Dziennik epidemii zombie cz.6

Dzień 6
W nocy nie spałem za dobrze, po trochu z powodu zebranego pod szkołą tłumu zombie, a w większości przez wczorajsze tragiczne wieści. Na przemian budziłem się i zasypiałem, ale zawsze z moją ukochaną przy boku. Kiedy poszedłem zmienić Wojtka na warcie zaproponował mi, że jeszcze posiedzi, ale odmówiłem tłumacząc się zbyt dużą ilością snu.  
***
Siedzę sobie teraz na dachu o podziwiam skąpane w porannym blasku słońca miasto. Zaskakujące jak tu potrafi być cicho, no prawie cicho, pomijając te jęczące zombie na dole. Po około 5 minutach uznałem, że już wystarczająca długo patrzyłem na ten smutny widok, więc zszedłem na dół.
***
W tajemnicy przed innymi postanowiłem odciągnąć wszystkie zombie spod szkoły, abyś mogli pójść uzupełnić zapasy. Wspominałem wcześniej, że w jednym ze sklepów znaleźliśmy petardy? Hmmm, pewnie nie, w każdym bądź razie cicho wyszedłem na boisko szkolne, przeskoczyłem przez murek, odszedłem na 100-200 metrów, odpaliłem najmocniejszą jaką znalazłem i szybko uciekłem. Plan się powiódł, wszystkie zombie przeniosły się spod szkoły, w miejsce gdzie rzuciłem petardę. Nie uszło to uwadze moich towarzyszy, którzy usłyszeli ten nieziemski huk (ciężko było nie słyszeć). Po śniadaniu złożonym z resztek tego, co znaleźliśmy w magazynie udaliśmy się do pobliskiego sklepu. I tu nas coś zaskoczyło, mianowicie rzeczy było o wiele mniej niż zostawiliśmy ostatnio. O wiele za mało dla naszej 9. Ekstremalne sytuacje wymagają ekstremalnych rozwiązań, a mieliśmy tylko jeden wybór- pójść do pobliskiego Kauflandu. Nie podobało mi się to ze względu na możliwość spotkania dużej ilości zombie, ale nie mieliśmy wyboru. Uzbrojeni w noże i pistolety zaczęliśmy się kierować w stronę wyżej wymienionego sklepu. Po drodze nie napotkaliśmy zbyt wielu zombie, ale to by było zbyt piękne. Pod samym sklepem zebrała się chyba cała horda tych popaprańców. Jako, że Wojtek był najszybszy z naszej 9, to jemu przypadł ten zaszczyt wywabienia ich sprzed sklepu. Ukryliśmy się w krzakach nieopodal, a Wojtek uczynił swoją powinność. (Zapewne wiecie jak on to zrobił, ale może ktoś na to nie wpadnie) Dałem mu słabszą petardę, ale na tyle mocną, żeby je stamtąd wywabił. Po 10 minutach już był z nami i mogliśmy ruszać w dalszą drogę. Był tylko jeden problem którego nie przewidzieliśmy, mianowicie drzwi były pozamykane i nijak nie dało się dostać do środka. Postanowiłem więc wejść na dach w poszukiwaniu jakiegoś wejścia, formalnego lub nie. Po dosyć krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy to czego szukaliśmy. Wejściem okazało się wybite okno w kiblu, dosyć wąskie co prawda, ale dało się zmieścić. To już jest jakaś klątwa-pomyślałem znowu- już po raz drugi kiedy wchodzę do sklepu, zaraz po przejściu progu drzwi ktoś się na mnie rzuca. Następnym razem to nie ja wchodzę pierwszy…-pomyślałem. Zamaskowany przeciwnik był bardzo wysoki i dobrze zbudowany, toteż nie miałem zbytnich szans. Na początek uderzył mnie pięścią po żebrach, w odpowiedzi dostał lewy sierpowy w twardy niczym stal brzuch (szczerze wątpię, żeby to poczuł). Zanim to się wszystko zaczęło chyba musiał trenować jakieś sztuki walki, gdyż po chwili leżałem na plecach z założonym duszeniem. I w tym momencie wkracza Marek z Desert eagle’m  
Marek- (celując w łeb) Puść go, albo ci łeb rozwalę kur*o
On- (niechętnie, ale musi przyznać się do porażki)
Ja- (Rozcierając gardło) Kur*a mać, następnym razem, to nie ja wchodzę pierwszy.
Marek- Jak chcesz następnym razem to ja mogę wejść, ale wtedy to ty bądź w pogotowiu, żeby mnie uratować  
Ja- Wydaje mi się, że go znam, ale nie wiem skąd
On- Oczywiście, ze mnie znasz- kumpel z osiedla Kacper
Ja- (Zdjąłem mu maske, którą miał na głowie) Osz ty… To naprawdę ty.
Kacper- To jak, może twój kolega przestanie we mnie celować?
Ja do Marka- Opuść broń Marek, nic nam nie zrobi.
Marek- (Niechętnie, ale opuszcza pistolet)
Ja do Kacpra- Kacper to jest Marek, Marek to jest Kacper.
Kacper do Marka- Siema zioom
Marek- Siemka (Nadal pozostaję nieufny)  
Po chwili rozmowy z Kacprem dowiedziałem się kilku rzeczy. Tu jest w ch*j dużo zapasów i jest tutaj sam. Zaproponowałem mu miejsce w naszym schronie-po chwili wahania, przyjął propozycję. Kiedy reszta już weszła zaczęliśmy chodzić po sklepie w poszukiwaniu przydatnych rzeczy. Razem ze mną poszedł Kacper, oraz Olka. Zadał mi jedno pytanie, które go nurtowało od kiedy tylko zobaczył mnie z nią, a mianowicie:
Kacper- Wy jesteście razem nie?
Ja- Tak, jesteśmy. A co?
Kacper- Bo to wam może się przydać- mówiąc to wyjął z kieszeni prezerwatywę.  
Ja- Kacper, cały świat wali się w posadach, a ja mam myśleć o seksie z nią?
Olka do mnie- A może niby nie chciałbyś tego co?
Ja do niej- Może i bym chciał, ale nie teraz i nie w takich okolicznościach.
Kacper- Co pierwsza kłótnia w związku?
Już mu nie odpowiedziałem, tylko wróciłem do przeglądania rzeczy, które mogą się przydać. Szperając pośród półek zauważyłem, że Kacper daje jej tą prezerwatywę- ja pier*ole, on się nigdy nie zmieni-pomyślałem. Po nieco koło godzinie szukania i pakowania, byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. W połowie drogi do naszej fortecy zdarzyło się coś od czego zawrzała mi krew w żyłach. Mianowicie jakiś gnojek z pistoletem, postrzelił mojego brata. Wtedy coś we mnie pękło, szybko złapałem za pistolet i wystrzeliłem w jego kierunku 1 pocisk-tylko jeden, ponieważ nie było więcej w magazynku. Na szczęście ten jeden wystarczył, żeby go unieruchomić. Zaślepiony furią rzuciłem się do niego, rzucając przez ramie, żeby mu pomogli. Powiem tak, pierwszy raz w życiu wtargnęła we mnie taka furia jak teraz. Dopadłem go kilka metrów dalej niż go postrzeliłem, (prychnięcie) idiota myślał że mi ucieknie. Zacząłem go zasypywać gradem ciosów, nawet nie zauważyłem kiedy wyzionął ducha. Powiem tak, gdyby nie okoliczności, w których go zabiłem, na pewno by mną to wstrząsnęło, ale w tym wypadku odczuwałem tylko dziką satysfakcję. Po jako takim oprzytomnieniu szybko wróciłem do reszty ekipy. Postrzał okazał się nie groźny- kula tylko drasnęła bark, mimo wszystko jednak musiał ją ktoś zszyć. Tu z pomocą przyszła Emilka- powiedziała, że może go zszyć, ale potrzebuje igły i nici. Po chwili namysłu kazałem im pomóc mojemu bratu dojść do bezpiecznego wejścia, a ja razem z Emilką szybko pobiegliśmy do apteki leżącej pól kilometra dalej. Świadomość zagrożenia życia Damian dodała mi skrzydeł, gdyż po 3 minutach zdyszany, stałem pod drzwiami apteki, które jak na złość były zamknięte. Nie mając czasu na bawienie się z nimi, chwyciłem pierwszą rzecz jaka mi się nawinęła pod ręke i zacząłem za całych sił uderzać w przeszkloną część drzwi. Po kilku ciosach szkło ustąpiło, wiedząc, że mamy bardzo mało czasu ponagliłem Emilke w poszukiwaniach tych rzeczy. Zajęło jej to mniej niż myślałem- to był sklep moich rodziców i dosyć często tu pracowałam-wyjaśniła. Tym razem, już trochę wolniej z powodu zmęczenia, zaczęliśmy biec w stronę szkoły. Po nieco około 5 minutach byliśmy na miejscu. Pomogłem jej wdrapać się po drzewie i już zaraz byłem przy Damianie. Emilka okazała się bardzo… wprawiona w zszywaniu, gdyż nie zajęło jej to więcej niż 5 minut. Szczęśliwy, że już nic mu nie grozi uściskałem go serdecznie, a następnie pomogłem mu się dostać o swojego "łóżka”. To był dopiero dzień pełen wrażeń, chociaż wolałbym, żeby nic się nikomu nie działo.
***
Przez całą resztę dnia uporządkowywaliśmy to, co znaleźliśmy w Kauflandzie. Tak jak teraz myślę, niektórzy z nich patrzyli na mnie z wyraźnym lękiem. Zapytałem Wojtka o co chodzi, a on mi na to:
Wojtek- … Widzieliśmy tego chłopaka, który postrzelił twojego brata… (cisza)
Ja- No i?
Wojtek- Miał zmasakrowaną twarz, w zasadzie ciężko było rozpoznać gdzie nos, a gdzie oczy.
Nie powiem, w tym momencie przeraziłem się tym co zrobiłem, ale gdy tyko przypomniałem sobie z jakiego to powodu, od razu mi przeszło.
***
Jest już cicha i spokojna noc, wszyscy oprócz mnie śpią i tak jak teraz się zastanawiam. Czy ja aby na pewno dobrze zrobiłem masakrując tamtego? Przecież mogłem go zabić jednym ciosem i oszczędzić mu męki… Co się ze mną dzieje?

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1577 słów i 8622 znaków.

2 komentarze

 
  • bbre

    Dawaj dalej !! Kocham zoombie <3

  • ja ;)

    Super :)