BASZA część 15

BASZA część 15Spotkanie z R trwało całą noc. Nie działo się nic, czego by wcześniej nie próbował. Nie wprowadzał nowych elementów, bo jego myśli zaprzątała pozostawiona sama sobie B. Poza tym nie chciał dodatkowo dotychczasowej niewolnicy stresować. I tak musiała pogodzić się z faktem, że nie jest już jedyną. Zaskoczyła go pozytywnie, obawiał się, że może zareagować płaczem lub histerią.

W niedzielę rano zadzwonił do B. Miała czekać na jego przyjazd. O 9.00 pożegnał się z R, wziął prysznic i pojechał. Zastał B ubraną i spakowaną. Zabrał ją do restauracji na śniadanie. Ponieważ była w Warszawie pierwszy raz, pojechali na wycieczkę do Wilanowa, a potem do ogrodu botanicznego w Powsinie. Po obiedzie odwiózł ją na dworzec.

Od tej pory spotykał się z obydwiema kobietami. Weekendy dzielił pół na pół, a R wzywał też niekiedy w środku tygodnia. Wszyscy troje bywali również na czacie, w pokoju sadomasoclub. B przyjęła tam nick "niewolna_Baszy". Powodowało to różne reakcje i padały różne propozycje. Pojawiały się zarzuty, że te trzy nicki to ustawka, a przedstawiana sytuacja jest zmyślona. Otrzymywał propozycje odpłatnego wypożyczenia niewolnic. Rekordzista zaoferował za weekend pięć tysięcy złotych. Niektórzy, bardziej może zdesperowani, proponowali spotkania w jego obecności. Bywali też tacy, którzy pisali bezpośrednio do niewolnic, obiecując im kokosy za przejście do nich. W sumie mieli sporo zabawy, wymieniając się informacjami o otrzymywanych propozycjach.  
Wszyscy troje byli niezależni materialnie, nie brali więc pod uwagę finansowego aspektu uczestnictwa w ewentualnych spotkaniach. Kobiety okazały się lojalne, pomimo tego, że kilka ofert dotyczyło pokrycia całkowitych kosztów utrzymania w zamian za uległość. Przesadą byłoby twierdzić, że na tym czacie pojawiały się tylko takie osoby. Większość stałych nicków aktywnie uczestniczyła we własnych spotkaniach i sesjach bdsm, indywidualnych lub grupowych. Z czasem poznawał te osoby coraz lepiej, niektóre, w późniejszym okresie, również realnie. Jedną z ciekawszych okazała się kobieta pony. Szukała trenera lub trenerki do realnych spotkań w terenie. Oczekiwała szkolenia wg norm PZJ, z prowadzeniem na lonży włącznie. Pojawiały się też masochistki zainteresowane głównie sesjami bólowymi. Zaciekawienie budziła ukierunkowana monotematycznie para poszukująca chętnych obojga płci, uprawiająca namiętnie bastinado*.
Z kolei miłośnikami jednego tylko narzędzia do chłosty okazali się żeglarz, który konsekwentnie używał tylko trzcinki, a także informatyk, wykorzystujący w wiadomym celu kabla zasilającego komputer. Pewna kobieta maso pozwalała bić się wyłącznie wojskowym pasem.

Trafiały się też małżeństwa z długim stażem oraz osoby od lat pozostające w związkach partnerskich. Pewną sławę zyskała para małżeńska, której w praktykowaniu BDSM nie przeszkadzał fakt posiadania dzieci. On dominował, ona ulegała. Pod kątem spotkań bdsm przerobił w specjalny sposób przyczepę kempingową, którą udawał się na spotkania z kolejnymi, poznanymi zwykle na necie kobietami. Ona zajmowała się domem, a aktywnie uczestniczyła w bdsm tylko w wakacje. Dzieci wysyłali wtedy na kolonie, obozy albo do dziadków, a sami przyjmowali we własnym domu wybrane uprzednio osoby. Były to wyłącznie kobiety, zazwyczaj w typie switch, które ulegały panu domu, a dominowały nad jego żoną. Pamięta, że przez długi czas traktował to jako historię zmyśloną. Dopiero relacje dwóch różnych kobiet, z którymi spotykał się realnie w późniejszych okresie, przekonały go, że była jednak prawdziwa. Jedna z tych pań switch przez kilka kolejnych lat bywała u niego regularnie na sesjach grupowych. Wykazywała się dużą aktywnością, znała wiele bardziej wyszukanych praktyk, jak igły czy używanie prądu. Nie wahała się przed torturowaniem narządów płciowych. Uwielbiała chłostać i robiła to przy każdej okazji. Była bardzo kulturalną i wykształconą osobą, znaną i cenioną w środowisku. Dlatego różne grupki zapraszały ją okazjonalnie na własne spotkania. Opowiadała mu o swoich przygodach, zachowując dyskrecję co do personaliów osób w nich uczestniczących i unikając szczegółów, które mogły by naprowadzić na ich trop. Od lat brała w czasie wakacji dwa tygodnie urlopu i jechała do wspomnianej wyżej pary. W trakcie ich wspólnej znajomości jeździła tam nadal. Przyznała szczerze, że nie potrafi określić, co bardziej ją pociąga, uleganie mężowi, czy upokarzanie i znęcanie się nad żoną na jego oczach. Była dość niezależna i trudna do zdominowania, ale jeśli już uległa, to okazywała posłuszeństwo i dawała wiele możliwości masterowi, gdyż znosiła ból na poziomie masochistki.

Osobiście poznał też dominującą, czterdziestoletnią mężatkę, która oprócz uległego męża, posiadała również innych niewolników. Bardzo ciekawą osobą była właścicielka kilkudziesięciohektarowej posiadłości, położonej na obrzeżu jednej ze znanych puszcz. W parku ze starodrzewem urządzono alejki, po których można było jeździć bryczkami, wolantami albo rikszami. W roli siły pociągowej występowali ludzie. Pani wynajmowała pokoje na dłuższy pobyt. Do zaprzęgu używano własnych niewolników, albo też dostarczała ich za opłatą gospodyni. Oferowała usługi komercyjne i interes szedł zupełnie dobrze.

Przypomniał sobie, jak ważne jest zawsze bezpieczeństwo podczas spotkań z nowo poznanymi osobami. W tamtym okresie grasowała para przedstawiająca się jako rodzeństwo. Ona była uległa i zapraszała panów do domku w jednej z podwarszawskiej miejscowości. Większość w to wchodziła, zadowolona, że nie musi pokrywać kosztów hotelu. Tymczasem w trakcie pobytu robiono tam delikwentom zdjęcia i filmy, które potem służyły do szantażu. Sprawa wyszła na jaw gdy próbowali wyłudzić pieniądze od mężczyzny, który zgłosił sprawę na policję. Okazało się przy okazji, że rzekomy brat to w rzeczywistości kochanek uległej. Ujawniła to rozprawa sądowa

Strony internetowe ukierunkowane na tematykę bdsm powstawały w coraz większej liczbie. Miejscami spotkań miłośników sado-maso stały się portale: sadomania czy nimfomanka. W gazetach i internecie pojawiła się bardzo dużą ilość ogłoszeń. Utworzono nawet wirtualną szkołę bdsm imienia Arystypa z Cyreny**. Po zakończeniu szkolenia teoretycznego, kursanci odbywali realny zjazd z wykładowcami.

Mimo tego, że spotykał się z dwoma uległymi, nadal poszukiwał kolejnych. Przez dłuższy czas bez specjalnego efektu. Pojedyncze wizyty, po których albo on, albo partnerką rezygnowali z kontynuacji, nie były warte wspomnienia, może poza jedną. Na czacie zaczepiła go młoda kobieta, która po kilku rozmowach zgodziła się na zapoznawcze spotkanie w kawiarni. Miał wrażenie, że zlekceważyła informację, iż nie gwarantuje jej wyłączności. Przeczucie go nie zawiodło, ale o tym przekonał się dopiero podczas rozmowy. Kobieta okazała się bardzo atrakcyjna. Figura modelki, piękna twarz i naturalny wdzięk spowodowały, że gdy weszła na salę, spojrzenia wszystkich obecnych zwróciły się w jej stronę. Nie speszona, przywitała się z nim jak ze starym znajomym, muskając ustami jego policzek. Przy okazji przytuliła się mocno, poczuł jej ciepło. Uwodziła go i kusiła, wcale się z tym nie kryjąc. Cel tych zabiegów stał się jasny wkrótce później. Nim przeszli do konkretów, postawiła sprawę jasno.

- Mam nadzieję, że oceniłeś moje walory. Zostanę twoją niewolnicą ale stawiam jeden warunek. Rozstaniesz się z tymi, z którymi spotykasz się do tej pory. Wybieraj, albo ja, albo one.  
Popatrzył na nią i odpowiedział bez chwili zastanowienia.

- Rezygnuję.

Uśmiech zadowolenia pojawił się na jej twarzy.

- Z nich?

- Nie. Ze znajomości z tobą.

Jeśli nawet odczuła rozczarowanie, to nie dała tego po sobie poznać. Wymienili kilka zdań i rozstali się. Gdy wychodziła, wszyscy ponownie odprowadzili ją wzrokiem. On też. Dopiero po dwóch latach okazało się, że dziewczyna została podstawiona i namówiona do odegrania swojej roli.  
To wszystko uświadomiło mu, co już osiągnął. Postanowił skoncentrować się na kobietach, które były mu oddane. Doszedł do wniosku, że najwyższy czas, żeby obie panie wzajemnie się poznały, zamierzał bowiem spotykać się w trójkącie. Uprzedził je wcześniej o swoich zamiarach i zapytał, czy się na to zgadzają. Obydwie wyraziły chęć uczestnictwa, chociaż R nie wykazywała specjalnego entuzjazmu. Do tej pory była jedyną, a teraz pojawiła się realna konkurentka. Kazał im przygotować i zabrać z sobą kostiumy kąpielowe, nie informując, do czego będą potrzebne.  
Na spotkanie wyznaczył piątek i wybrał tę samą restaurację, w której był swego czasu z K i R. Dobre jedzenie, dancingowa muzyka, oddzielna loża tworzyły nastrój i sprzyjały dyskretnej rozmowie. Jasno przedstawił swoje oczekiwania. Seks w trójkącie, przydzielanie im ról, bezwzględne posłuszeństwo. Nie nakazywał koleżeństwa, mogły między sobą rywalizować o jego względy albo własną, wyższą pozycję. Wymagał natomiast, żeby wzajemnie się szanowały i okazywały solidarność wobec osób z zewnątrz. B przyjęła wszystko bardzo spokojnie, na twarzy R ujawniły się emocje. Po rozmowie trochę potańczyli i pojechali do wynajętego pokoju.  
Tam oznajmił B, że dzisiaj to ona będzie im usługiwała. Rozebrała się do naga i z obrożą na szyi podeszła bliżej, czekając na rozkazy. Polecił, żeby zdjęła im buty. Uczyniła to na kolanach. Potem przynosiła napoje i jedzenie. Była staranna i uważna. Nie ulegało natomiast wątpliwości, że R czuje się nieswojo. Nie przywykła do roli osoby, której usługiwano. On sam był całą tą sytuacją podniecony. Z uwagą obserwował zachowanie obydwu kobiet. Przypomniał sobie scenę z Faraona. Przygotował grunt pod jej odegranie. Na początek kazał B pościelić łóżko. Następnie rozebrała ich oboje. Na koniec polecił jej przynieść miskę z wodą i umyć nogi R. Gdy to uczyniła, oboje z R położyli się do łóżka. Szepnął jej do ucha, że ma zachowywać się jak kochanka. Wyraźnie się odprężyła. Nie zwracając uwagi na obecność B, zarzuciła mu ręce na kark i zaczęła namiętnie całować. Jej język brutalnie atakował, a wargi przycisnęła do jego ust tak silnie, jak gdyby chciała je zmiażdżyć. Zorientował się, że w ten nerwowy sposób odreagowuje stres związany z dzisiejszym spotkaniem.
Poddawał się pieszczotom, obserwując przy okazji zachowanie obydwu kobiet. B zachowywała spokój i opanowanie. Kolejne polecenia wykonywała jednakowo starannie, nie okazując żadnych emocji. Natomiast R reagowała na każdą zmianę sytuacji. Gdy B usługiwała im przy stole, czuła się nieswojo. To ona pełniła zawsze rolę służącej i nieoczekiwana zamiana miejsc wytrąciła ją z równowagi. Apogeum zmieszania nastąpiło w chwili, gdy B myła jej stopy. Siedziała sztywno, jakby połknęła kij od szczotki. Odruchowo przytulił R do siebie.

Sytuacja ta uzmysłowiła mu, że teraz, jako przed posiadaczem dwóch niewolnic, rysują się przed nim nowe możliwości. Mógł dowolnie nimi sterować, realizując własne fantazje. Ta myśl wzmogła podniecenie. Kując żelazo póki gorące, zawołał B i kazał jej się położyć między ich nogami, tak, żeby głowa kobiety znalazła się na wysokości jego krocza. Kiedy tam się usadowiła, zajęła się pieszczeniem penisa. On w tym czasie całował się z R. Gdy zabiegi osiągnęły swój skutek, zaspokojony, położył się na wznak. Pozwolił im obu przytulić głowy w zagłębieniach między barkami a torsem. Leżały tak, wtulone w jego ciało, a on rozkazał im masturbować się aż do osiągnięcia orgazmu. Pierwsza doszła B. W nagrodę została na swoim miejscu, a R zsunęła się, by popracować nad kroczem swego Pana. Gdy ponownie doszedł, zajął się niewolnicami. Rozkazał im położyć się na łóżku i przykuł do siebie kajdankami z futerkiem, blokując w ten sposób po jednej ręce każdej z kobiet. W pochwy włożył im wibratory, a w odbyty korki analne. Piersi przyozdobił spinaczami do bielizny. Wziął do ręki krótki bat z kilkoma końcówkami, uruchomił wibratory i przyglądał ich reakcjom. R zamknęła oczy. Smagnął ją niezbyt mocno w krocze i uda, żądając żeby je otworzyła. To samo nakazał przy okazji B. Oznajmił, że zrzucenie klamerek z piersi, wypchnięcie korka analnego albo wibratora zostanie ukarane chłostą. Następnie usiadł wygodnie na krześle i obserwował zachowanie obydwu kobiet. Pierwsza szczytowała B. W nagrodę delikatnie odpiął z jej piersi spinacze, ale nie wyłączył wibratora, ani nie wyjął korka analnego. Popatrzył zimno na drugą niewolnicę.

- Widzę, że ty potrzebujesz mocniejszych podniet, suko!

Mówiąc to, kilkoma uderzeniami bata zrzucił klamerki z jej sutków. R zaskomlała. Nie miał dla niej litości. Zdawał sobie sprawę, że to dla niej nowe doświadczenie, ale wiedział też, że jeżeli od razu nie przełamie jej oporów, to w przyszłości pojawi się problem, żeby zabawiać się z nimi równocześnie. A takie miał przecież zamiary.

- Możesz sobie pomagać ręką – zezwolił łaskawie.

- Ty też. - Te słowa skierował do B.

- Dziękuję, Panie - B zareagowała we właściwy sposób.

Wykorzystał to i kolejny raz smagnął piersi R.

- A ty co? Zapomniałaś języka w gębie? Nie pamiętasz, jak powinnaś się do mnie zwracać?

- Wybacz, mój Panie. To z emocji, pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i pogubiłam się.

- Zawsze możesz wypowiedzieć słowo bezpieczeństwa, które zakończy to zdarzenie.

- Pamiętam, mój Panie. Ale pamiętam również, że to zakończy naszą znajomość, a tego nie chcę, Panie.

Wibratory pracowały na pełnych obrotach. Kontynuował swoje obserwacje. R nerwowymi ruchami pobudzała łechtaczkę. Były to bardziej szarpnięcia niż masowanie. Widząc to, nasunęła mu się refleksja, że może ona faktycznie potrzebuje mocniejszych bodźców. B. zachowywała się spokojniej. Łechtaczkę masowała delikatnie, półkolistymi ruchami. Dało to oczekiwany efekt. Szczytowała ponownie prawie równocześnie z R. Tym razem nie użył bata, pomimo tego, że miał ochotę smagnąć B, tylko po to, żeby zobaczyć jej reakcję. Ale skoro miała to być kara, to takie postępowanie byłoby nie na miejscu. B rozpoczęła trzecią rundę, a R drugą. Obydwie coraz ciężej oddychały. Na ich czołach pojawiły się kropelki potu. Teraz to R doszła szybciej. Dało to mu pretekst do uderzenia batem piersi B. Smagnął tylko raz, ale jej reakcja okazała się bardziej gwałtowna. Krzyknęła, zaskoczona, a w oczach pojawiły się łzy. Nie zdziwił się, bo pamiętał jej zachowanie podczas poprzednich spotkań.

Osiągnął swój cel. Zmusił je do rywalizacji, ale nie zamierzał jeszcze kończyć. Za chwilę B doszła do trzeciego orgazmu. Pogładził ją po twarzy, ale pomimo widocznego zmęczenia kobiety, wibratora nie wyłączył. Ciężko dysząc, zaczęła czwartą rundę. On skupił się na R. Tym razem jej nie bił. Zastosował inną metodę dopingu. Zaczął pieścić piersi. Wykazywały o wiele większą wrażliwość po wcześniejszym ściskaniu spinaczami i kilku uderzeniach batem. Pieszczoty wyraźnie ją podniecały i zmobilizowały do zwiększonych wysiłków. Szybko doszła i rozpoczęła czwarte "kółko". On ponownie usiadł na krześle i z ciekawością przyglądał się ich wysiłkom. Pozbawiona jego wsparcia, R została w tyle. Gdy B skończyła, podszedł do niej i wyłączył wibrator. Usunął go delikatnie, to samo zrobił z korkiem analnym. Pogładził kobietę po twarzy i pocałował, mówiąc, że zadowoliła swego Pana. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Potem oboje przypatrywali się wysiłkom R. Czując ich spojrzenia, miała większy problem z dojściem. Zdecydował, że trzeba jej pomóc. Kazał B wolną ręką masować łechtaczkę kobiety. Sam wrócił do pieszczot jej piersi. Z takim wspomaganiem, wreszcie doszła. Gdy skończyła, wyjął z jej pochwy i odbytu obydwie zabawki. Niewolnice nadal pozostawały jednak skute.

R doszła do siebie i podniosła rękę, prosząc o pozwolenie zabrania głosu. Wyraził zgodę, a ona zgłosiła potrzebę udania się do ubikacji. Zaskoczył je obie mówiąc, że zarówno do WC jak i do kąpieli mają pójść skute. W ten perfidny sposób zmusił je do współdziałania. Kiedy jedna korzystała z toalety, druga musiała jej towarzyszyć. Pod prysznicem współpraca układała się jeszcze lepiej. Ponieważ miały po jednej wolnej ręce, zmuszone były wzajemnie się umyć, opłukać i wytrzeć. On z rozbawieniem obserwował ich dość niezdarne wysiłki. Właścicielka mieszkania, pomimo hałasów, przezornie nie wystawiała nosa ze swojego pokoju. Płacił zbyt hojnie, by ryzykowała utratę najmu niepotrzebnym wtrącaniem się. Gdy skończyły, nadal ich nie rozkuwał. Kazał im przed sobą uklęknąć i podsunął swoje, stopy rozkazując lizać je i całować. Dopiero po tym akcie uległości zdjął im kajdanki i pozwolił odpocząć. Polecił, by spały razem, pomimo tego, że R mogła udać się do swojego mieszkania. Chciał, żeby kobiety przyzwyczaiły się do siebie. Umówili się na 7.00 rano i pojechał do domu.

Następnego dnia zgodnie z poleceniem czekały na chodniku. Skinieniem głowy i uśmiechem podziękował im za gotowość. Przygotował dla nich niespodziankę. Miesiąc wcześniej stał się posiadaczem kabinowej łodzi motorowej Phoenix 29 SFX Convertbile o długości 10 metrów, napędzanej dwoma silnikami o łącznej mocy 420 KM. Łódź stała zwodowana w porcie nad Zalewem Zegrzyńskim i tam właśnie zabierał je na dwudniową wycieczkę. Nim pojechali, zrobili solidne zakupy. Obydwie kobiety były bardzo zaskoczone i uradowane. Polecenie zabrania kostiumów sugerowało wprawdzie, że zamierza wywieźć je nad wodę, ale spodziewały się, że będzie to basen, a nie wyprawa wodniacka. Po przybyciu do portu dzielnie przeniosły wszystkie bagaże i zapasy, podczas gdy on załatwiał formalności w kapitanacie portu. Około godziny 10.00 wypłynęli w rejs po Zalewie. W planach miał nocleg na łodzi, a także przepłynięcie Narwią do Pułtuska. Przed wyruszeniem przeprowadził podstawowe szkolenie BHP oraz naukę manewrów cumowania i odbijania. Rozkazał im założyć kamizelki ratunkowe. Poinstruował kobiety, w jaki sposób, pełniąc wachtę na „oku”, mają określać odległości oraz kierunek ruchu innych jednostek i przeszkód wodnych.

Dokonał podziału ról. B przypadł obowiązek przygotowania posiłków, a R miała pozostawać w tym czasie do jego dyspozycji. On sam zajął się sterowaniem łodzią, co wymagało sporo uwagi i koncentracji, gdyż motorówka miała zanurzenie do jednego metra, a średnia głębokość Zalewu Zegrzyńskiego waha się między półtora, a trzema metrami. Margines bezpieczeństwa był wąski. Na szczęście łódź wyposażono w echosondę, nie zwalniało to jednak sternika od obowiązku zachowania czujności.

Rejs przebiegał w sielskiej atmosferze. Panie, przebrane w kostiumy kąpielowe, zażywały kąpieli słonecznej. Na wodzie panował ożywiony ruch. Część ludzi, podobnie jak oni sami, oddawała się weekendowemu relaksowi. Niektórzy płynęli na Mazury. Oprócz wszelkiego rodzaju łodzi żaglowych czy motorowych, a także wędkarskich, po Zalewie poruszały się również inne "pływadła". Deski windsurfingowe, rowery wodne, kajaki czy pontony wymagały od sternika wytężonej uwagi, a zwłaszcza zdolności przewidywania. Szczególnie niebezpieczne okazywały się skutery wodne, kierowane często przez młodych ludzi, dla których liczyła się tylko prędkość. Dlatego polecił B usadowić się na dziobie i meldować o wszystkich jednostkach pozostających w polu widzenia. W szczególności miała uważać na te, które płynęły kursem kolizyjnym. R nakazał obserwować boki, gdyż szybkie przepłynięcie obok "pływadełka" mogło spowodować jego wywrócenie. Ponieważ obie kobiety pierwszy raz pływały po Zalewie, zafundował im wycieczkę. Okrążył cały akwen, docierając do zapory w Dębe. W tej okolicy mógł bezpiecznie pływać z większą prędkością, ponieważ była to najgłębsza część akwenu. Zamierzał częściej urządzać takie rejsy, nauczył więc obydwie kobiety jak mają reagować w przypadku alarmu "człowiek za burtą". Następnie ruszyli Narwią w stronę Pułtuska. Po drodze zakotwiczyli na skraju toru wodnego. Wszyscy troje skorzystali z kąpieli, a następnie spożyli posiłek. Zarówno szybka łódź, jak i dwie atrakcyjne kobiety na jej pokładzie, budziły zainteresowanie przepływających obok. Musieli zejść do kabiny, żeby zyskać trochę prywatności. W przeciwieństwie do spotkań w mieszkaniu, gdzie niewolnice mogły się odzywać tylko po uzyskaniu jego zgody, na łodzi pozwolił im mówić bez ograniczeń. Wprowadziło to świetną atmosferę. Obydwie tryskały humorem. W kabinie zaczęły mu dziękować za wspólny wypad na wodę. Z uśmiechem na ustach powiedział, że czeka na ich inwencję. Bez słowa porozumiały się wzrokiem. Szybko zrzuciły z siebie stroje kąpielowe i nagie przystąpiły do wykonania polecenia. Usadziły go na środkowej koi, która po złożeniu pełniła funkcję stolika, po czym rozpoczęły masaż. R zajęła się karkiem i barkami, a B stopami i łydkami. Mimo zaangażowania i ochoty obydwu kobiet, dało się zauważyć, że nie mają wprawy. Dlatego szybko zaczęły posiłkować się pocałunkami i lizaniem. R obrała za cel uszy i kark, B szybko przesunęła się wyżej i pieściła wewnętrzną część ud. Robiła to dokładnie, długimi liźnięciami, nie pomijając żadnego skrawka skóry. Zabiegi te odniosły szybki skutek. Kapitańskie spodenki wyraźnie się wybrzuszyły. B zaczęła je ściągać. Pomógł jej, wypychając biodra do góry. Gdy ponownie przycisnęła się do krocza, zarządził zamianę miejsc. R zajęła się penisem, tak jak lubił najbardziej. Najpierw długie, mokre liźnięcia trzonu. Potem zamknęła główkę w ustach i pieściła sam czubek kolistymi ruchami języka. Palcami uciskała jednocześnie przestrzeń pomiędzy penisem i odbytem. Był to jego ulubiony sposób i doskonale o tym wiedziała. Następnie, nie przerywając dotychczasowych zabiegów, objęła drugą ręką nasadę trzonu i zaczęła nią rytmicznie poruszać. Po chwili zgrała ruchy ręki z ustami. Zrobiło mu się bardzo przyjemnie. Przyciągnął B za włosy do własnego torsu, rozkazując, żeby zajęła się sutkami. Ssała je i lizała, a nawet odważyła się przygryzać delikatnie zębami. Nie puszczając B, wolną ręką chwycił z kolei włosy R i mocno szarpnął. Był to sygnał, że jest już bardzo podniecony i niewolnica może kończyć. Przyspieszyła i w finale wytrysk zapełnił jej usta. Nie uroniła ani kropelki, połykając wszystko. Następnie zajęła się dokładnym czyszczeniem kutasa, pachwin i worka.

Odsunął B od torsu i przyciągnął jej twarz do własnej. Tym razem to ona występowała w roli kochanki. Jej pocałunki były inne. Jakby delektowała się chwilą. Miękkie wargi doskonale się dopasowały. Język pląsał i wychodził naprzeciwko jego języka. Wszystko to czyniła finezyjne, łagodnie, ale i z pewną stanowczością. Puścił jej włosy, dając do zrozumienia, że rezygnuje z dominacji i czeka na to, co ona mu zaproponuje. Nie był pewien, czy właściwie odczyta ten gest, ale zrozumiała. Przytuliła się do niego całym ciałem i dała popis swoich umiejętności. Byli tak zajęci sobą, że nie wydał żadnego nowego polecenia R. Mimo to, nie dała o sobie zapomnieć. Usiadła po turecku na ażurowej podłodze i zaczęła pieścić jego stopy. Delikatnie brała po kolei palce do ust, ssała je i całowała. Robiła to metodycznie, bez pośpiechu. Gdy skończyła, zaczęła lizać i całować wierzch stopy. Mimo zainteresowania tym, co robi B, nie uszło to jego uwagi. Zrozumiał, że R się nie podda i będzie walczyć o swoje miejsce u boku Pana. Zakończył pieszczoty i przytulił kobiety. Dał im w ten sposób do zrozumienia, że obydwie są dla niego ważne.

Ogłosił, że daje im wolne i mogą robić, co zechcą. Sam zamierzał się wykąpać. Tak, jak się spodziewał, chciały mu towarzyszyć. Ale nie zapominał o bezpieczeństwie. Pomimo tego, że było to śródlądzie, do wody wchodzili parami. Jedna osoba zostawała zawsze na pokładzie, żeby w razie potrzeby podać cumę albo rzutkę. Poza tym wiedział, że łatwiej ratować tonącego gdy jest asekuracja z łodzi. Po powrocie na pokład opalali się, prowadząc luźne rozmowy. B powiedziała, że prowadzi własne biuro rachunkowe. Ma certyfikaty księgowego i biegłego rewidenta. Eksperymentować z seksem zaczęła na studiach i tak jej się to spodobało, że nadal jest tym zainteresowana. Na razie nie myśli o stałym związku, tylko chce się dobrze bawić. Potem mówiła o sobie R, nie ukrywając tego, że była mężatką. On też opowiedział o tym, czego oczekuje od swoich kobiet. Następnie rozmowa zeszła na ich zapoznanie się. R, zgodnie z tym, w co wierzyła, uznawała, że ich spotkanie to dar od losu i takie jest ich przeznaczenie. B powiedziała, że szukała w internecie takiego właśnie układu, a oni wydali jej się w rozmowie osobami odpowiedzialnymi i dlatego zdecydowała się na znajomość. On z kolei opowiedział R, jakiej próbie poddał B pierwszego dnia. Zaintrygowana, wypytywała koleżankę, co czuła idąc w kierunku menela i czemu nie zrezygnowała. B wyznała szczerze, że kiedy usłyszała polecenie, przeżyła moment zawahania, ale szybko opanowała strach i rozpoczęła próbę. Dodała, że była tak podniecona, jak nigdy dotąd. Na takich pogaduszkach czas płynął im szybko i miło. Przerwał wreszcie tę sielankę. Tym razem wręczył obydwu kobietom pagaje i nakazał wiosłować. Sam nadzorował naukę, trzymając w ręku bat z kilkoma skórzanymi końcówkami w kształcie wstążek. Miał on imitować słynnego "kota o dziewięciu ogonach", czyli bat do chłostania niezdyscyplinowanych żeglarzy, używany niegdyś na żaglowcach. Oczywiście, było przy tym sporo śmiechu i wzajemnych docinek, gdyż używały trzymetrowych wioseł pychowych z rączką. Dał im trochę luzu i dopiero po chwili zaczął je dyscyplinować. Gdy słowne uwagi nie skutkowały, używał bata. Uderzał pojedynczymi razami po plecach. Nie czynił tego zbyt mocno, ale na świeżo opalonym ciele smagnięcia zostawiały czerwone ślady i robiły wrażenie na bitych niewolnicach. Żarty się skończyły, dziewczyny gorliwie przyłożyły się do nauki, pilnie słuchając jego wskazówek. Po mniej więcej godzinie nieźle opanowały sztukę wiosłowania i odpychania się od dna. Wreszcie potrafiły utrzymać nakazany kurs i łódź posuwała się rytmicznie. Przestał je chłostać i obserwował jak współdziałają. Pomimo tego, że złapały rytm, nadal musiały wiosłować. Po kolejnej godzinie zauważył, że zaczyna im brakować sił. Ostentacyjnie wziął do ręki bat, co poskutkowało przyspieszeniem tempa. Po następnym kwadransie skierował łódź do brzegu.

Zacumował na długiej, piętnastometrowej linie. Nie bał się ewentualnych bandziorów penetrujących brzegi w poszukiwaniu łupu, ponieważ miał przy sobie broń. Główny powód zachowania takiej odległości stanowiły wahania głębokości akwenu, spowodowane spuszczaniem wody przez zaporę w Dębem. Cumując przy samym brzegu, można było obudzić się rano na plaży. Nie mieli potrzeby schodzenia na ląd, ponieważ jacht posiadał zarówno WC, jak i prysznic. Kazał obydwu kobietom spać w kabinie, a sobie pościelić w kokpicie. B przygotowała kolację, a R podała napoje i drinki. Dziewczyny były tak zmęczone intensywnym dniem i nowymi wrażeniami, że już o 22.00 poszły spać. On pozostał w kokpicie, sącząc whisky z lodem i rozmyślając o dzisiejszym spotkaniu. W międzyczasie zarzucił dwie wędki na grunt i zanęcił. Świeża ryba stanowiłaby urozmaicenie jutrzejszego posiłku. Długo nie mógł zasnąć, obserwując rozgwieżdżone niebo i spławiające się ryby. Był zadowolony z obydwu kobiet. Ich rywalizacja nie stwarzała poważniejszych problemów. Nie stosowały żadnych sztuczek albo chwytów. Starały się jedynie okazywać swoje większe zaangażowanie. Ważne, że R trochę się wyluzowała i reagowała mniej nerwowo. Tak rozmyślając, nie wiadomo kiedy zasnął.

Około godziny czwartej rano obudził go dźwięk dzwonka wędki. Ryby rozpoczęły żerowanie. Złowił kilka leszczy i płoci. Wrzucił je do siatki przywiązanej do burty łodzi i poszedł do WC, żeby nie sikać do wody. Gdy wychodził, zobaczył klęczącą R. Bez słowa wzięła penisa do ust i zaczęła go czyścić. Pokazał jej, żeby przeszli do kokpitu. Tam usadowił się wygodnie, a ona wróciła do przerwanej czynności. Niejeden już raz zaspokajała go w ten sposób o poranku i docenił jej oddanie. Po wszystkim chciała wrócić do kajuty. Zatrzymał ją jednak na pokładzie i pomógł ułożyć się na swoim posłaniu. Należała się jej nagroda za inicjatywę. Zaczął pieścić ręką piersi. Krzyknął do B:

- Pobudka. Wstawaj i biegiem na pokład.

Obudzona znienacka, wyszła nago z kabiny.

- Na kolana i liż R. Masz ją zaspokoić, bo inaczej... - Nie dokończył zdania, wymownym gestem wskazując bat. - Tylko delikatnie i z wyczuciem.

Wrócił do R. Językiem drażnił szyję i uszy, dłonią pieścił piersi. B lizała jej clitoris. Obserwował bacznie reakcję podniecanej niewolnicy. Wiedział, że to pierwszy raz, gdy zajmuje się nią inna kobieta i nie chciał, żeby odniosła przykre wrażenia. Chcąc odwrócić jej uwagę, zaczął ją całować. Tak jak przewidział, skoncentrowała się na oddawaniu pocałunków. Zabiegi B zeszły na drugi plan. Kątem oka przyglądał się obydwu uległym. B wykazywała doświadczenie i cierpliwość. Cały czas lizała, czekając na reakcję R. Gdy ta zaczęła poruszać biodrami, B spojrzała pytającym wzrokiem.  
- Język do cipki, a łechtaczkę pieść palcami. Tylko delikatnie, z wyczuciem.

B skinęła głową, zachowując koncentrację. Nie ulegało wątpliwości, że bardzo poważnie traktuje otrzymane zadanie. Widząc, jak się stara, powrócił do R. Oderwał wargi od jej ust i szepnął na ucho, żeby ręką wzięła B za włosy i pociągnięciami kierowała jej ruchami. Zajęło to trochę czasu, ale wreszcie doszła. Szczytowała wyginając ciało w łuk, a następnie zacisnęła uda na głowie B. Gdy ta zaczęła się szarpać, a R nie reagowała, rozchylił jej uda na siłę. Dopiero wtedy powróciła do rzeczywistości. Tym razem to B pozostała niezaspokojona. Chciał, żeby zrozumiała, że orgazm otrzyma tylko wtedy, gdy to on o tym zdecyduje. Kazał B przynieść miskę wody i dokładnie umyć ich krocza. Przytulał w tym czasie R żeby pokazać, iż docenia jej zaangażowanie i przekroczenie bariery seksu z kobietą. B musiała posprzątać, a następnie przygotować śniadanie.




* Falaka, bastonada – pierwotnie perski przyrząd służący do unieruchamiania przestępcy, który następnie mógł być karany przez bicie podeszew stóp kijem. To urządzenie podobne do europejskich dybów: ofiara leżała na plecach z bosymi stopami przymocowanymi pętlą ze skóry lub liny do pala. Pętle tkwiły we właściwym miejscu dzięki przeciągnięciu zakończonego węzłami sznura przez otwory w palu. Przekręcanie pala powodowało zaciśnięcie pętli, co uniemożliwiało uwolnienie się skazańca podczas wykonywania kary.

Bicie tego typu jest bardzo bolesne – podeszwy stóp to jedna z najlepiej unerwionych i najbardziej wrażliwych partii ludzkiego ciała. Karę uważano nadto za upokarzającą i wymierzano głównie wobec członków niższych klas społecznych, chociaż czasami traktowano w taki sposób również niesfornych uczniów. Falaka jest nadal stosowana, np. w Turcji i Syrii. Na początku XX wieku chłostę taką praktykowano także w amerykańskich więzieniach.

Chłosta stóp (zwana również bastinado) jest częstym elementem różnego rodzaju praktyk BDSM. Oprócz samych razów stosuje się również przypalanie stóp partnera/partnerki świeczkami albo nakłuwanie ich igłami

Jak zawsze dziękuję Neferowi za korektę.  
Na zdjęciu bat o nazwie kot o 9 ogonach wersja współczesna.

** Szkoła BDSM im. Arystypa z Cyreny. Szkoła działała od 2003 r. Na stronce można znaleźć ciekawe wykłady, opowiadania, jest też forum, czat itp. Oferowane były również publikacje na temat BDSM, które szkoła wydała w limitowanych edycjach - oprawione w skórze. Niestety już nie istnieje.

Sam Arystyp z Cyreny to grecki filozof z V/IV w. p. n. e., uczeń Sokratesa i twórca tzw. szkoły cyrenaików. Głosiła ona, że celem życia ludzkiego jest osiągnięcie szczęścia poprzez doznawanie jak największej przyjemności, w szczególności zmysłowej. Doktryna ta nosi nazwę hedonizmu

4 056 czyt.
100%96
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5886 słów i 33657 znaków, zaktualizował 10 lip o 9:46.

6 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 10 lipca ·

    Przez Ciebie teraz chcę na Mazury, i co? Co zamierzasz z tym zrobić? Ja jestem za tym, żeby zazdrosne wzięły się za łby, a potem lanie

  • Margerita

    Margerita · 7 lipca

    Czytałam zestaw na tak no nieźle spotykać się z dwiema kobietami na raz

  • kaszmir

    kaszmir · 3 lipca

    Witam
    Wszystkie te inspiracje i fantazja, nie zawsze zgodna z normami jest zaspokojeniem swojej nudy bogatych i niezależnych ludzi. Mają pieniądze i prestiż, więc zaspokajają swoją może niemoc, może jakieś złe nawyki z dzieciństwa itp. Wszystko można, ale z umiarem i ze smakiem. Tutaj tego nie widzę. Duzy chłopiec i jego zabawki i tupanie nogą. Jak w każdym środowisku jeszcze kroją się intrygi... kobieta w restauracji?
    Ciekawie bardzo dokładnie opisujesz techniki i całą logistykę, rekwizyty. Z tego wynika, że jest to bardzo drogi konik i niebezpieczny. Bo takie zabawy niosą też ze sobą ryzyko, nawet utraty życia: przyduszenie itp.

    Pozdrawiam serdecznie

  • nefer

    nefer · 29 czerwca

    Mnie osobiście najbardziej zafrapował epizod z atrakcyjną "kandydatką" na niewolnicę, usiłującą skłonić bohatera do zerwania z R i B. Otrzymaliśmy informację, że okazało się później, iż została umyślnie podstawiona. Kto kryje się za tą intrygą, jaki był jej cel i w jaki sposób bohater przejrzał w przyszłości tę grę? Liczę, że otrzymamy z czasem odpowiedzi. Tymczasem niech dobrane trio dobrze bawi się na Zalewie. Tajemnicza nieznajoma nie jest im do niczego potrzebna (no, może do szorowania pokładu).  

  • angie

    angie · 28 czerwca

    Świetne, ale budzi we mnie takie uczucie, że... hmm... Moim nickiem w tym świecie byłaby pewnie "Kartagina". Jestem pewna, że autor zrozumie

  • kaszmir

    kaszmir · 28 czerwca

    Daję łapkę później komentarz