BASZA część 5

Odcinek tylko dla pełnoletnich!  Podziękowania dla Nefera za korektę a wszystkim komentującym za podpowiedzi i uwagi.

          *.        *.        *

Odebrał Y.

- Poproś Panią do telefonu.

- Dobrze – usłyszał w odpowiedzi. Zauważył że sługa nie nazwał go panem. Za chwilę usłyszał głos K.

- Witaj. Podjąłeś już decyzję?

- Tak. Ale mam warunek.

- Jaki?

- Y ma do mnie mówić Panie i wykonywać moje polecenia. I jeśli mi podpadnie, będę mógł go ukarać, bez pytania ciebie o zgodę. Odpowiesz mi od razu, czy potrzebujesz czas do namysłu?

W słuchawce usłyszał śmiech K. Gdy przestała się śmiać, powiedziała

- Nie, nie potrzebuję czasu do namysłu. Zgadzam się. I cieszy mnie to, że poważnie potraktowałeś oraz przemyślałeś moją propozycję. Jeśli masz czas, spotkajmy się w następną sobotę, bo ten weekend mam już zajęty. Odpowiada ci ten termin?

- Owszem. Na którą godzinę mam przyjechać?

- Na 14.00, na obiad. Mam po ciebie wysłać auto?

- Nie trzeba, poradzę sobie. Do zobaczenia.

Po odłożeniu słuchawki poczuł lekkie rozczarowanie, że musi czekać jeszcze ponad tydzień, ale po chwili zastanawiał się już nad tym, czym też K może go podczas wizyty zaskoczyć. Był pewien, że ona coś wymyśli i powie o tym w ostatniej chwili.

Nadeszła wyczekiwana sobota. Kupił bukiet karminowych róż i udał się na spotkanie. Gdy dotarł na miejsce, drzwi otworzył mu Y.

- Pani czeka w salonie - oznajmił.

Podszedł i wręczył gospodyni kwiaty. Został obdarzony namiętnym pocałunkiem oraz pięknym uśmiechem. Oczywiście, K nie była by sobą, gdyby nie zapytała .

- Dlaczego wybrałeś akurat róże w kolorze karminowym ? Czyżbyś coś sugerował?★

- Róże, bo to piękne kwiaty. Oczywiście, ich uroda nie dorównuje twojej. Ale mają też kolce i potrafią ranić do krwi, tak jak ty potrafisz chłostać Y. A karminowe, bo przypominają kolor twoich ust.

Oczy K zabłysły, na twarzy pojawił się uśmiech szczerego zadowolenia.

- A ty potrafisz być szarmancki, to coraz rzadsze. Odśwież się i zapraszam do stołu.

Gdy zasiedli już do posiłku, K wezwała Y.

- Teraz to twój nowy Pan. Masz go słuchać tak jak mnie, a on może z tobą robić co tylko zechce. W tym dowolnie karać i dręczyć, tak jak ja. - Nie zaprzątając sobie głowy możliwą reakcją sługi zwróciła się do gościa. - Jesteś zadowolony? Jak widzisz, dotrzymuję ustaleń. Ciekawe, jak ty sobie poradzisz.

Nie odpowiedział na tę zaczepkę. Oboje jedli obiad, rozmawiając o jakichś nieistotnych sprawach. Y usługiwał ze wzmożoną uwagą. Niewolnik nie próbował nawet ukrywać, że boi się dalszej części popołudnia. Kiedy skończyli, wrzucili resztki do jego miski, a potem przeszli do salonu. Tam poddany podał im kawę i koniak. Po paru grzecznościowych zdaniach K przeszła do meritum.

- Mam propozycję, dzisiaj ty wydajesz polecenia i wybierasz sposoby dręczenia Y, a ja będę ci pomagała. Czyż nie tego właśnie chciałeś? Tylko pamiętaj, żadnej litości, oczekuję ostrej zabawy.

„Miałem rację, spodziewając się niespodzianki.” - Pomyślał. - „Ale raz kozie śmierć.”

- Jestem gotów – odpowiedział spokojnie.

Skinęła głową i spojrzała wyczekująco.

- Y, do mnie! - rzucił donośnym głosem.

Sługa drgnął, nieprzyzwyczajony do poleceń nowego pana, ale szybko opanował zaskoczenie. Podszedł i pochylił głowę. Natychmiast zauważył różnicę w zachowaniu niewolnika i odpowiednio zareagował.

- Na kolana!

Y wykonał rozkaz z wyczuwalną niechęcią. Widząc, to szybko wydał kolejne polecenie.

- Całuj moje buty, sługo.

Poddany uczynił, co mu kazano, ale poprzestał na jednym, dość głośnym cmoknięciu. Trącił go obutą stopą.

- Nie pozwoliłem ci przestać!

Y pospiesznie wrócił do całowania butów nowego pana. Ten uznał po pewnym czasie, że już wystarczy i wydał kolejne polecenie.

- Dość!

Spojrzał na K. Kobieta pokiwała z uznaniem głową. Po jej minie zorientował się, że zaskoczył ją trochę tym, jak dobrze poradził sobie w tej nowej sytuacji. Gdyby wiedziała, jak często odgrywał w myślach podobne sceny, opierając się częściowo na obejrzanych w Niemczech filmach, ale głównie posiłkując się własnymi fantazjami i wyobrażeniami. Co prawda, wydawał wówczas rozkazy nie mężczyźnie, ale korzącej się przed nim niewolnicy. Ogólny schemat pozostawał jednak podobny. Y nadal klęczał, zaskoczony jak i jego Pani. Nikt zresztą nie pozwolił mu wstać.

- Sługo, pomóż Pani w przygotowaniach i zamelduj, gdy będzie gotowa.

Wyszli z salonu, K zwykłym, dumnym krokiem, Y podążając za nią na kolanach. Mógł pozwolić sobie na głęboki oddech. Pomimo pozornego spokoju, wewnątrz aż gotował się z emocji. Sytuacja była trudna. Nie dość, że w spotkaniu uczestniczyły poza nim dwie osoby, to na dodatek miał wydawać rozkazy niewolnikowi-mężczyźnie.

"Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma." - Pokrzepiony tym przysłowiem, zaczął zastanawiać się, co dalej. Wiedział, że K oczekuje od niego brutalnego potraktowania Y. Dawała to niedwuznacznie do zrozumienia, widział też zresztą, jak poprzednio bez litości chłostała swego sługę. On sam nie miał na coś takiego specjalnej ochoty. W jego własnych fantazjach uległa była przede wszystkim poniżana i tresowana, a kary fizyczne stosował tylko w przypadku poważniejszej niesubordynacji. Z drugiej strony, obecne zachowanie determinował fakt, że przez wiele lat bez powodzenia szukał dostępu do hermetycznego świata dominacji i uległości. Teraz nie mógł się wycofać! Rozmyślania przerwało pojawienie się Y .

- Panie, moja Pani jest już gotowa.

Tym jednym zdaniem Y dał jednoznacznie do zrozumienia, kogo naprawdę uważa za swoją Panią i właścicielkę, nie narażając się przy tym na zarzut bezczelności czy nieposłuszeństwa. - „Inteligentnie to zrobił.” - Przemknęło mu przez myśl. - „Nie jest chyba taki głupi ani ubezwłasnowolniony, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało.”

- No to jazda do piwnicy.

Y bez słowa ruszył w dół po schodach. On sam poszedł po K. Ubrała się identycznie jak podczas pierwszej wizyty w lochu, skóra oraz wszystkie odpowiednie do roli Dominy dodatki. Podobnie jak wówczas, poczuł podziw i silne pożądanie. Gdy zeszli do piwnicy, sługa klęczał już z pochyloną głową. Był bardzo blady, na czole pojawiły się kropelki potu. Przypomniał sobie, że Y wyglądał dokładnie tak samo poprzednim razem. Nie ulegało wątpliwości, niewolnik umierał ze strachu. Z kieszeni marynarki wyjął czarne, skórzane rękawiczki. Nałożył je z ostentacyjną powolnością.

- Podejdź do krzyża.

Gdy poddany wykonał rozkaz, sprawnie przypiął go do przyrządu, korzystając z opasek, które Y nosił stale na przegubach rąk i nóg. Pomyślał przelotnie, że to bardzo wszystko ułatwia, a niewolnikowi musi przypominać o wiszącej nad nim nieustannie groźbie kary. Podszedł, uniósł głowę sługi za podbródek i patrząc prosto w jego rozbiegane oczy, powiedział.

- Nie nazwałeś mnie Panem, gdy dzwoniłem i bez rozkazu przestałeś całować moje buty. Za to zostaniesz teraz ukarany!

Wszyscy troje zdawali sobie sprawę, że to bardziej mocno naciągany pretekst do tego, jak zamierzał potraktować niewolnika, niż rzeczywiste przewinienie. Tak naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o zaspokojenie sadystycznych pragnień K. Kątem oka zauważył, że pani domu szyderczo wygięła kąciki ust. Szybko przypiął poddanemu klamerki do sutków, wziął palcat z płaską końcówką i celnymi uderzeniami strącił je następnie na podłogę. Y skrzywił się lekko, nie wydając żądnego dźwięku. Kilkakrotnie smagnął w poprzek piersi, zostawiając pręgi. Z ust niewolnika wyrwał się teraz przytłumiony jęk. Y zdawał sobie sprawę, że jego Pani nie lubi, gdy on krzyczy podczas chłosty, ale wiedział też, że jeśli będzie uparcie milczał, nowy Pan nie ustanie w wymierzaniu coraz silniejszych uderzeń. W końcu obaj musieli zadowolić okrutne upodobania K. Po odpięciu od krzyża, niewolnik z ulgą opadł na kolana.

- Przyczołgaj się do stóp Pani i wyliż Jej buty!

Y szybko przypełzł do nóg K i gorliwie, z wyraźnym zadowoleniem wykonywał rozkaz. Zapewne takie akty adorowania bezlitosnej Pani sprawiały mu przyjemność, ona jednak nieczęsto ofiarowywała słudze podobną łaskę. K okazywała zresztą wyraźne niezadowolenie i zniecierpliwienie. Nie ulegało wątpliwości, że najchętniej brutalnie odkopnęła by niewolnika. - „A co mi tam. - Pomyślał. - „Sprawdzę, na ile można wierzyć jej słowom, obiecała się nie wtrącać. Ciekawe, jak długo wytrzyma?” - Okazało się, że Pani tolerowała dotyk warg i języka poddanego na swoich butach tylko przez niedługą chwilę. Y dotarł do obcasów i wtedy K ostatecznie straciła cierpliwość. Mocnym kopnięciem odrzuciła sługę, spojrzała chłodno na swego towarzysza.

- Czy to już wszystko, co na dzisiaj przygotowałeś?

- O nie, moja droga. Chciałbym zobaczyć, jak go depczesz. Pamiętasz, w takiej właśnie sytuacji zobaczyłem cię po raz pierwszy i ten widok nadal śni mi się po nocach. Podać ci rękę?

- Tak, poproszę. - Wydawała się ułagodzona jego słowami. - A ty, psie, leż na grzbiecie. I nie waż się ruszać, bo jeżeli spadnę, to popamiętasz! - Nieszczęsnego Y ta chwilowa poprawa nastroju nie dotyczyła.

K wyraźnie się ożywiła. Trzymając towarzysza za rękę, postawiła stopy na torsie niewolnika. Nie próbowała w żaden sposób zmniejszać siły nacisku, przeciwnie, wspierała ciężar ciała głównie na wąskich obcasach. Zostawiały one na szczupłym ciele wgłębienia, a tu i tam zrywały skórę. Y stękał i jęczał, ale starał się trwać w bezruchu. K stawiała powoli kolejne kroki, przesuwając się tyłem w stronę ud. Gdy wsparła przód podeszwy na dolnych żebrach, obcas buta zagłębił się w miękkiej części brzucha. Tego niewolnik nie zdołał wytrzymać. Pragnąc uniknąć dojmującego bólu przekręcił się na bok, jego Pani straciła równowagę. On sam zareagował natychmiast, podtrzymując K drugą ręką i chroniąc ją przed upadkiem. Gdy tylko stanęła pewnie na podłodze, zaczęła kopać ze złością leżącego na podłodze poddanego. Czubki i obcasy jej butów trafiały gdzie popadnie nieszczęsnego sługę, który zwinął się w kłębek i skulony w pozycji embrionalnej starał się osłonić rękoma przynajmniej twarz oraz głowę. Na szczęście K przerwała po kilku kopnięciach. Nie oznaczało to wcale, że darowała słudze jego przewinienie. Podeszła do ściany, skąd wzięła zawieszony tam długi bicz. Zawahała się jednak i odłożyła go na miejsce.

- To ty wymyśliłeś tą zabawę, więc ty wymierz teraz karę!

Pomógł wstać obolałemu i trzęsącemu się ze strachu niewolnikowi, zakuł go w dyby. Wolał chłostać w takiej pozycji, żeby pewniej trafiać w wybrane miejsca. Nie zamierzał bez potrzeby ryzykować. Wziął do ręki metrowej długości szpicrutę. Gdy machnął nią na próbę, w powietrzu rozległ się świst. Bez dalszej zwłoki rozpoczął chłostę, czując na sobie badawcze i ponaglające spojrzenie K. Silne uderzenia trafiały w pośladki, pozostawiając nabrzmiałe krwią pręgi. Co drugie, trzecie smagnięcie celowo omijało ciało, a szpicruta że świstem przecinała powietrze. Pomimo to sługa odruchowo kulił się ze strachu. K nie wytrzymała. Chwyciła drugą szpicrutę i na przemian z towarzyszem zaczęła bić nieszczęsnego Y, który jęczał teraz coraz głośniej, jęki przeszły wkrótce we wrzaski bólu, a z oczu niewolnika popłynęły łzy. Nie zważając na to, a może dodatkowo pobudzona, jego Pani chłostała nadal, krzycząc.

- Milcz! Wiesz, że nienawidzę, jak skamlesz!

On sam uderzył jeszcze dwa razy, a nie wiedząc, jak to przerwać, rzucił szpicrutę na podłogę i porwał K w ramiona. Obsypując pocałunkami jej twarz i szyję, szeptał do uszu.

- Bardzo mnie podnieciłaś, chodźmy do sypialni. Chodźmy szybko, szkoda przegapić taką chwilę.

Początkowo K próbowała się wyrwać, zaskoczona zachowaniem towarzysza, ale po chwili też rzuciła szpicrutę i zaczęła oddawać jego pocałunki. Jedną ręką objęła kark, a druga powędrowała do krocza. Gdy poczuła sterczącego członka przerwała pocałunki i powiedziała

- Dobrze. A ty psie, czekaj w dybach aż wrócimy i dokończymy zabawę.

Zostawili zmaltretowanego niewolnika i poszli do sypialni. Szybko pozbyli się ubrań, pomagając sobie nawzajem. On wziął ją na ręce i zaniósł na łoże. Olbrzymi, renesansowy mebel, z rzeźbionymi słupkami, na których można było zawieszać baldachim, wydawał się wręcz stworzony dla namiętnych kochanków. Mogli się na nim kłaść jak tylko zechcieli. Solidna konstrukcja dawała pewność, że wytrzyma wszystkie "sekscesy". Korzystali z tego bez ograniczeń. On ponownie czuł szaleńcze podniecenie zapachem i pięknem jej ciała. Była zbudowana jak sportsmenka, posiadając jednak przy tym mniej twarde mięśnie. Mógł to porównać, korzystając z poprzednich doświadczeń. Do tego dochodził jej urok osobisty oraz zaskakująca delikatność. Zaskakująca po tym, co widział przed chwilą w piwnicy. Potrafiła się kochać, przyjmować i ofiarowywać rozkosz, znała wszystkie zalety swego ciała i umiejętnie z tych walorów korzystała. On był nią zauroczony, okazywał, że docenia jej urodę, a jego penis i prawie ciągła gotowość do seksu dowodziły jednoznacznie, że słowa mówią prawdę. Najpierw kochali się w pozycji klasycznej. Na szczęście, tym razem rozważniej używała paznokci, chociaż i tak nie obyło się bez zadrapań. On też okazywał pewną delikatność, starał się jednak penetrować do końca. Po krótkiej przerwie przyjęli pozycję od tyłu, ale on, wspominając różne doświadczenia, trochę ją zmodyfikował. K przyklęknęła na brzegu łóżka, jej kolana opierały się o mebel, ale łydki i stopy zwisały już poza nim. On stał za nią i robił swoje. Gdy mocniej wsunął penisa we wnętrze kochanki, przeniósł ręce z bioder na uda i tak nimi manewrował, że zacisnęła kolana, pozostawiając jednak rozchylone łydki i stopy. Poczuli się teraz nawzajem jeszcze silniej. Ale jemu nadal było mało. Przesunął dłonie i naciskając górną część kręgosłupa K spowodował, że jej piersi wsparły się na materacu łoża. Pośladki uniosły się w górę. Położył się na jej plecach i lizał wzdłuż kręgów. Uniosła głowę, wyginając ją do tyłu, co umożliwiło mu dosięgniecie karku. Przyspieszony oddech K przerywały coraz głośniejsze jęki. Oparł się o łoże lewą ręką, palcami prawej zaczął pieścić pierś. Szczypał brodawkę i masował jędrne ciało. Pieszczoty oraz coraz szybsze, głębokie pchnięcia, przyniosły im obojgu fantastyczne spełnienie. Szczyt rozkoszy osiągnęli jednocześnie, ona głośno krzycząc, on z głuchym jękiem. Wyczerpani, legli obok siebie na łożu i dysząc z wyczerpania, dochodzili do siebie. Z wysiłkiem uniósł głowę i spojrzał jej w twarz. Zamglone, nieprzytomne oczy świadczyły o kompletnym zauroczeniu. Opadł ciężko na pościel. Przymknął powieki i od nowa przeżywał chwile uniesienia.


* Róża - odcień karminowy wyraża fantazje erotyczne

7 110 czyt.
100%1510
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i inne, użył 2741 słów i 15521 znaków.

10 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 23 czerwca

    Zabawa dużych dzieci. Myślę, że ten układ od strony bohatera ma jedyny cel zdominować panią K. Kobieta jest na pozór demonem, a w środku zakompleksioną istotą. Y jest jeszcze jednym gadżetem do tej całej układanki. I myślę, że bohater powinien dojrzeć to co niewolnik ukrywa, wtedy zdominuje całkowicie władzę nad K. Czy Y jest tylko chłopcem do bicia, czy może też spełniać sadomasochistyczne zachcianki. Bo jak wiemy zaburzenia te preferują aktywność seksualną w parze ze zniewoleniem, zadawaniem cierpienia i upokorzeniem.  
    Tutaj jednak widzimy tylko ból i uległość jednej strony.  

    Bohater trochę uśpiony pomiędzy mieć i być... czy uda mu się zdobyć władzę nad nieludzkimi fantazjami kobiety? Czy uda mu się odnaleźć klucz do umysłu Y

    Pozdrawiam niedzielnie

  • AnnaKowalska

    AnnaKowalska · 1 marca

    Zgodził się. Nie wiem czy przeczytam tę część.

  • Margerita

    Margerita · 29 gru 2018

    łapka w górę widzę ktoś tu stawia żądania

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 gru 2018

    Zabrakło nieco kreatywności, prócz "spaceru" powtórzył wcześniejsze zabiegi K. Aczkolwiek łapa jest, zobaczymy, czy w dalszej części wylezie Twoja bardziej rogata dusza

  • Milady

    Milady · 16 maj 2018

    Jestem mocno spóźniona wprawdzie, ale jestem Bardzo podobają mi się te skrupulatne, szczegółowe opisy wzajemnych relacji bohaterów. Wciągasz mnie coraz bardziej, Autorze

  • nefer

    nefer · 8 maj 2018

    Emocje są tutaj obecne, moim zdaniem, na innej płaszczyźnie. Sama scena dominacji pełni w opowiadaniu rolę swego rodzaju dekoracji. Właściwa rozgrywka toczy sie pomiędzy bohaterem oraz K. Każde z nich chce wykorzystać drugie dla swoich celów. Bohater szuka dostępu do świata dominacji/uległości i marzy nie o dominie-partnerce, ale o niewolnicy. K natomiast potrzebuje mężczyzny, który będzie ją zaspokajał seksualnie po tym, gdy osiągnie stan podniecenia po storturowaniu Y. Nadal zresztą uważam, ze żadna z niej domina, nie zalezy jej na władzy i rozkoszowaniu sie takową, a tylko na odreagowywaniu własnych kompleksów, za których źródło uważa Y.

  • violet

    violet · 8 maj 2018

    Historia się rozwija ciekawie, ale... Pewnie niektórzy mnie zjadą, ale będę się upierać przy swoim do upadłego - zginęły emocje, jest suchy opis, nic nie boli, nie ma odczuć, para "początkujących dominantów" i nudny uległy. No i dobra, teraz możecie mnie zakrzyczeć.

  • AuRoRa

    AuRoRa · 8 maj 2018

    A jednak zdecydował się wejść w ten układ. Bardzo realistyczne opisy, zastanawiam się czy K nie będzie chciała jego też tak potraktować jak Y i czy on by się na to zgodził. Fajnie, że dałeś wytłumaczenie nazwy koloru róż

  • Obca

    Obca · 8 maj 2018 · 201233482

    Heh im bardziej się nad nim znęca tym mocniej mnie boli. Oj waćpanie co ja z tobą mam piszesz tak prawdziwie, że aż boli. To jednak pochwała dla Ciebie

  • Hipokryta

    Hipokryta · 7 maj 2018

    Poprzednie cztery części przeczytałem praktycznie jednym tchem - autor potrafi odmalować świat ciekawy, intrygujący i pełen namiętności. Namiętności najwyższej…
    I w tym opowiadaniu, tę substancję najcenniejszą z przyjemnością znajduję...
    Bo jedna jest tylko rzecz, ponad wszelki szczyt seksualnej rozkoszy rozkoszna,
    ponad słodycz najsłodszej kochanki słodsza, od najmilszych miłosnych uniesień milsza, od potraw  
    najwyszukańszych smaczniejsza, od alkoholi i narkotyków bardziej oszałamiająca, od szat najozdobniejszych bardziej człeka zdobiąca i od bogactw największych cenniejsza...
    Jedna jest namiętność mocniejsza nad wszystkie inne, która wiąże ludzi ze sobą
    mocniej od najmocniejszych więzów rodzinnych, miłości braterskiej
    czy dziecka do rodziców i rodziców do dziecka, od miłości do ojczyzny i miłości erotycznej
    do kochanki... jedna jest rzecz tak pożądana, że od tych wszystkich pożądań i uniesień sumy
    bardziej jest pożądana, ale przy tym bardziej niedostępna...
    Tą rzeczą, namiętnością i pożądaniem jest      WŁADZA.