Zaskakujące Lądowanie rozdział 81

Zaskakujące Lądowanie rozdział 8181
Mia

   Nie potrafię dłużej wysłuchiwać ich przekomarzania i zanim zaczną sobie mierzyć majtkowego zaskrońca wychodzę z posiłkiem do baru. W ogóle nie pojmuję, jak mogli wejść na temat pieniędzy? Wchodzę za ladę, siadam na moim tronie, Kai odkłada na tacę dwa kufle z piwem oraz trzy butelki chmielowego trunku. W lokalu znajduje się paru gości. Karin przeciera stoły, wkłada nowe świeczki do szklanych pojemników i poprawia obrusiki. Lilly z Bri zajmują się działem dla VIP umieszczonym na małym podeście po lewej stronie od drzwi wejściowych. Ten kącik przeznaczony jest na różne okazje, od urodzin po panieńskie. On również był moim pomysłem i cieszy się popularnością wśród klientów. Samuel został zmuszony do prowadzenia zeszytu rezerwacji. By dostać to miejsce na maksymalnie piętnaście osób, trzeba już dwa tygodnie prędzej zaklepać termin. Po tych różowych obrusikach i serwetkach mogę stwierdzić, że zapowiada się na jakiś babski wieczór. Oj będzie wesoło.  
Odgryzam kawał hamburgera, napawam się jego nieziemskim smakiem, kiedy podchodzi do mnie Misiek.
– Czemu Brutus biegł jak zerwany z łańcucha? Myślałem, że tylne łapy połamie – dopytuje, opierając się pośladkami o barową ladę, w dłoniach trzyma butelkę coli.  
– Tom zgwałcił moje usta – informuję barmana z półpełną buzią. Wiem, że tak nie wypada, ale mi wszystko jedno, oni nie są wiele lepsi.
– Aha. W jaki sposób mu się to udało? – docieka zaciekawiony. Trzymając bułkę w moich szponach, podsuwam mu ją pod nos.
– Przekonaj się. – Zachęcam do spróbowania nowego dzieła jego kuzyna. Kai nie zdążył się porządnie wgryźć w bułkę, a już wydaje z siebie pomruk lwiątka.  
– Już wiesz? – pytam go, na co kolos potwierdzająco kiwa głową, z jego miny można wyczytać istną rozkosz.
– Dobry ręcznie trzepany sosik kuzyna? – pyta sarkastycznie Samuel, przechodząc przez małą bramkę za bar. Dlatego iż Miśka nic tak szybko nie potrafi wytrącić z równowagi, kiwa na potwierdzenie.  
– Też bym się nie umiał oprzeć i bym wyrwał jak psychopata po takie jadło – mówi z lekkością do Samuela, barman chce wziąć kolejny kęs, ale zabieram mu jedzenie sprzed ust.
– Moje – ostrzegam. Chłopcy cicho rechoczą. Zanim potrafię opuścić dłonie w dół, moje nadgarstki zostają uchwycone męskim palcami i podniesione w górę. Misiek kradnie kawałek krewetki, dając odgłosy, jakby właśnie miał się spuścić.
Samuel wyciąga telefon, parę razy klika w display.
– Brzmisz jak Mia – mówi przelotnie, zaraz rozlega się ciche stękanie ‘ Nadgryź krewetkę… Wyssij soki maleńka… Idealnie…’ – Myślałem, że obciąga mu druta, a to tylko hamburger – stwierdza Samuel.  
Kai się krztusi, z ust wypada mu trochę zmielonej papki, a z nosa wypływa sos. Brutus wybucha śmiechem, ja nie widzę w tym niczego zabawnego, więc nachylam się do przodu po serwetki i podaje je barmanowi wraz z colą, którą wcześniej odłożył na ladę, facet z wdzięcznością przyjmuje podane rzeczy. Strzelam buraka, to był mój cel, ale na miłość Boską, nie musi tego wypowiadać na głos. Odkładam jedzenie na talerz, odstawiam go na znajdujący się za mną regał z alkoholem. Kieruję wzrok na mojego chłopaka.
– Musiałeś? – pytam, dając mu lepę w czoło na upomnienie.
– No co? Stwierdziłem fakty. – Tak jakby właśnie przed sekundą nie dostał strzała, nachyla się do mojego ucha.  – I tak nie przebija tuńczyka między twoją bułeczką – mówi prowokująco i wcale nie tak cicho jakbym sobie życzyła. Z boku słychać parsknięcie, na  moją twarz ląduje coś mokrego, kieruję wzrok na Kaia i już wiem, że to była cola, którą miał jeszcze przed chwilą w buzi. IGIT! Szybko ścieram z policzka klejącą ciecz.
– Sorry – wysapuje Misiek. Widać, jak mu z tym nieprzyjemnie, aż robi mi się go żal przez tego pacana po mojej lewej. Szczeniak naprawdę nie wie, kiedy skończyć szczekać.
– Nie twoja wina – zapewniam barmana. Wracam spojrzeniem z powrotem do Brutusa, mrużę oczy. To będzie go drogo kosztować. Za często zapomina, gdzie się znajduje i jak go mam w garści. Przynajmniej tyle dobrze, iż zemsta za niedzielę nie jest jeszcze zakończona. Zaczynam w głowie zmieniać plan zamachu na jego klejnoty. Osobiście zadbam o to, by mu worek pękł pod wpływem ciężaru.
– Powiedziałem prawdę. – Broni się, gdy widzi mój wyraz twarzy. Podnoszę jedną brew w górę. Wiem, jak zlekceważenie w tym momencie pójdzie mu w pięty. Robię obrót na palcach po moją przekąskę, po której została tylko pusta biała porcelana. Przeczesuję wzrokiem całą powierzchnię lady, zatrzymuję się na Miśku, trzymającym w szponach moją bułkę z szeroko otwartą buzią, ściekającą śliną z ust i gapiącego się na burgera, jak Sylwester na Tweety. ‘Rewelacja!’
– Lepiej oddaj Yogi – ostrzegam. Podchodząc do niego, wyciągam dłoń po żarcie, robiąc ponaglający ruch palcami, aby zwrócił to, co do mnie należy. Barman z rezygnacją zamyka usta i podaje burgera.  
– Może jednak… – Ponawia próbę wysępienia. Mrużę oczy, wskazuję kciukiem kierunek kuchni, znajdującej się za moimi plecami.
– Tam. Rwij skarpetki. Wara od tuńczyka – warczę. Zadowolona wracam na miejsce, rozkoszując się nowym dziełem nazwanym na moją cześć. Nikt mi tego nie zabierze, ta chwila należy tylko i wyłącznie do mnie. Kai coś szepcze do Samuela, na co kundel zaczyna rechotać jak ropucha. Mi to rybex, co gadają, najważniejsze, że mogę w końcu zaspokoić głód. Po ćwiartce zjedzonego posiłku jestem pełna jak beczka. Jako kobieta z ogromnym sercem idę z resztą na zaplecze, przekrawam bułkę na pół, kładę na dwóch serwetkach, wracam do chłopaków i ze słodkim uśmiechem dzielę się Falą Tsunami. Oboje są zaskoczeni, ale nie odmawiają, tylko rzucają się na kawałek kanapki, z której w przeciągu ułamka sekundy zostają okruszki. Typowe Critters, te małe włochate chodzące piranie, co po sobie nie zostawiają absolutnie niczego oprócz kości. Dostaję od Samuela dziubka w usta natomiast od Kaia w policzek. W lepszym już humorze informuję mojego dzikusa, że idę pokroić do końca melona, na co on z klepnięciem płaską dłonią w czoło przyznaje się, iż kompletnie o nim zapomniał i będzie bardzo wdzięczny za przygotowanie reszty oraz podanie wszystkiego na ladę. Tak jak mówiłam, jestem człowiekiem z ogromnym sercem, nie potrafię odmówić mu tej przysługi, a w rzeczywistości przyszedł czas na zemstę, którą zaczęłam wcielać w życie za zamkniętymi drzwiami w kuchni Toma, tylko on nie ma pojęcia, co dokładnie się za tym kryje. Za każdym razem, gdy podaję nowe przygotowane owoce w metalowym pojemniku, kątem oka widzę, jak Brutus jest coraz bardziej napięty, jego spojrzenie wypala mi na twarzy kratery. Nie daję tego po sobie poznać, w duchu ocieram z szatańskim chichotem dłonie, bo koronacja dopiero nadejdzie. Zmykam szybko do toalety, ściągam w pośpiechu spodnie i bieliznę, robię ostatnie zdjęcie godne pucharu i wysyłam do szczeniaka. Z szerokim uśmiechem ubieram się, otwieram z rozpędem drzwi kabiny i zanim potrafię zrobić krok do przodu, zostaję twarzą dociśnięta do ściennych płytek.
– Ani słowa.
Cholera!

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1288 słów i 7447 znaków, zaktualizowała 13 gru 2019.

6 komentarzy

 
  • Shogun

    Co tu dużo mówić, jak zawsze świetne i Hmm..., no zobaczymy co będzie dalej :)

  • AHopeS

    @Shogun  Bardzo dziękuję.
    Co dalej?  hmmm  :wisielec:

  • Shogun

    @AHopeS  :boje:

  • AHopeS

    @Shogun  :shushing:

  • Shogun

    @AHopeS  :shushing:

  • Basiaa

    I jedzenie hamburgera może być seksowne - BRAWO  :redface:

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję  :wstydnis:

  • Margerita

    łapka w górę uuu Mia ty niegrzeczna kusisz Samuelka

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję

  • nanoc

    Doskonałe, nie mogę się doczekać finału "zemsty" Mii  :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Miło. Dziękuje.

  • Gazda

    Czyżby Brutus nie mógł zapanować nad sobą? Czekam cierpliwie na dalszy rozwój wypadków :bravo:

  • AHopeS

    @Gazda Dziękuję.

  • Aladyn

    Ależ się wszyscy zachwycają tym nowym hamburgerem, a Mia najbardziej...może dlatego, że został jej dedykowany.
    A Brutus-Sam chyba nie pozwoli jej dokonać ostatniego aktu zemsty.   :smiech2:

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję.
    Słyszałam, że żarło i trunki tam dobre są ;)
    Zemsta zawsze jest słodka... :D