BASZA część 6

BASZA część 6Nie wiedział, kiedy zasnęli. Po przebudzeniu się zauważył, że ona sprawia wrażenie odprężonej. Przez łagodną twarz od czasu do czasu przebiegał uśmiech. Spała głębokim, równym snem. Nie budząc jej, poszedł do łazienki i wziął długi prysznic. Gdy wrócił, zastał sytuację bez zmian. Pomyślał o Y i podjął decyzję. Ubrał spodnie i buty, zszedł do piwnicy. Sługa niespokojnie odwrócił głowę. Kiedy ujrzał, że nigdzie nie widać K, na jego twarzy odmalował się wyraz ulgi.

Pod wpływem impulsu, bez słowa podszedł do stojaka, wziął krótki pejcz z kilkoma paskami. Zbliżył się do zdezorientowanego Y i kilkakrotnie smagnął go po plecach i tyłku. Bity jęknął, przerażonym wzrokiem spoglądając na Pana. Ten spokojnie odłożył bacik i odpiął niewolnika z dybów. Zmaltretowany Y osunął się na podłogę. On podsunął mu but pod twarz, mówiąc:

- Podziękuj!

Sługa pokornie całował buty. Pomny otrzymanej wcześniej nauki, nie odważył się przerwać bez rozkazu. Komendę: - Dośc, idź i doprowadź się do porządku! - przyjął z ulgą. On sam pozostał w piwnicy. Odczuwał silny przypływ emocji. Samodzielnie podjął decyzję oraz spróbował chłosty. Przekonał się, że potrafi radzić sobie z uległymi bez niczyjej pomocy czy instrukcji. Gdy emocje opadły, udał się na górę. K właśnie się przebudziła i przeciągała leniwie.

- Gdzie byłeś?

- W piwnicy, uwolniłem Y z więzów. Powinien być już gotowy do służby.

- Powiesz mu, żeby przygotował mi kąpiel?

- Oczywiście, już idę.

Zawołał Y i przekazał mu polecenie Pani. Następnie zajrzał do salonu, odszukał barek i nalał sobie drinka. Siedząc na kanapie sączył whisky i rozmyślał o swojej sytuacji. Doszedł do wniosku, że jest na dobrej drodze do realizacji odczuwanych od lat pragnień i fantazji. Przełamał swoje opory przed biciem bezbronnego oraz poczuł niepowtarzalny smak władzy, gdy niewolnik posłusznie wykonywał jego polecenia. Te rozmyślania przerwało pojawienie się K. Wykąpana, zadowolona, również zrobiła sobie drinka i usiadła obok, przytulając się do towarzysza.

- Wiem już, jak poradziłeś sobie w piwnicy. Zaskoczyłeś mnie, bardzo pozytywnie zaskoczyłeś. Swoim postępowaniem wzbudziłeś w Y respekt. Mówiąc o Tobie używał słowa Pan. Powiedziałam mu, że ma to zaakceptować, bez dyskusji. A dla Ciebie przygotowałam małą niespodziankę. Ale to po kolacji.

Przeszli do jadalni. Do stołu usługiwał jak zwykle Y. Po skończonym posiłku, tak jak poprzednio zrzucili resztki do jego miski, a sami udali się do sypialni. Pozbyli się ubrań i zaczęli się pieścić. Pomiędzy pocałunkami K powiedziała :

- Chciałabym, żeby Y przyglądał się naszej zabawie. Proszę, zgódź się na to.

Mówiąc to zajrzała mu głęboko w oczy, uśmiechając się przymilne. Milczał zaskoczony, nie wiedząc, co powiedzieć.

- Nie daj się długo prosić, jesteś tak obdarzony, że nie masz czego wstydzić.

Swoje słowa wzmocniła długim pocałunkiem, w czasie którego jej język tańczył jak szalony w jego ustach. Skinienie głowy świadczyło o tym, że się zgadza. Gdy ich wargi się rozłączyły, przywołała sługę, rozkazując przynieść zimne napoje oraz jego własną miskę. Następnie poprosiła gościa żeby przywiązał niewolnika do jednego z słupków mieszczących się w nogach łóżka. W tym celu wyjęła z szafki sznur. Na życzenie K nałożył więzy w taki sposób, by skrępowany Y mógł uklęknąć i dotknąć czołem podłogi. Tuż obok stała jego miska. Prowadzony za rękę jak małe dziecko, przybysz posłusznie usiadł na kanapie, a następnie, lekko popchnięty, osunął się na plecy. Nogi zostały na podłodze. K podłożyła mu pod pośladki twardy wałek, uzyskując w ten sposób dostęp do penisa, worka i odbytu. Następnie uklękła między udami kochanka, odrzuciła przeszkadzające odrobinę włosy i zaczęła masować jego fiuta. Spojrzała na Y, mówiąc:

- Zobacz, psie, robię panu laskę. Coś, czego nigdy ode mnie nie dostaniesz! Patrz i nie waż się odwrócić wzroku!

Doprowadziwszy szybko penisa do wzwodu, wzięła członka do ust i zaczęła lizać, ssać oraz przygryzać zębami. Jej palce z ostro spiłowanymi paznokciami ściskały i drażniły jądra, podczas gdy druga dłoń przejeżdżała od końca worka aż do odbytu. Zerknął na Y. Spojrzenie poddanego wyrażało wszystko. Gdyby wzrok mógł zabijać, byliby już oboje z K martwi, a jeśli nawet nie oboje, to na pewno on sam. Oczy sługi miotały pioruny, twarz mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Odraza, obrzydzenie, nienawiść, ale i straszliwe, beznadziejne pożądanie, wszystko to można było ujrzeć jak na dłoni. On sam, uniesiony doznaniami, skupił się jednak przede wszystkim na tym, co oferowała mu K. Pomimo tego, że bywał już wielokrotnie pobudzany w podobny sposób, nigdy przedtem, a chyba i już nigdy potem, nie odczuwał takiego pożądania i rozkoszy. K ssała niczym pompa próżniowa. Chwilami miał wrażenie, że wessie go w siebie, całego. Rozkosz przeplatała się z bólem. Zaciskała palce na mosznie oraz wbijała paznokcie, w genitalia, w okolice odbytu... Kątem oka zauważył, że jednak przeszkadzają jej włosy. Chwycił je dłonią i lekko szarpnął głową do góry. Zareagowała jak rasowa klacz, przyspieszając ruchy języka, a także mocniejszym uciskiem jąder, co przyniosło jeszcze większe podniecenie. Spełnienie było już blisko...

Gdy kończył, K wetknęła palec w jego odbyt. Zaskoczony, odruchowo zacisnął pośladki, nadal pompując spermę do jej ust. Szybko sięgnęła po miskę niewolnika i wypluła do niej całą zawartość ust. On sam leżał teraz bezsilny, mimowolnie obserwując jej zachowanie. Jego rozkosz wydawała się nieziemska, a wyczerpanie olbrzymie. Kobieta chwyciła szklankę i przepłukała usta, również odpluwając następnie do miski. On przesunął się na środek łóżka i pociągnął ją za rękę tak, że położyła się na nim. Gdy ich wargi się zetknęły, poczuł zapach własnej spermy. Wiedziony impulsem, ciasno otoczył kochankę ramionami, przytulając mocno do siebie. Splótł też duże palce stóp z jej palcami. Miał wrażenie, że się stali się jednym ciałem, tak szczelnie do siebie przywarli. Trwało to bardzo długo, a czas przestał istnieć. Wreszcie oderwali się od siebie. On powoli wracał do przytomności. Zastanawiał się, jak jej powiedzieć, że staje mu się coraz bliższa, zaproponować częstsze spotkania, również bez obecności Y, ale to K odezwała się pierwsza.

- Halo, tu ziemia - zażartowała. - Doszedłeś do siebie?

- Tak. To było niesamowite.

- Miło mi to słyszeć. Bądź uprzejmy go odwiązać.

Wstał i wykonał polecenie. Ona zwróciła się do niewolnika.

- Do nogi kundlu!

Y czym prędzej przypełzł do stóp Pani, zastygając z czołem przyciśniętym do podłogi i wypiętym tyłkiem. Stanowiło to w sumie dość komiczny widok, ale słudze nie było do śmiechu. Kolejne polecenie spowodowało, że pozieleniał na twarzy. K z ironicznym uśmiechem powiedziała:

- Państwo przygotowali ci pożywny posiłek. Więc wsadź pysk do miski i żryj! A na koniec wyliż ją do czysta! Chyba, że wolisz znowu odwiedzić piwnicę i posmakować hiszpańskiego bata! Przerażony niewolnik wykonał rozkaz. Słychać było, jak głośno przełyka ślinę i krztusi się. Jego Pani nie okazała żadnej litości. Przycisnęła stopą kark poddanego, wgniatając jego twarz w spermę i plwociny. Sługą targały odruchy wymiotne, ale mimo to łykał wszystko, co mu nakazała. Gość przyglądał się tej scenie z zaskoczeniem. I wtedy go olśniło. K nie powiedziała mu wszystkiego. Owszem, otrzymał wspaniałą niespodziankę, ale cała ta sytuacja służyła przede wszystkim upokorzeniu i psychicznemu zdeptaniu Y. Pani pokazała dobitnie swemu niewolnikowi, że jest dla niej nic nie wartym śmieciem. Nie dość, że musiał patrzeć na to, jak ona kocha się z innym mężczyzną i jak na kolanach robi mu laskę, to jeszcze został zmuszony do zlizania wyplutej spermy pomieszanej z jej śliną. Gdy sługa skończył wreszcie ten osobliwy posiłek, K nadal się nad nim pastwiła. Tym razem chłoszcząc słowami.

- I jak ci się podobało przedstawienie? Nie ma to jak dobry sex. Tylko ty się do tego nie nadajesz. Do tego potrzeba prawdziwego mężczyzny, a ty nim nie jesteś! Każdy, który mi się spodoba, będzie mnie miał. Każdy, ale nie ty. Nigdy! Ty nawet nie ucałujesz moich nagich stóp, nie mówiąc już o czymś innym. Wiesz, jak możesz się z tego wyzwolić?

- Tak Pani.

- I co postanowiłeś?

- Zostaję, Pani.

Wściekła K zwróciła się teraz do gościa.

- Wyrzuć go, bo zatłukę.

On uświadamiał sobie coraz wyraźniej, jak perfidnie z nim postąpiła, wykorzystując do swojej prywatnej rozgrywki z Y. Wewnątrz cały aż się gotował i musiał się na kimś lub na czymś wyładować. Przypomniał sobie minę niewolnika, nienawistne spojrzenie sługi. Złapał poddanego za obrożę i jednym ruchem podniósł do góry.

- Nigdy więcej nie waż się tak na mnie patrzeć! Nigdy! - szepnął mu do ucha. - A to, żebyś zapamiętał lekcję.

Mówiąc to przytrzymał Y lewą ręką, a krótkim sierpem z prawej uderzył prosto w splot słoneczny. Cios odciął dostęp powietrza i sługa runął na podłogę.

K spojrzała z niedowierzaniem.

- Jak to zrobiłeś?

- Co zrobiłem?

- No, powaliłeś tego kundla na ziemię.

- To żadna sztuka. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie uderzyć. A ja to wiem.

- A czemu on się nie rusza?

- Daj mu chwilę, musi złapać powietrze. Zaraz dojdzie do siebie.

Gdy sługa zaczął się poruszać, ujął go ponownie za obrożę i pomagając sobie kolanem wyrzucił za drzwi. Podszedł do K, a ta wyciągnęła ręce, chcąc go objąć. Zlekceważył jej gest i chwyciwszy za ramiona, gwałtownym ruchem obrócił kobietę plecami do siebie, popchnął na łoże, ustawiając w pozycji na pieska. Nabrał na palce oliwki i obficie posmarował obydwie, dogodnie ustawione dziurki. Następnie wytarł dłoń w ręcznik i mocno trzymając kochankę za biodra, kilkoma silnymi pchnięciami wdarł się brutalnie w jej odbyt. Zaskomlała z bólu i zaskoczenia, próbowała się odsunąć, ale silne dłonie mężczyzny na to nie pozwoliły. Od razu zmieniła taktykę. Rozluźniła mięśnie i zaczęła poruszać się we wspólnym rytmie. Wydawała coraz głośniejsze jęki. On, sfrustrowany poprzednią sytuacją, wyładowywał napięcie i złość. Pchnięcia stawały się coraz szybsze i gwałtowniejsze. Stękał z wysiłku przez zaciśnięte zęby. Wreszcie trysnął spermą do jej odbytu, a ona krzyczała z rozkoszy. Wszystko to bardziej przypominało gwałt niż stosunek pary kochanków. Na koniec popchnął ją na łoże, a sam wytarł fiuta w ręcznik i nie myjąc się, ruszył do wyjścia. Pragnąc jak najszybciej opuścić ten dom, ubierał się po drodze. Odruchowo spojrzał na zegarek, była 2.30 w nocy. Zorientował się, że może mieć problem z dotarciem do centrum.

- Y, wyprowadź samochód, odwieziesz mnie – polecił.

Podczas jazdy ochłonął i kazał wysadzić się pod jakąś restauracją. W knajpie było jeszcze trochę ludzi. Jakiś starszy gość grał na fortepianie ragtime. Zajął miejsce przy wolnym stoliku. Zawsze siadał plecami do ściany, żeby widzieć wszystko co się dzieje. Zamówił setkę jarzębiaku i wodę mineralną z lodem. Rozglądając się po sali spostrzegł kobietę, siedzącą samotnie przy barze. Na oko wydawała się osiem, dziesięć lat od niego starsza. Mimo dość pospolitej urody, miała w sobie jakiś urok. Zauważył, że podchodzą do niej różni goście, ale szybko ich spławia. Zajął się swoimi sprawami. Gdy sączył powoli trunek, analizując to, co wydarzyło się w domu K, podeszła do niego wyzywająco wymalowana lafirynda w bliżej nieokreślonym wieku i zagadnęła:

- Nie masz ochoty na damskie towarzystwo, przystojniaku?

Wyrwany z rozmyślań, odparł szorstko

- Spadaj! Nic tu po tobie.

- Tylko nie spadaj, frajerze - odszczeknęła się.

- Kelner! - zawołał.

Wezwany pojawił się natychmiast.

- Zabierz to ode mnie, bo zakłóca mi spokój i jest natrętne.

Kelner zdecydowanym ruchem ujął klnącą babę i odprowadził ją do baru. On wrócił do swoich rozmyślań. Zostały one przerwane przez kolejnego intruza.

- Nieładnie traktować damy w taki sposób.

Słowa te wypowiedział jakiś barczysty typek. Jak nakręcony sprężyną, błyskawicznie wstał zza stolika. Przestraszony jego nagłym ruchem intruz cofnął się o dwa kroki.

- Czego szukasz? Śmierci czy kalectwa?

Mówiąc to, patrzył alfonsowi prosto w oczy. Ten od razu ocenił szanse. Sportowa sylwetka, szybkość poruszania się i pewność siebie oponenta wywarły odpowiednie wrażenie.

- Chyba się pomyliłem – stwierdził i odszedł w stronę baru.

- Tylko uprzedź innych, że nie życzę sobie towarzystwa!

Wrócił do stolika. Gdy szklaneczka wyschła, zamówił kolejną. Ponownie pogrążył się w rozmyślaniach, które raz jeszcze zostały przerwane.

- Dobry wieczór panu. Czy mogę się przysiąść?

Melodyjny głos spowodował, że uniósł głowę. Rozpoznał kobietę pijącą samotnie przy barze. Delikatniej niż poprzednio, powiedział.

- Mówiłem że nie jestem zainteresowany towarzystwem.

- Ja też nie - odparła nie zmieszana. - Ale przy barku nie dają mi spokoju. Jeśli pozwoli mi pan przysiąść się, będę milczała. Chcę napić się w spokoju i  pomyśleć.

- To jak ja - powiedział. - Proszę, niech pani siada.

Zajęła miejsce. Przerwał rozmyślania i z zainteresowaniem przyglądał się kobiecie. Zadbana, ubrana z dyskretną elegancją, patrzyła mu prosto w oczy, niezmieszana jego taksującym wzrokiem. Po dłuższej chwili wrócili do swoich przemyśleń. Gdy skończył sączyć kolejną szklaneczkę, uprzedził, że wychodzi. Ona również podniosła się i powiedziała

- Wyjdę z panem. Gdybym tu została, nie dali by mi spokoju.

Odprowadził ją na postój taksówek i tam powiedzieli sobie tradycyjne "Do widzenia”, wiedząc doskonale, że pewnie ich przypadkowo skrzyżowane drogi rozchodzą się na zawsze. Po powrocie do domu zapomniał, że kiedykolwiek spotkał tę kobietę. Nie mógł zasnąć, w jego głowie kołatała uporczywa myśl. - "To koniec.” - Już nigdy więcej nie zobaczy K i od nowa będzie musiał szukać dostępu do tego półświatka. Z drugiej strony odczuwał pewną ulgę, bo ciążyła mu rola pomocnika, przez nią sterowanego i wykorzystywanego. Przez moment był zauroczony tę kobietą, ale ostatnie wydarzenia dobitnie pokazały, że marzenia o wspólnej z K przyszłości to mrzonki.                                              Jak zawsze podziękowania dla Nefera za korektę.

5 605 czyt.
100%209
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i inne, użył 2657 słów i 14905 znaków, zaktualizował 16 kwi o 12:51.

9 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 23 czerwca

    O tak prosto nie będzie, że pani K pozwoli jemu odejść. Y i jego zawiść w spojrzeniu ma jakieś znaczenie. Pani też pomiędzy słowami ukrywa jakąś tajemnicę powiązaną z Y.

    Wreszcie bohater ukazuje moc i dyktuje swoje seksualne zabawy. Gwałci i pozostawia bez słów kobietę. Swoją złość topi w szkle. I pewnie jeszcze nie skończył swojej gry. Zauroczenie minęło, ale pozostało w nim wiele toksycznych emocji. Druga sprawa pani K pewnie tez nie potrafi zapomnieć upokorzenia jakie zostawił ostatni akt.  

    Gra toczy się dalej i kto będzie zwycięzcą?. W tle znajoma z baru pewnie też odegra jakąś rolę.  

    Pozdrawiam

  • AnnaKowalska

    AnnaKowalska · 1 marca

    Rasowa klacz -  jak to smacznie zabrzmiało. Zwłaszcza w kontekście tego co robiła. Ale nie lubię jej. Nigdy nie nazwałabym jej panią (ta mała litera jest tu specjalnie), nawet w luźnej rozmowie.  

  • Margerita

    Margerita · 26 stycznia

    No no jakiego burżuja rżnie że każe słudze się całować po butach

  • Somebody

    Somebody · 19 maj 2018

    No cóż, bohater wiedział na co się pisze, więc trochę zdumiewa jego zaskoczenie... I rezygnacja? Chociaż przypuszczam, że K pojawi się jeszcze w jego życiu, gdyż autor poświęcił dużo uwagi budowaniu jej postaci. Pozostaje cierpliwie czekać na kolejne części.

  • nefer

    nefer · 18 maj 2018

    Y raczej nie odpłaci, nie posiada takowych ambicji i pragnień. A bohater z K jeszcze nie skończył, na pewno nie. Obstawiam, że to ona sama poszuka teraz z nim kontaktu. W sumie to taka sobie z niej domina, satysfakcję sprawie jej tylko torturowanie i szmacenie Y.  Odcinek udany, ujawnia rywalizację i walkę o układ sił w tym trójkącie. A w odwodzie nieznajoma z restauracji...

  • AuRoRa

    AuRoRa · 17 maj 2018

    Pomijając temat opowiadania, to ma on swoje drugie dno. Według mnie tu chodzi o władzę nad drugim człowiekiem, a wiemy co bohater na początku sobie postanowił. Jak potoczą się dalsze losy bohatera pewnie niebawem się dowiemy.

  • violet

    violet · 17 maj 2018

    Duża poprawa
    Odcinek interesujący i wyraźniej widać mechanizm zależności w sztuce bdsm. Co do Y, on nikomu nie odpłaci, nie taki uległy, ale tego typu  uległość, którą przynajniej do tej pory prezentuje  może doprowadzić do szału   Pani K , jak dla mnie, ciągle  jest najsłabszym ogniwem, ale poczekamy, poczytamy...
    Pozdrawiam

  • Hipokryta

    Hipokryta · 17 maj 2018

    Bardzo mocne, pełne mięska, super opisane - ale również - bardzo prawdziwe. Czasem trzeba się podporządkować, by posmakować odrobiny władzy, ale jeśli żądza władzy płynie w Twoich żyłach, będziesz dążyć do nieskrępowanej samostanowiącej i samoistnej władzy - mówiąc z ruska - samodzierżawia.  
    W odróżnieniu od @Ewelina31sądzę, że Y im nie odpłaci, bo główny bohater już po prostu do K nie wróci... a jeśli nawet wróci, to nie w charakterze pionka na jej szachownicy, a w charakterze króla.
    Ale zobaczymy co przyniesie dalszy ciąg tej historii. Autorze - zdecydowana łapka w górę - i nie daj nam długo czekać na kolejne części, bo akcja robi się coraz ciekawsza!

  • Ewelina31

    Ewelina31 · 17 maj 2018

    Domyślałam się co będzie, gdy było o misce. A czy nie przypadkiem w życiu codziennym chciałbyś mieć większą możliwość o decydowaniu o własnym życiu? Nie mogę się doczekać, kiedy Y się im odpłaci