Doskonała broń. część 24

Pasminka spojrzała na adiutanta generała Clarka.
– Jak się czujesz, Sam?
– Przecież możesz to wiedzieć.
– Nie chcę wiedzieć i nie wiem. Cóż byłby to za dar, gdybym nie mogła nim władać.
– Powiem ci. Z jednej strony chciałbym, by to się skończyło. Nie potrafię jej pomóc. Wiem, że mnie kocha, ale wiem, że nadal to czuję do Palmera.
– Nie jesteś zły?
– Zły? Dlaczego mam być zły? Jakaś moja część sie buntuje, ale to nie pochodzi z miłości.
– Podobam ci się – zapytała wprost, kompletnie ucinając temat jego przemyśleń.
– Jesteś piękna.
Dziewczyna się tylko uśmiechnęła.
– Pytam, czy ci się podobam.
– Tak.
– Mógłbyś się ze mną kochać?
Zrobił dziwną minę, ale zaraz się pomiarkował.
– Pasminko, chyba bym nie mógł. Chcesz mnie? – zapytał zdziwiony.
– Nie. Kocham Palmera. Wiesz, być może im wystarczy nasze przyzwolenie. Może się pocałują, może rozbiorą i … stanie się cud.
– Pogodziłem się z tym i nie będę o tym pamiętał. Już próbowali. Nie czuję zazdrości, że ją widział nago, że się pocałowali już kilka razy. Nie wiem jak będę odczuwał kiedy to im nie przejdzie. Jeżeli to będzie nadal trwać, to być może moja jaźń zaakceptuje fakt, że Klaudia go kocha a on ją i jeżeli będzie chciała... i ty też, to będziemy kochać się we czwórkę. O to ci chodzi?
– Nie zupełnie. Rozmawiałam z Palmerem. Mówiłam mu, że mogłabym to robić z Klaudią, Klaudią i tobą, z wami dwoma, lub jak mówisz, we czwórkę. Gdyby miało to pomóc. Nie mówię, że mam takie pragnienia. Może jest jeszcze inne rozwiązanie
Samuel dobrze przyjął jej odpowiedź. Wyglądał, że jest kompletnie pogodzony i podobnie jak Pasminka, jest gotowy zrobić wszystko dla swojej żony, aby tylko była szczęśliwa i spełniona. Nie zagłębiał się w szczegóły, jakby czuł się w trójkącie czy kwadracie miłosnym. Był czysty moralnie i z pewnością nie pragnął niczego innego tylko związku tylko z Klaudią. Nie myślałby o tym, co inni mogliby pomyśleć. Ale zapytał o coś zgoła innego.
– Co masz na myśli, mówiąc cud? W odczuciu ludzi to coś nienaukowego. Jak wiara w Boga, jak wasze zdolności. Ja wierzę w cuda. Modliłem się do Boga, by to im zabrał. Nie prosiłem, by nie dopuścił do ich zbliżenia. Być może ta ich wzajemna miłość potrzebuje spełnienia. Często ludzie mają poprzednio kochanków. Odczuwałabym tak samo. Nie ma rzeczy, której bym nie zrobił dla Klaudii.
Pasminka pomyślała o czymś, ale nie chciała w tej chwili tego mu objawiać. 
– Jesteś dobrym człowiekiem. – szepnęła tylko
– To samo mi mówiła Rebeka. Ja sądzę, że jestem normalny. Natomiast ty jesteś cudowna. W sensie wyjątkowa. Przy nikim się tak nie czuje jak przy tobie, nawet przy Klaudii, ale to nie zmienia faktu, że nie wzbudzasz we mnie tego rodzaju pragnień. Szczerze mówiąc, chyba wiesz, że kocham Klaudię od piętnastu lat.
– To jest pewnie nie zrozumiałe dla wielu ludzi, że mając dwadzieścia lat, kochałeś sześciolatkę.
– Nie pragnąłem jej wówczas.
– Nie musisz mi tego mówić, jesteś czysty moralnie, że tak powiem. Gdybyś ją pragnął wówczas, też nie byłoby w tym nic dziwnego. 
– Naprawdę tak sądzisz?
– Kiedy się kocha, chce się dobra dla obiektu swojej miłości. Gdybyś ją pragnął, nie sprawiłbyś jej tym bólu. Gdybyś spełnił to pragnienie, wówczas byś sprawił. Zarówno w sensie psychicznym jak i fizycznym. Sześcioletnie dziecko nie jest na to gotowe. Od kiedy ją zacząłeś pragnąć?
Pasminka zdawała sobie sprawę, że to bardzo intymne pytanie, ale miała pewność, że Samuel jej na nie odpowie.
– Od chwili kiedy twój tata udzielił nam ślubu.
– To jesteś lepszy ode mnie. Ja zaczęłam pragnąć Palmera jak miałam dwanaście lat, miałam to w sobie, ale nie uzewnętrzniałam. Nie czułam się podniecona, nie dotykałam się, próbując wyobrazić sobie, że to z nim robię, ale wiedziałam, że go chcę. Dziwne, prawda? On wówczas nawet nie miał pojęcia, że istnieję.
– Jesteś wyjątkowa. Jako człowiek z Ziemi zastanawiam się jak to możliwe, że wy wszyscy to macie.
– Powiem ci pierwszemu, ale nie musisz tego rozgłaszać. To Kryształowa Skała. Jest niezwykła. Poza tym – poczuła, że musi mu to powiedzieć – ja nie jestem człowiekiem.
– Tak! – poczuł, jakby odkrył coś oczywistego. – oczywiście, że to Kryształowa skała. Jak to nie jesteś człowiekiem? Nie rozumiem.
– Mój ojciec i mama są z rasy Ashalianów. To oczywiste, chociaż nikt o tym nie wie.
– Trudno mi to pojąć. Wyglądasz i zachowujesz się jak człowiek, chociaż jak wspomniałem, jesteś wyjątkowa.
Paminka przytuliła go ciepło i chwilkę walczyła z tym, by go nie pocałować ponownie, ale uznała, że tak będzie lepiej, jeżeli tego nie uczyni. Ważniejszym powodem, że tego nie zrobiła, było odczucie, że coś się stało z Klaudią i Palmerem. Tym razem miała pewność, że są wolni już na dobre. Przestała tulić przystojnego blondyna, ale nadal siedzieli bardzo blisko siebie. Milczeli dobrą chwilę.
– Zostałeś teraz moją rodziną. Ciesze się, że poznam twoich rodziców.
– Myślę, że oni także się ucieszą, że cię poznają.
Sam spojrzał na zegar. Palmera i Klaudii nie było już pół godziny. Drzwi sypialni się otworzyły i wyszli uśmiechnięci. Klaudia od razu podbiegła do Samuela.
– Mogę powiedzieć, Palmer? – spojrzała na brata.
– Powiedz. – odrzekł cicho.
– Usiedliśmy. Pragnęłam go jak jeszcze nigdy. Powiedziałam, że się rozbiorę i zrobimy to, bo nam to pomoże. Jednak zamiast tego wtuliłam się w jego ramiona i czekaliśmy. Razem coś odczuliśmy. To przeszło jakby od środka. Nawet Palmer to odczuł, jakby coś nieskończenie dobrego dotknęło naszych serc. Potem pomyślałam o tym, co wy możecie robić. Pomyślałam, że możecie być blisko, ale potem ta myśl przeszła.
– Czyli stał się cud, Samuelu – powiedziała blondynka.
– Naprawdę się cieszę – rzekła Klaudia. –  mogłabym pomyśleć, że to wróci, ale wiem, że nie. Odczułam, że twoja modlitwa została wysłuchana. Też o to prosiłam, ale widocznie Bóg spełnił twoją modlitwę.
Siedzieli jeszcze dwie godziny, trzymając się za ręce. Potem Pasminka i Palmer pożegnali ich i wyszli.
– To było moje największe zwyciestwo – powiedział cicho.
– Nasze wspólne.Twoja siostra jest dobrą osobą. Nie mam pojęcia, czemu wam się to przytrafiło, ale już minęło. Teraz możecie mnie wmacniać kiedy polecę do granicy skoków w nad przestrzeń. Skoro już przekonałeś się, że Bóg istnieje, możesz Go prosić, bym wróciła szczęśliwie w niezmiennym stanie. Palmer poczuł, jakby ciężki kamień spadł mu z serca. 
Wizyta u państwa Clarków wypadła miło. Rodzice Kapitana Marksa polubili się od pierwszej chwili z Rebeka i Stanleyem. Oczywiscie byli zachcwyceni Pasminką. Stan był chyba trochę pochłonięty sprawą z Carmalem. On i jego żona nie wiedzieli nic o zwycięstwie ich dzieci, może to i lepiej, bo tak mieliby dodatkowe zmartwienie. Nadal, gdzieś w zakamarkach serca Stanleya, tkwiła wątpliwość, czy warto było poświęcać miłość matki i odebrać miłość syna do matki i ojca, tylko po to, by Pamer stał się doskonałym agentem i wyjątkowym wojownikiem.  
W końcu nadszedł dzień procesu i wszyscy pojechali do gmachu sadu. Znajdował się on niedaleko biura, gdzie Clark pracował, w wielkim oszklonym wieżowcu.
Gmach nie przypominał kształtem niczego innego jak bliźniacze budynki w koło. To był bardzo solidny gmach o wysokosci tylko czterech pięter. Zbydowano go tak, że bezposredni atak nuklearny o sile do trzydziestu mega ton nie byby go w stanie zniszczyć. Sala sądu byla najbardziej bezpieczną budowlaw całej Amarantii. Sala rozpraw mieściła setkę osób. Przy wejściu do sali jak i do innych sal całego budynku, umieszczono mnóstwo urządzeń do sprawdzania bezpieczeństwa. Chyba nigdzie w całej Amarantii nie było tak doskonałego systemu wykrywania broni. Z tego tytułu kapitan Marks nie mógł założyć swojej broni. Palmer również musiał zdjąć swój system ochronny. Sądzili, że nawet jeżeli Greta przemyci miecz dla Carmala, to ten nie zdoła jej wnieść do sali sądu.
Pośród obserwujących znajdwali się wszyscy generałowie, którzy witali przybyszów z Magar.
Sędzią głównym był Thomas Glandorf, poza nim było dwóch sędziów pomocniczych. Taylor Prus   ciemnoskóra Megan Washington. Oskarżycielem został Oliver Monrow a obrońcą Christoper Hopkins. Glandorf otworzył posiedzenie a Manrow odczytał oskarżenie. Oskarżano Issa Carmala o zbrodnie przeciw ludzkości. Resztę jego kompanów oskarżono o próbę dokonania zbrodni przeciwko ludzkości. Zadawano pytania, udzielano odpowiedzi, Carmal nie ujawnił powodów swojego czynu, chociaż mógł. Sprawozdanie z procesu odbywało się na żywo i dwadzieścia miliardow Ziemian i reszta ludzi federacji widziała w swoich czterowymiarowych monitorach przebieg procesu. W końcu sędzia główny zakończył sprawę i razem ze swoimi kolegami mieli podjąć decyzję wyroku. Miano ogłosić to jutro.  
Cała populacja federacji była w szoku. Z drugiej strony nikt nie rozumiał powodu, bo sam Carmal odrzekł tylko, że wykonywał rozkazy dawnego składu rady.  
Po posiedzeniu Hopkins spotkał się z Monrowem i sędzią Glandorfem.  
– Panie sędzio – zaczął obrońca Hopkins – mój klient przedstawił dowody, że syn generała od lat obserwował żonę generała Clarka, mówiąc wprost, w sposób intymny. Wówczas starszy agent Palmer nie wiedział jeszcze, że to jego matka.
– W jaki sposób uzyskał pan te informacje, mecenasie Hopkins?
– Mój klient je przedłożył.
– To nie ma nic wspólnego ze sprawą.
– Nie sądzi pan, że to stawia w złym świetle rodzinę Clarków?
– Powtarzam, że to nie ma nic wspólnego ze sprawą.
– Bez względu na wyrok tego nie można zupełnie pominąć, panie sędzio.
– Czy chce pan wpłynąć na mnie? Moim obowiązkiem jest rozpatrywać fakty dotyczące sprawy. Jestem pewny, że to da się wyjaśnić. Jako obywatel może pan wytoczyć sprawę pułkownikowi Clarkowi. Ma pan do tego prawo.
– Nie będę tego robił. Nikt z nas nie jest kryształowy.
– Nie wie pan wszystkiego, panie Hopkins. Generał Clark jest lepszy niż większość z nas. Osobiście przedstawił mi wyjaśnienie w tej sprawie. Być ujawnienie tego bardziej postawiłoby osobę Issa Carmala w gorszym świetle.
Hopkins się zdziwił.  
– To sprawa bez precedensu. Wiemy, że tylko dzięki moralnemu oddaniu do praw wolności i sprawiedliwości większości armii, Carmalowi nie udał się zamach. Ja mam o nim swoje prywatne przekonanie, ale jako sąd mamy wykazać czy był winny, czy nie winny, zarzucanego mu czynu. Myślę, że możemy na tym zakończyć, chyba że pan lub oskarżyciel, doktor Monrowe ma jakieś informacje dotyczące sprawy.
–  Nie panie sędzio. Nie mam żadnych dodatkowych informacji. Wiemy, że syn generała miał misję i generał Clark pod naciskiem Carmala wydał mu rozkaz zniszczenia Magaru. Czy wiedzą panowie, że po ostatniej prywatnej rozmowie Clarka i Carmala doszło do próby aresztowania generała? Dochodzenie wykazało, że Carmal wydał rozkaz porwania Clarka. Tylko nienaganna postawa obu wojskowych, generała Clarka i jego adiutanta kapitana Samuela Marksa, udaremniła ten haniebny czyn.
Wszyscy żyli tą sprawą, bo od lat nie było takiego precedensu, by ktoś został skazany na śmierć. Zwykle kara było uśpienie i zamrożenie do czasu znalezienia rozwiązania, by danego zbrodniarza uczynić prawym.
Po procesie rodzina Clarka spotkała się w jego domu.
– Dziwnie się zachowywał – Samuel odezwała się jako pierwszy.
– Odniosłem wrażenie, jakby się pogodził, że przegrał – dodał Sam.
Pasminka obserwowała wszystkich.
– Jak to odbędzie się jutro? Czy sędzia ogłosi wyrok?
– Tak, ale zanim to zrobi, oskarżeni będą mogli powiedzieć ostanie słowo.
– Czemu nie po ogłoszeniu wyroku? – zapytała.
– Tak bywało kiedyś. W tej sprawie wyrokiem będzie śmierć albo życie. Dlatego jako wolni ludzie nie muszą się tłumaczyć, a jako winni, nie mają już głosu. Winny śmierci, traci wszystkie prawa ludzkie.
– Moje odczucie mi mówi, że Carmal coś knuje – rzekł Palmer.
– Twoje odczucie? –  zdziwił się generał Clark.
– Tak, sam tego nie rozumiem. Jestem wytrenowanym agentem i nigdy nie miałem odczuć. Nigdy, zanim dotarłem na Magar.
Palmer wiedział, że uwolnienie jego i jego siostry przez Stwórcę, wzmocniło to odczucie, ale nie chciał opowiadać o tym, ze szczegółami, ze zrozumiałych powodów.
Następnego dnia sprawa zaczynała się o dziesiątej rano. Wszyscy przybyli już dużo wcześniej, jednak sędziowie przybyli na salę rozpraw dokładnie o dziesiątej.
– Rozpoczynamy rozprawę. Czy oskarżeni chcą coś powiedzieć przed ogłoszeniem wyroku?
Obrońca zgłosił, że Carmal będzie mówił za wszystkich oskarżonych. Były przewodniczący federacji powstał i spojrzał butnie na sędziów i zgromadzonych obserwujących. Dano mu głos.
– Oskarżacie mnie o ludobójstwo. Całe czas podczas pełnienia służby jako Przewodniczący Rady Ziemi, byłem oddany federacji. Kiedy zostałem powiadomiony, przez ówczesną radę, o zagrożeniu na granicy skoków nad przestrzeń, nie miałem cienia wątpliwości co do wykonania zadania. Jesteście głupcami i zapłacicie za to wysoką cenę. Pozwolicie ludziom na wybór i oni, zamiast skupić się na szukaniu pomocy, zaczną trwonić energie na głupoty życia i wolności. To wszystko, co mam wam do powiedzenia.
– Czyli oskarżony nie czuje skruchy, że zamienił w nicość zamieszkałą planetę? – zapytał Thomas Glandorf.
– Jestem nadal żołnierzem, mimo że zrzekłem się bycia agentem, dwadzieścia pięć lat temu. Oddacie moje miejsce człowiekowi, który nie tylko jest słaby, ale i nie jest moralnie czysty. Może nie on sam, ale jego rodzina. Matka czuje pożądanie do syna i wzajemnie. Córka pragnie brata. Oto jaki człowiek będzie waszym przewodniczącym – zaśmiał się Carmal.
– To nie należy do sprawy, oskarżony Carmal. Wiem o tym i ujawnienie dotyczące powodu wzajemnej adoracji pani Clark i pułkownika Clarka tylko pogrążyłoby pana jeszcze bardziej. Dopiero ta sprawa ukazała w pełnym świetle, jakim jest pan człowiekiem. Mam dostęp do wszystkich informacji z tym związanych, ale jak już stwierdziłem, to nie należy do sprawy. Sąd ogłosi wyrok, proszę wszystkich o powstanie z miejsc.
Wszyscy wstali, a Issa Carmal uczynił to z wyraźną niechęcią. 
– Sąd najwyższy Fedreacji Planet ogłasza Issę Carmala, winnym popełnionego czynu i skazuje go na śmierć przez rozstrzelanie. Pozostałych oskarżonych sąd skazuje na trwałą hibernację, na czas nieokreślony.
Carmal popatrzył na wszystkich z wyraźną niechęcią, po czym rzekł cicho i jadowicie.
– Jestem żołnierzem i nie dam się zabić, być może zginę jako żołnierz, ale nie dzisiaj.
– Nie ma pan już prawa głosu, panie Carmal – powiedział sędzia główny.
–  Jesteście żałosni –  zasyczał Carmal.
Nagle w jego dłoni zobaczyli miecz. Czujniki natychmiast wskazały, że cały gmach sądu zagrożony jest bronią o mocy większej niż sto dwadzieścia mega ton. Nikt nie rozumiał jak broń dostała się w jego ręce i w jaki sposób była do tej chwili niewykrywalna. Carmal skoczył i znalazł się przy Pasmince.
– Ty mała żmijo, to wszystko przez ciebie. Podobno jesteś doskonałą bronią, a nic nie zdołasz uczynić.
Dziewczyna nie mogla zrozumieć, że jest bezbronna. W ułamku chwili zrozumiała, że jej moce sparaliżował tego samego rodzaju program, który zainstalowano bez wiedzy u Rebeki i Palmera. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że miecz zaraz wybuchnie i pół Amaranti zamieni się w wielką gorącą kulę, która zniszczy miliony istnień. Parmel również został sparaliżowany tą samą siłą, podobnie jak pozostali w sali. Żeby wprowadzić większy terror, Carmal ukazał w powietrzu i to widzieli wszyscy z sali I reszta zgromadzonej przy monitorachpopulacji, zegar odmierzający czas wybuchu.  
– Zginiecie, a ja będę żył i czynił to co powinienem, czyli usuwał tych, co nie są za mną – rzekł głośno były przewodniczący Rady Ziemi.
Brakło dwie sekundy kiedy nagle w sali pojawił się Omre. Czas odliczania został zatrzymany.
– Wybacz kochanie, ale nie mogłem przybyć wcześniej. Może kiedyś dowiesz się wszystkiego o mnie. Oszukano was, ale jestem nadal twoim ojcem, a ojciec zawsze będzie bronił swojego dziecka. Jeżeli trzeba, odda za nie życie. Niestety tak się stanie teraz. Żegnaj kochana Pasminko.
Zegar pokazał jedną sekundę, a potem się skończył. Wybuch jednak nie nastąpił w sali sądu, ani nawet na Ziemi. Omre zniknął, a wraz z nim i Carmal. Pasminka odczuła wybuch, gdzieś daleko w pustej przestrzeni międzyplanetarnej, daleko poza zamieszkałymi planetami. Jednak nie miała czasu na łzy. Nagle w sali ukazała się postać kobiety. Clark pozna ją, mimo że minęły więcej niż dwie dekady. Greta Hamilton nie zmienia się zupełnie.
– Co jemu się nie udało, ja dokonam.
Jednak tym razem stało się inaczej. Pasminka dała sobie radę z programem. Swoją mocą przeniosła nieznajomą i siebie w niezamieszkałą część Sahary. Kobiet miała czarną zbroję z nieznanego materiału a w ręku miecz, podobny, jaki dała Carmalowi. Nagle pojawił się obok nich Palmer. Jak się tu znalazł, nawet blondynka nie wiedziała. Palmer miał swój oręż, zarówno miecz jak i zbroję. 
– Pozwól mi walczyć, kochanie. 
Dziewczyna wyczuwała, kim jest nieznajoma brunetka, ale jej mąż zaczął już walkę. Kobieta nie robiła wrażenia, że się stara. Bawiła się z Palmerem jak kot z myszą. W końcu go zraniła w ramię, którym trzyma miecz. Próbował przechwycić go lewą dłonią, ale Greta to udaremniła. Pasminka nie miała broni i zaczęła walczyć swoim ciałem. Kobieta miała wielką moc, pochodzącą z nieznanego źródła. Uwięziła rannego Palmera w polu mocy, której ani on, ani jego śliczna żona nie mogła zdezaktywować. Przez chwilę walczyła równo, ale widać było, że brunetka ma podobną siłę, a ponieważ miała miecz, szala zwycięstwa zaczęła się przesuwać w jej kierunku. Pasminka kontrolowała czas i materię, ale i Greta robiło podobnie. Palmer mógł tylko obserwować.
Greta zadała nagle szybkie uderzenie z boku, które powinno przeciąć dziewczynę na pół, ale dzięki nieznanemu polu ochronnemu zraniło jej tylko prawicę. Pasminka również została uwięziona w polu siłowym.
Zdziwiony Palmer dostrzegł, że z rany zadanej mieczem sączy się jasnobłękitna krew. 
– Teraz popatrzysz na śmierć swojego wybranego, córko zdrajcy Ahirianów. Zabiję go powoli, by i on mógł widzieć twoją śmierć. 
Pasminka zobaczyła na twarzy ukochanego cierpienie. Jego oczy zaczęły wychodzić na zewnątrz z oczodołów. Widocznie pole zaczęło go naciskać od środka.
– Nieee ! – blondynka krzyknęła głośno. 
Ku zdziwieniu brunetki wyzwoliła się z pola. Skoczyła do niej jak mangusta. Lekko i szybko. Wytrąciła z jej dłoni miecz. Uchwyciła jej głowę i urwała, jak wyrywa się chwast z ziemi. Jasnobłękitna posoka wystrzeliła na wysokość kilku metrów. Korpus martwej Ashalianki upadł bezwładnie, a dziewczyna stała z urwaną głową, a na twarzy zabitej pozostał wyraz zdziwienia i bólu. Upiorną sytuację spotęgował fakt, że głowa przemówiła.
– Nie wiesz co to zemsta.
Zamilkła a jej oczy się zamknęły.  
– To ona zrobiała wam krzywdę – szepnęła Pasminka.
Odrzuciła głowę, która potoczyła się po piasku i zatrzymała przy splamionym błękitem ciele. Przez kilka sekund z ciała i głowy strzelały błękitne iskry, a w końcu wszystko zmieniło się w szary pył.
Palmer został już chwilę wcześniej uwolniony z pola i tulił żonę.
– Jesteś cała, skarbie? – zapytał z troską.
– Lekko krwawię, ale nic mi nie będzie – na jej licu pojawiły się łzy.
Palmer ją przytulił.
– Oddał za mnie życie. Tak bardzo go kochałam. Najpierw mama, a teraz on.
– Przykro mi, skarbie. Uratował ciebie, mnie, wszystkich z sali i miliony istnień. Wracajmy, bo oni nie wiedzą co z nami.
Pasminkę i Palmera objęła złota poświata i rana Palmera natychmiast się zagoiła, natomiast Pasminki krwawiła nadal. 
– Krwawisz błękitną krwią, ona podobnie... 
– Jestem Ashalianką, ona też nią była. Wspominałam ci, ale nie dotarło to do ciebie.
– Będziemy mogli mieć dzieci? – zapytał nagle.
– Omre ma je z Samę, więc pewnie tak. 
– Jej synowie i córka nie mają jakiś nadzwyczajnych mocy jak ty... 
– Nie wiem skarbie. Wracajmy.
Palmer złożył jej opatrunek, bo jego system ochronny działał już ponownie. Pasminka miała na sobie bawełnianą sukienkę, on srebrny kombinezon.
Po chwili znaleźli się ponownie w sali sądu w Amaranti.
– Dobrze, że jesteście – rzekł sędzia. – Reszta skazanych otrzyma karę zamrożenia. Nie zrobili nic, tylko chcieli zgodzić się na niewybaczalne zło. Wszyscy wyrazili skruchę i nasze urządzenia stwierdziły, że jest to szczere. Czy to prawda, że ty zatrzymasz ciemność, Pasminko Clark? – zapytał sędzia główny.
– Zrobię wszystko co w mojej mocy by uratować ludzkość. Teraz wy czyńcie, co musicie. Ja muszę odejść z moim ukochanym. Jutro po południu polecę z moim mężem w kierunku Magar, a dzień potem polecę Arką do granic. Żegnaj sędzio.
Palmer nie miał pojęcia jak Pasminka włada przestrzenią i czasem, ale w ułamku sekundy znaleźli się w domu nad oceanem. Zaniósł ją na rękach do domu. Odczuwał, że była osłabiona i pragnęła, by się nią zajął.
– Ta złota poświata uleczyła mnie, a czemu nie podziałała na ciebie?
– To z mojego powodu. Masz moc leczenia, odkryj to.
– Mogę całować twoją ranę i się zabliźni.
– Właśnie tak zrób.
Palmer położył ją na łóżku i zaczął całować rozcięcie. Po chwili rana się zabliźniła i została tylko widoczna cieniutka blizna.
– Czuję, że jesteś osłabiona. Wszystko się na to złożyło.
– Tak, kochanie. Jest mi przykro, że Omre zginął, ale jeżeli pocałujesz moje usta, wzmocnisz mnie.
Palmer delikatnie ją pocałował. Oboje czuli, że gdyby nie śmierć Omre, kochaliby się, a tak ten pocałunek ją wzmocnił i ukoił. Leżeli na łożu i trzymał jej dłoń. Trwali w tak w milczeniu kilka minut.  
– Nie mam już rodziców, to smutne. Nie znałam mamy, w sumie Samea mi ją zastąpiła. Będzie smutna, a pewnie już jest, bo wie, że Omre odszedł.
– Zobacz, jak to jest kochanie. Uporałem się z problemem z mamą, dobrze skończyło się z Klaudią, ale nigdy nie może być całkowitego szczęścia. Nawet nie chcę myśleć, co bym czuł gdybym ciebie stracił.
– Nie skarcisz, skarbie.
– Ta wyprawa jest bardziej niebezpieczna niż wszystko, a nie masz już Omre do obrony. Nie mogłem nic zrobić – wziął swoją głowę w dłonie.
–  Nie dręcz się tym. Zrobiłeś, co mogłeś, w końcu to nie ja cię przeniosłam z gmachu sądu, tylko ty zrobiłeś to swoją mocą, a sądzę, że nie mogło to być nic innego niż miłość do mnie.
Nie jesteśmy niepokonani. Jeżeli jest jakaś moc, zawsze znajdzie się większa. Co do Ciemności mam przeczucie, że nic mi się nie stanie.
– A tutaj miałaś przeczucie?
– Może – zamyśliła się mocno.
– Jesteś czasem taka tajemnicza.
– Widocznie mam to po ojcu.
– Kiedy wyruszamy na Magar?
– Jak najszybciej. Klaudia i Sam lecą z nami.
– Chcą. Czuję to – rzekł.
–  A twoi rodzice i teraz moi?
– Ojciec chce wszystko uporządkować. Wybrali go, nie może ich tak zostawić, ale wiem i czuje, że pokochali z mamą Magar.
– Ziemia jest piękna, pewnie chodzi o rodzaj życia. To sprawia, że ludzie się zmieniają.
– Kiedyś mieliśmy na Ziemi naturę tak samo jak wy w Karpi, ale ludzie się zabijali i wciąż panowała przemoc i wyzysk jednych nad drugimi. Dopiero technika to zmieniła, ale jak widać zło nadal istnieje, tylko zmieniło maskę.
– Ludzie w Karpi są bardzo świadomi. Mimo swoich mocy wierzą w Boga.
– Dobrze skarbie, chcesz polecieć rano? Ustalę wszystko z ojcem.
– Pierwiosnka za tobą tęskni – blondynka uśmiechnęła się miło.
– Mówisz o statku jak o osobie.
– Ona zaczęła mieć uczucia i wyznała mi, że gdyby miała wybierać, to nie zastanawiałaby się ani chwila i chciałby ciebie.
– Chyba nie jesteś zazdrosna?
– Właśnie, że trochę jestem.
– Przecież to statek, bardzo mądry, ale to tylko maszyna.
– Nie wiesz wszystkiego, ona zmaterializowała postać. Nie widziałam jeszcze, ale czuję, że to będzie coś pięknego i mądrego. Nie, źle powiedziałam, to będzie ktoś piękny, mądry i dobry.
– I będzie mnie próbowała uwieść kiedy ty będziesz walczyć z Ciemnością?
– Nie będę z nią walczyć, to ostateczność. Muszę ją zrozumieć. Pierwiosnka nie będzie chciała cię uwieść. Ona cię kocha i nigdy nie będzie chciała tego z tobą, o ile ty nie zechcesz.
– Skąd to wiesz kochanie – zdziwił się Palmer.
– Wiem, bo ona mnie również kocha i rozumiem ją. W końcu moja miłość do ciebie ja stworzyła, może niezupełnie tak, dała jej inspirację, a ona to odczuła i zbudowła sobie ciało. Nie mogę się doczekać by zobaczyć jak wygląda.
–  Pokochałem ciebie, ale pokochałem też Karpię. – odrzekł tylko na to dziwne wyznanie swojej żony.
– Wcale się nie dziwię. Magar, a szczególnie Karpi trudno nie kochać.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 4494 słów i 25993 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    W końcu sprawiedliwy wyrok, ale czy poświęcenie się Omre było konieczne? Kto "wyłączył" Pasminkę na sali sadowej? Czy ciemnowłosa była Ciemnością?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Niedługo się dowiesz. :)

  • dreamer1897

    @AlexAthame Niedługo? Czekanie w niepewności to nie jest łatwa sprawa, kiedy tyle się dzieje :rotfl:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Gdyby wszystko było jasne od razu to nikt by nie czytał.

  • dreamer1897

    @AlexAthame No tak, ale jakieś zakulisowe podpowiedzi lub sugestie by się przydały, a tak milion scenariuszy przed następną częścią :smile: