Zaskakujące Lądowanie rozdział 71

Zaskakujące Lądowanie rozdział 7171
  Mia

   Owinięta w ręcznik, z turbanem na głowie stoję przed lustrem w łazience i reguluję sobie brwi, by nadać im idealny kształt. Drzwi do mojego mieszkania się otwierają, a za chwilę Samuel ukazuje się w progu toalety.
– Co powiesz? – pyta. Odwracam głowę w jego stronę i zamieram. Trzymana w dłoni pinceta wypada mi z ręki, lądując z brzdękiem w umywalce. Omijam chłopaka, ubieram miękkie papcie, łapię za kluczyki do jego budy i wychodzę z mojego gniazdka. On kpi sobie ze mnie, albo? Co mu do głowy strzeliło, aby włożyć na siebie tak obciachowe ubranie? Sprane, starte na kolanach jeansy, sweterek jak krowie z mordy wyjęty w dodatku na rękawach oraz przy karku wychodzą nitki. Tak chce jechać na obiad do rodziców? Boże drogi! Te ciuchy przypominają typowego mechanika z Pit Stop.
   Przesuwam jedno skrzydło jego szafy w poszukiwaniu czegoś normalnego do mojej sukienki, co kosztowała Lilly dwadzieścia cztery, dziewięćdziesiąt pięć Euro. Ze względu, że nie miałam przy sobie portfela, koleżanka zapłaciła za mnie, a gdy ją w końcu dorwałam i chciałam uregulować u niej dług, kobieta stwierdziła, iż mam ją przyjąć, jako prezent za wsparcie obsługi. Nie dopuszczając mnie do głosu, zatopiła się w dalszej pracy. Nie miałam innego wyboru, musiałam się zgodzić, zanim Samuel mógł dostać wiatru o tej akcji. Jeszcze by pomyślał, że jestem bankrutem. Jeżeli już posiadam coś eleganckiego i z górnej półki, to nie mam zamiaru siedzieć przy stole z jakimś Ferdkiem Kiepskim albo bezdomnym, który nawet w najgorszych dniach posiada przyzwoitsze odzienie od tej szmaty wiszącej na moim chłopaku.  
– Co robisz? – chce wiedzieć, stojąc w futrynie swojej sypialni. Jeszcze pyta? Halo??? To chyba oczywiste! Nosz podnosi mi ciśnienie szczeniak jeden.
– Szukam czegoś normalnego, a nie, co mi przyniesie wstyd – wyznaję mu prawdę. Odkąd go znam, zawsze dbał o swój wygląd i AKURAT dzisiaj wyskoczył jak Filip z konopi w najgorszych łachach tego świata! Grrrr!
– Kochanie, ja jestem norm…
– Morda w kibel i rób bąbelki – ostrzegam, robiąc palcami zamknięcie dzioba, przeczesując garderobę. Wystarczy, że wczoraj znów dał mi powód do wlepienia mu karnego kutasa i to owłosionego! Co on sobie myślał wysyłając mnie z Lilly z podstępem do miasta i to do tych najdroższych sklepów, jakie znam? Zdaje on sobie sprawę, co on mi tym zrobił? Męczarnię, tortury, a ja tak nie cierpię tego typu zakupów, bo mam problem cokolwiek dorwać na moją figurę. Miał szczęście, że znalazłam w jednym z prestiżowych sklepów, coś, co mi się podobało, a zarazem pasowało i to jeszcze niebiosom dziękować, że trafiłam na przecenę! To była trzygodzinna mordęga! Ma fart, że nie ma wypolerowanego wizażu.
Przeszukuję półkę za półką, wieszak za wieszakiem, ale nie ma niczego konkretnego.
– Masz przynajmniej jakąś koszulę? – pytam z rezygnacją.  
– W drugiej części szafy – mówi cicho. Zamykam jedno skrzydło i otwieram drugie. Do oczu wpada mi TEN kolor, który będzie idealnie pasował do mojej kreacji.
– Upiekło ci się – informuję go, wyciągam zadowolona wieszak z koszulą, kiedy widzę… Te fałdy! O matulu! Nie… Nie… Nie… załamuje mnie kompletnie. Istna rozpacz nad tym ziomkiem. Podnoszę drewno z materiałem do góry.
– Znasz takie urządzenie jak… żelazko? – Chcę się od niego dowiedzieć, na co on ze wstydem kiwa głową. – To, czemu wygląda ta koszula, jak wyjęta mrówce z tyłka? – Nawet nie chcę słyszeć jego odpowiedzi. Na te fałdy ani para nie pomoże. Wieszam kłębek materiału z powrotem na miejsce. Przesuwający się metal o metal aż piszczy w uszach. Nagle napotykam się na białą tkaninę w o wiele lepszym stanie. Tym mogę się zadowolić. Łowię ją z szafy razem z ciemnoniebieskimi spodniami jeans, które bardzo lubię na nim podziwiać.  
– Kotku, moi rodzice nawet nie zauważyliby tego, że jesteśmy nadzy. – Zapewnia mnie, ale ja wiem lepiej. Liczy się zawsze pierwsze wrażenie, jak to sfajdasz, masz przesrane na całej linii. Kładę wybrane łachy dla kundla na łóżko.
– Krawat masz? – dociekam.
– Nie założę krawata. Zapomnij! –  Czy właśnie słyszałam bulwers w jego głosie?  Jak jeszcze przed chwilą był zawstydzony, tak teraz przyjmuje postawę goryla. Też tak potrafię i robię to samo. Nie będzie mi tu się stawiać jak pięciolatek, co nie może bawić się klockami Lego. W końcu to jego wina, że jesteśmy w tej sytuacji.  
– Ach nie? – Podnoszę świeżo oskubana brew w górę. – Jesteś mi to winien za wczoraj i za moje biedne starte pięty oraz bolące stopy. Ubierzesz krawat i koniec dyskusji. –  Przemawia przeze mnie nie mała Mia, ale moja domina.
– Nie – mówi stanowczo. Jest tylko jedno wyjście. Szantaż.
– Albo ubierzesz to, co ci każe, albo rezygnuję z twojej propozycji. Decyduj. – Chwytam jego koszulę z łóżka, aby mu ją jeszcze uprasować. Kieruję się w stronę wyjścia, biorę klucze odłożone na regale z butami, ale jednak wracam się do jego sypialni.
– Sam se to uprasuj. – Rzucam tekstylia w jego stronę, odwracam na pięcie i wychodzę. Na schodach zaczynam się cicho śmiać pod nosem, bo wiem, że mam wygrane. Zrobi wszystko, abym przyjęła jego ofertę. Nawet sama zaczynam nad tym dumać, bo warunki, jakie chce mi zapewnić, są bardzo kuszące, a wynagrodzenie większe niż sądziłam, ale musiałabym się wtedy zwolnić z UPS, lecz to nie możliwe, z oczywistego powodu…  
  Ciekawa jestem, w jakim rekordowym tempie Sam stanie przede mną w wybranej przeze mnie kreacji? Przecież muszę czymś zabłysnąć, skoro moje studium poszło na dno i tylko w ten sposób mogę być gwiazdą przy blasku księżyca.

   Więcej niż zadowolona wpatruję się w odbicie lustra szafy. Perfekcyjnie nałożony makijaż, starannie ułożone włosy, co o dziwo wyszło za pierwszym razem, przeważnie w takich okolicznościach jest na nich wywieszka "strajk", z powodu stresu i miesiączki. Zanim ubieram nową zdobycz, robię sobie jeszcze zdjęcie.  
Idealnie! Tak, to byłam kiedyś ja i chociaż mam parę kilo więcej, nawet dobrze się z tym czuję. Teraz muszę jeszcze poszukać w szufladach komody, w pokoju obok, naszyjnik na wyjątkowe okazje. Kieruję się w stronę mebla, zaczynając poszukiwania. W drugim schowku znajduję pudełko i cieszę się na jego widok, lecz radość szybko znika, gdy je wyjmuję, a pod nim leży koperta z podpisem Berger. Marszczę brwi, wyciągam je, patrzę do środka i jak kocham Samuela, tak zostanie przerobiony na pasztet.  
Dwa banknoty po pięćset Euro, jedno dziesięć i dwadzieścia plus trzy po dwieście. To są te pieniądze, których nie chciałam przyjąć i moje, za które miał zapłacić włoską kolację. A reszta to nawet nie wiem… lecz się domyślam. Urwę mu łeb, wycisnę mózg do ostatniej kropelki. Przysięgam!
Ciekawe, co będzie miał na swoją obronę? Klucz w drzwiach do mojego kąta przekręca się w zamku. Kładę kopertę z zawartością na stolik. Istniejący we mnie dynamit zaczyna odliczanie. Lepiej, aby chłoptaś miał dobre argumenty… albo księdza.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1265 słów i 7277 znaków, zaktualizowała 12 lis 2020.

5 komentarzy

 
  • Shogun

    O nieeeee Samuel znowu dostanie cięgi haha  :devil:

  • AHopeS

    @Shogun  Dziękuję.
    Czy dostanie, tego nie wiem...

  • Shogun

    @AHopeS Oho, czyżby coś innego się wydarzyło? :)

  • AHopeS

    @Shogun  :shrug:

  • Shogun

    @AHopeS No i co ja mam zrobić? haha Chyba po prostu czytać dalej :D

  • AHopeS

    @Shogun  Innego wyjścia nie ma :)

  • Basiaa

    No spotkanie na szczycie zapowiada się ekstra.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję :D

  • Margerita

    łapka  w górę Samuelku ty chciałeś tak iść na obiad do rodziców szoruj się przebrać, ale już

  • AHopeS

    @Margerita  :lol2:  Dziękuję

  • nanoc

    No bomba, - a z Mii - to ja bym nie zadzierał, świetny kawałek tak jak reszta - głodny jestem kiedy ten obiad .....  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.

  • Gazda

    Oj ,oj ktoś podpadł. Cóż to będzie się działo., :bravo:

  • AHopeS

    @Gazda Serdecznie Dziękuję.  :)