Doskonała broń. część 11

Wszyscy piloci małych, przeważnie dziesięcioosobowych czy dwudziestoosobowych statków typu A, dostali wytyczne, że mają zatrzymać się na wysokości trzydziestu metrów nad powierzchnią, a dalej pasażerowie zostaną przetransportowani polem siłowym na powierzchnie planety. Dla większości pasażerów z Arki był to przystanek docelowy. Niektórzy mieli podjąć decyzje na miejscu czy zostaną. Wszyscy dostali zaproszenie, że są mile widziani na Magar.  
W jednym, z pierwszych statków, który zawisł nad polami Karpi, znajdował się generał Clark z żoną i Samuel Marks. Całej trójce zależało, by jak najszybciej zobaczyć Klaudię. Stanley i Rebeca pragnęli również ujrzeć syna, Palmera. Gdy sprawa wyszła na jaw i o to czepiał się Issa, że generał zataił prawdziwe pochodzenie agenta Pulsara, generał obiecał wszystkim mieszkańcom populacji Ziemi, że wróci z pułkownikiem Pulsarem na proces i wszystko wyjaśni.  
–  Sądzisz, że nam wybaczą? – szepnęła Rebeka, kiedy już dotknęli stopami ziemi Karpi.
–  Mam nadzieję. –  odrzekł Stanley.
–  A ja mam nadzieje, że sprawy między nimi nie poszły za daleko.
–  Wówczas by im było ciężej wybaczyć. – powiedział Clark, patrząc na swojego adiutanta i przyjaciela.
Samuel właśnie układał sobie w głowie, co powie Klaudii. Wszędzie stały tłumy ludzi z Ziemi.
–  Czy to dobry pomysł? Jedna wiadomość od jednego człowieka? –  rozważali to, że Omre wyraził swoje zadowolenie i przekazał wszystkim przybyłym, że są mile widziani i mogą zostać na stałe, jeżeli tylko zechcą. 
Przybyli zdawali sobie sprawę, że minęło zbyt mało czasu, by tak duża ilość ludzi mogła się porozumieć tak szybko, biorąc pod uwagę warunki panujące na Karpi, o których większość podróżników dowiedziała się w zasadzie przed chwilą.
–  Jest ponoć bardzo szanowany przez wszystkich. Oni nie mają żadnych stowarzyszeń czy rad. Łączą się telepatycznie i przeważnie zawsze ich zdanie jest wspólne. To bardzo interesujące.
–  Stanley, jak oni nas odnajdą?
–  Podarowałem Klaudii łańcuszek z rubinowym serduszkiem, jest tam miniaturowy nadajnik. Widzisz ten pulsujący punkcik? Jest około trzysta metrów od nas.
–  A gdzie jest mój Palmer? – Rebeka wytarła łzę.
Clark przytulił ją lekko. Jej poświęcenie jako matki było ogromne. Clark widywał Palmera średnio pięć razy w tygodniu. Ona widziała go tylko raz, właśnie na tym pamiętnym obiedzie.
–  Pewnie Klaudia wie.
Zaczęli iść we trójkę z Marksem w kierunku dziewczyny. Dostrzegli się, ale ona patrzyła na nich chwilę w milczeniu, stojąc w miejscu.
–  Dlaczego mi nie powiedzieliście? –  zaczęła, kiedy już stanęli naprzeciw siebie
–  Musiałem tak zrobić. Palmer jest bronią. Doskonałą bronią. Nie mógłby nią zostać, gdybym ujawnił, że jest moim synem.
–  Doskonałą bronią jest Pasminka – odrzekła gładko ich córka.
–  Kim jest Pasminka? –  zainteresował się Clark.
–  Poznasz ja. Poszli na łany pszenicy i kto wie kiedy wrócą. To cudowna dziewczyna. Moje serce mnie ostrzegało, że Palmer jest w niebezpieczeństwie. Nie mogłam wam powiedzieć, o jakie niebezpieczeństwo chodzi. Witaj Samuelu – odwróciła wzrok w kierunku Kapitana Marksa.
–  Miło cię widzieć, Klaudio.
–  A tak w ogóle skąd wiesz? –  Clark postawił jedno z ważniejszych pytań.
–  To trochę skomplikowane. Coś lub ktoś nas uchronił, by nie popełnić czynu kazirodczego. Szczerze mówiąc, chciałam go. Trochę pomogła mu Pasminka, ale znacie mnie. Och!
–  Czy kiedyś nam wybaczysz? – rzekła z łzami Rebeka.
Klaudia ją odczuła. 
–  Nie mogę sobie wyobrazić, co musiałaś czuć przez te lata. Miałaś mnie, ale jego widziałaś zaledwie raz.
–  Kilka razy nie wytrzymałam i patrzyłam na niego z daleka – spojrzała na Stanleya, chcąc dowiedzieć się, czy nie jest o to zły.  
Generał miał nadal zatroskaną minę.
–  Nie mam do was żalu, mówiłam przecież, że was kocham, a teraz wybaczcie, bo mamy z Samuelem pewne sprawy do wyjaśnienia.
Nie pytając o zgodę, wzięła adiutanta generała pod rękę i od razu odeszli na bok. Rodzice Palmera i Klaudii dostrzegli dwójkę ludzi idących w ich kierunku. Mężczyzna miał krucze włosy, kobieta podobnie.
–  Witaj generale Clark. To jest Rebeka, prawda?
–  Tak. Czy my się znamy? –  zapytał generał.
–  Ja ciebie znam, a ty i twoja żona poznacie mnie i Sameę. W końcu będziemy rodziną.
–  Wnioskuje z twoich słów, że jesteś ojcem Pasminki.
–  W rzeczy samej. Jestem Omre, a to moja żona Samea. Ona wpływa na przyszłość, a ja ją widzę. Mam jeszcze parę wad, które inni nazywają darami – uśmiechnął się do nich.
–  Kto wysłał te wiadomości? – zapytał Clark.
–  To właśnie ja. A tak na marginesie, Ciemność jest realna, ale Pasminka z nią zawrze umowę.
–  Mówisz o granicy skoków w nadprzestrzeń? Przecież to jakaś dziwna i przerażająca moc, a ty nazywasz ją osobowo?
–  Musisz wiele zrozumieć, Stanleyu. Mogę tak na ciebie mówić?
–  Proszę. Z twojej wiadomości wynika, że polecisz ze mną na Ziemie.
–  Tak. Będę jednym ze świadków na procesie tych złych ludzi. Niestety nikt z Lunry nie może zeznawać.
–  Czy to prawda, że nie mogliśmy wam zrobić krzywdy? Od razu przyznaję, że to ja dałem Palmerowi rozkaz zniszczenia Magar, jeżeli jego misja się nie powiedzie. Dałem ten rozkaz, a jednocześnie wierzyłem z całego serca, ze mój syn go nie wykona.
–  Wiem. Musimy coś wymyślić, by przekonać ludzi na Ziemi w tej sprawie, a wracając do twojego pytania, kontrolujemy energię. Wasze bomby by nie wybuchy. Masz również rację co do Palmera. On by nigdy tego nie zrobił. On, w odróżnieniu od Issa ma serce i sumienie. To częściowo wasza wspólna wina, że doprowadziliście do tego co jest teraz na Ziemi. O tym jednak nie mi oceniać i szukać winnych.
–  Wiesz może, jak Klaudia się dowiedziała, że Palmer jest jej bratem?
–  Cóż, musiałem przyspieszyć ten fakt, bo chuć ją pochłonęła. Chłop to chłop, niby już się zakochiwał w Pasmince, ale Bóg jeden raczy wiedzieć, czy by nie uległ. Przeteleportowałem do darowanej im chaty, maszynę do sprawdzania DNA. Coś im się otworzyło, Klaudia ochłonęła i się dowiedzieli.
–  Wiedziałeś od razu?
–  To jest dziwne, bo jestem jasnowidzem i powinienem. Pierwsza to odkryła Pasminka, ale od razu powzięła postanowienie, że od niej się tego nie dowiedzą. Zapomniała, że ja wiem co ona myśli.
–  Znasz jej myśli?
–  Każdego, kogo chcę. Wierz mi, nie chcę. To ogromna odpowiedzialność.
–  Kiedy poznamy Pasminkę? Klaudia wspomniała, że to ona jest Doskonała Bronia, a nie Palmer.
–  Klaudia nie rozróżnia. Palmer jest na skale ziemską, Pasminka na skalę galaktyczną. No może międzygalaktyczną.
–  Nie za bardzo ogarniam – powiedział generał.
–  Sama wam powie. Myślę, że ją polubicie albo bardziej. To moja córka, ale muszę przyznać, że kochane z niej stworzenie. Dobrze, że jesteście, bo ona chce jutro wziąć za męża Palmera.
–  Długo się znają? –  zapytała tym razem Rebeka, która cały czas do tej pory tylko słuchała.
– Tak długo jak tu jest Palmer. Dobry z niego chłopak. Nie ma najmniejszych zastrzeżeń, by go brała – roześmiał się nagle. Mój drobiażdżek i tak by nie słuchał gdybym miał. –  dodał.
W tym czasie Klaudia opowiedział Marksowi pokrótce całą sytuację, pominęła tylko kwestię drugiego pocałunku z Palmerem i wszystkiego, co czuła w owym czasie.
–  Chyba mogę się odważyć, by objawić ci moje uczucie. Kocham cię Klaudio od dawna. Nie chciałem ci tego mówić z powodu, że łączyła nas sprawa, a potem i z powodu Palmera.
–  Teraz rozumiem, dlaczego go kochałam. Tylko nie rozumiem, dlaczego mnie pociąga.
–  Jest atrakcyjny. Nie musisz się przede mną tłumaczyć, przecież nie wiedziałaś, że to twój brat.
Klaudia stanęła przed nim i spojrzała mu w oczy.
–  Trochę mnie to zaślepiło. I tak czułam, że nie jestem ci obojętna. Odbierałam cię jak przyjaciela. 
Samuel zadrżał. Najgorsze to, co zakochana osoba może usłyszeć, to propozycję przyjaźni. Klaudia jednak miała niezwykłe wyczucie i przeczucie, które gwałtownie wzrosło od momentu kiedy się dowiedziała, że Palmer jest jej bratem.
–  Nie zrozum tego źle. Będziesz moim przyjacielem nadal. Moje serce jest już uwolnione i nadrabia straty.
Była ekspresyjna i postąpiła teraz identycznie, jak kilka dni wcześniej w stosunku do Palmera. Tym razem wiedział, że może i nawet powinna to zrobić. Przy okazji mogła się upewnić czy chemicznie się zgadają. Poczuł jej usta. Nie zastanawiała się, że on może to źle przyjąć. Pragnęła, by przyjął to dobrze. Całowała go samymi ustami i tylko delikatnie musnęła językiem jego język.  
Samuel reagował poprawnie, lecz trochę sie opierał. Oderwał usta i zapytał.
–  Jesteś pewna?
–  O ile ty jesteś.
Samuel wziął ją za rękę i poszli za chatę. Mimo tłumów, tu jakimś cudem nikogo nie było.  
Rzucił okiem na bok. Dostrzegł śliczny błękitny kwiatek.
–  Rozumiem, że chcesz go zerwać dla mnie. Zostaw go jednak na miejscu, a je przyjmuję twój gest.
– Nie chciałobym ci się oświadczać z pustą ręką.
–  Masz pełne serce, to mi wystarczy. Zabrałeś mnie tu by mnie pocałować, prawda? Nie mam nic przeciw temu, żebyś to zrobił.
–  Tak pomyślałem i tego pragnąłem, ale objawiłaś mi to i teraz spanikowałem.
–  Zadaje mi się, że mam jakieś własności. To miejsce jest dziwne. To pocałujesz mnie czy nie?
Tym razem kapitan nie czekał. Nie zastanawiał się, czy powinien i czy może. W specyficznych warunkach życia na Ziemi, z powodu jego stanowiska, ale też z powodu jego utajonej działalności i współpracy z Klaudią musiał ukryć i właściwie zamrozić swoje naturalne pragnienia. Zarówno duchowe jak i fizyczne.  
–  Bardzo chcę cię pocałować i to już od wielu lat. Chodzi o Ciebie. Wiem, że czułaś coś do Palmera.
–  Nie komplikuj. Już sobie z tym dałam radę. Wybaczył mi, że go pocałowałam. Uchroniono nas, byśmy nie zrobili czegoś naturalnego, a czego nie powinniśmy byli zrobić z powodów powiązań krwi. Nie byliśmy jednak tego świadomi, ale gdyby się to stało, pewnie ciężko by nam było z tym żyć. Może pomyślisz o mnie źle. Mam do ciebie nastawienie uczuciowe, kłamałabym gdybym powiedziała, że cię kocham w tej chwili, ale wiem, że będę. Chcę zbliżenia. To czysta chemia. W odróżnieniu od Palmera jesteś właściwą osobą, z którą mogę być w intymnym związku. Pocałuj mnie wreszcie!
Całowali się chwilkę temu, ale tamto uznali za preludium, bardziej Klaudia tak uznała. Kapitan miał całą listę pytań. Pierwsze dotyczyło wieku. Czy jej nie przeszkadza różnica wieku. Miał dwadzieścia a Klaudia sześć, a już mu się podobała, oczywiście nie w taki sposób jak teraz. Pragnał ją od lat trzech, ale cały czas wiedział, że nie może sobie pozwolić na miłość, szczególnie bez wzajemności. Zmartwił się kiedy poznał Palmera, a to stało się pół roku temu. Tak to prawda, komplikował. Rozważał, że Klaudia prawdopodobnie zaczęła pragnąć najmłodszego pułkownika federacji. Teraz jednak wiedział, że Palmer już więcej nie zagrozi jego miłości do córki generała. Jednak najbardziej go hamowała jej nastawienie właśnie tu i teraz. Czuł, że Klaudia go chce. Jakaś część jego męskości nie chciała pogodzić się z faktem, że jeszcze kilak godzin wcześniej podobnie pragnęła Palmera. Czy można tak szybko zmienić obiekt pożądania?
Klaudia wiedział co on myśli. Spojrzała mu prosto w oczy i szepnęła.
–  Można. Proszę cię, pomóż mi!
Coś się w nim złamało. Całe życie był super dobrze ułożony. Uczono go, by był adiutantem. Ta funkcja nakazuje służyć. Miał szczęście, bo szanował i lubił generała, ostatnio nawet więcej. Jednak wielką częścią bycia adiutantem jest być niezwykle subtelnym i ułożonym i przestrzegającym wszystkie reguły.
Na chwile się zapomniał. Przygarnął ją do siebie i pocałował płomiennie. Klaudia oddała mu pocałunek i żałowała, że ma kombinezon. On też żałował.
–  To było cudowne. Koniecznie musimy to powtórzyć.
–  Koniecznie.
–  Będziesz mnie kochał zawsze?
–  Przysięgam.
–  Samuelu. Nie weźniemy dzisiaj ślubu, a wątpię, czy wytrzymam tę noc bez ciebie.
–  Nie darowałbym sobie, dotknąć cię bez slubu.
–  W takim razie ja dotknę ciebie. Choć wracajmy, bo tu jest zbyt wielu ludzi, a cała płonę.
–  Masz rację, lepiej wracajmy. Z mojej strony jest to uzasadnione, bo kocham cię już długo...
–  Proszę cię, przestań. Jesteś odpowiednim facetem. Przestawiłam się zupełnie. Chcę ciebie. Czego więcej chcesz!
–  Wiesz czego.
–  Nie wierzysz mi, że wiem, że cię pokocham?
–  Wierzę. Zrozum mnie.
–  Odrzucasz mnie?
–  Ależ skąd. Każda sekunda z tobą u boku, jest rozkoszą.
–  Rozumiem. Zawsze będziesz mógł powiedzieć nie tej i następnej nocy, a teraz już wracajmy. Czuję, że Paler i Pasminka wracają. Oni w odróżnieniu od nas chcą wziąć ślub tego wieczoru. To dziwne, czuja ją i czuję Palmera, ale ją mocniej.
–  Nie bardzo rozumiem, o czym mówisz.
–  Staję się jedną z nich. Z pewnością odczuwam zdolności jasnowidzące i odbieram myśli. Może Omre lub Lone mi to wyjaśnią. Chce być blisko mamy jak wróci Palmer. Spróbuj wczuć się w ich odczucia. Ona świadomie nie mogła go mieć blisko, on został pozbawiony miłości ojca i matki. Kochali go inni ludzie, lecz z pewnością w najgłębszej części duszy wiedział, że czegoś mu brak.
Wyszli zza chałupy i skierowali się do stojącej czwórki. Ludzie zaczęli znikać. To mieszkańcy Karpi ich przenosili siłą woli do odpowiednich miejsc osady. Oczywiście tych, którzy w swoich sercach zdecydowali się tu zostać na stałe. Klaudia zobaczyła pierwsza swojego brata i jego śliczną wybrankę. Mimo szarówki wieczoru dostrzegła ich wyraźnie. Nie wiedziała, że to kolejny dar się w niej ujawnia. Nie mogłaby bez tego widzieć dokładnie ludzi z odległości dwóch kilometrów.  
                                                            
                                                                   Troszkę wcześniej...  

–  Zgodzi się udzielić nam ślubu w nocy?
–  Zna mnie. Jak będzie trzeba, to przywołam z powrotem na nieboskłon naszą gwiazdę. a Amos zrozumie.
–  Tak tego chcesz?
–  Gdybyś śnił mnie co noc, to byś rozumiał.
–  Staram się, skarbie. Może mi nie uwierzysz, ale miałem uczucie do Klaudii i jego natężenie się nie zmieniło, ale ciebie zacząłem kochać od momentu, jak powiedziałem te nieszczęsne słowa.
–  To było nam pisane. Teraz już wiem, że moje zdolności i dary by się nie ujawniły bez tego wszystkiego.
–  Jak udał ci się to zrobić? Chodzi mi o tego człowieka i całą zgraję.
–  Walcząc z tobą, miałam tylko dar wyprzedzania. Kiedy walczyłam z nimi, już kontrolowałam czas i przestrzeń. Potrzebuję twojego miecza. Z moimi darami dozna transformacji. Muszę zranić ciemność, bo inaczej nie ustąpi. Wiem dokładnie, co będzie. Mogę drobiazgowo wiedzieć, jak będzie z nami, ale tego nie chcę wiedzieć. Na szczęście tak mogę. To byłoby straszne gdybym wiedziała, jak mnie będziesz kochał i gdzie pieścił. To zabrałby mi cały urok bliskiej intymności z ukochaną osobą. Od razu postanowiłam nic nie wiedzieć odnośnie mojej i twojej miłości. Czyli od teraz jesteś dla mnie zagadką.
–  To dobrze. –  szepnął Palmer.
Pasminka patrzyła w dal.  
–  Widzisz?
–  Co?
–  Ogromny statek. Twoi rodzice tam są. Wybacz im. Żal mi jest Rebeki. Ile musiała znieść. Dla dobra twojego, byś mógł się stać doskonałą bronią, musiała pozbyć się możliwości dawania ci miłości i bycia blisko.
–  Teraz będę mógł to zmienić. Nie jestem doskonałą bronią, ty nią jesteś.
–  Jesteś, w swojej kategorii, kategorii Ziemi i innych planet. Ja jestem w innej. Wkrótce rozumiesz więcej. Może inii wybrani, również pojmą inne tajemnice.
–  Czy widzisz coś jeszcze, bo ja nie widzę nawet statku.
Pasminka popatrzyła z miłością na Palmera.
–  Widzę Klaudię i Samuela. Idą w naszym kierunku.
–  Daleko są?
–  Trzy kilometry stąd.
Palmer włączył noktowizor laserowy.
–  Teraz widzę, ale ty nie masz żadnych gadżetów, jak to możliwe, że widzisz?
–  Nie wiem. Całe swoje krótkie życie sądziłam, że jestem jedyną mieszkanką z Karpi, która nie posiada żadnych darów. Teraz myślę, że posiadam wiele, może wszystkie. Widzę, słyszę, wiem. Kontroluję czas i przestrzeń. Odczuwam, co inni czują i znam ich myśli. I nie mam z tym problemu. Czuje się zwykłą Pasminką, którą zawsze znałam. Ciesze się, że cię mam. To jest ważniejsze niż wszystko inne. Gdybym miała więcej darów, a nie mogłabym mieć ciebie, nic by nie było dla mnie ważne.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2947 słów i 17081 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Palmer jest Doskonałą bronią, dlatego nie mogli ujawnić prawdy Klaudii? Ciekawe dlaczego?
    Omre będzie działał w porozumieniu z Clarkiem na procesie na Ziemi, ale czy co wystarczy, żeby wyjaśnić całą tą sytuację? Palmer Doskonałą bronią na Ziemi a Pasminka na skalę galaktyczną a nawet między galaktyczną, ależ to zabrzmiało jak zapowiedź jakiejś wielkiej wojny. Zranić ciemność? Jestem ciekawy kim/czym jest ta ciemność, że do jej zranienia będzie niezbędny miecz Palmera? Zagwozdka na całego :)