BASZA część 7

BASZA część 7Jak zwykle podziękowania dla Nefera za korektę.


Następnego dnia obudził się przed południem. Wziął długi prysznic potem zrobił śniadanie. Jajecznica z czterech jajek, smażonych na bekonie i popita sokiem pomidorowym postawiła go na nogi. Ponieważ chwilowo nie miał żadnego zlecenia, wybrał się na basen, a potem na siłownię. Jak zwykle, wysiłek fizyczny pomógł mu w odzyskaniu energii. Przestał myśleć o tym co się zdarzyło i wrócił do domu w lepszym nastroju. Spokojnie spędził resztę niedzieli. W poniedziałek rano wstał jak zwykle o 7.00. Półgodzinna rozgrzewka, potem, kąpiel i lekkie śniadanie. Kiedy minęła dziewiąta zaczął się szykować do wyjścia. Pojechal do biura. Pracował do 16.00 i już miał wyjść z pracy, kiedy
usłyszał dzwonek telefonu. Dzwoniła sekretarka z informacją, że o niezwłoczne spotkanie prosi sekretariat prezesa jednej z największych spółek ubezpieczeniowych. Polecił ustalić konkretny termin, a sam przejrzał się w lustrze. Ciemnoszary garnitur, niebieska koszula, granatowy wąski krawat, czarne skórzane buty i również czarna aktówka pomogły mu przybrać wygląd urzędnika średniego szczebla. Ponownie odezwał się telefon. Kontrahent oczekiwał go o godzinie 18.00.

Gdy punktualnie o oznaczonej godzinie, wszedł do gabinetu prezesa, zastał tam jeszcze dwie inne osoby. Jednym z nich okazał się dyrektor departamentu, którego ochrony miało dotyczyć zlecenie, a drugą niejaka R, radczyni prawna, w której z lekkim zdziwieniem rozpoznał nieznajomą z restauracji. Ani on sam, ani kobieta nie dali poznać po sobie, że widzieli się kiedykolwiek wcześniej. Szybko przeszli do omawiania interesów. Zlecenie wydawało się o tyle trudne, że zakładało nie tylko ochronę, ale również ustalenie oraz ewentualne zatrzymanie sprawców gróźb i szantażu. Zleceniodawcy podejrzewali kilku właścicieli złomowisk. Tacy ludzie często współpracowali ze środowiskiem przestępczym, mafią samochodową. Sprawa wyglądała więc na poważną. Nie ulegało wątpliwości, że nie cofną się przed niczym, by ich złomowiska znalazły się w grupie tych, które wybierano do utylizacji rozbitych aut, za które firmy ubezpieczeniowe wypłacały odszkodowania. Interes ten przynosił milionowe dochody. Taka działalność otwierała nadto różne sposoby legalizacji kradzionych pojazdów, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Dodatkowe utrudnienie stanowił fakt, że z powodu groźby przecieków zleceniodawcy nie życzyli sobie na tym etapie oficjalnej pomocy policji.

Po omówieniu szczegółów umowy zaprosił kontrahentów na obiad. Prezes wymówił się, miał już w grafiku kolejne spotkanie. Pozostali przyjęli zaproszenie i udali się w trójkę do znanej restauracji. Po posiłku dyrektor podziękował za towarzystwo i wrócił do domu. Chociaż zlecenie rozpoczynało się dopiero następnego dnia, wezwał dwóch swoich współpracowników i polecił im odwieźć klienta oraz uzgodnić szczegóły dalszej ochrony. R została, podjęli na nowo konwersację. Najpierw grzecznościowe banały, ale potem wypili bruderszaf i rozmowa ożywiła się. Zapytała, czy wierzy w przeznaczenie, bo skoro się ponownie spotkali, to pewnie tak chciał los. Odparł, że to przypadek. Ona nie upierała się przy swoim. Miała melodyjny, kojący głos i sprawiała wrażenie kobiety łagodnej, chociaż świadomej swojej wartości. Podczas całego wieczoru wielokrotnie wykazywała się inteligencją oraz rozległą wiedzą na różne tematy, miała własne zdanie, ale potrafiła też z uśmiechem ustąpić lub zmienić temat. Oboje czuli się swobodnie, jak gdyby znali się od lat. Po kilku drinkach poszli na parkiet. Dawała mu delikatne znaki, że jej się podoba. Przytulała się w tańcu, spoglądała w oczy. Gdy wrócili do stolika, powiedział wprost:

- Wybacz ale chwilowo mam dość znajomości z inteligentnymi, świadomymi swoich potrzeb i oczekującymi adoracji kobietami.

Niezmieszana, raz jeszcze spojrzała mu prosto w oczy i spokojnie odpowiedziała:

- Nie każda kobieta chce być taką, jak opisałeś. Bywają też takie, które są gotowe zrobić bardzo wiele dla zaspokojenia partnera, o ile go mają.

Domyślił się, że w ten sposób dała mu do zrozumienia, że jest sama. Ujął jej dłoń i zajrzał głęboko w oczy. Nie opuściła wzroku.

- Jak wiele?

- Bardzo wiele.

Zapadła cisza. Żadne z nich nie odwróciło spojrzenia. Pod wpływem jakiegoś impulsu, wydał rozkaz:

- Całuj moją rękę.

Powoli pochyliła głowę i jej wargi dotknęły wierzchu dłoni mężczyzny. Poczuł, że są ciepłe i wilgotne. Czubek języka drażnił skórę, powoli przesuwając się ku kciukowi. Atmosfera jakby zgęstniała. Oboje sycili się chwilą. Jej język znalazł się teraz wewnątrz dłoni. Liźnięcia stawały się coraz dłuższe, coraz bardziej natarczywe. Usta wędrowały powoli w kierunku palców. Gdy dotarły w końcu do kciuka, objęły go silnym, ale zarazem delikatnym uściskiem. Nie zaprzestając pieszczoty uniosła jego dłoń, a spojrzawszy mu prosto w oczy zaczęła przesuwać wargi tak, jak gdyby obciągała fiuta... Trwało to kilka minut, wreszcie puściła jego dłoń. Otarła wilgotne wargi, uśmiechnęła się niewinnie i spytała swym melodyjnym, drgającym z podniecenia głosem.

- Czy jesteś zadowolony? A po krótkiej, jakże wymownej przerwie, dodała słowo klucz. PANIE?

Zanim odpowiedział, długo patrzyli sobie w oczy, badając intencje i szczerość wypowiadanych słów.

- Jestem. Ale czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, na co się decydujesz? Przemyślałaś to dokładnie? A może masz już doświadczenie? - zasypał ją pytaniami.

- Doświadczenia nie mam, ale chcę spróbować. Nieraz fantazjowałam, że jestem czyjąś niewolnicą. Ale moja rodzina, środowisko, a wcześniej również mąż, nie akceptowali żadnych, jak on to nazywał, zboczeń. Nie pozwalało to choćby na próbę realizacji takich pragnień. Kochałam go i chciałam mu oddać się bez reszty. Nie chciał i uważał mnie za zboczoną nimfomankę. Ale już to, że sam chodził na dziwki, było w porządku. Ech, nie mówmy o tym. To jaka decyzja, Panie?

- Podaj mi swój numer telefonu. Zadzwonię i powiem, co postanowiłem.

Na jej twarzy odmalował się zawód. Liczyła najpewniej na natychmiastową, pozytywną odpowiedź. Ale szybko opanowała emocje.

- Dobrze- odpowiedziała.

Zapadła cisza, w czasie której kończyli pić szampana. Zapłacił rachunek i udali się do domów.


***


Przez kilka kolejnych dni zajmowała go organizacja ochrony. Między innymi kontaktował się z zaufanymi znajomymi w policji, prosząc o udzielenie informacji. Nie była to oficjalna droga, zależało mu na dyskrecji. Przy okazji sprawdził też kilka znajomych osób. Z radczynią poszło łatwo, ponieważ znał jej nazwisko. Zresztą wiele tego na wydruku nie znalazł. Jakieś dwa mandaty, kilka kontroli drogowych bez konsekwencji. Dzielnicowy wystawiał jej bardzo dobre opinie okresowe. Była profilaktycznie sprawdzana przez komórkę bezpieczeństwa centrali firmy ubezpieczeniowej w której pracowała. Trochę więcej dowiedział się o jej byłym mężu. Z akt wynikało, że to typ bezwzględny, ale bez przeszłości kryminalnej. Ciekawsze okazały się informacje o K i Y. Otworzyły mu oczy na wiele spraw i wyjaśniły w pewnym sensie postępowanie K, chociaż nie do końca. Ustalił między innymi miejsce pracy Y, który prowadził własną, dobrze prosperującą firmę. K pozostawała na utrzymaniu męża. Miał teraz sporo materiału do przemyślenia. Ale najważniejsze było, jak zawsze, zlecenie i skoncentrował się na pracy.

Sytuacja wydawała się poważna. Za dyrektorem jeździł nieustannie śledzący go samochód z trzema dobrze zbudowanymi, krótko ostrzyżonymi typami. Ich celem było wywarcie presji, nie kryli więc swojej obecności. Kilka zrobionych z ukrycia fotografii pozwoliło na ich identyfikację. Okazali się notowanymi "żołnierzami” jednego groźniejszych gangów, który oprócz narkotyków zajmował się również handlem kradzionymi na zachodzie samochodami. Ponieważ wiele spośród tych luksusowych zwykle aut znajdowała po legalizacji również nabywców za wschodnią granicą, grupa posiadała kontakty z tamtejszym światem przestępczym.

Dużo trudniej poszło z ustaleniem zleceniodawców. Tak jak się spodziewał, za tym wszystkim stali dwaj właściciele złomowisk, których pominięto przy ustalaniu listy miejsc, w których miały być kasowane auta ubezpieczane w firmie zleceniodawcy. Gdy już wiedział o kogo chodzi, zapytał dyrektora, czy zna tych ludzi. Okazało się, że tak. Odbył nawet z nimi spotkanie, na którym usiłowali mu wręczyć łapówkę. Wściekły, opieprzył ostro kontrahenta za zatajenie istotnych dla spraw informacji. Plan akcji wygląd następująco. Jeden człowiek w domu, drugi w samochodzie, obaj 24/h. Dyrektor musiał zgłaszać z wyprzedzeniem każdy wyjazd i podstawiano wtedy dodatkową, dwuosobową eskortę. Ponadto w newralgicznych miejscach trasy rozstawiał motocyklistów, gotowych wkroczyć do akcji, gdyby ekipa w aucie miała problemy.

Po paru tygodniach tej demonstracji nastąpił przełom. On sam wystąpił w roli negocjatora. Na spotkaniu z oboma typami złożył propozycję nie do odrzucenia. Zagroził, że oba składy złomu znajdą się pod stałym nadzorem kamer, filmujących wszystko, co dzieje się na ich terenie. Na dowód, że mówi prawdę, pokazał zezwolenie na całodobowe kamerowanie okolicy. Dodał, że jeśli to nie pomoże, puści przeciek do mediów o ich roli w całym zdarzeniu, co ściągnie na miejsce reporterów, ponadto przetrzepie ich skarbówka. Gdy usiłowali mu grozić odpowiedział spokojnie:

- Próbujcie.

Działania te przyniosły zamierzony efekt. Po kilku dniach przestali nękać dyrektora. Pomimo to, jeszcze przez miesiąc utrzymywał ochronę domu.


***


Dopiero po zakończeniu sprawy zaczął myśleć o R. Mając w pamięci postępowanie K., zastanawiał się, czy nowa znajoma nie ukrywa przypadkiem jakiegoś innego celu kontynuowania ich znajomości. Z drugiej strony, cóż mu pozostawało? Prośba o kolejne spotkanie z K, na które ona wcale nie musiała się zgodzić? Zresztą, tak czy inaczej, jego pozycja byłaby w tym układzie bardzo niepewna. Zdecydował się na spotkanie z R. Zadzwonił i zapytał:

- Jesteś nadal chętna?

- Tak proszę Pana.

- To spotkamy się u mnie, w sobotę o 17.00. Ubierz się według własnego uznania Podał dokładny adres i odłożył słuchawkę.

Nadeszła sobota. O godzinie 16.59 usłyszał gong u drzwi. Odczekał dłuższą chwilę nim otworzył. Za progiem stała ona. Ubrana w elegancką ciemnowiśniową sukienkę, nałożyła dyskretny makijaż, usta uszminkowane w podobnym tonie, pomalowane paznokcie. Wiśniowe pantofelki i torebka dopełniały całości. Rozpuszczone, faliste włosy, w uszach małe złote kolczyki, na szyi złoty łańcuszek z wodnikiem*, jak potem mu powiedziała - jej znakiem zodiaku. Na twarzy uwidaczniały się niepewność i determinacja.

* Wodnik – opis znaku Zodiaku
Wodnik(20. 01 – 18. 02)
Wolność i równość, przekraczanie granic. motto to niezależność, humanitaryzm, wynalazczość.
Cechy charakteru
Wodniki nie lubią utartych schematów i ustalonych reguł. Zamiast tkwić w tym, co sprawdzone, wybiegają myślą w przyszłość. Przeważnie sa tolerancyjne i niewiele rzeczy jest w stanie je zdziwić. Choć otwarte na nowości, potrafią byc bardzo uparte i trudno je przekonać do zmiany poglądów. Przyjacielskie i lubiane, ale zwykle zachowują pewien dystans, wynikający z potrzeby zachowania niezależności.
Główne zalety
Wodniki cenią wolność i indywidualność. Są niezależne i samowystarczalne. Myślą przyszłościowo, wyprzedzają swoją epokę. Mają zdolnośc obiektywnej oceny sytuacji, gdyż potrafią się zdystansować od emocji.
Główne wady
Oryginalność i nowatorstwo Wodników może łatwo przerodzić się w ekstrawagancję i trudności w przystosowaniu się do otoczenia, a przekraczanie granic w anarchię i bunt dla samej zasady, nawet jeśli nie ma konkretnego powodu. Podkreślanie niezależności i nieangażowanie się może być odbierane jako chłód emocjonalny.
Kobieta
Typ bardziej przyjaciółki niż ukochanej, przyjacielska, niekonwencjonalna, niezależna.

4 385 czyt.
100%2211
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i kryminalne, użył 2061 słów i 12458 znaków, zaktualizował 25 maj 2018.

11 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 25 czerwca

    No proszę odkryłeś innego bohatera, jego pracę i stanowisko. Jego marzenia o niewolnicy są nadal aktualne. Strasznie mnie irytuje uległość kobiet przed takim zimnym pewniakiem. Pozdr

  • AnnaKowalska

    AnnaKowalska · 6 marca

    Dobrze się wreszcie trochę dowiedzieć o Nim. Ale ta dłoń... - najlepsza.  

  • Margerita

    Margerita · 29 stycznia

    łapka w górę

  • angie

    angie · 16 stycznia

    Wszystko to o Wodniku to prawda.

  • Milady

    Milady · 31 maj 2018

    Cóż, przynajmniej bohater dostał przedsmak swoich fantazji. Zobaczymy, co będzie dalej.

  • Somebody

    Somebody · 29 maj 2018

    A zatem bohater nadal nie znalazł tego, czego szuka. Kolejna partnerka dająca chwilowe zadowolenie. R prawdopodobnie znów go w pewien sposób wykorzysta do swoich celów. Tak przynajmniej wnioskuję na podstawie opisu Wodnika, który zajmuje sporą część tekstu. Osobiście, nie wierzę w te wszystkie astrologie, numerologie etc. Niemniej skoro się tutaj znalazł ten opis, to widocznie ma związek z opowiadaniem.  

  • Obca

    Obca · 27 maj 2018 · 201233482

    No wiesz! Sądziłam, że będzie więcej... Heh, aleś nafaszerował opowiadanie opisem wodnika. Ja jestem Ryba. Ale ciekawi mnie, co takiego ta K wymyśli. Odwrócone role. Dobrze, bo potrafisz nasz zaskoczyć. Łapa!

  • Hipokryta

    Hipokryta · 27 maj 2018

    Bardzo ciekawa część, a przy tym mocno autentyczna, pewne jej elementy przypominają mi moją własną młodość - więc może przez ten "wspomnień czar" wydaje m się taka dobra. Sądząc po komentarzu @nefera - następna część już jest, jedynie musi przejść korektę. Czekam na tą kolejną część niecierpliwie.

  • AuRoRa

    AuRoRa · 26 maj 2018

    Fajna część, zaczyna się fabuła rozwijać, kradzione samochody, mafia, zagadki. Jeszcze nowa kobieta, która zaciekawiła bohatera swoimi pomysłami. Zaskakujące nawiązanie na końcu do astrologii, plus charakterystyka wybranego znaku Super, pozdrawiam

  • nefer

    nefer · 25 maj 2018

    Ta część trochę okrojona, mniej więcej o połowę. I to trochę z mojej winy, bo nie zdążyłem z korektą. Dlatego może mniej tu scen czysto erotycznych, więcej natomiast treści ogólnych. Jestem przekonany, że K jeszcze poworóci, chociaż bohater i bez niej radzi sobie bardzo dobrze.

  • violet

    violet · 25 maj 2018

    Część rozbudowana, uchylasz rąbka tajemnicy, i zaraz tworzysz inną, i dobrze. A nasz główny bohater   wchodzi w "świat" i odkrywa siebie. Bardzo jestem ciekawa jak się w nim odnajdzie. Ode nie łapa w górę.
    Pozdrawiam.