Zaskakujące Lądowanie rozdział 112

Zaskakujące Lądowanie rozdział 112… 1...


   112  
  Samuel  

  Chociaż jestem zły na Mię za akcję dzielenia swoich napiwków między ekipą i najlepiej sprałbym jej za to tyłek, tak muszę przyznać dziewczynie rację. Za mało się angażujemy, a kiedy kobieta prosi nas o pomoc, to prowadzone dyskusje przeważnie kończą się na głupich żartach lub pomysłach. Rozumiem jej rozczarowanie naszą trójką, bo moglibyśmy odciążyć ją z obowiązków. Jej informacja o dzisiejszych planach obudziła we mnie wyrzuty sumienia przez brak naszej kompetencji. Udowodniła nam to przed wyjściem z baru, który właśnie z poślizgiem opuszczam. Pędzę do samochodu, aby dziewczyna nie szwendała się sama po miasteczku o drugiej w nocy, a w dodatku panują niskie temperatury. Otwieram drzwi bryki, odpalam motor, wbijam wsteczny, a chwilę później jadę w kierunku mieszkania, bacznie obserwując chodnik. W oddali widzę ciemną sylwetkę, im bliżej podjeżdżam, tym bardziej jest widoczne, że to moja dama. Parkuję na ulicy parę metrów dalej, a zanim wychodzę z Audi włączam światła awaryjne i podchodzę do Mii śpiesznym krokiem.  
– Żabko. Chodź, pojedziemy do domu, wyśpimy się, a rano usiądziemy w czwórkę przy śniadaniu i omówimy wszystko na spokojnie. Obiecuję cię bardziej wesprzeć w tym, co dla nas robisz. – Stoimy dwa kroki od siebie, chcę otulić ją ramieniem, lecz ona robi krok w bok, powodując tym ukłucie w sercu. Mia mnie odpycha, ignoruje, a ja czuję się podle przez to, jak ją potraktowaliśmy. Przecież ona się dla nas poświęca, a my jedynie pogarszamy relacje między nami.  
– Masz rację, nie powinniśmy zostawiać cię z tak ogromnym ciężarem, robiąc ci w dodatku jakiś dym za głupie napiwki, które należą wyłącznie do ciebie – przyznaję się, patrząc w jej twarz z czerwonym nosem i drżącymi szczękami. Ponowna próba objęcia kończy się pozostawieniem mnie na chodniku, zatrzaśnięciem drzwi i czekaniem na ruszenie bryki z piskiem opon, do którego o dziwo nie dochodzi. Zerkam za siebie. Napięcie znika, gdy dostrzegam Mimi na miejscu pasażera. Ufff. Jest bardziej inteligenta niż ja.  
  W nieprzyjemnej ciszy zmierzamy do naszego bloku. Po raz pierwszy od trzech miesięcy grozi mi spędzenie nocy w samotności. To już wolę spać na lodowatej klatce schodowej pod jej drzwiami niż rzucać się z boku na bok w pustym łóżku. Choć taka sytuacja od czasu, kiedy się znamy, wystąpiła tylko raz, to i tak nie znoszę tego stanu. Nie wiem wtedy, co robić, w jaki sposób ją udobruchać. Również jestem świadomy tego, iż Mia często zgrywa kwokę, abym odczuł popełniony błąd, rozwiązując to palniętym głupim tekstem, przy którym ona w sekundę wymięka. Natomiast teraz… Teraz wygląda to znacznie inaczej, a powód jest prosty. Dla mnie, Kaia i Toma zrobiło się oczywiste i wygodne, oddawać sprawy w ręce Mii, robiąc sobie przy tym idiotyczne żarty, doprowadzające ją do białej gorączki. Dziewczyna zataiła to pod betonowym murem, który kwadrans temu legł w gruzach. Może nie wpadła w oczekiwaną furię, ale dała każdemu z nas do zrozumienia, jak bardzo jest nami zawiedziona. Tu nie chodzi tylko o szefostwo, ale również nieprofesjonalne zachowanie pracowników, którzy kochają ją ponad wszystko, tak jak ja, a my mamy czelność tego nie doceniać, lecz dołować, stroić drwiny kosztem naszej przyszłości.  
Boże, ależ jestem do bani!  
Przysięgam! To się od dzisiaj zmieni. Będę ją uważnie wysłuchiwał, angażował się i podejmował razem z nią Kaiem i Tomem decyzje. Ten biznes należy do naszej trójcy.... jeszcze.  

   Natrętny dzwonek do drzwi oraz dwie ogłuszające melodie naszych telefonów sprawiają, że podskakuję niczym przestraszony kot. Brakuje, abym wbił pazury w sufit, jak to zazwyczaj bywa w kreskówkach. Cały zdezorientowany rozglądam się po mojej sypialni. Mia nie wygląda ode mnie wiele lepiej, z tym że ona próbuje wstać z łóżka, ale przez owiniętą nogę w pościeli spada w dół niczym worek kartofli.  
– Auć – mamrocze, a w mieszkaniu zapada cisza.    
– Wszystko okej piętro niżej? – Chcę wiedzieć, wstając z łóżka.  
– Wal się, Pluto – syczy, podnosząc się – powieszę tego, który… – przerywa jej ponownie hałas. Mii komórka daje z siebie przerażający dźwięk oraz ukazuje imię Toma. 'Od kiedy ma jego numer?' Zanim kobieta zdąży uchwycić fon, biorę go w dłonie i odbieram połączenie.  
– Czego! – warczę przez zaciśnięte zęby.  
– Tobie również dzień dobry. Otwórzcie wrota – mówi wesoło do słuchawki, po czym słychać sygnał przerwanego połączenia. Mimi, która w międzyczasie stanęła na nogi, unosi brew w górę, a ja rzucam szajsonga na łóżko, spoglądając szybko na godzinę. 8:59.  
– Tom stoi pod blokiem. Jest dziewiąta – informuję moją dziewczynę. Jej oczy rozszerzają się z przerażenia.  
– CO?! – wrzeszczy i sprawdza ponownie czas. – Niech to szlag…  
Ten widok, jaki mam okazję widzieć jest piękny. Mia dostaje takiego nitra, iż mam wrażenie, że wystrzeli niczym rakieta na Marsa. Łamiąc sobie prawie nogi, wybiega do toalety, a ja z cichym pod nosem rechotem naciskam guzik domofonu, by Tom mógł wejść do środka i otwieram drzwi do mojego mieszkania. Wracam do sypialni, aby wskoczyć do dresowych spodni, a na górę zakładam pierwszą lepszą bluzę.
– Jakbym wiedział, że zaśpicie, to bym tak nie pędził. – Słychać głos skarżącego się kuchcika.
– A ja bym pospał pół godziny dłużej – odpiera Kai. On też tu jest? Interesujące. Widocznie nie tylko ja czuję się okrutnie z zaistniałą sytuacją, ale przynajmniej nie musiałem spędzić nocy sam. Mia, która w niespełna dziesięć minut później wychodzi odświeżona, owinięta w swoją puszystą podomkę, wita się z kuzynami i człapie do kuchni przyrządzić wszystkim kawę. Na twarzy Tsunami brakuje makijażu. Według mnie, Mia nie ma potrzeby smarowania twarzy dziwadłami.  
Korzystając z okazji, czmycham do łazienki zrobić poranną toaletę.
    Podczas śniadania w małej kawiarence, bardzo uważnie wysłuchujemy mojej damy. Informuje nas o dzisiejszych terminach oraz o dacie otworzenia Samtajl-Night jeszcze w tym roku. Podzielone między nami zadania, które mamy dopilnować i we własnym zakresie zorganizować, stanowczo mnie przerażają. Jak jakieś szczeniaki ze schroniska błagamy ją o litość, lecz nic z tego. Mia jest twardą biznesmenką, dającą nam ultimatum. Albo robimy, co nam każe albo mamy sobie sami poradzić, a ona zajmie się pierwotną pracą umieszczoną w kontrakcie. Bez innego wyboru poddajemy się tej komendzie.  
  Szkoda, że nie wiedzieliśmy, jakim terrorem stanie się dzisiejsze przedpołudnie. Jednak dzięki połączeniu wspólnych sił, większość punktów ze sporządzonej przez Mię listy została odhaczona z pozytywnym rezultatem. Pierwszy materiał w sklepie budowlanym również został zakupiony. Nasze Słoneczko, aż promienieje ze szczęścia, a wczorajsze ciemne chmury zostają przegonione niczym machnięciem czarodziejskiej różdżki. Przynajmniej jeśli chodzi o naszą załogę, ponieważ firma, którą zaproponował Ka,i nie ma szczęścia poznania Mimi z ciepłej strony, wręcz przeciwnie. Kobieta jest zimna, pozbawiona uśmiechu, nietolerująca sprzeciwu. Zastępca tronu firmy Max&Sohn, Damian z pełnym poszanowaniem oraz dużą uwagą słucha mroźnego, a zarazem rozkazującego tonu mojej pani, która krok po kroku wyjaśnia nasze życzenia, ukazuje zakupiony materiał oraz zaplanowany zarys pomieszczenia. Facet z sekundy na sekundę staje się coraz to bledszy. Po oprowadzeniu Damiana, notującego sobie każdy jeden szczegół, a może nawet każde wypowiedziane przez Mimi słowo, stajemy w piątkę przy prowizorycznym stole.  
– Muszę panią z góry uprzedzić, iż metalowy podwieszany balkon z dwoma parami schodów jest bardzo kosztowny – informuje nas Damian.  
– Jestem tego świadoma – odpowiada profesjonalnie Mia. – Dlatego wymagam od pańskiej mądrej głowy złożenia nam jak najlepszej propozycji lub tańszej solidnej alternatywy w atrakcyjnej dla nas cenie. W końcu nie chcecie zostać seryjnymi mordercami, jeśli konstrukcja runie w dół – mówi niby pół żartem, ale tak naprawdę nawet i mi żołądek skostniał, gdy usłyszałem te słowa. Kobieta nie zna granic, aby chwycić byka za rogi.
– Proszę pani, ale koszty… – zaczyna Damian.  
– O połowę materiału sama zadbam, dlatego wiem bardzo dobrze, iż pańska firma nie może zedrzeć niepotrzebnej sumy za surowiec, który mogę dostać za połowę ceny. Jeśli chcecie to zlecenie, na które palą się trzy inne firmy, wymagam od was kuszącej propozycji w przeciągu trzech dni. Dziękuje panu za miłą pogawędkę, a teraz przepraszam. Praca wzywa. – Podając mu dłoń, dodaje – czekam na Pańską ofertę. Do widzenia. – Żegna się i zostawia nas totalnie osłupiałych. Z ciężkim przełknięciem śliny spoglądam w kierunku wychodzącej z lokalu panienki. Jeszcze musi prowokująco kręcić tyłkiem!  
– Niech mi jelita skręci – szepcze młody szef firmy – Twarda. Wie, czego chce, idealnie poinformowana, zna limit. Już ją kocham. – Na te słowa, widzę czerwono, a zarazem wiem, że to był jej plan. By ją podziwiano. Zanim mogę kolesiowi zwrócić uwagę w kontekście „kocham ją” Kai trzepie ziomka w ramię.  
– Należy do naszej trójki i nie zamierzamy się nią dzielić. Lepiej zrób, co mówi, jeżeli chcesz na koniec mieć z tego korzyść, a jeśli będzie zadowolona, to może wybić waszą firmę w górę, jak jest to w naszym i Rocka-Buam przypadku. – Daje koledze do zrozumienia, jaką moc posiada moja laska.  
  Po ostatnim występie zespołu w naszej budzie, ich reputacja ogromnie wzrosła, nie tylko w sieci internetowej, ale również mogliśmy podziwiać ziomków w plotkarskim magazynie oraz w programie telewizyjnym. Mariusz i Band stali się bardziej słynni, niż oczekiwali.  
– Postaramy się spełnić każde życzenie panienki Dosch – mówi Damian. To mi się podoba, Kai klepie go po pleckach na znak podjęcia rozsądnej decyzji. Sięgam do kieszeni po telefon, wybieram numer. Już po pierwszym sygnale słyszę:  
– Samtejl-Bar. Dosch przy telefonie. – Muszę opanować śmiech, słysząc jej opanowany ton.  
– Dzień dobry, Pani Dosch. Mogę prosić o termin w celu podpisania umowy pomiędzy Samtejl-Night a Max&Sohn? – pytam. W słuchawce nastaje cisza. Spoglądam na zasięg. Połączenie trwa.  
– Pani Dosch?


Od Autora
Tłusty czwartek był.
Czas na śledzika i dobrego...?
… Sznapsika.
Dacie radę załapować do pięćdziesiątki?
Czas start!
Pozdrawiam i powodzenia!
AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1823 słów i 10821 znaków, zaktualizowała 19 lis 2020.

7 komentarzy

 
  • Margerita

    Łapka w górę no Sam nieźle sobie nagrabiłeś

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję bardzo.

  • Shogun

    Biedny młody szefuńcio  :lol2:

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję.
    Czy taki biedny? :shrug:

  • Shogun

    @AHopeS Heh  :lol2:

  • Basiaa

    Konkretnie i zdecydowanie to załatwiła, a odcinek tak dobry jak postać Mii i Samuela. Gratulacje :)

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję :)

  • Dyzio55

    A może coś? Choć trochę jeszcze...

  • AHopeS

    @Dyzio55 😉

  • nanoc

    Śliczna, inteligentna, mądra - prawdziwa bizneswoman, to mi się podoba, ma babka "jaja", trzeba mieć talent by to tak fajnie napisać  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.

  • Aladyn

    Mia okazuje się być nie tylko świetną, inteligentną, mądrą i piękną dziewczyną, ale też niezwykle sprawną menedżerką. Dobrze, że Samuel i reszta w końcu zrozumieli, że należy dbać i pomagać temu skarbowi, który zyskali.
    Autorce należą się łapki w ilościach jak największych.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję.

  • Dyzio55

    U mnie masz 200% lajków. Jak się uda to dołożę. Oczywiście czekam na dalsze części...

  • AHopeS

    @Dyzio55  Dziękuję