Zaskakujące Lądowanie rozdział 63

63
Mia

   Przez chwilę zostaję zmieciona z powierzchni ziemi. Czy on właśnie zrzucił na mnie bombę pod nazwą „ Zapraszam cię do świata rekinów.  Zostaniesz ich przekąską?” Obiad u jego rodziców? Jego rozum musi znajdować się w użytej po numerku gumce.
Mam być jeszcze większym pośmiewiskiem niż jestem? Po moim trupie! Odwracam się w jego stronę.
– Samuel Jonas Berger! Ty chyba Andrzej jesteś! Zapomnij… E, e… No Way! –  Kręcę głową. Specjalnie wypowiadam jego pełne imię, bo wiem, jak go to wpienia. Kiedy przez przypadek odkryłam i wypowiedziałam je na głos, to myślałam, że dostanie wścieklizny. Jakoś tym razem to na niego nie działa i gapi się na mnie jak pies na pasztet.
– To tylko obiad, nic więcej. Rodzicie już od tygodni obgryzają mi uszy. – Próbuje złagodzić gotującą we mnie krew. ‘Od TYGODNI???’  
– Wow… chwila! –  Podnoszę rękę – jak od tygodni? My jesteśmy parą od kilku dni. – Odświeżam mu umysł. Czy on myśli, że ma głupka przed sobą? Aż tak durna nie jestem i umiem liczyć. Nie, nie poddam się jego maślanym oczkom. Nie tym razem!  
– Dowiesz się jutro, przynajmniej skończą terroryzować i wbijać wiertła we flaki. – Jego ton mi się nie podoba, jest stanowczy. Moja upartość wzrasta na sile.
– Odmówisz i problem rozwiązany. Wiesz jak zaszczekać. – stwierdzam. Co mu strzeliło do głowy? Mało robię mu siary? Dobrze wie, jak mnie przerażają takie sytuacje, a on chce mnie podać sępom na srebrnej tacy? Wie, jaka jestem niestabilna i w dodatku przecieka mi rura. To zostanie zakończone podwójnym morderstwem!
– Oni są otwarci, wyrozumiali, mili, weseli, znają się na żartach… – chwilę się zastanawia – czasami… – dodaje.
‘No fajnie. Fantastycznie!’ To w ogóle nie mam co sobie łamać głowy, bo i tak mnie nie zaakceptują. Nie będę zaprzątać sobie głowy rekinami.
– To po co… Ach! – Podnoszę ręce i opuszczam je z braku sił oraz słów do tej rasy małp. Mało mu moich wiejskich akcji? Samuel kładzie dłonie na moich barkach.
– Żartowałem kotku. Moi rodzice są wyluzowani, nie masz powodu do obaw… Oprócz dymiącej czachy. Poza tym ojciec powiedział, że jak się nie pojawisz, to tego samego wieczoru zaciągnie mamę choćby i za kudły do baru, aby móc cię poznać, a uwierz mi, na to wejście smoka sam nie jestem przygotowany. Zrób nam obojgu tę… – Podnoszę dłoń, by mu przerwać te brednie, które właśnie wypłynęły z jego jamy ustnej.
– Stop kochaś. Teraz to na pewno moja noga nie przekroczy progu twojej budy. Nikt, ani Berger seniorzy, ani woły mnie tam nie zaciągną. Mało ci narobiłam wstydu? Po wczorajszym wydarzeniu nie zdziwi mnie jak będę tematem nr1 dla całego Dornweiler, jak już nie jestem hitem na Facebooku czy You Tube, najlepiej zakopię się pod tym krzakiem przy naszym bloku – melduję. Zbieram z podłogi upuszczone ubrania.
– Nie wydaje ci się, że strasznie przesadzasz? To tylko głupi, dobry obiad. A to, co się wczoraj stało, kogo to obchodzi? A jeśli i nawet ktoś wziął rejestr i będziesz na platformach. Możesz pozwać tę osobę, co cię wstawiła do sieci i zgarnąć grube pieniądze… Albo być królową netu. – Uśmiech Lucyfera dekoruje jego buzię, a zaraz po tym zaliczam solidnego klapsa w prawy pośladek. Podskakuję lekko w górę i wciągam powietrze, lecz zamiast odczuć ból, moja reakcja ciała jest inna. Wstrzymuję ponownie oddech.’ To nie może być prawdą!‘ nie mogę…
– Podobało ci się, mam rację? – pyta, ukazując całą rajkę prostych zębów. W milisekundzie zakładam maskę, aby nie pokazać przyjemności, która przebiegła przez moje ciało.
– Odbiło ci?  Sam się klepnij – stwierdzam lekko niedowierzającym tonem.
Mój chłopak daje sobie klapsa w tyłek, robiąc przy tym minę rozkoszy.  
– W czoło Samuel… W czoło – odpieram zrezygnowana.  Już po raz setny dochodzę do tego samego pytania ’Gdzie wylądowałam tamtego dnia?’ Gdybym nawet chciała zaprzeczyć i żałować, tak nie potrafię. To było tak zaskakujące lądowanie, że aż straciłam rozum i serce na posadzce Samtajl-Bar. Odwracam od niego wzrok, wlepiając go w trzymane w stalowym uścisku, przygniecioną do piersi garderobę.
– Chodź pod ciepły strumień wody. Umyję ci… – Natychmiast podnoszę głowę, borując mu jednocześnie palec w brzuch.
– JA idę pod prysznic, TY dzwonisz do pani Berger i odwołujesz szamanie. –  Kwituję. Co on sobie myśli, że jak mu dam palec do oblizania, może od razu całe ciało? Nie ze mną te numery, a zwłaszcza po tej torpedzie. Sam prostuje się, robi pozę typowego goryla, krzyżując ramiona na klatce.
– Nope kochanie. Jeśli chcesz odmówić termin u seniorów, musisz osobiście do nich zadzwonić i podać powód, dlaczego twój okrągły pełny tyłek nie zasiądzie za ich stołem – mówi bez cienia uśmiechu. Włosy na głowie stają mi dęba. Niedobrze. Staram się wyszukać w jego twarzy cokolwiek, co wskazywałoby, że mnie wkręca… ale nic, kompletny marmur.
– Wtapiasz albo? – pytam z nadzieją, lecz on kręci przecząca głowa. Tupię nogą.
– Grrr! – Odwracam się na pięcie, omijam go i wychodzę z pomieszczenia z nastawieniem na spokojny uwalniający prysznic tylko sama ze sobą. Szkoda, że one jest w sekundzie zrównana z ziemią. Wychodzimy ze sypialni nadzy niczym Adam i Ewa, brakuje nam jedynie listka pomiędzy nogami.  
W futrynie do pałacu orzeźwienia odwracam twarz w stronę chłopaka.
– Dokąd to kundlu? Do budy! – Warczę w jego stronę, a palcem wskazuje na sufit.
– Wedle życzenia moja pani. – Kłania się niczym sługa.
Coś tu nie gra. To było za proste. Nawet otwiera mi drzwi do toalety, po czym je przymyka, a za chwileczkę słychać, jak drzwi mieszkania robią ciche klik. Dziwnie trochę, żadnego protestu ani dociny. ‘Czy on właśnie wyszedł na golasa?’ Ach, obojętnie.
Z półki biorę świeży ręcznik, odkręcam kran w kabinie i czekam parę sekund. Woda na początku jest lodowata. Będąc pewna, że leci strumień ciepłej wody, wchodzę pod nią. Od razu muska moje napięte z emocji mięśnie, w mgnieniu oka się rozluźniam.
Zaczynam dumać nad nieoczekiwanym zaproszeniem rodziców Samuela, jeżeli jedynym rozwiązaniem jest, iż tylko ja mogę odwołać jutrzejszą zaprogramowaną katastrofę, szukam w głowie dobrego pretekstu. Miło ze strony Państwa Bergerów, lecz obawa, że nie przypadnę im do gustu, jest zbyt duża. Najbardziej martwią mnie te pytania, spojrzenia, niemiłe tematy albo te za bardzo obciachowe. Nie dziękuję, nie skorzystam z tego. Nawet nie mam czym zabłysnąć, gdy zapytają o moje wykształcenie. Co im powiem?
‘Ah, wiedzą państwo, mojemu choremu byłemu chłopakowi naszła zachcianka na zabawę w rzeźnika, powodując, iż dokończenie studium było nie możliwe, dlatego nie mam żadnego konkretnego wykształcenia’. Bez przesady, tego nie muszą wiedzieć. Ogarnia mnie złość na tego palanta, co zepsuł mi przyszłość. Niech gnida zdechnie w pierdlu w najgorszych warunkach!
Muszę wejść na inny tok myślenia. Samuel. Tak. Gdy wyznał mi swoją miłość, zrobiło mi się gorąco, a zarazem te miłe słowa dodały mi minimalnej otuchy. Nie mogę do tej pory uwierzyć, że pokochał właśnie MNIE i choć mam stado motyli w brzuchu i powinno mi to pomóc w nabraniu pewności w siebie, tak nie pomagają mi ani trochę. Znam prawdę i fakty. Zawsze będę miała obawy i będę sceptyczna względem innych. Spowodowane zostało to tym, iż nigdy nie byłam doceniana, nikt nie widział we mnie tych starań, robili mnie mało wartościową, a w szczególności teraz, kiedy jestem gruba, oszpecona w dodatku z uszczerbkiem na zdrowiu. Takiej osoby nikt nie bierze pod uwagę.
Ze złością biorę żel pod prysznic, wyciskam płyn na rękę, a następnie zaczynam myć się od głów do stóp, aby wyjść z transu, który powoduje przyśpieszony puls. Wracam z powrotem do wymówki, by wykręcić nas z obiadu. Nie znoszę takich sytuacji, nigdy nie wiem, co powiedzieć, jak się zachować. Być pod obstrzałem jest najgorszą rzeczą, jaka może przydarzyć się takiej osobie jak ja. W takich chwilach czuję się niezręcznie i najlepiej uciekłabym na Himalaje. Same te pytania albo podanie ręki na przywitanie i dostanie czerwonego stempla w czoło ‘ NEXT’ przeraża mnie.  Acz z drugiej strony jak sobie przypomnę czas, gdy poznałam Samuela i gdy ekipa z baru przywitała mnie z otwartymi ramionami, było miłym zaskoczeniem. Nie dali mi poczucia bycia odepchniętą, niechcianą. Zawsze z nimi jest wesoło.  Hmmm… Zastanawiam się chwilę. A może ja robie sobie niepotrzebny stres, bo akurat wilk nie jest tak groźny, jak go piszą?  
  Wchodzę pod strumień wody, spłukuje z siebie płyn, a za chwilę biorę szampon, aby umyć głowę. Wcieram go we włosy, piana spływa mi na oczy, zmuszając, by je zamknąć. Przypominam sobie, gdy Sam wspomniał o groźbie Toma, zabawne trochę, lecz jeden scenariusz z wczorajszego wieczoru zostaje przez mój umysł na nowo odtworzony. Kai przyłapał mnie na gorzkim płaczu. Wtedy wybuchłam i mu powiedziałam, wręcz wyplułam mu pod nogi, jak jestem zadurzona w jego przyjacielu, oraz o obawach zakończenia z jego strony związku. Nagle na brzuchu wyczuwam cudze dłonie. Z piskiem podskakuję parę centymetrów w górę i…
Cholera!

169 czyt.
100%52
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1674 słów i 9517 znaków.

2 komentarze

 
  • nanoc

    nanoc · 20 lis 19:56

    Świety kawałek, fajny dialog Mii z samą sobą, Czytamy dalej

  • Margerita

    Margerita · 20 lis 13:57

    Łapka w górę Mia wyluzuj to jest tylko obiad u Sama rodziców