Nowy Świat Czarownic, cz. 17

17

     A więc ma znaleźć sobie stosowne dla szlachetnie urodzonego pana zajęcie, które rozproszy panującą na dworze Siedmiu Bram nudę, albo przyczyni się do poprawy tutejszych manier! Marcus ciskał się gniewnie w przydzielonych sobie komnatach, musiał przyznać, że wygodnych i bardzo obszernych, biorąc pod uwagę jego niezbyt wysoki status oraz charakter zamku jako fortecy. Dało się zauważyć, że postarano się o nadanie pomieszczeniom cieplejszego charakteru, poprzez rozrzucenie puszystych dywanów oraz zawieszenie makat w świeżych, żywych barwach, kryjących kamienne posadzki i ściany, a także rozmieszczenie różnych miłych dla oka drobiazgów. Ku swemu zaskoczeniu, zastał też w kominkach ciepły żar, ktoś polecił utrzymywać w nich ogień przez całą noc.
     Nie poprawiło to jednak humoru młodzieńca, gdy rozpamiętywał naładowane złośliwą ironią słowa pani i małżonki. Czy powinien zacząć gromadzić tutaj wytworne stroje, jak Jason? Albo zająć się malowaniem pejzaży i może portretów, jak sir Roland? To już lepiej hodować kwiaty albo wyrabiać wino! Lady Berenika przyznałaby zapewne w tym celu prawowicie poślubionemu małżonkowi jakiś spłachetek ziemi? Ale może księżna wyraziłaby swój sprzeciw? Przecież zdawała się robić wszystko, by skłócić go z żoną i utrudnić mu życie w Złotej Bramie. Zresztą i tak klimat tej północnej, górskiej krainy wydawał się zbyt chłodny, by uprawiać winną latorośl albo piękne kwiaty. I całe szczęście, bo nie odczuwał ku tym zajęciom żadnej ochoty! Może popełnił błąd, tak jawnie okazując Lady Berengarii oburzenie i pogardę z powodu sztuczek, którymi starała się go oszukać? Nie, na myśl o jej podszytych fałszem awansach odczuwał obecnie tylko obrzydzenie.
     Berenika miała nawet prawo ocenić go surowo, sam wiedział, że okazał się słabym i złamał składane w duchu przyrzeczenia. Ale liczył jednak, że wykaże może większe zrozumienie. Wydawała się witać małżonka przyjaźnie i z ciekawością. Tam, na błoniach, gdy spotkali się po raz pierwszy, gdy wbrew etykiecie zaproponowała wyścig, nie zdając sobie zapewne sprawy z właściwego znaczenia rzuconego wyzwania i jego własnych ograniczeń. Ograniczeń, które zależały obecnie od jej woli i które władna byłaby zdjąć. Poczuł wtedy nadzieję. Ale teraz ona również tańczyła tak, jak zagrała księżna, bo przecież tej wiedźmie wyraźnie zależało na skłóceniu małżonków! Czy Berenika tego nie widzi, zafascynowana świeżo zdobytą mocą, obietnicą szkolenia oraz przyszłą potęgą? Nie zamierza zapewne osobiście pobudzać męża w dziele gromadzenia mocy, czy wkrótce pojawią się urodziwe służki?
     Dość miał tych rozmyślań i postanowił poszukać ukojenia w stajniach albo na błoniach. Tam, gdzie zastanie Demona. Wprawdzie obecnie nie zanosiło się na to, by kiedykolwiek miał jeszcze dosiąść ulubieńca, ale samo towarzystwo przyjaciela z pewnością przyniesie mu ulgę. I przecież dostał polecenie, by uprzedzić Sudrun o zamiarze okiełznania ogiera przez swoją panią i małżonkę. Przynajmniej nie będzie mogła mu zarzucić, że rozmawiał z gwardzistką bez pozwolenia! Odnalazł dziewczynę na łące. Zajęło to trochę czasu, bo poruszał się pieszo, dostrzegła go jednak z daleka i podjechała kłusem, zeskoczyła z siodła.
     - Ooo, księżniczka chce pogalopować na naszym Demonie? To może okazać się niełatwe, jeszcze się o tym przekona.
     - Zapowiedziała, że spróbuje już dzisiaj.
     - To bardzo mało prawdopodobne. – Sudrun uśmiechnęła się złośliwie. - Jeżeli tylko ostatniej nocy nie udawała przed tobą, paniczu.
     - Co masz na myśli? - Zdążył już pokrótce podzielić się z gwardzistką  swoimi niedawnymi niepowodzeniami. Może nie powinien, ale nie miał przecież nikogo innego, z kim mógłby o tym porozmawiać.
     - Cóż, skoro pojawiła się krew, to musiałeś rozerwać jej błonę. To dość bolesne i przez jakiś czas szlachetna księżniczka będzie raczej unikała siodła. Ja sama... No, mniejsza z tym, paniczu. Mogłaby, co prawda, posłużyć się twoją mocą, ale nie posiada jeszcze odpowiedniej wiedzy, a wątpię, by akurat w takiej sprawie chciała przyjąć pomoc matki. Z tego, co mówiłeś i co sama zauważyłam, to obydwie panie Siedmiu Bram nie darzą się wielką miłością.
     - Berenika zdawała się dzisiaj robić wszystko, czego zażyczyła sobie księżna.
     - To, że z takich czy innych powodów ulega jej woli, nie oznacza jeszcze gorącego, rodzinnego uczucia. Może powinieneś to wykorzystać, paniczu.
     - Nie chcę mieszać się w ich intrygi.
     - Obawiam się, ze już zostałeś w nie wciągnięty. Wciągnięty po same uszy.
     - Jeżeli nawet tak, w niczym nie poprawi to mojej sytuacji. Ale co z tobą? Jak przyjęto cię w koszarach?
     - Jak dotąd, zupełnie dobrze. W gwardii Siedmiu Bram służy sporo dziewcząt, jakoś się z nimi dogadam. A z mężczyznami potrafię sobie poradzić, jeżeli któryś okaże się zbyt natarczywy. Ale na razie nie mam żadnych kłopotów, a i nie przydzielono mi uciążliwych obowiązków, więc cieszę się Demonem i mogliśmy wyjść na te błonia.
     Odpowiedź ta wydała się Marcusowi trochę zbyt optymistyczna, może Sudrun nie chciała kłopotać go jeszcze własnymi zmartwieniami, na które i tak niewiele mógłby poradzić? Zadowolił się jej słowami z ukrytą ulgą. Tym bardziej, że dręczył się jeszcze inną, wstydliwą sprawą.
     - Sudrun, wiem, że obiecałem ci Demona. Może nie powiedziałem tego wcześniej wystarczająco jasno, ale... Zgodnie z prawem, właścicielką konia jest teraz Lady Berenika, moja poślubiona pani i małżonka, a ona... A ona pewnie nie uzna tej darowizny. Choćby po to, by okazać swoją władzę i ukarać mnie za... Sama wiesz, za co. Dała to wyraźnie do zrozumienia. Przy okazji chce udowodnić, że jeździ konno nie gorzej od nas i poradzi sobie z Demonem. Jeżeli... Jeżeli nie zechcesz tu zostać, to zrozumiem. Poproś o zwolnienie ze służby, księżna może się zgodzi i wracaj do Międzyrzecza. Dam ci złoto, jakieś klejnoty. Trochę mi ich zostało.
     - Paniczu, na coś takiego jest o wiele za wcześnie. Księżniczka nie poradzi sobie tak łatwo, sam się przekonasz. A ja... Ja jeszcze zostanę, poczekam, może na coś ci się przydam.
     Od udzielenia odpowiedzi uwolniło Marcusa przybycie jednego z młodszych stajennych. Przygalopował pospiesznie na podjezdku.
     - Szlachetny panie, dostojna Lady Berenika pragnie obejrzeć tego konia. Mam przyprowadzić eee... Demona na wybieg przy jej stajni.
     - A potrafisz? - spytał w odpowiedzi. - Sam to zrobię.
     - Wybacz, sir Marcusie, ale księżniczka wyraźnie zapowiedziała, że nie życzy sobie twojej obecności. – Chłopak sprawiał wrażenie autentycznie zakłopotanego, przekazywanie tego rodzaju poleceń, bądź co bądź błękitnokrwistemu panu, nie wydawało się zadaniem łatwym.
     - Demon nie pójdzie z nikim, kogo nie zna. Nie poradzisz sobie z nim.
     - Tylko, że... Lady Berenika nie chce czekać, aż przyprowadzisz konia pieszo. Będę musiał spróbować. - Młody stajenny peszył się coraz bardziej. Jeszcze okaże się, że nie tylko trafił w sam środek jakiegoś sporu szlachetnie urodzonych,  ale na dodatek nie zdołał wykonać polecenia.
     - Ja odprowadzę Demona. - Sudrun przyszła im obydwu z pomocą w tej kłopotliwej sytuacji.
     - Ale... Uważaj na siebie...
     - Nie obawiaj się, sir Marcusie. Znam dobrze tego konia i wiem, jak z nim postępować. Z pewnością przydam się szlachetnej księżniczce.
     - Ale, Sudrun...
     - Wiem co robię, panie. A ty... Pamiętaj o życzeniu swojej pani i małżonki. Może wrócisz tymczasem do zamku i przekonasz się, czy czegoś nie brakuje w twoich komnatach? Tak będzie najlepiej.
     - Tak, masz rację, Sudrun.
     A więc nawet gwardzistka wydawała mu teraz polecenia! Z prawdziwą rozkoszą obserwowałby nieudane z pewnością zmagania Bereniki z Demonem. Choćby z daleka. Ale musiał w duchu przyznać, że dziewczyna mówi prawdę. To nie był najlepszy pomysł. Jego pani i małżonka nie przyjęłaby porażki najlepiej. Zwłaszcza porażki poniesionej na oczach męża, którego sama zamierzała upokorzyć. Przyglądał się więc bez słowa jak Sudrun wskoczyła zręcznie na rumaka i niespiesznie, by chłopak mógł dotrzymać jej kroku i pozorować choćby wykonanie rozkazu, pokłusowała w stronę zamkowych stajni. Ciekawe, czy zdążyła już zorientować się, które zagrody przeznaczono na użytek wierzchowców Bereniki? Pewnie tak, gwardzistka zawsze wiedziała wszystko o koniach i stajniach. Miał nadzieję, że sama zdoła uniknąć gniewu księżniczki, która przecież nie wydawała się darzyć dziewczyny z Międzyrzecza szczególną sympatią.
     Zrezygnowany, powlókł się do zamku i zaszył w swoich komnatach. Nie miał ochoty iść do wspólnej sali, szukać ewentualnego towarzystwa mężów Lady Berengarii, a już na pewno nie jej samej. Przydzielone sobie apartamenty obejrzał pobieżnie i to w zupełności mu wystarczało. Spędził popołudnie, gapiąc się po prostu przez okno, obserwując dostępne jego obserwacji sceny z życia zamku, podobne w sumie do tego, co widywał w Międzyrzeczu. Tutaj kręciło się może więcej zbrojnych, ale Złota Brama stanowiła przecież stolicę pogranicznego księstwa. I zostawały jeszcze płynące po niebie chmury, ich widok nigdy się nie znudzi.
     Z tego, co wiedział o Lady Berengarii, to nie przepadała ona raczej za ceremonialnymi wieczerzami, z upodobaniem odbywanymi przez jego własną matkę, margrabinę. Liczył więc na spokojny wieczór. Może zdoła się później wymknąć, poszuka Sudrun i wysłucha relacji o niepowodzeniach Bereniki. Czekał z tym jednak na zapadnięcie zmroku, jego pani i małżonka z pewnością nie da łatwo za wygraną, a nie chciał natknąć się na nią w stajniach. Pukanie do drzwi i pojawienie się dwóch służek przyjął z niemiłym zaskoczeniem. Jeszcze mniej przypadły mu do gustu przyniesione przez nie polecenia. Bo dziewczęta przekazywały w istocie rozkazy.
     - Sir Marcusie, dostojna księżniczka Berenika życzy sobie, abyś wziął kąpiel i poczynił stosowne przygotowania.
     - Odbędzie się kolejna uczta?
     - Nie, panie. Masz przygotować się do pełnienia swojej służby, jeśli wiesz, co mam na myśli.
     - Ach tak... Jestem do usług mojej pani i małżonki.
     - W takim razie podgrzejemy wodę na kąpiel i pomożemy ci się rozebrać. Albo może lepiej odwrotnie... - Zachichotała jedna z dziewcząt.
     Oczywiście, obydwie wydawały się śmiałe i urodziwe, brunetka i blondynka. Najwidoczniej, wracały dawne zwyczaje z zamku margrabiny. A podobno nie znano tutaj wszystkich zdobyczy cywilizacji... Nie zaprzątał sobie głowy pytaniem o imiona obydwu służek. Zmuszony do podporządkowania się przekazanym poleceniom, potraktował własną obojętność jako rodzaj biernego oporu. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Dziś te, jutro przyjdą może inne. Niestety, nie zdołał poskromić naturalnego pobudzenia, co przyjęły z zadowoleniem. No tak, one również otrzymały odpowiednie rozkazy. W efekcie ich zabiegów, dokładnie wykąpany i natarty jakimś wydzielającym przyjemny podobno zapach paskudztwem, oczekiwał na wezwanie swojej pani i małżonki. Aż tak jej się spieszy? Czyżby zapragnęła szybko kolejnej porcji mocy, zasmakowawszy w roli potężnej władczyni magii?
     Wymógł przynajmniej tyle, że pozwolono mu nałożyć oficjalny strój dworski, łącznie z beretem. Dziewczęta odstąpiły ostatecznie od pierwotnego zamiaru obleczenia go w jakieś luźne i bardzo nieformalne ubranie, którego elementy odnalazły niespodziewanie w garderobie. Najwidoczniej, w tej kwestii nie wydano im aż tak jednoznacznych rozkazów, a on sam nie zamierzał paradować po korytarzach niczym jakiś prostak z ludu, sprowadzany do komnat pani zamku dla jej uciechy. Podobno na niektórych dworach zdarzały się takie wypadki, ale zamierzał zachować przynajmniej resztki godności. Choćby i jego pozycja nie różniła się aż tak bardzo od statusu zwykłego służącego.
     Przyszło mu czekać nadspodziewanie długo, co po poprzednim pośpiechu przyjął jako kolejną formę upokorzenia. Nie szkodzi, zna swoje miejsce i nic go już nie poruszy. Zapadła dawno ciemna noc, gdy nadeszło wreszcie wezwanie i w towarzystwie służki ruszył do komnat swojej pani i małżonki. Tu również panował mrok, najwyraźniej Berenika nadal nie potrafiła rozpalać płomieni przy użyciu mocy, a może nabrała awersji do intymnych spotkań z małżonkiem w blasku świec.
     - Witaj, sir Marcusie – oświadczyła chłodno.
     - Przybyłem na twe wezwanie, pani – odparł w podobny sposób, składając formalny ukłon.
     - Niepotrzebnie tak się wystroiłeś, to wszystko zajmie teraz więcej czasu...
     - Życzyłaś sobie, abym prezentował tutaj najlepsze maniery Międzyrzecza. Pan błękitnej krwi powinien zjawiać się przed obliczem swojej pani i małżonki przyodziany stosownie do rangi ich obojga.
     - Ale nie w przy takiej okazji! - Wreszcie wyraziła jakieś emocje. - To wszystko... Życzę sobie załatwić tę sprawę jak najszybciej. Zrzucaj te łachy! I nie musisz iść w tym celu do bocznej komnaty.
     - Jak rozkażesz, pani.
     Ponownie złożył formalny ukłon i wykonał polecenie bez szczególnego pośpiechu. Korciło go, by zadać pytanie, jak poradziła sobie z Demonem. Powstrzymał się jednak, widoczny jak na dłoni zły humor księżniczki, którego nie starała się nawet ukrywać, wydawał się wystarczającą wskazówką. Sprawiała wrażenie, że cała ta sytuacja oraz akt, którego muszą dopełnić, sprawiają jej przykrość, a ich obecne spotkanie traktuje jak przykry obowiązek.
     Gdy stanął przed nią nagi sięgnęła po kluczyk i powoli zdjęła ochraniacz. Może przeszkadzał jej brak światła, może nie osiągnęła jeszcze odpowiedniej biegłości, pomimo odbywanych jakoby ćwiczeń, a może pomyślała o tym, co za chwilę nastąpi i przestało jej się spieszyć?
     - Poczekaj tutaj chwilę. Sądzę, że poczujesz się swobodniej, gdy ten przyrząd znajdzie się w innym pomieszczeniu. Ja również, jeżeli już o to chodzi...
     Wygłosiwszy te zaskakujące i rodzące błysk nadziej słowa zniknęła z ochraniaczem w dłoni w jednej z dalszych komnat. Jej nieobecność trwała dłużej niż zapowiedzianą chwilę, ale powróciła już naga. Naga i zdecydowana zapewne, by szybko dopełnić małżeńskiego obowiązku. W taki sposób wytłumaczył sobie jej nagłą determinację i przejęcie inicjatywy. Nie wdając się w żadne subtelności i nie czekając na jakiekolwiek objawy czułości ze strony męża powiodła go w stronę łoża, na które opadli. Nie tracąc czasu na uściski czy jakiekolwiek wstępne pieszczoty, które mimo wszystko zapragnął jej teraz ofiarować, ujęła fallusa i powiodła po nim kilka razy dłonią, w górę i w dół. Zareagował natychmiast, obrzmieniem oraz przypływem fali gorąca. Cóż mógł poradzić na to, że pomimo okazywanego przez Berenikę chłodu oraz surowego zachowania nadal wzbudzała w nim pożądanie? Nadal pamiętał twarz z portretu, postać śmiałej amazonki z pierwszego spotkania na błoniach oraz sylwetkę uroczej dziewczyny, ukazaną mu w świetle świec podczas nocy poślubnej. Zanim wszystko potoczyło się w tak niedobrym kierunku...
     Musiała wyczuć narastające pożądanie Marcusa, wzmogła bowiem swoje starania, mocniej ściskając dłonią przyrodzenie chłopaka. Mocniej, ale nie tak, by uchwyt stał się bolesny. Nadal unikała jednak ramion małżonka oraz jego prób odwzajemnienia się pieszczotami.
     - Nie trzeba, ja sama... - wydyszała w odpowiedzi na jego próbę sięgnięcia ustami jednego z sutków. Sterczących zresztą śmiało i dumnie, raczej nie z powodu chłodu.
     Skoro tak, dał sobie spokój i poddał się jej woli, pozwalając, by pobudzała i prowadziła penisa oraz starając się czerpać z tej sytuacji jak najwięcej własnej rozkoszy. Przynajmniej tyle jego przyjemności. Takiej satysfakcji pani i małżonka nie może mu odmówić, w swoim własnym interesie. Przecież musi zależeć jej na pozyskaniu mocy, to zapewne jedyny powód tak szybkiego zaproszenia czy raczej wezwania do prywatnych komnat.
     Rozkosz istotnie narastała razem z potęgującym się uczuciem gorąca gdzieś w podbrzuszu. Musiała wyczuć pierwsze, drobne skurcze i zmieniła pozycję, podpierając się rękoma oraz wypinając pośladki.
     - Pospiesz się, na co czekasz – poleciła, prowadząc dłonią fallusa w stanie silnego wzwodu.
     „A więc znowu w taki sposób” - pomyślał. - „Nic dziwnego, przecież chodzi o to, by nie uronić ani kropli nasienia, ani odrobiny mocy. Czy ona odczuwa wtedy największą przyjemność? Zresztą, co mnie to obchodzi?” - Dalsze myśli rozmyły się w narastającej fali rozkoszy. O dziwo, tajemny otwór małżonki okazał się ciepły i wilgotny, pomimo tego, że nie pozwoliła Marcusowi na poczynienie większych starań w tym kierunku. Najwidoczniej nie odczuwała też szczególnych dolegliwości po wypadkach poprzedniej nocy. Może Sudrun trochę jednak przesadzała, a może damy szlachetnej krwi nie przechodzą pierwszego razu w sposób równie bolesny, co dziewczęta z ludu? Może pomaga im moc, którą pozyskują?
     - Ruszaj się, szybciej!
     Poderwany w ten sposób do czynu, porzucił próżne rozmyślania, coraz trudniej przychodziło mu zresztą zachować jasność umysłu. Organizm reagował w zwykły, przewidywalny sposób. Seria szybkich, gwałtownych pchnięć uniosła falę gorąca, przyszło poczucie pełni, potem ofiarowania i uwolnienia... Wbrew sobie wydał nawet jęk rozkoszy. Poczuł też znajome ssanie, ale to już wcale go nie dziwiło. W końcu miał do czynienia z prawdziwą panią szlachetnej krwi, spragnioną mocy. I wreszcie, nieuniknione osłabienie...
     Pozwoliła mu leżeć przez jakiś czas w półmroku.
     - Dobrze się spisałeś, sir Marcusie.
     Tylko w taki sposób skomentowała jego wysiłki. Zapewne chodziło o przekazaną moc, bo nie miał pojęcia, czy sama odczuła jakąkolwiek rozkosz.
     - Ale teraz czas, byś wracał do siebie. Oczywiście, po nałożeniu ochraniacza. Obmyj się, a ja pójdę po przyrząd. – Wskazała stojącą w kącie komnaty misę.
     Woda okazała się zimna, ale przynajmniej nie lodowata. Musiał też przyznać, że Berenika wyssała zeń wszystkie soki i nałożenie ochraniacza nie powinno przysporzyć szczególnych trudności. Księżniczka nabiera w tym zresztą zapewne coraz większego doświadczenia...
     Małżonka wróciła z przyrządem w dłoni i zgodnie z przewidywaniami Marcusa poradziła sobie bez problemów, chociaż zajęło jej to chwilę czasu. Jak zwykle, nic nie poczuł, gdy wzmacniała blokadę mocą. Beznamiętne zachowanie Bereniki, podczas gdy on doznał jednak fali pożądania oraz doświadczył spełnienia, popchnęło go do próby zrewanżowania się. Zapragnął, by nie tylko on sam poczuł się upokorzony dzisiejszym spotkaniem.
     - Jak powiodło ci się z koniem, szlachetna pani? - Tym razem nie zamierzał powstrzymywać się przed zadaniem tego pytania.
     - Z jakim znowu koniem? - odparła odruchowo, nadal zajęta sprawdzaniem umocowania ochraniacza.
     - Z Demonem, pani – podsunął usłużnie.
     - To piękny rumak i z pewnością mi się przyda.
     - Czyż nie zamierzałaś jednak dosiąść go i poskromić już dzisiaj?
     - Ach, tak... rzeczywiście... - odparła cokolwiek niepewnie.
     - I jak ci się powiodło – ponowił pytanie, nie bez nuty złośliwości w głosie.
     - Sam zdążysz się o tym przekonać, gdy uznam to za potrzebne. Ale teraz dość już tej pogawędki. Wykonałeś swoje zadanie, sir Marcusie. Pora, żebyś wracał do siebie. W przyszłości nie przychodź jednak na moje wezwanie w tak wyszukanych szatach. Teraz dam ci trochę czasu, abyś je nałożył, ale następnym razem, przysięgam,  wyjdziesz stąd półnagi.
     Ubierając się pod ponaglającym wzrokiem Lady Bereniki, Marcus zrozumiał, że próba poskromienia Demona musiała wypaść bardzo źle. Tak bardzo, że jego pani i małżonka nie chciała nawet o tym rozmawiać. Niech mu Bogini wybaczy, ale poczuł z tego powodu satysfakcję większą niż po odbytym akcie małżeńskim.

5 469 czyt.
100%339
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3517 słów i 20422 znaków.

9 komentarzy

 
  • Ewa

    Ewa · 9 lut 2018 · 193422566

    Tak spokojnie, falująco, z bryzą morską i jak zwykle w nienagannym stylu, a w środku niezauważalnie zaczyna wrzeć, aż po kościach daje. Skłaniam czoło i pozdrawiam serdecznie Autora

  • Mily

    Mily · 4 lut 2018 · 193149925

    Hmmm... Spodziewalem sięwiekszych zwrotow akcji troche dłuższego czytanka jak na taki okres oczekiwania :-) wiedz ze czekam na następne @nefer

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 3 lut 2018 · 194008865

    Berenika znika w bocznej izbie, a po powrocie jest nagle ciepła i wilgotna. Coś się ewidentnie święci. Oby tylko Marcus umiał na owo coś zareagować ze spokojem, gdy już je odkryje

  • Robert72

    Robert72 · 2 lut 2018

    Nefer znasz moją opinie, nadal ją podtrzymuję. Nie próbuję nawet spekulować , Ciekawi mnie dobra pozycja Sudrun?

  • nefer

    nefer · 2 lut 2018

    Dziękuję za wszystkie komentarze i pozwólcie, że odpowiem zbiorowo. Zauważcie, że coś się tutaj dzieje i spekulujecie, co takiego. Te dociekania zostawię bez komentarza, oczywiście. Wybaczcie. Dodam tylko, że sytuacja Marcusa ulegnie zmianie, ale tego to zapewne wszyscy Czytelnicy są pewni.

  • POKUSER

    POKUSER · 2 lut 2018

    Czyżby zmiennokształtna? Ale by to nowe możliwości otworzyło

  • violet

    violet · 2 lut 2018

    Oschłość, pozorna obojętność... oj, coś się szykuje. Nic, co oczywiste takim nie jest. Nie na darmo Nefer taką scenkę przedstawił i oczy mydli...
    Łapka i pozdrowienie cieplutkie ode mnie.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 2 lut 2018

    Nie będę komentować więc tylko potwierdzam obecność  

  • AnonimS

    AnonimS · 2 lut 2018

    Poprawiony komentarz. Stosunki z żoną nieciekawe,rola dawcy spermy i mocy. Punktu zbliżenia nie widać. Generalnie ciasne ramki jak dla tak energicznego młodzieńca. W sumie  chciałbym by mu się udało coś zmienić w relacjach z Berenikę bo pozytywnie go odbieram a sądzę że jak ona przestanie "gwiazdorzyć" to może być fajny układ między nimi. Reszta jak zwykle u Ciebie perfekcyjnie.