BASZA część 3

Basza, cz. 3.


W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku wyjechał do Niemiec. Był sam, pracował w fabryce, a w wolnym czasie zwiedzał okolicę. Nie pomijał przy tym sexschopów barów Tiffany, czy specjalistycznych kin, gdzie w kabinach oglądał filmy porno, głównie o tematyce BDSM. W Niemczech kwestie te traktowano inaczej niż w tchnącej zaściankiem Polsce i oferta przedstawiała się naprawdę bogato. W czasie tych wędrówek poznał pewnego rodaka, również zafascynowanego dominacją. Zaczęli wspólnie spędzać weekendy, razem zwiedzając przybytki wszelakiej rozpusty.

Pewnego razu trafili do restauracji na obrzeżach miasta, w której miał się odbyć pokaz sadomasochistycznej tresury. Z wielu zaprezentowanych epizodów szczególnie jeden zapadł mu w pamięć. Muskularna domina, ubrana w lateksowe wdzianko, w butach na szerokich obcasach i z biczem w prawej dłoni, wjechała na scenę, stojąc na grzbietach dwóch niewolników. Mężczyźni występowali niemal nago, nałożono im jedynie czarne pasy cnoty oraz szerokie obroże, zostali też całkowicie pozbawieni owłosienia. Pełzali na rękach i kolanach, zachowując wspólny rytm i uważając, żeby Pani nie zachwiała się, ani tym bardziej nie spadła. Do ich obroży przymocowano smycze, które domina trzymała w lewej dłoni. Co jakiś czas strzelała w powietrzu z bata, bezlitośnie poganiając swoich poddanych.   Niewolnicy nosili wyraźne ślady po otrzymanych uprzednio chłostach. Wbrew pozorom, ich proste na pierwszy rzut oka zadanie nie należało do łatwych. Usytuowana na środku sali estrada posiadała dość spore rozmiary, a oni musieli okrążyć ją trzykrotnie. Domina odznaczała się wysokim wzrostem, a solidnie zbudowana, zapewne i sporą wagą. Gdy cała trójka zbliżyła się do zajmowanego przez gości z Polski stolika, obydwaj z kolegą zauważyli, że łokcie i kolana niewolników krwawią. Szczegół ten również mocno utkwił mu w pamięci.

Po zakończonych pokazach udali się do pobliskiego baru, gdzie pijąc whisky długo dyskutowali o obejrzanych scenach. Przy drugiej butelce jego rozmówca zdradził, że bywał w Polsce na podobnych, tylko prywatnych imprezach. Ośmielony może wypitym alkoholem, zapytał wtedy znajomego, czy po powrocie do kraju mógłby go na takie „przyjęcie” wprowadzić. Kolega odpowiedział, że o ile organizator się zgodzi, to nie widzi problemu. Potem spotykali się jeszcze wiele razy, a tuż przed wyjazdem wymienili się danymi kontaktowymi.


***


Po powrocie do Polski na nowo podrywał kolejne dziewczyny, ale nadal nie zdołał znaleźć w tym satysfakcji. Przed jego oczami przewijały się oglądane na filmach oraz podczas pokazów sceny dominacji. Pragnienie posiadania kobiety całkowicie od niego zależnej nasilało się coraz bardziej. Wspominał nieustannie pewien opis z „Pana Wołodyjowskiego”, a szczególnie taki oto fragment: „była igraszką i niewolnicą tego potwornego ślepca; drżąca jak bity pies, musiała się czołgać u jego nóg i patrzeć mu w twarz, i patrzeć na ręce, czy nie chwytają za batog z surowca – i tamować dech – i tamować łzy."

O takiej właśnie niewolnicy marzył i postanowił, że zdobędzie ją wszelkimi dostępnymi środkami. Zaczął od spotkania z poznanym w Niemczech kolegą. Siedzieli w małej knajpce, gawędząc i pijąc.

- Nadal bywasz na tych prywatnych spotkaniach BDSM? - zapytał w pewnej chwili.

- Tak - odpowiedział znajomy i zamilkł.

Rozmowa przestała się kleić. W milczeniu wypili jeszcze po dwie setki. To dodało mu animuszu, a wspomniawszy o swoich marzeniach, zapytał w końcu wprost.

- Możesz mnie ze sobą zabrać?

- Chyba mogę. Tylko pamiętaj, absolutna dyskrecja, a w razie nalotu policji sam się tłumaczysz. Coś takiego zostanie ci w papierach.

- Zdaję sobie z tego sprawę, ale zaryzykuję. To dla mnie niedostępne środowisko, świat, o którym często marzę i fantazjuję od lat, a nie wiem, jak samodzielnie zdobyć kontakt.

- Dobrze, czekamy w takim razie na informację od organizatora. Aha, jeszcze jedno! Gdy tam będziemy, to nie wypytuj nikogo o sprawy osobiste i zawodowe. Tylko obserwuj i sam też mów o sobie jak najmniej. Bo dyskrecja to podstawowa zasada obowiązującą w tym gronie. Nie zdziw się, jeżeli niektórzy uczestnicy przyjdą w maskach, albo będą się przemykać na piętro. Tam wolno wchodzić tylko tym, którym gospodarz pozwoli, a ty, jako nowy, nie masz na to szans.

Po trzech tygodniach niecierpliwego oczekiwania udali się na zapowiedziane spotkanie. Otworzyła przed nimi podwoje duża willa, otoczona ogrodzonym parkiem, z biegającymi po terenie dobermanami. W środku zastali kilkanaście osób, najwidoczniej dominujących, sądząc po swobodnym zachowaniu oraz po tym, że nosiły ubrania. Znalazło się wśród nich pięć kobiet, w raczej wyzywających strojach. Pomiędzy tymi uprzywilejowanymi uczestnikami przyjęcia poruszali się nadzy niewolnicy, podający kanapki i napoje. Ich poddańczy status podkreślały zapięte na szyjach obroże oraz skórzane opaski z kółkami i karabińczykami na przegubach rąk i nóg. Dwaj słudzy nosili maski. Z rozczarowaniem zauważył, że wśród niewolników nie ma ani jednej kobiety.

Pomimo tego zawodu, z zainteresowaniem obserwował to, co zobaczył, a działo się sporo i to jednocześnie. Przy drzwiach czekał odźwierny, również z obrożą na szyi, tym razem metalową. On jeden spośród sług nosił ubranie. Przyjmował okrycia i wskazywał gościom drogę do salonu. Oczywiście, nikt nikogo specjalnie nie witał, ani też nie anonsowano niczyjego przybycia. Gdy tylko weszli razem z kolegą, wziął kieliszek wina z tacy podanej przez jednego z niewolników. Powoli sącząc trunek, rozejrzał się uważnie dookoła. Na blacie ustawionego na środku salonu masywnego stołu leżał rozkrzyżowany, nagi mężczyzna, którego przeguby przywiązano do nóg mebla. Stojąca obok kobieta polewała ciało niewolnika woskiem z płonącej świecy, tworząc wymyślne wzory na jego skórze. Od czasu do czasu robiła to z bardzo bliska, wywołując na twarzy torturowanego grymas bólu. Nie ośmielał się jednak jęczeć ani krzyczeć. Niedaleko siedziała w fotelu kolejna domina, rozmawiając ze stojącym obok gościem. Nosiła skórzane kozaki do kolan. Szczegół ten przyciągał spojrzenie, gdyż tuż przed nią klęczał nagi niewolnik i dokładnie wylizywał buty swojej Pani. Ona nie zwracała na to większej uwagi, zajęta adoratorem. Od czasu do czasu smagała tylko poddanego pejczem po nagich plecach. Co prawda, ocenił, że niezbyt mocno. Nawet nie po to, żeby wymierzyć karę za jakieś uchybienie czy niezdarność, ale ot tak, by przypomnieć, że powinien należycie się starać w służbie dla Pani.

Rozglądał się dalej. Jego uwagę zwróciła młoda kobieta, siedząca na stołku barowym. Zgrabne, długie nogi w szpilkach trzymała na brzuchu i torsie kolejnego niewolnika, leżącego na podłodze u jej stóp. Nacisk musiał być silny, na nagiej skórze pojawiły się wyraźne, zaczerwienione ślady. Przyglądając się bliżej służącemu jako podnóżek uległemu zauważył, że jest on znacznie starszy od swojej Pani. Na ciele sługi dostrzegł liczne ślady po chłoście, a także sińce, spowodowane zapewne kopniakami. Kobieta zauważyła jego zainteresowanie i z uśmiechem na ustach wskazała wolny stołek obok. Chętnie się przysiadł, zaczęli rozmawiać. Powiedziała, że ma na imię K. On również przedstawił się imieniem. Kiedy upewniła się, że jest po raz pierwszy na tutejszej imprezie, stwierdziła tonem głosu doświadczonej bywalczyni, że na nic ciekawego nie należy już raczej liczyć. Jak zwykle, skończy się na wiązaniu i nijakim biczowaniu uległych, więc jeżeli on ma ochotę na coś więcej, to zaprasza go do siebie, gdzie wspólnie zajmą się jej niewolnikiem. Zajmą się naprawdę. Zgodził się i uprzedził kolegę, że wychodzi. Znajomy szepnął, że mu zazdrości, bo sam próbował kilka razy umówić się z tą panią, ale mu nie wyszło.


* * *


Usadowieni wygodnie na tylnym siedzeniu nowego modelu mercedesa pojechali do domu w podmiejskiej okolicy, prowadził niewolnik. Sporych rozmiarów willę usytuowano na rozległej działce, w dużej części porośniętej świerkowym starodrzewem. Ponieważ nikt nie obcinał gałęzi tych drzew, rosły one bez przeszkód i tworzyły malowniczą plątaninę. Stanowiły zarazem parawan dla oczu ciekawskich oraz tłumiły możliwe odgłosy. Zresztą tych ciekawskich nie trafiało się zapewne zbyt wielu, uliczka była mała i zabudowana tylko niskimi domkami. Willa, nie wyróżniająca się zbytnio z zewnątrz, zaskakiwała swoim wnętrzem. Stylowe meble, parkiety, perskie dywany, umiejętnie dobrane oświetlenie, wszystko to stanowiło starannie skomponowaną całość i świadczyło o dobrym guście osoby, która to urządzała. Zdziwił się, że weszli do salonu w butach, zostawiając brudne ślady zarówno na parkiecie, jak i na dywanie. Zasiedli wygodnie w fotelach.

- Psie, do nogi! - zawołała K.

Słysząc to, niewolnik przypełznął na czworakach, kompletnie już nagi i zamarł obok butów swojej Pani, przyciskając czoło do podłogi. Oczywiście, nie zadała sobie trudu przedstawienia sługi, później dowiedział się, że nosił imię Y.

- Od tej chwili masz słuchać tego Pana tak samo jak mnie i pokornie znosić wszystko, co będzie z tobą robił i czego będzie wymagał. Zrozumiałeś?

- Tak, Pani.

- Buty! - rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Być może chciała zademonstrować gościowi swoją władzę nad sługą.

Y zareagował natychmiast, najwidoczniej został dobrze wyszkolony i znał procedurę. Ostrożnie uwolnił stopy swojej Pani od skórzanych kozaczków, które przy pomocy sługi nałożyła wychodząc z przyjęcia. Podobnie jak wówczas, każdy z nich z czcią ucałował, zanim ośmielił się dotknąć go dłońmi. Natychmiast wsunął na ich miejsce wygodne, domowe pantofelki, które zapewne uprzednio przygotował. Po wykonaniu tej czynności zamierzał ponownie pocałować stopy Władczyni, ale zniecierpliwiona odtrąciła go nogą.

- Precz! Teraz zdejmij buty Pana.

Nadal na czworakach, Y podszedł do gościa. Zachował się identycznie jak poprzednio, a po wykonaniu rozkazu zamarł w bezruchu.

- Chodź, pokażę ci dom. A ty, sługo, przygotuj kolację, napoje, nakryj stół. Możesz wstać i chodzić normalnie – zezwoliła łaskawie

- Dziękuję, Pani. - Y szybko podniósł się z kolan i wyszedł.

Wzięła gościa pod rękę i ruszyli zwiedzać. Obejrzał dużą sypialnię z olbrzymim łożem, garderobę, dwie łazienki (w tamtych czasach rzadki luksus), pokoje gościnne i jej gabinet. Obok sypialni znajdował się mały pokoik. Na podłogę rzucono tam materac z kocem i niewielki jasiek. W pomieszczeniu znajdowały się jeszcze większa szafa na ubrania oraz szafka na drobiazgi. Na tej ostatniej ustawiono dzbanek z wodą i metalową miskę. Surowość wystroju kontrastowała z gustownym przepychem reszty domu.

- Jak się pewnie domyślasz, to pokój Y. Śpi tutaj, gdy mam dobry humor i niczym mi akurat nie podpadł. W przeciwnym razie nocuje w piwnicy. Chodź, to ci ją pokażę. Powinna cię zainteresować.

Pociągnęła go za rękę. Zeszli po kamiennych schodach do obszernego pomieszczenia z zamurowanymi oknami. Światło dawała elektryczna żarówka. Już na pierwszy rzut oka ocenił, że to prawdziwa sala tortur. Jeden z kątów zajmowała metalowa klatka. Do ściany przytwierdzono łańcuch ze stalową obrożą. Tuż obok stały drewniane dyby. W pobliżu zainstalowano jeszcze kran z wężem. Przeciwległą ścianę zdominował krzyż w kształcie litery X, z uchwytami służącymi do przypięcia przegubów rąk i nóg więźnia.

- Ciekawe, prawda? I bardzo przydatne. Na tym całym przyjęciu nie znalazłbyś niczego tak profesjonalnego – pochwaliła się K. - Ale szczególnie dumna jestem z tego.

Szerokim gestem wskazała na kolejną ścianę Wzrok przyciągała tam umieszczona na długiej półce oraz rozwieszona na kilku hakach bogata kolekcja przyrządów do chłosty. Pejcze, palcaty, trzcinki, krótkie baty z kilkoma końcówkami. Uwagę zwracał jednak przede wszystkim kilkumetrowy, skórzany bicz, którego używanie wymagać musiało dużych umiejętności. Kolejną półkę zajmowały klamerki, opaski na ręce i nogi, skórzane oraz metalowe obroże, a także różnych rozmiarów didola i zrobiony samodzielnie strapon z drewnianym fiutem. Podłogę wyłożono terakotą, a ściany pomalowano olejną farbą, tworzącą wodoodporną lamperię. Przyglądał się w milczeniu, pomimo tego, co ujrzał i usłyszał wcześniej, zszokowany jednak tym wystrojem.

- Kto to urządził? - zapytał.

- Oczywiście, że Y. - Spojrzała zdziwiona. - Przecież nikogo obcego bym do tego nie zatrudniła. Baty kupiłam w sklepie z akcesoriami do konnej jazdy, a długi bicz przywiózł mi znajomy z wystawy hodowli bydła z Hiszpanii. Bywa na tych przyjęciach w willi, z której właśnie uciekliśmy, więc mogłam go o to poprosić. Chłostanie takim biczem wymaga wprawy, ale warto było poćwiczyć.

Gdy wrócili do salonu, kolacja już czekała. Usiedli do stołu, Y usługiwał. Podawał potrawy, nalewał napoje. Okazywał uwagę i skupienie, starał się odgadywać ich życzenia, zwłaszcza zachcianki K. Potem przyszło mu do głowy, że on sam nie był zapewne pierwszym gościem, którego gospodyni zaprosiła do domu, a nieszczęsny Y musiał domyślać się, co go czeka i może pragnął w ten sposób zmiękczyć serce swojej Pani. Jeżeli tak, to starania te okazały się całkowicie daremne. Cóż mu jednak pozostawało, poza nadzieją? W trakcie posiłku podtrzymywali niezobowiązującą rozmowę, ale nie dotyczyła ona niczego ważnego. Wreszcie, po kilku kieliszkach wina, K zaczęła opowiadać o Y. Jest jej niewolnikiem już od trzech lat, a ona lubi go dręczyć, szczególnie w towarzystwie innych facetów. Pod koniec kolacji rzuciła krótko.

- Miska!

Y natychmiast przyniósł metalowe naczynie. Pani zsunęła na nią resztki jedzenia i zapytała gościa.

- Zostało ci coś?

- Tak – odpowiedział odruchowo.

- To mu daj.

Wsypał więc do miski to, czego nie dojadł. Niewolnik postawił naczynie na podłodze, opadł na kolana i zjadał resztki bez użycia rąk. K poprosiła gościa, by poczekał na kanapie, a sama wyszła z salonu, gwiżdżąc jeszcze na Y, który przerwał jedzenie i na czworakach pobiegł szybko za swoją Panią. Wróciła po kwadransie, ubrana w czarny, skórzany gorset oraz króciutką, również czarną i uszytą ze skóry spódnicę. Na nogi nałożyła czarne pończochy, a na ręce sięgające łokci rękawiczki tego samego koloru. Stroju dominy dopełniały sznurowane kozaki na wysokim obcasie, oczywiście także czarne i skórzane. Spoglądał na K z prawdziwym podziwem. Gorset podkreślał jej talię, eksponując obfity biust, spódniczka opinała dwie krągłe półkule pośladków. Zgrabne, silne nogi w pięknych, wyszczuplających oraz dodających wzrostu butach dopełniały wrażenia. Wyglądała zjawiskowo.

- Jesteś bardzo piękną kobietą, K – powiedział, pożerając ją wzrokiem.

- Dziękuję za uznanie - odpowiedziała z czarującym uśmiechem. - Potem napatrzysz się jeszcze do woli i może na samym patrzeniu się nie skończy, ale teraz pora zabawić się z niewolnikiem. Idziemy do piwnicy! Psie, ty przodem.

Niewolnik zbladł. Jeżeli żywił jeszcze jakiekolwiek nadzieje na łaskę, to właśnie zostały one ostatecznie rozwiane. Posłusznie wykonał jednak rozkaz. Gdy zeszli, K zapytała tonem swobodnej rozmowy.

- Od czego zaczniemy?

- Ty decydujesz, ja nie mam doświadczenia – odpowiedział.

- To od chłosty na krzyżu – postanowiła bez wahania. - Psie, stań twarzą do ściany – zadysponowała. - A ty pomóż mi go przypiąć – poprosiła towarzysza.

We dwójkę szybko zapięli na przegubach rąk i nóg Y skórzane opaski. Po zachowaniu się niewolnika widać było, że odczuwa prawdziwy strach. Zbladł, na czole perlił się pot. Nie ośmielił się stawiać oporu czy choćby błagać o łaskę, ale nie wyglądało na to, by w jakikolwiek sposób ekscytował się, czy tym bardziej rozkoszował całą sytuacją. Jeżeli była to zabawa, to z pewnością nie dla niego.

- Teraz pora wybrać bacik... - rozważała głośno K, która w przeciwieństwie do Y zdawała się odczuwać coraz większe podniecenie.

Po chwili namysłu sięgnęła po długi na około metr palcat z bardzo cienką końcówką.

- Twoja kolej – ponagliła gościa.

Bez słowa wziął do ręki podobny przyrząd. Nie miał żadnego doświadczenia w czymś takim i wolał nie improwizować. Ona zechce pewnie wychłostać niewolnika jako pierwsza i będzie mógł po prostu ją naśladować.

- Biłeś już kiedyś człowieka? - spytała, wyczuwając może jego niepewność.

- Tak, ale nie w taki sposób. Tylko w bójkach, głównie pięściami, a bywało, że i z "główki".

- To popatrz. - Wskazała palcatem plecy, pośladki, uda i łydki więźnia. - Tu możesz bić bez obawy, że coś uszkodzisz, o ile, oczywiście, nie zedrzesz z niego skóry.

Wypowiadając ostatnie słowa uśmiechnęła się perfidnie, widząc, że niewolnik zadrżał ze strachu. Nabrał pewności, że cała ta sytuacja musi ją silnie podniecać, a wszystkie przekazywane szczegółowo instrukcje służą nie tylko powiększeniu jego wiedzy.

- Omijaj nerki oraz ich okolice, a gdy jest obrócony przodem, również pozostałe "podroby". No i nogi, trzeba jednak uważać na łydki, o ile chłostany ma żylaki lub zakrzepicę. Możesz spokojnie bić po głowie, ale jeżeli jest krótko ostrzyżony, to widać potem strupy. Czasami to przeszkadza.

Udzielała tych pouczeń ze znawstwem znamionującym duże doświadczenie. Może zresztą celowo przeciągała tę chwilę, rozkoszując się coraz wyraźniej widocznym strachem Y? W obecnej sytuacji więzień i tak nie mógł już nic zrobić, ale jego mimowolne próby sprawdzenia siły pęt musiały sprawiać K satysfakcję.

- No, to zaczynamy – rzuciła.

Na początek mocno smagnęła niewolnika przez plecy, zostawiając czerwoną pręgę. Sługa jęknął. Uderzyła jeszcze dwa razy, z podobnym efektem.

- Teraz twoja kolej - zwróciła się do gościa.

Wybrał najbezpieczniejsze rozwiązanie i uderzył niezbyt mocno w tyłek. Palcat pozostawił ledwie widoczny ślad, a Y tylko sapnął.

- Mocniej, dupa to nie szklanka – zachęciła.

Uderzył jeszcze raz, potem kolejny, ale nie potrafił się przełamać, żeby bić mocniej. To było zupełnie coś innego, niż przyłożyć komuś z pięści w bójce.

- Przerwijmy to - powiedziała niezadowolona K. - Na takie pieszczoty to on nie zasłużył - zadrwiła z towarzysza.

- Nie jestem przyzwyczajony, to mój pierwszy raz – tłumaczył się niezdarnie.

- Dobra, zrobimy inaczej. Odpinamy go i wiążemy na nowo, przodem do nas. Pomóż przynajmniej w tym.

- A teraz się przyglądaj – dodała, gdy uporali się z zadaniem.

Więzień nie stawiał przy tym wszystkim oporu. Pani uszczypnęła niewolnika w sutki i przypięła do nich klamerki. Nie takie do prania, ale jakieś specjalne, ze sprężynami. Musiały sprawiać większy ból, bo Y syknął, gdy je mocowała. Wzięła następnie krótki palcat z płaską końcówką i kilkoma celnymi uderzeniami strąciła kolejno obydwie na ziemię.

- Twoja kolej! - poleciła.

Z przypięciem klamerek poradził sobie w miarę sprawnie, ale ich zrzucenie nie poszło już tak łatwo. Potrzebował większej ilości uderzeń niż K, bo parę razy nie trafił w cel. O dziwo, gospodyni nie okazała tym razem niezadowolenia. Może dlatego, że jego nieporadne poczynania sprawiły więźniowi tym większy ból?

Następnie Y został unieruchomiony w dybach. Jego Pani dodatkowo przypięła mu rozpórkę pomiędzy nogami. Zmusiło to niewolnika do przyjęcia postawy otwierającej łatwy dostęp do odbytu, a także do moszny i penisa. Domina nałożyła gumową rękawiczkę, wzięła z półki duże dildo i bez nawilżania, zdecydowanym ruchem wcisnęła je więźniowi do odbytu. Usłyszał zdławiony skowyt. Nie zwracając na to uwagi, K bezlitośnie dopchnęła przyrząd do oporu. Torturowany Y ponownie zaskomlał.

- Nie wyj, zaraz będziesz miał prawdziwy powód do jęków – zagroziła, sycąc się cierpieniem i strachem poddanego.

Wzięła do ręki hiszpański bat do zaganiania bydła i trzasnęła nim w powietrzu, uderzając końcówką o ścianę, na której pojawiło się wgłębienie. Gość spojrzał z pewnym zdumieniem, a przerażony Y w końcu nie wytrzymał.

- Pani, łaski, proszę, nie bij mnie więcej tym biczem, nie tym, błagam.

Mówił jeszcze o wiele więcej, ale chyba pobudził tylko w ten sposób okrucieństwo swojej Pani. Wydawała się zbytnio podniecona, by okazać jakąkolwiek łaskę. Słuchała jednak tego skomlenia z satysfakcją.

- Milcz nędzny kundlu - krzyknęła w końcu i bat owinął się wokół pleców i brzucha niewolnika.

Więzień zawył, tego odgłosu cierpienia nie dało się w żaden sposób porównać z wcześniejszymi jękami. Podniecona K uderzała raz po raz, nie zważając na wrzaski i błagania, bo Y krzyczał teraz bez przerwy. Obserwując jej twarz widział grymas zajadłej, autentycznej nienawiści i satysfakcji, które odczuwała podczas wymierzania chłosty. Nie spodziewał się, by miała okazać torturowanemu jakąkolwiek łaskę, albo by potrzebowała jeszcze jego własnej, niezdarnej pomocy w dziele doprowadzenia więźnia do stanu zwierzęcego bólu i przerażenia. Skóra poddanego pękła w kilku miejscach, pojawiła się krew. Chłostany niemiłosiernie Y nadal wył bez ustanku.

- Zamknij się i nie wrzeszcz! Dobrze wiesz, że będę biła dotąd, aż wreszcie nie przestaniesz!

Usłyszał te słowa z pewnym zdziwieniem. Więzień po prostu nie był w stanie zamilknąć, tylko tym krzykiem mógł jeszcze wyrażać swój ból, rozpacz, strach, cierpienie i prośbę o łaskę. A jednak to K miała rację i wiedziała, co chce osiągnąć. Po kilkunastu uderzeniach Y zawisł wreszcie bezwładnie w dybach. Jego okrutna Pani rzuciła bat pod ścianę i podeszła do węża z zimną wodą.

- Uwolnij go, proszę – powiedziała z zadziwiającym spokojem.

Podszedł i wykonał polecenie. Odsunął się, a K polewała niewolnika zimną wodą, dopóki się nie ocknął. Doskonale wyczuwała, na ile może sobie pozwolić. Czy jednak kiedyś nie przekroczy nieuchwytnej granicy? Wolałby nie być przy tym obecnym. Gdy Y zaczął się ruszać, K rozkazała mu posprzątać, a oni oboje poszli na górę. Pod drodze, wiedziony impulsem i pożądaniem, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.

9 165 czyt.
100%1811
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4021 słów i 22933 znaków.

11 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 22 czerwca

    Rozwiązłość i dominacja kobiety pokazuje władzy=ę nad niewolnikiem i ma coś ze snobizmu... bogatemu wszystko wolno. Jednak z drugiej strony niewolnik dobrowolnie przebywa u niej, bo gdyby nie chciał odszedł by. Pomimo że niektóre działania przybierają formę przymusu, to wydaje mi się że pomiędzy nimi istnieje obopólne spektrum osobowości i interakcji seksualnej. Ponieważ BDSM nie jest formą molestowania seksualnego i zniewolenia bo jest to aranżacja, ustawka za zgodą zaangażowanych ludzi.
    Zakończenie tej części wskazuje na owocną noc. Tak czy siak jest mocno zarysowany wątek gadżetowy.
    Pozdrawiam

  • AnnaKowalska

    AnnaKowalska · 1 marca

    Ja tam stałam pod tym krzyżem z Y. Biedactwo nieprzytulone po wszystkim. Włosy mi się zjeżyły.

  • Margerita

    Margerita · 14 gru 2018

    łapa w górę no no bohaterowi chyba się marzą kłopoty

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 gru 2018

    Czyżbyś z Violet jakąś konspirację... ten teges?

  • elenawest

    elenawest · 27 wrz 2018

    Nie mój styl, ale napisane dość zgrabnie ;-)

  • violet

    violet · 15 kwi 2018

    Ciekawe, ciekawe... bardzo ciekawe... Łapa ode mnie   
    Pozdrawiam.

  • Milady

    Milady · 14 kwi 2018

    No... Zostałam bez słów. Naprawdę świetnie wszystko odpisałeś. Mogłam niemal poczuć jakbym tam była. Jestem tą bardzo usatysfakcjonowana i już nie mogę doczekać się następnej. Pozdrawiam, M.

  • Obca

    Obca · 14 kwi 2018 · 201233482

    Powiało sadomaso

  • Ewelina31

    Ewelina31 · 14 kwi 2018

    O mój Boże! Ty to jesteś twardy, powaga... Aż mnie wszystko bolało, kiedy to czytałam. I chyba nigdzie ci się nie spieszyło, kiedy to pisałeś. Brawo, mocne, dla mnie okrótne i bolesne, ale to tylko plus dla ciebie, bo potrafiłeś ukazać okrótność prawdziwą, a nie wymyśloną. Chyba nie usnę dziś w nocy...

  • nefer

    nefer · 14 kwi 2018

    Tekst naprawdę "mocny", napisany przy tym w oszczędny sposób. Widać jednak zarazem, że to rzeczywiście autentyczne przeżycie. Wspomnienia o dawnych wypadkach, gdy poczatkujący adept dominacji wkracza w ten trudno zawyczaj dostępny świat (pomijając usługi komercyjne). Sam nie posiada szczególnych doświadczeń i dopiero je zbiera. Jako interesującą ciekawostkę odbieram fakt, że poszukując w sumie uległej kobiety - niewolnicy, trafił na zupełnie odwrotne relacje. I to zarówno podczas komercyjnych pokazów w Niemczech, na zamkniętej imprezie w Polsce (wśród uległych nie znalazł tam ani jednej kobiety), czy wreszcie w prywatnej willi poznanej na tymże spotkaniu atrakcyjnej towarzyszki zabawy. Czyżby układy władczyni - niewolnik występowały bardziej powszechnie niż pan - niewolnica? A może tylko bardziej się uzewnętrzniały? Zobaczymy to może w dalszej części relacji, bo przecież bohater z pewnością nie zadowoli się tym, co znalazł do tej pory.

  • Somebody

    Somebody · 14 kwi 2018

    Jest to dosyć mocne, ale jednocześnie nie przesadzone (co się bardzo często zdarza w tego typu tekstach). Widać, że autor wie, o czym pisze. I chyba w tej dużej dozie autentyczności  leży główna siła opowiadania. Nie ma tutaj żadnych językowych 'dekoracji', bo w sumie są zbędne. Prostota i obiektywizm narracji całkowicie wystarczają, żeby przemówić do czytelnika. Ja jestem na 'tak', chociaż klimat wybitnie nie mój.