Noc Łowcy Smoków cz.3

Aithne przeleżała w swoim łóżku całą noc, nie mogąc zasnąć. Jej młodszy brat, Eoin bał się do niej zbliżyć.
Dziewczyna rozmyślała przez ten czas jak może zapolować na smoka. Przecież ma dopiero dziewiętnaście lat. Jest mała, szczupła, brak u niej mięśni, a długie, blond włosy jeszcze nie są spięte*, tylko wolno powiewają na wietrze. Co prawda jest szybka. Razem z jej przyjacielem Loganem kradli jabłka, kiedy byli dziećmi. Na początku potykała się o własne nogi, a właściciel danej jabłoni ciągnął ją za ucho do rodziców. Przez te wszystkie lata nabrała już wprawy i prześcignęła nawet Logana, a także inne dzieciaki z wioski.
Podstawowym pytaniem było jakiego smoka ma upolować? Brian wspominał o wodnych, których i tak by nie mogła ujeżdżać, ognistych, które przypominają strukturą oczy Aine w czasie nocy, ziemne, które nie potrafią latać, ale doskonale polują oraz zwykłe - dzienne.
Aithne długo się nad tym zastanawiała, a czasu było coraz mniej. Słyszała jak Brian rozmawiał z Tiernan o zebraniu, jakie zarządziła Rada wioski. Chodzi o Łowcę. Każdy ma się stawić wieczorem przy Wielkiej Wierzbie, a jeśli go nie będzie, to zostanie uznany za bycie Łowcą i... go zabiją.
Gdy już było po południu, Brian wszedł do pokoju swej córki w obdartych ubraniach i rzucił na jej łóżko ciemną pelerynę z kapturem. Stał w ciszy przyglądając się jej brązowym oczom - już normalnym - gdy odetchnął głęboko i wyszedł z pokoju.
Aine delikatnie uniosła czarną szatę i pogładziła palcami materiał. Następnie zbliżyła go do nosa i powąchała.
- Mama. - Jedno słowo wydostało się z jej ust. Położyła się z powrotem na łóżku i przytuliła pelerynę z całej siły, jakby ktoś chciał siłą ją odebrać, następnie zasnęła ukołysana zapachem zmarłej już matki.

***

- Aine. - Dziewczyna usłyszała zaniepokojony głos brata i jego niepewną rękę szturchającą ją za ramię. - Ojciec kazał mi Cię obudzić. Idziemy na Radę.
Dziewczyna wstała z łóżka na drżących nogach. Była wściekła. Miała ochotę zabić brata za to, że jej nie ufał, że odnosił się teraz do niej z taką widoczną niechęcią. Zbliżyła się do Eoina stojącego przy drzwiach i złapała go za ramię wpijając jednocześnie w jego ciało ostre paznokcie.
- Aaa! - Krzyknął jedenastolatek próbując wyrwać się z żelaznego objęcia siostry. Jej dłoń zbliżyła się do jego szyi i na niej zacisnęła. Patrzyła jak z brata uchodzi życie, jak jego zwykle rumiana twarz staje się sina. Jeszcze chwila, pomyślała.
- Aithne! - Usłyszała głos przerażonej macochy, a zaraz potem niesamowicie silne uderzenie w polik. Upadła na ziemię razem z bratem, do którego zaledwie sekundę później przybiegła macocha.
- Mój kochany Eoin. - Mówiła Tiernan gładząc go po głowie. - Nic Ci nie jest?
Chłopak lekko odkaszlnął i wyszeptał Tiernan do ucha prośbę o wyjście z pokoju.
Brian stojący przy córce lekko ich ponaglił. Aine pocierała chłodną ręką rozgrzany policzek, gdy zauważyła wyciągnięta dłoń ojca. Ze strachem złapała się jej i wstała.
- Co Ty sobie wyobrażasz?! - Zaczął Brian. - Mogłaś go zabić! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to stanowi dla Ciebie zagrożenie!
Aine skuliła się na dźwięk ostrego tonu ojca. Niemal natychmiast ukłoniła się przed nim i zaczęła płaczliwym głosem błagać o przebaczenie.
- Twoje łzy i przeprosiny na nic się nie zdadzą. Czyny są ważniejsze. Teraz powinnaś uważać jeszcze bardziej. Eoin i Tiernan również mogą coś dodać o tobie na Radzie. Powinnaś teraz iść i błagać ich o przebaczenie.
Dziewczyna zacisnęła zęby i ukłoniła się przed ojcem.
- Ale nie teraz. Musimy wychodzić, a twoją karą będzie presja odkrycia Twojej tożsamości, córko.

***

Aithne rozejrzała się po ludziach, którzy stawili się przy Wielkiej Wierzbie. Brakowało tylko ludzi umierających, którzy zostali zwolnieni z obowiązku przyjścia. W pewnej chwili dziewczyna wstrzymała oddech, bo nie odnalazła swego przyjaciela, Logana. ''Przecież go zabiją!'', pomyślała.
Przez dłuższy czas myślała o chłopaku nerwowo skubiąc paznokcie, aż nie nadeszła Rada. Składała się ona z czterech rosłych mężów oraz jednej kobiety. Wszyscy, gdyby potrafili zabijaliby wzrokiem.
Na myśl o wzroku, Aithne szybko nałożyła kaptur na głowę, bowiem księżyc, a raczej tylko jego połowa miała zaraz wzejść zza chmur. Chwilę potem poczuła ostre pieczenie w okolicach oczu i już wiedziała, że musi na siebie bardzo uważać.
Rada wystąpiła w kierunku tłumu.
- Niech chłopcy, młodzieńcy oraz mężczyźni ustawią się w szeregu po lewej stronie Wielkiej Wierzby! - Przy słowach ''Wielka Wierzba'' wszyscy zebrani, wraz z Radą skłonili głowy.
Mężczyzna, który mówił cofnął się z powrotem w stronę członków Rady. Teraz z szeregu wystąpiła kobieta.
- Niech dziewczyny i kobiety staną po prawej stronie Wielkiej Wierzby w szeregu!
Aine ustawiła się za dziewczyną z burzą kasztanowych loków. Sama spojrzała ukradkiem w stronę swoich suchych, blond włosów z lekką zazdrością. Dziewczyna zauważyła, że tuż za nią stoi Tiernan.
- A teraz z szeregu będą się wyłaniać osoby, których imię przeczytamy! Wpierw mężczyźni! Ahen!
Z drugiego szeregu wyłonił się lekko zgarbiony chłopak o piegowatej twarzy. W wiosce mówiono, że najlepiej jeździ na koniach.
Ahen zbliżył się do rady pod nosem szepcząc modlitwę do bogów, mimo, że nie był Łowcą. Rada dokładnie go obejrzała, a w szczególności oczy. Sprawdzano kilka razy, czy księżyc, aby na pewno pojawił się na niebie, a chłopaka wystawiano pod jego promienie.
- Czysty!
Aine usłyszała radosny okrzyk jego matki, która wystąpiła ze swojego szeregu, aby uściskać zawstydzonego syna. Chłopak szybko wsiadł na swojego konia i odjechał przelotnie całując mamę w policzek. Prawie cały tłum zrobił z ust ''o'' na widok jego cudnej jazdy. Matka Ahena pośpiesznie wróciła do szeregu. Aithne zrobiło się nagle żal.
Ona nie miała już swojej mamy.
Następne imiona padały szybko. Ardal. Artur. Bram. Wreszcie nadeszła kolej ojca Aithne.
- Brian!
Ojciec wyłonił się z szeregu. Szedł przestraszony. Pot ciekł mu po czole. Wiedział już, że jego córka jest na straconej pozycji. Zdejmują wszystkim kaptury i inne szmatki, które mają na głowie.
Aine widziała jak sprawdzają ojca, a następnie go wypuszczają. On podszedł do niej na chwilę i położył jej rękę na ramieniu dla dodania pewności siebie.
Ruszył na piechotę do domu.

Nazwiska dalej padały, a Aithne wciąż nerwowo rozglądała się po tłumie. Logana nadal nie było.
- Larkin!
Dziewczyna jeszcze bardziej zaczęła przygryzać wargi. Są już przecież imiona na, , L"!
- Lennan!
Aithne miała wielką ochotę, aby uciec z szeregu i pobiec szukać przyjaciela.
- Liam!
''Nie, nie, nie. Gdzie ty jesteś idioto?!'' krzyczała w myślach Aine.
- Logan!
Zamarła, tak jak cały tłum zebrany przy Wielkiej Wierzbie. Nikt nie wychodził z szeregu.
- Czy jest tu młodzieniec o imieniu Logan?!
Cisza.
- W takim razie wysyłamy paru mężów, aby go...
Członek Rady nie dokończył ponieważ z lasu zaczęły dochodzić krzyki.
- Już jestem! Jestem! Przepraszam za spóźnienie! - Zawołał Logan padając na kolanach przed Radą.
- Dlaczego Cię nie było, Loganie? - Odezwała się kobieta.
- Mój dziadek leży na łożu śmierci i czeka, aż poślą po niego bogowie. Nie mogłem go zostawić samego, więc czekałem, aż mój ojciec, Gaeth wróci do domu i szybko tutaj przybiegłem. Wielka Rado! Błagam o przebaczenie!
- Dobrze, a teraz wstań. Mamy ważniejsze zadanie do wykonania, niż sądzenie spóźnialskich dzieciaków.
Rada dokładnie go obejrzała i zwolniła uścisk. Chłopak szybko podbiegł w kierunku Aithne i stanął obok niej. Dziewczyna mocno go przytuliła.
- Przecież Ty nie masz już dziadka. - Szepnęła mu do ucha z naganą w głosie.
- Wiem, ale chyba byłoby niestosownie, gdybym powiedział Radzie, że zamiast iść postanowiłem zostać w domu. Gdy mój ojciec wrócił pogonił mnie miotłą i powiedział, że jak Rada mnie nie zabije, to on to zrobi.
Logan zachichotał, a po pewnej chwili Aithne również. Jego śmiech był niezwykle zaraźliwy, więc oboje musieli mocno się ugryźć w język, gdy znaczna część tłumu obróciła się w ich stronę.
- Nie idziesz do domu? - Zapytała cichym głosem Aine.
- Jakoś mi się nie spieszy na spotkanie z ojcem. - Tym razem oboje wybuchli głośnym śmiechem i oboje poczuli karcące uderzenie w tył głowy od Tiernan. Szybko się uspokoili.
- Dlaczego nosisz ten kaptur? Światło księżyca na pewno nie razi Cię w oczy, a noc jest gorąca. Zdejmij go.
Przy ostatnich słowach Logan mocno pociągnął za kaptur, a Aithne kurczowo go ścisnęła. Jednak nie uchroniło jej to zupełnie przed ciekawskim spojrzeniem zielonych oczu Logana. Chłopak odskoczył od niej jak poparzony.
- Czy Ty...?
- Tak, ale cicho. To na prawdę nie tak jak myślisz. - Aine złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie, jednak akurat w tym momencie usłyszała swoje imię z ust Rady. Logan prędko wyrwał dłoń z jej uścisku i spojrzał na nią zimnym wzrokiem.
- Powodzenia. - Powiedział i odwrócił się w stronę lasu.
- Czy jest tu Aithne?! - Głos kobiety poniósł się po całym tłumie, a dziewczynie przebiegł zimny dreszcz po plecach. Błagała w myślach, aby coś się stało, aby mogła stąd pójść wolno i pobiec do Logana tłumacząc mu, że nie jest szalona, ani niebezpieczna. Poczuła, jak słona łza spływa po jej poliku. Stanęła przed kobietą kurczowo zaciskając oczy.
- Zdejmij ten kaptur, dziecko.
Aithne trzęsącymi się dłońmi złapała za gładką tkaninę i zaczęła powoli ją zdejmować.
- Czy możesz otworzyć oczy...? - Zapytała się zniecierpliwiona kobieta. Aithne odetchnęła głęboko i właśnie w tej chwili usłyszała donośny, głęboki ryk tuż nad nią.  

*rozpuszczone włosy miały same panny, zaś spięte mogły nosić mężatki

iza0199

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1914 słów i 10299 znaków.

6 komentarzy

 
  • AuRoRa

    Dobrze się czyta jest humor i trzyma w napięciu :)

  • iza0199

    Hahaha :D Okay, postaram się :p

  • Vengeance_Child

    Genialne! Jedna jedyna rzecz nie daje mi spokoju, a mianowicie ten "polik" :D Rozumiem, przyzwyczaiłaś się że tak mówisz. Ale staraj się używać zdrobniałego słowa, bo moja wyobraźnia szaleje i wyobrażam sobie policzki wielkości kilogramowej łopatki wieprzowej :P

  • Shruikan

    Super, czekam na następną cześć :)

  • iza0199

    Heh... dziękuję :D

  • Gabi14

    Hahaha xD wyjątkowo udana część ^^