Zaskakujące Lądowanie rozdział 84

Zaskakujące Lądowanie rozdział 8484  
Samuel  


    Chłopak z ciemną czupryną, potarganym na kolanie dresie i ciemnym swetrze z kapturem, biegnie w naszą stronę. Mia jest napięta jak struna. Ołłła! Zaraz się zacznie jakiś teatrzyk. Julian wyciąga z kieszeni telefon.
– Tak, wiem. Szlaban na komórkę przez dwadzieścia cztery. – Podaje go siostrze, stojącej z mordą otwartą na oścież. Odbiera mu fon i wkłada do kieszeni spodni. Brat bierze ją w gorące objęcia, podnosi, okręca wokół własnej osi. Przystaje, marszczy brwi, robi ruch, jakby ją ważył – Schudłaś jakieś cztery kilosy – i tuli mocniej do siebie. – Nie bądź zła, ale podsłuchała naszą ostatnią rozmowę, nie umiałem się wykręcić. – Broni się, stawiając siostrę na ziemię, dając jej buziaka w policzek. Widać między nimi tę braterską więź tak jak i tęsknotę za sobą. Już drugi taki sam komentarz na temat jej wagi. Będę musiał to wziąć dzisiaj w łóżku dokładniej pod lupę.  
– Nie schudłam to raz, a dwa i tak masz dym, zdrajco – mówi ostro. – Co łykasz, że tak urosłeś? – pyta. Julian robi krok do tyłu, wyszczerza zgryz, robiąc okrężne ruchy dłonią na nieistniejącym brzuchu.  
– Zostaje dla mnie więcej żarła – stwierdza. Jeżeli spojrzenie mogłoby zabijać, to leżałby przed nami jego szkielet. Aby załagodzić wzrastający w dziewczynie wulkan, podchodzę do nich, daję młodemu grabę, klepie go w plecy i z satysfakcją przyznaję, że jednak istnieje ktoś większy ode mnie i to o pół głowy.  
– Siemanowski Jul. W końcu mogę cię poznać live – mówię i zniżam głos – musisz mi pokazać tą fotę, jaką mi strzeliła. Nic o niej nie wiem. – Przyznaję, a Długi zaczyna się głośno śmiać.  
– Logo bro. – Zapewnia mnie, klepiąc po plecach siłą Kliczki. Z całych sił powstrzymuję się od wyplucia oskrzeli. Czy ta rodzina wychowała się na sterydach? Wcale by mnie to nie zdziwiło. Wypuszczamy siebie z objęć.  
– Chodźcie dzieciaczki do środka, zimno tu trochę. Na pewno jesteście głodni. Mam lasagne i… – Diana robi przerwę, podnosi palec w górę. Mojej uwadze nie uchodzi jej akcent.  
– Nie! Poważnie?! – woła Mia. Odwracam się w jej stronę, lecz po Rysiu został pył.  
– O nie! – krzyczy Julian i daje dyla za siorą. Wybucham śmiechem, podnoszę bagaż, Diana zahacza się pod mój łokieć, prowadząc nas do środka.  
– Witam w domu wariatów – oznajmia, zamykając za nami drzwi wejściowe. W korytarzu rodzeństwo odbija się od ściany do ściany jak kauczukowe piłeczki. Jedno drugiego od siebie odpycha, za chwilę dociska do muru, targa za łachy, nie dopuszczając siebie o krok dalej. Zabawnie to wygląda. Pani Dosch wkłada dwa palce do ust i gwiżdże. Dźwięk ten prawie przebija mi bębenki. Oboje kończą wzajemne popychanie, stając jak żołnierze. Interesujące.
– Julian, zanieś bagaż do przygotowanego pokoju, umyj ręce, nakryj do stołu. Mia, wypakuj, przebierz się i umyj ręce. Samuel, dopilnuj jej i umyj dłonie przed posiłkiem – rozkazuje tonem, którego najlepiej nie ignorować. Diana i Mia mogą być bliźniaczkami, są tak bardzo do siebie podobne. Takie same figury, rysy twarzy oraz stanowczość, tylko różnica wiekowa o jakieś dwadzieścia lat daje obraz matki i córki.
– Ale… – Zaczyna Mia, lecz wskazanie przez panią Dosch palcem na schody wystarczy, aby zamknęła dzióbek. Powstrzymuję z całych sił parsknięcie. Kobieta ma jaja. Z cichym grrr, człapią oboje w moją stronę, Długi odbiera mi torbę, Mia omija go ze złośliwą miną, zanim jednak wchodzi na pierwszy schodek, pociąga brata za ucho i wyciąga do niego język, a później biegnie niczym koń po schodach na górę.  
– Roztrzepany bachor! – krzyczy Julian – Jak ty umiesz z nią wytrzymać? – Chce się dowiedzieć. Kręcę rozbawiony głową i daje mu lepę w tył głowy.  
– Hej?! – woła zaskoczony – tym też cię zaraziła, stary?! – Jest w szoku.  
– Wiesz, za co dostałeś czopa – odpowiadam, lecz chyba nie wyraziłem się zbyt jasno, bo robi pytający gest dłonią. Przekręcam oczami. – Puściłeś parę. Mia również jednego dostanie, bo stanąłem przed faktem dokonanym. – Chłopaczyna zaczyna się głośno śmiać, nadstawia dłoń na przybicie piątki, oczywiście odwzajemniam ją. Bez żadnego pośpiechu razem wchodzimy na górę.  
– Czyli zataiła przed tobą główną informację. Mamę – stwierdza, na co kiwam głową. Nie biorę niczego pod uwagę, koncentruję się na drewnie pod moimi stopami, nagle Julian mnie zatrzymuje.  
– Mia, jest czasem ciężka do zrozumienia, mam przed nią respekt. Wiem, że nie powinienem nic mówić, ale mama się o nią martwi i jej nie wypyta. Mnie może powie prawie wszystko. Aby uspokoić mamę, powiedziałem jej, że poznała kolegę, który ma ją na oku. Mom nie wie, że jesteście w związku, ale cieszę się…
– Jul. Wiem o Eliasie oraz waszym ojcu. – Kładę rękę na jego ramieniu i lekko klepię. Oczy chłopaka robią się duże. – Opowiedziała mi o wszystkim. Widziałem ją w różnych sytuacjach i byłem przy niej, kiedy miała ataki. Ona jest dla mnie bardzo ważna. Nie musisz się martwić – mówię obniżonym tonem.  
– Dzięnks, bro – odpiera z ulgą, nastawiając pięść do żółwika.  
Będąc w pokoju z moją dziewczyną, wykonuję telefon do Kaia. Kumpel zapewnia mnie, że w barze wszystko leci jak po maśle i pyta o naszą podróż oraz pierwsze wrażenia. Mia w tym czasie wkłada starannie poskładane ubrania do komody, snując przy tym plan zemsty na bracie. Fantazje mojej dziewczyny są naprawdę nie do ogarnięcia.  
Po przebraniu się w wygodne spodnie dresowe, wślizguję giry w papcie, o których nawet nie pomyślałem. 'Achhh, gdyby nie moja pańcia!' W podziękowaniu daję kobiecie gorącego buziaka, a ona przeprasza za postawienie mnie przed faktem dokonanym. Nie sądziła jednak, że krasnal, czyli Julian wyda ją w tak perfidny sposób. Prawdę mówiąc, po przetrawieniu pierwszego szoku poczułem się swojsko. Tu jest tak samo na luzie, jak w barze czy między moimi kopruszkami.  
Chwilę później siadamy do miłością nakrytego stołu, Mia zajmuje miejsce po mojej lewej stronie tak, jak u moich rodziców. Choć jest kwadrans przed północą, pierwsze objawy zmęczenia po takiej jeździe dają się we znaki.
– Słyszałem o okropnym korku na A3, już myślałem, że w nim stoicie – odzywa się brązowooki Julian, odstawiając parujące naczynie z mięsem i makaronem pokryte u góry bulgoczącym serem. Jul jest całkowicie inny niż Mia, jedynie mają ten sam kształt oczu i ładne proste nosy, choć u mojej pańci czubek idzie lekko w górę.  
– Wcale bym się nie zdziwiła, jakby Sam był jego przyczyną. Prawie nawaliłam w gacie – stwierdza oschle moja dama.  
Przysięgam! Jechałem kulturalnie tylko sto dziewięćdziesiąt na godzinę, gdy nie było ograniczenia i z całą pewnością nie jestem powodem katastrofy.  
– Tsunami, jakby tak było, to musiałbym prowadzić TIR-a w przeciwnym kierunku do naszego celu i zgubić dwie tony papieru. Jakbyś nie chrapała, to byś wiedziała – odpowiadam łagodnie, głaszcząc jej udo. Diana wybucha śmiechem. Jul z zadowoleniem pokazuje like, a Mia ramuje mi łokieć w żebro.  
– Hej! Nie spałam, tylko drzemałam. – Broni się.  
– Mimi, każdy z nas wie, jak chrapiesz nawet, kiedy „drzemiesz”. Przebijasz kosiarkę pana Mayera z końca osiedla – brat daje jej kontrę, a słoneczko wciąga głośno powietrze.  
– MAMO! Powiedz mu coś! – woła oburzona. Zakrywam szybko usta pięścią. Nie sądziłem, że tak twarda osoba może szukać wsparcia u mamusi. 'Jaka meme!'  
– Mały, mam ci COŚ powiedzieć, ale przestańcie się prowokować i nie wciskajcie jej takiego kitu – mówi Diana, stawiając na środku stołu średnią miskę wypełnioną po krawędź czymś, czego wcześniej nie widziałem. Jakby ciasto z jakimś w środku nadzieniem w kształcie półkola, a końcówki pomarszczone, przypominające fale. Julian stawia śmietanę oraz garnuszek z dość mocno spaloną w tłuszczu cebulą. Ciche klaskanie w dłonie wyrywa mnie z tej obserwacji.  
– OMG! Wszystko dla mnie! – Mia piszczy z euforią jak małe dziecko. Okeyyy! To musi być coś dobrego, jeżeli reaguje w ten sposób. Jak egoista, chwytam widelec i wbijam go w to coś. Przy otwartym już pysku, w oczekiwaniu na włożenie sobie do niego ciasta słyszę:  
– Lepiej... – odzywa się Diana. Tsunami krzyżuje ruch swoim sztućcem, ale pomimo to szybko wkładam te coś do buzi, przegryzam i… Jestem w siódmym niebie. Z nadmiaru doznań smakowych, zamykam powieki tak jak wtedy, przy nowym hamburgerze Toma. Rewelacja! To musi być na liście dań.  
– O, o – stęka Julian. – Stary, masz… 
– Ej! To był mój pieróg! – ryczy obok mnie Mia. Odwracam się w jej stronę, otwieram jedno oko.  
– Nie rozumiem. Za wysokie oktawy – odpieram z pełną buzią, ale po zastraszonej minie jej brata kręcącego przecząco głową, jak i ich matki, która przy piersiach ściska kuchenny ręcznik, wiem jedno… 
Popełniłem ogromny błąd.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1599 słów i 9240 znaków, zaktualizowała 15 lis 2020.

6 komentarzy

 
  • Margerita

    Łapka w górę ciekawe co Julianku przeskrobałeś że masz szlaban

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • Shogun

    Hmm, wcale się nie dziwię. Pierogi to bardzo ważne danie, ale co stoi za tym?
    Poczytamy zobaczymy :)

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo.

  • Basiaa

    No i pieróg, koniec świata Samuel, czarno to widzę. Świetny ja wszystkie poprzednie.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję :)

  • nanoc

    No, to już jest klasyka gatunku. świetne i znów rewelacyjne dialogi. Samuel, biedaku, coś ty zrobił. Będzie przechlapane. Czekam na to. :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję

  • Gazda

    No i znowu podpadł. Eh, on to ma pecha. Tylko jak tym razem Mia się zemści? 🤔🤔 Potrzeba cierpliwości😝😝👐👐👍👌

  • AHopeS

    @Gazda Dziękuję.

  • Aladyn

    Pieróg, może bardzo smaczny, ale mimo wszystko to tylko pieróg, przyczyną czegoś dziwnego, może nawet strasznego? Bardzo ciekawe...
    Jakie będą konsekwencje dla Samuela? Pewnie się okaże w kolejnym, równie ciekawym rozdziale.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Miło. Dziękuję.