Powrót królowej - rozdział 1

Otworzyłam drzwi, gdy odezwał się dzwonek i spojrzałam zaskoczona na mojego nieoczekiwanego gościa.
- Co ty tu właściwie robisz? - zapytałam szorstko, zakładając ramiona na piersi. - Zdaje się, że jasno się wyraziłeś, co do przyszłości naszego związku...
- Wiem — kiwnął głową i wpakował się do mieszkania, właściwie przepychając się bezczelnie obok mnie. - Ale zmieniłem zdanie.
- Oh, naprawdę? - prychnęłam, idąc za nim. - Jakież to szczęście mnie kopnęło — zauważyłam sarkastycznie. - I co, teraz masz zamiar na nowo się tu wprowadzić?
- Pewnie, ale musimy dojść do kompromisu — uśmiechnął się do mnie. Zmrużyłam oczy i oparłam się o ścianę.
- Niby do jakiego? Ty wychodzisz, a ja zostaję?
- Naprawdę musisz być taką zołzą w chwili, gdy próbuję nas ze sobą pogodzić? - zirytował się.
- Naprawdę musisz być tak niemiły? - odparłam pytaniem, patrząc na niego z bólem w oczach. - Zauważyłeś kiedykolwiek, że twoje opinie mnie bolą? Pomyślałeś choć przez sekundę, że twoje słowa mogą być krzywdzące? Oczywiście, że nie, bo dla ciebie liczyło się tylko by to tobie było dobrze w tym związku. To ja zapierniczałam, by jaśnie panu było jak najwygodniej, by zawsze miał obiad podany pod nos! I co dostałam w zamian? Kompletne, wielkie zero jakiejkolwiek wdzięczności.
- Oh, wyolbrzymiasz, Wika... Nie jęcz, tylko daj całusa i niech już będzie między nami dobrze.
- Nie — pokręciłam stanowczo głową. - Nie będzie dobrze, dopóki mnie nie przeprosisz, jasne? A i wtedy mocno się zastanowię, czy w ogóle chcę być z takim dupkiem, jak ty. A teraz wyjdź z mojego mieszkania.
- Ty chyba kompletnie zwariowałaś, kretynko. Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, ile kasy włożyłem, by wyremontować ten szajs?! - ryknął, a ja z wrażenia aż się skuliłam. - Ale skoro nie chcesz, to nie będę nalegał. Masz mi oddać trzydzieści tysięcy.
- Pogrzało cię?! - tym razem, to ja krzyknęłam. - Dobrze wiesz, że nie mam takich pieniędzy.
- A to akurat mnie nie obchodzi. Dam ci miesiąc, spokojnie uzbierasz.
- Ciekawe jak? Nie zarabiam milionów...
- To trzeba było znaleźć sobie lepiej płatną pracę, niż kustoszka w muzeum — prychnął. - Ewentualnie idź na ulicę, być może ktoś cię zechce.
Gdy dotarło do mnie, co właśnie powiedział, przez chwilę czułam się tak, jakby ktoś bardzo mocno zdzielił mnie pięścią w żołądek. Żółć podeszła mi do gardła, a łzy do oczu. Czułam, że zaraz się rozpłaczę. I kiedy spojrzałam w jego oczy, które dotąd przecież tak bardzo kochałam, dostrzegłam w nich niechęć i niemą satysfakcję. To sprawiło, że wreszcie poczułam się przy nim silna. Wyprostowałam się i nim zdążył zareagować, wymierzyłam mu solidnego plaskacza. Aż mlasnęło.
- Wynoś się stąd, gnoju! - warknęłam przez zaciśnięte zęby, z całych sił walcząc z drżeniem głosu i mdłościami. - I żebym cię tu więcej nie widziała!
- Sama wybrałaś — syknął wściekły, trzymając się za czerwony policzek. - Chciałem dać ci szansę.
- Jaką szansę?! Bym została dziwką, bo chcesz, żebym cię spłaciła?! Chyba w twoich snach! A teraz wynoś się stąd, zanim wezwę policję!
- Gdybyś pozwoliła mi tu zostać, nie byłoby tego wszystkiego, co się teraz wydarzy — powiedział, patrząc na nie z obrzydzeniem. - Ale skoro chcesz być taka mądra, to tego pożałujesz — trzasnął drzwiami tuż przed moim nosem i zniknął z mego pola widzenia. Odetchnęłam z ulgą, po czym osunęłam się na ziemię i zaczęłam płakać.

Tydzień później wybrałam się na spotkanie z przyjaciółką. Miałam urlop, bo przez tego gnoja nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, z trudem hamując łzy. Nie chciałam się rozklejać w miejscu publicznym. Monika chwyciła mnie za rękę i ścisnęła lekko.
- Tak mi przykro — powiedziała, gdy już ochłonęła. Uśmiechnęłam się do niej słabo.
- Mnie też — mruknęłam ochryple. - Wybrałam sobie na faceta wyjątkową łajzę.
- Należy przyznać, że owszem. I jakoś zapobiec jego pomysłowi skierowania tego do sądu. Swoją drogą, co mu odwaliło?
Wzruszyłam ramionami, bawiąc się ponuro słomką w moim drinku.
- Wydaje mi się, że wpadł w panikę, bo już nie może mnie kontrolować — powiedziałam beznamiętnie i za jednym zamachem wypiłam więcej, niż połowę zawartości.
- Pieprzony gnój — mruknęła, kręcąc głową. - Trzeba go udupić i to tak, by już nigdy nie pomyślał o tym, by znów w jakikolwiek sposób cię zaczepiać. Rozmawiałaś już o tym z rodzicami?
Pokręciłam głową.
- Nie. Boję się — wyznałam. - Oni nigdy nie lubili Pawła i byli przeciwni naszemu związkowi, ale ja, głupia, się uparłam. Był to zdecydowany wpływ tego patafiana i teraz mam za swoje. Jeśli przegram, zamieszkam pod mostem.
- Nie przegrasz i nie gadaj głupot, będzie dobrze. Musisz tylko znaleźć sobie dobrego adwokata. Jeśli chcesz, to chętnie ci w tym pomogę.
- Dziękuję, to naprawdę miłe z twojej strony, ale chyba podziękuję. Nie chcę, by później odgrywał się również na tobie.
Monika tylko pokręciła głową.
- Spokojnie, nic mi nie będzie, a bardzo chętnie dołożę się do udupienia tego palanta.
- Wiesz, że jesteś najlepszą przyjaciółką świata? Niestety ja jestem tą dużo gorszą.
- Po prostu raczej zagubioną. Nic się nie martw, wszystko się ułoży.

Cóż, miała rację. Ułożyło się. Przynajmniej do pewnego stopnia. Udało mi się ochłonąć i odzyskać jako taką równowagę psychiczną, a przede wszystkim opowiedzieć wszystko rodzicom. Krótko mówiąc, wściekli się. Na mnie też, choć o wiele mniej, ale przede wszystkim na Pawła. Tata miał odruch, żeby wsiąść w samochód, pojechać do tego kretyna i dać mu w mordę, ale mama szybko wybiła mu to z głowy, tłumacząc, że nie chce mieć przez padalca w domu żadnej policji. Tata zapowiedział, że jak tylko go spotka, to urwie mu łeb. Mama również była w nastroju bojowym. Ich ogólny nastrój udzielił się i mnie, więc kiedy wróciłam tego dnia do domu, zaczęłam szukać informacji o najlepszych adwokatach w mieście. Co prawda gdzieś głęboko w moim sercu kołatała się jeszcze słaba nadzieja, że Paweł jednak odpuści. Po kilku godzinach szukania, sporządzania notatek i piciu kawy zdecydowałam się na krótką przerwę, by dać odpocząć głowie i weszłam na portal z wiadomościami z kraju i regionu. Od razu pierwszą wiadomością był bijący w oczy krzykliwym tytułem artykuł, z którego wynikało, że cesarz Karol poszukuje swoich krewnych, pochodzących z nieprawego łoża najmłodszej córki pary cesarskiej Franciszka Józefa i Elżbiety Bawarskiej, Marii Walerii. Zaintrygowana tytułem, weszłam w artykuł i zaczęłam czytać. Przez niemal pół godziny z silnymi wypiekami na twarzy śledziłam tekst. Moje zamiłowanie do historii sprawiło, że doskonale znałam burzliwą i zawiłą, ale jakże ciekawą historię rodu panującego Domu Habsburg-Lotaryńskiego, a przede wszystkim nieco dziwną i pokręconą sukcesję tronu, która sprawiła, że to nie dzieci cesarza Franciszka, ani później cudem ocalonego z zamachu stanu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda objęły władzę, lecz jego brat i potomkowie Ottona władali Austro-Węgrami. I nie miałam bladego pojęcia, że najmłodsza córka pary cesarskiej miała potajemny romans, w wyniku którego urodziło się dziecko. Najwyraźniej nie była aż tak szczęśliwa w małżeństwie, jak potocznie sądzono. Pewnie romans jej męża doprowadził do tego wszystkiego. Dziwne tylko, że potomków tego dziecka szukano dopiero teraz. Nie mniej jednak temat tak bardzo mnie zafascynował, że na własny użytek zaczęłam szukać jakichkolwiek informacji o Marii Walerii i jej domniemanym romansie, który według autora artykułu, został potwierdzony przez jej osobiste zapiski w prowadzonym przez nią dzienniku.
Przeszukiwanie internetu, następnie otrzymanie zgody na kopię bądź zdjęcie dziennika arcyksiężnej oraz niemal obsesyjne studiowanie go, a przy tym normalna praca i spotkania z przyjaciółmi, zajmowały mi niemal cały czas przez kolejny miesiąc. A kiedy rząd Austro-Węgier ogłosił ogólnopaństwowe badanie DNA, poszłam na nie niemal ze śpiewem na ustach, kompletnie zafiksowana sprawą arcyksiężnej. I dopiero list w skrzynce mocno sprowadził mnie na ziemię. Paweł niestety nie blefował. Wytoczył mi sprawę, a pierwsza rozprawa miała odbyć się już za tydzień. Zgrzytnęłam zębami z bezsilnej wściekłości i obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by kretyna udupić, choćby miało mnie to kosztować wszystko, co miałam.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i miłosne, użyła 1601 słów i 8842 znaków.

4 komentarze

 
  • nefer

    Dobre rozwinięcie fabuły. Ciekawe, czy zaskoczysz czytelników kolejnym zwrotem, czy też wydarzy się to, co zdajesz się sugerować.  Swoją drogą, to super sądy w tej monarchii Habsburgów działają. Proces cywilny w drobnej sprawie i termin wyznaczony w ciągu miesiąca. Dla sądów RP niewyobrażalne. Język... zwróć może uwagę, czy wszystkie zaimki osobowe (a dużo ich) są naprawdę w tekście potrzebne. Pozdrawiam i weny  życzę.

  • elenawest

    @nefer 😉 dzięki wielkie :-*

  • agnes1709

    Każdy facet taki sam, bez kija ani rusz. :krzeslo:

  • shakadap

    Brawo. Oby tak dalej.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Gaba

    Bardzo fajne. Podoba się! Kiedy ciąg dalszy?

  • elenawest

    @Gaba jeszcze nie wiem, dopiero co dodałam ten rozdział

  • Gaba

    @elenawest ha, tyle to ja wiem, że dopiero co dodałaś......

  • elenawest

    @Gaba więc nie pytaj kiedy następny