Dziennikarka. Część pierwsza.

Dziennikarka. Część pierwsza.Bankiety i przyjęcia nie były nieodzowną częścią mojej pracy, ale skoro dostałam jakimś cudem zaproszenie na bal charytatywny w ratuszu miasta, to postanowiłam skorzystać. Sama nie wiem, kto wpisał mnie na listę gości, ale wiedziałam, że to na pewno jakiś zadowolony polityk, który chciał się odwdzięczyć w zamian za zbesztanie w gazecie jego konkurenta.
     Jestem dziennikarką w dużej gazecie w jednym z miast wojewódzkich. Pomimo iż mam dopiero trzydzieści lat, mam na swoim koncie kilka sukcesów. Nie pisze o bzdurach, nie udzielam porad. Param się światem biznesu i polityki. Czasem opisuję jakieś afery. Mam opinię nieustraszonej i mało strachliwej.
     Na pierwszy rzut oka nie pasuję do opisu powyżej. Jestem zwykłą, skromną, szczupłą blondynką. Przyjechałam tu z małego miasteczka na studia i tak już zostałam. Poznałam chłopaka i za kilka miesięcy bierzemy ślub. On jest synem właściciela potężnej fabryki i czasem słyszę, że wychodzę za mąż dla pieniędzy, ale jakoś bardzo mnie to nie rusza.
     Na to przyjęcie przyszłam sama. Zaproszenia dla dziennikarzy rzadko są z osobami towarzyszącymi. Zresztą Piotr i tak nie mógłby tu dziś ze mną przyjechać. Założyłam swoją najlepszą kieckę, rozpuściłam włosy i lekko pomalowałam twarz i usta. Stojąc przy stoliku z kieliszkiem wina, obserwowałam reakcje mężczyzn, którzy co rusz zerkali na mnie. Nie dziwiłam im się, swą urodą co nieco wyróżniałam się z tłumu.
     Impreza nie porywała, ale wiedziałam, na co się pisze. To nie było miejsce, gdzie mogłabym się wytańczyć za wszystkie lata ani najeść do syta na zapas. W takich miejscach głównie się rozmawia, załatwia interesy i robi rozpoznanie środowiska. Niespodziewanie do mojego stolika podszedł przystojny mężczyzna. Brunet w dobrze skrojonym garniturze zachodniej marki położył na moim stoliku kopertę i spokojnie odszedł.
     Nie wiedziałam, o co chodzi, przez chwilę myślałam, że to jakieś informacje organizatora, ale na żadnym z pozostałych stolików takiej koperty nie pozostawiono. Po chwili zauważyłam, że jest na niej napisane moje imię i nazwisko. Poczułam dziwne podniecenie. Otworzyłam ją. W środku było zdjęcie prezydenta miasta, który odbiera walizkę z pieniędzmi od szefa lokalnego pół-świadka. Poczułam, jak robi mi się gorąco.
     Poczułam ekscytacje i przerażenie. Czy to jakaś prowokacja? Obaj mężczyźni ze zdjęcia byli na tym przyjęciu. Nie wiedziałam, co to ma znaczyć, czy to fotomontaż i jakiś głupi dowcip, czy faktycznie ktoś chce, bym nagłośniła temat. Dopiero po chwili odwróciłam fotografię i zauważyłam napis: „Chcesz więcej, przyjdź natychmiast do pokoju 202”
     Jako dziennikarka nie mogłam sobie pozwolić na zignorowanie takiego tematu. Jako kobieta bałam się trochę udać na górę do pokoju hotelowego. Nie wiedziałam co, a przede wszystkim kto, tam na mnie czeka. Po chwili namysłu włożyłam zdjęcie do koperty a tę do torebki i udałam się w stronę schodów.
     Stanęłam przed drzwiami pokoju 202 i zapukałam. Po chwili drzwi lekko się uchyliły, a ja zostałam zaproszona do środka przez jakiegoś mężczyznę. Kiedy weszłam, ze zdziwieniem dostrzegłam jeszcze dwóch innych. Siedzieli przy stole i wyglądali, jakby czekali tylko na mnie. Poproszono mnie, bym usiadła. Czułam, że mocniej bije mi serce. Byłam sama w pokoju hotelowym z trzema nieznanymi facetami. Ta myśl przerażała mnie i jednocześnie podniecała.
- Przepraszamy za tą dziecinadę z kopertą, ale nie chcieliśmy, by ktoś widział, że którykolwiek z nas z panią rozmawia — powiedział mężczyzna, który siedział naprzeciwko mnie. Miał może tyle lat co ja i wyglądem przypominał trochę Christiana Greya. Kiedy patrzyłam na niego, czułam, jak narasta we mnie podniecenie. To było dziwne. Nigdy w stosunku do żadnego innego mężczyzny, poza moim narzeczonym nie czułam czegoś takiego.
- Rozumiem — powiedziałam spokojnie, choć ton mojego głosu zupełnie odzwierciedlał to, co czułam.
- Śledzimy pani karierę i dokonania — powiedział drugi z mężczyzn, około czterdziestki, blondyn z zarostem ubrany w niebieską marynarkę, która wybitnie pasowała do jego wyglądu. Był przystojny, ale nie robił na mnie takiego wrażenie jak jego przedmówca.
- Chcielibyśmy — kontynuował — aby nagłośniła pani temat kontaktów prezydenta ze światem przestępczym.
     Nie wiedziałam co powiedzieć. Oni wiedzieli o mnie, jak się domyślałam wszystko, a ja o nich nie wiedziałam nic. Chcieli, żebym rozpętała aferę na całe miasto, a nawet kraj. To mógł być zwrot w mojej karierze, ale z drugiej strony temat był bardzo śliski. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Rozsądek nakazywał odmówić, ale z drugiej strony nie wiedziałam, czy ci faceci w ogóle biorą pod uwagę taką możliwość.
     Nie zdążyłam nic z siebie wykrztusić, gdy trzeci z mężczyzn siedzący obok wyjął z nesesera teczkę i podał mi ja. W środku było jeszcze kilka zdjęć, które całkowicie kompromitowały prezydenta. Znalazłam także kopię umowy z firmą człowieka ze zdjęcia, która opiewała na kilka milionów złotych, a dotyczyła jedynie konsultacji w zakresie inwestycji. To była afera, jakiej się sama nie spodziewałam.
     Włożyłam materiały do teczki i spojrzałam na pozostałych. To milczenie było wymowne. Oni zaryzykowali trochę, pokazując mi te fotografie i materiały, ale ja także. Wiedziałam, że nie mam już odwrotu. Nadal nie wiedziałam, kim są ci ludzie i co będę musiała zrobić w zamian za tę teczkę.
- Oczywiście nie pokazujemy pani tego przypadkiem i bez znaczenia — zadeklarował blondyn w niebieskiej marynarce. Miałam wrażenie, że to on dowodzi tą grupą. Był jakby szefem, ten podobny do Greya jego prawą ręką, a trzeci nie miał nic do powiedzenia, dosłownie i w przenośni.
- Co w zamian? - zapytałam wprost. Nie miałam ochoty na ceregiele, zresztą to byli konkretni ludzie i chciałam się przypasować.
- Napisze pani obszerny artykuł, zamieści fotografie — powiedział Grey.
- Tylko tyle? - zapytałam zdziwiona. Nie sądziłam, by to był pełen wachlarz żądań tych panów.
- Musimy mieć gwarancje, że zachowa pani w tajemnicy, skąd ma te materiały.
- To oczywiste, obowiązuje mnie tajemnica dziennikarska — powiedziałam spokojnie.
     Wszyscy trzej zaśmiali się, a blondyn spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Nie wątpię, że jest pani rzetelną dziennikarką, inaczej nie rozmawiałbym z panią. Wie pani na pewno, że po publikacji artykułu narazi się pani jednakowo prezydentowi, a także człowiekowi ze zdjęć. Oni nie poproszą pani o złamanie tajemnicy dziennikarskiej, posłużą się innymi metodami.
     Słowa i sposób, w jaki to wypowiedział, wywołały we mnie strach. Dopiero po chwili zrozumiałam, że ma racje. Nie wiedziałam jak się zachować. Miałam ochotę uciec stamtąd i zapomnieć o tym, co widziałam, ale to było naiwne. W momencie, gdy otwarłam teczkę, nie było już odwrotu. Blondyn najwyraźniej widział, jak blednę.
- Proszę się nie obawiać, że panią porwą, albo kogoś z pani rodziny. To nie ta liga. Oni będą chcieli za wszelką cenę poznać źródło pani informacji, ale nie posłuż się przemocą, tylko raczej zachętą. Obstawiałbym propozycje znacznej sumy w zamian za informacje o naszym spotkaniu.
- Trochę mnie pan uspokoił, ale i tak nigdy nie zdradziłabym tajemnicy zawodowej. Byłabym spalona w zawodzie i środowisku.
- A gdyby pani w zamian dostała tyle kasy, że nie musiałaby już pracować — zapytał tym razem ten podobny do Greya.
- Nie sądzę by...
- Ta kwota na umowie, jaką pani widziała to tylko wierzchołek góry lodowej. Ci dwaj robią dużo większe interesy.
     Zapanowała chwilowa cisza. Wzrok całej trójki utkwiony był we mnie. Nie wiedziałam, co się za chwilę wydarzy ani czy czekają na moją odpowiedź, czy gapią się na mój biust. Ten, który milczał, miał go na wyciągnięcie ręki. Postanowiłam zapytać ich wprost, czego chcą.
- W takim razie co musiałabym zrobić w zamian za tę teczkę? - zapytałam spokojnie i bez emocji, jakbym kupowała pomidory.
- Musimy mięć gwarancje, że nie wyda nas pani, bo będzie miała do stracenia coś więcej niż tylko pieniądze i prace — odpowiedział rzeczowo blondyn.
- Obawiam się, że nie rozumiem — odpowiedziałam całkiem szczerze. Rozmowa robiła się coraz bardziej mglista.
- Chcemy mięć na panią haka — powiedział.
- Jakiego? - za pytałam zaskoczona. Byłam zdziwiona. To brzmiało, jakby prosili mnie, bym dała im coś na siebie. O czymś takim w życiu nie słyszałam. Gdyby pokazali mi drugą teczkę a w niej coś na mnie, byłoby jasne, ale to, co się tam zaczęło odwalać, przechodziło moje wyobrażenia.
- Dobrze, wyjaśnię. Wiemy, że niedługo wychodzi pani za mąż za syna najbogatszego człowieka w mieście. Wiemy też, że bardzo go pani kocha i ten ślub to pani marzenie. Potrzebujemy coś, co mogłoby pozbawić panią na zawsze miłości tego człowieka i życia, jakie daje jego status społeczny.
     Zapadła cisza. Nie musiałam mówić, że nadal nic nie rozumiem, bo to zapewne wyczytali z mimiki mojej twarzy. Zastanawiałam się, w jaki sposób mogłabym stracić związek z Piotrem. Olśnienie przyszło po chwili, ale to dopiero sprawiło, że nie mogłam nic powiedzieć.
- Chcemy nagrać film, który będzie dla nas zabezpieczeniem. Jeśli pani nas wyda, my go upublicznimy w internecie i wyślemy do pani narzeczonego, rodziców i przyjaciół, no i redakcji.
- Jaki film? - zapytałam zbita z tropu.
- Film, na którym zdradza pani narzeczonego, tutaj, dzisiaj, w tym hotelu z jednym z nas.
     Myślałam, że to żart, gdybym rozmawiała z kimś innym, zapewne by tak było, ale ci ludzie nie żartowali. Na stole stała butelka wody. Nie korzystając ze szklanki, wypiłam pół butelki. Analizowałam sytuacje. Z jednej strony pokusa tych materiałów i kariery a z drugiej musiałabym zdradzić Piotrka i dać im potężnego haka. Jedyne co mi przychodziło do głowy to próba negocjacji.
- No dobrze, ale co zrobicie, jak w przypadku upublicznienia ja powiem, że to był gwałt. Sami na siebie doniesiecie? - zapytałam, kończąc to uśmiechem, choć nie ironicznym. Na to nie mogłam sobie pozwolić.
- Pani problem polega na tym, że film będzie miał taki scenariusz, w którym to pani „rządzi” i „gwałci”, i nikt nie uwierzy, jeśli powie pani, że tego nie chciała.
     To było mądre z ich strony. Jednak film, na którym kobieta rzuca się na faceta, a film gdzie jest odwrotnie, to dwa różne podejścia i jeśli faktycznie każą mi dominować, to ta opcja odpada. Nie wiedziałam co zrobić.
- Jest jakieś inne wyjście? - zapytałam.
- Nie ma — odpowiedział blondyn.
- Ile mam czasu do namysłu?
- Nie ma pani, decyzja musi zapaść w ciągu pięciu minut
     Spodziewałam się tego. Nie mogli sobie pozwolić na spotkanie w innym dniu, bo chcieli mieć haka już dziś, a poza tym, gdyby dali mi czas to mogłabym zorganizować jakąś prowokacje.
- Jest jeszcze jedna wiadomość, istotna — powiedział blondyn.
- Jaka ?
- Sama pani może sobie wybrać partnera — powiedział.
     To był pierwszy pozytywny akcent tej rozmowy. Byłam przekonana, że blondyn w marynarce będzie chciał, abym to z nim uprawiała seks. Był szefem tej grupy. Skoro mogłam wybrać to w mojej głowie od razu zaczęła świtać myśl o tym przypominającym Greya. Był przystojny, cudownie pachniał i podobał mi się. Z nim jakoś by przeszło. Wiedziałam, że czas upływa, a oni się niecierpliwią.
- Zgadzam się — powiedziałam patrząc na mężczyznę podobnego do Greya. To był jasny sygnał, że właśnie jego wybrałam.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2111 słów i 11862 znaków. Tagi: #hotel #seks #gwałt

2 komentarze

 
  • andkor

    Fajne , ale jak na dziennikarkę trochę głupiutka ta bohaterka.

  • Historyczka

    Pomysł bardzo dziekawy, dość szczegółowo zarysowana akcja. Czyta sie z duża przyjemnością.. świetnie odrysowana sceneria