Materiał odrzucony.

Życie po terapi miłością.Cz26

Marta cały czas myslala o Marku i chciala poprosić o pomoc Adama jednak najpierw napisała do Davida żeby odebrał Marka ze szkoły.
-Oczywiście.
David był tego dnia bardzo zajęty,ale nie chcial zawieść Marty.Jeszcze Franek polubił tego Marka.-pomyślal David.
Po zajeciach odrazu pojechał po Marka który był smutny jednak on tym sie nawet nieprzyjal.
Choć szybko bo idziemy po Franka!
-Dobrze.
Franek już nie mógł się doczekac na Marka.
David jednak wciąż mial niechęć do Marka mimo tego ze był miły a Marta zadbała o to ze i czysty.
Kiedy będzie pani Marta?-spytał Marek.
-Za godzinę.
-Tatusiu mogę pograć z Frankiem?
-Ok.
-Włączysz nam?
-No dobrze,ale godzine bo mnie mama zabije!
-mnie też.
Marta wróciła zmęczona i ledwo co szła na nogach.
-Wszystko wporządku?
-Nie.
-Co się dzieje?
-Mam małe problemy.
-Jakie?
-Nie mogę się skoncentrować na zajęciach.
-jeszcze góra rok.Musisz skończyć.
-No tak.
Pani Marto!
-Tak?
-Możemy isc na chwilę do mnie do domu?
-Tak.
-Ja cię zaprowadze.-powiedzial David.
-Dziękuję.
David nie chcial przemeczac Marty,ale sam był zmęczony.
Masz klucze?
-Mam.
David otworzył i zobaczył jak myslal pijaka.
-Tato!Tato!
-Nieprzeszkadzaj mi gowniarzu!
-przepraszam.
-Wynocha!
-Jak ty się do dziecka odzywasz?!-zaczął krzyczeć David.
-Mój syn mój problem!
Wyjdź Marek!-powiedzial David a Marek wyszedl.
Wiem ze masz go gdzieś,ale my nie mamy i chętnie go do siebie weźmiemy tylko zrzeknij się praw i zgodz się.
-Dobra i spadaj stad!
David poszedł do Marka z która z każda chwila coraz bardziej żałował Marka.
Co lubisz robić?
-Lubię sie bawic w wyscigi.
Aha to fajnie.
Marta czuła się coraz gorzej i nagle poczuła ze jej nie dobrze.
Tato mama się chyba źle czuję!
-Marta co ci jest?
Źle sie czuję.
-Wymiotowalas?
-Tak.
-Może jestes w ciazy.
-Nie no!Może poprostu się zatrulam czymś!
-A jak jestes?
-To niewiem co zrobię.
-Damy rade!
-Dobrze wiesz ze nie damy rady!
-To tylko trójka jakoś sobie poradzimy
-Łatwo ci mówić to nie ty urodzisz!
-Marta spokoj!Damy rade!
-Mówiłam ci zaloz a nie!
-Ale ty mnie tak podniecasz.
-Ciszej trochę.
I co ci mamusiu!
-Nic skarbie.Jak tam z tata?
-Wygonił nas.
-Hm.
-Ale zgodzil się na to żebyśmy adoptowali Marka.
-To dobrze.
-Może pani jutro tam isc?
-Oczywiście.
Następnego dnia popołudniu Marta postanowiła sama pójść do domu Marka i zabrać jego rzeczy a raczej kilka bo nie mial ich dużo.
Jestes już tam?-spytał David
Tak.
-Zaraz tam będę.
A dzieci?
-Sąsiadka popilnuje.
-To dobrze.
Marta układala rzeczy kiedy akurat wrocil ojciec Marka.
David?
-Kazik.Co tu robisz dziewczyno?
-Ja przyszlam po rzeczy Marka.
-Nikt cię nieuczyl ze się czyjs rzeczy nie rusza?Kazik jakby zaczął się chwiac na nogach jednak wciąż obserwował Marte.
Ja zaraz kończę i ide.
Kazik jednak nie mial zamiaru jej wypuszczać.
Co pan robi?
Kazik przyciągnął ja do siebie mocno trzymajac za ramiona a ona upadla i wtedy weszedl David.
Należy mi się zapłata.-Stwierdził Kazik i jego reka dotknęła policzka Marty.
Puszczaj ja sukinsynie!-David wykrzyczal i zabrał Marte.
Cos ci zrobil?
-Nie.
Napewno?!
-Tak.
David próbował uspokoić Marte i przytulił ja do siebie.
Co za typ!Chodź tu do mnie.
Marta zaczęła płakać.
Nikt nie ma cie prawo dotknąć oprócz mnie!
Marta przytuliła się do niego.
Na gorze dzieci pilnowała ich młoda sasiadka Kamila.
Dzięki.
Spoczko.
Marta widziała jak David patrzył na nią pozadliwie.
I co z tata?
-Spi.
Aha.-powiedzial zawiedziony Marek.
Nie martw się już nim.
Dobrze.
Franek chcesz jechać do dziadkow z Markiem na weekend?
Tak!
Co ty kombinujesz David?-spytała Marta.
Zobaczysz.Możemy chwile porozmawiać?
-Ok.
I juz wiesz co było przyczyną wymiotow?
-Nie jestem w ciazy.
To dobrze.Chcialem cię zaprosic na kolację w ten weekend.
-hm kolację.
Tak wiesz tylko my we dwoje.
-No jasne.
To jak?
-Zgadzam się.
Czas do weekendu szybko zlecial a sama marta już o tym zapomniała.
weszla na górę i zdjęła buty gdy nagle zauważyła świeczki i Davisa który czekal na nią w kuchni.
Przepraszam zapomniałam.
Wiesz dziś nasza rocznica.
Hm?
No wiesz ta odkąd jesteśmy razem.
Aha to dlatego to wszystko?
Tak.
Jestem zmęczona.
To ja ci pomogę się zrelaksowac jakoś.
Nie David!Nie ma mowy!
No co?
Ide do Malgosi więc i tak ci się to nie uda!
Marta ja tylko chcialem spędzić z tobą chwilę.
To poczekaj na mnie.
Ide z tobą.
Jak chcesz.
Drzwi otworzyła im Małgosia która wygladala jak cień.
Miłosz zaraz wróci.
-Przyszłam do ciebie.
Wiem,ale się wkurzy.
-Czemu?-spytał David.
Bo pomysli ze mnie namawiasz na odejście od niego.
-Nie martw się tym.
On jest straszny!
-Czemu?
On chce żeby było jak dawniej a ja już tak nie umiem.
-Musisz być silna.
-Wiem.
Wtedy nagle weszedl Miłosz.Marta zauważyła z jakim gniewem,ale i smutkiem patrzył na Małgosie.
Jak tam moja kruszynka?
Paulinka jedynie nie wiedziala o niczym i ufala ojcu calkowicie.
Może ciastko?-spytał Miłosz.
Nie dzięki.
Ja też nie.Marta choć wracajmy.
Dozobaczenia.-powiedział Miłosz.
Co im gadalas?!
Nic!
Co opowiadalas im pewnie o tym jak nawet dotknąć się nie dasz!
Nic im takiego nie mówiłam!
Nie bądź zła.Przepraszam.
Miłosz nagle zaczął całować Malgosie.
Mamo chce spać.
Małgosia poszła położyć córeczkę do łóżka.
Dobranoc.
Dobranoc.
Małgosia wrocila do salonu gdzie Miłosz już na nią czekal.
Puszczaj!Pusc mnie!
Jak chcesz żeby było jak dawniej to musimy się postarać.
Nie!Słyszysz Milosz?!
Miłosz nieprzejmował sie jej słowami i zaczął rozpinac jej stanik.
Pusc mnie!Proszę!
Będzie miło zobaczysz.Miłosz był nachalny i nawet się z tym nie krył po tym co zrobił Małgosia znienawidzila go.
Kochanie.-zaczął Miłosz.
Nie dotykaj mnie!
Przecież ja chcialem zeby...
Żebym odeszła?!Jak mogłeś !Mówiłam ze nie chce a ty mnie nawet nie słuchales i jeszcze Paulina spi w drugim pokoju!Małgosia zaczęła się ubierać a Miłosz przyciągnął ja do siebie i położył pod sobą.
A co miałem zrobić?!Jak na ciebie można wpłynąć inaczej?!
Napewno nie tak!
Miłosz zaczął głaskać jej włosy.
Rozumiesz chociaż jak bardzo cię kocham?
To daj mi odejść bez awantur.
Nie dam ci odejść!Miłosz znów zaczął ja całować.
Jesteśmy razem 8 lat!Za ścianą spi nasze dziecko.Nasza słodka i malutka dziewczynka.Damy rade to naprawić,ale zaufaj mi i pomóż mi to zrobić!
Pomyśle nad tym.
Małgosia chciala wyjść,ale Miłosz jej niepozwolil.
Znowu mam na ciebie ochote.zaczal ja całować a ona mu uległa jednak gdy myslala o Anecie z nim w ich sypialni to czuła ze już nigdy o niej niezapomni.Bo jej obraz z jej mężem presladowal ja w jej głowie.
Dobranoc.-powiedział Miłosz i ja pocałował.
Małgosia tylko zasnela.
U Marty i Davida wieczór skończył sie podobnie jednak Marta oznajmila mu ze muszą przystopowac bo ona chce w spokoju skończyć studia.
David oczywiście nie mial zamiaru tego robić bo nie wyobrażał sobie tego ze nie mogły zbliżyć się do niej.
Przesadzasz!Zabezpieczenia sa od tego.-powiedział śpiący David który trzymał ja w ramionach.
David daj spokoj chociaż na kilka miesięc!
Kilka miesięcy?!Zwariowałas?!
Nie!
Nie wytrzymam!
I co pewnie pójdziesz do innej?
Nie.Sam sobie ciebie wezme.Będę korzystać ile się da!
Dobrze wiesz ze nie ma na to czasu i tak teraz.
Twoja mama zawsze chętnie się nimi zajmie jak poproszę.
Ty rozumiesz ze chce odpoczac?
Odpoczywasz ze mna przecież.
Ale nie w taki sposób!
Przesadzasz!
Marta postanowiła zasnac.
Następnego dnia wstała wcześniej od Davida i poszła do Franka i Marka którzy bawili się swietnie.
Marek to świetny dzieciak.-powiedziała Lena.
Chcemy go adaptować.
Jestes pewna?To moze potrafac a po za tym ty i David jesteście już rodzicami i to dość młodymi.-powiedział adam.
-Wiem tato,ale czuję ze to dobre rozwiązanie.
Pani Marto to ja teraz będę musial być w pogotowiu?
-Chwilowo.Będziemy cię odwiedzać.
-Mama mówi prawdę.-powiedział franek.
-Obiecuje pani?
-Tak.
Marta dotrzymała swojej obietnicy i odwiedzala Marka który z niecierpieliwoscia jej wyczekiwal.
Tato pójdziesz kiedyś z nami?
-Nie mam czasu Franek.
Cały czas go nie masz!
-Bo kończę studia?!
Ja też?!A jakoś mam!
-Bo kurwa masz łatwiej i cię wyreczamy we wszystkim!Marta nie chcialem tak..powiedzieć.
-Mamo co ci jest?-spytał franek.
-Nic.Zaraz wrócę pójdę na spacer.
-To ja ide z tobą mamo.
-Dobrze to wejś kurtkę i idziemy.
Marta ja naprawdę przepraszam.
-Wiesz co mam to w dupie!
Marta zabrała Franka do parku gdzie spotkała Malgosie.
O wy też na spacer?-spytała małgosia.
-Tak.Musialam ochłonąć.-powiedziała Marta.
-rozumiem.Fajnie ze nasze dziecki już się pogodzily ze sobą.
-Tak.
-Co ci jest?
-nie mogę dogadać się z Davidem.
-Z facetami ogólnie się poprostu nie da!
-A co u ciebie?
-To samo.
-Wiesz David chyba znowu ma swoje trudne okresy.
-Skąd to wiesz?
-Mamy taka sąsiadkę Kamile.Młodsza ode mnie o dwa lata a on jak tylko ja widzi to gapi się na nią jak na czekoladkę.
-I co masz zamiar zrobić?
-Jeśli on tym razem znowu się podda swoim żądzą to chcialam odejść,ale nie mogę bo obiecalam mojemu synowi i Markowi ze się nimi zajme a żebym mogła to zrobić to musimy być razem.
-To kiepsko.Slyszlam o takiej jednej Basi statnio ze ona miala zalamanie nerwowe.
-Co się stalo?
-Mąż ja zdradzal.
-I co dalej?
-No spędziła trochę czasu w psychiatryku.
-O boże.
-Wiesz nagły szok.
-A co z dziećmi?!
-Jej mąż zabrał je jej.
Marta się zalamala.
To musiałobyć straszne.
-Teraz już lepiej z nią.Dzieci widuje.
-Wiesz że ja mimo tego ze David i ja jesteśmy małżeństwem to tego nie czuję.
-Jak to?
-Poprostu czuję sie tak jakbym był on kims poprostu bliskim,ale nie czuję miłości.
-Kurcze powiedzialabym ci odejdź od niego,ale co z Frankiem i Markiem?
-No właśnie.Muszę i o nich myśleć.
-A co u twojego brata?
-Wyjechali za granice i pracuje tam i jakoś mu to idzie.
-To fajnie w sumie.
-Tak fajnie jednak szkoda że ja tu mam tylko ciebie i rodziców.Dominika też ma mnie gdzieś a mieszka nie daleko.
-Wiesz ja już nawet nie mam miejsca u rodziny po tym jak zostalam z Miłoszem.
-Wiem.Ważne ze chociaż siebie mamy i nasze dzieci.
-A jak tam u ciebie ze zdrowiem?
-Już lepiej.
-Marta może idz do lekarza w końcu opowiadalas mi o tym swoim raku i martwię się o ciebie.
-to mile dzieki.Pójdę jak będę miala czas a teraz muszę wracac bo David znowu będzie mówił ze mnie we wszystkim wyręcza.
-Marta masz isc do lekarza!Musisz bo inaczej może być zle!
-Pójdę.Dobra ja już ide.
-To dozobaczenia.
Marta wróciła z Frankiem do domu a David już czekał na nich z kolacja.
Marta była zdumiona jednak nie miala zamiaru jej jeść.
Mamus zjedz coś.Nalesniki swietne sa!
-Wolę gofry Franio.
Marta postanowiła zjeść swoją kolację.Franek za to w salonie szczęśliwy był ze może zjeść więcej nalesnikow.
Smakuje ci?-spytał David.
-Tak.-powiedział Franek.
A mama nie je?
-Mama woli gofry.
Aha.To włacz sobie bajkę a ja zaraz przyjdę.
Marta nie bądź na mnie zła za tamto.
-Dobra,ale mam do ciebie ostatnia prośbę.
-Przecież wiesz ze możesz mnie prosic o co tylko chcesz!
-Żebys mi później za to wyrzuty robil?!Nie!Jutro o 14mam wizyte u lekarza więc pojedz z Frankiem do Marka.Mama go odbierze więc nie musisz opuszczać wykładów,ale musisz z nim tam pojechać.
-Chwilę u lekarza?!Coś się dzieje?!
-Nie,ale muszę sprawdzić się bo dawno tego nie robiłam.
-Jasne ze zawioze tam Franka.
Marta zjadła i zaczęła myć naczynia.
Mamo jeszcze mój talerz.
-Dobrze.
Daj ja to umyje!
-Daj spokoj ja sama dam sobie rade!
David znowu poczuł ten strach o Marte i jeszcze Franek co on zrobi gdy jej zabraknie.
Ja naprawde bardzo cie przepraszam za to co ci powiedziałem.
-Nie musisz.Masz rację powinnam zapierdalac na wysokich szpileczkach w makijażu najlepiej.
-Co ty gadasz?!
-Dobrze wiem ze podoba ci sie Kamila.
-Oszalas!
-Odeszlabym od ciebie,ale mamy syna który niepowinien tego przeżywać.
Mamo!
-Tak Franek?!
-Chodź zaraz nasza bajka się zacznie.
-Już ide.
David nie chcial żeby Marta czuła się nie kochana bo tak jego zdaniem nie było.Może trochę racji ma w tym ze Kamila jest atrakcyjna,ale on kochał tylko ja.
Mamo.
-Tak?
Idziesz jutro z nami do Marka?
-Nie mogę bo ide do lekarza.
Czemu?
-Bo mama musi się badać tak czasem.
-Dostaniesz naklejki?
-Raczej nie.
-Szkoda.
Dobrze teraz idziesz spac mój maly naklejkozbieraczu!
-Poczytasz mi jeszcze coś?
A co chcesz?!
-Marta ja mu poczytam.
-Jak chcesz.
Marta oglądała sobie w spokoju gdy nagle wrócił David.
Spi.-powiedział David a Marta tylko spojrzała na niego.
David usiadł zmęczony obok niej i chcial objąć ja ramieniem jednak ona się odsunęła.
Co się dzieje?!
-Nic.
Widać ze jestes zła na mnie!
-Dziwisz się mi?!
Nie,ale nie ignoruj mnie!
-Nie robię tego!
To dlaczego nie odzywasz się do mnie?

lovend17

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2374 słów i 13008 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • ...

    myślniki;*