Nowy Świat Czarownic, cz. 60

Nie musieli czekać dłużej niż pięć dni, pomimo zimy wieści wśród Ludu Północy rozchodziły się szybko. Sprzyjała temu zapewne poprawa pogody, pierwsi goście przybyli bowiem w południe mroźnego, ale słonecznego dnia. Marcus musiał przyznać, że surowa, zimowa kraina prezentowała się pięknie w blasku stojącego nisko, ale oślepiająco jasnego słońca. Śnieg skrzył się na dachach budynków, naprawionych wałach grodu, uginających się pod białym ciężarem gałęziach drzew. Nigdy dotąd nie widział północnych ziem w takiej właśnie olśniewającej, zimowej szacie. Kojarzył je tylko z nieustannymi zawieruchami, sypiącymi w twarz igłami lodu oraz przenikliwymi podmuchami wiatru. W dużej części sam był temu winien, czyż razem z Bereniką przez wiele dni nie przyzywali usilnie złej pogody? Obecnie wspólnie z Aurorą powstrzymywali się od podobnych ingerencji, które nie posłużyłyby ich planom. A żywioły powietrza i wody, być może zmuszane uprzednio do srożenia się ponad miarę, brały teraz szczególny odwet i wracały do równowagi, pragnąc ukazać się od bardziej przyjaznej strony?
     Nie zastanawiając się dłużej nad podobnymi sprawami zaprosił Aurorę na przejażdżkę po okolicach grodu, Demon potrzebował ruchu. Spowodowany zmianą pogody dobry nastrój skłonił nawet Marcusa do zaproponowania udziału w wyprawie sir Lucjuszowi, ten jednak uprzejmie odmówił, wspominając coś o okropnym zimnie. Albo nie potrafił docenić urody zimowego krajobrazu, albo naprawdę cierpiał z powodu chłodu. Najpewniej jednak nadal odczuwał urazę wobec Marcusa i rozszerzył to uczucie również na Aurorę oraz wszystkich pozostałych barbarzyńców. Tylko dogadzającą mu przy stole Martę zdawał się darzyć odrobiną sympatii. No i dobrze, nie będzie przeszkadzał wiecznie skwaszonym humorem.
     Na odsłoniętych błoniach wokół siedziby Aurory porywiste wiatry zmiotły większość śniegu i mogli puścić konie w umiarkowany galop. Harcowali tak przez pewien czas, a chcąc zmusić wierzchowca do większego wysiłku, Marcus zaproponował następnie wyścig do krawędzi lasu. Wygrał bez trudu, poniewczasie przypominając sobie, że konie Ludzi Północy nie dorównują Demonowi, a umiejętności jeździeckie barbarzyńców ustępują jego własnym. Aurora pozostała daleko w tyle, gdy zwolnił wśród pierwszych drzew, zmuszony do tego zalegającymi tutaj znacznie głębszymi zaspami. Zawracając, wyczuł ślad użycia mocy. Ktoś posłużył się w lesie splotami powietrza, w niezbyt dużej odległości. Zaniepokojony ruszył ku dziewczynie, dając znaki, by nie zbliżała się do ściany drzew i zachowała czujność. Czyżby lekkomyślnymi zabawami na śniegu naraził ich na niepotrzebne niebezpieczeństwo? Ale przecież wiedźma żadnym sposobem nie mogła pojawić się tutaj tak szybko.
     Na szczęście, to nie Lady Berengaria wynurzyła się spośród pokrytych białym puchem świerków, zamiast niej na równinę wyjechał kilkuosobowy orszak niewątpliwych Ludzi Północy, czterech mężczyzn i dwie kobiety. Przelotny grymas na twarzy Aurory uświadomił Marcusowi, że niechętnie witani goście nie muszą pochodzić koniecznie z księstwa Siedmiu Bram.
     - To tan Godryk znad Białej Rzeki – rzuciła dziewczyna. - I proszę, sprowadził obydwie siostry. Chciwiec, zresztą żadna z nich nigdy nie ustąpiłaby drugiej w takiej sprawie.
     Na dłuższą rozmowę nie starczyło czasu, przybysze zbliżali się bowiem szybkim kłusem, korzystając z wolnego od zasp podłoża.
     - Witaj, pani Auroro! - zawołał Godryk. - Cóż za szczęśliwe spotkanie, spodziewaliśmy się ujrzeć cię dopiero w twoim dworzyszczu.
     - Skorzystaliśmy z dobrej pogody żeby przegonić konie.
     - Z radością przyjęliśmy twoje zaproszenie i także mamy nadzieję na przegonienie koni, zarówno ja, jak i moje siostry. Podobno trzymasz w stajni dorodnego ogiera z Południa? Geldra i Gonan chętnie skorzystają. Czy to ten tutaj?
     Obydwie przybyłe kobiety, jasnowłose i w miarę urodziwe, na ile zdołał ocenić w zimowym odzieniu, wbiły spojrzenia w chłopaka.
     - Jestem Marcus z Siedmiu Bram i w roli ogiera występowałem na Południu. Tutaj przybyłem między innymi po to, aby tego uniknąć. Twoje miłe siostry, panie, nie będą jednak rozczarowane.
     - W moich stajniach znajdę dla was innego konia, również z dobrej, południowej krwi – wtrąciła Aurora.
     - To coś nowego, ogier nie chce być dłużej ogierem. – Godryk rubasznie uderzył Marcusa w plecy. - A może zamierzasz zatrzymać go tylko dla siebie, Auroro?
     - Panie Godryku, niezręcznie mi o tym mówić, ale wiesz zapewne, że to wiedźmy z Południa pragną zawsze zachować nasienie własnych ogierów. Coś takiego mnie właśnie spotkało i obecnie nie mogę kryć klaczy innych niż Berenika z Siedmiu Bram. Nie odpowiadała mi taka sytuacja i oto kolejny powód mojej ucieczki. Liczę, że w przyszłości uda się coś w tej sprawie poradzić. Ale tymczasem to sir Lucjusza nie dotyczą, na szczęście, podobne ograniczenia.
     Wolał posłużyć się kłamstwem, by uniknąć rysującego się sporu. A przywódcy barbarzyńców powinni przecież cokolwiek wiedzieć o szczególnych metodach stosowanych przez szlachetnie urodzone damy z Królestwa celem poskramiania i właściwego układania posiadanych ogierów, dla niepoznaki zwanych małżonkami. Trzeba tylko uprzedzić zawczasu Martę, by ucięła wszelkie plotki domowników.
     - Odważna i pełna poświęcenia decyzja, panie Marcusie. - Czy tan spojrzał na chłopaka z czymś w rodzaju współczucia? Być może, za to Geldra i Gonan, niech śnieżne demony porwą wszystkie kobiety, wbiły wzrok z tym większym zainteresowaniem. - Jeżeli ten Lucjusz jest równie dobrej krwi, to moje siostry chętnie się o tym przekonają.
     - Najchętniej wypróbowałybyśmy was obydwu, sir Marcusie. – To chyba Gonan, ale także Geldra uśmiechnęła się znacząco.
     - Niestety, w obecnej chwili to niemożliwe, szlachetne panie.
     - Mnie samemu żaden ogier nie jest potrzebny – kontynuował Godryk. - Ale również chętnie przegoniłbym konia, zwłaszcza w towarzystwie pełnokrwistej klaczy. A jesteśmy przecież, Auroro, dalekimi wprawdzie, ale jednak najbliższymi obecnie krewnymi i połączenie naszych rodów okazałoby się dla wszystkich korzystne.
     - Tan Walter z klanu Śnieżnego Niedźwiedzia miałby zapewne inne zdanie na ten temat – odparła dziewczyna.
     - Ten starzec, którego włosy mogłyby z powodzeniem zastąpić ich znak rodowy? Nie możesz mówić tego poważnie.
     - Tym niemniej, również tutaj przyjedzie i to zapewne niedługo. Obydwaj macie prawie równie krótką drogę. Przybędzie razem z córką, by i ona skorzystała z siły i talentów sir Lucjusza. Skorzystają wyłącznie z talentów sir Lucjusza, jak to przed chwilą usłyszałeś. Podobnie jak i wszyscy inni tanowie, którzy zdążyli już zapewne wyruszyć, oraz ich córki i siostry.
     - Holder z Gorących Źródeł nie ma ani siostry, ani córki w odpowiednim wieku, ale z pewnością nie przepuści takiej okazji i weźmie obydwie żony. – Godryk roześmiał się głośno, pojmując, że przynajmniej w tej chwili niczego więcej nie osiągnie.
     - Ruszajmy do grodu, robi się późno. A Gonan i Geldra chcą zapewne jak najszybciej poznać sir Lucjusza.
     - Przede wszystkim zamierzają wyprzedzić tę niedźwiedzicę Wandę i obydwie żony Holdera. - Tym razem śmiech Godryka zabrzmiał bardziej szczerze.
     Nieoceniona Marta stanęła na wysokości zadania i nie zaskoczyło jej pojawienie się gości, kilkudaniowy posiłek pojawił się na stole wkrótce po tym, gdy rozkwaterowali się w swoich izbach i zeszli do świetlicy. Zapewne zresztą spodziewała się rychłego najazdu tanów oraz ich sióstr, córek, a nawet żon, jak zapowiedział to Godryk, zawczasu czyniąc odpowiednie przygotowania. Następczyni tana Arnolda nie mogła przecież okryć się hańbą, ani tym bardziej dać podstawę do przypuszczeń, że nie radzi sobie z władaniem klanem i nie stać jej na wystawne uczty. Marcus zdążył jeszcze zamienić ukradkiem kilka słów z gospodynią.
     - Pani Marto, proszę przykazać wszystkim, by nie ważyli się nikomu rozpowiadać o mnie i pani Aurorze. Berenika, wiedźma z Południa, zakuła moje przyrodzenie w żelazne pierścienie i obecnie nie mogę usłużyć żadnej damie. Uczyni to Lucjusz i tym będą musiały się zadowolić. A wstyd nie pozwala mi rozmawiać o moim nieszczęściu, ani tym bardziej komukolwiek je ukazać. Te dwie, Gonan i Geldrę, zżera wprawdzie ciekawość, ale nic z tego. Obiecałem to Aurorze, bez tego kłamstwa trudno byłoby jednak słowa dotrzymać i nie urazić przy tym wszystkich tanów.
     - Dobrze wiem o co im chodzi. Chciałyby ukraść najlepszą moc i najlepsze nasienie, do których nie mają prawa i których nikt im nie obiecywał. Nie tylko one zresztą. Niedoczekanie ich, wywłoki jedne. To panienka Aurora i tylko ona urodzi syna z krwi prawdziwego księcia. Nie obawiaj się, paniczu, nikt z naszych się nie wygada. Już ja tego dopilnuję.
     Pozbywszy się zimowego odzienia, Geldra i Gonan okazały się nierozróżnialnymi niemal bliźniaczkami, całkiem przy tym niebrzydkimi. Przy stole nadal rzucały wprawdzie ciekawe spojrzenia Marcusowi, uwagą obdarzały jednak również Lucjusza. Okazało się, że jak na prawdziwego, błękitnokrwistego pana przystało, zabrał jednak w bagażu strój, który podczas uczty na zamku margrabiny Międzyrzecza uchodziłby wprawdzie za pośledni i mało wyszukany, ale w północnej dziczy okazał się prawdziwym objawieniem. Powiadomiony o przybyciu „szlachetnie urodzonych dam” postanowił zapewne zaprezentować się w odpowiedni, jego zdaniem, sposób. Nałożył nawet beret i wykonał przed bliźniaczkami dworski ukłon, niech go Dobra Bogini wspomoże. Trzeba jednak przyznać, że w podobny sposób uhonorował najpierw Aurorę, tytułując ją „panią zamku”. Mimo woli Marcus zżymał się, dostrzegając, że popisy Lucjusza wywarły pewne wrażenie na dziewczętach. Może to i lepiej, przynajmniej okażą się mniej natarczywe względem jego własnej osoby. Byle tylko nie zawrócił zbytnio w głowie Aurorze, zgodnie z planem ona również miała przecież wziąć pana Trzeciego do łoża.
     Lucjusz uważał zapewne swoje zachowanie za podyktowany obyczajem i dobrym wychowaniem sposób okazywania szacunku szlachetnym damom, musiał jednak zdumieć się reakcją tychże dam. Te bowiem wpatrywały się w chłopaka niczym kupiec na końskim targu w dorodnego ogiera, trudno było nie odwołać się do takiego właśnie porównania. W podobnie bezpośredniej formie dały też zresztą wyraz swoim zamiarom. Gdy podtrzymując zgodnie z zasadami konwersację, pan Trzeci wyraził nadzieję, że ich podróż nie okazała się zbytnio męcząca, Gonan – a może Geldra – przeszła szybko do rzeczy.
     - Czujemy się doskonale, Lucjuszu. Mamy nadzieję, że ty również, miły panie. Przybyłyśmy tu specjalnie dla ciebie. - Druga z sióstr rzuciła wprawdzie w tej chwili spojrzenie na Marcusa. - I spodziewamy się, że staniesz na wysokości zadania, jak na dorodnego mężczyznę przystało. Wszystko robimy zawsze razem i tej nocy zamierzamy wspólnie odwiedzić cię w łożu. Wzmocnij się więc jadłem i piwem, ale zachowaj umiar, aby żadna z nas nie okazała się poszkodowaną.
     - Szlachetne panie?
     - Córka tana Arnolda obiecała nam moc i nasienie księcia z Południa, tak samo dobre, jak dostają je te wasze wiedźmy, by potem najeżdżać nasze ziemie. Moje siostry dopilnują, abyś dotrzymał tej obietnicy. - Godryk uniósł puchar z piwem, przepijając do Lucjusza. - Nie obawiaj się, niczego im nie brakuje i znają się na rzeczy. Ochoty też im nie zabraknie, jak dotąd jeszcze nikt się nie uskarżał.
     - Ale, ja... - Pan Trzeci spojrzał z niedowierzaniem na Aurorę, następnie na Marcusa.
     - To zgodne z obyczajami Ludu Północy, nie obawiaj się Lucjuszu – odezwała się „pani zamku”.
     - I lepiej się pospiesz. Wyruszyliśmy nie czekając na poprawę pogody i przybyliśmy pierwsi. Nie chcemy, by Gonan i Geldrę wyprzedziła ta cała niedźwiedzica Wanda, żony Holdera albo kobiety z innych rodów. Moje siostry chcą najlepszego i możliwie najświeższego nasienia. Oczywiście, z poszanowaniem praw naszej gospodyni. - Tym razem Godryk przepił do Aurory.
     - Ale ja nigdy...
     Na szczęście nikt nie dowiedział się, co pan Trzeci zamierzał właściwie powiedzieć. Gerldra, a może Gonan, przejęła bowiem inicjatywę i siadając na kolanach Lucjusza przerwała mu pocałunkiem. Przez chwilę próbował jeszcze uwolnić usta, z pomocą dziewczynie przyszła jednak siostra, obejmując nieszczęśnika ramionami, przywierając do jego pleców, zrywając beret i szepcząc coś do ucha. Przerodziło się to w niekoniecznie delikatne przygryzienie tej wrażliwej części ciała.
     - Skoro już tak dobrze zaczęłyście, nie traćcie czasu. - Godryk raz jeszcze uniósł puchar. - Nie wiadomo przecież, kiedy przybędą inni tanowie. Może już jutro?
     - Doskonały pomysł, prawda Geldro? - zauważyła dziewczyna wpijająca się dotąd w wargi Lucjusza. - Zrobiło się już ciemno i sama wpadłam na podobną myśl.
     - Jak to inni tanowie? Co chcecie ze mną zrobić? Ja nie... Auu...
     Geldra przygryzła mocniej, a Gonan ponownie zamknęła usta Lucjusza własnymi. Zwabiona może niecodziennymi odgłosami, w drzwiach świetlicy pojawiła się gospodyni.
     - Marto, odprowadź, proszę, naszych gości do izby sir Lucjusza.
     - Jak powiesz, panienko.
     Marta nie kryła uśmiechu zadowolenia i Marcus pojął, że ona również została wciągnięta do wymierzonego przeciwko panu Trzeciemu spisku. Ciekawe, czy w międzyczasie posłano łoże świeżą pościelą? Bo o wzmacniającym siły mężczyzny piwie gospodyni na pewno nie zapomniała. Opierający się jeszcze ostatkiem woli Lucjusz został niemal uniesiony nadspodziewanie krzepkimi ramionami  niecierpliwych oblubienic, po czym w miarę spokojnie dał się wyprowadzić na korytarz. Dobiegły jeszcze stamtąd odgłosy niezbyt gwałtownej szamotaniny oraz oddalających się kroków. Marcus wyczuł delikatny splot powietrza. Tak, barbarzyńskie dziewczęta miały w zanadrzu różne środki przekonywania.
     - Auroro, niech mnie pożre śnieżny niedźwiedź, on o niczym nie wiedział! - Godryk pokładał się ze śmiechu, dla uspokojenia opróżniając kolejny puchar piwa.
     - Na Południu mają inne zwyczaje. Mógłby jeszcze objawić jakieś opory albo skrupuły i sprawiłby kłopoty.
     - A tak, wszystko pójdzie gładko. Nie obawiaj się, Gonan i Geldra naprawdę znają się na rzeczy. Poradzą sobie znakomicie i nawet ten zabawny chłopak z Południa będzie zadowolony. Myślę, że obejdzie się bez używania mocy. No chyba, że akurat coś takiego mu się podoba?
     - Nie mam pojęcia, nie znam go aż tak dobrze. - Aurora wzruszyła ramionami. - Wszystko jedno, to twoje siostry mają zostać zadowolone.
     - Już one potrafią tego dopilnować, obydwie razem i każda z osobna, nie obawiaj się.
     „Ciekawe, czy Lucjusz straciwszy cnotę, zdoła chociaż ocalić ten idiotyczny, dworski kostium? Skoro w taki sposób działa na tutejsze kobiety, mógłby się jeszcze przydać. A może lepiej jednak, by te demonice poszarpały go na strzępy.” - Marcus przypomniał sobie, że eleganckie maniery Lucjusza zdawały się bawić Aurorę. Niewykluczone jednak, że odreagowywała w ten sposób potworne wspomnienie sir Oswalda? Oderwał się od ponurych myśli i skupił na bardziej aktualnych wyzwaniach. A tych nie brakowało.
     - Skoro już moje siostry i książę z Południa tak szybko znaleźli wspólne zajęcie, a drugi z twoich panów nie może się przyłączyć, ani też zająć w należyty sposób samą gospodynią, to cóż nam pozostaje, Auroro?
     Godryk spojrzał w niedwuznaczny sposób na dziewczynę, unosząc przy tym puchar. Gest ten nasunął Marcusowi szczęśliwy pomysł.
     - Wprawdzie nie mogę usłużyć twoim pięknym siostrom, tanie, ani też naszej wspaniałej gospodyni, ale mogę się z tobą napić. - Nie dając rozmówcy czasu na odpowiedź, ponownie napełnił obydwa naczynia i wzniósł toast. - Za urodę i niezrównane talenty szlachetnych dam Ludu Północy!
     Godryk wychylił trunek, nadal przy tym pożerając Aurorę wzrokiem. Ta jednak wykorzystała poświęcenie Marcusa.
     - Skoro wy również, dzielny tanie i szlachetny książę, znaleźliście wspólne, zajmujące obydwu zajęcie, pożegnam się i zostawię was samych. Długiego wieczoru i spokojnej nocy. Każę Marcie przysłać więcej piwa.
     Nie mając innego wyjścia, barbarzyńca nalał do opróżnionych pucharów, a Marcus pomyślał, że wieczór istotnie zapowiada się długi, ale czy noc okaże się spokojna?

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2896 słów i 16907 znaków.

3 komentarze

 
  • Majkel705

    Jak zwykle odcinek na najwyższym poziomie pełen szacunek czekam na kontynuację  :bravo:  :bravo:  :bravo:

  • nefer

    @Majkel705 Dzięki za wpis i słowa uznania. Zapraszam.

  • AnonimS

    Ciekawe jak Lucjusz to.bedzie wspominał  :woot:

  • nefer

    @AnonimS Na pewno ciekawe doświadczenie na przyszłą drogę życia, niezależnie od tego, jaka się przytrafi.  ;)

  • emeryt

    @nefer, nie spodziewałem się tak szybkiego rozwoju wypadków. Moje gratulacje za tak wspaniałe przyspieszenie akcji. Jestem ciekaw czy i na jak długo Lucjuszowi starczy wigoru i energii?, a może to go pobudzi do większej wydajności oraz mu to się spodoba? Serdecznie dziękuję za ten odcinek. Życzę Tobie dużo, dużo zdrowia, a poniważ nie możesz teraz zbytnio podrużować, to pamiętaj o swoich czytelnikach.