Dziennik epidemii zombie cz.17

Tak więc chwilowo wena powróciła, choć na jak długo nie wiem. Z góry mówię, nie wiem kiedy będzie następna część, wszystko zależy od czasu i pomysłow. Miłego czytania :)

Dzień 104- w trasie
Moja głowa! Czuje się jakby miała mi zaraz eksplodować... Sądząc po dacie ostatniego wpisu byłem w śpiączce przez 4 dni, podobno rzucałem się strasznie i coś bełkotałem przez sen.... Nic oczywiście nie pamiętam, chociaż... Pamiętam jakieś koszmary... To pewnie dlatego się tak rzucałem. Prawą rękę mam obandażowaną, czemu? A no tak, przecież Wojtek pogryzł ją jako zombie... Ehh, koniecznie będzie trzeba odpocząć od tego całego tałatajstwa, już długo to trwa a końca niestety nie widać. Musze odpędzić te myśli i  skupić się na tym, jak dotrzeć w jak najkrótszym czasie do reszty. Powinienem mniej brać na siebie, tak przynajmniej mówi mi mój brat. Może i ma racje, jednak ja tak nie umiem... Czuję się po równo odpowiedzialny za każdego z naszej ekipy, w sumie czuję się jak przywódca i jakby nie patrzeć reszta tak mnie chyba traktuje. Pójdę pozbierać trochę drewna na ognisko, w końcu Jeleń którego Wojtek upolował nie może się zmarnować tym bardziej, że jestem nieziemsko głodny.
***
Zdarzyło się coś dziwnego ze mną... Tak jak napisałem, poszedłem nazbierać drewna na ognisko, nie oddalałem się zbytnio ze względu na mój niedawny zły stan zdrowia, jednak nie uchroniło mnie to przed kłopotami. To był jakiś skumulowany pech i niesamowite szczęście zarazem. Na dobry początek   mojej przechadzki nadepnąłem na żmije, co jej się nie spodobało i zaatakowała mnie, celując swoja paszczą prosto w moją twarz... I tu się zaczyna ta dziwna część, otóż wszystko widziałem o wiele wolniej niż to faktycznie się działo, a przynajmniej tak mi się wydaje. Widziałem, jak w oddali powoli spada samotny listek, jak kropelki jadu ściekają po jej zębach jadowych, które z pewnością zatopiły by się w mojej szyi, gdybym nie złapał jej w locie i nie zatopił dobytego z niewiarygodną szybkością noża w jej łbie. Chwilę wiła się w agonii po czym znieruchomiała, całość z pewnością nie trwała dwóch sekund, bowiem  liść który widziałem w czasie ataku nie zdążył jeszcze dosięgnąć ziemi. Bardzo dziwne, jednak uznam to po prostu za niewiarygodne szczęście i działanie adrenaliny. Czas jeść,umieram z głodu.
***  
Dziwnych wydarzeń ciąg dalszy. Po śniadaniu wznowiliśmy podróż, którą musieliśmy wstrzymać ze względu na moją tajemniczą śpiączkę. Czułem się już znacznie lepiej, głowa przestała boleć, a żołądek nie buntował się z powodu braku jedzenia, a trzeba przyznać, zjadłem za czterech. W każdym bądź razie, po pół dniu jazdy przez okolice Łodzi udało nam się dotrzeć na autostradę, a właściwie na jakieś boczny wjazd na nią, który jak na złość był zamknięty... Teoretycznie mogliśmy staranować tą lichą bramę ciężarówką, jednak najpierw spróbowaliśmy przeciąć kłódkę.... Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy to nawet Damian nie mógł zacisnąć nożyc na kłódce, a jeszcze większym zdziwieniem było, kiedy udało się to mi. Zawsze byłem słabszy od brata, wiadomo, mimo wszystko on jest starszy. Jednak nadal zadziwia mnie łatwość z jaką udało mi się przeciąć ten kawał lekko zardzewiałego metalu. Gdybym miał porównać trudność tego zadania,to powiedziałbym, że poszło jak nóż w masło. Autostrada niestety była zablokowana.... Wyjazd z miasta był pełen pozostawionych samochodów, wjazd natomiast nie był aż tak bardzo zapchany, toteż ostrożnie przepychaliśmy się do przodu, co spotkało się z „protestami” dawnych właścicieli samochodów, którzy w nich utknęli... Biedaki.  Dobrze, że zabrałem kusze z naszej dawnej bazy, okazała się nieoceniona przy usuwaniu zombie. Zaraz po cichym działaniu, jej najlepszą cechą była możliwość odzyskania amunicji, co się niesamowicie przydało przy tych hordach zombie. Jedna była tak wielka, że zabrakło mi bełtów i musieliśmy „ręcznie” dobić pozostałą dziesiątkę.  Gdy zbierałem ostatni bełt,  coś przykuło moją uwagę, pewien krwawy napis... A pod nim również krwawy dopisek, oba brzmiały tak:
„Straciliśmy Wojtka, Klaudia chciała się zabić...
Dogoń nas szybko kochanie, potrzebujemy Cię.
                                                              Ola”
„Nie masz się jurz co śpieszyć , jurz moje hłopaki ja pocieszą”
Krew odpłynęła mi z twarzy, kiedy tylko skończyłem czytać, podobnie zresztą jak i Wojtkowi. Musimy się spieszyć, może jeszcze uda nam się ich dogonić, dopisek nadal był „swieży”, musiał być napisany niedawno...  Jak jeden mąż dopadliśmy do ciężarówek i pognaliśmy jak najszybciej. Niedługo zapadnie noc.... Będziemy musieli jechać bez przerwy... Ola, proszę... Żeby nic Ci się nie stało, żebyśmy zdążyli!
***
Czy ja się zmieniam w jednego z nich?? Czy to przez to pogryzienie?? Co ja w ogóle uczyniłem... Nawet mój brat i Wojtek boją się mnie teraz. Zachowałem się jak.... Dzika bestia... Uratowało to nas, ale.... Boje się co teraz będzie, widzę jak na mnie patrzą.... Wojtek sprawdza naboje w swojej emce... Nie dziwie mu się w sumie... Nie mogę teraz nic więcej napisać, może rano spróbuje....
***
Już ze mną lepiej, Damian I Wojtek przyszli do mnie rano. Od wczorajszej nocy nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego słowa.
Wojtek- Posłuchaj, to ci się wczoraj stało....
Damian- Chcemy żebyś wiedział, że nic to między nami nie zmienia brachu.
Ja- Akurat... Widzę jak na mnie patrzycie...
Wojtek- A jak mamy patrzeć? Wczoraj urządziłeś niesamowitą rzeź i to w niezbyt normalny sposób.
Damian- Tak, baliśmy się Ciebie, ale przecież nadal jesteś sobą. To co było wczoraj, to pierwszy szok po tym wszystkim.
Wojtek- Postaw się w naszej sytuacji, gdybym to ja tak pozabijał tych ludzi, to nie byłoby w Tobie ani odrobiny strachu?
Ja- Byłaby...
Damian- Nie wiedzieliśmy co się z Tobą wtedy stało... Jednak nadal jesteś moim bratem i nie zamierzam się od Ciebie odsuwać.
Wojtek- Dokładnie, tyle razem przeszliśmy, że i ja cię traktuje jak brata... Nie obchodzi mnie co się wczoraj stało, uratowałeś nam tyłki i to się liczy.
Damian- Dokładnie. To nadal jesteś Ty! Domyślam się, co o sobie pomyślałeś, ale tak nie jest.
Ja- Naprawdę? Naprawdę tak myślicie?
Wojtek i Damian- Tak!
Ta rozmowa bardzo mi pomogła i w sumie, powinienem tu opisać wydarzenia z wczoraj... Tak, to mi na pewno pomoże.
***
Była już późna noc, Wojtek mignął nam światłami w lusterka sygnalizując, że coś jest nie tak. Zatrzymaliśmy się i Podbiegliśmy do drugiej ciężarówki:
Ja- Co jest?
Wojtek- Chyba mam flaka, strasznie mi kierownicą rzuca.
Po wstępnych oględzinach okazało się, że opona została przebita przez gwóźdź... Wtedy myśleliśmy, że to ogromny pech... Jakże się myliliśmy. Byliśmy w połowie wymiany koła kiedy się zaczęło. W jednej chwili usłyszałem jakiś szelest, a już w następnej zostaliśmy otoczeni przez bandę szabrowników, tych samych którzy zostawili dopisek pod wiadomością od Olki.  Wzięli nas z takiego zaskoczenia, że nawet nie zdążyliśmy choćby pomyśleć o wyciągnięciu broni, a już leżeliśmy na ziemi ze skrępowanymi rękoma.
Dowódca- No no no, co my tu mamy? Czyżby „kochanie” jechało z pomocą swojej Oli?  
Ja- Jeśli jej coś zrobił....
Nie dane mi było dokończyć, dostałem solidnie po głowie.  Mgliście zdawałem sobie sprawę, że wleczono mnie przed oblicze ich dowódcy.
Dowódca- Więc to Ty, ale się nam chłopaki trafiło! Będzie z tego niezła zabawa! Wiesz „kochanie” my tu jesteśmy już zbyt długo bez żadnej baby. Żyjemy jak jakieś piep**one księdze!
Sens tego co powiedział, dotarł do mnie dopiero po chwili. Ze zgrozy nie mogłem wypowiedzieć ani jednego słowa.
Szabrownik1- Szefie, a co z tymi tutaj?
Dowódca- Pobawcie się trochę z nimi, dopóki nie skończę z tym tutaj kochasiem.
Wszyscy wykrzywili te swoje gęby w uśmiechach. Zacząłem się rzucać, ale trzymało mnie dwóch krzepkich facetów, więc zbytnich szans nie miałem. Noc rozbrzmiała dźwiękami uderzeń o ciała Wojtka i Damiana, a także ich krzykami i śmiechem szabrowników.
Dowódca- Wiesz co? Zatrzymamy Cię przy życiu, a wiesz po co? Żebyś mógł popatrzeć jak prawdziwi faceci dogadzają tej twojej Olci. Każemy Ci patrzeć, jak jeden po drugim gwałcimy twoją Olę, zacznę pierwszy, a może mi się dugo zejść, już dawno nie miałem baby....
I tu się zaczęło, nie wiem jak to dokładnie wytłumaczyć... Poczułem ogromną wściekłość i... Coś nowego.... Zew krwi... Ich krwi... Spojrzałem mu prosto w te jego obleśną gębę i zobaczyłem jak szybko maluje się na niej strach. Nagle trzymające mnie ręce nie były już tak silne jak wcześniej, nawet sznurek którym spętali mi ręce wydawał się bardzo słaby. Jednym szarpnięciem uwolniłem się zarówno z więzów jak i z uchwytu tych dwóch. Obróciłem się w ich stronę tak szybko, że obraz rozmazał mi się w jedną wielką plamę, złapałem mocno ich grdyki i wyrwałem mocnym szarpnięciem. Poczułem woń krwi, chciałem jej więcej, o wiele więcej. Trzymająca mnie do niedawna dwójka dłońmi starała się zatrzymać krew, jednak były to daremne wysiłki. Wyszarpnąłem ich noże z pochew zawieszonych przy boku i mocnym kopnięciem w głowę obezwładniłem ich dowódce. Charczenie zwróciło uwagę reszty bandy. Zobaczyli mnie z zakrwawionymi rękami dzierżącymi noże, zaczęli dobywać broni. Pobiegłem w ich stronę z niewiarygodną szybkością, pierwszemu z nich poderżnąłem gardło zanim zdążył dobyć pistoletu, drugiego wręcz wypatroszyłem rozcinając mu ciało od brzucha aż po klatkę piersiową. Dobyłem trzymanej przez niego maczety i obróciłem się wywijając ostrzem dookoła siebie, co skutkowało obcięciem kilku dłoni i rozcięciem kilku miejsc, wszystko ze skutkiem śmiertelnym. Został jeden, zdążył już wyciągnąć broń i celował do mnie, nim do niego dobiegłem wypalił ze swojego rewolweru. Kula trafiła mnie w bark, chwile później trzy kolejne utkwiły w moim brzuchu. Usłyszałem szczęk pustej iglicy. Siła z jaką trafiły mnie te pociski zatrzymała mnie na chwilę, jednak i to nie pomogło „nieszczęśnikowi”. Dopadłem do niego i mocnym ciosem pięści w splot słoneczny posłałem go na ciężarówkę. Wił się na ziemi próbując złapać powietrze, podszedłem do niego spokojnie. Poczułem nieprzyjemne mrowienie, a po chwili kule jedna po drugiej upadły na ulicę. Pomacałem miejsca postrzałów, nigdzie nie wyczułem ran.
Szabrownik- Kim... Ty jesteś do diabła??- wyrzęził  
Ja- Ja?.... Jestem diabłem....
Rozciąłem mu brzuch i udusiłem jego własnymi jelitami. Wyprostowałem się i spojrzałem na swoje dzieło, niedaleko ktoś jęknął, obróciłem się w tamtą stronę. To dowódca mamrotał coś ogłuszony. Znalazłem się przy nim, natychmiast oprzytomniał:
Dowódca- Idź precz szatanie!
Ja- Naprawdę myślisz, że to podziała? Jaki ty jesteś naiwny... Dopiero co chwaliłeś mi się, jak to twoi chłopcy i ty będziecie się moją olą zabawiać.... No cóż, twoi chłopcy odpadli, teraz ty.
Walnąłem go pięścią w żeby i rozpłatałem mu gacie.
Ja- Ciekawe czy coś zrobisz bez swojego sprzętu?
Mówiąc to jednym zręcznym ruchem odciąłem mu przyrodzenie i nadziałem je na nóż, żeby chwilę później zatkać nim jego gębe.
Ja- Już odpadasz? Jaka szkoda, miałem nadzieje na chwilę zabawy....
Złapałem jego szyje i bez wysiłku uniosłem go całego w powietrze, spojrzałem mu w oczy i zobaczyłem w nich odbicie swoich krwistoczerwonych oczu.
Ja- Teraz.... Teraz zginiesz....
Wolną reką zamachnąłem się i uderzyłem w miejsce gdzie powinno być jego serce z taka siłą, że utkwiła ona we wnętrzu. Wyczułem szaleńczo bijące serce tamtego, złapałem je i jednym ruchem wyrwałem unosząc, niby trofeum.
***
Damian- Znowu Ci się to dzieje
Ja- Co niby?
Damian- Znowu masz czerwone oczy.
Ja- Serio?
Przyjrzałem się swojemu odbiciu w szybie.... Rzeczywiście były czerwone.
Damian- Czujesz się jakoś inaczej?
Ja- Troche... Czuje....  Że mogę wszystko.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 2242 słów i 12396 znaków.

8 komentarzy

 
  • KingkarolcioPl

    Ej kiedy następna części bo mi się to bardzo spodobało i chce więcej już 2 raz czytam twoje opowiadanie napisz kolejną proszę

  • Shruikan

    @KingkarolcioPl  Gdyby to było takie łatwe. Kompletnie zatraciłem wątek tego opowiadania, a i szczególnie pomysłu nie miałem z tego co kojarze

  • Shruikan

    Kiedyś na pewno, ale po prostu na razie nie mam pomysłu (chociaż ostatnia lekcja polskiego podsunęła mi wspaniały pomysł na opowiadanie o okrutnych morderstwach :)

  • Hebr

    @Shruikan i jak, wena wraca? :D

  • Shruikan

    @Hebr Tak niezbyt :p Coś po głowie chodzi, ale tak średnio mogę to ubrać w słowa

  • Hebr

    @Shruikan Rozumiem, więc pozostaje mi czekać. Życzę rychłego powrotu ;)

  • Mister

    :sex:   :sex:   :spanki:  :fuckyou:  :cmoczek:

  • Mister

    Ej, kiedy następna część?? nie moge się doczekać  :sciana:

  • kałabanaga

    ja pier... W KOŃCU!!! Kurde, kiedy następna część?! Warto było czekać  :jupi:

  • Plax

    Przeczytałem wszystkie części 2 razy, pierwszy raz sam nie wiem kiedy, z pół roku temu. Dziś drugi raz przeczytałem wszystko, i zauważyłem przed chwilą że 17 część została wstawiona 5 dni temu....

  • taka ja

    Boże haha, śmieje się sama z siebie  :jupi: zaczęłam to czytać dzisiaj od początku przy moim bracie i jak skończyłam mój brat się spytał co czytałam i oczym to jest, no to mu o powiedziałam i powiedział ze jak patrzył na moją twarz to pierwszy raz widział coś takiego haha czyli zaciekawienie xD dobra koniec juz z tym aco do opowiadania to zaje*iste! Czekam na więcej  :kiss:

  • kujawka

    Nareszcie ... super ... cudo <3

  • taka ja

    @kujawka haha. Super nick ;) taki podobny do mojego nazwiska

  • kujawka

    @taka ja jak masz Kujawiak na nazwisko to piątka :)

  • taka ja

    @kujawka nie będzie piątki :( ale nazwisko podobne bo Kujawiak a Kujawa to prawie to samo  :dancing:  :jupi:

  • kujawka

    @taka ja no cóż blisko :)