaniesz. – pogroziła mu palcem.
– Wrócisz w jednym kawałku?
– Chciałbyś, bym wróciła w dwóch?
– Wybacz, wiesz przecież co myślę.
– Nie wiem. Nie pamiętasz, że jesteś dla mnie tajemnicą? Gdybym pozwoliła swoim mocom działać, wiedziałabym o tobie i Rebece. Wytłumaczyłam ci, dlaczego nie chcę wiedzieć. Może teraz ty uznasz, że jestem prymitywna, ale głównie wygasiłam odczucia nas, bo nie chciałam wiedzieć, w jaki sposób będziesz się ze mną kochał. Mogłam to bardziej usystematyzować, odrzucić wiedzę o współżyciu fizycznym a zostawić o uczuciu, ale uznałam, że tak będzie lepiej i naturalniej, jeżeli nie będę wiedziała nic. Starałam się odczuwać, jak zwykły człowiek odczuwa stan zakochania i miłości do drugiej osoby.
– Polecisz teraz rano czy po południu?
– Polecę zaraz, jak tylko pożegnam się ze wszystkimi z całej Karpi. Z najbliższymi fizycznie z resztą mentalnie. Wiesz, że rodzice Samey nie byli i nadal nie są za tym, że ona z nim była, ale kiedy dowiedzieli się, że zginął, odczuli głęboki smutek i bardzo im było przykro. Nawet tacy ludzie jak my mamy zwykłe ludzkie wady.
Palmer się ubrał, a po chwili i jego żona założyła na siebię suknię z bawełny.  
– Zanim wyruszę, wezmę twój miecz. Resztę twojej broni ci zostawię.
– Nie sądzę, by nam ktoś zagrażał.
– Też nie odczuwam, bym miecz mi się tam przydał, ale podwójne zabezpieczenie nie zaszkodzi. Trochę się zmieniłam.  
– Wspominałaś coś o tym, że Pierwiosnka zbudowała sobie ciało.
– Działa jak kobieta. Zacznie, kiedy odlecę.
– Nie musisz się obawiać, kocham tylko ciebie.
– Widzisz, ona ma coś ze mnie. Potem to zrozumiałam, że dlatego powzięła te wszystkie postanowienia. Ona najpierw pokochała mnie.
– Dziwne, przecież to maszyna.
– Już nie. Kiedy mnie leczyła po walkach na ringu w Asylli, dostała ode mnie kropelkę krwi. To jej pozwoliło jej mieć wzór do budowy ciała, ale zadziałało i kwestiach duchowych.
– Nie powiesz mi, że ma dusze.
– Ma ją w takim samym stopniu co my. O ile wiesz, czym dusza jest. W każdym razie nie zapomnij, że to nie jestem ja – uśmiechnęła się uroczo.
Palmer dłużej rozważał jej ostatnie zdanie i kilka razy wahał się, czy nie zapytać, co właściwie miał na myśli, to mówiąć.
Pożegnanie za wszystkimi miało emocjonalny charakter, w końcu wszyscy kochali Pasminkę. Bo tak naprawdę nie można było jej nie kochać. W końcu, tylko najbliżsi zobaczyli, że wchodzi do Pierwiosnki, a ta miała ją zawieść na orbitę gdzie stała nadal trzynastokilometrowa Arka.  
Sama w takim kolosie? I nawet nie miała kombinezonu. Palmer chciał o to zapytać, ale zanim to zrobił, sama mu posłała odpowiedź. To, co odebrał, mocno go zastanowiło. Czyżby to było możliwe?  
Z czystym, pozbawionym myśli jestestwem wsiadła do Pierwiosnki. Statek też odczuł jej stan i nie pytał o nic. Dopiero kiedy dolecieli w pobliże olbrzyma, Pierwiosnka przemówiła.
– Wiesz jaką postać utworzyłam, prawda?
– Tak.
– Zezwoliłaś mi, czy nadal nie zmieniłaś zdania?
– Nie Pierwiosnko. Opiekuj się moim Palmerem.
– Mogę ci pokazać, jak wyglądam?
– Możesz, chociaż się domyślam.
Pasminka odczuła, że Pierwiosnka bardzo chce jej pokazać swoją zbudowaną postać. Po chwili przed nią stanęła postać bliźniaczo podobna do Pasminki. Wyglądała jak jej sobowtór, tylko tęczówki miała nieco jaśniejsze i bardziej emanowały błękitnym światłem. Pasminka miała ciemno błękitne oczy, natomiast tęczówki Pierwiosnki raczej przypominały bardzo jasny błękit, jaki mają kamienie topazu. Reszta ciała była identyczna. Stała przed nią nago.
– Co powiesz? – zapytała Pierwiosnka.
– Wyglądasz prawie jak ja.
– Czy jestem ładna?
– Co mam ci odpowiedzieć? Wiem, że jesteś szlachetna i nie próbujesz sztuczek. Jeżeli powiem, że jesteś śliczna, to tak jakbym sama siebie chwaliła.
– Powiedz, jak uważasz, nie biorąc pod uwagę, że jesteś oryginałem.
– Jestem dla ciebie wzorem. Ty nie jesteś jak ja. Bardzo chciałaś, ale teraz już idziesz swoją drogą. Wiem, że pragniesz i kochasz Palmera jak ja, ale wiem również, że zaczęłaś kochać i pragnąć najpierw mnie. Rozwijaj się kochanie i stań się sobą. Wiem, że ci się uda. Wiesz, że lecę do Ciemności i tam stanę przed nią.
– Wiem. Wróć cała.
Pierwiosnka podeszła do Pasminki i pocałowała ją w usta. Dziewczyna poczuła się dziwnie. Cóż, z pewnością jak inaczej można się czuć, całując samą siebie? Jednak Pierwiosnka pocałowała ją z miłością i nie było tam niczego z erotyzmu czy pożądania, które przecież w sobie miała, bo jeszcze przed sekundą Pasminka mocno to odczuła, co emanuje z pięknego ciała Pierwiosnki. Przez ułamek chwili Pasminka pomyślała, że coś bardzo głębokiego odczuła. Czyżby Pierwiosnka już o tym wiedziała wcześniej?
– Mam do ciebie prośbę, nie wiem, czy to dobrze zrozumiesz. Kiedy będziesz z innymi, wyglądaj inaczej, a tak jak teraz możesz wyglądać będąc tylko z Palmerem.
– Rozumiem, o co mnie prosisz. Chcesz, by ludzie wiedzieli, że nie jestem tobą. Oni nie mogą przeniknąć moich kwantowych myśli i ich odczuwać. Ja ich mogę, ale wybrałam to co i ty. To nie byłoby sprawiedliwe. Czy mogę wygadać tak? – Pierwiosnka natychmiast upodobniła się do Klaudii.
Blondynka jeszcze nigdy nie widział nago siostry Palmera, ale przecież mogła to wiedzieć, jak żona kapitana Marksa wygląda. Pierwiosnka nie odczuwała skrępowania i była cały czas nago. Pasminka tylko się uśmiechnęła.
– Tak raczej też nie powinnaś. Postaraj się wyglądać oryginalnie i nie kopiuj nikogo.
– Och! Jako blondynka nie, miedzianowłosa również nie. W całej federacji jest sześćdziesiąt trzy procent brunetek. Jeżeli spowoduje, że moja skóra będzie ciemna, uznasz, że upodobniam się do Tamary Grent?
– Masz dojście do wszystkich ludzi w całej galaktyce. Możesz wybrać kogoś pięknego za wzór i jednocześnie być jedynie niepowtarzalna. W tym leży moc kobiety.
– Czy może być tak?
Przed Pasminką stanęła brunetka o orzechowych oczach, nienagannej figurze i o cerze czekolady z mlekiem. Ideał. Czarne gęste włosy spadały jej do pasa. Pasminka zastanawiała się przez chwilę, czy ktoś tak piękny mógł istnieć lub istnieje.
– Wzięłaś kogoś za wzór? – zapytała nieco zaniepokojona, bo odczuła coś, czego sama nie rozumiała.
– Tak, ale kolor oczu zmieniłam. Wszystko zmieniłam troszeczkę. Widzisz Pasminko. Istnieje ideał, ale jeżeli coś zmienisz, to już nie będzie ideałem, a ja bardzo chcę, by nadal był. To trudne. Pamiętasz, jak na początku przegrzałam swoje kwantowe zwoje? Teraz czuję się podobnie.
– Dobrze, możesz tak być. Tylko pamiętaj, że ludzie chodzą ubrani. Z wyjątkiem czasu kiedy są w sypialni.
– Dobrze, zapamiętam. Będę się uczyć. Rysować, gotować, tworzyć wiersze a głównie chce umieć walczyć. Palmer będzie mnie mógł uczyć?
– Zapytasz jego.
– Jesteś jego żoną więc najpierw pytam ciebie. Zrobię wszystko, na co mi polecisz i nie zrobię niczego, co mi zabronisz. Jestem mądrą maszyną, ale chcę być człowiekiem. Na razie jestem jak dziecko.
Pasminka się ucieszyła.
– Możesz zapytać. Zezwalam ci na wszystko, co tylko pragniesz robić z Palmerem.
– Dziękuję.
– Już na mnie pora. Ciemność już wie, że przybywam. Bardzo wątpię, czy mnie odrzuci.
Pierwiosnka popatrzyła na nią swoimi pięknymi orzechowymi oczami.  
– Ona cię nie odrzuci, ona na ciebie czeka. Od dawna.
Pasminka zamknęła oczy i znalazła się w środku Arki, w punkcie dowodzenia. Zobaczyła wiele pustych stanowisk.  
– Gdzie lecimy Pasminko? – zapytała Arka.
Dziewczyna się uśmiechnęła do siebie. Wiedziała, że to robota Pierwiosnki.
– Lecimy do granicy skoków.
– Dobrze. Za kilka godzin zrobimy skok. Na razie muszę się oddalić bezpiecznie od Magar.
Wiem. Mamy czas.  
Arka ruszyła powoli, ale i tak mieszkańcy Magar to odczuli. Przez kilka minut czuli delikatne drgania. Mieszkańcy Karpi wysyłali swoja energie, by uspokajać resztę mieszkańców Magaru. Po upływie połowy godziny, drgania ustąpiły. Arka nadal przyspieszała. Za siedem godzin i trzydzieści minut mogła już otworzyć swoje pola nadprzestrzeni.  
W początku XXI wieku sądzono, że należy ugiąć przestrzeń dzięki polom elektromagnetycznym o wielkiej mocy. Bo myślano, że dwa punkty ugiętej przestrzeni można złączyć. To jednak tworzyło anomalia i zakłócało pole grawitacyjne i odkształcało fale grawitacyjne. Jednocześnie wpływało na umysły żywe. Dopiero odkrycia kilku naukowców z różnych punktów Ziemi wykazały, że nie w tym kierunku droga. Uznano, że w kosmosie jest pole życia, dzięki czemu planety się poruszają i galaktyki kręcą i to nie było ubocznym efektem wielkiego wybuchu, którego naprawdę nigdy nie było. Zaczęto się poddawać tej energii. Im bardziej się poddawano, tym lepsze wyniki osiągano. Generalnie chodziło o sprzężenie z tą energią, bo jakakolwiek ingerencja powodowała tylko zakłócenia i zawsze była potrzebna energia z zewnątrz. Skoro można było myślą znaleźć się gdzieś daleko i oczami wyobraźni zobaczyć to miejsce, czemu nie można było tam się znaleźć w fizycznej postaci? Nazwano to energią poddania. Większość dumnych ludzi nie chciała tej nazwy przyjąć, ale kiedy zobaczono rezultaty, wszystko się zmieniło.
Wszystko, co było w statku, poddawało się i rozluźniało wszystkie wiązania. Cząsteczkowe, atomowe i w końcu wewnętrzne. Udowodniono lub jak niektórzy twierdzili, uwierzono, że nie ma najmniejszej cząstki materii. Kiedy sądzono, że taką odkryto, ktoś inny ją rozbijał na mniejsze, a żeby to osiągnąć, potrzebowano coraz większe energie. Czyli specjalne pola nadprzestrzeni  w statkach kosmicznych dematerializowały wszystko i materializowały w danym docelowym punkcie. Niestety, jak często bywa przy odkryciu czegoś pozytywnego, znaleziono drogę do zbudowanie czegoś bardzo złego. Bo dematerializacja była praktycznie powolną anihilacją i to średnio tylko trzy razy dłuższą. O ile wcześniej wyprodukowanie jednego grama antymaterii kosztowało ogromne zasoby energii, teraz stało się bardziej ekonomiczne. Położono nacisk, by podróże były bezpieczne, by proces poddania nigdy nie przyspieszył. Wypadki się zdarzyły, bo nie wzięto pod uwagę neutrino i innych subtelnych cząstek istniejących tylko przy szybkościach świetlnych i podświetlanych. Jednak i z tym się szybko uporno. Samo przemieszczenie nie trwało natychmiast, ale jednak bardzo szybko. Granica skoków od Magar była oddalona mniej więcej trzy razy dalej niż odległość Magar od Ziemi, dlatego podróż tam zajmowała prawie dwa tygodnie. Trzynaście dni i sześć godzin. Jeszcze kilka lat temu próbowano oszukać Ciemność i próbowano wysyłać z danego obiektu inny obiekt, podczas skoku, ale Ciemność nie dawała się oszukać. Wszystko wracała do punktu wyjścia. Najdziwniejsze jednak było to, że Ciemność odkryto trzydzieści dwa lata temu, a sama powstała dopiero osiemnaście lat temu. O tym niestety nikt nie wiedział, poza Omre i tymi, którym to objawił. Sam Omre nie raz się zastanawiał czy faktycznie on zbudował tę granicę, a ona samoczynnie zaczęła rosnąć w mocy, czy raczej jemu się to wydawało, czyli to Ciemność na niego wpłynęła, by tak sądził. Miał ku temu powody, ale o tym nie wiedział nikt. Ani Pasminka, ani Samea. Tylko on.
Pasminka nie spała jak wszyscy ludzie podczas skoku. Nie spała, ale śniła sen, który miała zawsze. Palmera. Trzy tygodnie bez jednego dnia była z nim, w tej najcudowniejszej wersji. Doskonałego kochanka, przyjaciela i męża.  
Nagle obudziła się ze swojego cudownego śnienia.  Od razu odczuła i miała potwierdzenie na miernikach, że coś jest nie tak. Wszystko szalało, jakby statek miał się rozbić. Przez chwilę poczuła strach. Ten zwykły, pierwotny, że jednak się nie uda, że zginie i już nigdy nie zobaczy Palmera. Minęło to jednak szybko. Odczuła uspokojenie i z całą świadomością odczuła, że jest przed Ciemnością, ale nie w statku, tylko we własnym ciele. Była nago, ale nadal miała miecz Palmera ukryty w piątym wymiarze. Czyżby Ciemność znała tylko trzy wymiary i czas? Statek został daleko i nawet go nie szukała. Wiedziała jednak, że jest. Nie czuła strachu, bo stała się znowu doskonałą bronią, a doskonała broń nie ma w sobie strachu. Ciemność była tak ciemna, że Pasminka widziała tylko siebie. Czy istniała nadal jako ciało, tego nie była pewna? W przestrzeni kosmicznej jest prawie absolutne zero i wszystko zbudowane z wody powinno się rozpaść pod wpływem ciśnienia lodu. Ale Pasminka istniała. Dotknęła policzka i stwierdziła, że jest ciepły.  
– Dlaczego chcesz nam zagrozić? – zapytała od razu.
Już sam fakt, że słyszała swój głos, był zastanawiający, bo w próżni głos się nie rozchodzi.  Odpowiedzią był cisza.
– Wiem, że mnie słyszysz. Nie bój się. Nie skrzywdzę cię – dodała.
Cisza.
Dziewczyna myślała. Czemu ciemność milczy? W końcu zrozumiała.
– Dobrze, odeślę miecz do Arki. Myślałam, że nie wiesz, że go mam. Przepraszam.
Po chwili wysłała miecz do statku.
– Nie chcę, byś zagrażała ludziom. Ustąp, a jeżeli musisz, trwaj. Przestań się rozrastać i niech oni to odbiorą swoimi miernikami.
– Czy nie przybyłaś mnie zranić? – odrzekła Ciemność.
Mówiła jak kobieta.
– Zranię cię, jeżeli mnie nie posłuchasz.
– Tak, to spróbuj.
Pasminka poczuła, że Ciemność zaczyna ją ściskać.
– Przestań, bo zrobię ci krzywdę.
– Zobaczymy.
Pasminka myślała szybko. Skoro Ciemność mogła się poruszać świadomie, czemu nie zaatakowała mocniej? Doskonała broń nie ujawniła całej swojej mocy, ale mogła. Kiedy poczuła jednak, jak coś ją otacza, zaczęła stawiać opór. Postępowała jak Ciemność, robiła to powoli.  
– Albo przestań lub cię skrzywdzę. – powiedziała cicho.
Ciemność milczała i coraz ciaśniej ją opasywała. Najłatwiej byłoby zaatakować ręką lub nogą, ale Pasminka użyła głowy. Nie widziała innej drogi i musiała zranić Ciemność i to zrobiła. Wiedział, że nie chce jej zabić, bo zaczynała czuć Ciemność. Ona, bo z pewnością była osobowa i żeńska, robiła coś, ale z drugiej strony dziewczyna nie czuła w tym agresji, złości czy nienawiści. Tylko coś innego. Żal, smutek i tęsknotę.
Ruch głowa spowodował pęknięcie. Pasminka zobaczyła krew. Literalną, czerwoną krew z wodą. Poczuła ją w ustach. W tej chwili zobaczyła złote światło.
– Nie chciałam cię zranić, ale jesteś uparta. Czemu nie przestałaś kiedy prosiłam? – Pasminka powiedziała to z żalem, bo usłyszała krzyk bólu Ciemności.
Nadal czuła jakby coś ją obejmowało i musiała użyć siły, by temu się przeciwstawić. Literalnie czuła jak ze wszystkich stron coś na nią ciśnie. Nie chciała tego, ale nie widziała innej możliwości i zaczęła przeć w kierunku złotego światła. To musiało sprawiać cierpienie Ciemności, bo ta krzyczała z bólu. Pasminka chciała przestać, ale czuła, że to już nie jest od niej zależne. Czuła jak jakaś siła pcha ją w kierunku światła, a krzyk Ciemności stawał się nie do zniesienia. Nie mogła zrobić nic. Znowu jej moc nie mogła zadziałać. Krzyknęła, chociaż inaczej niż kiedy zobaczyła jak istota podajaca się za Gretę Hamilton chciała zabić jej ukochanego Palmera. Teraz krzyczała, bo chciała tylko ulżyć cierpieniu Ciemności i tym aktem ukoić jej ból.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3931 słów i 22676 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Klaudia zostanie mamą a Palmer nadal nie działa po ślubie. Piękne to muszą być oczy w kolorze topazu, który jest niesamowicie piękny. Walka z Ciemnością, która okazała się kobietą okazała się łatwą walką. Nadal nie wiem kim jest Ciemność?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Przeczytaj dokładnie.W jednym zdaniu wytłumaczyłem. Stworzyli ją Ashalianie , Omre uaktywnił, a Padwera uosobowiła.W tej formie z którą Pasminka walczyła to była jej matka, Padwera.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Tu jeszcze nie wiedziałem, ale następna część wszystko objaśniła :smile: