Dziennik epidemii zombie cz.8

Dzień 8  
Poranna warta nie była zbyt ciężka, tym bardziej, że nic ciekawego się nie działo. Przygody zaczęły się dopiero po 11. Mianowicie Marek spostrzegł grupkę ludzi idącą w stronę szkoły. Z daleka nie mogliśmy ich rozpoznać, toteż na wypadek gdyby mieli złe zamiary, grupa w składzie Ja, Wojtek, Kacper i Marek zeszliśmy na dół uzbrojeni w m4, a Kuba i Damian operowali na dachu Magnumem’em i PKM’em. Poukrywaliśmy się za drzewami żeby nas nie zauważyli. Kiedy się zbliżali wydawało mi się, że rozpoznaję trzy głosy, tak jakby… nie to niemożliwe- pomyślałem. Mimo możliwego zagrożenia postanowiłem sprawdzić moje przypuszczenia, które okazały się słuszne. Otóż w skład tej 5 osobowej grupy, która szła w stronę szkoły, wchodziło trzech kumpli z klasy i dwóch których już nie znałem. Byli to Kacper, Kuba i Daniel.
Ja (wychodząc zza drzewa)- Siema ludziska, dawnośmy się nie widzieli co?
Oni- Kur*a, nie strasz.  
Ja (z uśmiechem)- Sory, po prostu nie mogłem się powstrzymać.
Kacper (zobaczył Wojtka) – O, siema Wojtek, co ty tu robisz?
Wojtek (ironicznie)- Daj pomyśleć, a już wiem, próbuje nie zostać zeżartym przez zombie.
Daniel do mnie- Siema stary, faktycznie dawno się nie widzieliśmy.
Ja- Taaa… tylko tyle was jest?
Daniel- W naszej kryjówce czekają jeszcze 4 osoby. A co?
Ja- A tak się pytam… Gdzie wy w ogóle się zaszyliście?
Daniel- W bloku u Kuby na ostatnim piętrze.
(Dalszej rozmowy nie będę przytaczał, bo nic ona do opowiadania nie wnosi. Czyli po prostu nie mogłem już nic wymyśleć)
Po skończonej rozmowie rozeszliśmy się w swoje strony, oni ruszyli w stronę bloków, a my wróciliśmy do szkoły.  
***
Nie minęło pół godziny, a usłyszeliśmy strzały dobiegające z okolicy. Miałem pewne podejrzenia z jakiego powodu strzelali, ale dla upewnienia zebrałem ekipę i uzbrojeni w m4 i desert eagle ruszyliśmy na poszukiwania źródła strzału, które kilka razy się powtórzyły. Dźwięk zawiódł nas pod Kaufland, dlaczego mnie to nie dziwi?- pomyślałem. Po 5 minutach marszu znaleźliśmy się niedaleko miejsca pobytu tamtych. Pamiętacie jak pisałem o ostrożności w tym regionie? Tym razem uratowało mi to życie, mianowicie przez przypadkowe zawadzenie o metalowy kosz, zwróciłem uwagę… powiedzmy, że to byli kolejni szabrownicy. Bardzo szybko reszta otworzyła do nas ogień, zginęlibyśmy, gdyby nie ostrożność. Teraz mieli przesrane, musieli walczyć na dwóch frontach, choć wątpię, żeby Daniel i reszta mieli broń palną, co najwyżej mogli widelcami strzelać (kto oglądał school13 ten wie o co chodzi). Po kilkuminutowej wymianie ognia, wszyscy nasi przeciwnicy padli trupem, miałem nadzieje na znalezienie przy nich amunicji, gdyż my wyczerpaliśmy prawie cały zapas- zostało nam może po kilka naboi. Przeszukaliśmy ich bardzo dokładnie, ale nie znaleźliśmy żadnych magazynków, więc jedyne czym się mogliśmy nacieszyć to broń, z której do nas strzelali. A były to dwa AKM’y, Saiga, PP-19 i kilka glocków. Świadomi nadciągającego tłumu zombie szybko się stamtąd zmyliśmy, uwcześnię mówiąc Kacprowi i reszcie, żeby byli bardziej ostrożni.
***  
Po powrocie zrobiliśmy ogólną rewizję broni i amunicji- nie wyglądało to za dobrze. Obmyśliłem więc plan, dosyć szalony co prawa i wymagający sprawdzenia, ale tylko w tym była nasza nadzieja. Aby sprawdzić czy plan zadziała musiałem wyjść na zewnątrz i trochę poobserwować. A jaki to plan, napiszę po powrocie.
***  
Wojtek- Gdzie cię wcięło na te 3 godziny co?
Ja- Byłe tu i ówdzie…- jednak pod karcącym spojrzeniem Olki ugiąłem się i powiedziałem o co chodzi- No dobra, tak naprawdę to byłem na dachu bloku, graniczącego z jednostką wojskową.
Marek- A po kiego wała ty tam polazłeś?
Ja- Sprawdzić coś musiałem.
Klaudia- A co dokładniej?
Ja- Wpadłem na taki pomysł, aby odwiedzić tą jednostkę, tam na pewno będą mieli broń i amunicje…
Kacper- No dobra, ale to nadal nie tłumaczy co ty odwalałeś na tym dachu.
Ja- Jakbyście mi dali dokończyć, to byście wiedzieli. Siedziałem na tym dachu, ponieważ chciałem się upewnić na 100%, że ta jednostka jest opuszczona.
Klaudia- A jest opuszczona?
Ja- Teraz już tak, widziałem jak się stamtąd zabierają.
Emilka- I to mają być żołnierze?  
Ja- No w każdym bądź razie nam to na rękę. Jutro możemy tam się przejść całą grupą. Kto jest za?
Olka- Daj nam trochę czasu do zastanowienia co? Jutro damy ci odpowiedź.
Ja- OK, ale najwcześniej o 10.
***  
Po około godzinie od tamtej rozmowy przyszedł do mnie Wojtek
Wojtek- Na serio uważasz, że coś tam znajdziemy?
Ja- A mamy jakiś wybór? Nie mamy już amunicji do m4.
Wojtek- No tak, ale zawsze pozostają nam jeszcze…
Ja- Po prostu mi zaufaj, ok?
Wojtek- No dobra, ale ostrzegam, jeśli Klaudii się coś stanie przez twój pomysł, to dopadnę cię nawet zza grobu- to nie była czcza groźba. Ta rozmowa zmusiła mnie do refleksji na ten temat, ale wynik i tak był ten sam: Musieliśmy zdobyć amunicję, inaczej jesteśmy udupieni.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 938 słów i 5155 znaków.

2 komentarze

 
  • Stachura

    Moje teksty najlepsze xd
    ****!
    Pisz dalej ;3

  • Harry

    ****. Pisz dalej