Dziennik epidemii zombie cz.5

Dzień 5
Chyba powoli zaczynam popadać w monotonie, każdy dzień przypomina i zaczyna się jak poprzedni. Zmieniam Wojtka na warcie o piątej rano, następnie kilka minut później przychodzi do mnie Olka. Zawsze chce ze mną porozmawiać o dniu poprzednim, lub o tym co zamierzam zrobić dzisiaj.
Ja- Jak tam się dzisiaj spało?
Olka- Nawet dobrze-chwila namysłu-chciałam z tobą porozmawiać o naszych nowych towarzyszach
Ja- Nie do końca im ufasz prawda?
Olka- No właśnie, niby cię wczoraj uratowali, ale nigdy nie wiadomo o co im tak naprawdę może chodzić.
Ja- Więc zaufajmy im pierwsi, a oni odwdzięczą się tym samym. Poza tym nie sądzę, aby mieli wobec nas złe zamiary
Olka- Ale czy możesz mieć 100% pewność, że nas nie zabiją we śnie, albo nie okradną?
Ja- Po prostu mi zaufaj-mam przeczucie, że oni są w porządku.
Olka- Takie samo jak wtedy kiedy wiedziałeś, że nie będziesz pytany na Polskim?
Ja- (z uśmiechem) O właśnie mniej więcej takie, a może nawet i mocniejsze. Poza tym Marek ma u mnie dług życia.- na to już nie znalazła odpowiedzi. Poszła więc położyć się spać dalej.  
                            ***
Mniej więcej około 7, w radiu nadali komunikat o zombie, chyba przytoczę go dosłownie:
Spiker- A teraz kilka słów na niedziele (bo istotnie jest niedziela), głos zabierze nasz główny dowódca wojskowy- Generał Henryk Rozwałka (tak wiem, bardzo kreatywne).
Generał- Co już jesteśmy na wizji?
Spiker- Tak, jesteśmy na żywo.
Generał- A więc od czego by tu zacząć. Może na początek kilka pokrzepiających wiadomości. Naukowcy są blisko wynalezienia specjalnej szczepionki na zombizm- Tak jasne, skomentowałem- Następnie kolejna dobra wiadomość, udało się odizolować 5 miast od epidemii, nazywamy je utopiami. O to one: Warszawa –dlaczego mnie to nie dziwi?- Poznań, Ustka, Zakopane i Białystok. Teraz przyszedł czas na złe wiadomości. Cały czas wzrasta liczba zakażonych, upraszam o pozostanie w domach, oraz o wywieszenie białej flagi nad domami, w których się ukrywacie. Postaramy się wtedy jakoś was ewakuować. Na tym kończymy dzisiejszą audycje, nadawać będziemy znowu za tydzień o tej samej porze.  
Nie za bardzo uśmiechało mi się jechać do którejś z tych utopii, tym bardziej że takie fałszywe poczucie bezpieczeństwa jest bardzo często zgubne- otępia ludzi i osłabia refleks oraz gotowość do szybkiej ucieczki. Słuchałem i jednocześnie spoglądałem za okno, wtedy coś przykuło moją uwagę. W krzakach nieopodal zobaczyłem jakiś ruch, coś jak cień. Widząc, że reszta nadal śpi poprosiłem Marka, który właśnie wszedł do pokoju, o pomoc w sprawdzeniu tego. Wzięliśmy po m4 i zeszliśmy do pokoju którym wychodziliśmy. Mieliśmy właśnie schodzić, kiedy nagle wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Mianowicie ten który się ukrywał w tych krzakach wybiegł z nich jak poparzony, ścigany przez 3 zombie. Ze zdumieniem w tym człowieku rozpoznałem swojego… BRATA Damiana. Nie myśląc wiele szybko zawołałem go, żeby pobiegł w tą stronę. Coś mu się chyba stało w nogę, gdyż bardzo utykał, przez co zombie go doganiały. Wtedy po raz pierwszy w życiu użyłem prawdziwej broni- przystawiłem kolbę do ramienia, przycelowałem i oddałem po jednym strzale prosto w łeb zombiaków. Widząc, że dalej już nie pójdzie postanowiłem zejść do niego i pomóc mu wejść, co było wyzwaniem, ponieważ ważył więcej ode mnie, mimo niewielkiej różnicy we wzroście. Po 10 minutach szarpaniny jakoś udało mi się go razem z Markiem wciągnąć na górę. W międzyczasie przybiegli wszyscy z góry, zaalarmowani strzałami, a ja zacząłem rozmawiać z bratem.
Ja- Co ty tu robisz Damian?
Damian- A jak myślisz idioto? Szukam cię dziwię się, że ty nie zrobiłeś tego samego.
Ja- (czerwony niczym dojrzewający burak) Bo…bo… Bo myślałem że nie żyjecie. Poza tym musiałbym się przedrzeć przez te hordy zombie.  
Damian- To i tak cię nie tłumaczy
Ja- Ehhh, masz rację… A w ogóle to co tam w domu, wszyscy żyją?
Damian- I tu jest właśnie drugi powód, dla którego cię szukam…… rodzice…. Nie żyją
W tym momencie cały świat mi się zawalił, zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Wcześniej myślałem, że gorzej już być nie może, jak zawsze życie dobitnie dało mi znać, że jest inaczej. To już nie jest zwykły pech- to jest jakaś cholerna klątwa. Kucnąłem pod ścianą i zacząłem cicho płakać. Wtedy to właśnie podeszła do mnie Olka i zaczęła mnie pocieszać.  
Ja- Więc… szukałeś mnie… żeby się… (wstrzymany szloch) mną za… zaopiekować tak?
Damian- Tak właśnie, ale widzę, ze dobrze sobie radziłeś i przed moim przyjściem. To ja właściwie miałem cię ratować, a tu proszę młodszy braciszek ocalił mnie.
Ja- (stłumiony śmiech) Bywa i tak, że młodszy jest… bardziej (tu już nie zdołałem dokończyć)
Ja- do innych- Jeśli chcecie dzisiaj gdzieś iść, to beze mnie. Myślę, ze dzisiaj nie dam rady nic zrobić.
Po tych słowach wyszedłem z pokoju i skierowałem się prosto do miejsca gdzie spaliśmy i tutaj Olka okazała się jedną z trzech rzeczy, które zatrzymały mnie przy życiu. Drugim był mój brat, a trzecim chęć obrony innych.  
                            ***
Przez cały pozostały dzień, oprócz obiadu i kolacji, nie byłem się wstanie podnieść z powodu żałości, jaka ogarnęła mnie całego. Na przemian budziłem się i zasypiałem, ale zawsze znajdywała się obok mnie Olka. Nie powiem, bardzo mi pomogło jej towarzystwo, myślę że gdyby nie ona, to wyskoczyłbym przez okno, lub powiesił się. O ironio, razem ze spełnieniem mojego największego koszmaru, przyszło też spełnienie największego pragnienia, mianowicie zaśnięcie obok ukochanej osoby. Nie mam już siły pisać, ręka odmawia mi posłuszeństwa, a powieki opadają…

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1075 słów i 5892 znaków.

3 komentarze

 
  • Shruikan

    Dzięki za takie dobre słowa, ale każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii.

  • w****iona_i_zachwycona

    Nie wiem, kto ci minusuje opowiadania, ale niech się tylko dowiem kto, to "wezmę m4 i oddam po jednym strzale prosto w łby" ! Jeśli ktoś nie lubi opowiadań o zombie, to niech swe kroki skieruje gdzie indziej! Podziwiam cię i wspieram, pisz dalej!!!! :)

  • Harry

    Zaje***** pisz dalej