Dziennik epidemii zombie cz.14

W końcu się doczekaliscie kontynuacji tego opowiadania. Wczoraj jakimś dziwnym trafem naszło mnie olśnienie co by tu napisać w tym opowiadaniu i o to jest, 14 część tego opowiadania które spisałem na straty. Miłej lektury :)

Dzień99
Hmmm, od czego by tu zacząć? Tyle się wydarzyło przez ten dzień… chyba przez dzień, bo sam nie wiem ile minęło czasu nim udało mi się uciec od tych szabrowników. Trudno uwierzyć, że jeszcze dzisiaj rano patrzyłem w niebieskie jak niebo oczy Oli, a teraz siedzę z bratem w jednej z sypialń i czekam aż nastanie następny dzień… Odbiegam od tematu, zacznę więc od wydarzeń z dzisiejszego poranka.
***
W sumie ten dzień zaczął się tak jak każdy inny… No prawie jak każdy inny. Obudziłem się w jednym łóżku z Olą, jak zawsze to ja byłem pierwszym który był na nogach, chociaż tej nocy zbytnio nie spałem. Praktycznie całą noc rozmyślałem o tych dziwnych istotach i ich tajemniczym zachowaniu. Pochłonięty tymi rozmyślaniami prawie nie zauważyłem, że Ola się obudziła
Ola- Dzień dobry kochanie- powiedziała po czym pocałowała mnie namiętnie
Ja- Dzień dobry skarbie, dobrze się spało?
Ola- Przy tobie zawsze mi się dobrze śpi, przecież wiesz- odpowiedziała zalotnie-… Ale ty chyba nie najlepiej spałeś
Ja- Po czym wnioskujesz?
Ola- Masz podkrążone i przekrwione oczy, z resztą cały wyglądasz na zmęczonego… Czy to ma jakiś związek z tym nowym rodzajem zombie?
Ja- Tak
Ola- Co jest z nimi nie tak?
Ja- Wczoraj, jak pojechaliśmy z chłopakami po te potrzebne wam rzeczy, tuż po tym jak te stwory rozszarpały tamtych, a my mieliśmy odjeżdżać odniosłem wrażenie jakby jeden z tych stworów… Uśmiechnął się do mnie.
Ola- A może tylko ci się tak zdawało?
Ja- Sam nie wiem, może…
Nie dokończyłem zdania, gdyż do naszej "sypialni” wparowali Dominik i Michał bladzi jak prześcieradło.
Dominik- Ktoś się zbliża!
Ja- Kto niby?
Dominik- A skąd ja to mam wiedzieć?!  
Michał- Mniejsza z tym! Jest ich dużo, a na dodatek są bardzo dobrze uzbrojeni, każdy ma przy sobie jakiś karabin…
Dominik: A w środku ciężarówek pewnie jest ich jeszcze więcej.
Ja- A ilu ich naliczyliście poza ciężarówkami?
Michał- Jakieś 15-20 osób, ale ciężko powiedzieć bo cały czas się zamieniają miejscami
Ja-… Obudźcie pozostałych i powiedzcie im żeby się przygotowali do obrony szkoły, mogą być kłopoty.
Po kilku minutach każdy był już na pozycjach obronnych. Ja, Damian i Ola zajęliśmy stanowiska na zewnątrz, choć nie obyło się bez moich sprzeciwów co do jej obecności, każdy z naszej trójki wzięło ze składziku m4 i kilka granatów. Dominik, Michał i ich trzy siostry zajęli stanowiska na drugim piętrze jako snajperzy, Marek, Wojtek, Klaudia i Kuba na wszelki wypadek osłaniali drogę odwrotu przy garażu, na moje polecenie spakowali do ciężarówki broń, amunicję i inne potrzebne rzeczy na wypadek naszego przymusowego wyjazdu. Mieliśmy szczęście, gdyż oni nadjechali od tyłów gdzie mieli utrudniony dostęp z powodu muru, jednak jak się później okazało na niewiele się to zdało. Nasza trójka przyczaiła się pod murem i czekała na to co zrobią tamci. Minęło kilka pełnych oczekiwania minut aż w końcu dźwięk silników był bardzo głośny, co oznaczało, że są już bardzo blisko.
Dowódca- Odział stop!!! Pogasić silniki! Niech kilka osób weźmie nożyce do metalu i niech przedostaną się na drugą stronę tego muru.
Po tych słowach rozległy się kroki i stłumione sapnięcia, kiedy dwie osoby wspięły się na mur i zaczęły przecinać drut kolczasty.  
Szabrownik1- To chyba będzie dobre miejsce do zamieszkania, cały teren jest ogrodzony takim samym murem jak tutaj i nigdzie nie widać żadnych wyrw… Oooo, z tego ci widzę to miejsce jest zamieszkane przez kogoś
Szabrownik2- Może w końcu na jakieś dziewczyny trafimy co? Byłaby to jakaś miła odmiana.
Szabrownik1- A co jeśli ich jest więcej niż nas?
Szabrownik2- Po*ebało cię? Nas jest 50, czego mielibyśmy się bać?
Wtedy dałem umówiony wcześniej znak do odwrotu dla naszych snajperów i dl pozostałej dwójki, która byłe ze mną pod murem. Zaczęliśmy się powoli wycofywać wzdłuż muru w kierunku garażu, jednak za wolno. Byliśmy już prawie w najbliższym miejscu od garaży, kiedy to jeden z tamtych krzyknął.
Szabrownik1- Tam nawet ktoś jest!… No i jest z nimi dziewczyna, w końcu się zabawimy panowie!
Ja- PO MOIM KU*WA TRUPIE!- krzyknąłem po czym wywaliłem w kierunku tamtych dwóch serie strzałów, z czego tylko jeden trafił w piszczel tego który nas zobaczył- POWIEDZ IM ŻEBY ODPALALI CIĘŻARÓWKI I SPADAMY STĄD!
Puściliśmy się biegiem w kierunku garażu w którym to już czekała na nas reszta ekipy… Sam nie wiem co się dokładnie wtedy stało, w jednym momencie biegłem przed siebie, a w drugim leżałem na ziemie ledwo przytomny (do te pory z resztą nie wiem co się stało). Widziałem jak trochę przede mną leży mój brat w stanie podobnym do mojego, spojrzałem dalej i zobaczyłem jak Wojtek i Marek zaciągają wyrywającą się Olkę do ciężarówki i odjeżdżają. Usłyszałem szybkie kroki, więc się odwróciłem… Ostatnie co pamiętam to kolba karabinu zbliżająca się do mojej głowy, a potem rozbłysk białego światła i ciemność
***
Zostałem ocucony kilkoma klepnięciami w twarz, otworzyłem oczy i rozejrzałem się wkoło. Nadal byłem na szkolnym podwórku z tym, że byłem teraz związany z bratem jak się później okazało. Słońce już zaszło, a jedynym źródłem światła było ognisko które tamci rozpalili, oraz lampa ustawiona niedaleko mnie. Obok nas stało czworo ludzi, z czego jeden to był ich przywódca, dwóch stanowiło jego straż, a trzecim był ten, którego postrzeliłem w czasie ucieczki. Reszta ich ekipy była rozrzucona po podwórku i zajmowała się swoimi sprawami.
Szabrownik1- Wygląda na to, że w końcu się obudził szefie, mogę go teraz zabić?
Szef- Jeszcze nie, najpierw musimy się dowiedzieć kilku rzeczy.  
Szabrownik1- Ale później mogę go ukatrupić?
Szef- Oczywiście, a teraz nie przedłużajmy tego. Gadaj, gdzie tamci odjechali!?
Ja- Nie wiem- co było prawdą, bo wtedy nie miałem pojęcia gdzie oni się wybrali. Nigdy nie uzgadnialiśmy dokąd się udamy gdyby zaszła potrzeba ucieczki.
Szef- Nie kłam! Dobrze wiem, że musieliście mieć jakiś punkt zborny na taki wypadek- po czym uderzył mnie pięścią w szczękę.  
Ja- Mówię przecież, że nie wiem! Nigdy tego nie uzgadnialiśmy między sobą!
Szef- Później do tego wrócimy skoro nie chcesz gadać. To teraz mi powiedz, ile was tam jest… A właściwie to powiedz ile tam z wami jest dziewczyn?
Ja- Ani jednej- wiedziałem że kłamanie w mojej sytuacji było bardzo ryzykowne, ale skoro i tak zamierzają mnie zabić, to postanowiłem nic nie mówić
Szef- I znowu kłamiesz, bo ten tutaj widział jak wy dwoje uciekacie z jakąś blondynką.
Ja- To był chłopak, z resztą praktycznie każdy w tej grupie ma długie włosy.
Szef- I tak ci nie wierzę, ale skoro tak bardzo chcesz to utrudnić, to proszę bardzo. Wiedz tylko jedno, jak już ich dopadniemy, to ta blond su*a będzie tylko do mojej dyspozycji i mogę ci zapewnić, że będzie nieziemsko cierpiała za twoje kłamstwa. Jest twój, zrób z nim co chcesz, ale nie zabijaj go. Zmięknie to nam wszystko wyśpiewa i wtedy go zabijesz.
W tamtej chwili czułem ogromny strach przed tym co nastąpi, ale mimo wszystko postanowiłem sobie w duchu, że nic im nie powiem choćby mieli mnie torturować do rana. Zobaczyłem jak tamten facet kuśtyka w moim kierunku na zdrowej nodze mając w ręku nóż, a jego szef i ochrona odchodzą.
Szabrownik1 – Słyszałeś co on powiedział nie? Mam dużo czasu żeby cię torturować i nie zamierzam zbyt szybko przestać. Możesz sobie krzyczeć ile wlezie, ale i tak…
W tamtej chwili ani trochę go nie słuchałem, ponieważ moją uwagę przykuły cztery ciemnie postacie, które właśnie przeskoczyły przez mur. Żaden z tamtych ich nie zobaczył, jedynie ja ich widziałem. Te tajemniczy postacie zakradły się do jednego z nich który stał na obrzeżach podwórka, najwyraźniej pełniąc wartę, w ułamku sekundy zrozumiałem czym one są i w jak wielkim jesteśmy wszyscy niebezpieczeństwie. Były to powiem "rozpruwacze”, czyli te stwory które spotkaliśmy wczoraj, te same które rozszarpały sporą grupkę ludzi w kilka chwil. Nocną ciszę przerwał przedśmiertny wrzask wartownika, który to postawił na nogi całą resztę. Na próżno jednak próbowali do nich strzelać, kule nie robiły na nich żadnego wrażenia, a jedynie bardziej ich rozwścieczyli. W kilka chwil było po nich, wokoło mnie rozprzestrzeniał się widok rozprutych wnętrzności i flaków, które wypadły, dramatyzm całej sytuacji podkreślały jeszcze agonalne krzyki niedobitków, w których tliła się ostatnia cząstka życia. Jako że miałem bardzo utrudnione możliwości ruchu, bestie nie tknęły mnie… A przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to dlatego. Przez chwile przez mocno zaciśnięte powieki nie widziałem nic poza jasnym światłem z ogniska, później całą tą jasność przysłoniły jakieś kształty. Otworzyłem oczy i ujrzałem cztery postacie na tle ogniska. Jedna z nich ku mojemu zdumieniu wyciągnął w moim kierunku swoją szponiastą ręke i jednym z pazurów zahaczył o krępujące mnie liny i jednym ruchem je rozciął. W tamtej chwili w głowie miałem wielki zamęt spowodowany całą tą sytuacją, ów zamęt powiększył się jeszcze bardziej, gdy jedna z tych postaci przemówiła do mnie.
Postać1- Powstań, bracie.- Nie wiem do tej pory dlaczego, ale go usłuchałem
Ja- Kim… wy jesteście?
Postać2- Kiedyś byliśmy ludźmi tak jak ty, ale zostaliśmy ugryzieni przez zombie i zmieniliśmy się…
Postać3- Wirus powodujący przemianę zmutował i zamiast zamienić nas w bezrozumne zombie…
Postać4- Zamienił nas w to, czym jesteśmy teraz.
Ja- Czyli kim jesteście?
Postać1- Czymś mniej niż wy ludzie, ale więcej niż zombie…
Postać2- Z genetycznego punktu widzenia jesteśmy lepsi niż obydwie rasy bracie.
Ja- Dlaczego nazywacie mnie bratem? Przecież nie jestem z wami spokrewniony.
Postać1- Nie, nie jesteśmy, ale zarówno u nas jak i u ciebie nastąpiła mutacja genów…
Postać2- Wiesz co mamy na myśli prawda?
Ja-…. Tak, wiem… I to dlatego mi pomogliście?
Postać1- Powiedzmy, w tobie widzieliśmy…
Postać2- Możliwość porozumienia z nami…
Postać3- I ludźmi takimi jak twój brat który…
Postać4- Siedzi za tobą
Ja- Ale nie zrobicie mu krzywdy?
Postać1- Jak już powiedzieliśmy szukamy porozumienia…
Postać2- Pomiędzy naszą rasą, a twoją…
Postać3- A teraz odejdziemy, ale zanim to zrobimy, przekażemy ci ostatnią informację…
Postać4- Twoi przyjaciele uciekając zostawili wiadomość na ścianie bloku…
Postać1- Niedaleko miejsca gdzie zdobyliście tą broń…- to mówiąc wskazał na oparte o ławkę m4
Postać2- A teraz odejdziemy, ale cię nie opuścimy…
Postać3- Zawsze będziemy blisko ciebie…
Postać4- Choć nie będziesz nas w stanie zobaczyć, a teraz…
Postać 1, 2, 3, 4- Żegnaj.
I odeszli, odniosłem wrażenie jakby po prostu rozpłynęli się w powietrzu, w jednej chwili stali przede mną, a w drugiej już ich nie było… Sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć, może to wszystko to tylko sen… Chociaż nie, to niemożliwe żebym sam w pojedynkę wyrżnął w pień grupę 50 ludzi… Ostatecznie postanowiłem o tym zapomnieć na daną chwilę i zając się bieżącymi sprawami. Ocuciłem Damiana i zrelacjonowałem mu wydarzenia tej nocy, podobnie jak ja nie mógł uwierzyć w to co się stało, ale bardziej przejmował się losem naszej ekipy, niż tymi dziwnymi stworami

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 2205 słów i 11952 znaków.

6 komentarzy

 
  • Shruikan

    Stosunkowo niedługo, tak do końca tygodnia powinna być :)

  • iza0199

    Świetnie :)) teraz tylko jedno pytanie: ile będziemy czekać na kolejną część? :D

  • mietek

    Świetne poprzednie też  :faja:

  • Gabi14

    No w końcu! Bardzo fajne, jak zwykle. Dziękuję ^^ (już ty wiesz)

  • Shruikan

    Taki był zamiar :) Nie wiem jeszcze dokładnie jaką rolę one odegrały, ale na 100% się jeszcze pojawiają

  • Karou

    świetne :)   a ta nowa odmiana zombie jest bardzo ciekawa i tajemnicza ;p