Zaskakujące Lądowanie rozdział 45

45
Mia

    Samuel łapie mnie jedną ręką w pasie, drugą za tył głowy i częstuje mnie nieoczekiwanym dłuższym całusem w usta, a kiedy mnie uwalnia, dostaje ode mnie solidnego klapsa w ramię. ‘Baran’.
Lekko zmieszana po ataku, odwracam się w stronę Lilly, która ma szeroko otwarte oczy.
– Zadowolona z demonstracji? – pyta sarkastycznie Sam, gdyż ja próbuję poskładać myśli w jedną całość. Kelnerka speszona z czerwoną twarzą kiwa głową, robi odwrót na pięcie, wychodząc pędem z pomieszczenia.
– Dałeś popis chłopie. Zostaniemy przerobieni na surówkę – stwierdzam.  
– Hej! Nie zwalaj winy na mnie. Sama powiedziałaś, co robiliśmy – skarży się, dając mi klapsa w tyłek, na co z kwikiem podskakuję w górę.
– Bo Lilly nie wie, kiedy wciskam kit, więc miałaby nad czym dumać, ale nie! Ty musiałeś oczywiście nas w kopać. Teraz patrz, jak to wyprostujesz – ostrzegam z uniesionym palcem, lecz go nie oskarżam. Przyznaje się, nie przewidziałam tego pocałunku, dlatego zaskoczenie było ogromne, a zarazem bardzo miłe.
– Ok. Ok – mówi, machając dłońmi w geście kapitulacji. – Nie wiedziałem, co mam robić, dlatego to była moja pierwsza reakcja. – Broni się, opuszczając wzrok na swoje buty, wsuwając jednocześnie ręce w kieszenie spodni. Jakby jeszcze zaczął robić nogą kółeczka w podłodze, to bym miała idealny obraz speszonego Samuela. Jego postawa oraz niepewność jest dla mnie po prostu bezcenna, przez co zakochuje się w nim jeszcze bardziej.
– Nie jesteś zła za tę akcję? – dopytuje cichym zawyżonym głosikiem. ‘Powaga? Włączył status nastolatka?’ Nie potrafię inaczej, podchodzę do niego i daję buziaka w policzek.
– Lepiej chodźmy, zanim Kai albo Tom wpadną na pomysł z darowizną gumek – oznajmiam, Samuel ma lekki uśmiech, ale wiem, że nie to chciał usłyszeć.
– Prawda skarbie, oni są nieobliczalni – przyznaje mi racje, podaje mi swoją dłoń. Wchodzimy razem po schodach w górę i zanim chłopak otwiera drzwi, odwraca się w moją stronę.
– Gotowa na atak?
– Wściekły pies obroni mnie przed napadem żeńskich hormonów – odpieram ze słodkim uśmieszkiem na twarzy.
– Święta prawda. Pogryzę każdego, kto zbliży się do mojej pańci. – Zapewnia mnie, po czym ramię w ramię wchodzimy na korytarzyk prowadzący do knajpy.
Gdy wchodzimy ze splecionymi dłońmi do głównego pomieszczenia, oblewa mnie uczucie szczęścia.
   W Barze zapada grobowa cisza, wszystkie oczy skierowane są w naszą stronę. Kai i Tom szeroko się uśmiechają, Joschua i Noel siedzą cicho, Karin wskazuje na nas palcem. Nawet nie musi nic mówić, słowa ‘Ha! Wiedziałam’ świecą czerwoną neonówką na jej czole, Lilly i Sabrina tylko patrzą, choć ta pierwsza zwalcza uśmiech, tak druga ma oczy niczym dwa Euro.  
– Mordy w kubeł, inaczej szorujecie szczoteczką do zębów wszystkie fugi w kiblu – ostrzega Samuel. Podchodzimy bliżej i zajmujemy miejsce przy zgromadzonej wokół stołu grupie. Sam wydając polecenia niczym generał, nie puszcza ani na sekundę naszych splecionych dłoni. Karin siedząca po mojej lewej nachyla się do mojego ucha.
– NO w końcu. Już nie szło na was patrzeć – mówi. Mimowolnie powstaje na moich ustach delikatny uśmiech, ale dźgam ją na uspokojenie łokciem w żebro.
– Ciii – syczę w jej stronę, skupiona na słowach Samuela oraz dotyku jego kciuka, robiącego kółeczka na mojej dłoni.  
Przyznaję, jestem napalona na kundla, pulsowanie w łonie jest nie do zniesienia, a pieszczoty mojej skóry jedynie podsycają rozpalony w żyłach ogień podniecenia. Najlepiej zamontowałabym sobie rynnę do pyska, by mieć lepszy odpływ zgromadzonej w ustach śliny, której nie nadążam połykać. Gdyby Karin nam nie przeszkodziła, to nie wiem, czy umiałabym się pohamować. Byłam o krok od błagania, by uwolnił mnie z sideł chcicy. Teraz siedzę jak podłączona pod jakiś zasilacz trusia, próbując zwalczyć bez skutku rosnące podniecenie. W myślach odmawiam modlitwę do wyższych sfer, aby Samuel zakończył  meeting, bym mogła się stąd ulotnić. Potrzebuję zajęcia, aby nie pogłębiać się w pobudzonych przez niego zmysłach.
– No dobra ludziska, ja z Mią jedziemy do Fegro. Kai przejmujesz pałeczkę – oznajmia.  
‘Alleluja! W końcu!’
Cała siódemka salutuje, co bardzo zabawnie wygląda, Sam nachyla się w moją stronę.  
– Palimy lacia, słoneczko – szepcze, przygryzając lekko płatek ucha w sposób, by nikt nie zaczaił.
Przy samochodzie Samuel otwiera drzwi pasażera i wskazuje gestem, bym zajęła miejsce w Audi.
– Madame.  
– My Lord – odpowiadam, lecz zanim usadawiam kuper w pojeździe, zauważam…
– Mamy podglądaczy – informuję mojego rycerza.  
W dużym oknie przyklejone są wszystkie twarze pracowników, obserwujących nasze zachowanie. Samuel podnosi wzrok, pokazuje środkowy palec, a na jego twarzy widnieje łobuzerki uśmiech. W mgnieniu oka przechyla mnie do tyłu, z moich ust uchodzi cichy krzyk, który tłumi głębokim pełnym namiętności pocałunkiem.
‘Toż to wariat jeden!’

1 773 czyt.
96%253
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 866 słów i 5172 znaków.

3 komentarze

 
  • Aga

    Aga · 23 sierpnia · 204025635

    Super opowiadanie Czekam na dalsze czesci

  • Margerita

    Margerita · 22 sierpnia

    Łapa w górę oj Sam Sam

  • Gazda

    Gazda · 22 sierpnia

    Nie ma jak dobra lektura przy porannej kawie