Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 98 - 99

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 98 - 99... 1 ...

98
Mia

– Nie uważasz, że to za wcześnie? – Pytam mamę, która towarzyszy mi podczas wizyty u doktora Wagnera. Ledwo co się toczę, a ona mnie jeszcze wepchała do drogerii vis-a-vis przychodni, tylko po to bym dostała oczopląsu na widok dziecięcych butelek.
– Córuś, słyszałaś lekarza? Lepiej dmuchać na zimne – odpiera matka, biorąc już z dwudziestą butelkę do ręki. Tak, zrozumiałam go dobrze i wyraźnie, ale tu nie było mowy o wparowaniu do Rosmanna niczym czubki, tylko o ciszy i spokoju. Żadnego stresu, wysiłku czy przemęczania się, a najlepiej, gdybym przeleżała cały dzień w pościeli. Z miłą chęcią bym z tego skorzystała, ponieważ bobasy kosztują mnie coraz więcej siły oraz energii. Chwytam się za czoło, chcąc jakoś dyskretnie poinformować rodzicielkę, aby przestała świrować, zanim zjawią się osoby z oddziału dla niepełnosprytnych.  
– Mamo… Rozumiem twój zachwyt na myśl o byciu babcią, ale ja cię naprawdę, ale tak naprawdę proszę. Zostaw sobie coś na rezerwę. – Staram się być bardzo miła, ale to nie takie proste, kiedy z minuty na minutę wzrasta we mnie niepokój, a co gorsze nie potrafię zidentyfikować źródła jego napływu.
Samtajl przynosi większe zyski niż z początkiem tego roku. Nasi prawnicy zawzięcie przygotowują się do rozprawy. Mama jest świeżo zakochana i choć się tego wypiera, widzę ten nieschodzący uśmiech z jej twarzy. Julian dostał czerwoną kartkę oraz dożywotnią opiekę nad Jasiem i Małgosią. Samuel robi wszystko, bym była zadowolona, za co bardzo wysoko go cenię, a także nagradzam. Jednak nie odpuściłam im kary względem umeblowania pokoiku. W końcu jestem bardzo ograniczona ruchowo, a to znów prowadzi do następnej porcji frustracji, która podsyca lęk w środku ducha.
– Bardzo przypominasz mi samą siebie, kiedy byłam z tobą w ciąży, ale zaufaj mi... To minie w chwili, gdy zobaczysz maleńkie istotki. Wszystkie biegnące myśli i niepewność odejdą w niepamięć przez fascynację matki natury. Wiem, o czym mówię – uspakaja mnie mama, odstawiając na półkę plastikową buteleczkę. – W takim razie gnamy do domu. Ty się położysz, a ja ugotuję obiad wzmacniający wam siły – dodaje. Opuszczamy sklepik. Jestem ciekawa, jak Brutus zareaguje na pierwsze zdjęcie w formacie 3D. Gdy ujrzałam maleństwa z tej perspektywy, byłam od razu zachwycona tymi małymi noskami i paluszkami.
   Na klatce schodowej naszego bloku słychać głośną muzykę.  
– Ciekawe, który z sąsiadów robi sobie imprezę w porze obiadowej – mówi mama.
– Dopóki nie zostanie to nawykiem, mogę przymknąć oko – odpieram, przekręcając klucz w drzwiach mieszkania, aby za chwilę przytknąć sobie uszy przez dudniące basy. Właśnie dostałyśmy odpowiedź.
‘Co im znowu do łepetyny strzeliło?’ Turlam się tak szybko, na ile potrafię do pomieszczenia, skąd dobiega łomot. Nawet nie muszę pytać o zespół, ponieważ wszędzie rozpoznam dźwięk elektrycznej gitary Rammstein. Już chcę się wydrzeć, żeby wyłączyli ten jazgot, gdy widzę, co chłopaki wyprawiają.  
Materiał dziecięcej pościeli porozrzucany po całym pokoiku. Sam z zamkniętymi oczami porusza mocno głową i gra solówkę na rurkach z baldachimu, a Jul zrobił perkusję z pluszaków, krzycząc słowa refrenu „Du Hast mich.”
Na komodzie stoi pusta butelka Johnnego Walkera oraz dwa kieliszki.  
Obalili drugą połówkę flachy, którą Sam otworzył podczas mielenia mózgu Julkowi?!
‘Zaraz z siebie wyjdę!’  
Jeszcze nie ma południa, a oni są naprani jak mały Kazio. Przecież osły wiedzą, co czeka ich dziś w klubie!  
Muzyka dobiega końca i dopiero wtedy zauważają moją obecność.
– Kochanieee! Podooobał ci się nasz koncert? – bełkocze niezrozumiale szczeniak. Jul próbuje wyłączyć charkoty w telefonie, lecz wypada mu z ręki prosto na leżącego… misia w śpioszkach???  ‘Ja pierdziele!’
Chwytam się za czoło. To jakaś patologia! Nie, nie potrafię dłużej! Kręcąc głową wychodzę z pomieszczenia i zatrzaskuję za sobą drzwi. W korytarzu mama stoi tak samo oniemiała, jak ja.
– Mam męża kretyna i brata palanta. – Nic dodać, nic ująć.

99
Samuel

To jest wytrzeźwienie na spidzie. Taki dwuminutowy pit stop z formuły jeden.  
Wystarczyła mina Mii, a promile same się ulotniły.  
– Jak myślisz, będziemy mieć dym? – pyta mnie zdygany szwagier. Hmm, ciężko powiedzieć. U jego siostry nigdy nie wiesz, na jakie nadzienie trafisz, a te z pewnością nie jest słodką marmoladką.
– Miejmy nadzieję, że do łopatologii nie dojdzie. – Podtrzymuję go na duchu. Szybko sprzątamy bałagan, a następnie wychodzimy z pokoiku. Moja żona siedzi przy stole z nosem jak zwykle wtopionym w monitor laptopa i wyżywa się na klawiaturze.  
‘Aby gwałt guzików ją uspokoił.’
W kuchni teściowa niczym chomik biegający w kółku przygotowuje coś do szamania. Można się łatwo do tego przyzwyczaić.  
– Żonko? Kochanie moje. – Zaczynam przemiło, robiąc z siebie typowego pantoflarza, lecz co znów jej nie odpowiada? Dobija mnie ta sytuacja. Również czuję wyczerpanie, a przede wszystkim wnerwiają mnie jej wahania nastroju. Rano jeszcze była w skowronkach, potrafiła zbudować tysiąc mostów swym promiennym uśmiechem, a teraz? Przypomina gbura, dając mi tym do zrozumienia, jaki jestem mało inteligentny.
– Chwila – odpowiada, marszcząc przy tym czoło. Chwyta za myszkę, placem chaotycznie przesuwa kółeczkiem, pierw w górę, za chwilę w dół, parę razy gryzie wargę, robi ogromne oczy i kręci głową.
– Jasna pała – mówi bardziej do siebie niż do nas. Zaalarmowany podchodzę do niej. Staję za jej plecami, aby sprawdzić, na czym polega kłopot. Nachylam się i pierwsze, co mi wpada w oko to nadawca, dlatego uważnie czytam treść wiadomości, a z każdym jednym zdaniem rozszerzam szerzej powieki. Z całą pewnością to jakiś głupi żart jakiegoś gamonia podszywającego się pod tę osobę. Przecież nie posiadamy aż tak wielkiej popularności klubu, żeby zwrócić na siebie uwagę takich VIP-ów. Wyciągam z kieszeni telefon, aby sprawdzić w Google czy w ogóle istnieje ta nazwa, a zarazem porównać nazwiska, jak i dane. Dla mnie to irracjonalne, dlatego nawet nie zasadzam ziarenka nadziei.
Po krótkim szperaniu w przeglądarce i przeczesaniu stronki, opadam ciężko na krzesło obok Mii.
– Ja cię Słońce nie chcę martwić, ale mamy do czynienia z grubymi rekinami – stwierdzam, co widzę. Podsuwam pańci komórkę pod nos, by sama mogła się przekonać, kogo mamy w sieci.
– Czyli teoretycznie rzecz biorąc… – Przerywa, nabierając powietrze w płuca. Tak właśnie wszystko na to wskazuje.
– Mamy morsa na haczyku – potwierdzam spekulację mojej ukochanej, która wkłada kciuk do ust, żeby terroryzować paznokieć.
– Z całą pewnością wystąpiła pomyłka i wiadomość zastała wysłana na zły adres. – Tsunami, jak zwykle próbuje wydobyć negatywny punkt sprawy. Wskazuję palcem na monitor, na którym jest napisane czarne na białym tłustymi literami Samtajl-Night oraz nasze nazwisko.
– Oni już dobrze wiedzieli, do jakiego jeziorka przyszli popływać – zapewniam ją.
– Człowieki, o co kamon? – odzywa się nacykany jak stonka Julek. Matko i córko! A kiedy tego tak trzepnęło? Chłopak się chwieje niczym marynarz na tratwie.
– Dajesz gorzelnią – mówi Mimi, wachlując sobie świeże powietrze pod nos, gdy Julek chucha w jej stronę, lecz szwagier fujara w prowokacji dmucha w jej pyszczek jeszcze raz, przez co Mia boruje mu pięść w żołądek.
– Mamo-oho oho oho, Sio-stra mnieeee zbiłłłłaaa – skarży się młody Dianie z pół płaczem.
– Mamo-oho oho oho, Jul to żul. Ehe ehe ehe – Słoneczko udaje zrozpaczoną, wyciągając język w bardzo paskudny sposób.
– Mamooooo, a Mia powiedziała, że ja żur jem. – Jakbym wiedział, jaką zrobi szopkę, to bym go nawet naparstkiem whisky nie poczęstował.
– Teściowa aha aha aha, mogę im rypnąć? – Przerywam bitwę, wcielając się w rolę beksy, zanim moja Dama zdąży Julkowi zrobić poważną krzywdę.
– Podać deskę ehe, wałek ehe, czy pomidor ehe? – pyta Diana z rozbawieniem, bawiąc się w tę dziecinną grę. ’I jak tu nie podziwiać tej kobiety?’ Już chcę odpowiedzieć, aby rzuciła mi ścierkę z taśmą klejącą, kiedy Mii telefon budzi się ze snu. Jeszcze nie zmieniła tego dzwonka z piszczącym dzieciakiem?!
– Jo… No wiem, właśnie sprawdzamy, czy to nie topielec… Mhm… Jo… –
Spoglądam na przyklejonego do monitora Kurdupla, któremu soczewki ślizgają się po ekranie laptopa. Co on wyprawia?  
– Trrraaasssaaa konnncerrrrtowaaa Dwaaaa tysssssiącccce sieeeedemnaaaaścieee. Annnndreassss Bouuuraniiii… He, He! Dobre!  
To się zwie „AUF UNS.”


Od Autora
Jest rozrywka i nauka -
Nie zapomnij w górę kciuka.
W dniu babci i dziadka
Życzę dużo szczęścia oraz zdróweczka
Niech z tej okazji poleje się wódeczka.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1529 słów i 9141 znaków, zaktualizowała 21 sty o 19:40.

2 komentarze

 
  • bosman

    Zniecierpliwością czekam na kolejne częśc.Pozdrowienia

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo.😊

  • shakadap

    Świetny odcinek, jak zawsze.
    Dużo się dzieje i wciąga, oj wciaga.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Miło przeczytać. Dziękuję bardzo :)