Doskonała broń. część 19

Nie wiedząc czemu, zamiast poddać się zmysłom, zapytała.
–  Czy tak właśnie reagowałeś kiedy mnie obserwowałeś przez kamery?
–  Aż tak, nie – powiedział cicho, czując się nieco zawstydzony.
To, że zaczęli rozmawiać im pomagało, by nie doszło do tego co wydawało się nieuniknione, ale sami o tym nie myśleli.
–  Wiesz, o czym marzę i ty chyba też, kochanie –  szepnęła.
–  Tak, ale musimy koniecznie zacząć transformować to co nas pochłania, bo cały drżę. –  przypomniał sobie słowa Pasminki.
–  Ja też jestem podniecona. Może zróbmy to? Tylko raz. –  Rebeka jednak parła do celu.
–  Mamusiu, nie możemy. To nam nie pomoże. Zrób coś mamusiu, proszę!
Ona patrzyła na niego i większość jej jestestwa pragnęła połączenia, jednak coś maleńkiego w niej przypomniało jej, że to jej syn. Być może ostatnie słowo, które wypowiedział to wzmocniło? Przypomniała sobie kiedy go karmiła. Po sekundzie widziała już nie postać Palmera w dorosłej postaci, ale niemowlaka.
–  Jesteś głodny, mój maleńki. Mamusia cię nakarmi.
Usiadła i wzięła go za rękę, a Palmer mimowolnie się temu poddał, bo odczuł i zrozumiał, że to nie jest już intymna gra. Rebeka ze swojej strony widziała już to, co podsuwała jej wyobraźnia, a mianowicie że bierze na ręce swoje maleństwo i chce je karmić.  
W pierwszej chwili przeraził się, ale po chwili odczuł ją. Zamknął oczy i postanowił też poczuć się małym dzieckiem. Jego ciało się nie zmieniło, ale odczucia tak. Rebeka nie zwróciła uwagi, że jego erekcja przeszła. Usiadł blisko niej, a ona przysunęła jego głowę do swojej piersi. On zaczął ssać jej brodawkę i po chwili poczuł w ustach słodkawy płyn mleka.  
Ona już nie widziała ani kryształu, nie słyszała również szumu wodospadu. Karmiła swoje dziecko i to ją całkowicie pochłonęło. Potem kiedy już się posilił, położyła jego głowę na swoich udach i zaczęła mu coś nucić. Zasnął.
Trwała w swoistym transie i nie zauważyła nawet, że wszedł młodszy brat Amosa, Kronos.
Kiedy powrócili do zmysłów, słońca grzały już miło.  
–  Pamiętasz? –  zapytała.
–  Piłem mleko i czułem się niemowlęciem. –  odrzekł.
–  To miejsce jest naprawdę magiczne. Ja cię karmiłam i widziałam zupełnie malutkim.
–  Sądzisz, że się poprawiło, a może jesteśmy już całkiem zdrowi?
–  Nie byliśmy chorzy, chodzi o to czy to w naszych głowach zostało zniszczone. Być może tak jest, bo czuję się inaczej – odrzekła.
–  Ja też. Jak możemy to sprawdzić?
–  Możemy się przytulić, jak coś poczujemy, to znaczy, ze jeszcze to w nas jest.
Oboje nie zwrócili uwagi, że gdyby byli pozbawieni tego programu, wcale by nie pragnęli takiego kontaktu i z pewnością chcieliby się okryć. Wstali i stanęli naprzeciw siebie.
Rebaka wtuliła się w jego tors i momentalnie odkryła, w jakiej jest kondycji. Przez jej ciało przechodziły delikatne, zniewalające prądy. Palmer momentalnie poczuł, że jest gotowy. Ugiął nogi w kolanach i uchwycił jej, a ona zaś, rozsunęła uda i stanęła na palcach i wygięła do przodu biodra, by być we właściwej pozycji.
–  Pamiętaj, że cię kocham – usłyszał głos Pasminki.
Odskoczył od matki.
–  Mało brakowało – szepnął.
Na szczęście Rebeka nie była natarczywa.
–  Masz racje kochanie, to nie jest dobre. Przynajmniej jest o tyle lepiej, że możemy to częsciowo kontrolować.
–  Nie mam co do tego wątpliwości. Jednak jest inaczej niż wcześniej. Co powiesz na kąpiel, a potem ubierzemy się i wrócimy. Spróbujemy jeszcze raz jutro. Opowiem Pasmince cały przebieg, może mi coś poradzi.
–  Mogę być przy tym? Stanley może też by chciał być przy tym, ale czuje, że nie. Twoja żona jest inna. Wyjątkowa.
Pobiegli do wody. Woda też była magiczna. Czuli błogość, momentalnie poczuli się silniejsi. Kapali się kwadrans. Pływali to znów stawali pod samą skałą i wsłuchiwali się w huk spadającej wody. Potem wyszli i od razu założyli ubrania na mokre ciała. Bezzwłocznie zaczęli wracać do osady. Doszli do wioski. Nikt na nich nie czekał, wszystko trwało, jakby nic się nie stało. Pierwszą dostrzegli Klaudię.  
–  Hej, kochani. Jak wrażenia? –  zapytała, jakby chodziło o zwykłą wyprawę do wodospadu.
–  Skała jest cudowna i do wschodu Kronosa, przypomina wielki świecący diament. Woda jest magiczna i orzeźwiająca.
–  To dobrze, jednak pytałam o coś innego.
–  Jest lepiej – powiedziała Rebeka.
Na szczęście córka nie pytała o szczegóły, bo Rebeka pewnie by jej powiedziała.
–  Zrobiłam coś dobrego na śniadanie, a Samuel mi pomagał. Zapraszamy na posiłek.
–  Mogę zabrać ojca?
–  Nie zrozumiałaś mnie mamusiu. Chcę, żeby przyszedł z tobą, a Pasminka z Palmerem.
–  To pójdę po nią – rzekł Palmer, chociaż czuł, że jego śliczna żona i tak już wie o zaproszeniu.
Spotkali się za dziesięć minut. Stanley się ucieszył na wieść, że jest poprawa, lecz również nie pytał o szczegóły. Zasiedli do stołu. Tym razem jedli w środku.
–  Chcemy pójść jutro przed wschodem jeszcze raz, a potem poprosimy Lone i Omre by sprawdzili nasz stan. Jesteśmy ciekawi, bo skoro po pierwszym dniu już jest lepiej, to jutro powinna być większa poprawa. 
Matka Palmera i Klaudii nie wspomniała nic, jak było naprawdę. Pasminka świadomie nie chciała tego wiedzieć.  
                                                                                                                 *
Tymczasem miliardy kilometrów od planety Magar na Ziemi, stronnictwo, które opowiedziało się po stronie generała Clarka, utrzymywało porządek na Błękitnej planecie. Na szczęście nie doszło do przelewu krwi. Większość rady użyła sił militarnych, popierających Clarka i dokonało aresztowań tylko wśród ciała rady. Dwadzieścia dwie osoby, łącznie z przewodniczącym Issa Carmanem, zostało aresztowanych. Po tym dniu zapanował porządek, bo społeczeństwo było bardzo zdyscyplinowane. Na razie nie ujawniono opinii publicznej co się wydarzyło dwadzieścia pięć lat temu z planetą Lurna. Drugiego dnia ogłoszono, że jest planeta, w gwiazdozbiorze Andromedy, która ma idealne warunki. Zainteresowano ludzi pewną jej częścią, gdzie wszystko jest naturalne. Ujawniono, że tamtejsi ludzie nie stosują żadnych zdobyczy techniki i prowadzą spokojne i proste życie. Zainteresowanymi do wyjazdu okazali się ludzie, z którymi współpracowała Klaudia. Issa Carmal i inni aresztowali, poczuli w tym swoją szansę. Kiedy ogromny statek Arka wyleciał w kierunku Andromedy z więcej niż tysiącem ludzi, którzy chcieli zobaczyć i prawdopodobnie tam zostać, były przewodniczący rady zaczął potajemnie komunikować się z resztą ludźmi, którzy mu sprzyjali, a tego nie ujawnili, podczas bezkrwawego przewrotu. Oczywiście Issa chciał wykorzystać atut związany z barierą Ciemności, która zagrażała całej galaktyce, ale trzymał tego asa w rękawie i zamierzał go wykorzystać w decydującym posunięciu.
Mimo panującego porządku nie wszyscy ludzie byli do końca przekonani, że należało usunąć i aresztować Carmana i teraz pojawiły się głosy w systemie informacyjnym, że skoro Clark go aresztował, to dlaczego w tak ważnym momencie poleciał na Andromedę. Spróbowano odwrócić historię i w czasie nieobecności generała wzbudzić nową rebelię, by przywrócić stare porządki. Jednak to się nie powiodło. Tym razem znaleziono jeszcze siedemdziesięciu trzech ukrytych sprzymierzeńców byłego przewodniczącego rady.
Issa Carman zgłosił protest, ale nic nie wskórał, jedynie potwierdzono, że czeka go uczciwy i otwarty proces. Nie ucieszył się tym zbyt mocno, bo wiedział, że pokonani nie mają racji. Kiedy powoli tracił nadzieję, w późnych godzinach tego samego dnia zawiadomiono go, że ma widzenie i co go zdziwiło, pozwolono mu rozmawiać prywatnie. Wiedział, że i tak może być gdzieś podsłuch, ale uznał, że warto się spotkać z nieznajomą osobą. W końcu co miał do stracenia?
Okazało się, że ma z nim rozmawiać mężczyzną o imieniu Matt Sewill, o którym były agent nigdy nie słyszał.
Mężczyzna miał tyle lat co on, lub nieco mniej.  
–  Zupełnie cię nie znam, ani o tobie nie słyszałem. Zgodziłem się jednak na widzenie, aczkolwiek nie mam pojęcia, czego chcesz.
–  Jestem tu, by ci pomóc. –  odrzekł Matt.
–  W jaki sposób chcesz mi pomóc? Jeżeli nie przekonam sędziów i ludzi, że moja decyzja była słuszna, jak ty możesz mi pomóc?
–  Mogę.
Issa spojrzał mężczyźnie w oczy. Zastanawiał się, co nieznajomy powie, skoro obaj wiedzą, że są na podsłuchu.
Jednak nieznajomy szatyn posiadał jakieś nadludzkie zdolności, bo odpowiedział na myśl Carmala.  
–  Nie mamy zbyt wiele czasu, ale możesz mi wierzyć, że oni nie słyszą. Spowodowałem, że ich nasłuch nie działa. Zajmie im trzy minuty, by to odkryć. Mów więc szybko, co jest istotne.
Nie wiadomo czemu Issa uwierzył mężczyźnie.
–  Wiesz w ogóle, co zagraża Ziemi i całej galaktyce?
–  Myślisz o Ciemności i masz w tym racje, tylko jak możesz mieć pewność, że likwidując źródła inności, być może atrakcyjne dla garstki, ludzkość poradzi sobie z problemem i znajdzie rozwiązanie?
Issa był zaskoczony zwięzłością wypowiedzi nieznajomego i, mimo że był pod wrażeniem nie chciał tracić czasu na pytanie skąd on zna jego myśli, skąd wie o istnieniu Ciemności, przeszedł do sedna, w co wierzył. Dodatkowo powtórzył pytanie o rodzaj proponowanej pomocy i o jej efektywność.
–  Wierzę, że jakiekolwiek odsuniecie od normy, osłabi system. Nie wiem, jak chcesz mi pomóc i skąd wiesz, że potem zostanę uwolniony i będę mógł zgnieść wroga, który jest odpowiedzialny, za moją sytuację.
–  Mam właśnie dla ciebie informacje, które zniszczą Clarka. Usuwając swojego największego wroga, sam się wzmocnisz, czyż nie tak?
Umysł Carmana pracował na wysokich obrotach. Rzucił okiem na pokój, w którym rozmawiali. Wyglądał skromniej niż jego cela, bo tam postanowiono, by czuł się w miarę komfortowo. Nadal pozwolono mu mieć ubiór, jaki nosił na co dzień, piastując stanowisko przewodniczącego rady. Usłyszana informacja go zaskoczyła. Czyżby generał Stanley Clark miał jakieś grzeszki, o których on, jako przewodniczący nie wiedział?
– To powiedz, co wiesz. Obiecuję, że jeżeli stąd wyjdę i odzyskam wpływy, wynagrodzę ci pomoc. Wierzę, że nie jesteś zainteresowany bogactwem. Obecnie tylko władza się liczy, więc udzielę ci jej kiedy odzyskam wpływy.
–  Palmer Pulsar jest jego synem...
–  O tym wiem – odrzekł niezadowolony Issa.
Mężczyzna się uśmiechnął.
–  Nie wiesz jednak, że Palmer z wzajemnością pragnie i w pewien sposób kocha...
–  Klaudię? Oczywiście, że wiem. Jeżeli tylko to masz mi do powiedzenia, to oboje tracimy czas.
–  Brak ci cierpliwości i dobrych manier, bo przerywasz. Mówię o Rebece, idioto.
W normalnych warunkach Issa nie przyjąłby gładko takiej obelgi, jednak jeżeli to była prawda, to faktycznie okazał się idiotą.
–  To nie może być! – podniósł głos
–  Jednak to fakt. Dodam ci coś jeszcze, by ci pomóc. Chciałbyś mieć ze sobą swój miecz? Byłeś agentem równie dobrym jak Palmer. Symbioza miecza i jego właściciela jest na życie. Będziesz miał siłę, i nie powstrzymają cię łatwo, a dostarczę ci miecz i nikt tego nie wykryje. Jeżeli zaakceptujesz moją pomoc, zawiadomię, kogo trzeba. Wiem, że aresztowano wielu, ale byłeś na tyle przezorny, że masz jeszcze tych, którzy gotowi są dla ciebie zginąć, a niczego nie zażądają. Ci, co byli z tobą i zostali aresztowani, robili to dla zysków, takich czy innych.
Czyżby nieznajomy wiedział i o tym? W tym cudownie wyglądającym świecie tylko nieliczni mogli mieć swoje prywatne pragnienia i fantazje, które mogły być realizowane, bez wiedzy większości. I takich właśnie miał wkoło siebie Carmal. Dwudziestu członków rady i osiemdziesięciu pięciu innych dzieliło się właśnie na te dwie grupy. Siedemdziesiąt dwie osoby były z nim dla władzy, trzydziestu trzech, dla realizowania potajemnie swoich chorych pragnień. Pozostałych na wolności trzydziestu, miało setki ludzi, posiadających dostęp do energii i broni. Ci mogli w każdej chwili utopić wszelki opór w morzu krwi. Oczywiści ta krew by szybko wyparowała w temperaturze wybuchających bomb wodorowych i kataklizmie wywołanym antymaterią. Czyżby i  o tym wiedział nieznajomy?
–  Tu chodzi o twoje życie. Wasze prawo karze pojedynczych przestępców na zamrożenie, a w wypadku zbrodni przeciw ludzkości nadal obowiązuje kara śmierci, szczególnie dla wojskowych.
Issa Carmal chciał przypomnieć, że jest cywilem, ale oczywiście wiedział, że jego stopnie wojskowe, jakie posiadał jako agent, były dożywotnie. Przewodniczący Rady Federacji Zjednoczonych Planet, nie mógł tylko pełnić dwóch funkcji naraz. Issa Carmal zakończył służbę agenta z rangą kapitana. Był wszechstronnie wyszkolony i miał również naturalne zdolności w walce wręcz obok daru rządzenia. Przypuszczał, że nadal jest lepszy w walce na miecze niż agent Pulsar. Issa od lat trenował sztukę walki na miecze, ze szczególnym umiłowaniem ken-do, bardzo starą sztukę walki na miecze, która istniała setki lat w kraju, zwanym kiedyś Japonią. I tego jednego treningu nie zaniedbywał. Czas się kończył, Issa czuł to intuicyjnie.
–  Dobrze, zgadzam się na twoją pomoc. Przynieś miecz kiedy będzie pora.
–  Zrobię to po procesie, z uwagi na wielkość sprawy z pewnością będzie kilka przesłuchań.
Dobrze, że pospieszył się z odpowiedzią, na propozycje nieznajomego, bo dosłownie chwilę potem do miejsca widzeń weszło dwóch uzbrojonych strażników.
–  Proszę wybaczyć, panie przewodniczący, ale musimy przerwać widzenie z powodów technicznych.
Nieznajomy uśmiechnął się tylko nieznacznie i spojrzał na zegarek.
–  Rozmawiam z szacownym przewodniczącym rady, tylko trzy minuty.
Carmal musiał przyznać, że nieznajomy okazał się niezwykle precyzyjny.  
–  Chodzi o względy bezpieczeństwa – odezwał się strażnik.
–  Trudno –  rzekł nieznajomy.
Wstał i zaczął iść w kierunku drzwi, a za nim podążali strażnicy. Dopiero teraz Carmal dostrzegł, że chód Sevilla jest wyjątkowo kobiecy. Drzwi się zamknęły i Carmal zaczął intensywnie myśleć. Jak nieznajomy, który na dodatek był najprawdopodobniej kobietą, mógł spowodować, że podsłuch nie działał? Skoro mogła to zrobić, być może wszystko, co proponowała, leżało w jej możliwościach. Pozostawało teraz tylko czy powiadomi jego ludzi i czy dotrzyma słowa. Issa nie zamierzał nikomu ujawniać usłyszanego sekretu. Wcześniej nie ufał wielu, teraz nie ufał nikomu. Zrobił wyjątek dla tej osoby, w końcu tylko ona mogła coś zmienić w jego sprawie. Czuł, że ujawnienie tajemnicy Ciemności nikogo nie przekona. Czekał na proces, a wiedział, że na nim będzie obecny Clark, jego żona i z pewnością agent Palmer.
Uśmiechnął się krótko. Już widział oczami wyobraźni, jak rozprawia się całkowicie z całą rodziną Clarków. Poczuł przypływ nadziei.  
                                                                             *
Poczęstunek się nieco przedłużył. Atmosfera była tak miła, że momentami zarówno Palmer jak i jego matka zapominali, w jakiej kondycji się znajdowali. Stanley cały czas trzymał dłoń swojej żony, a Pasminka siedziała blisko Palmera i w zasadzie dotykała go ramieniem.
–  Cały czas nie mogę zrozumieć, jak dałaś sobie rade z tymi zbójami? –  zapytała Klaudia. –  To wyglądało na jakieś czary.
–  Też nie do końca rozumiem. Wtedy poczułam w sobie ogromną moc, a dałam sobie radę, bo wiedziałam, że napastnik nie zdoła wykonać żadnego ruchu, chociaż czułam, że chciał cię zabić. To odczucie najbardziej mnie zmotywowało, jeżeli tak można powiedzieć.
–  Nie masz żadnej broni na sobie, jak Palmer – ciągnęła Klaudia –  ale wygląda, że można się czuć przy tobie bardzo bezpiecznie.
–  Nie wiem, jakie mam możliwości. Powiedziałam, że polecę do Ciemności, wykorzystując tylko swoje ciało, ale teraz czuję, że ten ogromny statek, który przywiózł osadników i twoich rodziców, będzie moim transportem.
–  To zostaniesz odrzucona jak wszystko inne – wszedł jej w zdanie generał.
–  Nie czuję tak. To dziwne przeczucie sięga jedynie do tego miejsca, czyli zwanej przez was granicy skoków, a potem pozostaje we mnie tylko wiara, że wszystko będzie dobrze.
–  Zaczynam też chyba widzieć przyszłość – powiedział cicho Klaudia – niestety nie widzę, jak skończy się problem mamy i brata.
–  Ja też tego nie widzę i to jest najdziwniejsze – odpowiedziała jej blondynka. –  wdziałam, wcześniej, ale nie wszystko się zgadza, co twierdziłam poprzednio. Zaczęły istnieć pewne anomalie.
–  Bardzo bym chciała, by to się u nich skończyło, wówczas i u mnie by się poprawiło.
Wszyscy to usłyszeli i zielonooka poczuła się nieco zawstydzona, że ujawniła swoją tajemnicę. Nie ważne, że wszyscy wiedzieli. Ta informacja jednak trochę podziałała na Palmera, bo praktycznie nie czuł już niczego dziwnego do siostry, a sądząc po jej słowach widocznie u niej to jeszcze trwało.
–  Wierz, a wszystko będzie dobrze – powiedział Pasminka.
Klaudia wierzyła, ale jakoś na razie nie widziała żadnych pozytywnych rezultatów.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3006 słów i 17593 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Kryształowa Skała wyleczyła ich z miłości, ale czy to nie wróci, gdy wrócą do siebie? Clark wróci na gotowe, ale będzie musiał się jeszcze uporać z Issą, który wdał się już w tajny pakt. Powinno się dziać w kolejnych częściach.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Trochę się będzie działo.Kryształowa skała tylko pomaga, oni sami muszą sobie z tym poradzic. Musza oszukać program wprowadzając wirusa, inaczej się nie da.To nie jest ludzka technologia, co wyjaśnię później.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Ty jesteś jednak z przyszłości. Takie szczegóły to nie wyobraźnia podpowiada :smile:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Już Ci pisałem ze jestem z przeszłości.

  • dreamer1897

    @AlexAthame I tak mam inne zdanie :smile:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Ok.Jestem obcy  :smiech2:

  • dreamer1897

    @AlexAthame Ale nie ósmy pasażer Nostromo :rotfl:

  • izabela

    Ciekawe na prawdę ciekawe.

  • AlexAthame

    @izabela Zaczęłaś od 19 części? Dziękuję za komentarz. :smile:

  • izabela

    @AlexAthame Przeczytałam poprzednie też a komentarz dałam przy ostatniej