Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 87 - 88

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 87 - 8887
Mia

  Kolejny raz udało się Eliasowi zniszczyć mój prawie idealny świat i choć tym razem nie zadał mi bólu cielesnego, tak bez skrupułów trafił swoim najściem prosto w serce. Jeśli przypuszczenia Samuela będą słuszne i będziemy zmagać się z krytyką oraz negatywnymi ocenami, to dojdzie do utraty klienteli. Wtedy grozi nam zamknięcie działalności i wszyscy pracownicy zostaną bezrobotni. Zawiedziony i wściekły team będzie miał do mnie pretensje, a co najgorsze obarczy mnie winą za to, co się wydarzyło. Zostanę ich wrogiem.  
Przynoszę im jedną falę nieszczęścia za drugą.  
Dlaczego? Dlaczego się wtedy obudziłam?  
Zaoszczędziłabym w ten sposób wiele cierpień, nie tylko sobie, ale mamie, Julowi a przede wszystkim Samuelowi i całej ekipie Samtajl. Nie jestem zdolna niczego porządnie wykonać. Może mój ex ma rację, mówiąc, że nic nie potrafię? ‘Na to wygląda.’ Właśnie kolejny raz udowodnił mi, jaka jestem bezużyteczna.  
Po co się zgadzałam na przejrzenie papierów baru, a tym bardziej na jakikolwiek związek z Samuelem? Powinnam wiedzieć, jak to się skończy! Do czego doprowadzę!  
TOTALNA PORAŻKA!
– My Lady, otwórz drzwi – prosi zmartwiony Samuel po ich drugiej stronie. Zanim przy świadkach ukazałam emocjonalne załamanie, uciekłam z tarasu, żeby ponieść się fali pękniętej tamy. Zaczęłam gorzko płakać, próbując jednocześnie uspokoić ruszające się maluchy, które dzięki ich mamie pozostaną bez stabilnej, świetlistej przyszłości. ‘Wszystko się spierniczyło!’
– Kochanie. Wiem, jak cię to zżera. Daj się wesprzeć. Nie jesteś sama. Ta walka należy do nas – mówi spokojnie.
„… Wspierać w zdrowiu i chorobie, a także kryzysowych dla nas chwilach. Na zawsze razem, póki śmierć nas nie rozłączy.” Przypominam sobie słowa przysięgi małżeńskiej.  
‘Tss. Wolę być sama.’
– Poszli już? – pytam ochrypłym głosem, jednocześnie podnoszę się do pozycji siedzącej.  
‘A jednak nie sama… Durne hormony! Typowa BABA!’
– Przed chwilką. Wpuścisz mnie?  
Wstaję z łóżka, przekręcam klucz, otwieram drzwi, by za chwilę znaleźć schronienie w objęciach męża.
– Słoneczko. Jesteśmy zbyt silni, aby mógł nam zabrać to, na co ciężko zapracowaliśmy. – Chce mnie uspokoić, lecz kolejny raz wybucham płaczem.
– On miał rację. Jestem nic nieumiejącą maciorą! Tylko przynoszę kupę kłopotów i rozczarowania. Zawiodłam wszystkich, a najbardziej ciebie! – protestuję w bolączce ducha.
– Mimi, nic z tych rzeczy nie jest prawdą. Nie pozwolę, abyś wzięła na siebie winę, za jego czyn. Właśnie o to mu chodzi. Chce wykończyć cię psychicznie, a do tego nie dopuszczę, byś pogrążyła się w depresji. Nie przy moim boku. Zrozumiałaś?
– To JA go zwabiłam! Doprowadziłam was do klęski. Przynoszę jedynie wstyd i hańbę! Sam-family znienawidzi mnie. Będziesz bankrutem, zanim mogłeś… – Odrywa mnie od siebie, przerywając mą tyradę i podnosi zdrową ręką moją twarz w górę.
– BULLSHIT! Nie podnoś mi ciśnienia wmawianiem sobie takich rzeczy! To ty jesteś ofiarą psychopaty, który bez mamusi i laleczki Annabell nie miałby żadnych szans wystawić nosa z pierdla, a nie odwrotnie! – Samuel podnosi głos, zamyka na chwilę oczy i bierze głęboki wdech. – Nie powinnaś o tym myśleć, tylko skupić się na bobasach. To źle na nie wpływa – dodaje bardziej opanowany. – Chodź się położyć. – Bierze mnie za dłoń, pomaga mi się położyć, a gdy już po wielu jękach leży obok, mocno mnie do siebie tuli.
– Ale to przeze mnie zostałeś zaatakowany, bo stanąłeś w mojej obronie – szeptem stwierdzam fakty.
– Może miałem mu pozwolić rzucić się z nożem na moją żonę? – Jego ton jest cichy, lecz opryskliwy. Mogłabym powiedzieć, że zieje takim samym sarkazmem, jak ja.
– Chyba byłoby tak najlepiej. Nie miałbyś… – przyznaję. Nagle Samuel pochyla się nade mną. Spojrzenie, jakim mnie obdarza, jest twarde, a zarazem przerażające.
– Kocham cię nad życie, ale skończ pierdolić głupoty, bo ranisz mnie tym bardziej, niż ON nożem. Zabraniam ci w ten sposób myśleć! – ruga mnie. – Kocham Cię, zrozum to wreszcie! Obojętnie, co nadejdzie, przejdziemy to razem. Obiecuję – dodaje i całuje mnie w usta. Gały znów zalewają mi się łzami. – A teraz chcę objąć moją żonę, wtulić ucho w brzusio, podsłuchać maluchy oraz zatankować świeżej energii, zanim zjadą się Dosche i ich napakowana armia szympansów. – Brutus czyni to, co powiedział. Przytula mnie do siebie, wtapia zdrową połówkę twarzy w zaokrąglony bebech, skarżąc się na mnie małym skrzatom.
– Mamusia ma szczęście, że wujek Kai albo wujek Flo tego nie usłyszeli, inaczej miałaby pranie mózgu w proszku Persil i płynie Lenor, aby wytępić mamusi tak durnowate pomysły. Ani na sekundę nie pomyślała o was. Musimy jakoś zadbać, by zaczęła myśleć pozytywnie... Co wy na to Chip i Dale? – Czy nazwał je właśnie od dwóch wiewiórek?
‘ON ma najbardziej luźne śrubki tego świata!’  
Tak jakby usłyszały tatusia, bobasy zaczynają bombardować od środka nie tylko mój pęcherz, ale i żebra. Samuel całuje miejsce, w którym się poruszają, a następnie z uśmiechem i błyskiem w oku podnosi na mnie twarz.
– Widzisz to wsparcie brygady RR? – Mimowolnie się uśmiecham, słysząc te słowa.
‘Mój mąż to Chuck Norris. On wszystko potrafi.’


   88
Samuel


    Dzwonek do drzwi budzi mnie z wiele za krótkiej drzemki. Zaspany podnoszę głowę i otwieram jedną powiekę. Obok mnie leży śpiąca małżonka ze spływającą śliną z ust. Piękność.
DING- DONG. Z pewnością to teściowa ze szwagrem, którzy prosto z trasy przyjechali upewnić się, czy jest z nami wszystko w porządku. Nie mam im tego za złe, ponieważ oni również byli śmiertelnie przerażeni wydarzeniami w Samtajl.
DING- DONG.
‘Wrrr’  
Podnoszę się z łóżka, aby przerwać ten maraton, tak by nie obudzili wypompowanej z sił żonki.
– Już otwieram – mamrocze kobieta pod nosem. ‘Za późno.’
– Śpij. Pójdę zobaczyć, kto się tam dobija – szepczę i opuszczam sypialnię, kierując się do domofonu.
– Słucham? – warczę w słuchawkę.
– Agent Durex… Otwieraj wrota – słyszę Toma oraz chichoty. ‘Zarąbiście! Zaraz wbije cała kolonia WieśMac-ów, a na to mam teraz największą ochotę.
– Nie jestem zainteresowany chińską produkcją – odpieram, jednocześnie naciskając guzik do głównych drzwi wejściowych, a w słuchawce słyszę śmiechy. Otwieram wrota naszego przytulnego mieszkania, by za chwilę dostać paraliżu.
Co do…?
– Jaki piękny powitalny gest, pudel. Nie trzeba było – mówi rechoczący Krakers. Stoję niczym sierotka Marysia i nie potrafię niczego z siebie wydusić.
– Eh mmm… Ktoś umarł albo urodził? – odzywa się Joschua.
Bardzo dobre pytanie.
– Muszę strzelić fotę. Reszta ekipy mi nie uwierzy – komentuje Kai, zaraz po tym słychać dźwięk lepy w dynie.
– No, co! Dowód materialny w razie W. – Broni się przyjaciel.
– To tylko parę skromnych drobiazgów od sąsiadów – stwierdza zachwycona Diana.
‘Otóż to…’
– MIA! Słoneczko! Musisz coś zobaczyć! – wołam do wewnątrz mieszkania.  
– Niczego nie ruszać – ostrzegam zgromadzoną grupkę i zmykam na pomoc mojej żonie. Pośpiesznym krokiem wchodzę w zakręt korytarzyku prowadzącego do sypialni i w ostatniej chwili zaciągam ręczny, by uniknąć kolizji z zaspaną Mimi.
– Aaaa – Wydobywa się jej pisk zaskoczenia. Łapię ją lewą ręką, aby powstrzymać zderzenie.
– To nie autostrada! Zwolnij koleś! – beszta mnie.  – Dżizas, ależ z ciebie kamikadze! – dodaje, opierając się jedną dłonią o ścianę, a drugą za czoło. Przynajmniej weszła w tryb kąsanej uprzejmości.  
– Wszystko tam w środku easy? –  Chce wiedzieć Julian.
– Ta! – odwołuję. – Pojechałem tylko na czołówkę z ciężarówką, ale oboje żyjemy – dodaję, zaliczając przy okazji kopniaka w kostkę, lecz mam durny, szeroki uśmiech na mordzie. Tsunami przekręca oczami, omija mnie i człapie do drzwi, a ja lezę za nią, aby podziwiać nadchodzący spektakl.
Zanim Mia dochodzi do wejścia, przystaje w miejscu, marszczy brwi. Odwraca twarz w moją stronę i wskazuje palcem na klatkę schodową. Jej oczy są duże niczym dwa spodki, usta lekko rozchylone, widać przyspieszony oddech. Następnie powraca wzrokiem na niespodziankę. Dobrze, że nie tylko ja miałem minutowy reset na widok trzech wiader różnokolorowych bukietów kwiatów, wiklinowego koszyka wypełnionego jakimiś czekoladkami, bombonierkami i innymi smakołykami oraz półtorametrowego, grubego, beżowego misia z tabliczką „Szybkiego powrotu do zdrowia. Jesteśmy z wami. – Sąsiedzi.”  
‘Ładny mi to skromny drobiazg.’  
Rozlegają się śmiechy.
– Sis, jak długo mamy tu sterczeć? – Szwagier pierwszy daje głosu.
– Ale… to miłe z ich strony. – Mia w końcu wychodzi z osłupienia. – Wniesiecie to? – pyta, odrywając wzrok od gigantycznej maskotki.  
  Parę minut później salon wypełniony zostaje zapachem kwiatów, pluszowy niedźwiadek posadzony na kanapie, a stół zdobi kosz z łakociami i kartkami. Po przywitaniu się z Julianem, Dianą, Tomem, Kaiem i Joschuą, brygada zaczyna wypytywać o nowe informacje w sprawie napaści. Mia mówi o zdemolowanym ryju Eliasa, z czego chłopcy mają bekę na sto dwa, natomiast teściowa ma te same obawy, co córka. Uspakajam ją słowami naszych prawników, a także oznajmiam, kim są wspólnicy tej gnidy.
– Laura i Wanda?! – woła osłupiała Diana.
– Ale one nic nie mają ze sobą wspólnego! – wtrąca się Jul.
– Celna uwaga, smrodzie – stwierdza Mimi i choć bierzemy pod uwagę różne opcje, kombinujemy na wszystkie sposoby, to i tak nie mamy żadnych logicznych wyjaśnień, co Laura ma wspólnego z tym szajsem, a tym bardziej, czym się kierowała. Następnie pytamy Dianę o przeprowadzkę oraz jej przebieg. Teściówka jest zachwycona siłą młodzieńców, na co Misiek z dumą napina bicepsy i je całuje. Natomiast Julian jest zdruzgotany odkryciem braku lustra w sypialni. Wszyscy oprócz mamy, zaczynamy się śmiać z dramatu młodego.
– Magiczne zwierciadełko. – Robi smutną minę w kierunku wiszącego nad komodą lustra. Na pytanie Diany, o czym mówimy, Tom papla, gdzie wisiało, Kai dodaje ”upojne noce”, a teściowej wzrok ląduje na brzuszku Mii. ‘BINGO!’ Biedny Julian wymięka i ucieka ze skrzyżowanymi nogami do kibla. Wtem rozlega się dzwonek do drzwi. Po krótkiej wymianie spojrzeń z żoną, wstaję by zobaczyć, kto przerywa nam kolosalnie dobrą pogawędkę.
– Sorry wróbelki. Mam nowiny.
Soraya.


Parę słów od Misia "Bajeczki"
- Za mój występ wstawiać mi lajeczki.
Pozdrawiam i zdrówka życzę AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1829 słów i 11019 znaków, zaktualizowała 30 gru 2020.

4 komentarze

 
  • nanoc

    No co ja mogę odkrywczego powiedzieć o tym opowiadaniu - B O M B A, moi przedmówcy określili dokładnie, dla tego jeszcze raz - B O M B A. Sorry wróbelki. "Mam nowiny".
    "Soraya."
    Ta sekwencja zdecydowanie nie przypadła mi do gustu - czuję problemy. Nasza kochana Autorka potrafi zaskakiwać. Ale czyta się świetnie. :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo  :)

  • bosman

    Powalajace nic dodac nic ujac.Wszystkiego najlepszego duzo veny i pomyslow w nadchodzacym  Nowym Roku

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo :)

  • wiliino

    Jak zwykle ma jedną wadę ;)  
    Za krótkie ;)

  • AHopeS

    @wiliino  
    Niezmiernie mi miło przeczytać komentarz czytelnika z pierwszych mych rozdziałów.
    Zdrowia życzę! :)  

    "Za krótkie" - tak, wiem... stystyka :D

  • wiliino

    @AHopeS może mało piszę ale przeczytane mam wszystkie odcinki

  • AHopeS

    @wiliino To bardzo miłe :)

  • shakadap

    Jak zwykle petarda!
    Świetnie piszesz!
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.
    "Świat nie piszesz"-  Bo ja wiem? :shrug: Motywacja czytelnika zanika